Kiedy frankowicz idzie do sądu, rzadko robi to sam. Najczęściej pracuje z kancelarią, która bierze premię od wygranej, ale na rynku działają też firmy odkupujące roszczenia i fundusze opłacające proces w zamian za udział w zysku. Third-party funding w ścisłym znaczeniu oznacza finansowanie kosztów sporu przez podmiot zewnętrzny, zwykle w zamian za udział w korzyści z wyniku. Sama premia za sukces w umowie z kancelarią nie jest tym samym co takie finansowanie. Cesja oznacza natomiast przeniesienie wierzytelności na nabywcę, który dochodzi jej we własnym imieniu. Raport analizuje te odrębne modele w szerszej kategorii działalności podmiotów trzecich. Raport, o którym w sobotę rano napisała Interia, analizuje kilka modeli komercyjnego wspierania i dochodzenia roszczeń: obsługę prawną, finansowanie procesu i nabywanie wierzytelności. W Polsce żaden z nich nie ma osobnej ustawy ani oficjalnych statystyk, ile ten rynek jest wart.
Tekst Jacka Ramotowskiego nosi tytuł „Ochrona konsumentów stała się biznesem. Prawnicy mogli zarobić miliardy”. Najmocniejsza liczba to 14,5 mld zł, które kancelarie frankowiczów „mogły zarobić” na ok. 531 tys. spraw. Sprawdziliśmy ją w pełnej wersji raportu. To najwyższy z trzech wariantów scenariuszowych, określony przez autorów jako stress-testowy, liczony jako przychód, a nie zysk, i obejmujący nie tylko prawników. Kilka zdań w omówieniu nie zgadza się z tym, co autorzy faktycznie policzyli.
Czyj to raport i co w nim jest
Dokument ma tytuł „Third-party funding w dochodzeniu roszczeń przeciw bankom – mechanizmy działania podmiotów trzecich, koszty społeczne i skutki dla stabilności finansowej”, sygnaturę PAB/WIB 21/2026 i datę 10 sierpnia 2026 r. Przygotowano go na zlecenie Programu Analityczno-Badawczego Fundacji Warszawski Instytut Bankowości. Redaktorami są prof. Sławomir Żółtek i prof. Krzysztof Koźmiński, a zespół liczy łącznie ośmioro autorów. Większość z nich to prawnicy związani z Wydziałem Prawa i Administracji UW, ale w składzie jest też ekonomista, a noty biograficzne w raporcie informują, że część autorów ma za sobą praktykę zawodową w obsłudze sektora finansowego, w tym w działach prawnych banków. Na drugiej stronie raportu napisano, że wyraża on osobiste poglądy autorów, a nie oficjalne stanowisko instytucji, w której pracują. Skrót „raport UW”, którym posługuje się opis artykułu w Interii, jest więc nieścisły: to praca autorów przygotowana na zlecenie WIB, a nie stanowisko uczelni.
Znaczenie ma również cel programu, który zamówił opracowanie. Związek Banków Polskich wyjaśnia w oficjalnym opisie programu, że raporty PAB WIB mają wspierać argumentację sektora bankowego w relacjach z regulatorami, administracją i innymi interesariuszami. Sam raport na s. 10–11 wskazuje jako głównych adresatów banki, organizacje bankowe oraz ich doradców, a w dalszej kolejności wymienia m.in. organy nadzoru, ministerstwa, parlamentarzystów i sądy. To określenie zamierzonego odbiorcy, a nie lista instytucji, którym dokument rzeczywiście doręczono. Ten kontekst nie przesądza o trafności wniosków, ale powinien towarzyszyć ich prezentowaniu. Nie ujawniono kwoty zapłaconej za to opracowanie ani szczegółowego harmonogramu prac, a data 10 sierpnia na okładce nie pozwala ustalić, kiedy rozpoczęto badanie i ile trwało.
