4 marca 2026 roku Polska Agencja Prasowa opublikowała tekst, który formalnie nosi etykietę „artykułu sponsorowanego”. Jego autorką jest mec. Aneta Ciechowicz-Jaworska, radca prawny prowadząca kancelarię obsługującą sektor bankowy. Teza jest prosta: podział umów kredytowych na „przed BMR” i „po BMR” to sztuczna narracja procesowa, WIBOR zawsze był legalny, a wyroki TSUE to potwierdzają. Pytanie, które warto zadać przed lekturą, brzmi inaczej niż zwykle: nie „czy autor ma rację?”, lecz „kto za tym stoi i dlaczego akurat teraz?”
Kim jest autorka i kogo reprezentuje jej kancelaria?
Aneta Ciechowicz-Jaworska to radca prawny z ponad dwudziestoletnim doświadczeniem w obsłudze podmiotów finansowych – w tym banków. Kancelaria, którą prowadzi wspólnie z mec. Bartłomiejem Ślażyńskim, specjalizuje się w prawie bankowym, a jej prawnicy – w tym mec. Bartłomiej Rybicki – wprost deklarują obsługę sporną banków i ubezpieczycieli. Sam Ślażyński brał udział w programach ugód banku w sprawach frankowych, a więc działał jako pełnomocnik po stronie instytucji finansowej.
Nie jest to zarzut. Każda strona sporu ma prawo do pełnomocnika i do publicznej prezentacji swoich argumentów. Problem pojawia się wtedy, gdy tekst napisany przez prawnika strony bankowej dystrybuowany jest przez Polską Agencję Prasową jako „analiza”, a nie jako głos jednej ze stron konfliktu interesów.
Faktem jest, że PAP – agencja, z której materiałów korzystają setki polskich redakcji – opublikowała sponsorowany przekaz kancelarii reprezentującej banki w momencie, gdy debata o WIBOR osiąga szczytowe natężenie. To precedens wart odnotowania. Akademicka „analiza prawna” sygnowana przez prawników strony nie jest tym samym co opinia niezależna.
Co autorka ma rację? Oddajmy uczciwie.
Rzetelna polemika zaczyna się od przyznania racji tam, gdzie jest należna. I tutaj kilka tez artykułu bronić się będzie bez zastrzeżeń.
Po pierwsze: WIBOR faktycznie funkcjonuje od 1993 roku i BMR nie był jego aktem założycielskim. To prawda. Unijne rozporządzenie w sprawie wskaźników referencyjnych weszło w życie w 2018 roku jako regulacja porządkująca rynek, który istniał od dekad. Analogia do termometru jest trafna o tyle, że mechanizm pomiaru nie zmienił się fundamentalnie – zmienił się nadzór i standaryzacja metodologii.
Po drugie: przepisy przejściowe art. 51 BMR rzeczywiście dopuszczały ciągłość funkcjonowania istniejących wskaźników do czasu uzyskania autoryzacji. Kancelaria słusznie wskazuje, że samo unijne rozporządzenie nie traktowało wcześniejszych umów jako automatycznie wadliwych.
Po trzecie: przed rokiem 2018 nie panowała regulacyjna pustka absolutna. Banki podlegały prawu, działały pod nadzorem KNF, a sama Rada WIBOR powołana w 2013 roku z udziałem przedstawicieli KNF i Ministra Finansów stanowiła element nadzoru instytucjonalnego. To fakty i warto je przyjąć do wiadomości.
Po czwarte: silna korelacja WIBOR-u ze stopą referencyjną NBP przekraczająca w długim okresie 90% jest argumentem przemawiającym za rynkowym charakterem wskaźnika. Ten argument jest zasadny i kredytobiorcy powinni go znać.
Co artykuł przemilczał? Tutaj zaczyna się problem.
Tekst kancelarii operuje na prawdziwych faktach, ale ustawia selektywny reflektor. Podświetlone zostaje to, co wygodne dla strony bankowej. W cieniu pozostaje to, co dla banków niewygodne.
