Kiedy w trakcie najgorętszej publicznej debaty o sektorze bankowym ostatniego pięciolecia główny doradca prezesa nowego banku w Polsce daje wywiad o „trzech sędziach TSUE”, „zaszczycie rozstrzygania” i włoskim arbitrze, który „odciąży sądy” — to nie jest komunikacja korporacyjna. To jest test wyczucia. Erste Bank Polska właśnie wszedł na ten rynek pod nową marką. I właśnie publicznie go nie zdał.
Wyobraź sobie tę scenę
3 czerwca 2026 r., Sopot, kuluary XVI Europejskiego Kongresu Finansowego. Najgorętszy tydzień sporu o sankcję kredytu darmowego w Polsce. Prezes UOKiK Tomasz Chróstny punktuje sektor. Prezes ZBP Tadeusz Białek odpiera ataki — bo jest od tego, taką pełni rolę z urzędu. Szef KNF Jacek Jastrzębski zasiada do okrągłego stołu klubowego EKF. Sektor mówi ostrożnie, dyplomatycznie, przez ekspertów i wynajętych prawników.
Tymczasem na środek tej sceny wjeżdża, cały na biało, główny doradca prezesa Erste Bank Polska. Daje wywiad PAP Biznes. Powołuje się na „trzech sędziów TSUE”, którzy wydali kwietniowy wyrok C-744/24. Sugeruje, że „przedsiębiorcy i organizacje konsumenckie powinny się zacząć interesować trochę bardziej tym, kto dostaje ten zaszczyt rozstrzygania w TSUE”. Mówi, że polskie sądy nie udźwigną pozwów. Proponuje włoskiego arbitra bankowego, który — jakby to ująć — „odciąży” konsumentów od kontaktu z polskim wymiarem sprawiedliwości.
Inne banki milczą. PKO BP, Pekao, mBank, ING, Santander — cisza. Wypowiada się instytucja, która zaledwie kilka tygodni temu zakończyła rebranding z Santandera w Polsce na Erste. Pytanie tylko jedno: dlaczego?
Kim jest Piotr Bodył Szymala — i dlaczego to nie jest przypadkowy doradca
To nie był głos z drugiej linii. Dr Piotr Bodył Szymala to radca prawny i doktor nauk prawnych. Stypendysta Leopold-Franzens-Universität Innsbruck, University of Aarhus i T.M.C. Asser Instituut w Hadze (prawo prywatne i publiczne, arbitraż międzynarodowy, prawo europejskie). Przez lata dyrektor Departamentu Obsługi Prawnej Wsparcia Biznesu w Santander Bank Polska. Doradca Prezesa Zarządu Santander TFI. Członek zespołu „Monitora Prawa Bankowego”. Po przejęciu polskich aktywów Santandera przez Erste Group — główny doradca prezesa Erste Bank Polska.
Innymi słowy: nie jest to bankier, który „niechcący” zabrał głos w kuluarach kongresu. To prawnik wysokiej klasy, który konsekwentnie, od lat, w przestrzeni publicznej buduje prosektorową narrację. Przy frankach mówił, że „masowy upadek wieloletnich umów kredytowych wypacza sens ochrony konsumenckiej”. Powtarzał, że ochrona konsumenta „została przejęta przez podmioty komercyjne”. Dziś, przy SKD — ta sama linia, tylko gorsza okoliczność: jeszcze kilka tygodni od wyroku C-744/24, w środku gorącej dyskusji o miarkowaniu, w czasie zbierania koalicji politycznej wokół projektu MS+MF.
Z punktu widzenia kompetencji — nie ma do tego głosu zastrzeżeń. Z punktu widzenia komunikacji korporacyjnej — właśnie ich się zaczyna.
Trzy tezy, które brzmią inaczej, niż brzmią u źródła
Pierwsza: uwaga o „trzech sędziach TSUE”. Wyroki Trybunału w mniejszych składach (trzech sędziów) to absolutny standard procedury — nie wyjątek, nie skrót i nie obniżenie rangi. Większość polskich spraw prejudycjalnych dotyczących prawa konsumenckiego zapadła właśnie w takich składach — obejmuje to także wyroki, które współtworzyły linię korzystną dla frankowiczów. Sugestia, że trzeba się „zacząć interesować”, kto rozstrzyga, w polskim odbiorze publicznym brzmi jak podważanie autorytetu Trybunału. To jest bardzo niewygodna pozycja dla banku — szczególnie nowego — w kraju, który akurat w sprawach konsumenckich nauczył się dużą część swoich praw z wyroków TSUE.