Skąd się wzięło 14,5 mld zł
Rachunek ma dwa piętra i warto przejść przez oba. W pierwszym kroku autorzy przyjęli trzy hipotetyczne scenariusze łącznego kosztu ryzyka frankowego dla banków oraz udziału spraw, w których uczestniczyły podmioty trzecie. W wariancie konserwatywnym to 10 proc. z 80 mld zł, czyli 8 mld zł. W środkowym 23 proc. ze 110 mld zł, czyli 25,3 mld zł. W wysokim, nazwanym wprost stress-testowym, 33 proc. ze 175 mld zł, czyli 58 mld zł. W drugim kroku te kwoty pomnożono przez założoną stawkę wynagrodzenia: 15, 20 i 25 proc. Wyszło odpowiednio ok. 1,2 mld zł, ok. 5,1 mld zł i ok. 14,5 mld zł.
Liczba wyeksponowana w omówieniu Interii jest zatem iloczynem najwyższych założeń na każdym etapie: największego kosztu dla banków, największego udziału podmiotów trzecich i najwyższej stawki. Autorzy piszą, że wynik trzeba traktować jako „szeroki przedział ilustracyjny obarczony skumulowaną niepewnością”, i wymieniają powody. Koszt poniesiony przez banki nie musi odpowiadać korzyści konsumenta, od której liczy się premię za sukces, nie każda sprawa kończy się wygraną, a modele wynagrodzeń różnią się między kancelarią, funduszem i nabywcą wierzytelności. W podsumowaniu dodają, że rachunek „nie stanowi precyzyjnej wyceny”.
Na s. 90, przy opisie przyjętych poziomów kosztu banków, w opublikowanej wersji znalazło się zdanie, że wartości te „wymagają aktualizacji przed publikacją raportu”. Może to być pozostałość redakcyjna i samo w sobie nie dowodzi, że danych ostatecznie nie zaktualizowano. Dobrze jednak pokazuje, że scenariusze były punktem wyjścia do rachunku, a nie ustaleniem.
Przychód to nie zarobek
Raport mówi o skumulowanym przychodzie w całym okresie fali frankowej, a nie o zysku i nie o kwocie rocznej. Z przychodu trzeba opłacić prawników, biura, sprawy przegrane, koszty sądowe i marketing. Autorzy sami pokazują, jak duża jest ta różnica. W wariancie środkowym, przy przychodzie ok. 5,1 mld zł i marży netto największego notowanego na giełdzie podmiotu z tej branży (ok. 31 proc. za 2025 r.), ilustracyjny zysk całego rynku wyniósłby ok. 1,6 mld zł. Od razu zastrzegają, że to wyłącznie ilustracja przy założeniu identycznej marży, a nie oszacowanie stanu faktycznego.
Tytuł artykułu w Interii zachowuje tryb przypuszczający, podobnie jak lead. Inaczej jest w opisie przygotowanym dla wyszukiwarek i mediów społecznościowych. W kodzie strony pola description, og:description i twitter:description zaczynają się od zdania: „Raport UW: prawnicy frankowiczów zarobili 14,5 mld zł”. Zniknęło „mogli”, zniknął zleceniodawca, a szacunek z najwyższego wariantu stał się twierdzeniem o fakcie. Nie wiemy, ile osób zobaczyło właśnie ten opis, bo Google i platformy nie zawsze wyświetlają metadane dosłownie.
531 tys. spraw to nie sprawy kancelarii
Interia pisze, że kancelarie reprezentowały frankowiczów „w łącznie ok. 531 tys. spraw”. W raporcie ta liczba oznacza coś innego. To suma wszystkich spraw frankowych, które według danych Ministerstwa Sprawiedliwości wpłynęły do sądów w latach 2020–2025: od 38 656 w 2020 r. przez 124 069 w szczytowym 2023 r. do 93 528 w 2025 r. Nie jest to liczba spraw, w których potwierdzono udział podmiotów trzecich, ani liczba spraw wygranych. Część z nich oczywiście mogła być przez takie podmioty obsługiwana, ale nawet w wariancie stress-testowym autorzy zakładają ich udział w co trzeciej sprawie, a w konserwatywnym w co dziesiątej.
Podobnie jest z porównaniem do kosztów banków. W omówieniu czytamy, że koszty banków wyliczono na blisko 70 mld zł, a 14,5 mld zł to ponad 20 proc. kosztów poniesionych przez banki w latach 2020–2025. Takiego wskaźnika ani kwoty 70 mld zł w raporcie nie znaleźliśmy. Scenariusze kosztu banków to 80, 100–120 i 150–200 mld zł, a 14,5 mld zł wyliczono z wariantu, w którym ten koszt wynosi 175 mld zł. W tym wariancie 14,5 mld zł stanowi ok. 8,3 proc. przyjętych 175 mld zł. To jednak relacja założeń modelowych, a nie ustalony udział rzeczywistych wynagrodzeń w kosztach banków.