1. Wyrok C-471/24 dotyczył umowy po 2018 roku – nie wszystkich
To jest kluczowa informacja, której w artykule brakuje lub która zostaje zamaskowana. Sprawa C-471/24, rozstrzygnięta przez TSUE 12 lutego 2026 roku, dotyczyła konkretnej umowy kredytowej zawartej po wejściu w życie rozporządzenia BMR – a więc po 2018 roku. Trybunał wydał orzeczenie w ściśle zakreślonych ramach pytania prejudycjalnego. Sądy krajowe i sami prawnicy konsumenccy jednoznacznie podkreślają: co do umów sprzed roku 2018 sprawa pozostaje otwarta. Czekamy na rozstrzygnięcia w połączonych sprawach C-586/25 i C-630/25 oraz w sprawie C-607/25.
Artykuł kancelarii bankowej prezentuje tymczasem narrację tak, jakby wyrok zamknął całą debatę o legalności WIBOR-u – starych i nowych umów łącznie. To zabieg retoryczny, a nie rzetelna analiza.
2. TSUE nie powiedział, że banki prawidłowo informowały klientów
Autorka pisze, że Trybunał nie stworzył podstaw do uznania klauzuli WIBOR za wadliwą i że bank nie ma obowiązku wyjaśniania szczegółów metodologii wskaźnika. To prawda – ale to tylko część wyroku.
Artykuł pomija punkt 104 wyroku TSUE, w którym Trybunał wprost przeniósł ciężar oceny na sądy krajowe – w zakresie obowiązków informacyjnych banków wynikających z dyrektywy 2014/17/UE. Chodzi o formularz ESIS, obowiązek przedstawienia realnej symulacji wzrostu oprocentowania na 20 lat historycznych danych oraz rzetelne zobrazowanie ekonomicznych konsekwencji dla kredytobiorcy. TSUE wyraźnie wskazał, że sam fakt stosowania regulowanego wskaźnika nie zwalnia banku z tych obowiązków.
Rzecznik Finansowy dr Michał Ziemiak komentując wyrok tego samego dnia wskazał wprost: kluczowa będzie ocena, czy kredytobiorca otrzymał jasną i pełną informację o ryzyku zmiennej stopy procentowej opartej o WIBOR. Radczyni prawna Beata Strzyżowska, znana z procesów frankowych i wiborowych, podsumowała to jednym zdaniem: „Techniczna poprawność wskaźnika nie usprawiedliwia sprzedażowego cwaniactwa.”
3. „Stary WIBOR” a konflikt interesów banków-panelistów
Artykuł odpiera argument o konflikcie interesów banków-panelistów, powołując się na to, że końcową wartość wskaźnika wyznaczał administrator, a nie pojedynczy bank. Ale to nie jest koniec tej historii. Eksperci prawni reprezentujący konsumentów wskazują, że przed rokiem 2018 brak było niezależnej weryfikacji tego, czy kwotowania składane przez banki odzwierciedlały rzeczywiste transakcje. Samo złożenie kwotowania to za mało, jeśli nie weryfikuje się, czy bank rzeczywiście zawierał transakcje po podanej stawce. Tego akurat w artykule kancelarii nie znajdziemy.
Co więcej, sprawa I C 383/24, rozstrzygnięta przez Sąd Okręgowy w Jeleniej Górze wyrokiem SSO Bożeny Roman z 20 listopada 2025 r., pokazuje, że argumentacja oparta na naruszeniu obowiązków informacyjnych oraz niedozwolonym rozkładzie ryzyka przynosi realne efekty przed polskimi sądami. Sprawa dotyczyła złotowego mieszkaniowego kredytu budowlano-hipotecznego Banku PEKAO SA zawartego 22 lipca 2016 roku – a więc dwa lata przed formalnym wejściem w życie rozporządzenia BMR. Sąd uznał klauzule odnoszące się do „sumy stopy bazowej kredytu mieszkaniowego” (§9 umowy) za niedozwolone postanowienia umowne, niewiążące kredytobiorców od chwili zawarcia umowy, i zasądził na ich rzecz kwotę ponad 37 740 zł wraz z odsetkami oraz 7 968 zł tytułem kosztów procesu. Uzasadnienie wyroku, które stało się dostępne na początku marca 2026 roku, koncentruje się właśnie na zakresie informacyjnym i rozkładzie ryzyka – dokładnie tych elementach, które TSUE w sprawie C-471/24 oddał pod ocenę sądów krajowych. O tym wyroku artykuł kancelarii bankowej nie wspomina ani słowem. Nie wspomina też o tym, że dotyczy on umowy sprzed BMR – czyli tego okresu, który kancelaria ogłasza za równie bezpieczny prawnie co okres po 2018 roku.
