niedziela, 14 grudnia, 2025
Kontakt: info@chf24.pl
CHF24.PL

Portal informacyjny dla Frankowiczów i kredytobiorców złotówkowych - Wiadomości dotyczące sporów sądowych z bankami.

  • Strona Główna
  • Wiadomości
    • Frankowicze
    • Kredyt w PLN
    • Sankcja kredytu darmowego
  • Wyroki
    • Wyroki TSUE
  • Poradnik Frankowicza
  • Felietony
  • Prawnicy
  • W Sądach
  • Forum
  • Ugody
  • Ranking Kancelarii
Brak wyników
Zobacz wszystkie wyniki
CHF24.PL
  • Strona Główna
  • Wiadomości
    • Frankowicze
    • Kredyt w PLN
    • Sankcja kredytu darmowego
  • Wyroki
    • Wyroki TSUE
  • Poradnik Frankowicza
  • Felietony
  • Prawnicy
  • W Sądach
  • Forum
  • Ugody
  • Ranking Kancelarii
Brak wyników
Zobacz wszystkie wyniki
CHF24.PL
Brak wyników
Zobacz wszystkie wyniki

Teoria salda wraca? Ratunek dla sądów i frankowiczów czy sprytny zabieg bankowych prawników?

Michał Augustynowicz Napisał Michał Augustynowicz
Data ostatniej modyfikacji: 26/11/2025 21:21
Czas czytania:24 minut
A A
0
Share on FacebookShare on Twitter

Opublikowany  na łamach „Rzeczpospolitej” artykuł Angeliki Brzuszczyńskiej-Belli i Adama Tuli pt. „Teoria salda remedium na usprawnienie spraw frankowych” przedstawia tzw. teorię salda jako najlepszy sposób rozliczania unieważnionych kredytów frankowych. Autorzy – prawnicy reprezentujący banki – przekonują, że „powrót do zasady, że strony rozliczają się jednorazowo poprzez różnicę między kwotą wypłaconą a już spłaconą, jest rozwiązaniem najbardziej racjonalnym”. Według nich podejście to ma być intuicyjne, proste i sprawiedliwe, a dominująca dziś w sądach teoria dwóch kondykcji (oddzielnych roszczeń banku i klienta) rzekomo prowadzi do komplikacji i szkodzi zarówno bankom, jak i… samym frankowiczom. Czy jednak te tezy wytrzymują konfrontację z faktami i prawem? Poniżej dokonujemy pogłębionej analizy tych twierdzeń, demaskując potencjalne manipulacje i konfrontując je z orzecznictwem Trybunału Sprawiedliwości UE (TSUE) oraz Sądu Najwyższego.Teoria salda wraca? Ratunek dla sądów i frankowiczów czy sprytny zabieg bankowych prawników?

Prawnicy banków a wprowadzanie w błąd – czy grozi im odpowiedzialność?

Najpierw zasadnicza kwestia: czy prawnicy działający na zlecenie banków mogą celowo przedstawiać w mediach wprowadzające w błąd interpretacje prawa, by chronić interesy swoich klientów? Formalnie nic nie stoi na przeszkodzie, by adwokat czy radca prawny opublikował w prasie własną opinię prawną. Wolność słowa i prawo do przedstawiania argumentów prawnych dotyczą także pełnomocników banków. Granicą jest jednak świadome mijanie się z prawdą. Zgodnie z zasadami etyki zawodowej adwokat ma obowiązek zachować rzetelność i uczciwość – w sądzie i poza nim. Celowe przekazywanie fałszywego obrazu sytuacji prawnej może zostać uznane za rażące naruszenie tych zasad. W skrajnych przypadkach – gdy intencją prawnika jest wprowadzenie w błąd określonej grupy osób dla osiągnięcia korzyści – można mówić nawet o znamionach czynu zabronionego. Jak wskazują komentarze, premedytowane wprowadzenie w błąd może wypełniać przesłanki przestępstwa oszustwa, jeśli klient lub inna osoba dozna realnej szkody majątkowej na skutek zaufania takiej informacji.