Druga: „polski wymiar sprawiedliwości nie udźwignie kilkuset tysięcy nowych spraw”. Faktograficznie — być może. Komunikacyjnie — to teza, która wpada w polskie ucho jako: „trzeba was zabrać spod sądu, bo sąd was nie obsłuży”. Ten sam Polak, który przez dekadę zbierał papiery do procesu o franki i który właśnie nauczył się, że sąd jest jedyną dźwignią wobec banku, słyszy: „poszukajmy innej drogi”. I słusznie nie ufa.
Trzecia: włoski arbiter bankowy. Pomysł sam w sobie nie jest zły — włoski ABF rzeczywiście działa, dane Banca d’Italia pokazują compliance powyżej 95 proc. Ale podany w tym tygodniu, w tej sytuacji politycznej, brzmi to jak konkretna propozycja techniczna od banku, który akurat ma 3.809 własnych spraw o SKD i któremu zależy na tym, żeby nie trafiły do sądu. Można pomyśleć, że to przypadek. Można też zauważyć, że za 60 sekund kilkanaście newsroomów to wyłapie.
| Pytanie na marginesie: jak po wyroku C-744/24 publicznie wypowiadały się banki PKO BP, Pekao, mBank, ING, BNP Paribas, Millennium? Cicho, krótko, przez biuro prasowe, bez rozszerzania narracji. Białek z ZBP mówił, bo jest od tego — to jego rola formalna jako prezesa izby gospodarczej. Erste wystawił własnego doradcę głównego do PAP. To wyjątek — nie reguła. I trzeba się zastanowić, dlaczego. |
Adwokat Bochenek odpowiada Erste: arbiter już jest, tylko trzeba dobrej woli
Kilka godzin po publikacji wywiadu Bodyła Szymali na X.com pojawiła się reakcja, która trafia w sedno propozycji o włoskim arbitrze. Adwokat Wojciech Bochenek — znany z prowadzenia spraw konsumenckich (kredyty walutowe, SKD), autor publikacji w Business Insider Polska — napisał krótko: „Chyba sektor bankowy zapomniał o instytucji Rzecznika Finansowego, który ma wszelkie atrybuty, do rozstrzygania polubownie spraw np. o SKD”. Pointa była jeszcze ostrzejsza: „wystarczy odrobina dobrej woli po stronie sektora”.
Bochenek ma merytoryczną rację. Polska od 2015 r. ma ustawowy mechanizm pozasądowego rozstrzygania sporów konsumenckich na rynku finansowym. Rzecznik Finansowy — działający na podstawie ustawy z 5 sierpnia 2015 r. o rozpatrywaniu reklamacji przez podmioty rynku finansowego i o Rzeczniku Finansowym — prowadzi postępowania polubowne. Jest niezależny od sektora, finansowany z wpłat samych podmiotów rynku finansowego, a w postępowaniu polubownym bank ma obowiązek wziąć udział na żądanie konsumenta. To dokładnie ta funkcja, którą Bodył Szymala przypisuje włoskiemu ABF — tylko że w polskiej wersji już istnieje i już działa.
Pytanie, które po tym tweecie wisi nad propozycją Erste, jest niewygodne: skoro Polska ma własnego „arbitra konsumenckiego”, czemu Erste promuje import włoskiego rozwiązania? Możliwe wyjaśnienia są trzy — każde mniej korzystne dla narracji banku niż poprzednie.
