Spory dotyczące tzw. kredytów frankowych (waloryzowanych lub denominowanych w walucie obcej, najczęściej franku szwajcarskim) od lat angażują polski system sądowniczy. Orzecznictwo unijne (Trybunału Sprawiedliwości UE) oraz krajowe (Sądu Najwyższego i zdecydowanej większości sądów powszechnych) wypracowało ugruntowaną linię, zgodnie z którą klauzule abuzywne (niedozwolone) w umowach kredytowych skutkują brakiem związania nimi konsumenta, co z reguły prowadzi do nieważności całej umowy kredytu.
Mimo to wciąż zdarzają się sędziowie w Polsce, którzy wydają wyroki sprzeczne z tym utrwalonym kierunkiem orzeczniczym. Zjawisko to wywołuje istotne kontrowersje nie tylko w środowisku tzw. frankowiczów (kredytobiorców dochodzących swoich praw), lecz wpływa na cały system prawny i zaufanie obywateli do wymiaru sprawiedliwości.
W niniejszym tekście przyjrzymy się temu niepokojącemu zjawisku z perspektywy porządku prawnego oraz zasady niezawisłości sędziowskiej, badając jej rzeczywiste granice. Przedstawimy konkretne przypadki sędziów, którzy zdecydowali się odejść od ugruntowanej linii orzeczniczej, analizując dramatyczne konsekwencje takich decyzji dla kredytobiorców oczekujących sprawiedliwości.
Zbadamy możliwe przyczyny takich kontrowersyjnych rozstrzygnięć – czy wynikają one z niewiedzy, świadomej interpretacji przepisów, a może z innych, mniej transparentnych motywacji? Przyjrzymy się też potencjalnym powiązaniom tych sędziów z sektorem bankowym oraz ich ogólnemu nastawieniu do problematyki frankowiczów, które może wpływać na wydawane wyroki.
W końcowej części tekstu przeanalizujemy długofalowe skutki wydawania wyroków sprzecznych z dominującym orzecznictwem – zarówno dla indywidualnych kredytobiorców, jak i dla całego systemu sądownictwa oraz zaufania społecznego. Poruszymy również kwestię odpowiedzialności Skarbu Państwa za szkody wyrządzone kontrowersyjnymi orzeczeniami oraz możliwości dochodzenia odszkodowań przez poszkodowanych w wyniku takich wyroków.
Dlaczego problem sprzecznych orzeczeń frankowych jest istotny?
Znaczenie dla frankowiczów. Dla indywidualnych kredytobiorców sprzeczny z linią orzeczniczą wyrok w ich sprawie oznacza zazwyczaj przegraną sprawę mimo okoliczności, które w większości innych sądów skutkowałyby wygraną. W praktyce może to oznaczać obowiązek dalszego spłacania wadliwego (abuzywnego) kredytu na pierwotnych warunkach albo nawet konieczność zapłaty bankowi dużych sum. Przykładowo zdarzały się wyroki zasądzające od frankowiczów na rzecz banku spłatę całego kredytu we frankach wraz z odsetkami i wysokimi kosztami procesu.
Tego rodzaju rozstrzygnięcia mogą prowadzić do poważnych konsekwencji finansowych – zadłużenia znacznie przekraczającego wartość otrzymanego kapitału, utraty dorobku życia, a nawet ryzyka bankructwa konsumenta.
Co więcej, frankowicz w przypadku niekorzystnego wyroku ponosi koszty procesu (nierzadko kilkanaście tysięcy złotych) i musi wnieść apelację, aby dochodzić sprawiedliwości w drugiej instancji. To zaś wydłuża całe postępowanie o kolejne miesiące czy lata, generując dodatkowy stres i niepewność.
Dla wielu kredytobiorców przedłużające się batalie sądowe i groźba przegranej niosą też obciążenie psychiczne – poczucie niesprawiedliwości, lęk o przyszłość finansową rodziny oraz frustrację, że ich sprawa została potraktowana inaczej niż większość podobnych spraw.
Znaczenie dla systemu prawnego. Problem ten ma jednak wydźwięk szerszy niż jednostkowe dramaty frankowiczów – dotyka fundamentów pewności prawa i jednolitości orzecznictwa. Skoro w przytłaczającej większości spraw sądy orzekają zgodnie z wytycznymi płynącymi z orzeczeń TSUE i Sądu Najwyższego, to pojedyncze sprzeczne wyroki podważają przewidywalność wymiaru sprawiedliwości.
Obywatel ma prawo oczekiwać, że w dwóch podobnych sprawach zapadną podobne rozstrzygnięcia. Gdy jednak wynik sporu może zależeć od tego, na jakiego sędziego trafi sprawa, zaufanie do równego traktowania przez prawo zostaje zachwiane. Rodzi się poczucie loterii – jedni kredytobiorcy wygrywają i uwalniają się od nieuczciwych umów, podczas gdy inni (w analogicznym stanie faktycznym) przegrywają, trafiając na „nieprzychylnego” sędziego. To zaś podkopuje autorytet sądów i wiarę społeczeństwa w niezależność i bezstronność wymiaru sprawiedliwości.
Co więcej, wyroki niezgodne z utrwalonym orzecznictwem naruszają jednolitą wykładnię prawa konsumenckiego. TSUE wielokrotnie podkreślał, że sądy krajowe mają obowiązek stosować dyrektywę 93/13/EWG (o ochronie konsumentów) zgodnie z jej celem – czyli efektywnie eliminować z umów konsumenckich postanowienia abuzywne, nawet z urzędu.
Tymczasem niektórzy sędziowie wciąż de facto odmawiają pełnej ochrony konsumentom, np. ratując umowę kredytu poprzez własną interpretację niekorzystną dla klienta. Takie działanie stoi w sprzeczności nie tylko z europejskim prawem konsumenckim, ale i orzecznictwem polskich sądów, które wypracowały już stosunkowo jednolite podejście prokonsumenckie. Nawet jeśli liczba takich nieprawidłowych wyroków jest niewielka (szacunki praktyków mówią o ok. 2-3% spraw frankowych rozstrzyganych niezgodnie z linią TSUE), nie powinno to mieć miejsca w ogóle – szczególnie po wielu jednoznacznych wyrokach zapadłych w ostatnich latach.
Wpływ na obciążenie sądów i państwo. Każdy wadliwy wyrok pierwszej instancji to niemal pewna apelacja. Sąd Apelacyjny w Warszawie oraz inne sądy odwoławcze są zalewane sprawami frankowymi – w dużej mierze również po to, by korygować oczywiste błędy merytoryczne sądów niższych. To wydłuża postępowania i zwiększa koszty funkcjonowania wymiaru sprawiedliwości. Ponadto, pojawia się kwestia odpowiedzialności państwa za błędne działanie wymiaru sprawiedliwości.
Skoro Skarb Państwa odpowiada za zgodność działań organów (w tym sądów) z prawem, to rozstrzygnięcia sprzeczne z prawem UE mogą rodzić roszczenia odszkodowawcze. Już teraz prawnicy zapowiadają pierwsze pozwy przeciwko Skarbowi Państwa o naprawienie szkód wyrządzonych frankowiczom przez bezprawne wyroki. Oznacza to, że konsekwencje finansowe takich pomyłek (świadomych lub nie) w orzekaniu mogą obciążyć ogół społeczeństwa.
Reasumując, problem sędziów wydających wyroki wbrew ugruntowanej linii orzeczniczej ma znaczenie systemowe. Podważa on pewność prawa, spójność stosowania prawa unijnego, wydłuża postępowania i naraża państwo na odpowiedzialność odszkodowawczą. Dlatego jego rozwiązanie leży w interesie nie tylko poszczególnych frankowiczów, lecz całego systemu prawnego.
Niezawisłość sędziowska – co to tak naprawdę jest?
Niezawisłość sędziowska jest jedną z podstawowych zasad państwa prawa. Zgodnie z Konstytucją RP, sędziowie w sprawowaniu swojego urzędu są niezawiśli i podlegają jedynie Konstytucji oraz ustawom. Oznacza to, że przy orzekaniu sędzia ma kierować się przepisami prawa oraz własnym sumieniem i wiedzą, wolny od jakichkolwiek nacisków zewnętrznych – politycznych, społecznych czy ekonomicznych.
Zasada niezawisłości chroni więc sędziego przed wpływem stron postępowania, mediów, przełożonych, a nawet naciskiem opinii publicznej domagającej się określonego rozstrzygnięcia. Ma to zagwarantować uczciwy, bezstronny proces i decyzje oparte jedynie na prawie oraz faktach przedstawionych w sprawie.