W praktyce jednak odpowiedzialność karna za prasowe opinie prawne jest rzadkością – trudno wykazać bezpośredni związek między artykułem a decyzjami czy stratami konkretnych osób. Nie oznacza to jednak, że prawnicy mogą czuć się całkiem bezkarni. Odpowiedzialność dyscyplinarna to realna perspektywa: gdyby okazało się, że adwokat celowo rozpowszechnia nieprawdziwe informacje o stanie prawnym (np. straszy frankowiczów nieistniejącymi obowiązkami lub przekręca znaczenie wyroków), okręgowa rada adwokacka lub rzecznik dyscyplinarny mogą wszcząć postępowanie. Kara dyscyplinarna – od upomnienia aż po wydalenie z zawodu – jest możliwa, jeśli uznać takie działanie za sprzeczne z zasadą godności zawodu i zaufania publicznego.

Co z odpowiedzialnością cywilną?

Teoretycznie osoba, która dozna szkody przez to, że zaufała błędnym poradom prawnika w mediach, mogłaby dochodzić odszkodowania. W praktyce jest to trudne: autorzy zwykle zastrzegają, że prezentują opinię, nie udzielają indywidualnej porady. Jednak jeśli przekaz jest rażąco nierzetelny i nastawiony na dezinformację konsumentów, sprawa może przybrać inny obrót. W 2019 r. głośno było o doniesieniu złożonym przez stowarzyszenie frankowiczów przeciw Związkowi Banków Polskich do UOKiK – właśnie za publiczne straszenie klientów, że na drodze sądowej stracą pieniądze. Urząd antymonopolowy może uznać takie działania za praktykę naruszającą zbiorowe interesy konsumentów (w myśl ustawy o przeciwdziałaniu nieuczciwym praktykom rynkowym). Karą mogą być wtedy wielomilionowe kary pieniężne dla podmiotu zlecającego kampanię dezinformacji. Innymi słowy, jeśli artykuły prawnicze okazują się elementem bankowej strategii dezinformacji klientów (np. by zniechęcić ich do procesów), bank lub jego organizacja branżowa ryzykuje odpowiedzialność administracyjną. Sam prawnik może zaś stracić reputację – a to w tym zawodzie bezcenne.

Prawnicy mogą głosić w mediach kontrowersyjne interpretacje prawa, ale nie powinni świadomie wprowadzać opinii publicznej w błąd. Etyka zawodowa wymaga rzetelności, a naginanie faktów prawnych pod tezy marketingowe może skończyć się postępowaniem dyscyplinarnym. Jak zatem wygląda rzetelność tez zawartych w analizowanym artykule o teorii salda? Przejdźmy do ich oceny.

Powrót „teorii salda” – proste rozwiązanie czy retoryczna pułapka?

Autorzy zarysowują obraz, w którym „powróciła” teoria salda jako lekarstwo na chaos w sprawach frankowych. Piszą, że wyrok TSUE z 19 czerwca 2025 r. (sprawa Lubrecznik) wywołał zamieszanie i podważył dotychczasową linię orzeczniczą, opartą od 2021 r. na teorii dwóch kondykcji (T2K). Ich zdaniem część sądów „z dnia na dzień” zmieniła podejście, a nawet w Sądzie Najwyższym pojawił się „odmienny pogląd” – co otworzyło drzwi do renesansu rozliczania kredytu jednym saldem. Na wstępie autorzy chwalą to rozwiązanie: „Nawiasem mówiąc, [teoria salda] wydawała się ona zawsze najbardziej intuicyjnym i jednocześnie rozsądnym podejściem”.

