Automatyczne zabezpieczenia, odsetki czy zwrot opłat – co najbardziej uwiera sektor bankowy? Po burzliwym posiedzeniu sejmowych komisji nad projektem tzw. ustawy frankowej okazuje się, że nie tylko frankowicze oceniają krytycznie rządowe propozycje. Także banki głośno sprzeciwiają się części rozwiązań zawartych w projekcie. Czy planowana ustawa faktycznie przyniesie pomoc posiadaczom kredytów we frankach procesującym się z bankami w sądach, czy też okaże się kolejnym systemowym błędem w próbach rozwiązania problemu kredytów walutowych?
Najbardziej kontrowersyjne zapisy ustawy frankowej
Projekt tzw. ustawy frankowej wprowadza szereg zmian proceduralnych, które z założenia miały przyspieszyć i usprawnić rozpatrywanie spraw sądowych dotyczących kredytów we frankach. Wśród najważniejszych propozycji znalazły się m.in.:
- Automatyczne zabezpieczenie roszczenia kredytobiorcy – według projektu każdy frankowicz, który złoży pozew przeciw bankowi, automatycznie uzyska wstrzymanie spłaty rat kredytu na czas procesu. Co więcej, bank nie mógłby zgłaszać takiej przerwy w spłacie jako zaległości do Biura Informacji Kredytowej. Dla kredytobiorców byłaby to ogromna ulga, jednak dla banków – poważny problem finansowy. „To zapis bardzo niekorzystny dla sektora bankowego – klienci przestaliby płacić raty na czas procesu, czego banki oczywiście bardzo się obawiają” – wskazuje Arkadiusz Szcześniak, prezes Stowarzyszenia Stop Bankowemu Bezprawiu (SBB), który brał udział w pracach komisji. Banki krytykują ten pomysł, argumentując, że może on zachęcić jeszcze więcej frankowiczów do wejścia na drogę sądową, skoro z góry otrzymają ochronę w postaci zawieszenia spłat.
- Wydłużenie terminu na zgłoszenie zarzutu potrącenia (art. 5 i 18 projektu) – najbardziej kontrowersyjna zmiana z punktu widzenia frankowiczów. Zarzut potrącenia to prawo banku do przedstawienia w procesie własnych roszczeń wobec klienta (np. o zwrot kapitału kredytu), tak aby w jednym postępowaniu „rozliczyć” obie strony. Projekt ustawy frankowej pozwalałby bankom zgłaszać taki zarzut aż do zakończenia postępowania przed sądem II instancji, czyli praktycznie do samego końca sprawy apelacyjnej. Dziś również bank ma prawną możliwość potrącenia czy pozwu wzajemnego, ale prawie nigdy z niej nie korzysta – aby to zrobić, musiałby bowiem przyznać, że umowa jest nieważna, na co bankowcy dotąd się nie odważyli. „Tłumaczyliśmy posłom, że banki już teraz mogą składać pozwy wzajemne lub potrącenia – a jednak tego nie robią, bo musiałyby uznać nieważność umowy” – komentuje mec. Karolina Pilawska, adwokat reprezentująca frankowiczów. Zdaniem prawników strona bankowa zyskałaby niewspółmiernie dużo czasu na reakcję kosztem wydłużenia procesu. Frankowicze alarmują, że tak długi termin na potrącenie to przepis, który wydłuży i skomplikuje postępowania zamiast je usprawnić. Bank mógłby wnieść swój zarzut np. tuż przed ogłoszeniem wyroku w apelacji, co zmusiłoby sąd do odroczenia sprawy, a nawet – jak obawiają się prawnicy – do uchylenia wyroku i cofnięcia sprawy do I instancji do ponownego rozpoznania nowych żądań banku. „Proponowanie takiego potrącenia nie przyspieszy spraw, a może je jeszcze bardziej skomplikować” – ocenia Arkadiusz Szcześniak. W efekcie w skrajnym przypadku kredytobiorcę mogłyby czekać de facto cztery instancje sądowe zamiast dwóch (ponowny proces w I instancji i kolejna apelacja).
