wtorek, 21 kwietnia, 2026
Kontakt: info@chf24.pl
CHF24.PL

Serwis informacyjno-publicystyczny o sporach konsumentów z bankami oraz rynku kredytowym. Wiadomości, analizy i komentarze dotyczące postępowań sądowych i zmian w prawie.

  • Strona Główna
  • Wiadomości
    • Frankowicze
    • Kredyt w PLN
    • Sankcja kredytu darmowego
  • Wyroki
    • Wyroki TSUE
  • Poradnik Frankowicza
  • Felietony
  • Prawnicy
  • W Sądach
  • Ugody
  • Ranking Kancelarii
CHF24.PL
  • Strona Główna
  • Wiadomości
    • Frankowicze
    • Kredyt w PLN
    • Sankcja kredytu darmowego
  • Wyroki
    • Wyroki TSUE
  • Poradnik Frankowicza
  • Felietony
  • Prawnicy
  • W Sądach
  • Ugody
  • Ranking Kancelarii
Brak wyników
Zobacz wszystkie wyniki
CHF24.PL

Głośny atak prof. Łętowskiej na kancelarie frankowe. Odpowiadamy: To banki stworzyły tę patologię, a nie ci, którzy z nią walczą!

Michał Augustynowicz Napisał Michał Augustynowicz
Data ostatniej modyfikacji: 04/08/2025 12:59
Czas czytania:16 minut
A A
0
Share on FacebookShare on Twitter

Prof. Ewa Łętowska w głośnym artykule „Aktorzy, suflerzy i maski” (24 lipca 2025, konstytucyjny.pl) sugeruje, że kancelarie reprezentujące frankowiczów stały się beneficjentami patologii systemu i nadmiernie skomercjalizowały spory sądowe wokół kredytów frankowych. Twierdzi, że wysokie odsetki za zwłokę premiują opieszałość postępowań na korzyść prawników, a ich „suflowanie” sądom wypacza wymiar sprawiedliwości. Niniejszy polemiczny komentarz dowodzi, że taka narracja odwraca uwagę od sedna problemu. To banki przez lata żerowały na nieuczciwych klauzulach i narażały setki tysięcy Polaków na niezrozumiałe ryzyko. Kancelarie zaś wypełniły lukę, przywracając równowagę między stronami i egzekwując prawo konsumenckie, które wcześniej było martwe. Opóźnienia w sądach wynikają z zaniedbań systemowych – masy spraw i zaniedbania organizacyjne wymiaru sprawiedliwości, a nie ze złej woli pełnomocników. Seria wygranych konsumentów przed TSUE i polskimi sądami potwierdziła słuszność ich roszczeń oraz działań prawników. Atakowanie kancelarii to zasłona dymna, która ma odwrócić uwagę od wieloletnich nadużyć sektora bankowego. Zamiast obwiniać ofiary i ich reprezentantów, potrzebujemy realnych reform systemowych, by podobny kryzys już się nie powtórzył.Głośny atak prof. Łętowskiej na kancelarie frankowe. Odpowiadamy: To banki stworzyły tę patologię, a nie ci, którzy z nią walczą!

Banki latami naruszały prawa konsumentów

Zacznijmy od przypomnienia podstaw: kredyty frankowe zawierały niedozwolone postanowienia, które przenosiły na klientów całe ryzyko kursowe, nie zapewniając im pełnej informacji ani ochrony wymaganej unijnymi standardami. Umowy te często nie precyzowały mechanizmu przeliczania waluty, co sądy i regulatorzy uznali za klauzule abuzywne. W praktyce oznaczało to, że bank mógł jednostronnie określać kurs franka do spłaty kredytu – klient nie miał nad tym kontroli ani świadomości pełnego ryzyka. Setki tysięcy Polaków zawarło takie umowy w latach 2004–2008, zachęcani niskim oprocentowaniem i uspokajani, że frank to stabilna waluta. Dopiero gwałtowna aprecjacja franka ujawniła, iż klienci zostali wmanewrowani w pułapkę: ich dług rósł, choć sumiennie płacili raty.

To banki stworzyły tę patologię – wykorzystały asymetrię wiedzy i siły. Wiele wskazuje, że instytucje finansowe doskonale zdawały sobie sprawę z wad tych umów. Prezes UOKiK Tomasz Chróstny wprost stwierdził, że umowy upadły właśnie z powodu klauzul abuzywnych „wprowadzonych do nich przez bank”. Zamiast uczciwie rozliczyć się z klientami, sektor bankowy przez lata grał na czas i negował problem. – Po tylu latach gry na czas i przewlekłości bankowcy powinni umieć przyznać się do błędu, przeprosić i zastanowić się, jak rozwiązać ten problem – mówił prezes UOKiK w 2023 roku, krytykując postawę banków. Zamiast refleksji, mieliśmy dalej strategię zaprzeczania i straszenia. Jeszcze przed pierwszym przełomowym wyrokiem Trybunału Sprawiedliwości UE (TSUE) w 2019 r. bankowcy lobbowali rząd o ochronę, ostrzegając przed „katastrofą” w razie uznania ich praktyk za bezprawne. Innymi słowy, instytucje które zarobiły krocie na toksycznych kredytach, próbowały wpływać na władze i sądy, by utrzymać status quo kosztem konsumentów.