Niezawisłość nie oznacza jednak dowolności czy prawa do ignorowania obowiązującego porządku prawnego. Sędziowie są niezawiśli od innych władz i wpływów, lecz nie są niezawiśli od prawa. Wręcz przeciwnie – związanie sędziego Konstytucją, ustawami, a także wiążącym Polskę prawem Unii Europejskiej oznacza, że w granicach tych norm sędzia musi się poruszać. W praktyce, orzekając w sprawach frankowych, niezawisły sędzia powinien stosować m.in. Kodeks cywilny (np. przepisy o abuzywności art. 385^1^ k.c.), oraz wykładnię tych przepisów ugruntowaną w orzecznictwie TSUE i Sądu Najwyższego.
Oczywiście może zdarzać się, że sędziowie różnią się interpretacją pewnych przepisów – niezawisłość chroni prawo do własnej interpretacji prawa w granicach racjonalnej wykładni. Jednak gdy dana kwestia była wielokrotnie wyjaśniona przez instancje wyższe, a orzecznictwo stworzyło jasną linię, odstępstwo od niej wymaga szczególnego uzasadnienia. W przeciwnym razie traci się spójność wymiaru sprawiedliwości.
Granica niezawisłości czyli orzekanie sprzeczne z prawem
Gdzie zatem leży granica między niezawisłością a działaniem sprzecznym z prawem? Można wskazać, że sędzia przekracza tę granicę, gdy jego orzeczenie jest nie tylko odmienne, ale rażąco błędne w świetle obowiązujących przepisów i wykładni.
Przykładowo, jeśli sędzia ignoruje wprost wyrok TSUE dotyczący analogicznej sytuacji prawnej i wydaje rozstrzygnięcie przeciwne do tego, co nakazał trybunał, to nie jest to przejaw dopuszczalnej różnicy zdań, lecz naruszenie prawa unijnego.
TSUE podkreślił, że wykładnia prawa dokonywana w trybie prejudycjalnym wiąże wszystkie sądy krajowe w odniesieniu do analogicznych sporów. Podobnie, orzeczenia Sądu Najwyższego – zwłaszcza uchwały mające moc zasad prawnych – powinny być uwzględniane przez sądy niższe, choć formalnie nie mają charakteru powszechnie obowiązującego przepisu. Sędzia może mieć inne zdanie, ale jeśli decyduje się orzec wbrew jednolitej linii, powinien liczyć się z tym, że wyrok zostanie uchylony w apelacji lub kasacji.
W skrajnych przypadkach, gdy naruszenie prawa ma charakter oczywisty i rażący, pojawia się kwestia odpowiedzialności dyscyplinarnej sędziego. Polskie prawo przewiduje, że sędzia może odpowiadać dyscyplinarnie m.in. za oczywistą i rażącą obrazę przepisów prawa. Choć ta podstawa stosowana jest bardzo ostrożnie (by nie naruszać zasady niezawisłości poprzez karanie za samą treść orzeczeń), istnieje jako ultimum ratio w sytuacjach, gdy sędzia faktycznie działa wbrew prawu, a nie tylko dokonuje kontrowersyjnej wykładni.
Należy też zaznaczyć, że sędziowie często powołują się na swoją niezależność przy odpieraniu zarzutów o błędne orzeczenia. W dyskusji o wyrokach frankowych zdarzało się słyszeć opinie niektórych sędziów, iż „są niezawiśli i mogą myśleć, jak chcą”.
Owszem – nikt nie może narzucić sędziemu konkretnego rozstrzygnięcia w sprawie. Jednak myśleć, jak chcą sędziowie mogą tylko w ramach prawa; niezawisłość nie daje im prawa do wydawania orzeczeń sprzecznych z obowiązującymi regulacjami czy wyrokami sądów wyższych. Krótko mówiąc, niezawisłość kończy się tam, gdzie zaczyna się łamanie prawa. W dalszej części opracowania przeanalizujemy przykłady, w których to założenie mogło zostać przekroczone.
Sędziowie rozpatrujące sprawy frankowe wbrew ugruntowanej linii orzeczniczej – przypadki
W ostatnich latach wyłoniła się grupa sędziów, których wyroki w sprawach frankowych odstają od dominującego trendu orzeczniczego. Choć stanowią oni mniejszość, konsekwentnie wydają rozstrzygnięcia korzystne dla banków, często z pominięciem argumentacji ochronnej wobec konsumentów. Prawnicy reprezentujący frankowiczów doskonale znają te nazwiska. Poniżej przedstawiamy kilka przykładów takich sędziów wraz z charakterystyką orzeczeń i skutków dla powodów:
| Sędzia (sąd) | Przykładowe orzeczenie | Decyzja sprzeczna z linią orzeczniczą | Skutki dla kredytobiorcy |
|---|---|---|---|
| SSO Andrzej Kuryłek | Wyrok z 10.01.2025 r., sygn. I C 343/17 – oddalenie powództwa o ustalenie nieważności kredytu mBank z 2008 r. | Sędzia uznał umowę za wolną od wad – stwierdził, że nie dopatrzył się żadnych abuzywnych zapisów, w pełni podzielając argumentację banku. Jest to sprzeczne z orzecznictwem TSUE i SN, które wielokrotnie wskazywały na niedozwolony charakter klauzul przeliczeniowych w takich umowach. | Kredytobiorca przegrał sprawę w I instancji i musiał wnieść apelację. Postępowanie trwało wyjątkowo długo – aż 94 miesiące (niemal 8 lat) do wydania wyroku I instancji, co oznaczało przedłużony okres niepewności. Wszystkie podobne wyroki sędziego Kuryłka były następnie zmieniane przez Sąd Apelacyjny, co potwierdza ich wadliwość. |
| SSO Henryk Walczewski | Wyrok z 5.09.2024 r., sygn. XXVIII C 6847/22 – oddalenie powództwa o ustalenie nieważności kredytu (d. Nordea Bank, 2009 r.) | Sędzia najpierw przez wiele miesięcy wymuszał udział obu kredytobiorców w sprawie, wbrew uchwale SN dopuszczającej powództwo nawet jednego z nich. Ostatecznie oddalił powództwo, uznając, że umowa jest ważna i może być wykonywana nawet po usunięciu klauzul niedozwolonych. De facto zastosował więc mechanizm utrzymania umowy w mocy mimo abuzywności klauzul – co stoi w sprzeczności z linią TSUE zakazującą podtrzymywania umowy poprzez uzupełnianie luk np. kursem średnim NBP. | Powodowie nie uzyskali ochrony – sąd nie unieważnił umowy ani nie zasądził zwrotu nadpłat. Muszą kontynuować spłatę kredytu na nieuczciwych warunkach lub walczyć dalej w apelacji (złożenie apelacji zapowiedziano). Takie rozstrzygnięcie wydłuża drogę do odzyskania należnych pieniędzy i generuje koszty. |
| SSO Edyta Bryzgalska | Wyrok z 4.09.2024 r., sygn. XXV C 976/21 (posiedzenie niejawne) – oddalenie powództwa o ustalenie nieważności kredytu (EFG Eurobank Ergasias, 2008 r.). | Paradoksalnie, sędzia Bryzgalska w tym wyroku uznała, że wszystkie klauzule przeliczeniowe są niedozwolone, ale mimo to nie unieważniła umowy ani nie zasądziła żadnych kwot na rzecz kredytobiorcy. Takie stanowisko jest wewnętrznie sprzeczne i niezgodne z orzecznictwem – skoro klauzule indeksacyjne są bezskuteczne, to umowa nie może nadal obowiązywać w pierwotnym kształcie (TSUE wyklucza utrzymanie reszty umowy za wszelką cenę). Bryzgalska znana jest z poglądu, że wszystkie kredyty walutowe są ważne i uczciwe, konsekwentnie oddala powództwa frankowiczów. | Kredytobiorcy przegrali w I instancji, nie uzyskując żadnej restitucji wpłat mimo oczywistej abuzywności klauzul. Zostały na nich nałożone koszty procesu (np. 10 800 zł w innej sprawie). Konieczna jest apelacja. Dotychczas wszystkie apelacje od wyroków sędzi Bryzgalskiej (wnoszone przez kancelarie prowadzącą tą sprawę) były uwzględniane przez Sąd Apelacyjny, co świadczy o tym, że jej orzeczenia są systematycznie kwestionowane na wyższej instancji. Postępowania przed nią trwają długo (np. 43 miesiące do wyroku), co zwiększa stres powodów. |