- Odsetki ustawowe za opóźnienie – choć projekt początkowo zakładał wstrzymanie biegu odsetek w razie „rozliczenia” wzajemnych roszczeń w jednym postępowaniu (co nastąpiłoby właśnie przy potrąceniu), pod wpływem krytyki Ministerstwo Sprawiedliwości zgłosiło poprawkę, która miała zagwarantować frankowiczom prawo do odsetek. Dodany do projektu art. 5a stwierdza, że konsument może żądać odsetek za opóźnienie od kwoty dochodzonej pozwem, bez względu na dokonanie potrącenia przez bank. Niestety według ekspertów zapis ten jest niejasny i może nie chronić w pełni praw kredytobiorców. „Ten nowy przepis został skonstruowany nieudolnie i bardzo nieprecyzyjnie. W naszej ocenie spowoduje więcej szkody niż pożytku, bo każdy sędzia może interpretować go inaczej” – ostrzega mec. Karolina Pilawska. Prawnicy wskazują, że przepis nie precyzuje, do kiedy i od jakiej kwoty należą się odsetki. Obecnie Kodeks cywilny stanowi, że skuteczne potrącenie ma moc wsteczną – znosi zobowiązania z datą, kiedy obie wierzytelności się zderzyły. Jeśli ustawa tego nie zmieni wprost, część sędziów nadal może uznawać, że po zgłoszeniu potrącenia odsetki już nie przysługują (lub należą się tylko od nadpłaty ponad kapitał). Tymczasem dla frankowiczów odsetki za opóźnienie to kluczowa kwestia – często sięgają dziesiątek, a nawet setek tysięcy złotych, stanowiąc zadośćuczynienie za wieloletnie zamrożenie ich pieniędzy w banku. „Odsetki to instytucja znana prawu cywilnemu od zawsze i nie jest niczym nadzwyczajnym. Każdy, kto idzie do sądu po pieniądze, ma prawo domagać się odsetek za opóźnienie. Frankowicze nie chcą nic ponadto, co gwarantuje im prawo – banki przez lata obracały ich pieniędzmi, a wartość złotówki spadła” – podkreśla mec. Pilawska.
- Zwrot opłat sądowych dla banków – kolejny budzący sprzeciw punkt to pomysł, by bank, który wycofa swój pozew, apelację lub skargę kasacyjną przeciw frankowiczowi, mógł odzyskać 50% uiszczonej opłaty sądowej. Taki zapis (projektowany art. 15) miał zachęcać banki do rezygnacji z niezasadnych pozwów czy środków odwoławczych, aby odciążyć sądy. Kredytobiorcy i rzecznicy konsumentów nazwali to jednak niewytłumaczalnym przywilejem dla sektora finansowego. „Dlaczego właściwie Skarb Państwa, czyli wszyscy podatnicy, mieliby teraz oddawać bankom pieniądze z opłat sądowych?” – pytali retorycznie przedstawiciele strony społecznej. Jeżeli bank zdecydował się pozwać klienta lub złożyć apelację mimo ugruntowanego orzecznictwa korzystnego dla frankowiczów, to trudno znaleźć powód, by połowę kosztów procesu miał mu zwracać budżet państwa.