Prof. Łętowska sama opisuje, jak profesjonalni kredytodawcy dysponujący potężną obsługą prawną wpływali na orzecznictwo: wykorzystywali braki organizacyjne sądów, formalistyczne interpretacje prawa i oportunizm niektórych sędziów, by forsować linię orzeczniczą dogodną dla banków. W efekcie przez lata polskie sądy często wydawały wyroki nie w pełni zgodne z unijnym standardem ochrony konsumenta, przyjmując interpretacje in favor contractus (utrzymania umowy za wszelką cenę) zamiast chronić słabszą stronę. Ta sytuacja zmieniła się dopiero dzięki dialogowi z TSUE i determinacji samych kredytobiorców.

Kancelarie przywróciły równowagę i rządy prawa

Gwałtowny zwrot ku korzystnym dla konsumentów orzeczeniom nastąpił po wyroku TSUE z października 2019 r. w sprawie Dziubak (C-260/18) – to przełom wskazany także przez prof. Łętowską. Trybunał potwierdził wtedy, że polskie sądy nie mogą „ratować” wadliwych umów poprzez uzupełnianie ich luk czy zastępowanie nieuczciwych klauzul kursowych innymi mechanizmami bez zgody klienta. Kredytobiorca konsument otrzymał prawo żądania unieważnienia takiej umowy w całości. To był kamień milowy, po którym do sądów ruszyła lawina pozwów – wielu frankowiczów, dotąd zrezygnowanych, nabrało wiary, że mają szansę wygrać.

W następnych latach linie orzecznicze ugruntowały się zdecydowanie po stronie konsumentów. Obraz jest jednoznaczny: obecnie ~97% wyroków w sprawach frankowych zapada na korzyść kredytobiorców. Sądy powszechne masowo unieważniają umowy kredytowe, co całkowicie uwalnia klientów od nieuczciwego kontraktu. Tak przygniatająca przewaga to nie przypadek ani „wypaczenie sprawiedliwości”, ale dowód, że racja materialna i prawna leży po stronie klientów. – Wzrost odsetka wygranych z 95% do 97% jest najlepszym dowodem na to, że kredytobiorcy decydujący się iść do sądu wygrywają swoje sprawy. Linia orzecznicza zdaje się być ugruntowana. Innymi słowy, polskie sądy – choć późno – potwierdziły jednoznacznie nieuczciwy charakter działań banków i zasadność roszczeń frankowiczów.

Kancelarie prawne odegrały kluczową rolę w tym procesie przywracania równowagi. To dzięki ich wiedzy i zaangażowaniu przeciętni obywatele mogli stawić czoła potężnym instytucjom finansowym. Prof. Łętowska przyznaje, że „zaszczepienie standardu europejskiego w sądach” było niewątpliwym sukcesem konsumentów i reprezentujących ich prawników. Prawnicy konsumentów z czasem przejęli inicjatywę – aktywizm kancelarii wyspecjalizowanych w tych sprawach zaczął wygrywać „wojnę na interpretacje” toczoną początkowo pod dyktando banków. To kancelarie, często we współpracy z Rzecznikiem Praw Obywatelskich i organizacjami konsumenckimi, dostarczały argumentacji opartej na prawie UE i orzecznictwie TSUE, edukując sądy niższych instancji. Dzięki temu polskie sądownictwo zaczęło stopniowo porzucać przedawnione poglądy i dostosowywać się do europejskich standardów ochrony konsumenta.

Krytycy mówią o „komercjalizacji wymiaru sprawiedliwości” czy „biznesie odszkodowawczym” w kontekście kancelarii frankowych. Ale warto spojrzeć na to inaczej: jeśli tysiące obywateli zostało poszkodowanych przez nieuczciwe praktyki rynkowe, naturalną konsekwencją jest, że wyspecjalizowane podmioty zaczną świadczyć im pomoc prawną na masową skalę. Prawnicy w tej sprawie wypełnili rolę, której państwo i regulatorzy nie zdołali spełnić – realnie wyegzekwowali przepisy prawa konsumenckiego.

Przez lata banki i ich lobby skutecznie torpedowały systemowe rozwiązania (kolejne projekty ustaw „frankowych” lądowały w koszu lub okazywały się nieskuteczne), a także odpierały indywidualne reklamacje klientów. Gdy zawiodły inne środki, pozew zbiorowy czy indywidualny stał się jedyną drogą do sprawiedliwości. Masowość tych pozwów to w istocie dowód, jak wielka była skala problemu i zaniechania naprawy – to reakcja obronna społeczeństwa na systemową nierównowagę.