| SSO Eliza Kurkowska | Wyrok z 9.11.2023 r., sygn. II C 1576/19 (niejawnie) – oddalenie powództwa o nieważność kredytu (Nordea Bank, 2009 r.) | Orzeczenie zapadło na posiedzeniu niejawnym bez publikacji ustnych motywów – jednak sędzia Kurkowska jak dotąd zawsze oddalała powództwa frankowiczów. Wiadomo, że wyroki te są później zmieniane przez Sąd Apelacyjny . W innej sprawie (25.07.2023 r.) sędzia stwierdziła, że konstrukcja kredytu indeksowanego mieści się w granicach swobody umów, a bank należycie poinformował o ryzyku. Takie podejście lekceważy standard informacyjny wymagany przez prawo konsumenckie i stoi w opozycji do wielu wyroków uznających takie umowy za nieważne z uwagi na klauzule abuzywne. | Kredytobiorcy regularnie przegrywają przed tym sędzią, ponosząc koszty i tracąc czas, choć podobne sprawy przed innymi sędziami kończą się sukcesem. W omawianym przypadku postępowanie w I instancji trwało 56 miesięcy. Po apelacji wyrok zapewne zostanie zmieniony (jak w poprzednich sprawach), ale do tego czasu kredytobiorcy pozostają w niepewności i stresie. |
| SSO Michał Chojnacki | Wyrok z 3.04.2024 r., sygn. II C 268/21 – oddalenie powództwa o nieważność kredytu (Fortis/EFG, 2007 r.) | Sędzia Chojnacki w ustnych motywach tego wyroku wskazał, że roszczenia kredytobiorców uległy przedawnieniu (uznał zarzut banku za skuteczny). Tym samym nie badał dalej abuzywności klauzul. Nadto stwierdził, że powodowie nie wykazali interesu prawnego w żądaniu unieważnienia umowy i że aneks walutowy usunął nieuczciwość pierwotnych warunków. Takie stanowisko odbiega od linii SN, który uznaje interes prawny konsumenta w ustaleniu nieważności, oraz od dominującego poglądu, że roszczenia o świadczenia nienależne w związku z abuzywnością nie przedawniają się tak, jak sąd przyjął. | Powodowie przegrali sprawę z przyczyn formalnych (przedawnienie), mimo że w wielu podobnych sprawach sądy oddalają zarzut przedawnienia jako niezgodny z zasadą ochrony konsumenta. Zostali obciążeni kosztami procesu. Orzeczenie to wymaga zaskarżenia – w przeciwnym razie kredytobiorcy tracą szansę na odzyskanie nadpłaconych kwot. Ponownie wydłuża to całą procedurę i generuje dodatkowe koszty. |
Tabela 1: Przykłady sędziów wydających wyroki sprzeczne z ugruntowaną linią orzeczniczą w sprawach frankowych (wybrane sprawy z sądów warszawskich). Skutki obejmują konieczność apelacji, obciążenia finansowe i przedłużenie sporu.
Powyższe przykłady ilustrują, że wbrew dominującej tendencji prokonsumenckiej zdarzają się sędziowie, którzy niemal nigdy nie uwzględniają powództw frankowiczów. Ich uzasadnienia często powielają argumenty banków i zdają się nie dostrzegać lub umniejszać znaczenie klauzul abuzywnych w umowach.
Charakterystyczne jest, że prawie wszystkie przytoczone wyroki są nieprawomocne i zostały (lub zapewne zostaną) skutecznie zaskarżone. Rzeczywiście, w praktyce apelacje od takich orzeczeń są z reguły uwzględniane, a wyroki zmieniane na korzyść kredytobiorców.
To oznacza, że sądy II instancji korygują te odstępstwa, przywracając zgodność rozstrzygnięcia z linią orzeczniczą. Niemniej jednak sam fakt istnienia takich rozbieżności na etapie pierwszej instancji rodzi opisane wcześniej negatywne skutki.
Choć takich sędziów jest niewielu, tworzą oni nieproporcjonalnie duży problem. Ich wyroki odbiegające od ugruntowanej linii orzeczniczej są korygowane w apelacji, jednak zanim do tego dojdzie, wyrządzają szkody jednostkowe i systemowe – pogłębiając chaos prawny i podważając zaufanie do sądów.
Dlaczego pewni sędziowie zawsze orzekają na niekorzyść frankowiczów?
Co sprawia, że ci nieliczni sędziowie orzekają inaczej niż większość? Przyczyn może być kilka, a w konkretnych przypadkach zapewne nakładają się one na siebie:
- Brak aktualnej wiedzy lub specjalistycznej ekspertyzy. Lawina spraw frankowych zaskoczyła sądy – wielu sędziów musiało w krótkim czasie zmierzyć się ze skomplikowanymi umowami, ekonomicznym kontekstem kredytów i nowym orzecznictwem unijnym. Nie wszyscy nadążają za dynamicznymi zmianami. Możliwe, że niektórzy sędziowie (szczególnie starszej daty, wychowani na dawnej linii orzeczniczej z lat 90. i 2000., kiedy to sądy raczej chroniły stabilność umów) nie przyswoili w pełni najnowszego orzecznictwa TSUE i SN. Przykładowo, częstym błędem jest dzielenie klauzuli indeksacyjnej na część „dozwoloną” (indeksacja kursem CHF) i „niedozwoloną” (stosowanie kursu z tabeli banku), by utrzymać umowę w mocy. TSUE jednoznacznie potępił takie podejście (tzw. redukcję utrzymującą skuteczność), m.in. w wyroku z 29 kwietnia 2021 r. (sprawa C-19/20). Jeśli sędzia mimo to stosuje podobny zabieg, można podejrzewać, że nie zrozumiał bądź nie zna tych wytycznych. Innymi słowy – lukę kompetencyjną. Sprawy frankowe wymagają też orientacji w prawie UE, co dla części sędziów bywa wyzwaniem.
- Przywiązanie do dosłownej zasady pacta sunt servanda. Niewykluczone, że pewna grupa sędziów kieruje się konserwatywnym podejściem: umów należy dotrzymywać za wszelką cenę. Nawet jeśli dostrzegają abuzywność klauzul, mogą uważać, że unieważnienie całej umowy to zbyt daleko idąca sankcja. Taki mentalny konserwatyzm prawniczy może wynikać z obaw przed konsekwencjami ekonomicznymi masowego unieważniania kredytów lub z przekonania, że kredytobiorcy również ponoszą odpowiedzialność za swoje decyzje. W efekcie sędzia taki podświadomie szuka sposobu, by umowę utrzymać, np. poprzez zastąpienie klauzuli bankowej kursem średnim NBP czy inną interpretację – nawet jeśli jest to wbrew linii orzeczniczej. Innymi słowy, ideologia i własne przekonania mogą brać górę nad obowiązującym stanem prawnym. Ślady takiego myślenia widać w uzasadnieniach – np. sędziowie podkreślają, że kredyty walutowe są dopuszczalne i zgodne z prawem, że ryzyko kursowe jest naturalną konsekwencją umowy itp. Jest to prawda co do zasady, ale pomija fakt, że problemem są nieuczciwe warunki umowy, a nie sama konstrukcja kredytu.
- Wpływ argumentacji banków i biegłych. Banki, broniąc się przed roszczeniami frankowiczów, przedstawiają obszerne opinie prawne i ekonomiczne, starając się przekonać sąd o swojej racji. W sprawach tych często powołuje się biegłych ds. rachunkowości/finansów, co dodatkowo komplikuje postępowanie. Możliwe, że niektórzy sędziowie ulegają narracji prezentowanej przez pozwane banki – zwłaszcza jeśli nie mają dużego doświadczenia w prawie konsumenckim. Jeżeli np. bank argumentuje, że kredytobiorcy na spadku kursu franka zyskali, a dopiero po wzroście zaczęli kwestionować umowy, sędzia może nabrać przekonania, iż roszczenia są nie do końca fair. Wówczas nawet podświadomie szuka sposobu, by powództwo oddalić. Tego typu kognitywne uprzedzenie może wpływać na tok rozumowania sędziego przy interpretacji prawa.
- Opóźniona reakcja na zmianę linii orzeczniczej. Orzecznictwo w sprawach frankowych ewoluowało – od początkowej niepewności (lata 2013–2016), poprzez stopniowe przewartościowanie podejścia (2018–2019), aż po utrwalenie linii prokonsumenckiej (po wyroku TSUE w sprawie Dziubak, październik 2019). Niektórzy sędziowie mogli utknąć w „starym paradygmacie” orzekania, np. powołując się na dawne orzeczenia Sądu Najwyższego sprzed 2019 r., które bywały mniej korzystne dla konsumentów. Jeśli sędzia taki ignoruje nowsze uchwały i wyroki, to przyczyną może być pewna inercja intelektualna lub brak chęci zmiany dotychczasowego stanowiska. Innymi słowy, upór lub niedostosowanie się do zmienionej rzeczywistości prawnej.