Nie tylko prawnicy
Ważna rozbieżność dotyczy tego, kogo w ogóle liczono. Nagłówek mówi o prawnikach. Raport rozumie podmioty trzecie szeroko: są wśród nich kancelarie adwokackie i radcowskie, ale także firmy odszkodowawcze, tzw. parakancelarie działające bez profesjonalnych pełnomocników, platformy pozyskujące klientów, fundusze finansujące procesy i nabywcy wierzytelności. Jedną z głównych tez raportu jest to, że część z nich działa poza zawodami prawniczymi. Autorzy piszą, że firmy skupujące wierzytelności lub finansujące postępowania nie podlegają wymogom kapitałowym, obowiązkowi OC, nadzorowi ani kodeksom etyki zawodowej. Adwokaci i radcowie prawni podlegają obowiązkom ubezpieczeniowym, zasadom etyki i odpowiedzialności dyscyplinarnej, więc nie należy utożsamiać ich z nieregulowanymi podmiotami skupującymi roszczenia. Postulat minimalnych kapitałów własnych z części 2.4 raportu odnosi się do podmiotów trzecich prowadzących działalność w formie spółki prawa handlowego; nie przedstawiamy go jako obowiązku kapitałowego adwokatów lub radców prawnych z racji wykonywania zawodu. Wrzucenie wszystkich do jednego worka z napisem „prawnicy” zaciera różnicę, na której opiera się cała część regulacyjna raportu.
Autorzy zastrzegają też, że kwot 8–58 mld zł nie należy czytać jako kosztu wywołanego przez kancelarie czy fundusze. Piszą, że „podstawową przyczyną odpowiedzialności banku pozostają treść umowy i linia orzecznicza”, a część konsumentów poszłaby do sądu także bez pomocy podmiotów trzecich. W omówieniu Interii tego zdania nie ma.
Co autorzy proponują i czy to pomoże kredytobiorcom
Interia streszcza rekomendacje jako publiczny rejestr, obowiązkowe OC i limit wynagrodzenia 30–40 proc. To streszczenie jest trafne. Raport proponuje limit 30 proc. łącznego wynagrodzenia, liczonego od świadczenia faktycznie uzyskanego przez konsumenta lub cesjonariusza, na wzór ustawy o dochodzeniu roszczeń w postępowaniu grupowym. Alternatywnie dopuszcza 40 proc., z oceną skutków i możliwością obniżenia limitu po trzech latach. Proponowana polisa OC miałaby mieć trzy progi: co najmniej 500 tys. zł na zdarzenie przy portfelu wierzytelności do 5 mln zł, 2 mln zł przy portfelu od 5 do 50 mln zł i 5 mln zł powyżej 50 mln zł. Do tego dochodzą rejestr podmiotów trzecich prowadzony przez prezesa UOKiK, przechowywanie pieniędzy klientów na rachunku powierniczym z obowiązkiem wypłaty w ciągu siedmiu dni roboczych oraz ujawnianie sądowi, że sprawę ktoś finansuje. To wciąż propozycje autorów, a nie obowiązujące wymogi.
Dla kredytobiorców część z tych pomysłów jest korzystna, zwłaszcza zabezpieczenie na wypadek upadłości firmy, która odkupiła roszczenie, i szybka wypłata pieniędzy. Raport przypomina, że takie upadłości już się zdarzały, a konsument tracił wtedy i wierzytelność, i dokumenty sprawy. Sami autorzy piszą też, że regulacja powinna zachować pozytywny efekt łatwiejszego dostępu do sądu. Ich zdaniem wyniki uzasadniają przede wszystkim większą przejrzystość i zbieranie danych.