Owszem, kancelarie zarabiają na wygranych sprawach, bo taka jest natura usług prawnych. Zarobek ten wynika jednak z sukcesu w dochodzeniu roszczeń klientów, a nie z „patologii” samego procesu. Trudno mówić o patologicznym „beneficjencie systemu” w sytuacji, gdy prawnik otrzymuje wynagrodzenie za skuteczne doprowadzenie do unieważnienia nieuczciwej umowy i odzyskanie należności dla poszkodowanego klienta. Co więcej, bank po przegranej sprawie pokrywa koszty procesu, w tym zazwyczaj koszty zastępstwa procesowego – wydatki na dobrą kancelarię finalnie wracają więc do kieszeni frankowicza (choćby częściowo) razem z zasądzoną kwotą. Trudno uznać to za perwersję prawa – przeciwnie, to realizacja zasady, że strona wygrywająca nie powinna ponosić kosztów dochodzenia swoich praw. Argument, że kancelarie działają z chciwości, pomija fakt, iż bez ich pracy znaczna część konsumentów nadal tkwiłaby w toksycznych umowach, obciążona długiem znacznie przekraczającym pożyczony kapitał.

Opieszałość sądów to wina systemu, nie pełnomocników

W swoim tekście prof. Łętowska skupia się na zjawisku, które nazywa „komercjalizacją opieszałości sądowej”. Zauważa, że długotrwałe postępowania generują coraz wyższe odsetki ustawowe za opóźnienie (obecnie ponad 10% rocznie), które finalnie obciążają bank i powiększają sumę zasądzoną na rzecz konsumenta. Twierdzi, że kancelarie, stosując np. wynagrodzenie prowizyjne zależne od wygranej sumy, stają się beneficjentem przewlekłości – bo im dłużej trwa sprawa, tym większe odsetki i potencjalnie wyższa prowizja dla prawnika. Ten argument brzmi efektownie, ale przyczyny opóźnień leżą poza kontrolą kredytobiorców i ich pełnomocników.

Po pierwsze, skala zjawiska przerosła możliwości polskich sądów. Na koniec 2024 r. w sądach toczyło się już ok. 200 tys. spraw frankowych. Tylko w Warszawie, w specjalnym „wydziale frankowym” Sądu Okręgowego, było blisko 48 tys. spraw – mimo, że wydział ten rozpoznaje rekordowe 5 tys. spraw miesięcznie. Tak ogromny napływ pozwów (w dodatku niemal w jednym czasie, lata 2019–2024) spowodował bezprecedensowe obciążenie sądów cywilnych. W wydziałach odwoławczych sprawy frankowe stanowią obecnie nawet 75% referatu sędziów. Problemu nie da się rozwiązać z dnia na dzień – brakuje kadr, wyspecjalizowanych sędziów, infrastruktury. Ministerstwo Sprawiedliwości dopiero w 2024 r. podjęło specjalne działania: wzmacnianie sądów dodatkowym personelem, plan uproszczeń postępowania czy tworzenie wzorców ugód. Ale te kroki są spóźnione wobec skali lawiny. Jeśli więc postępowania trwają kilka lat, to przede wszystkim dlatego, że państwo nie przygotowało wymiaru sprawiedliwości na obsługę masowych sporów konsumenckich.

Po drugie, same banki dokładały się do przewlekłości postępowań. W początkowym okresie wiele banków stosowało taktykę obstrukcji procesowej: kwestionowały wszystko, zaskarżały wyroki I instancji niemal automatycznie, składały kontrpozwy o „wynagrodzenie za korzystanie z kapitału”, choć z góry było wiadomo, że ich podstawa prawna jest co najmniej wątpliwa. Dopiero wyroki TSUE z 2023 r. ucięły te praktyki – Trybunał jasno orzekł, że bankom nie należy się żadne dodatkowe wynagrodzenie za kapitał w razie unieważnienia umowy, a wręcz przestrzegł, iż automatyczne nadawanie wyrokom klauzuli wykonalności na rzecz banku (np. w zakresie roszczeń o kapitał) może zniechęcać konsumentów do dochodzenia swoich praw. Banki latami przeciągały sprawy, licząc na zniechęcenie części pozwów lub korzystne zmiany w prawie. Jak przyznał prezes UOKiK, sektor bankowy przez długi czas „udawał, że nic złego się nie stało” i grał na zwłokę, zamiast podjąć jakościową zmianę podejścia. To właśnie te opóźnienia – apelacje, skargi kasacyjne, wnioski proceduralne banków – w dużej mierze wydłużały postępowania. Gdyby banki same uznały roszczenia i zawierały ugody już w 2019 czy 2020 roku, obciążenie sądów byłoby mniejsze, a tysiące spraw zakończyłyby się znacznie szybciej.

