Najczęstszy lęk frankowicza nie dotyczy sądu w 2026 roku. Dotyczy jednego maila albo telefonu z banku z propozycją ugody i pytania, które pojawia się tuż po nim: „a co, jeśli odmówię, a oni się obrażą i już nigdy nie zaproponują nic lepszego?”. To pytanie warto odwrócić. Bo w 2026 r. to nie kredytobiorca powinien bać się odmowy — to bank ma realny powód, żeby bać się przeciągania sprawy.
Bank nie ma uczuć, ma arkusz kalkulacyjny
Zacznijmy od rozbrojenia samego lęku, bo to on najczęściej pcha ludzi do złych decyzji. Po drugiej stronie negocjacji nie siedzi urażony człowiek, który zapamięta Twoje „nie” i odegra się przy kolejnej propozycji. Siedzi tam dział ryzyka prawnego, który każdą sprawę traktuje jak pozycję w bilansie. Ugoda nie jest dla banku gestem dobrej woli ani nagrodą za potulność — jest instrumentem ograniczania straty. A skoro tak, to logika jest brutalnie prosta: bank zaproponuje dokładnie tyle, ile w danym momencie musi, żeby zamknąć ryzyko taniej, niż kosztowałby go przegrany proces. Ani złotówki więcej z sympatii, ani złotówki mniej z urazy.
To ma konkretną konsekwencję. Odrzucenie oferty nie „zamyka drzwi”, bo żadne drzwi się nie zatrzasnęły — bank po prostu przelicza sprawę od nowa, z nowymi danymi. A im dalej zaszło postępowanie, tym te dane są dla niego gorsze. W praktyce odmowa nie kończy rozmowy; znacznie częściej uruchamia jej kolejną, lepszą rundę. Strach przed obrażeniem banku jest więc dziś jednym z najgorszych możliwych doradców finansowych. Realne ryzyko leży zupełnie gdzie indziej — w przegapieniu terminu procesowego albo w podpisaniu czegoś w pośpiechu — i do tego jeszcze wrócimy.
Dlaczego czas gra na Twoją stronę — i ile to realnie kosztuje bank
Cała przewaga kredytobiorcy w negocjacjach sprowadza się do jednej liczby, o której banki niechętnie mówią wprost: odsetek ustawowych za opóźnienie. Od momentu, w którym bank popada w zwłokę — zwykle liczone od wezwania do zapłaty lub doręczenia pozwu — do kwoty roszczenia dolicza się odsetki, które w czerwcu 2026 r. wynoszą 9,25% rocznie (to stopa referencyjna NBP, obecnie 3,75%, powiększona o 5,5 punktu procentowego; wartość zmienia się wraz z decyzjami NBP). To nie jest detal. To licznik, który tyka na Twoją korzyść każdego dnia, w którym sprawa się toczy — pod jednym warunkiem: że nie przegapisz terminów procesowych i nie dasz się uśpić długiemu postępowaniu apelacyjnemu.
Policzmy to na realnej skali. Przy roszczeniu rzędu 300 tys. zł odsetki 9,25% rocznie oznaczają około 27,75 tys. zł doliczane za każdy rok sporu — mniej więcej 2,3 tys. zł miesięcznie. Przy procesie ciągnącym się trzy, cztery lata sama „premia za czas” potrafi urosnąć do kilkudziesięciu procent pierwotnego roszczenia. To dlatego oferta banku z reguły rośnie z każdym kwartałem: instytucja, która wie, że licznik bije, woli zamknąć sprawę dziś, zanim odsetki dopiszą jej kolejne dziesiątki tysięcy do rachunku. Kwoty mają charakter ilustracyjny i służą pokazaniu mechanizmu.
Z tego wynika fundamentalna zasada negocjacyjna, której bank nigdy nie wypowie głośno: pierwsza propozycja jest niemal zawsze najgorszą propozycją. Pojawia się wtedy, gdy ryzyko banku jest najniższe — często zanim w ogóle ruszył proces — więc instytucja nie ma powodu być hojna. Każdy kolejny etap przesuwa punkt równowagi w Twoją stronę.
Tropem pieniądza: co napędza ofertę banku i co tracisz, godząc się za wcześnie
Zamiast patrzeć na sprawę oczami prawnika, spójrzmy na nią oczami księgowego banku. Poniżej rozkładamy proces na pięć momentów i dla każdego odpowiadamy na trzy pytania, które naprawdę decydują o wyniku negocjacji: co w danej chwili popycha bank do ruchu, ile przybywa po Twojej stronie oraz — co najważniejsze w kontekście tego tekstu — czego słaba ugoda zwykle na tym etapie nie obejmuje.