- Zła wola lub stronniczość. Najdalej idącym wytłumaczeniem jest założenie, że sędzia świadomie i celowo orzeka wbrew prawu, z jakiegoś powodu faworyzując jedną ze stron (tu: sektor bankowy). Taka hipoteza oznaczałaby poważne naruszenie zasad etyki sędziowskiej. Czy jest prawdopodobna? Trudno ferować wyroki, niemniej nie można jej całkowicie wykluczyć. Gdy widzimy sędziego, który konsekwentnie – mimo kolejnych uchylnych wyroków apelacyjnych – trzyma się swojego zdania (jak np. sędzia Kuryłek, który „nie zmienia zdania, pomimo że wszystkie jego wyroki tego typu są zmieniane przez Sąd Apelacyjny” ), pojawia się pytanie, czy chodzi tylko o upór, czy coś więcej. Być może pewną rolę odgrywa poczucie ambicji lub urażonej dumy – sędzia nie chce przyznać, że się myli, i brnie dalej w swoje poglądy, nawet wbrew całemu światu. W ekstremalnym scenariuszu można by podejrzewać jakąś formę nacisku zewnętrznego lub konflikt interesów – tę kwestię omówimy poniżej.
Prawdopodobne przyczyny rozstrzygnięć sprzecznych z linią orzeczniczą to mieszanka braków merytorycznych (niezrozumienie prawa unijnego, zawiłości finansowych), specyficznej filozofii orzekania (np. niechęci do unieważniania umów, surowego podejścia do konsumentów) oraz ludzkich słabości (uporu, podatności na argumenty jednej strony). Każdy przypadek może mieć inny dominujący motyw, jednak efekt jest taki sam – wyrok odstający od standardu, niechroniący konsumenta.
Powiązania z sektorem bankowym i nastawienie do frankowiczów
Czy „zbuntowani” sędziowie są powiązani z bankami? To pytanie często pada ze strony rozgoryczonych frankowiczów. Bezpośrednie, jawne powiązania (np. zatrudnienie sędziego w banku, udziały w akcjonariacie banku itp.) praktycznie nie występują – sędziowie w Polsce nie mogą podejmować takich aktywności, a konflikty interesów są wykluczane poprzez wyłączenie sędziego od sprawy.
Nie odnotowano, aby którykolwiek z wymienionych sędziów oficjalnie doradzał bankom czy otrzymywał od nich korzyści. Jednak powiązania mogą mieć charakter bardziej subtelny. W przeszłości zdarzały się np. szkolenia dla sędziów organizowane we współpracy z sektorem finansowym, konferencje sponsorowane przez banki czy publikacje branżowe, które mogły wpływać na postrzeganie problemu. Jeśli dany sędzia czerpie wiedzę głównie z materiałów dostarczanych przez środowisko bankowe, siłą rzeczy przejmuje pewną optykę sprzyjającą bankom. Jest to jednak trudne do udowodnienia i w większości przypadków pozostaje w sferze spekulacji.
Możliwym powiązaniem pośrednim jest też świadomość skutków gospodarczych. Niektórzy sędziowie mogli obawiać się, że masowe unieważnianie umów zachwieje stabilnością banków (zwłaszcza kilka lat temu, gdy straszono kryzysem finansowym w razie wygranej frankowiczów). Sędzia jako obywatel może żywić troskę o gospodarkę – i choć nie powinno to wpływać na wyrok, to może w podświadomości kształtować jego nastawienie. Sędzia mógł np. myśleć: „Jeśli każdy frankowiec wygra, banki upadną, a to zagrozi wszystkim – lepiej więc nie dawać im wygranej tak łatwo”. Takie systemowe uprzedzenie mogło skłaniać do orzekania na korzyść banku. Trudno to nazwać powiązaniem z sektorem bankowym, ale jest to pewien zbieżny interes lub perspektywa.
Jawnie wyrażana niechęć do frankowiczów. Przegląd uzasadnień kontrowersyjnych wyroków wskazuje, że niektórzy sędziowie zdradzali w nich pejoratywne nastawienie wobec pozywających klientów banków. Przykładem jest sędzia Eliza Nowicka-Skowrońska z Sądu Okręgowego Warszawa-Praga, która w 2022 r. utrzymała w mocy nakaz zapłaty przeciwko frankowiczom, stwierdzając w uzasadnieniu, że bank działał w dobrej wierze, a „z uwagi na lenistwo kredytobiorców” posługiwał się własnymi tabelami kursowymi, bo „klientom nie chciało się pójść i kupić franków w kantorze” .
Tak dosadne obarczenie klientów winą (nazwanie ich leniuchami) wskazuje na silną niechęć lub brak empatii wobec nich. Inny przypadek to sędzia (SSR) Henryk Walczewski, który w sprawie spłaconego już kredytu stwierdził, że powodowie „chcieli nabyć nieruchomość za darmo”, sugerując jakoby próba unieważnienia kredytu po jego spłacie była próbą wzbogacenia się kosztem banku.
Tego rodzaju komentarze w ustnych motywach czy pisemnych uzasadnieniach wykraczają poza neutralną analizę prawną – są ocenami moralnymi działań frankowiczów, i to ocenami negatywnymi. Świadczą one o uprzedzeniu sędziego do tej grupy powodów. Można przypuszczać, że sędzia z tak ukształtowanym poglądem będzie mniej skłonny uznać ich argumenty, bo z góry postrzega ich roszczenia jako roszczeniowe lub niesłuszne.
Warto zaznaczyć, że tego typu wypowiedzi są rzadkawe, gdyż większość sędziów – nawet jeśli orzeka na korzyść banku – stara się zachować obiektywny ton. Jednak sam fakt ich zaistnienia pokazuje, że u części sędziów ujawnia się emocjonalny stosunek do spraw frankowych. Być może wynika on z przekonania, że frankowicze początkowo korzystali na niskim kursie i dopiero gdy sytuacja się odwróciła, szukają pomocy w sądzie – co taki sędzia uważa za przejaw braku odpowiedzialności. Tak czy inaczej, jawnie wyrażana dezaprobata dla jednej strony procesu podważa wrażenie bezstronności.
Postępowania dyscyplinarne a sędziowie frankowiczów
Czy któryś z tych sędziów poniósł konsekwencje dyscyplinarne za swoje orzecznictwo? Obecnie brak informacji o toczących się postępowaniach dyscyplinarnych wprost z tego powodu. Trzeba pamiętać, że uruchomienie procedury dyscyplinarnej przeciw sędziemu za treść wydanego orzeczenia jest niezwykle trudne i wrażliwe – żeby nie naruszyć zasady niezawisłości, musiałoby chodzić o oczywiste naruszenie prawa lub działanie w złej wierze. Jak dotąd żaden z „niepokornych” sędziów frankowych nie został oficjalnie obwiniony o przewinienie dyscyplinarne związane z tymi wyrokami.
Zdarzały się natomiast wnioski o wyłączenie takich sędziów ze spraw, składane przez pełnomocników frankowiczów – powoływano się w nich na brak bezstronności sędziego (np. właśnie z uwagi na znane wypowiedzi czy konsekwentnie negatywne nastawienie). Sądy różnie rozstrzygały takie wnioski; czasem je oddalano, uznając że poprzednie orzeczenia nie dowodzą stronniczości, a czasem akceptowano, jeśli sędzia sam wyraził pogląd przesądzający sprawę. To jednak nie to samo co odpowiedzialność dyscyplinarna.
Reasumując, bezpośrednich, namacalnych powiązań z sektorem bankowym raczej nie stwierdzono, ale istnieją przesłanki, by twierdzić, że pewni sędziowie podzielają sposób myślenia bliski bankom (czy to z powodu edukacji, czy osobistych przekonań). Ponadto część z nich jawnie okazywała niechęć wobec frankowiczów w swoich wypowiedziach. Takie nastawienie – choć trudno uchwytne formalnie – niewątpliwie wpływa na treść wyroków. Jeśli sędzia uważa powoda za cwanego kombinatora, to istnieje ryzyko, że nieświadomie będzie interpretował przepisy na niekorzyść konsumenta. Jak w każdej ludzkiej działalności, uprzedzenia mogą wpływać na decyzje, nawet jeśli sędzia powinien trzymać je na wodzy.
