Sektor bankowy chodzi do Ministerstwa Sprawiedliwości i Ministerstwa Finansów, żeby pod hasłem proporcjonalności usunąć z nowej ustawy sankcję kredytu darmowego – tak brzmi zarzut, który w rozmowie z money.pl postawił prezes UOKiK Tomasz Chróstny. Urzędujący szef centralnego organu państwa po raz pierwszy powiedział wprost to, o czym rynek spekulował od maja: przeniesienie prac nad ustawą o kredycie konsumenckim z UOKiK do resortu sprawiedliwości otworzyło bankom drzwi, do których pukały od dawna.
Najważniejsze fakty
- Prezes UOKiK zarzuca ZBP i bankom lobbing w dwóch ministerstwach na rzecz wycięcia sankcji kredytu darmowego z nowej ustawy o kredycie konsumenckim.
- Krytyczne teksty o kancelariach, które ukazały się w „Rzeczpospolitej”, Chróstny odbiera jako przygotowanie gruntu pod tę operację.
- Kancelarie stały się dla banków poważnym przeciwnikiem procesowym – zdaniem prezesa UOKiK sektor sam wyhodował ten rynek, torpedując przez lata rozwiązanie problemu frankowego.
- Umowy zawarte przed ewentualną zmianą przepisów pozostają pod ochroną obecnego art. 45 ustawy o kredycie konsumenckim.
- Argument o „nieproporcjonalności” sankcji podważa sam UOKiK sprzed lat: w poradniku z 2012 r. urząd ostrzegał konsumentów przed praktyką, którą TSUE zakwestionował dopiero w 2026 r.
Dwa dni, dwa wywiady, jedna wojna
To już drugi w ciągu dwóch dni głośny wywiad Tomasza Chróstnego w money.pl. W poniedziałek prezes UOKiK tłumaczył, dlaczego jego urząd nie firmuje reformy WIBOR i nie zamierza być „kwiatkiem do kożucha” w grupie zdominowanej przez sektor. We wtorek poszedł znacznie dalej. Rozmowa z Karoliną Wysotą, formalnie poświęcona sporowi banków z kancelariami, w praktyce jest aktem oskarżenia wobec sposobu, w jaki powstaje nowa ustawa o kredycie konsumenckim.
Kontekst jest znany. Projekt wdrażający unijną dyrektywę CCD2 przygotowywał UOKiK – i szedł dalej niż obecne przepisy: znosił limit kwotowy sankcji, wprowadzał jej gradację i zaostrzał reguły reklamy kredytów. W maju premier odebrał prezesowi UOKiK upoważnienie do prowadzenia tych prac, a projekt trafił do Ministerstwa Sprawiedliwości. Oficjalnie – w ramach porządkowania procesu legislacyjnego. Nieoficjalnie mówiło się o presji resortów, które zarzuciły projektowi tzw. gold-plating, czyli wychodzenie ponad unijne minimum. Sam Chróstny skomentował wtedy decyzję premiera dyplomatycznie, mówiąc o pokorze. Dziś dopisuje do tej układanki brakujący element.
„Pielgrzymki” do ministerstw
Prezes UOKiK mówi o tym bez dyplomatycznej waty. Sektor bankowy, z kluczową rolą Związku Banków Polskich, „pielgrzymuje” – to jego słowo – do Ministerstwa Sprawiedliwości i Ministerstwa Finansów, zabiegając o usunięcie z ustawy sankcji kredytu darmowego. Pretekstem ma być rzekomy brak proporcjonalności mechanizmu, który jak przypomina Chróstny stosuje się wyłącznie wtedy, gdy bank dopuścił się poważnego naruszenia praw konsumenta w umowie.
Jeszcze mocniej wybrzmiewa wątek personalny. Publikację pełnomocniczki ministra sprawiedliwości dr Anety Wiewiórowskiej-Domagalskiej w „Rzeczpospolitej” tę samą, w której padła teza o konsumencie traktowanym jak towar prezes UOKiK odbiera jako przygotowanie gruntu pod wycięcie sankcji z ustawy. A o beneficjentach całej operacji mówi w sposób, który trudno odczytać inaczej niż jako aluzję do drzwi obrotowych między administracją a sektorem: wygrają banki i ci, którym ich wdzięczność zapewni w przyszłości dobrze płatne posady w bankowości.