Tabela dotyczy głównie kredytów spłaconych.
| Moment sprawy | Co napędza ruch banku | Co przybywa po Twojej stronie | Czego nie obejmuje słaba ugoda z tego etapu |
| Przed pozwem zaświadczenie, pierwsze pytania | Praktycznie nic. Bez wezwania i pozwu nie biegną odsetki, a ryzyko jest dla banku abstrakcją. Przy kredytach spłaconych instytucja często gra, że temat jest zamknięty. | Dopiero komplet dokumentów do wyceny roszczenia. Karty przetargowej jeszcze nie masz. | Zwykle tylko symboliczny gest lub wręcz odmowa jakiegokolwiek zwrotu — bank gra, że temat jest zamknięty. |
| Tuż po pozwie pierwsza realna propozycja | Pojawia się policzalne ryzyko i rusza licznik odsetek. Bank testuje, czy da się zamknąć sprawę tanio, zanim koszty urosną. | Przerwane przedawnienie Twojego roszczenia i pierwsze naliczane odsetki za opóźnienie. | Najczęściej odsetek, części kosztów okołokredytowych i realnej marży negocjacyjnej — to wciąż „sonda”. |
| W toku I instancji zwykle 1,5–2,5 roku | Każdy miesiąc to wyższe odsetki i rosnące prawdopodobieństwo przegranej. Zwłoka staje się dla banku policzalnie droga. | Kolejne miesiące odsetek i coraz mocniejsza pozycja dowodowa — czas pracuje dla Ciebie. | Zwykle pełnej kwoty narosłych odsetek — bank chętnie „zaokrągla” je w dół. |
| Po wyroku I instancji na Twoją korzyść | Ryzyko przestało być teorią. W praktyce rynkowej część banków rezygnuje z apelacji, a odsetki za cały okres sięgają kilkudziesięciu procent roszczenia. | Wyrok na papierze i bardzo silna pozycja — to bank musi teraz kalkulować, ile straci, jeśli nie dogada się z Tobą. | Coraz mniej — tu ugody zaczynają realnie zbliżać się do zasądzonej kwoty. |
| Apelacja / przed prawomocnością | Bank jest praktycznie bez argumentów, a odsetki naliczone są za cały, długi czas sporu. Każdy kolejny miesiąc tylko zwiększa jego rachunek. | Maksymalna dźwignia — to Ty dyktujesz warunki ewentualnego porozumienia. | Praktycznie nic — rozsądna ugoda jest tu bliska pełnemu roszczeniu z odsetkami. |
Z tej mapy płynie jeden wniosek, którego bank nigdy nie wypowie wprost: prawdziwym przełącznikiem nie jest decyzja „przyjąć czy odrzucić”, lecz złożenie pozwu. To on przerywa przedawnienie Twojego roszczenia, uruchamia licznik odsetek i — jako jedyny ruch — sprawia, że upływ czasu zaczyna działać przeciwko bankowi, a nie przeciwko Tobie. Wszystko, co dzieje się potem, jest już tylko konsekwencją tego jednego kroku.
Warto przy tym rozwiać mit, na którym bank gra na pierwszym etapie. Przy kredytach już spłaconych roszczenie kredytobiorcy o zwrot nadpłat i innych świadczeń nienależnych nie wygasa wraz ze spłatą — przedawnia się co do zasady po 6 lub 10 latach, liczonych od dnia, w którym kredytobiorca dowiedział się (lub mógł się dowiedzieć) o abuzywności postanowień umowy. Spłata kredytu nie zamyka więc drogi do odzyskania pieniędzy, choć zegar przedawnienia trzeba mieć na uwadze.
Klasyczny lowball: „oddamy nadpłatę” — i nic poza tym
Najczęstsza zagrywka banków w 2026 r. wygląda niewinnie, a jest jedną z najbardziej kosztownych pułapek dla kredytobiorcy. Bank proponuje zwrot samej nadpłaty — czyli różnicy między tym, co wpłaciłeś, a wypłaconym kapitałem — i prezentuje to jako uczciwe „wyrównanie”. Problem w tym, że taka propozycja milczeniem pomija to, do czego naprawdę jesteś uprawniony po stwierdzeniu nieważności umowy.
