Gdy rzecznik generalny TSUE wyda niekorzystną dla banków opinię w sprawie WIBOR (co ma nastąpić w grudniu), sektor finansowy prawdopodobnie uruchomi znane z „frankowiczów” metody opóźniania spraw sądowych. W 2026 r. spodziewany jest wyrok TSUE, który – jeśli będzie prokonsumencki – otworzy drogę dla masowych pozwów „złotówkowiczów” kwestionujących swoje kredyty o zmiennym oprocentowaniu. Już teraz mówi się, że rozstrzygnięcie z Luksemburga może dotyczyć setek tysięcy umów hipotecznych złotowych opartych o stawkę WIBOR. Banki, pamiętając doświadczenia z pozwami frankowymi, nie zamierzają jednak składać broni – ich celem będzie maksymalne wydłużenie postępowań i odwleczenie ostatecznych rozstrzygnięć w czasie.
Fala pozwów na horyzoncie i znane taktyki opóźniające
Zapowiedź prokonsumenckiego stanowiska TSUE już teraz mobilizuje zarówno kredytobiorców, jak i banki. Choć obecnie liczba spraw o WIBOR jest stosunkowo niewielka (1,7 tys. w toku na koniec marca 2025 r. wobec około 2 mln aktywnych kredytów złotowych), prawnicy przewidują jej gwałtowny wzrost. Pierwsze wygrane konsumentów mogą być impulsem podobnym do wyroku TSUE w sprawie państwa Dziubak (kredyty frankowe) – lawinowo przybędzie nowych pozwów. Banki zdają sobie z tego sprawę i już obawiają się powtórki „frankowego” scenariusza: są zaniepokojone prokonsumenckim tonem pytań prejudycjalnych kierowanych przez polskie sądy oraz „złymi doświadczeniami” z TSUE w sprawach frankowych.
W odpowiedzi możemy spodziewać się całego arsenału taktyk procesowych, których banki używały dotąd w sporach frankowych, aby grać na czas. Oto najbardziej prawdopodobne działania banków, mające na celu korkowanie sądów i odraczanie nieuniknionych rozstrzygnięć:
- Wnioski o zawieszenie postępowania: Już teraz pełnomocnicy banków i kredytobiorców wskazują, że polskie sądy często wstrzymują się z wydaniem wyroku w sprawach WIBOR, czekając na orzeczenie TSUE. Banki zapewne będą masowo wnosić o takie zawieszenia – argumentując, że do czasu werdyktu TSUE rozstrzyganie indywidualnych spraw jest przedwczesne. To oznacza kilkunastomiesięczny (albo dłuższy) paraliż postępowań, co zniechęci część klientów do dalszej walki.
- Apelacje od każdego niekorzystnego wyroku: Nawet jeśli kredytobiorca wygra proces w I instancji, bank prawie na pewno złoży apelację.
- Kontrpozwy: W sporach frankowych banki często pozywały swoich klientów o zwrot kapitału (gdy ci żądali unieważnienia umowy) – nierzadko tylko po to, by obciążyć kredytobiorców kosztami i wywrzeć presję psychiczną. Sąd Okręgowy w Płocku zauważył wręcz, że takie kontrpozwy miały na celu “zmęczenie kredytobiorcy”, porównując je do tzw. pozwów SLAPP, które nie służą wygranej, lecz zastraszeniu słabszego przeciwnika.
- Zasypywanie sądów wnioskami dowodowymi: Kolejnym chwytem może być wnioskowanie o opinie biegłych, dokumenty i przesłuchania świadków, które nie wnoszą wiele do sprawy, ale skutecznie opóźniają wyrok. Przykładowo w sprawach frankowych banki notorycznie domagały się dowodów dotyczących np. kursów walut czy zdolności kredytowej sprzed lat, co zajmowało czas sądu. Prawnicy wskazują, że banki stosowały taktykę przedłużania procesów, „składając wnioski o dopuszczenie dowodów, które w praktyce nie miały znaczenia dla rozstrzygnięcia sprawy, ale prowadziły do wydłużenia postępowań nawet o kilka lat”. Podobnych ruchów można spodziewać się w sprawach o WIBOR – choć sedno sporu (rzetelność informowania o mechanizmie wskaźnika) wydaje się jasne, każda dodatkowa ekspertyza czy analiza ekonomiczna może stać się pretekstem do opóźnień.
Innymi słowy, banki zrobią wiele, by grać na czas. Liczą, że długi i skomplikowany proces zniechęci część „złotówkowiczów” do pozywania – zwłaszcza że dotychczas polskie orzecznictwo w sprawach WIBOR jest w większości dla nich niekorzystne i niewielu kredytobiorców wygrało prawomocnie z bankami. Co więcej, sytuacja makroekonomiczna może zmniejszyć determinację klientów: spadające stopy procentowe obniżają raty kredytów opartych o WIBOR, więc potencjalna korzyść z procesu teoretycznie maleje w oczach części kredytobiorców. Banki mogą więc kalkulować, że przeciągając sprawy i “korkując” sądy, ograniczą skalę swoich przyszłych strat.
Nowa ustawa frankowa – ułatwienie dla konsumentów czy także dla banków?
