Polskie sądy apelacyjne przestały rozpoznawać sprawy „różne”. Trzy na cztery rozstrzygnięcia drugiej instancji dotyczą dziś kredytów we frankach. W praktyce stały się one sądami jednej sprawy — a to oznacza, że na werdykt czeka nie tylko frankowicz, lecz każdy, kto stoi w tej samej kolejce: po rozwód, spadek czy odszkodowanie. W piątek Sejm zdecydował, że spróbuje tę kolejkę rozładować.
Izba uchwaliła ustawę o szczególnych zasadach rozpoznawania spraw dotyczących umów kredytu denominowanego i indeksowanego do franka szwajcarskiego. To jeden z najbardziej wyczekiwanych aktów prawnych tej kadencji — i jednocześnie jeden z najbardziej spornych. Choć kierunek zmian jest proceduralny, ich ciężar gatunkowy jest ogromny: chodzi o ponad sto tysięcy toczących się postępowań i o pieniądze, które dziś „wiszą” nierozliczone między bankami a konsumentami.
Ustawa frankowa przeszła przez Sejm. Wynik głosowania
Za przyjęciem ustawy opowiedziało się 230 posłów, przeciw było 175, a 23 wstrzymało się od głosu (dane PAP). Projekt trafia teraz do Senatu. To efekt trzeciego czytania, które domknęło kilkutygodniowy maraton prac w połączonych komisjach: Sprawiedliwości i Praw Człowieka oraz Gospodarki i Rozwoju.
Głosowanie końcowe w Sejmie
| |||||||||||
Źródło: PAP. Głosowało 428 z 460 posłów. Sygnatura głosowania imiennego dostępna w archiwum Sejmu. |
Układ poparcia odzwierciedlał stanowiska prezentowane w czytaniach: za kierunkiem zmian opowiadały się kluby KO, PSL, Lewicy oraz Centrum; krytyczne wobec projektu były PiS i Konfederacja, a część posłów koalicji — zwłaszcza Polski 2050 — podchodziła do niego sceptycznie. To dlatego do ostatniej chwili nie było pewne, czy ustawa znajdzie w izbie większość.
Po co komu specustawa? Sądy „jednej sprawy”
Skala problemu jest dziś bezprecedensowa. Jak wskazywała pełnomocniczka Ministra Sprawiedliwości ds. ochrony praw konsumenta dr Aneta Wiewiórowska-Domagalska, w sądach okręgowych sprawy frankowe to wciąż około jednej czwartej cywilnej kolejki procesowej, a w apelacjach — aż 70 proc. wszystkich oczekujących spraw. W warstwie statystycznej oznacza to, że druga instancja niemal w trzech czwartych „załatwień” zajmuje się frankami.
Udział spraw frankowych w obłożeniu sądów
| ||||||||||||
Dane przytaczane przez pełnomocniczkę MS ds. ochrony praw konsumenta (za PAP/RMF). Wartości szacunkowe. |
Drugim źródłem zatoru jest dublowanie postępowań. Dziś konsument najpierw pozywa bank o zwrot wpłat z tytułu nieważnej umowy, a bank w odrębnym procesie domaga się zwrotu wypłaconego kapitału. Dwie sprawy, dwie wokandy, dwa wyroki — w sporze, który da się rozstrzygnąć za jednym razem. To właśnie tę logikę ustawa próbuje odwrócić.
Co realnie zmienia ustawa dla frankowiczów
Najgłośniejszym rozwiązaniem jest zawieszenie obowiązku spłaty rat z mocy prawa. Ma ono następować automatycznie z chwilą doręczenia bankowi pozwu i trwać do prawomocnego zakończenia sprawy — bez konieczności wydawania osobnego postanowienia o zabezpieczeniu. Dla kredytobiorcy oznacza to, że nie musi już „po cichu” spłacać zobowiązania, które kwestionuje przed sądem.
Po drugie, ustawa porządkuje wzajemne roszczenia. Bank będzie mógł dochodzić zwrotu kapitału w tym samym procesie, w formie powództwa wzajemnego, a termin na jego wniesienie wydłużono aż do zakończenia postępowania w pierwszej instancji. Cel jest jeden: jedno postępowanie, jedno rozliczenie, jeden wyrok.