A uprawniony jesteś do znacznie więcej. Gdy sąd uznaje umowę za nieważną, znika ona w całości — razem z całą podstawą prawną do pobierania jakichkolwiek opłat. To oznacza, że wszystkie świadczenia spełnione na jej podstawie stają się świadczeniami nienależnymi i podlegają zwrotowi. Nie tylko raty kapitałowo-odsetkowe, ale również prowizja za udzielenie kredytu, składki ubezpieczenia niskiego wkładu własnego (UNWW), opłaty i ubezpieczenia okołokredytowe oraz wszystkie inne koszty, które bank pobrał na podstawie nieistniejącej już umowy. W praktyce niektóre ugody banków uwzględniają częściowy zwrot kosztów okołokredytowych, ale dopiero pełne unieważnienie umowy w sądzie daje zwrot wszystkich świadczeń spełnionych na jej podstawie jako nienależnych — wraz z odsetkami za opóźnienie. Oferta „tylko nadpłata” po cichu wykreśla te pozycje z rachunku — a potrafią one łącznie ważyć kilkanaście, a czasem kilkadziesiąt tysięcy złotych.
Do tego dochodzi najdroższy element, który bank chce przemilczeć: odsetki za opóźnienie. Jeśli sprawa jest w sądzie od dłuższego czasu, licznik mógł już dobić do sześciocyfrowej kwoty. Wyobraźmy sobie realną dziś sytuację: masz naliczone około 100 tys. zł odsetek, proces trwa i może potrwać jeszcze rok, a bank proponuje oddać wyłącznie nadpłatę — bez odsetek, bez prowizji, bez UNWW. To nie jest ugoda. To próba kupienia Twojego roszczenia za ułamek jego wartości, w nadziei, że zmęczenie procesem okaże się silniejsze od arytmetyki.
Jak odpowiedzieć, gdy masz 100 tys. zł odsetek, a bank ich nie chce oddać
W takiej sytuacji odpowiedź nie powinna być emocjonalna i — co kluczowe — nie powinna w ogóle wychodzić od Ciebie bezpośrednio. Powinna popłynąć przez kancelarię, mieć formę pisemną i robić jedną rzecz: przesunąć punkt odniesienia z propozycji banku na Twoje pełne roszczenie. Nie negocjujesz w dół od tego, co bank rzucił na stół. Negocjujesz w dół od tego, co realnie należy Ci się z wyroku. Poniżej szkielet takiej odpowiedzi, który Twój pełnomocnik dostosuje do realiów sprawy.
Wzór odpowiedzi (przykład — do dostosowania przez pełnomocnika) Szanowni Państwo, w imieniu Klienta uprzejmie informujemy, że przedstawiona propozycja nie może zostać przyjęta w obecnym kształcie. Ogranicza się ona do zwrotu nadpłaty, podczas gdy w razie stwierdzenia nieważności umowy Klientowi przysługuje zwrot wszystkich świadczeń spełnionych na jej podstawie jako świadczeń nienależnych — w tym prowizji za udzielenie kredytu, składek ubezpieczenia niskiego wkładu własnego oraz pozostałych opłat i kosztów okołokredytowych. Propozycja pomija również odsetki ustawowe za opóźnienie, naliczane od dnia [doręczenia wezwania / pozwu]. Ich wartość przekracza obecnie [100 000] zł i rośnie o ok. [2 300] zł miesięcznie, a wraz z przewidywanym dalszym czasem trwania postępowania będzie nadal narastać po stronie Klienta. Klient pozostaje otwarty na ugodowe zakończenie sporu, jednak punktem wyjścia musi być pełne roszczenie: zwrot wszystkich wpłaconych kwot wraz z odsetkami oraz definitywne zwolnienie z dalszych zobowiązań i wykreślenie hipoteki. Oczekujemy zrewidowanej propozycji w terminie [14] dni. Z poważaniem, |
Powyższy tekst jest wyłącznie przykładem ilustracyjnym; kwoty, daty i terminy należy zastąpić danymi z konkretnej sprawy, a ostateczną treść powinien zredagować pełnomocnik.
Zwróć uwagę na logikę tej odpowiedzi. Po pierwsze, nazywa po imieniu wszystkie pominięte pozycje — prowizję, UNWW, koszty okołokredytowe — bo to one znikają w cichej propozycji „tylko nadpłaty”. Po drugie, przypomina o odsetkach i, co istotne, obraca czas przeciwko bankowi: skoro proces może potrwać jeszcze rok, to każda kolejna propozycja banku będzie musiała uwzględnić jeszcze wyższe odsetki. Innymi słowy, to nie Ty tracisz na przeciąganiu sprawy — to bank z każdym miesiącem płaci za nią coraz więcej. Po trzecie, odpowiedź zostawia otwarte drzwi, ale na Twoich warunkach, sygnalizując gotowość do ugody bez schodzenia z pułapu pełnego roszczenia.