Skutki dla kredytobiorców, sądownictwa i zaufania społecznego
Wyroki wydawane wbrew utrwalonej linii orzeczniczej pociągają za sobą wielorakie skutki – od bardzo konkretnych, mierzalnych konsekwencji dla zainteresowanych stron, po bardziej abstrakcyjne skutki systemowe.
Skutki finansowe dla kredytobiorców
Najbardziej oczywistym skutkiem przegranej frankowicza (spowodowanej takim nietypowym wyrokiem) jest utrzymanie ciężaru nieuczciwej umowy. Konsument wciąż musi spłacać kredyt według pierwotnych warunków – czyli dalej ponosi ryzyko walutowe i często płaci zawyżone raty, wynikające z zastosowania abuzywnych klauzul spreadu walutowego. Jego sytuacja finansowa nie ulega poprawie, a wręcz się pogarsza w porównaniu z tym, gdyby wygrał i uwolnił się od umowy lub otrzymał zwrot nadpłat. Co więcej, sąd zasądza od niego na rzecz banku zwrot kosztów procesu.
W zależności od wartości przedmiotu sporu mogą to być kwoty rzędu kilku, kilkunastu, a nawet kilkudziesięciu tysięcy złotych. Przykładowo, przy oddaleniu powództwa przez Sąd Okręgowy w Warszawie w 2024 r., kredytobiorcy byli obciążeni kosztami ok. 10,8 tys. zł, a w innej sprawie aż 65 tys. zł kosztów na rzecz banku. Dla wielu rodzin to poważne sumy. Ponadto, jeżeli bank wytoczył powództwo wzajemne lub odrębne (np. o zwrot kapitału po unieważnieniu umowy), to przegrana konsumenta może oznaczać, że będzie musiał zapłacić bankowi dużą kwotę tytułem niespłaconego kapitału lub odsetek. Wyrok sędzi Bryzgalskiej z października 2023 r. nakazywał kredytobiorcom zapłatę na rzecz banku ponad 293 tys. CHF plus odsetki
– co stanowi równowartość ponad miliona złotych.Taka kwota jest zazwyczaj niemożliwa do jednorazowego uregulowania przez przeciętnego konsumenta. Co prawda od nieprawomocnego wyroku bank zwykle nie uzyska natychmiastowej wykonalności, ale sam ciężar psychiczny groźby takiego zobowiązania jest ogromny.
Skutki psychologiczne i społeczne dla frankowiczów
Frankowicze, którzy padli ofiarą „nieszczęśliwego trafu” w postaci sędziego orzekającego na korzyść banku, często opisują swoje doświadczenie jako traumę i poczucie głębokiej niesprawiedliwości. Czują się pechowi i oszukani przez system: dlaczego inni w podobnej sytuacji wygrali, a my – nie? Pojawia się gniew i rozgoryczenie wobec konkretnego sędziego (oskarżenia o stronniczość czy nawet korupcję, choć to zwykle tylko frustracja, niepoparta dowodami). Długotrwały proces (ciągnący się latami) i konieczność składania apelacji to ogromne obciążenie stresowe.
Rodziny frankowiczów żyją w zawieszeniu – nie wiedzą, czy finalnie uwolnią się od długu, czy popadną w finansowe tarapaty. Niektórzy, zrażeni niekorzystnym wyrokiem, mogą nawet zaniechać dalszej walki i nie składać apelacji, obawiając się kolejnej porażki i dodatkowych kosztów. W ten sposób de facto tracą szansę na sprawiedliwość, mimo że inne sądy mogłyby im ją przyznać.
Ponadto takie sytuacje uderzają w integrację społeczną frankowiczów – niektórzy zaczynają unikać rozmów o swoich sprawach, czując się gorsi wobec tych, którym się udało. W skrajnych przypadkach może dojść do problemów zdrowotnych: stanów lękowych, depresji czy innych zaburzeń związanych ze stresem przewlekłym.
Skutki dla systemu sądownictwa
Jak wcześniej wspomniano, jednym z efektów jest zwiększenie obciążenia sądów drugiej instancji. Każdy wadliwy wyrok to kolejna sprawa dla sądu apelacyjnego, który musi poprawić błąd. W efekcie sędziowie apelacyjni zamiast tylko rozpoznawać nowe sprawy, zajmują się tym, co powinno być załatwione prawidłowo niżej. Może to prowadzić do zatorów i opóźnień w sądach apelacyjnych. Dodatkowo pojawia się problem braku jednolitości orzecznictwa na poziomie pierwszoinstancyjnym.
Co prawda finalnie orzecznictwo się ujednolica na etapie apelacji, ale wyroki sądów okręgowych są obserwowane przez opinię publiczną i cytowane przez media. Gdy ukazują się informacje o sprzecznych rozstrzygnięciach, rzutuje to na obraz sądownictwa jako chaotycznego.
Ponadto, niekiedy również w Sądzie Najwyższym zasiadają sędziowie podzielający poglądy odmienne od głównego nurtu – zdarzyło się, że kilku sędziów SN (powołanych w ostatnich latach) wydało wyroki zgodne raczej z interesem banków, stosując np. średni kurs NBP zamiast unieważnienia umowy. To rodzi tarcia wewnątrz samego SN i przedłuża proces formowania jednolitej wykładni prawa.
Innym skutkiem systemowym jest konieczność angażowania nadzwyczajnych środków odwoławczych. Jeśli jakimś trafem wyrok nie zostanie zmieniony w apelacji (np. konsument przegra także przed Sądem Apelacyjnym, co jednak jest rzadkością), to sprawa może trafić do Sądu Najwyższego w formie skargi kasacyjnej.
SN musi wówczas po raz kolejny odnosić się do kwestii, które – wydawałoby się – są już rozstrzygnięte, marnując cenny czas. Gdy i SN zawiedzie (uchwalając np. kontrowersyjne stanowisko), sprawa może eskalować na poziom europejski: możliwe jest zadanie pytania prejudycjalnego do TSUE w konkretnej sprawie lub wręcz pozew przeciwko Polsce (Skarbowi Państwa) za naruszenie prawa UE. Wszystko to to dodatkowe, nieplanowane obciążenia dla systemu.
Spadek zaufania społecznego do sądów
Być może najpoważniejszym długofalowo skutkiem jest erozja zaufania obywateli do wymiaru sprawiedliwości. Społeczeństwo obserwujące sprzeczne wyroki może dojść do wniosku, że w sądach panuje arbitralność i przypadkowość, a nie rządy prawa. Co gorsza, może zrodzić się przekonanie, że prawo jest dla silnych (banków), a nie dla słabszych (konsumentów), skoro czasem nawet wbrew wytycznym europejskim sędziowie chronią interesy instytucji finansowych.
Taki obraz jest bardzo groźny – podminowuje fundament, jakim jest wiara obywatela, że w starciu z silniejszym podmiotem znajdzie ochronę u niezależnego sędziego. Jeżeli frankowicz słyszy: „Mój znajomy miał identyczną umowę i wygrał, a ja przegrałem – bo trafiłem na złego sędziego”, to następnym razem ten frankowicz (i ludzie w jego otoczeniu) mogą nie zaufać sądowi w innej sprawie, mogą próbować unikać drogi sądowej lub – w najgorszym razie – brać sprawiedliwość we własne ręce. Oczywiście to skrajność, ale zaufanie do sądów jest jednym z filarów pokoju społecznego i przestrzegania prawa. Każdy wyłom w tym zaufaniu jest niebezpieczny.
Efekt mrożący i podziały społeczne
Warto też wspomnieć o efekcie, jaki takie przypadki mogą wywrzeć na innych sędziów i uczestników życia publicznego. Z jednej strony, część sędziów może czuć się ośmielona do głoszenia własnych odmiennych teorii (skoro inni orzekają po swojemu, to czemu nie ja?). Z drugiej strony, sędziowie orzekający zgodnie z linią TSUE mogą czuć frustrację, że ich koledzy psują reputację całego środowiska – co może rodzić napięcia w środowisku sędziowskim. Społeczeństwo natomiast może się podzielić: sympatycy frankowiczów będą oburzeni „skandalicznymi” wyrokami, a osoby mniej im przychylne (np. ci, którzy uważają, że „niech płacą, bo wiedzieli co brali”) poczują satysfakcję, że „sędzia X im dokopał”. To wzmaga polaryzację opinii, zamiast rozwiązywać problem.