Intuicyjność i „sprawiedliwość” salda – pozory vs. realia

Rzeczywiście, idea salda brzmi na pozór rozsądnie i prosto: skoro obie strony coś sobie świadczyły (bank pożyczył kapitał, klient wpłacał raty), to po unieważnieniu umowy wystarczy spojrzeć, kto ile otrzymał i wyrównać różnicę. Taki zdroworozsądkowy rachunek ma sprawiać wrażenie neutralnej, sprawiedliwej symetrii. Autorzy artykułu ujęli to następująco: teoria salda zakłada, że strony „rozliczają się jednorazowo poprzez różnicę między kwotą wypłaconą a już spłaconą” – innymi słowy, kto dostał więcej, oddaje nadwyżkę. Na przykład, jeśli bank wypłacił 300 tys. zł kredytu, a kredytobiorca spłacił już 200 tys. zł rat, do rozliczenia zostaje 100 tys. zł różnicy (na czyją korzyść – o tym za chwilę).

Prostota kusi. Problem w tym, że proste rozwiązania nie zawsze są sprawiedliwe w realiach nierównowagi stron. Cały kryzys „frankowy” wynika z faktu, że banki w umowach zastosowały niedozwolone klauzule (np. jednostronnie ustalając kurs CHF) i przerzuciły na konsumentów ogromne ryzyko. Gdy sądy stwierdzają, że taka umowa jest nieważna od początku, prawo unijne nakazuje przede wszystkim chronić pokrzywdzonego konsumenta, a nie szukać arytmetycznej symetrii. TSUE wielokrotnie podkreślał, że dyrektywa 93/13 chroniąca konsumentów ma „jednokierunkowe” działanie – chroni słabszego, nie gwarantuje równych przywilejów przedsiębiorcy, który dopuścił się stosowania nieuczciwego zapisu. Z kolei polski Sąd Najwyższy zaznacza, że po unieważnieniu umowy „sąd powinien podjąć niezbędne środki dla ochrony konsumenta przed szczególnie szkodliwymi konsekwencjami” – nawet jeśli oznacza to mniej wygodny rezultat dla banku.

W tym świetle „zdroworozsądkowa” idea salda traci moralną neutralność. Owszem, rachunkowo patrząc, rozliczenie jedną kwotą wydaje się eleganckie. Ale trzeba zapytać: czyim kosztem osiągamy tę prostotę? Jak zauważają eksperci, teoria salda w praktyce niemal zawsze działa na niekorzyść klienta banku. Dlaczego? Bo odbiera konsumentowi uprawnienia, które ten ma przy teorii dwóch kondykcji – przede wszystkim prawo do pełnego zwrotu wszystkich zapłaconych rat bezpośrednio od banku.

W modelu salda konsument nie dostaje z banku nic, dopóki nie „nadpłacił” ponad pożyczony kapitał. Jeżeli – jak w powyższym przykładzie – spłacił mniej niż wziął (200 tys. spłat vs 300 tys. wypłaconych), bilans wychodzi na korzyść banku, więc to klient musiałby ewentualnie dopłacić brakujące 100 tys. zł. Zatem kredytobiorca, który walczy w sądzie o unieważnienie wadliwej umowy, mógłby w efekcie procesu zostać zobowiązany do oddania bankowi dużej sumy pieniędzy (choć tylko wyrównującej to, co pożyczył). Taki rezultat z pewnością cieszy bank, ale czy jest „sprawiedliwy” w kontekście całej genezy sporu?

Dla porównania, teoria dwóch kondykcji (T2K) – obecnie stosowana przez większość sądów – daje konsumentowi możliwość odzyskania od banku całej sumy wpłaconych rat (np. 200 tys. zł) niezależnie od tego, ile pozostało mu do spłaty kapitału. Bank z kolei może oddzielnie dochodzić od konsumenta zwrotu wypłaconych 300 tys. zł. Na koniec może się okazać, że konsument musi oddać bankowi różnicę (100 tys. zł), ale następuje to w odrębnym procesie, często po wielu miesiącach, a czasem wcale – jeśli roszczenie banku się przedawni lub bank z innych względów go nie dochodzi. Kluczowa różnica leży więc nie tyle w samej matematyce (ostatecznie 100 tys. zł to 100 tys. zł), lecz w tym kiedy i na czyich warunkach konsument musi oddać pieniądze. Teoria dwóch kondykcji „daje konsumentowi czas i kontrolę” – może najpierw odzyskać swoje pieniądze szybciej i niezależnie od działań banku, dysponować nimi, a ewentualne rozliczenie z bankiem następuje później.