Banki obecnie drżą przed kancelariami odszkodowawczymi i traktują je jak śmiertelne zagrożenie
— Tomasz Chróstny, prezes UOKiK, w rozmowie z money.pl (12.08.2026)
Przegrali w sądach, chcą wygrać w ustawie
Słowo „proporcjonalność” nie pojawia się w tej rozmowie przypadkiem. To dokładnie ten argument, na który sektor stawiał przed Trybunałem Sprawiedliwości UE – i który nie przyniósł mu tego, na co liczył. W wyroku z 13 lutego 2025 r. w sprawie Lexitor przeciwko Alior Bankowi (C-472/23) TSUE nie podważył samej sankcji: uznał, że jednolita sankcja pozbawiająca kredytodawcę odsetek i kosztów za różne naruszenia obowiązków informacyjnych nie narusza zasady proporcjonalności, a ocenę konkretnego przypadku zostawił sądom krajowym. Systemowego zakwestionowania SKD nie było. Dwa miesiące temu doszło kolejne rozstrzygnięcie: w wyroku z 23 kwietnia 2026 r. w sprawie C-744/24 TSUE uznał, że dyrektywa stoi na przeszkodzie naliczaniu odsetek od kredytowanych kosztów kredytu – pisaliśmy o tym wyroku i reakcji ZBP szczegółowo. Skala sporów rośnie od dawna: jeszcze według danych podanych przez prezesa ZBP na koniec grudnia 2024 r. w sądach toczyło się 14 759 spraw o sankcję kredytu darmowego. Skoro argumentu o proporcjonalności nie udało się przeforsować w orzecznictwie, sektor próbuje przenieść go do legislacji – i wpisać do nowej ustawy sankcję tak okrojoną, żeby przestała być realnym narzędziem.
Kalendarz sprzyja tej taktyce. Przepisy wdrażające dyrektywę CCD2 powinny być stosowane najpóźniej od 20 listopada 2026 r. Pióro trzyma dziś resort sprawiedliwości, czasu jest mało, a w legislacyjnym pośpiechu łatwiej przemycić „korektę proporcjonalności” bez szerokiej debaty. Ten sam pośpiech, który towarzyszył ustawie frankowej.
Czym jest sankcja kredytu darmowego?
Sankcja kredytu darmowego to uprawnienie z art. 45 ustawy o kredycie konsumenckim z 2011 r. Jeżeli kredytodawca naruszył wskazane w ustawie obowiązki, m.in. informacyjne, konsument spłaca wyłącznie pożyczony kapitał – bez odsetek i pozaodsetkowych kosztów kredytu. Uprawnienie realizuje się przez złożenie pisemnego oświadczenia wobec kredytodawcy.
Broszura sprzed 14 lat rozbraja argument o proporcjonalności
Cała narracja o „nieproporcjonalnej sankcji za drobne uchybienia” ma zresztą jeden zasadniczy problem: naruszenia, o których mówimy, drobne nie są – i nie są nowe. Sankcję uruchamia zamknięty katalog naruszeń z art. 45 – m.in. nieprawidłowe wskazanie całkowitej kwoty kredytu, całkowitego kosztu kredytu czy RRSO. Czyli dokładnie te parametry, na podstawie których konsument porównuje oferty i podejmuje decyzję o wieloletnim zobowiązaniu. Surowość sankcji jest z założenia proporcjonalna do wagi naruszenia, które ją wywołuje – bo uruchamia się wyłącznie przy naruszeniach poważnych.
A że banki wiedziały, co robią, przypomniano w tym tygodniu w mediach społecznościowych, wyciągając z archiwów poradnik samego UOKiK z sierpnia 2012 r. „Nie taki kredyt straszny – ustawa o kredycie konsumenckim w pytaniach i odpowiedziach”. Urząd tłumaczył w nim konsumentom rzecz, o którą dziś toczą się tysiące procesów: kredytowana prowizja jest kosztem kredytu i tam powinna trafić w formularzu, a wpisanie jej do kwoty kredytu wprowadza klienta w błąd co do kosztów i RRSO oraz uniemożliwia rzeczywiste porównanie ofert. Regulator opisał ten mechanizm czarno na białym czternaście lat przed wyrokiem C-744/24, w którym TSUE uznał naliczanie odsetek od kredytowanych kosztów za sprzeczne z dyrektywą.