Pisać czy milczeć — i czego nie robić nigdy
Jeśli nie chcesz składać kontroferty, masz pełne prawo po prostu nie odpowiedzieć. Warto to wiedzieć, bo wielu kredytobiorców czuje przymus reakcji, którego w rzeczywistości nie ma. Brak odpowiedzi jest równoznaczny z nieprzyjęciem propozycji i w niczym nie pogarsza Twojej sytuacji procesowej — sprawa toczy się dalej swoim torem, a Ty nie ujawniasz ani swoich oczekiwań, ani granicy, poniżej której nie zejdziesz. Milczenie bywa więc taktyką, nie tchórzostwem.
Z drugiej strony krótka, pisemna odmowa — taka jak we wzorze powyżej — ma swoją wartość, bo sygnalizuje, że jesteś otwarty na lepsze warunki, i potrafi przyspieszyć kolejną, wyższą propozycję. Wybór między milczeniem a odpowiedzią zależy od etapu sprawy i strategii, dlatego najlepiej podejmować go wspólnie z pełnomocnikiem. Jedno jest niezmienne: jeśli już odpowiadasz, niech robi to kancelaria. Samodzielne rozmowy z infolinią czy maile pisane na gorąco to najprostszy sposób, by jednym nieostrożnym zdaniem osłabić pozycję, którą prawnik budował miesiącami.
Niezależnie od tego, czy piszesz, czy milczysz, są cztery rzeczy, których nie wolno robić nigdy. Po pierwsze — nie podpisuj niczego od ręki, bez analizy. Ugoda niemal zawsze zawiera klauzulę zrzeczenia się dalszych roszczeń, więc raz podpisana zamyka drogę do reszty pieniędzy, w tym do tych pominiętych odsetek i kosztów. Po drugie — nie negocjuj samodzielnie przez telefon, bo każde Twoje słowo może zostać wykorzystane. Po trzecie — nie przegap terminów procesowych; to jedyne realne ryzyko w całej tej grze, a nie sama odmowa. Po czwarte — nie daj się uwieść nominalnej „uldze” reklamowanej przez bank: liczy się porównanie oferty z Twoim pełnym roszczeniem, a nie z saldem zadłużenia, którym bank lubi straszyć.
Przedawnienie i wyrok TSUE C‑261/25 w tle negocjacji
Negocjacje nie toczą się w próżni. 2 lipca 2026 r. TSUE ma wydać wyrok w połączonych sprawach C‑261/25 i C‑262/25 (Ścierbek i in.), który rozstrzygnie początek biegu 3‑letniego terminu przedawnienia roszczenia banku o zwrot wypłaconego kapitału. Wyrok może znacząco wzmocnić pozycję kredytobiorców, jeśli Trybunał uzna, że termin ten biegnie od wcześniejszej daty. Niezależnie od dokładnego rozstrzygnięcia, sam fakt zbliżającego się orzeczenia zwiększa presję na banki. Trzeba jednak studzić nadmierny optymizm: aktualna linia orzecznicza TSUE (m.in. wyroki z kwietnia 2026 r. w sprawach Jangielak i Rzepacz) mocno podkreśla wzajemność rozliczeń oraz zakaz bezpodstawnego wzbogacenia konsumenta. Dlatego całkowite przedawnienie roszczenia banku w starych umowach nie jest scenariuszem bazowym — najbardziej prawdopodobne jest rozwiązanie pośrednie lub zbliżone do linii Sądu Najwyższego.
Jest też druga strona tego medalu i lojalność wobec czytelnika wymaga, by ją wskazać. Czas pracuje dla Ciebie, jeśli chodzi o narastające odsetki — ale Twoje własne roszczenie wobec banku również podlega przedawnieniu. Dlatego tak istotne jest złożenie pozwu: przerywa on bieg przedawnienia Twojego roszczenia i jednocześnie uruchamia licznik odsetek, który winduje wartość ewentualnej ugody. To jeden ruch, który zabezpiecza Cię przed upływem czasu i jednocześnie zamienia czas w Twojego sprzymierzeńca.
