Rząd przyspiesza prace nad tzw. ustawą frankową – projektem przepisów mających usprawnić rozpatrywanie sporów dotyczących kredytów we frankach szwajcarskich. Po opóźnieniach względem pierwotnego harmonogramu projekt ma zostać omówiony przez Stały Komitet Rady Ministrów już 24 lipca 2025 r.. Nowe regulacje mają wejść w życie jeszcze w 2025 roku (zaledwie po 14-dniowym vacatio legis). Celem zmian jest m.in. skrócenie czasu oczekiwania na wyroki tak, by kredytobiorcy nie musieli latami czekać na rozstrzygnięcia oraz odciążenie obciążonych pozwami sądów. Jednocześnie wokół projektu narasta kontrowersja – społeczność „frankowiczów” alarmuje, że nie wszystkie zmiany są dla nich korzystne, i rozpoczęła kampanię mającą skłonić prezydenta RP Karola Nawrockiego do ewentualnego zawetowania nowych przepisów.
Ekspresowe tempo prac nad ustawą frankową
Projekt ustawy frankowej trafi 24 lipca na posiedzenie Stałego Komitetu Rady Ministrów, co oznacza przyspieszenie prac legislacyjnych nad długo oczekiwanymi zmianami. Jeszcze na początku roku Ministerstwo Sprawiedliwości zakładało, że nowe prawo zostanie przyjęte przez rząd w II kwartale 2025 r. – termin ten jednak przesunął się na okres wakacyjny. Mimo drobnego poślizgu w harmonogramie założono, że ustawa wejdzie w życie jeszcze w tym roku, dzięki czemu frankowicze mogliby skorzystać z jej zapisów przed końcem 2025. Resort sprawiedliwości, kierowany przez ministra Adama Bodnara, podkreślał w trakcie prac, że celem projektu jest zwiększenie efektywności dochodzenia roszczeń frankowych, tak aby obywatele nie musieli czekać latami na wyroki – chodzi więc o przyspieszenie rozpatrywania spraw frankowiczów i odciążenie sądów. Rządzący liczą, że nowe przepisy nie tylko usprawnią procesy frankowe, ale też odblokują sądy, które obecnie mierzą się z falą pozwów walutowych spowalniającą działanie wymiaru sprawiedliwości.
Frankowicze apelują o weto prezydenta
Planowana ustawa wywołała stanowczy sprzeciw środowiska frankowiczów. Tuż po ogłoszeniu przyspieszenia prac nad projektem organizacje reprezentujące frankowiczów rozpoczęły kampanię informacyjną skierowaną do prezydenta Karola Nawrockiego, prosząc go o skorzystanie z prawa weta. W mediach społecznościowych pojawiły się apele i grafiki z jednoznacznym przekazem: „Frankowicze oczekują zawetowania Ustawy Frankowej przez Prezydenta RP”. Pytają retorycznie: „Czy rząd, który próbuje otworzyć nad bankami parasol ochronny, stanie w przyszłości w obronie konsumentów, gdy ich prawa będą ograniczane lub naruszane praktykami wielkich korporacji? Nie chodzi tu tylko o banki, ale także m.in. o firmy deweloperskie, których rynkowe praktyki budzą coraz więcej wątpliwości”. Tymi słowami frankowicze sugerują, że nowe przepisy mogą tworzyć niebezpieczny precedens – ich zdaniem rząd zamiast stać po stronie obywateli, próbuje częściowo chronić interesy banków kosztem konsumentów.
Przedstawiciele stowarzyszeń frankowiczów podkreślają, że nie negują potrzeby usprawnienia postępowań, ale proponowane rozwiązania budzą ich nieufność. W szczególności skrytykowano zapisy dotyczące tzw. zarzutu potrącenia – czyli możliwości potrącenia wzajemnych roszczeń przez bank. Projekt daje bankom dużo czasu na złożenie takiego zarzutu (aż do końca postępowania w II instancji), co frankowicze uznają za “niezwykle pobłażliwe” traktowanie strony bankowej. Część ekspertów i organizacji konsumenckich ocenia wręcz, że ustawa w obecnym kształcie służy głównie ochronie banków przed skutkami przedawnienia ich roszczeń oraz ograniczeniu kosztów, jakie sektor bankowy ponosi z tytułu masowych procesów sądowych. Z perspektywy frankowiczów przepisy mogą osłabić pozycję konsumenta w sporze z bankiem – obawiają się oni, że po wejściu ustawy w życie trudniej będzie uzyskać pełną rekompensatę w sądzie, a część ciężaru finansowego potencjalnie zostanie przerzucona na kredytobiorców. Właśnie dlatego wzywają prezydenta do zawetowania ustawy, licząc że głowa państwa stanie po stronie obywateli, jeśli uzna nowe prawo za naruszające ich prawa.