- Inne zmiany proceduralne – w projekcie znalazły się też przepisy m.in. upraszczające pisemne uzasadnienia wyroków czy ograniczające możliwość skargi kasacyjnej dla banków. Pierwsza zmiana wzbudziła wątpliwości Biura Analiz Sejmowych – eksperci ostrzegli, że zbyt lakoniczne uzasadnienia wyroków mogą utrudnić pracę sądom odwoławczym (apelacyjnym). Lepiej byłoby zobowiązać sędziów do sporządzania zwięzłych, ale jednak merytorycznych uzasadnień według ujednoliconego schematu, tak aby II instancja znała podstawy rozstrzygnięcia bez konieczności żmudnego studiowania całych akt sprawy. Druga zmiana – dotycząca skarg kasacyjnych do Sądu Najwyższego – co do zasady cieszy frankowiczów. Rozważano bowiem, by banki jako przedsiębiorcy utraciły automatyczne prawo do skargi kasacyjnej, co ukróciłoby przedłużanie spraw na etapie Sądu Najwyższego. W trakcie obrad komisji pojawiła się propozycja, by złagodzić nieco ten zapis (pozostawić Sądowi Najwyższemu furtkę do przyjmowania niektórych skarg banków), ale kierunek zmian pozostał bez wątpienia prokonsumencki. Jak wskazują frankowicze, dziś banki często nadużywają skarg kasacyjnych, by opóźnić ostateczne rozstrzygnięcie – mimo że zdecydowana większość takich skarg i tak jest później odrzucana lub oddalana.
Frankowicze kontra banki? Tym razem obie strony krytykują ustawę frankową
Projekt ustawy od początku wzbudza ogromne emocje, bo dotyczy interesów dwóch skonfliktowanych stron: tysięcy poszkodowanych kredytobiorców oraz banków odpowiadających za sprzedaż wadliwych produktów finansowych. Ku zaskoczeniu wielu obserwatorów, w obecnej formie ustawa nie znajduje pełnego poparcia ani po jednej, ani po drugiej stronie. Zarówno przedstawiciele frankowiczów, jak i sektora bankowego zgłosili poważne zastrzeżenia.
Frankowicze i organizacje konsumenckie (takie jak SBB) podkreślają, że celem ustawy powinno być ułatwienie dochodzenia roszczeń przez konsumentów, a nie mnożenie przeszkód procesowych. Z ich perspektywy projekt wymaga istotnych poprawek, aby nie pogorszył sytuacji kredytobiorców walutowych. Przede wszystkim domagają się wykreślenia lub radykalnego zmodyfikowania artykułów 5 i 18, które dotyczą zarzutu potrącenia. „Zgłosiliśmy poprawkę usuwającą art. 5 wraz z art. 18 w całości, ewentualnie ograniczającą w czasie możliwość zgłoszenia potrącenia – np. do 6 miesięcy od złożenia pozwu” – relacjonuje Arkadiusz Szcześniak. Frankowicze chcą mieć pewność, że bank nie zablokuje ich prawa do odsetek ani nie przedłuży sztucznie procesu tuż przed metą. Postulują też usunięcie przywilejów dla banków, takich jak wspomniany zwrot opłat sądowych. Z uznaniem przyjęli natomiast pomysły automatycznego zabezpieczenia czy ograniczenia skarg kasacyjnych – to rozwiązania od dawna przez nich proponowane, mające zahamować spiralę zadłużenia i przewlekanie spraw przez banki.
Banki, początkowo dość przychylnie nastawione do rządowego projektu (dostrzegając w nim szansę na ograniczenie swoich kosztów w sporach z klientami), ostatecznie również wyraziły sprzeciw wobec ustawy w obecnym kształcie. Reprezentanci sektora bankowego, m.in. ze Związku Banków Polskich (ZBP), podczas obrad komisji przekonywali posłów, że wielu zapisom ustawy mówią kategoryczne „nie”. Z perspektywy banków najbardziej bolesne są przepisy dające przewagę procesową konsumentom – przede wszystkim automatyczne zabezpieczenie (wstrzymanie spłaty kredytu bez decyzji sądu) oraz ograniczenie możliwości składania skargi kasacyjnej. Nie podoba im się też perspektywa wypłaty wysokich odsetek za opóźnienie. Banki od miesięcy sygnalizują, że koszt odsetek ustawowych wypłacanych frankowiczom może sięgnąć „gigantycznych” kwot, jeśli większość spraw zakończy się unieważnieniem umów. Nic dziwnego, że branża naciskała, by ustawowo ukrócić naliczanie tych odsetek – np. poprzez wprowadzenie tzw. teorii salda (rozliczania tylko różnicy świadczeń, co praktycznie wyeliminowałoby odsetki należne klientom). Jednak Ministerstwo Sprawiedliwości oświadczyło wyraźnie, że nie zamierza ingerować w prawo frankowiczów do odsetek ani przeforsować teorii salda, co wywołało niezadowolenie bankowców. W ostatnich tygodniach prawnicy powiązani z sektorem bankowym publikowali w mediach branżowych komentarze, w których próbowali reinterpretować orzecznictwo TSUE i polskich sądów pod tezę, że teoria salda rzekomo jest korzystna i powinna znaleźć zastosowanie. To element nacisku na ustawodawcę – banki liczyły, że uda się wprowadzić do ustawy przepisy sankcjonujące ich preferowany sposób rozliczeń. Skoro jednak rząd nie spełnił tych oczekiwań (a wręcz deklaruje ochronę praw konsumentów w zakresie odsetek i przedawnienia roszczeń), nastawienie sektora finansowego do ustawy wyraźnie się pogorszyło.