Po trzecie, należy zrozumieć funkcję odsetek za opóźnienie. To nie jest żadna niezwykła sankcja „wymyślona” przez kancelarie frankowe, lecz element polskiego prawa cywilnego mający uniwersalne zastosowanie. Zgodnie z kodeksem cywilnym, jeżeli dłużnik (tu: bank) opóźnia się ze spełnieniem świadczenia pieniężnego, wierzyciel (kredytobiorca) ma prawo żądać odsetek ustawowych za opóźnienie. W przypadku kredytów frankowych mechanizm jest prosty: gdy sąd prawomocnie stwierdzi nieważność umowy i zasądzi zwrot wpłaconych rat, bank staje się dłużnikiem konsumenta. Jeśli zwleka z zapłatą należnych kwot (a zwykle czeka się na prawomocny wyrok), naliczane są odsetki za każdy dzień zwłoki aż do dnia zapłaty. Czemu to służy? Po pierwsze, rekompensuje konsumentowi fakt, że przez lata bank obracał jego pieniędzmi, a on sam nie mógł z nich korzystać. Po drugie, stanowi to presję na dłużnika, by nie przeciągał wykonania wyroku – ma motywować przegranego (bank) do szybszego zwrotu środków, bo każdy dzień zwłoki go kosztuje. Wobec banków, które – jak wspomniano – nagminnie opóźniały finalne rozliczenia, odsetki są po prostu narzędziem dyscyplinującym i sprawiedliwą karą za zwłokę.

Owszem, przy wysokich stopach procentowych te odsetki urastają do pokaźnych sum – rzędu 11–12% w skali roku. Dla przeciętnego frankowicza kilkuletni proces może oznaczać kilkadziesiąt tysięcy złotych dodatkowej korzyści. Ale czy to naprawdę „premia za opieszałość”? Raczej zadośćuczynienie za długie oczekiwanie na sprawiedliwość. Gdyby wymiar sprawiedliwości funkcjonował szybciej, konsumenci odzyskaliby swoje pieniądze wcześniej – i wtedy odsetki naliczałyby się za krótszy okres (co zresztą wielu poszkodowanych wolałoby, bo szybciej zdjęliby z siebie ciężar niepewności). Z drugiej strony, gdy proces się ślimaczy z przyczyn obiektywnych lub przez działania pozwanego, czyż nie słuszne jest, by poszkodowany otrzymał pewną rekompensatę finansową za ten czas?. Podkreślmy: prof. Łętowska sama zauważa, że długotrwałość postępowań wynika z przyczyn obiektywnych – złej organizacji wymiaru sprawiedliwości. Skoro tak, to czy można winić konsumentów, że korzystają z należnych im ustawowo odsetek? W zdrowym systemie to rozwiązanie działa odstraszająco właśnie na silniejsze podmioty, by nie grały na zwłokę.

Co więcej, argument o rzekomym celowym spowalnianiu spraw przez kancelarie mija się z rzeczywistością rynku usług prawnych. Pełnomocnicy mają ograniczone moce przerobowe – jeśli jedna sprawa skończy się szybciej, mogą podjąć się prowadzenia kolejnej. Ich zysk skali rośnie więc, gdy obsłużą więcej klientów, a nie gdy jedną sprawę przeciągną o dodatkowy rok czy dwa. Gdyby system umożliwiał ekspresowe orzekanie (np. w pół roku), kancelarie mogłyby obsłużyć kilkukrotnie więcej frankowiczów w tym samym czasie i zarobić proporcjonalnie więcej, nawet przy mniejszych odsetkach. Nie ma żadnych dowodów, by prawnicy celowo opóźniali postępowania – wręcz przeciwnie, to w interesie ich klientów (i ich samych) leży szybkie uzyskanie prawomocnego wyroku. W tym świetle teza, że „beneficjenci komercjalizacji” nie chcą rozładowania zatoru frankowego, brzmi jak niepoparta faktami insynuacja. Zator istnieje niezależnie od woli pełnomocników – jest skutkiem masowości naruszeń prawa przez banki i niewydolności systemu. Kancelarie od początku apelowały zresztą o działania systemowe (choćby o umożliwienie ugód czy uproszczenie procedur). Trudno im czynić zarzut z tego, że nie rezygnują z należnych konsumentom odsetek, skoro jest to zgodne z prawem i orzecznictwem. Przypomnijmy, iż nawet Sąd Najwyższy w ostatnich orzeczeniach potwierdził, że bank musi płacić frankowiczom odsetki za opóźnienie według stawki ustawowej – próby banków podważenia tej stawki dla kredytów walutowych spełzły na niczym.

Podsumowując: opóźnienia w rozpatrywaniu spraw frankowych należy przypisać przede wszystkim zaniedbaniom systemu sądownictwa oraz taktyce banków, nie zaś adwokatom czy radcom prawnym reprezentującym klientów. Odsetki za zwłokę to legalny mechanizm zabezpieczający interes poszkodowanych – to, że stały się dotkliwe dla banków, wynika z przedłużania sporów i wysokich stóp procentowych, a nie z jakiegoś spisku prawników.