Aspekt podatkowy, o którym łatwo zapomnieć. Odsetki za opóźnienie bywają zwolnione z PIT na podstawie art. 21 ust. 1 pkt 95b ustawy o podatku dochodowym od osób fizycznych — dzieje się tak, gdy należność, od której są naliczane, sama nie podlega opodatkowaniu, a zwrot własnych, wcześniej wpłaconych kwot zwykle się do tej kategorii zalicza. To bywa istotny argument za tym, by nie rezygnować z odsetek w ugodzie tak łatwo, jak chciałby bank. Kwalifikacja jest jednak indywidualna, więc przed finalizacją warto potwierdzić ją z doradcą podatkowym. Należy też pamiętać, że w przypadku ugody — w przeciwieństwie do wyroku sądowego — istnieje większe ryzyko opodatkowania PIT „dodatkowych świadczeń” lub niekorzystnych konsekwencji zrzeczenia się roszczeń; to kolejny powód, by treść porozumienia skonsultować indywidualnie.
Kiedy jednak warto powiedzieć „tak”?
Byłoby nieuczciwe sprzedawać tezę, że ugodę zawsze należy odrzucać. Bywają sytuacje, w których rozsądny kompromis jest dobrym, a czasem najlepszym wyborem — pod jednym warunkiem, że został policzony, a nie podpisany ze strachu lub zmęczenia. Ugodę warto poważnie rozważyć, gdy cenisz pewność i spokój ponad maksymalizację kwoty, bo prawomocny wyrok potrafi być odległy o lata, a ugoda kończy sprawę natychmiast. Ma sens również wtedy, gdy liczy się dla Ciebie czas — pieniądze dostępne dziś bywają realnie warte więcej niż większa kwota za kilka lat — albo gdy sytuacja życiowa, jak sprzedaż mieszkania, zdrowie czy sprawy rodzinne, wymaga szybkiego domknięcia tematu.
Kluczowy jest jednak warunek brzegowy: ugoda powinna być bliska temu, co realnie mógłbyś uzyskać wyrokiem, a nie ułamkiem tej kwoty zamaskowanym jako „konkret w ręku”. Różnica między tymi dwoma sytuacjami to różnica między mądrą decyzją a kosztownym błędem — i da się ją zobaczyć dopiero wtedy, gdy znasz pełną wartość swojego roszczenia.
Ocena chf24.pl
Poniżej komentarz redakcji — nasza opinia, a nie porada dla konkretnej sprawy.
Układ sił w sporach frankowych jest dziś dla kredytobiorców korzystny jak nigdy: pro-konsumenckie orzecznictwo, narastające odsetki i presja zbliżających się wyroków TSUE wspólnie pracują przeciwko bankom. W tym kontekście strach przed „obrażeniem” instytucji jest anachronizmem — to bank, a nie kredytobiorca, ma więcej do stracenia na przeciąganiu sprawy. Znacznie groźniejsze od odmowy jest przyjęcie pierwszej, najniższej oferty tylko dlatego, że wydaje się namacalna, albo zaakceptowanie zwrotu samej nadpłaty, gdy na stole leży jeszcze prowizja, UNWW, koszty okołokredytowe i sześciocyfrowe odsetki.
Nasza rekomendacja, ostrożna, ale wyraźna, brzmi więc tak: nie bój się odmówić, ale nigdy nie odmawiaj w ciemno. Najpierw policz pełną wartość roszczenia, potem — jeśli jeszcze tego nie zrobiłeś — złóż pozew, a o terminach i treści korespondencji decyduj razem z pełnomocnikiem. Wtedy każda kolejna propozycja banku trafia do Ciebie z pozycji siły, a nie z pozycji lęku. W sporze, w którym czas i prawo są po Twojej stronie, najgorszą strategią jest oddać tę przewagę za pierwszą lepszą obietnicę „konkretu w ręku”.
Stan prawny i zastrzeżenie Stan na 5 czerwca 2026 r. Stawka odsetek ustawowych za opóźnienie (9,25%) jest powiązana ze stopą referencyjną NBP i może ulec zmianie. Wyrok TSUE w sprawach C‑261/25 i C‑262/25 nie został jeszcze ogłoszony (termin: 2 lipca 2026 r.). Artykuł ma charakter informacyjno-analityczny i nie stanowi porady prawnej ani podatkowej. Decyzję o przyjęciu lub odrzuceniu ugody, a także treść korespondencji z bankiem, warto ustalić z pełnomocnikiem, a kwestie podatkowe — z doradcą podatkowym. |