W efekcie ZBP oficjalnie zarekomendował odrzucenie ustawy frankowej. Banki uznały, że gra nie jest warta świeczki – skoro projekt nie gwarantuje im zniesienia odsetek ani innych kluczowych „ułatwień” (jak teoria salda), a jednocześnie przewiduje dla nich niekorzystne obowiązki (choćby automatyczne zabezpieczenie), to lepiej zablokować całą inicjatywę. Warto podkreślić, że to nietypowa sytuacja, gdy obie strony sporu zgodnie krytykują część rozwiązań legislacyjnych. Jak zauważyła posłanka Małgorzata Wasserman (PiS), jeśli frankowicze nie chcą tej ustawy i banki również jej nie chcą, to pojawia się pytanie o sens dalszych prac nad projektem. Podczas posiedzenia komisji posłanka Wasserman zgłosiła wprost wniosek o odrzucenie projektu w całości, choć nie uzyskał on wymaganej większości.
Burzliwe posiedzenie komisji w Sejmie. Ustawa frankowa w ogniu krytyki
Legislacyjny spór przeniósł się 17 grudnia br. do Sejmu, gdzie odbyło się wspólne posiedzenie Komisji Sprawiedliwości i Praw Człowieka oraz Komisji Gospodarki i Rozwoju poświęcone projektowi ustawy frankowej. Sala obrad wypełniła się po brzegi – obecni byli nie tylko posłowie wszystkich ugrupowań, przedstawiciele Ministerstwa Sprawiedliwości i Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów, ale też liczni reprezentanci organizacji społecznych i stron postępowania. Głos zabrali m.in. prezes SBB Arkadiusz Szcześniak, prawnicy reprezentujący frankowiczów (w tym mec. Karolina Pilawska) oraz przedstawiciele banków zrzeszonych w ZBP. Emocji nie brakowało – dyskusja trwała ponad dwie godziny, padały trudne pytania i uszczypliwe komentarze, a momentami dało się odczuć, że stawka polityczna jest wysoka.
Już na początku posiedzenia rozdano posłom i gościom kartki z treścią czterech poprawek przygotowanych przez Ministerstwo Sprawiedliwości do projektu ustawy. Wiceminister sprawiedliwości Krystian Myrcha, odpowiedzialny za projekt, próbował bronić zaproponowanych rozwiązań, ale spotkał się z lawiną pytań od posłów. Najwięcej uwagi skupiła poprawka nr 3 – dodająca wspomniany art. 5a o odsetkach – oraz temat zarzutu potrącenia (art. 5 i 18). Posłowie różnych opcji politycznych solidarnie wyrażali wątpliwości, czy proponowane zapisy osiągną zamierzony cel usprawnienia postępowań frankowych. Przywoływali przy tym argumenty podnoszone przez stronę społeczną. „Czy naprawdę wydłużenie terminu na zgłaszanie nowych roszczeń przez bank do końca drugiej instancji przyspieszy postępowania? Czy raczej grozi ich podwojeniem?” – dopytywali przedstawicieli ministerstwa. Wielu parlamentarzystów wykazało się świetnym przygotowaniem merytorycznym. „Poseł Jan Śliż (Polska 2050) przyniósł na komisję gruby kodeks cywilny i zaczął cytować bankowym prawnikom odpowiednie przepisy, pytając wprost: skoro obecne prawo pozwala bankom na potrącenie, to czemu nigdy z niego nie korzystacie?” – relacjonuje Arkadiusz Szcześniak. Reprezentant ZBP próbował tłumaczyć, że brak potrąceń wynikał z niejasności prawnych, lecz taka argumentacja nie przekonała posłów. W oczach komisji banki same przyznały, że dotąd nie zrobiły nic, by systemowo rozwiązać problem frankowy – mimo posiadanych narzędzi prawnych. Nic dziwnego, że posłowie nie byli skłonni ułatwiać bankom zadania teraz, kosztem konsumentów.