| Hipoteza | Co mówi o sektorze |
| Wersja A: Erste nie zna obecnego mechanizmu. | Mało prawdopodobne. Dr Bodył Szymala to ekspert prawa bankowego z dekadami doświadczenia. Rzecznik Finansowy to instytucja, którą każdy bank zna lepiej niż chciałby przyznać. |
| Wersja B: Sektor zna, ale nie chce z niego korzystać. | Bardziej prawdopodobne. Aktualny Rzecznik Finansowy dr Michał Ziemiak jest prokonsumencki — mówi otwarcie o „milionach umów” potencjalnie objętych SKD i porównuje C-744/24 do precedensu Dziubak. |
| Wersja C: Sektor szuka organu bardziej „zrównoważonego”. | Najprawdopodobniejsze. Włoski ABF jest finansowany przez Banca d’Italia — bank centralny, który jest też regulatorem sektora. To inny układ instytucjonalny niż niezależny Rzecznik Finansowy. |
Zestawienie redakcyjne na podstawie tweeta adw. Wojciecha Bochenka z 5.06.2026 oraz publicznych informacji o pozycji RF i ABF.
Wniosek z tej obserwacji jest prosty: propozycja Bodyła Szymali nie jest neutralnym poszukiwaniem „sprawnego rozwiązania”. Jest poszukiwaniem rozwiązania innego niż obecne — bo obecne, czyli Rzecznik Finansowy, sektorowi nie odpowiada. To prawo, które ma sektor jak każdy uczestnik rynku — ale to też informacja, która zmienia ton dyskusji o propozycji włoskiej. Z „troski o sądy” staje się „poszukiwaniem przyjaźniejszej platformy”. Klient czyta tę zmianę natychmiast.
Trzy hipotezy. Każda mówi coś innego o banku
Hipoteza pierwsza: świadoma strategia
Erste ma 3.809 spraw o SKD na koniec marca 2026 r. Dla średniej wielkości banku to gigantyczna ekspozycja. Może zarząd uznał, że milczenie to luksus, na który go nie stać — trzeba aktywnie kształtować narrację, która trafia do MS+MF i komitetu stałego. W tym scenariuszu wywiad Bodyła był autoryzowany, planowany i częścią szerszej operacji lobbingowej. Jeśli tak — jest to operacja źle wycelowana, bo skutek dla marki będzie odwrotny od zamierzonego.
Hipoteza druga: doradca wyszedł sam
Bodył Szymala jest doktorem prawa i autorytetem branżowym. Doktorzy nauk prawnych w korporacjach często mają autonomię, która w innych branżach byłaby nie do pomyślenia. Może w kuluarach EKF dziennikarz PAP zapytał, doradca odpowiedział — i wszystko poszło dalej swoim torem, zanim biuro prasowe zdążyło zareagować. To by tłumaczyło, dlaczego konstrukcja wypowiedzi jest bardziej ekspercka niż korporacyjnie wygładzona. Jeśli tak — jest to luka w kontroli przekazu, którą Erste powinien natychmiast załatać.
Hipoteza trzecia: kalka z poprzedniego pracodawcy
Bodył Szymala mówił tym samym językiem za czasów Santandera. Antykancelaryjnie, antymasowo, w obronie sektora. To była linia komunikacyjna jego poprzedniego banku w sprawach frankowych — i Santander Polska na niej średnio wygrał reputacyjnie. Jeśli Erste przejął ten styl bez refleksji — razem z aktywami i częścią ludzi z Santandera — to znaczy, że Erste komunikacyjnie nie zauważył jeszcze, że jest nowym bankiem w Polsce i ma do dyspozycji moment startu, który w marketingu nazywa się „clean slate”. Jeśli tak — to największa strata.
Polska to nie Austria. Polska to nie Czechy. Tu się banków nie ufa z automatu
Erste Group działa w 7 krajach Europy Środkowej. W każdym z nich klient jest inny — ale są kraje, gdzie zaufanie do banków rośnie liniowo z latami stabilizacji, i kraje, gdzie kapitał reputacyjny sektora bankowego jest historycznie ujemny. Polska należy do tej drugiej kategorii.
Wystarczy wymienić: kredyty walutowe (CHF, EUR), opcje walutowe sprzed kryzysu 2008, polisolokaty, GetBack, kredyty z „piętrowymi odsetkami”, WIBOR, sprawa Getin Noble Banku, ostatnio dyskusja o SKD. To trzydzieści lat ciągu spraw, które wbudowały w przeciętnego Polaka silne, automatyczne uprzedzenie wobec sektora. Banki to wiedzą. Większość z nich nauczyła się komunikować w sposób oszczędny, broniąc się dyplomatycznie, nie atakując z otwartą przyłbicą.