Tymczasem teoria salda upraszcza rozliczenie kosztem pozycji konsumenta, bo automatyczne potrącenie świadczeń stawia kredytobiorcę w słabszej pozycji procesowej niż bank. Innymi słowy, saldem łatwo „załatwić sprawę za jednym zamachem”, ale to konsument traci swoją tarczę i miecz – zostaje mu tylko wynik narzucany przez bank (który z reguły najpierw dał więcej kapitału, więc będzie żądał dopłaty lub redukcji zwrotu).

Podsumowując, „intuicyjna sprawiedliwość” teorii salda jest pozorna. Pomija asymetrię winy i siły stron. Jak celnie stwierdził pełnomocnik frankowiczów mec. Wojciech Bochenek, niektórzy zachłystnęli się wizją salda, „zapominając przez moment, że Dyrektywa 93/13 działa jednokierunkowo i chroni wyłącznie konsumenta”.

Sprowadzenie sprawy do prostej kalkulacji „kto komu ile” może wydawać się rozsądne na gruncie arytmetyki, ale w oderwaniu od szerszego kontekstu prowadzi do moralnie wątpliwego wyniku: bank otrzymuje natychmiast niemal pełną ochronę swoich interesów, a konsument traci większość atutów przewidzianych w prawie dla ofiary nieuczciwej umowy.

Strachy o „konsekwencje” dwóch kondykcji dla banków

Z narracji prezentowanej przez autorów wyłania się sugestia, że odejście od teorii salda (czyli stosowanie dwóch kondykcji) przyniosło negatywne konsekwencje – rzekomo dla systemu prawnego, a może i dla samych konsumentów. Choć w artykule nie padło to explicite, od dawna z obozu bankowego słychać argumenty, że przy dwóch kondykcjach:

  • sądy są przeciążone (bo każdy musi rozstrzygać dwa oddzielne roszczenia zamiast jednego bilansu),

  • banki ponoszą nadmierne ryzyko finansowe (np. wypłacają klientom środki, a potem nie mogą odzyskać kapitału z powodu przedawnienia roszczenia),

  • konsumenci i tak finalnie muszą oddać kapitał, więc po co komplikować sprawę.

Przyjrzyjmy się tym tezom. Kwestia obciążenia sądów: Z pewnością lawina spraw frankowych jest wyzwaniem dla wymiaru sprawiedliwości. Czy jednak rozliczanie ich saldem zmniejszyłoby to obciążenie? W krótkim terminie wręcz przeciwnie – jak zauważają praktycy, sędziowie, którzy chcą orzekać saldem, często odraczają postępowania i zobowiązują strony do przedstawienia pełnej historii spłat, by móc wszystko rozliczyć na rozprawie.

To wydłuża proces o kolejne miesiące. Co więcej, pojawiają się liczne apelacje (strona niezadowolona z salda walczy w II instancji), a niepewność co do wykładni prawa skłoniła warszawski sąd do skierowania kolejnych pytań prejudycjalnych do TSUE – tym razem wprost pytając, czy dopuszczalna jest teoria salda w polskim systemie. To wszystko bynajmniej nie „usprawnia” i nie przyspiesza finału spraw frankowych – raczej zamraża część z nich w oczekiwaniu na rozstrzygnięcia.

Statystyki pokazują, że mimo wyroku TSUE z czerwca 2025 r., polskie sądy na razie w ogromnej większości pozostały przy teorii dwóch kondykcji. Między 20 czerwca a 4 sierpnia tylko ok. 5,9% wyroków w sądach okręgowych zastosowało teorię salda, reszta zasądzała roszczenia według modelu dwóch kondykcji. Nawet w sądach apelacyjnych odsetek orzeczeń saldem nie przekroczył 10%.