Czy prezydent Nawrocki zawetuje ustawę? – analiza szans
Teraz los ustawy frankowej leży w rękach prezydenta. Zgodnie z konstytucyjną procedurą, po uchwaleniu przez parlament ustawa trafi na biurko prezydenta, który może ją podpisać, zawetować lub odesłać do Trybunału Konstytucyjnego. Pojawia się więc kluczowe pytanie: czy prezydent Nawrocki zdecyduje się na weto? Jego dotychczasowe stanowisko wobec frankowiczów pozostaje niewiadomą – w odróżnieniu od swojego poprzednika (prezydenta Andrzeja Dudy, który teoretycznie otwarcie sympatyzował z frankowiczami), Nawrocki nie zabierał publicznie głosu na temat kredytów walutowych. To sprawia, że trudno przewidzieć, jak zachowa się w obliczu tej ustawy. Brak jednoznacznych deklaracji oznacza, że zarówno zwolennicy ustawy, jak i jej przeciwnicy bacznie obserwują każdy sygnał z Pałacu Prezydenckiego.
Komentatorzy wskazują, że decyzja prezydenta może zależeć od kontekstu politycznego i presji społecznej. Nawrocki wywodzi się ze środowiska politycznego krytycznie nastawionego do obecnego rządu, może więc dostrzec w zawetowaniu ustawy szansę na wzmocnienie swojego wizerunku jako obrońcy obywateli. Przeciwnicy nowych przepisów podkreślają, że ustawa zawiera kontrowersyjne zapisy mogące być sprzeczne z prawem unijnym i ochroną konsumentów – publiczne nagłośnienie tych wątków mogłoby skłonić prezydenta do poważnego rozważenia weta. Gdyby głowa państwa uznała, że ustawa „premiuje banki” kosztem klientów i stoi w sprzeczności z europejskimi dyrektywami konsumenckimi, weto byłoby uzasadnione także wizerunkowo. Pozwoliłoby to prezydentowi zaprezentować się jako strażnik interesu obywateli i praworządności, przeciwstawiający się rozwiązaniom budzącym wątpliwości co do zgodności z normami UE.
Z drugiej strony, należy pamiętać, że frankowicze – choć liczni i dobrze zorganizowani – stanowią tylko część społeczeństwa. Pragmatycy pytają: na ile los ustawy frankowej obchodzi statystycznego podatnika, który nigdy nie miał takiego kredytu? Jeśli sprawy frankowe postrzegane są jako niszowy problem jednej grupy, prezydent może nie odczuwać wystarczającej presji społecznej, by ryzykować konflikt z rządem poprzez weto. Wszystko zależy od tego, jak szeroko i skutecznie temat zostanie wprowadzony do debaty publicznej. Jeżeli opozycja polityczna i środowiska konsumenckie zdołają przekonać opinię publiczną, że stawką w sporze jest fundamentalna ochrona praw konsumenta wobec potężnych korporacji (nie tylko banków, ale i np. deweloperów), wówczas nacisk na prezydenta znacząco wzrośnie. Wbrew pozorom potencjał społeczny tej kwestii jest duży – to, czy zostanie on wykorzystany, zależy od mobilizacji frankowiczów i narracji medialnej.
Na chwilę obecną ocenę szans prezydenckiego weta można określić jako ostrożnie niepewną. Prezydent Nawrocki zapewne będzie analizował zarówno argumenty rządu o konieczności szybkiego rozwiązania problemu frankowego, jak i głosy krytyków ostrzegających przed osłabieniem ochrony konsumentów. Jego decyzja może zostać uwarunkowana także względami politycznymi – np. chęcią zachowania dobrych relacji z rządem albo, przeciwnie, potrzebą zademonstrowania niezależności. Warto zauważyć, że ewentualne weto nie musi oznaczać definitywnego końca ustawy: parlament mógłby je odrzucić większością 3/5 głosów, o ile rządzący zdołają taką większość zebrać. Taki scenariusz zależy jednak od układu sił w Sejmie i Senacie.
Podsumowując
Ekspresowe procedowanie ustawy frankowej stawia prezydenta w centrum uwagi – to od niego zależeć będzie, czy długo wyczekiwane przepisy wejdą w życie w zakładanym terminie. Frankowicze pokładają nadzieje w wecie i głośno wyrażają swoje obawy, podczas gdy rząd liczy na szybkie podpisanie ustawy i rozwiązanie problemu przewlekłych sporów kredytowych. Decyzja prezydenta Nawrockiego okaże się papierkiem lakmusowym jego podejścia do kwestii społeczno-finansowych: albo poprze rządowy plan ulżenia sądom kosztem pewnych ustępstw wobec sektora bankowego, albo stanie po stronie kredytobiorców, sygnalizując, że ochrona konsumentów jest dla niego nadrzędna. W najbliższych tygodniach ważyć się będą losy ustawy i tysięcy polskich rodzin zadłużonych we frankach – a oczy zarówno rynku, jak i opinii publicznej, zwrócone są na prezydenta.