Koszty dla państwa
Jeżeli dojdzie do pozwów odszkodowawczych przeciwko Skarbowi Państwa (o czym dalej), budżet państwa może ponieść wymierne straty finansowe – de facto płacąc za błędy orzecznicze. To pośrednio obciąża podatników. Dodatkowo, jeżeli Polska będzie notorycznie naruszać prawo UE przez działalność sądów (np. niezapewnienie efektywnej ochrony konsumenta), może się narazić na postępowania przed TSUE i potencjalne kary na poziomie unijnym.
Odpowiedzialność Skarbu Państwa za szkody a odszkodowania dla frankowiczów
Polskie prawo – wzorem innych państw demokratycznych – przewiduje zasadę, że Skarb Państwa odpowiada za bezprawne działanie organów władzy publicznej, w tym władzy sądowniczej. Zasada ta wynika wprost z art. 77 ust. 1 Konstytucji RP oraz została uszczegółowiona w Kodeksie cywilnym i procedurze cywilnej. Odpowiedzialność za wyroki sądowe ma jednak swoje szczególne uregulowania, aby chronić powagę rzeczy osądzonej i niezawisłość sędziowską.
Kiedy wyrok jest „sprzeczny z prawem”. W kontekście frankowiczów pokrzywdzonych nietypowym wyrokiem kluczowe jest pojęcie prawomocnego orzeczenia sprzecznego z prawem. Jeżeli konsument przegra ostatecznie swoją sprawę (wyrok staje się prawomocny po wyczerpaniu zwykłych środków odwoławczych) i uważa, że stało się to w wyniku rażącego naruszenia prawa przez sąd, może podjąć następujące kroki:
- Skarga nadzwyczajna – od 2018 r. istnieje instrument pozwalający na wzruszenie nawet prawomocnych orzeczeń w szczególnych przypadkach. Może ją wnieść m.in. Rzecznik Praw Obywatelskich lub Prokurator Generalny, jeżeli wyrok rażąco narusza prawo lub zasady demokratycznego państwa prawnego i nie został uchylony inną drogą. W kontekście frankowiczów Rzecznik Praw Obywatelskich bacznie obserwuje orzecznictwo i gdy zdarzyłby się prawomocny wyrok jawnie godzący w prawa konsumenta, zapewne rozważyłby skargę nadzwyczajną. Skarga ta może doprowadzić do uchylenia wadliwego wyroku przez Sąd Najwyższy i ponownego rozpoznania sprawy – czyli daje szansę na naprawienie szkody bezpośrednio.
- Skarga o stwierdzenie niezgodności z prawem prawomocnego orzeczenia – to klasyczny środek umożliwiający poszkodowanemu otwarcie drogi do odszkodowania. Skargę taką wnosi się do Sądu Najwyższego. SN bada, czy dane prawomocne orzeczenie rzeczywiście narusza prawo w sposób oczywisty. Przykładowo, jeśli sędzia zastosował przepisy wprost sprzeczne z wykładnią TSUE (a sprawa była o toczyła się po wydaniu stosownego wyroku TSUE), można argumentować, że orzeczenie jest niezgodne z prawem UE. Gdy SN przychyli się do skargi, wydaje orzeczenie stwierdzające niezgodność z prawem wyroku sądu niższej instancji. Dopiero z takim prejudykatem poszkodowany może wystąpić z roszczeniem odszkodowawczym przeciwko Skarbowi Państwa. Jest to więc długi proces: najpierw wyczerpanie apelacji/kasacji, potem skarga do SN, a potem osobny proces o odszkodowanie.
- Powództwo odszkodowawcze za działanie władzy publicznej – alternatywnie (lub po stwierdzeniu niezgodności z prawem, co wzmacnia sprawę) kredytobiorca może bezpośrednio pozwać Skarb Państwa – reprezentowany np. przez właściwego Prezesa Sądu – o naprawienie szkody, jaką poniósł wskutek wydania wadliwego wyroku. Szkodą może być np. kwota, którą zapłacił bankowi w wykonaniu niesłusznego wyroku (jeśli wyrok został wykonany), koszty postępowania, które musiał ponieść, utracone korzyści (odsetki od zamrożowanych środków), a w niektórych przypadkach także szkoda niemajątkowa (krzywda, stres – choć to trudniejsze do wyceny i dochodzenia). Wykazanie bezprawności działania sądu jest kluczowe i zwykle wymaga uprzedniego orzeczenia SN w trybie wspomnianej skargi. Istotne jest, że prawomocny wyrok sądu co do zasady nie może być sam w sobie przedmiotem ponownej oceny merytorycznej w procesie odszkodowawczym – stąd potrzeba „przepustki” od SN.
W kontekście spraw frankowych dyskusja o odpowiedzialności państwa jest coraz głośniejsza. Prawnicy sygnalizują gotowość do wytaczania takich powództw.
Odpowiedzialność państwa z tytułu naruszenia prawa UE
Niezależnie od krajowych procedur, istnieje również doktryna odpowiedzialności państwa na gruncie prawa Unii Europejskiej (tzw. odpowiedzialność Francovich od nazwiska sprawy, w której TSUE ją sformułował). Dotyczy ona sytuacji, gdy państwo członkowskie nie wywiązuje się z obowiązków wynikających z prawa UE, a jednostka ponosi przez to szkodę.
Co istotne, TSUE orzekł, że ta zasada dotyczy też orzeczeń sądów, zwłaszcza sądów ostatniej instancji, jeśli rażąco naruszą prawo unijne. Gdyby więc np. Sąd Najwyższy utrzymał wyrok sprzeczny z linią TSUE (tak jak to uczynił wspomniany trzyosobowy skład SN w wyrokach z września 2023 r. – uznając, że można utrzymać indeksację w oparciu o kurs NBP, mimo że TSUE to wykluczył, to poszkodowany kredytobiorca mógłby dochodzić odszkodowania powołując się bezpośrednio na naruszenie dyrektywy 93/13 i orzecznictwa TSUE przez polski sąd najwyższy. Warunkiem odpowiedzialności Francovich jest m.in. szczególnie poważne naruszenie – w przypadku ignorowania jednoznacznego orzeczenia TSUE ten warunek zapewne byłby spełniony. Wówczas sprawa może też trafić do TSUE – np. sąd krajowy rozpatrujący pozew odszkodowawczy może skierować pytanie prejudycjalne dotyczące spełnienia przesłanek odpowiedzialności państwa.
Jakie odszkodowania mogą uzyskać frankowicze za wadliwe wyroki?
Trudno na razie podać konkretne kwoty, bo takich spraw jeszcze nie rozstrzygnięto. W teorii frankowicz mógłby żądać zwrotu wszystkiego, co stracił przez niesłuszne wyroki. Jeśli np. przegrał sprawę o unieważnienie umowy i wskutek tego spłacił dalsze 100 tys. zł rat (które nie musiałyby być płacone, gdyby wygrał i umowa upadła), to mógłby domagać się tych 100 tys. zł od państwa.
Dodatkowo dochodzą odsetki, koszty sądowe, ewentualnie inne straty (może konieczność zaciągnięcia droższego kredytu na spłatę?). Odszkodowanie ma na celu przywrócenie stanu, jakby wyrok zapadł prawidłowo. Ważne jest jednak, że jeżeli finalnie konsument i tak wygra (np. w apelacji), to formalnie nie doznał szkody w sensie prawnym – poza stresem i czasem, co trudno wycenić. Dlatego realnie odszkodowania wchodzą w grę głównie przy prawomocnej przegranej, której nie odwrócono na wyższym szczeblu.
Regres wobec sędziów. Wspomnieć należy, że jeżeli Skarb Państwa wypłaci odszkodowanie za błąd sądu, istnieje prawna możliwość dochodzenia regresu od sędziego, który swym zawinionym działaniem wyrządził szkodę. Procedura taka jest jednak wyjątkowa – wymaga wykazania, że sędzia naruszył prawo umyślnie lub przez rażące niedbalstwo. W praktyce do tej pory niemal się nie zdarzała, a środowisko sędziowskie krytykuje pomysły częstszego sięgania po regres jako mogące naruszać niezawisłość (sędzia mógłby bać się orzekać niepopularnie z obawy przed pozwem). Niemniej, formalnie rzecz biorąc, państwo może pociągnąć sędziego do odpowiedzialności finansowej w określonych wypadkach – co również ma pewien efekt prewencyjny.