Erste, nowy gracz, ma w tym kontekście szansę, której nie ma żaden „stary” bank w Polsce: szansę na komunikacyjny restart, tak zwany „clean slate”. To jest moment, kiedy klient nie nosi jeszcze w głowie żadnych skojarzeń, żadnych zarzutów, żadnych wspomnień o nieudanych ofertach z poprzedniej dekady. Każdy bank w Polsce takie skojarzenia dźwiga — Erste, nową marką, nie. To kapitał reputacyjny tak rzadki, że w bankowości międzynarodowej traktuje się go jak najcenniejszy zasób strategiczny pierwszych dwóch lat działalności. Każde słowo z pierwszych miesięcy nowej marki buduje — albo psuje — długoterminowy obraz instytucji. Wybranie momentu największej toksyczności tematu, by wjechać z osobistą tezą o „trzech sędziach TSUE”, to nie jest sposób na zbudowanie zaufania. To jest sposób na zużycie kapitału startowego w pierwszym tygodniu meczu.
Cztery rzeczy, które Erste mogłoby zrobić od jutra
1. Zrewidować kontrolę przekazu. Nie wszystko, co mogą powiedzieć eksperci prawni, powinno zostać powiedziane przed kamerą. W sektorze finansowym — zwłaszcza w Polsce — każdy doradca prezesa, który przyjmuje zaproszenie do mediów, powinien przejść przez biuro prasowe i komitet ds. komunikacji. To absolutny standard w bankach skali międzynarodowej.
2. Oddać głos Białkowi i ZBP. Białek mówi z urzędu, bo musi. Po to jest izba gospodarcza. Po to płacą jej składki banki. Jeśli prezes ZBP mówi w imieniu sektora — pojedynczy bank, który w tym samym tygodniu wychodzi przed szereg, sprawia, że krytyka kierowana „ku sektorowi” nagle ma adres na pierwszej linii: Erste.
3. Skupić komunikację na pozytywach. Erste startuje w Polsce z nową marką, nową ofertą, nowymi kampaniami. Ostatnie potwierdzenie/podniesienie ratingów Erste Bank Polska przez Fitch w związku z integracją w Grupie Erste — długoterminowy IDR podniesiony do „A” z „A-” ze stabilną perspektywą — to konkretny, mocny news, który mógłby być filarem komunikacji w czerwcu. Premia za otwarcie konta, oprocentowanie oszczędności, rozwiązania dla MŚP, technologia — tymi rzeczami buduje się markę w pierwszych miesiącach. Wywiadami o „trzech sędziach TSUE” się ją niszczy.
4. Powołać konsumenckie biuro spraw spornych. Erste ma 3.809 spraw o SKD. Ofensywa medialna na rzecz pozasądowego trybu rozstrzygania niczego nie załatwi w perspektywie kilku tygodni — bo nawet jeśli rząd wprowadzi włoskiego arbitra, wejdzie on w życie najwcześniej w 2027 r. Tymczasem 3.809 spraw toczy się teraz. Dedykowany kanał ugodowy, transparentne warunki, brak pułapek w postaci klauzul zrzeczenia się — to jest rozwiązanie, które obniża rezerwy szybciej niż jakikolwiek wywiad w PAP Biznes.
Pytania, na które redakcja czeka na odpowiedź
Białek mówi, bo musi — po to jest. Inne banki milczą, bo nauczyły się, że w Polsce reputacja sektora finansowego buduje się dekadami, a traci w jeden tytuł. Erste, nowa marka na polskim rynku, zaczęła swoją drogę — w obszarze sporu o SKD — od kroku, na który w jej miejscu nie zdecydowałby się żaden z dotychczasowych konkurentów. Może to świadoma odwaga. Może luka w komunikacji. W obu przypadkach kosztuje. A pytanie, na które klient Erste zacznie sobie odpowiadać samodzielnie, brzmi prosto: skoro tak się dzisiaj wypowiadają — co mówią o mnie, gdy odkładam słuchawkę?