Gorącą wymianę zdań wywołał też temat odsetek. W debacie publicznej przed obradami pojawiła się sugestia, że frankowicze „chcą zarabiać ponad to, co im się należy”, bo domagają się wysokich odsetek za opóźnienie. Ta sugestia spotkała się z ostrą reakcją publiczności i części posłów. Odsetki uznano za naturalną konsekwencję opóźniania spłaty należnych sum przez banki. Jak zauważył jeden z członków komisji, „to, że bank przez kilka lat przetrzymuje pieniądze niesłusznie pobrane od kredytobiorcy, musi rodzić konsekwencje finansowe – inaczej nie będzie bodźców do respektowania wyroków”. W podobnym tonie wypowiedział się poseł Marcin Warchoł, który ironicznie zaproponował, że gdyby banki musiały płacić jeszcze wyższe odsetki i opłaty, szybciej szłyby na ugody z klientami. Ta uwaga pokazała odwrócenie ról – to banki znalazły się pod ostrzałem krytyki za masowe apelacje i skargi opóźniające sprawy oraz brak woli ugodowej.
W trakcie dyskusji głos zabrał również przedstawiciel jednej z fundacji konsumenckich, prywatnie były zastępca Rzecznika Finansowego. Ku zaskoczeniu zebranych powtórzył on argumenty bliskie lobby bankowemu – m.in. bronił teorii salda i konieczności „zbilansowania” rozliczeń. Przewodniczący komisji zapytał wprost, czyją stronę reprezentuje mówca, co wywołało poruszenie na sali. Ostatecznie głos „probankowy” był w zdecydowanej mniejszości – zdecydowana większość uczestników posiedzenia opowiedziała się za ochroną praw konsumentów i dalszym dopracowaniem ustawy z korzyścią dla frankowiczów.
Efektem posiedzenia komisji nie było – jak wcześniej planowano – szczegółowe głosowanie nad artykułami ustawy, lecz przerwa w pracach legislacyjnych. Przewodniczący komisji, posłowie Jan Śliż i Marek Komariewicz (obaj z Polska 2050), zdecydowali o odłożeniu głosowań nad projektem do czasu wprowadzenia dalszych poprawek. „Skoro tyle różnych środowisk zgłasza poważne wątpliwości, nie możemy ich zignorować. Projekt wymaga dalszej pracy” – stwierdzili zgodnie szefowie komisji. Wiceminister Myrcha zadeklarował gotowość do dalszego modyfikowania spornych zapisów, choć zastrzegł, że nie da się pogodzić interesów wszystkich stron w 100%. Nie jest tajemnicą, że banki będą lobbować za wykreśleniem części prokonsumenckich rozwiązań, a frankowicze – za usunięciem „pułapek” godzących w ich prawa. Posiedzenie pokazało jednak, że parlamentarzyści poważnie traktują głos społeczny: wielu z nich przyznało, że otrzymali setki maili od frankowiczów, a obecność tak licznej grupy obywateli na sali obrad komisji to rzadkość. To przełożyło się na atmosferę – posłowie wnikliwie wysłuchali argumentów strony społecznej i w dużej mierze podzielili jej obawy.