TSUE i sądy potwierdziły słuszność walki konsumentów

W kontrze do sugestii, jakoby pełnomocnicy „suflowali” sądom rozwiązania wypaczające sprawiedliwość, warto spojrzeć na bezstronne rozstrzygnięcia najwyższych instancji – krajowych i europejskich. Przez ostatnie lata Trybunał Sprawiedliwości UE kilkakrotnie stawał po stronie polskich frankowiczów, jednoznacznie wskazując na konieczność ochrony konsumenta przed nieuczciwymi warunkami umów.

Po wspomnianym wyroku z 2019 r. (Dziubak), zapadły kolejne: w październiku 2021 r. (C-19/20 dotyczący przedawnienia roszczeń konsumenta), w maju i czerwcu 2023 r. (C-520/21 dotyczący „wynagrodzenia za kapitał” dla banku, oraz C-287/22 i C-570/21 dotyczące kwestii przedawnienia roszczeń banków i sposobu rozliczeń). Ich wspólnym mianownikiem jest wzmocnienie pozycji konsumenta. TSUE wyraźnie orzekł m.in., że bank nie może żądać od unieważnionego kredytu nic ponad zwrot wypłaconego kapitału – żadnych opłat za korzystanie z tego kapitału.

Jednocześnie potwierdził, że konsument ma prawo domagać się od banku dodatkowej rekompensaty ponad zwrot rat, jeśli był związany wadliwą umową przez lata. To pokazuje fundamentalną asymetrię odpowiedzialności: prawo UE chroni słabszą stronę (konsumenta) i nie pozwala, by przedsiębiorca czerpał korzyści z własnego bezprawnego działania.

W najnowszym wyroku z czerwca 2025 r. TSUE poszedł jeszcze dalej, podważając dotychczasową polską praktykę rozliczeń po unieważnieniu umowy. Trybunał uznał, że bank nie może żądać zwrotu całej pożyczonej kwoty, jeśli konsument spłacił już część kredytu – to uderzenie w forsowaną przez banki tzw. teorię dwóch kondykcji (interpretację, że unieważnienie umowy pozwala bankowi żądać nominalnej kwoty kapitału niezależnie od spłat).

TSUE orzekł, że takie podejście narusza dyrektywę o nieuczciwych warunkach, bo zniechęcałoby konsumentów do dochodzenia swoich praw (groziłoby zwrotem całej kwoty od razu). Równie istotne były stwierdzenia Trybunału, iż sądy krajowe muszą unikać rozstrzygnięć, które osłabiłyby ochronę konsumenta – np. automatycznego rygoru natychmiastowej wykonalności dla banków. To wszystko to nic innego, jak potwierdzenie słuszności działań frankowiczów i ich prawników. Gdyby ich roszczenia były nadużyciem lub efektem „podszeptów” pełnomocników w oderwaniu od prawa, trudno wyobrazić sobie, by najwyższy sąd UE praktycznie w całości poparł ich linię argumentacji.

Także polski Sąd Najwyższy, pomimo pewnych zawirowań, ostatecznie uznaje racje konsumentów. W uchwale pełnego składu Izby Cywilnej z maja 2021 r. (III CZP 11/21) SN potwierdził możliwość unieważnienia umowy frankowej i wskazał, że to konsument decyduje, czy chce utrzymania umowy w mocy, czy jej upadku – bank nie ma prawa jednostronnie „naprawiać” umowy kosztem klienta. Co prawda SN wprowadził wtedy kontrowersyjny pomysł, by odsetki za opóźnienie liczyć dopiero od chwili złożenia przez konsumenta oświadczenia o chęci unieważnienia, co początkowo ograniczyło wysokość odsetek. Jednak TSUE w grudniu 2023 r. jednoznacznie skrytykował tę koncepcję SN (wyrok w sprawie C-140/22), uznając ją za sprzeczną z prawem unijnym. W ślad za tymi wyrokami europejskimi polskie sądy w 2024 r. powróciły do pełnego przyznawania frankowiczom odsetek ustawowych od daty ich pierwszego żądania wobec banku. Można więc powiedzieć, że wszelkie wątpliwości zostały rozwiane na korzyść klientów: umowy są nieważne, bank nie może żądać nic ponad kapitał, zaś konsumenci mogą domagać się nie tylko zwrotu nadpłaconych rat, ale i odsetek za cały okres walki o swoje prawa. To triumf idei ochrony słabszego uczestnika rynku – i pośrednio także legitymizacja działań prawników, którzy tę ideę w imieniu swoich klientów forsowali.