Polski system prawny dostarcza instrumentów, by frankowicze poszkodowani ewidentnie wadliwymi wyrokami nie pozostali bez rekompensaty. Droga do odszkodowania nie jest prosta – wymaga dodatkowych działań przed SN lub wykazania naruszenia prawa UE – ale jest możliwa. Wraz z narastaniem świadomości tego faktu (dzięki nagłaśnianiu spraw, artykułom prawnym, rośnie prawdopodobieństwo, że takie powództwa zostaną wniesione.
W rezultacie Skarb Państwa – aby uniknąć odpowiedzialności – będzie musiał dbać o to, by wymiar sprawiedliwości zapewniał standard ochrony konsumentów zgodny z prawem. Można więc powiedzieć, że perspektywa roszczeń odszkodowawczych wymusza na państwie działania naprawcze, o których poniżej.
Działania prawne wobec sędziów i środki zaradcze
Jak polski system reaguje lub może reagować na sytuacje, gdy sędzia wydaje wyroki sprzeczne z prawem? Istnieje kilka płaszczyzn działania: indywidualna odpowiedzialność sędziego, środki nadzwyczajne korygujące orzeczenia oraz zmiany systemowe zapobiegające powtarzaniu się takich problemów. Poniżej omawiamy dostępne mechanizmy oraz proponujemy możliwe środki zaradcze.
1. Środki w ramach toczącej się sprawy – wyłączenie sędziego. Gdy strona obawia się, że sędzia nie jest bezstronny (np. z powodu znanych wypowiedzi czy zachowań), ma prawo złożyć wniosek o wyłączenie tego sędziego od rozpoznawania sprawy. W kontekście spraw frankowych pełnomocnicy czasem składają takie wnioski wobec sędziów znanych z orzekania na korzyść banków, argumentując, że mają oni już z góry wyrobione zdanie i brak im obiektywizmu.
Sąd wyższego rzędu (lub inny równorzędny) ocenia taki wniosek. Jeśli uwzględni – sprawę przejmuje inny sędzia, co może uchronić przed niesprawiedliwym wyrokiem. Wnioski o wyłączenie są jednak rygorystycznie oceniane, by nie stały się narzędziem „wybierania” sobie sędziego przez stronę.
Muszą wykazać konkretną okoliczność podważającą bezstronność (np. obraźliwą wypowiedź sędziego o frankowiczach w mediach lub w innym uzasadnieniu). To środek przed zapadnięciem wyroku – prewencyjny, ale trudny do uzyskania.
2. Apelacja i kontrola instancyjna. Najważniejszym mechanizmem korygującym błędne orzeczenia jest oczywiście postępowanie odwoławcze. Jak widzimy, w zdecydowanej większości omawianych przypadków sądy II instancji (apelacyjne) stawały na wysokości zadania i prostowały wyroki niekorzystne dla frankowiczów.
To oznacza, że system instancyjny generalnie działa – wadliwe rozstrzygnięcia nie stają się prawomocne. Ważne jest zatem, by frankowicze nie zrażali się pierwszą porażką i konsekwentnie wnosili apelacje. Dla zapewnienia skuteczności kontroli instancyjnej, postuluje się niekiedy stworzenie wyspecjalizowanych wydziałów odwoławczychds. frankowych (np. w dużych sądach apelacyjnych).
W Warszawie częściowo to już nastąpiło – sprawy te często trafiają do określonych wydziałów cywilnych, gdzie sędziowie są obeznani z tematyką i orzecznictwem. Takie rozwiązanie minimalizuje ryzyko, że i w II instancji trafi się na sędziego niekompetentnego w tej materii.
3. Sąd Najwyższy i ewentualna uchwała. W sytuacji utrzymywania się rozbieżności, prawo przewiduje możliwość podjęcia przez Sąd Najwyższy uchwały abstrakcyjnej rozstrzygającej zagadnienie prawne budzące wątpliwości. Już w 2021 r. istniała inicjatywa (pierwszego Prezesa SN oraz Rzecznika Finansowego) mająca na celu wydanie dużej uchwały w składzie całej Izby Cywilnej SN w sprawach frankowych. Niestety, z powodu sporów wewnątrz SN, uchwała ta nie doszła do skutku. Tym niemniej SN w składach powiększonych wydał kilka ważnych uchwał i wyroków – np. z 7 maja 2021 (III CZP 6/21, choć ostatecznie umorzona) czy wyrok z 11 maja 2022 (IV CSK 419/22) – potwierdzających prokonsumenckie podejście. Gdyby problem niesubordynacji niektórych sędziów narastał, warto rozważyć ponowienie próby podjęcia uchwały mającej moc zasady prawnej, która jednoznacznie stwierdzi np.: „postanowienia umów kredytów indeksowanych do waluty obcej dotyczące przeliczeń kursem kupna/sprzedaży banku mają charakter abuzywny i ich eliminacja prowadzi co do zasady do nieważności całej umowy”. Taka uchwała związaby formalnie inne składy SN, a pośrednio wywarłaby wielki autorytet na sądy powszechne. Sędziom niższych instancji trudniej byłoby usprawiedliwiać odejście od tak jasno wyrażonego stanowiska najwyższej władzy sądowej.
4. Postępowania dyscyplinarne i ocena pracy sędziego. Gdyby okazało się, że dany sędzia rażąco i wielokrotnie narusza prawo w swoich orzeczeniach, istnieje możliwość wszczęcia wobec niego postępowania dyscyplinarnego. W praktyce mógłby to zainicjować np. Rzecznik Dyscyplinarny Sędziów po sygnałach (np. od strony postępowania lub z Ministerstwa Sprawiedliwości). Podstawą mogłaby być wspomniana „oczywista i rażąca obraza przepisów prawa”. Przykład: gdyby sędzia uparcie orzekał wbrew wyrokom TSUE, można argumentować, że świadomie łamie prawo unijne nadrzędne wobec krajowego – a więc narusza też art. 91 Konstytucji (który zapewnia pierwszeństwo prawa UE). Jednak w polskich realiach dyscyplinowanie za samą treść orzeczeń jest bardzo rzadkie – i słusznie, bo grozi nadużyciem przy mniej jasnych sprawach.
Wobec tego, zapewne żaden z opisywanych sędziów nie zostanie pociągnięty do odpowiedzialności dyscyplinarnej, jeśli nie pojawią się dodatkowe okoliczności (np. dowody korupcji czy całkowite lekceważenie obowiązków). Jednocześnie należy zauważyć, że sędzia, którego wyroki są nagminnie uchylane czy zmieniane, ponosi konsekwencje pośrednio: traci renomę w środowisku, może mieć gorsze wyniki statystyczne. Prezes sądu, dokonując okresowej oceny pracy sędziego czy przydzielając sprawy, może wziąć pod uwagę jego kompetencje.
Środkiem zaradczym może być więc choćby nieprzydzielanie sędziemu określonego rodzaju spraw. Jeżeli np. w wydziale jest kilku sędziów i jeden z nich jawnie sobie nie radzi z tematyką frankową (a jego wyroki to później „praca domowa” dla apelacji), to prezes wydziału może starać się większą część nowych spraw kierować do innych sędziów, a temu dawać np. mniej skomplikowane sprawy. To miękka forma reakcji, niewidoczna na zewnątrz, ale mogąca ograniczyć szkody. Oczywiście takie działania muszą być wyważone, by nie przerodziły się w szykanowanie sędziego.
5. Szkolenia i podnoszenie kwalifikacji. Jednym z najbardziej konstruktywnych środków zaradczych jest edukacja sędziów. Sędziowie orzekający w sprawach frankowych powinni przejść intensywne szkolenia z zakresu prawa konsumenckiego UE, orzecznictwa TSUE, a także ekonomicznych aspektów kredytów. Być może niektórzy z sędziów wydających sprzeczne wyroki po prostu nie zrozumieli pewnych mechanizmów – np. tego, że nie wolno im „kroić” klauzuli indeksacyjnej, albo że nie mogą uznać, iż konsument był świadomy ryzyka i to zamyka sprawę (bo to nie likwiduje abuzywności).
Dobrze przygotowane warsztaty dla sędziów z udziałem ekspertów od prawa UE mogłyby rozwiać wątpliwości. Warto tu zaangażować np. Krajową Szkołę Sądownictwa i Prokuratury oraz stowarzyszenia sędziowskie (takie jak Iustitia). Elementem szkoleń może być także analiza konkretnych przypadków – np. omówienie, dlaczego wyrok taki jak wydany przez sędziego X jest nieprawidłowy w świetle orzecznictwa, jakie zasady zostały złamane. Oczywiście wskazywanie palcem konkretnych sędziów nie wchodzi w grę, ale można posłużyć się zanonimizowanymi przykładami.