To odwraca ciężar całej dyskusji o proporcjonalności. Trudno mówić o zaskakiwaniu sektora surową karą za niewinne potknięcia, skoro praktyka była publicznie napiętnowana przez regulatora, zanim zawarto znaczną część spornych dziś umów. I jeszcze jedno: im więcej takich spraw w portfelach banków, tym słabszy – a nie mocniejszy – jest argument o wadliwym przepisie. Masowość naruszeń dowodzi, że problem leży w praktyce jego stosowania. „Nieproporcjonalność” to na razie postulat lobbingu, który nie znajduje potwierdzenia ani w orzecznictwie TSUE, ani w obowiązujących przepisach.
Kto wyhodował rynek kancelarii? Chróstny odwraca narrację
Najciekawszy fragment rozmowy dotyczy jednak historii. Na zarzut, że publiczny system ochrony konsumenta zawiódł, a lukę wypełniły komercyjne kancelarie, Chróstny odpowiada rachunkiem sumienia wystawionym bankom. Przypomina, że UOKiK kwestionował klauzule w umowach frankowych już w 2009 r., a w 2012 r. trafiły one do rejestru postanowień niedozwolonych. Systemowego rozwiązania problemu nie było, bo sektor storpedował propozycje ustawowe – z prezydencką koncepcją kursu sprawiedliwego na czele – i świadomie wybrał konfrontację w sądach, przekonany, że ją wygra. O ugodach nikt wtedy nie chciał słyszeć.
Efekt znamy. Banki przegrały, a scenariusz sądowy okazał się dla nich rozwiązaniem najdroższym z możliwych. Po drodze wyspecjalizował się rynek pełnomocników, który dziś sprawdza kolejne obszary, gdzie kredytodawcy mogli działać niezgodnie z prawem. Zdaniem prezesa UOKiK sektor sam stworzył sobie przeciwnika, przed którym teraz drży – a za klęskę w sądach nie odpowiedział personalnie żaden bankowiec, bo koszty przerzucono na społeczeństwo.
Franki, sankcja kredytu darmowego, za chwilę reforma WIBOR – schemat za każdym razem jest ten sam. Sektor blokuje rozwiązania systemowe, przegrywa w sądach, po czym szuka ratunku w legislacji. Chróstny opowiada w gruncie rzeczy jedną historię w trzech aktach. Zresztą nie pierwszy raz naraża się sektorowi językiem: po czerwcowym wywiadzie dla „Rzeczpospolitej”, w którym padło słowo „banksterka”, część środowiska bankowego zareagowała oburzeniem.
Tekst pełnomocniczki czytany od nowa
W świetle zarzutów Chróstnego zupełnie inaczej czyta się felieton dr Wiewiórowskiej-Domagalskiej z 4 sierpnia. Pełnomocniczka ministra sprawiedliwości pisała w nim, że „sukces frankowiczów stał się parawanem przysłaniającym prawdziwy stan rzeczy”, a wejście w życie ustawy frankowej nazwała sukcesem osiągniętym mimo silnego lobbingu prowadzonego – jej zdaniem – przez część kancelarii reprezentujących konsumentów.
Zestawmy to z wtorkową wypowiedzią prezesa UOKiK i wychodzi obraz, który powinien niepokoić każdego, niezależnie od sympatii w tym sporze. Dwoje wysokich urzędników państwowych w odstępie tygodnia publicznie stwierdziło, że legislacja konsumencka w Polsce powstaje pod presją lobbingu. Różnią się wyłącznie w tym, czyj lobbing widzą: pełnomocniczka MS wskazuje kancelarie, prezes UOKiK – banki pielgrzymujące do resortu, w którym ta pełnomocniczka pracuje. Nikt przy tym nie twierdzi, że proces jest neutralny. Spór toczy się już tylko o to, kto trzyma rękę na piórze.