W świetle powyższego zarzut „wypaczenia wymiaru sprawiedliwości” przez rzekome suflowanie sądom przez pełnomocników nie znajduje potwierdzenia. Sądy krajowe i europejskie w niezawisłych orzeczeniach potwierdziły, że to banki dopuściły się nadużyć, a zadaniem wymiaru sprawiedliwości jest te nadużycia skorygować. Rolą pełnomocników było dostarczenie sądom argumentów i dowodów – i z tego zadania wywiązali się, skoro orzecznictwo tak mocno przechyliło się ku ochronie konsumenta. Można z przekąsem zauważyć, że jeśli nawet „dawni suflerzy stali się aktorami sceny prawnej”, jak pisze prof. Łętowska, to stali się nimi dlatego, że scenariusz napisany przez banki okazał się sprzeczny z prawem i zasadami sprawiedliwości. Prawnicy reprezentujący frankowiczów wystąpili w roli obrońców praworządności – i wygrali, bo racja była po ich stronie.

Atak na kancelarie to zasłona dymna bankowych nadużyć

Trudno oprzeć się wrażeniu, że nagonka na kancelarie frankowe ma odwrócić uwagę od pierwotnych sprawców kryzysu. Zamiast mówić o tym, jak to możliwe, że przez lata oferowano masowo wadliwe produkty finansowe, dyskusja ma się przesunąć na poziom: „czy prawnicy nie zarabiają zbyt dużo na tych sprawach”. To klasyczny zabieg retoryczny – przesunąć ciężar winy na posłańca, który przynosi złe wieści, zamiast na adresata tych wieści.

Co znamienne, przedstawiciele sektora bankowego sami chętnie inicjują takie tematy. Prezes Związku Banków Polskich, Tadeusz Białek, udzielił na początku 2024 r. wywiadu Business Insider Polska, w którym – zapytany o sytuację po niekorzystnych dla banków wyrokach – niespodziewanie skierował rozmowę na rzekome nieuczciwe praktyki kancelarii frankowych. Zwrócił uwagę, że niektóre firmy prawnicze stosują w umowach z klientami własne klauzule abuzywne dotyczące wynagrodzenia i że według wyroku TSUE klient może uchylić się od zapłaty wynagrodzenia, jeśli umowa z prawnikiem zawiera nieuczciwe zapisy. Trudno nie dostrzec w tym próby odwrócenia roli ofiary i sprawcy. Oto reprezentant banków – branży, która wprowadziła do obrotu niedozwolone klauzule i zmusiła ludzi do wędrówki po sądach – przestrzega nagle tych ludzi przed… własnymi adwokatami. Narracja brzmi tak: „Uważajcie na prawników, bo oni też mogą was oszukać”. Oczywiście w każdym środowisku trafią się nierzetelne firmy, jednak skala tego zjawiska nie ma porównania z systemowym charakterem problemu kredytów frankowych. Mimo to prezes ZBP ochoczo nagłaśnia w mediach przypadki wysokich prowizji czy niejasnych umów z kancelariami, próbując zasiać nieufność między frankowiczami a ich pełnomocnikami.

Ta taktyka to nic innego jak zasłona dymna. Banki doskonale wiedzą, że przegrały batalię prawno-moralną – muszą wypłacać ogromne sumy klientom, rezerwują dziesiątki miliardów na ryzyko prawne i tracą reputację. Próbują więc zmienić narrację: z „bank kontra poszkodowany klient” na „klient kontra pazerny prawnik”. Tymczasem fakty są jasne. Łączna wartość rezerw zawiązanych przez banki na sprawy frankowe do połowy 2024 r. przekroczyła 85 mld zł. Według danych NBP około 25 mld zł z tej kwoty banki już realnie wypłaciły na mocy prawomocnych wyroków i ugód. To dziesiątki miliardów złotych, które wracają do konsumentów – a właściwie oddają im to, co nienależnie pobrano w ramach abuzywnych umów. Te kwoty świadczą dobitniej niż jakiekolwiek polemiki, kto był beneficjentem patologii. Gdyby kredyty frankowe były uczciwe, banki nie musiałyby dziś ponosić takich kosztów i nie przegrywałyby 97% spraw w sądach.

Kierowanie społecznej złości na kancelarie prawnicze jest więc nieusprawiedliwione. To banki przez lata czerpały nienależne zyski kosztem klientów, a kiedy przyszedł czas rozliczeń, usiłują wzbudzić kontrowersje wokół tych, którzy pomagają klientom te rozliczenia uzyskać. Nie znaczy to, że rynek usług prawnych nie powinien podlegać kontroli – przeciwnie, należy eliminować nieuczciwe praktyki również po stronie firm odszkodowawczych czy prawników. Jednak rozdmuchiwanie pojedynczych incydentów do rangi głównego problemu jest nieproporcjonalne. Nie zachowujmy fałszywej symetrii: nadużycia banków dotknęły setek tysięcy rodzin i całego sektora finansowego; ewentualne nadużycia części kancelarii to margines, który nie przekreśla ich pozytywnej roli w walce o prawa konsumenta.