Pakiet uzupełniają zmiany przyspieszające: szersza możliwość orzekania na posiedzeniach niejawnych, przesłuchania świadków zdalnie lub na piśmie, a także prawo referendarzy sądowych do umarzania postępowań po cofnięciu pozwu albo apelacji. Każde z tych narzędzi z osobna wygląda technicznie — razem mają odebrać sędziom najbardziej czasochłonne czynności.
Spór o potrącenie, czyli co wypadło z projektu
Najgorętszym punktem prac był tzw. zarzut potrącenia. Pierwotny projekt przewidywał specjalne reguły terminowe dla potrącenia roszczeń banku — w tym przywracające termin w tysiącach już toczących się, często zaawansowanych spraw. Strona społeczna i część prawników ostrzegały, że taki przepis mógłby zachwiać sytuacją procesową konsumentów w połowie drogi.
Na etapie drugiego czytania izba przyjęła trzy poprawki klubu KO, które te przepisy z projektu wykreśliły. Co znamienne — wątpliwości wobec tej części ustawy zgłaszał nie tylko największy klub opozycyjny, lecz także formacje współtworzące większość. To wymowny sygnał, że projekt od początku nie był legislacyjnie dopracowany.
Kto na tym zyska, a kto musi uważać
Konsumenci. Największą korzyścią jest czas i przewidywalność: automatyczne wstrzymanie rat i połączenie roszczeń w jednym procesie powinny skrócić drogę do rozliczenia. Ale — i to jest ocena redakcyjna — diabeł tkwi w szczegółach. Jeśli kredytobiorca przegra spór o nieważność, a przez cały proces nie spłacał rat, może stanąć przed pytaniem o zaległości i odsetki. Dlatego część środowiska upomina się o prawo do dobrowolnej spłaty w trakcie postępowania.
Banki. Sektor od początku patrzył na projekt nieufnie, ostrzegając przed kosztami i ryzykiem prawnym. Z perspektywy banków szybsze procesy to jednak miecz obosieczny: skracają niepewność i porządkują rozliczenia, ale zarazem przyspieszają moment, w którym przegrane sprawy trzeba zaksięgować. Warto odnotować, że to argument, który da się bronić z obu stron.
Sądy i rynek. Jeżeli mechanizmy zadziałają zgodnie z założeniem, druga instancja odzyska oddech, a frankowy „korek” przestanie blokować pozostałe sprawy cywilne. To akurat interes nas wszystkich, nie tylko frankowiczów.
Co dalej: Senat, prezydent i znaki zapytania
Droga ustawy się nie kończy — raczej wchodzi w fazę, w której wciąż wiele może się zdarzyć. Senat może przyjąć ją bez zmian, zgłosić własne poprawki (wtedy wróci do Sejmu) albo odrzucić w całości. Później akt trafi do Pałacu Prezydenckiego.
I tu pojawia się największa niewiadoma. Prezydent Karol Nawrocki, wywodzący się ze środowiska dzisiejszej opozycji i niejednokrotnie chłodno oceniający pomysły resortu sprawiedliwości, ma standardowo 21 dni na decyzję — w tym możliwość weta. W razie weta ustawa wróci do Sejmu, który mógłby je odrzucić jedynie większością 3/5 głosów. Przy dzisiejszym układzie sił to wynik wcale nie oczywisty.
Podsumowanie
Sejm zrobił krok, na który czekały zarówno wokandy, jak i kredytobiorcy. Frankowicze wywalczyli najważniejsze: z projektu zniknęły sporne reguły potrącenia. Pozostaje jednak pytanie, czy automatyczne zabezpieczenie i połączenie roszczeń w jednym procesie okażą się tarczą, czy — w rękach mniej przychylnego sędziego — bywają obosieczne.
Jedno jest pewne: ustawa, która ma odkorkować sądy, sama musi jeszcze przejść przez Senat i biurko prezydenta. A w polskiej polityce frankowej najciekawsze rozstrzygnięcia zwykle zapadają na ostatniej prostej. Czy tym razem będzie inaczej? Odpowiedź poznamy najpóźniej za kilka tygodni.