6. Monitoring orzecznictwa i dobre praktyki. Warto rozważyć wprowadzenie mechanizmu monitoringu wyroków frankowych przez np. Ministerstwo Sprawiedliwości lub Rzecznika Finansowego i informowanie prezesów sądów o ewentualnych nieprawidłowościach. Gdy np. pojawia się wyrok rażąco sprzeczny z linią TSUE, prezes sądu mógłby otrzymać informację (np. od Rzecznika Finansowego, który śledzi te sprawy) i przeanalizować wewnętrznie, czy sędzia nie potrzebuje wsparcia merytorycznego. Można opracować zbiór dobrych praktyk dla sędziów rozpoznających sprawy frankowe – coś w rodzaju wewnętrznych wytycznych (niezwiązujących formalnie, ale pomocnych).
Być może Izba Cywilna Sądu Najwyższego albo Sąd Apelacyjny w Warszawie mogłyby przygotować kompendium orzecznictwa i wskazówek, które rozwiałoby typowe wątpliwości (np. co do przedawnienia, interesu prawnego, skutków uznania klauzuli za abuzywną). Gdy sędziowie pierwszej instancji będą mieli łatwo dostępne, oficjalne materiały tego typu, trudniej im będzie usprawiedliwić ewentualne odstępstwa.
7. Wpływ TSUE i instytucji unijnych. W miarę potrzeby, prawnicy frankowiczów mogą nadal kierować pytania prejudycjalne do TSUE, aby ten rozwiał nawet najdziwniejsze pomysły. TSUE już w kilku wyrokach (2019 – Dziubak, 2021 – Bank BPH, 2021 – C-212/20) praktycznie pozamykał furtki wykorzystywane przez banki i przychylnych im sędziów (zakaz dzielenia klauzuli, zakaz uzupełniania umowy kursem średnim, potwierdzenie, że świadomość ekonomiczna klienta nie legalizuje abuzywności). Jeżeli jednak pojawi się nowa praktyka sądowa godząca w konsumentów, TSUE zapewne znów zabierze głos na wniosek pytającego sądu.
Warto również, by Komisja Europejska monitorowała implementację dyrektywy 93/13 – w razie potrzeby może wszcząć postępowanie przeciwko Polsce, co zadziała motywująco na władze krajowe. Innym unijnym ciałem jest Europejski Trybunał Praw Człowieka (co prawda to Rada Europy, nie UE). On może oceniać, czy w procesie cywilnym zapewniono rzetelność postępowania (art. 6 EKPC). Gdyby np. któryś frankowicz ostatecznie przegrał z powodu skrajnego uprzedzenia sędziego, mógłby poskarżyć się do ETPCz na naruszenie prawa do rzetelnego procesu. Perspektywa potępienia na forum międzynarodowym powinna dopingować polskie sądy do trzymania standardów.
8. Zmiany legislacyjne. W ostateczności ustawodawca mógłby rozważyć doprecyzowanie przepisów, by rozwiać wszelkie wątpliwości interpretacyjne. Na przykład, można by do Kodeksu cywilnego dodać przepis wprost mówiący: „eliminacja z umowy postanowienia niedozwolonego odnoszącego się do głównego świadczenia (np. mechanizmu indeksacji) skutkuje nieważnością całej umowy, o ile konsument nie wyrazi zgody na jej utrzymanie”.
Byłoby to niejako wpisanie w ustawę dotychczasowej linii orzeczniczej TSUE i SN. Wówczas sędzia, który orzekłby inaczej, musiałby już jawnie złamać przepis – co raczej by się nie zdarzyło. Ustawowe rozwiązanie ma jednak minus: może zadziałać tylko na przyszłość i wciąż podlegać interpretacji. Ponadto ustawodawca może nie chcieć ingerować w trwające masowo spory sądowe. Mimo to warto rozważyć, czy pewne oczywistości nie powinny zostać utrwalone w przepisach, by żadnemu sędziemu nie przychodziło do głowy ich kwestionowanie.
9. Transparencja i jawność uzasadnień. Jako środek zaradczy można postawić również na publiczny monitoring i napiętnowanie złych praktyk. Już teraz portale konsumenckie i kancelarie (np. blogi pomagające frankowiczom) publikują informacje o „czarnych owcach” wśród wyroków – oczywiście merytorycznie uzasadniając, czemu uważają je za sprzeczne z prawem. Taka transparentność sprawia, że sędzia wydający kontrowersyjny wyrok nie pozostaje anonimowy – opinia publiczna (a przynajmniej zainteresowana jej część) dowiaduje się o tym. Wizja utraty reputacji może działać prewencyjnie.
Sędziowie to też ludzie dbający o swoją zawodową renomę – nikt nie chce być kojarzony jako ten, którego decyzje są regularnie wytykane jako sprzeczne z prawem. Dlatego upowszechnianie wiedzy o orzecznictwie – również tym wadliwym – jest ważne. Byłoby dobrze, gdyby samo środowisko sędziowskie na forach wewnętrznych dyskutowało takie przypadki i wyciągało wnioski (np. bardziej doświadczeni sędziowie mogliby zwrócić uwagę koledze, że jego argumentacja jest nie do obrony wobec wyroku TSUE).
Wnioski końcowe
Zjawisko sędziów wydających wyroki w sprawach frankowych sprzeczne z ugruntowaną linią orzeczniczą to problem, który – choć marginalny statystycznie – rzutuje na funkcjonowanie prawa i postrzeganie wymiaru sprawiedliwości w Polsce. Analiza pokazuje, że przyczyną nie są luki w przepisach, lecz raczej czynnik ludzki – określone postawy, braki lub błędy po stronie pojedynczych sędziów. System prawny posiada instrumenty pozwalające naprawiać skutki tych błędów (apelacja, kasacja, skarga nadzwyczajna) oraz pociągnąć państwo do odpowiedzialności za szkody wyrządzone jednostkom. Jednak najlepszym rozwiązaniem jest zapobieganie: zapewnienie, by takie wadliwe orzeczenia w ogóle nie zapadały, lub by były absolutnym wyjątkiem.
Z punktu widzenia autora niniejszego opracowania, sytuacja wymaga podjęcia zdecydowanych, wielokierunkowych działań. Przede wszystkim konieczna jest edukacja i uświadomienie – zarówno sędziów, jak i społeczeństwa – że orzecznictwo konsumenckie (w tym frankowe) ma określone standardy, których należy przestrzegać.
Sędziowie powinni odrzucić ewentualne osobiste uprzedzenia, bo w przeciwnym razie narażają się na uchylenie wyroku i krytykę. Niezawisłość nie ucierpi od tego, że sędzia rzetelnie zastosuje prawo UE i wskazówki SN; przeciwnie, wzmocni to autorytet sądów jako działających profesjonalnie i odpowiedzialnie.
Na szczęście, na dzień dzisiejszy trend jest pozytywny: odsetek wyroków korzystnych dla frankowiczów jest bardzo wysoki (97–99%), a sędziowie „niepokorni” stanowią margines . Można więc mieć nadzieję, że z czasem – w obliczu kolejnych wyroków TSUE i konsekwentnych korekt w apelacji – nawet ci najbardziej oporni dostosują się do standardu. Być może część z nich, jeśli była motywowana obawą o stabilność sektora bankowego, zmieni podejście widząc, że masowe unieważnienia jednak nie wywróciły systemu (banki tworzą rezerwy, radzą sobie, a gospodarka nie runęła).
W ostatecznej konkluzji należy stwierdzić, że nie ma sprzeczności między niezawisłością sędziowską a stosowaniem jednolitej linii orzeczniczej – pod warunkiem, że linia ta wynika z prawidłowej wykładni prawa. Wręcz przeciwnie, respektowanie wyroków TSUE i wskazań Sądu Najwyższego jest obowiązkiem niezawisłego sędziego, a nie zagrożeniem dla jego wolności orzekania. Sędzia może i powinien zachować krytycyzm, ale nie może ignorować prawa.
W interesie całego wymiaru sprawiedliwości jest, aby każdy obywatel – w tym frankowicz – miał pewność, że polski sąd zastosuje wobec niego prawo tak samo, jak wobec innych w analogicznej sytuacji. Zapewnienie tej spójności to zadanie zarówno dla samych sędziów, jak i dla organów nadzoru nad sądami oraz prawodawcy. Tylko wtedy zaufanie społeczne do sądów zostanie utrzymane, a frankowicze – i wszyscy inni konsumenci – będą mieli realną ochronę swych praw wynikających z polskiego i europejskiego prawa.