Zakończenie: Czas reform, zamiast obwiniania ofiar

Zmagania o kredyty frankowe ujawniły głębsze bolączki polskiego państwa prawa i rynku finansowego. Zamiast więc szukać kozłów ofiarnych wśród tych, którzy walczyli o sprawiedliwość, powinniśmy wyciągnąć wnioski systemowe. Potrzebujemy realnych reform, by podobne kryzysy nie wybuchały w przyszłości i by ich rozwiązywanie nie musiało spadać na barki obywateli w sądach.

Po pierwsze, lepsza ochrona konsumentów na rynku finansowym. Kredyty walutowe były sprzedawane masowo przy biernej postawie nadzoru i regulatorów. Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów oraz Komisja Nadzoru Finansowego muszą działać szybciej i odważniej, gdy pojawiają się sygnały o nieuczciwych praktykach. Prewencja jest tańsza niż leczenie. Gdyby w porę ukrócono stosowanie klauzul indeksacyjnych bez zabezpieczeń, dziś nie mielibyśmy 190 tys. spraw w sądach.

Po drugie, usprawnienie wymiaru sprawiedliwości. Trzeba wyciągnąć lekcję z „zatoru frankowego”. Sądy muszą być przygotowane na rozpoznawanie tysięcy podobnych spraw – czy to przez mechanizmy pozwów grupowych, czy choćby lepszą organizację postępowań testowych (precedensowych) i ugód. Cyfryzacja i specjalizacja sądów – rozpoczęte w ograniczonym zakresie – powinny być kontynuowane. Sprawna i szybka reakcja sądownictwa nie może zależeć od tego, czy jakaś grupa prawników przygotuje „gotowce” i wesprze sędziów w opanowaniu tematu.

Po trzecie, zmiana kultury korporacyjnej banków. Jak celnie ujął to prezes UOKiK, „nie może być tak, że banki będą działały tak, jak przez ostatnie 30 lat, udawały, że nic złego się nie stało i nadal naruszały interesy swoich klientów. Zmiana musi mieć charakter jakościowy w całym sektorze”. To wezwanie do rachunku sumienia dla branży finansowej. Zaufanie klientów – nadwyrężone sprawą frankową – odbuduje tylko realna poprawa standardów: uczciwe traktowanie klienta, przejrzyste umowy, gotowość do polubownego załatwiania sporów. Banki powinny traktować frankowiczów nie jak przeciwników, lecz jak klientów, którym należy się zadośćuczynienie za błędy przeszłości.

Na koniec, szacunek dla tych, którzy dochodzili swoich praw. Frankowicze przez lata byli wyszydzani jako naiwniacy, którzy „brali we frankach, bo myśleli, że zyskają”. Dziś wiemy, że to w dużej mierze ofiary systemowego deficytu sprawiedliwości i informacji. Ich wytrwałość – a także praca ich pełnomocników – doprowadziły do ugruntowania orzecznictwa, które wzmocniło ochronę wszystkich polskich konsumentów. Nie tylko frankowiczów – bo przecież wykładnia TSUE i SN będzie miała znaczenie i przy innych abuzywnych umowach. Zamiast więc deprecjonować rolę prawników i klientów, którzy upomnieli się o swoje prawa, powinniśmy docenić, że to dzięki nim rynek staje się uczciwszy.

Prof. Łętowska zatytułowała swój tekst metaforycznie: „Aktorzy, suflerzy i maski”. Pozwolę sobie pozostać w tej konwencji. Na scenie dramatu frankowego prawdziwymi czarnymi charakterami były banki – to one założyły swoim klientom maski pozornego bezpieczeństwa, za którymi kryło się ryzyko i abuzywne zapisy. Rolą suflerów – ekspertów, prawników, organizacji konsumenckich – było podpowiadanie zapomnianych przez wymiar sprawiedliwości kwestii o prawach obywateli. Gdy sędziowie zaczęli ich słuchać, maski spadły, a na jaw wyszła prawda o nieuczciwości kontraktów. To nie jest wypaczenie sprawiedliwości, lecz jej triumf. Teraz czas na epilog w postaci naprawy systemu – tak, by żaden podobny spektakl nie musiał się już powtórzyć.

Tagi: Frankowicze
Udostępnij77Tweet48
Michał Augustynowicz

Michał Augustynowicz

Autor treści publicystycznych poświęconych tematyce kredytów waloryzowanych oraz sporów konsumentów z bankami. Zajmuje się analizą orzecznictwa sądowego, zmian w przepisach oraz bieżących wydarzeń związanych z rynkiem kredytowym. Publikowane materiały mają charakter informacyjny i publicystyczny i nie stanowią porady prawnej ani finansowej.