Ile naprawdę płaci frankowicz
Z perspektywy osoby, która ma umowę z kancelarią albo dopiero się nad nią zastanawia, liczba 14,5 mld zł nic nie mówi. Nie da się jej podzielić przez liczbę spraw i ogłosić „przeciętnego zarobku”, bo licznik i mianownik dotyczą różnych rzeczy. Znacznie więcej mówi umowa. Wynagrodzenie zwykle składa się z kilku części: opłaty wstępnej, ewentualnych opłat za kolejne etapy lub stawiennictwo, premii za sukces i VAT. Premia może być liczona od kwoty zasądzonej, od wartości korzyści albo, jak opisuje raport na przykładzie największego notowanego podmiotu, od kwoty uruchomionego kredytu niezależnie od tego, ile zasądził sąd. Trzeba też sprawdzić, komu przypadają koszty zastępstwa procesowego zasądzone od banku i czy podstawa premii obejmuje odsetki ustawowe.
Proponowany limit dotyczyłby wynagrodzenia łącznego, a nie samej premii. Najprostszy sposób porównania ofert jest więc taki sam dziś, jak byłby po ewentualnej regulacji: zsumować wszystkie składniki w złotych dla konkretnego, przykładowego wyniku sprawy i odnieść je do kwoty, która realnie trafi na konto kredytobiorcy.
Dlaczego ten tekst ukazał się teraz
Raport ma datę 10 sierpnia. Interia opisała go w sobotę 24 października, dzień po tym, jak Ministerstwo Sprawiedliwości opublikowało komunikat z trzeciego spotkania prekonsultacyjnego w sprawie wdrożenia unijnej dyrektywy o kredycie konsumenckim CCD2. Resort zapowiedział tam, że podstawą systemu sankcji mają być kary administracyjne, a sankcja kredytu darmowego zostanie zachowana, ale dostosowana pod kątem proporcjonalności. Według ustaleń „Rzeczpospolitej”, opartych na relacjach anonimowych uczestników, projekt przepisów ma się pojawić na początku grudnia. Ministerstwo w komunikacie takiej daty nie podało.
W ocenie redakcji chf24.pl raport WIB jest ostrożniejszy niż jego prasowe omówienie. Autorzy wielokrotnie zastrzegają, że pokazują scenariusze, a nie pomiar, i że nie przypisują podmiotom trzecim kosztu ryzyka banków. Te zastrzeżenia giną po drodze: w tekście Interii częściowo, w opisie dla wyszukiwarek całkowicie. Uczciwa wersja tej informacji brzmi tak: przy najwyższych założeniach podmioty trzecie, w tym nie tylko prawnicy, mogły w ciągu kilku lat uzyskać łącznie do 14,5 mld zł przychodu, a w wariancie środkowym ok. 5,1 mld zł. To nadal duże pieniądze i dobry powód, żeby porządnie uregulować rynek skupu roszczeń. Nie jest to jednak dowód, że ochrona konsumentów „stała się biznesem”, ani argument za tym, by zawężać prawa kredytobiorców wobec banków. Te dwie sprawy trzeba oceniać osobno.
Źródła
Raport PAB/WIB 21/2026 „Third-party funding w dochodzeniu roszczeń przeciw bankom…”, Warszawa, 10 sierpnia 2026 r., zwłaszcza streszczenie (s. 10–15), rozdział V (s. 89–100) i rozdział VIII (s. 133–134); opis Programu Analityczno-Badawczego WIB na stronie Związku Banków Polskich; artykuł Interia Biznes „Ochrona konsumentów stała się biznesem. Prawnicy mogli zarobić miliardy”, Jacek Ramotowski, 24 października 2026 r., wraz z metadanymi strony sprawdzonymi 24 października 2026 r.; komunikat Ministerstwa Sprawiedliwości „System sankcji w ustawie o kredycie konsumenckim tematem rozmów w Ministerstwie Sprawiedliwości”, 23 października 2026 r.; dane Ministerstwa Sprawiedliwości o wpływie spraw frankowych w latach 2020–2025 przytoczone w raporcie.
Stan na 24 października 2026 r. Zapowiedzi Ministerstwa Sprawiedliwości dotyczące sankcji w kredycie konsumenckim nie są obowiązującym prawem; do czasu zmiany ustawy sankcję kredytu darmowego reguluje art. 45 ustawy o kredycie konsumenckim w obecnym brzmieniu. Artykuł ma charakter informacyjny i nie stanowi porady prawnej w indywidualnej sprawie.