Ustawa frankowa w obecnym kształcie obejmuje wyłącznie kredyty powiązane z frankiem szwajcarskim (denominowane lub indeksowane w CHF). Kredytobiorcy złotówkowi (WIBOR-owcy) nie zostali nią objęci, przynajmniej na razie. Oznacza to, że jeśli ruszy fala pozwów o WIBOR, to nie skorzystają oni z usprawnień proceduralnych przewidzianych dla frankowiczów. Dla porównania, frankowicz w myśl nowej ustawy po złożeniu pozwu automatycznie uzyska zawieszenie spłaty rat kredytu do czasu prawomocnego zakończenia sprawy. Tymczasem „złotówkowicz” nadal będzie musiał płacić raty w trakcie procesu, chyba że uzyska indywidualnie w sądzie zabezpieczenie roszczenia – co dotąd udaje się rzadko (jak podaje prezes ZBP, odsetek przyznanych zabezpieczeń spadł ostatnio do 6% złożonych wniosków). Krótko mówiąc, banki mogą dalej czerpać korzyści z bieżących rat od pozywających je klientów złotowych i nie czują tak silnej presji na szybkie zakończenie sporu. Brak rozwiązań ustawowych dla kredytów złotowych oznacza też, że sądy mogą zostać zalane pozwami bez dodatkowego wsparcia organizacyjnego, co de facto działa na korzyść banków – im większy chaos i przeciążenie wymiaru sprawiedliwości, tym dłużej utrzymają status quo. Dodatkowo liczne zażalenia banków, zapewne do każdego wniosku o zabezpieczenie roszczenia totalnie zakorkują mocno już przeciążone sądy apelacyjne w całym kraju.
Prognozy: czy czeka nas sądowy paraliż?
W obliczu możliwego przełomowego orzeczenia TSUE w sprawie WIBOR-u polski wymiar sprawiedliwości staje przed ogromnym wyzwaniem. Jeśli trybunał potwierdzi, że klauzule odsetkowe oparte na WIBOR mogą być badane pod kątem abuzywności i – w razie ich nieuczciwości – eliminowane z umów, to sądy mogą zalać dziesiątki, a nawet setki tysięcy nowych pozwów. Taki scenariusz grozi sparaliżowaniem pracy sądów, zwłaszcza że już teraz wiele wydziałów jest obciążonych sprawami frankowymi. Wzrost liczby spraw WIBOR-owych jest nieunikniony – obserwujemy stały trend około +80 nowych pozwów miesięcznie nawet przed rozstrzygnięciem TSUE. Po wyroku tempo to może wzrosnąć wielokrotnie.
Banki zapewne liczą na efekt zniechęcenia: długie kolejki w sądach, przewlekłe postępowania i konieczność płacenia rat w trakcie procesu mają powstrzymać część kredytobiorców przed walką o swoje prawa. Historia uczy jednak, że gdy stawką są dziesiątki tysięcy złotych oszczędności, konsumenci potrafią być zdeterminowani. Frankowicze latami czekali na wyroki – dziś około 99% tych spraw kończy się ich zwycięstwem, a banki musiały pogodzić się z masowymi unieważnieniami umów. Podobnie „złotówkowicze”, uzbrojeni w prokonsumenckie orzeczenie TSUE, prawdopodobnie ruszą do sądów na dużą skalę. Nawet jeśli banki zastosują pełną obstrukcję, to finał może być tylko odwlekany, nie zaś uniknięty.
Niewykluczone, że konieczne będą działania systemowe, by zapobiec totalnemu „korkowi” w sądach. Możliwe rozwiązania to m.in. specjalna ustawa dotycząca kredytów złotowych (analogiczna do frankowej), powołanie wyspecjalizowanych wydziałów sądowych do takich spraw czy też program ugód na szerszą skalę. Dotychczas tylko nieliczne banki proponowały ugody frankowiczom – w przypadku WIBOR-u, jeśli zapadnie jasny wyrok na korzyść klientów, presja na polubowne rozwiązania może wzrosnąć. Banki stoją przed dylematem: czy dalej iść w zaparte i przedłużać agonię w sądach, czy spróbować ograniczyć straty poprzez kompromisy z klientami.
Jedno jest pewne: grudniowa opinia rzecznika TSUE (a potem sam wyrok Trybunału) będzie punktem zwrotnym. Albo potwierdzi linię obrony sektora bankowego, zamykając drogę masowym pozwom – albo, co bardziej prawdopodobne zdaniem wielu prawników, otworzy puszkę Pandory z nową falą roszczeń konsumentów. W tym drugim wypadku banki zapewne powtórzą swój sprawdzony scenariusz oporu, wykorzystując wszelkie luki prawne i proceduralne, by grać na czas. Dla kredytobiorców oznacza to, niestety, maraton zamiast sprintu: nawet mając rację po swojej stronie, będą musieli uzbroić się w cierpliwość. Jednak tak jak w bojach frankowych – tak i w tych o WIBOR – czas może finalnie zagrać na korzyść konsumentów. Każdy miesiąc zwłoki to kolejne odsetki i koszty dla banków, a prokonsumenckie wyroki prędzej czy później się uprawomocnią. Sądowy maraton dopiero się zaczyna, a stawką są miliardy złotych i zaufanie do rynku finansowego w Polsce. Banki mogą próbować spowolnić bieg, ale finisz tej batalii w świetle prawa unijnego wydaje się przesądzony.