Rekomendowane dla Ciebie

TSUE o przedawnieniu frankowym: banki dostały narzędzia procesowe, ale z rygorystycznymi ograniczeniami. Co to naprawdę oznacza dla frankowiczów?

Napisał Michał Augustynowicz
16 kwietnia 2026
Banki miały upaść, a toną w zyskach! mBank, Pekao i Santander pokazały raporty. Frankowicze, muszą zobacz te liczby!

Trybunał Sprawiedliwości UE ogłosił dziś trzy długo wyczekiwane wyroki w polskich sprawach frankowych. Wbrew czarno-białym prognozom z obu stron barykady – nie ma ani totalnej klęski frankowiczów, ani...

Czytaj więcejDetails

TSUE 16.04.2026: 4 kluczowe wyroki dla frankowiczów. Czy banki stracą miliardy przez przedawnienie?

Napisał Michał Augustynowicz
15 kwietnia 2026
TSUE 16.04.2026: 4 kluczowe wyroki dla frankowiczów. Czy banki stracą miliardy przez przedawnienie?

Kwiecień 2026 roku zapisze się w historii przełomowymi orzeczeniami TSUE w sprawie Frankowiczów. Już w czwartek 16 kwietnia br. Trybunał rozstrzygnie ostatnie wątpliwości orzecznicze dotyczące umów frankowych. Chodzi...

Czytaj więcejDetails

Frankowicze 2026: Przełomowy kwiecień, liczne wyroki TSUE i co to oznacza dla kredytobiorców?

Napisał Michał Augustynowicz
14 kwietnia 2026
Frankowicze 2026: Przełomowy kwiecień, liczne wyroki TSUE i co to oznacza dla kredytobiorców?

Pięć orzeczeń i jedna opinia Rzecznika Generalnego w ciągu jednego miesiąca – kwiecień 2026 roku może być jednym z ważniejszych momentów w historii sporów frankowych. Co dokładnie się...

Czytaj więcejDetails
Następny post
Frankowicze, uważajcie! Niektórzy prawnicy chcą odebrać Wam kluczowe prawa, powołując się na TSUE

Frankowicze, uważajcie! Niektórzy prawnicy chcą odebrać Wam kluczowe prawa, powołując się na TSUE

Spis treści:

  • Banki latami naruszały prawa konsumentów
  • Kancelarie przywróciły równowagę i rządy prawa
  • Opieszałość sądów to wina systemu, nie pełnomocników
  • TSUE i sądy potwierdziły słuszność walki konsumentów
  • Atak na kancelarie to zasłona dymna bankowych nadużyć
  • Zakończenie: Czas reform, zamiast obwiniania ofiar

Serwis informacyjno-publicystyczny poświęcony kredytom i sporom konsumentów z bankami. Publikujemy wiadomości, analizy i komentarze dotyczące kredytów we frankach oraz w złotówkach. Śledzimy wyroki sądowe, zmiany w prawie i oferty ugodowe, aby kredytobiorcy mogli być na bieżąco z aktualnymi wydarzeniami.
W serwisie znajdziesz także materiały informacyjne, poradniki o charakterze ogólnym, relacje kredytobiorców oraz opinie i komentarze specjalistów, które pomagają lepiej zrozumieć aktualną sytuację na rynku. Publikowane treści nie stanowią porady prawnej ani finansowej.

MENU

  • • Strona główna
  • • Wiadomości
  • • Wyroki
  • • Poradnik Frankowicza
  • • Felietony
  • • W Sądach
  • • Kredyty w złotówkach
  • • Baza wiedzy
  • • Kontakt

WYDAWCA

Michał Augustynowicz

Dolnośląskie Centrum Biznesu

ul. Stanisławowska 47

54-611, Wrocław

E-mail: info@chf24.pl

© 2025 CHF24.PL - Frankowicze, Kancelarie Frankowe, Wiadomości | Redakcja | Polityka prywatności | Regulamin strony | Kontakt

Projekt i wykonanie:
  • Strona Główna
  • Wiadomości
    • Frankowicze
    • Kredyt w PLN
    • Sankcja kredytu darmowego
  • Wyroki
    • Wyroki TSUE
  • Poradnik Frankowicza
  • Felietony
  • Prawnicy
  • W Sądach
  • Ugody
  • Ranking Kancelarii

© 2025 CHF24.PL - Frankowicze, Kancelarie Frankowe, Wiadomości | Redakcja | Polityka prywatności | Regulamin strony | Kontakt

  • Strona Główna
  • Wiadomości
    • Frankowicze
    • Kredyt w PLN
    • Sankcja kredytu darmowego
  • Wyroki
    • Wyroki TSUE
  • Poradnik Frankowicza
  • Felietony
  • Prawnicy
  • W Sądach
  • Ugody
  • Ranking Kancelarii

© 2025 CHF24.PL - Frankowicze, Kancelarie Frankowe, Wiadomości | Redakcja | Polityka prywatności | Regulamin strony | Kontakt