Co dalej z ustawą frankową? Poprawki, lobbing banków i presja frankowiczów
Choć grudniowe posiedzenie komisji nie zakończyło się uchwaleniem ustawy frankowej, frankowicze mają powody do ostrożnego optymizmu. Udało się zatrzymać szybkie procedowanie niekorzystnych przepisów i zwrócić uwagę decydentów na kluczowe zagrożenia. Wszystko wskazuje na to, że projekt ustawy zostanie istotnie zmodyfikowany zanim trafi pod głosowanie w Sejmie. Już teraz pojawiają się nieoficjalne informacje, że termin na zgłoszenie zarzutu potrącenia zostanie ograniczony (np. do etapu pierwszej instancji), tak aby zapobiec obstrukcji procesowej. Niewykluczone jest także doprecyzowanie przepisu o odsetkach lub inne rozwiązanie, które zagwarantuje konsumentom pełne zachowanie prawa do odsetek za opóźnienie. Ze strony społecznej padają również apele o rezygnację z pomysłu zwrotu opłat sądowych dla banków – ten postulat także może zyskać poparcie posłów, zważywszy na jednoznacznie krytyczne opinie podczas komisji.
Kolejne posiedzenia połączonych komisji planowane są na styczeń, gdy tylko Sejm wznowi obrady po przerwie świąteczne. Czas ten zostanie zapewne wykorzystany przez wszystkie zainteresowane strony na przedstawienie swoich propozycji zmian. Ministerstwo Sprawiedliwości będzie musiało balansować między sprzecznymi interesami frankowiczów i banków, próbując uratować ustawę przed całkowitym odrzuceniem. Z kolei organizacje społeczne zapowiadają dalszy monitoring prac – tak, by żadne niekorzystne „wrzutki” nie przemknęły niezauważone. Przykład ostatnich dni pokazał, że czujność konsumentów ma realny wpływ: masowe wysyłanie maili do posłów, obecność na posiedzeniu, merytoryczne argumenty – to wszystko przełożyło się na konkretne działania parlamentarzystów.
Czy finalna wersja ustawy frankowej okaże się realną pomocą dla frankowiczów, czy też stworzy nowe problemy? Na ostateczną ocenę przyjdzie czas, gdy poznamy ostateczny kształt przepisów. Jedno jest pewne: ustawa w obecnej formie nie zadowala nikogo w pełni. Sytuacja, w której zarówno kredytobiorcy, jak i banki zgodnie krytykują projekt, paradoksalnie daje nadzieję na wypracowanie lepszego kompromisu. Sejmowi legislatorzy mają teraz szansę poprawić najbardziej wadliwe zapisy – tak, by prawo nie wpędzało obywateli w kolejne pułapki, a jednocześnie mobilizowało banki do odpowiedzialnego i sprawnego załatwiania sporów. „Ustawa frankowa wymaga dalszych prac i uwzględnienia postulatów różnych środowisk. Kluczowe zapisy powinny zostać gruntownie przeanalizowane i zmodyfikowane, aby zapewnić sprawiedliwe rozwiązania” – podsumowuje Arkadiusz Szcześniak. Jeśli te prace się powiodą, ustawa może stać się punktem zwrotnym w ochronie praw frankowiczów. Jeśli nie – będzie to kolejny zmarnowany wysiłek i systemowy błąd, na którym skorzystają głównie prawnicy i przedłużające się postępowania, a nie zwykli obywatele.
Na razie frankowicze zachowują czujność i zapowiadają, że nie odpuszczą tematu. Najbliższe tygodnie pokażą, czy ich zaangażowanie przełoży się na uchwalenie prawa faktycznie korzystnego dla konsumentów. Wszystkie strony – klienci, banki i wymiar sprawiedliwości – zgodnie podkreślają, że problem kredytów frankowych musi zostać rozwiązany systemowo. Oby nadchodzące zmiany ustawowe rzeczywiście przybliżyły nas do tego celu, zamiast tworzyć nowe pola konfliktu.