Ciekawe jest też to, jak blisko siebie stoją obie diagnozy – i jak daleko rozjeżdżają się wnioski. Wiewiórowska i Chróstny mówią właściwie to samo: publiczny system ochrony konsumenta jest za słaby, a konsument bywa traktowany jak towar, choćby przy masowym skupie roszczeń za ułamek ich wartości. Tyle że u pełnomocniczki historia patologii zaczyna się od kancelarii, a u prezesa UOKiK czternaście lat wcześniej – od banków, które wpisywały do umów postanowienia niezgodne z prawem, a potem storpedowały każdą próbę systemowego rozwiązania. Chróstny mówi wprost: nie zna intencji autorki, ale jej tekst pomija istotne okoliczności i funkcjonalnie przygotowuje grunt pod wycięcie sankcji. Bo jeśli problemem są „chciwe kancelarie”, to ograniczenie SKD można sprzedać opinii publicznej jako ochronę konsumenta. Metafora towaru tnie zresztą w obie strony – zanim konsument stał się towarem dla kogokolwiek innego, przez lata był nim dla sektora, który zarabiał na kredytowanych prowizjach doliczanych do kwoty kredytu wbrew ostrzeżeniom regulatora.
Regulacja – tak. Likwidacja tylnymi drzwiami – nie
Prezes UOKiK nie broni przy tym rynku kancelarii bezwarunkowo. Widzi obszary wymagające regulacji: szerszy nadzór, wymóg kwalifikacji prawniczych, przejrzyste zasady wynagradzania, ewentualne maksymalne stawki success fee. Przyznaje też, że dziś urząd ma związane ręce – jeżeli wynagrodzenie od sukcesu jest jasno opisane w umowie jako świadczenie główne, możliwości ingerencji UOKiK są prawnie ograniczone. Zmiana wymaga ustawodawcy, a właściwym resortem jest… Ministerstwo Sprawiedliwości. To samo, które według Chróstnego przyjmuje dziś bankowe delegacje.
Granica, którą wyznacza, jest jednak wyraźna: uregulować, nie zniszczyć. Bo duża część krytyki wobec kancelarii płynie od podmiotów siedzących po drugiej stronie sali sądowej – i trudno o bardziej oczywisty konflikt interesów.
Czy zmiana przepisów odbierze prawo do sankcji kredytu darmowego?
Nie w odniesieniu do umów już zawartych. Roszczenia z umowy kredytu ocenia się według przepisów obowiązujących w dniu jej podpisania, więc nawet gdyby nowa ustawa osłabiła lub usunęła sankcję, zmiana obejmie umowy zawierane pod rządami nowych przepisów. Kredytobiorca, którego umowa zawiera naruszenia z obecnego art. 45, swojego uprawnienia nie traci.
Jedno zastrzeżenie: o ostatecznym kształcie ochrony zdecydują przepisy przejściowe nowej ustawy. To na nich będzie się toczyć najbrudniejsza część legislacyjnej gry i ten front będziemy monitorować na bieżąco. Po doświadczeniach z trybem uchwalania ustawy frankowej czujność jest tu wskazana bardziej niż zwykle.
Do kiedy można złożyć oświadczenie o SKD?
Uprawnienie konsumenta wygasa po upływie roku od dnia wykonania umowy (art. 45 ust. 5 ustawy o kredycie konsumenckim). Sposób liczenia tego terminu – od wypłaty kredytu czy od jego całkowitej spłaty – jest przedmiotem pytań prejudycjalnych czekających na rozstrzygnięcie w TSUE, a w orzecznictwie krajowym przeważa wykładnia korzystna dla konsumentów.
Wniosek praktyczny z dzisiejszego wywiadu jest prosty: kto ma umowę kredytu konsumenckiego z potencjalnymi naruszeniami, nie powinien czekać, aż spór o kształt nowej ustawy się rozstrzygnie. Analiza umowy nic nie kosztuje, a bieg terminu z art. 45 ust. 5 nie zatrzyma się na czas legislacyjnych przepychanek.
Co dalej
Dla oceny sytuacji najważniejsze jest jedno. Organ państwa odpowiedzialny za ochronę konsumentów publicznie ostrzega, że kształt nowej ustawy o kredycie konsumenckim może zostać rozstrzygnięty nie w otwartej debacie, lecz w gabinetach, do których konsument nie ma wstępu. Po doświadczeniach frankowych trudno to ostrzeżenie zbyć wzruszeniem ramion.
Piłka jest teraz po stronie Związku Banków Polskich i Ministerstwa Sprawiedliwości. Zarzuty tej rangi, postawione publicznie przez prezesa UOKiK, nie mogą pozostać bez odpowiedzi – i tej odpowiedzi należy się spodziewać w najbliższych dniach. Wrócimy do tematu.