Domniemanie legalności można obalać. Tego też nie ma w artykule.
Jeden z najważniejszych wniosków płynących z wyroku C-471/24 – i jednocześnie jeden z najbardziej przemilczanych przez kancelarie bankowe – jest następujący: wyrok ustanawia domniemanie legalności wskaźnika po roku 2018, a nie pewność. Domniemanie można obalać.
Jeżeli wykaże się, że nadzór nad procesem fixingu był iluzoryczny, że banki odmawiały zawierania transakcji po kwotowanych stawkach, albo że kredytobiorca nie miał realnej szansy zrozumienia ryzyka wynikającego z umowy – domniemanie upada. Prawnicy konsumenccy wskazują, że formularze ESIS w wielu przypadkach miały charakter reklamowy, a doradcy bankowi zapewniali klientów, że stopy procentowe nie wzrosną. Te okoliczności to gotowy materiał dowodowy na naruszenie obowiązku przejrzystości – i sądy krajowe będą to badać.
Artykuł sponsorowany przez PAP – mechanizm, który trzeba nazwać
Wróćmy do pytania z początku. Polska Agencja Prasowa jest instytucją cieszącą się szczególnym zaufaniem społecznym – jej materiały trafiają do setek polskich mediów jako źródło informacji, a nie jako przekaz reklamowy. Opublikowanie sponsorowanego artykułu kancelarii działającej na zlecenie banków w momencie, gdy miliony Polaków szukają rzetelnej informacji o swoich prawach, to zdarzenie, które zasługuje na komentarz.
Nie jest to pierwsza taka publikacja tej kancelarii. W 2025 roku analogiczny sponsorowany tekst autorstwa mec. Ślażyńskiego i mec. Rybickiego ukazał się na portalu Money.pl. Schemat jest powtarzalny: prawnicy bankowi publikują jako „eksperci”, nie ujawniając wprost, że reprezentują stronę sporu. Kredytobiorcy trafiający na takie teksty mogą nie zdawać sobie sprawy, że czytają materiał przygotowany przez prawną reprezentację banków, a nie przez niezależnego analityka.
Podsumowanie: mapa racji i błędów
Uczciwa ocena artykułu kancelarii Ciechowicz-Jaworskiej wygląda następująco:
| ✅ Racja | ❌ Błąd lub pominięcie |
|---|---|
| BMR nie był aktem założycielskim WIBOR-u | Wyrok C-471/24 dotyczył tylko umów po 2018 r. – tekst to zaciera |
| Przepisy przejściowe BMR dopuszczały ciągłość WIBOR-u | TSUE wskazał na obowiązki informacyjne banków (pkt 104 wyroku) – artykuł o tym milczy |
| Przed 2018 r. istniały pewne mechanizmy nadzoru (Rada WIBOR, KNF) | Wyrok SO Jelenia Góra (I C 383/24, PEKAO SA, umowa z 2016 r.) – klauzule WIBOR abuzywne PRE-BMR – całkowicie pominięty |
| Korelacja WIBOR–NBP powyżej 90% to argument za rynkowym charakterem wskaźnika | Domniemanie legalności (a nie pewność) po roku 2018 można obalać – to nie jest wspomniane |
| Konflikt interesów autorki nie został ujawniony czytelnikom PAP |
Kredytobiorcy złotowi nie powinni wyciągać wniosków z żadnego pojedynczego tekstu – ani sponsorowanego przez kancelarie bankowe, ani entuzjastycznego od kancelarii konsumenckich. Debata o WIBOR-ze jest realnie otwarta, zwłaszcza dla umów sprzed 2018 roku. Trzy kolejne sprawy przed TSUE (C-586/25, C-630/25, C-607/25) przyniosą odpowiedzi na pytania, których wyrok lutowy celowo nie rozstrzygnął.
Warto zapamiętać jedno: kiedy kancelaria reprezentująca banki płaci za publikację w PAP twierdzącej, że kredytobiorcy nie mają podstaw do kwestionowania swoich umów – to samo w sobie jest informacją. I to informacją dość wymowną.
Artykuł powstał na podstawie analizy wyroku TSUE C-471/24 oraz publicznych informacji o działalności kancelarii Ciechowicz-Jaworska & Ślażyński.