To pokazuje, że większość sędziów uznała, iż wyrok TSUE niczego nie „przewrócił do góry nogami” w sprawach z powództwa konsumenta. Nie ma zatem mowy, by sądy zostały zalane dodatkowymi procesami z powodu uporu przy dwóch kondykcjach. Wręcz przeciwnie – próby forsowania salda wywołały dodatkowy chaos interpretacyjny, który finalnie rozstrzygnąć musi znów TSUE lub ujednolicić Sąd Najwyższy. Trudno to nazwać usprawnieniem postępowań.

Jeszcze głośniej podnoszony jest argument finansowy: „Dwukondykcyjny” model rozliczeń zagraża stabilności banków, bo pozwala frankowiczom odzyskać całe raty, a banki mogą nigdy nie odzyskać całości kapitału. Autorzy artykułu wskazują, że trudności we wprowadzeniu teorii salda wynikały z przepisów o nienależnym świadczeniu – jeśli umowa jest nieważna, to brak jest podstawy prawnej łączącej wypłatę kredytu ze spłatami rat.

Innymi słowy, każda ze stron mogła żądać swojego, niezależnie. W praktyce oznacza to możliwość, że roszczenie banku o zwrot kapitału ulegnie przedawnieniu, jeśli było wymagalne od momentu wypłaty kredytu. I rzeczywiście, w niektórych sprawach sądy uznały, że bank, który w latach 2005–2008 wypłacił kredyty, a dopiero po unieważnieniu umowy (czyli ~15 lat później) żąda zwrotu, spóźnił się – podczas gdy konsumenci dochodzili zwrotu swoich ostatnich rat na bieżąco i nie są przedawnieni.

Z punktu widzenia banków to czarny sen – klient może zatrzymać i kapitał, i odsetki, podczas gdy bank zostaje z niczym. Ale czy prawo powinno chronić bank za wszelką cenę przed skutkami jego własnych zaniedbań? Sąd Najwyższy w niedawnej uchwale pełnego składu Izby Cywilnej z 25 kwietnia 2024 r. (III CZP 25/22) przyjął, że roszczenia obu stron powstają niezależnie, co otwiera drogę do zarzutu przedawnienia przeciw żądaniu banku. SN był tego świadom, ale uznał, że taka konstrukcja lepiej zabezpiecza interesy konsumenta i ma pożądany efekt prewencyjny wobec nieuczciwych praktyk banku.

Innymi słowy, jeśli bank – licząc na zniechęcenie klienta – przez lata nie oddawał mu niesłusznie pobranych kwot i sam nie domagał się zwrotu kapitału, to musi się liczyć z konsekwencjami w postaci np. przedawnienia. To nie „wada” systemu, tylko celowe jego ustawienie: bank powinien być zniechęcony do stosowania klauzul abuzywnych także poprzez perspektywę, że w razie unieważnienia umowy może nie odzyskać pełnej kwoty. TSUE przypomina, że sąd krajowy ma tak orzekać, aby „orzeczenie zniechęciło przedsiębiorcę do wprowadzania nieuczciwych warunków”. Gdyby zawsze gwarantować bankowi stuprocentowy zwrot kapitału (choćby w innym trybie, ale pewny), efekt odstraszający by zniknął.

Co istotne, żadne orzeczenie nie zwalnia kredytobiorcy z obowiązku zwrotu kapitału – nawet teoria dwóch kondykcji tego nie czyni, a jedynie pozwala bronić się przed roszczeniem banku np. zarzutem przedawnienia. Banki mają więc możliwość odzyskania większości środków, o ile działają w terminie i zgodnie z prawem. W tym kontekście argument, że „dwukondycyjność” zrujnuje sektor bankowy, brzmi jak nieuprawnione straszenie. Zwłaszcza że przy teorii salda konsument i tak przestaje płacić kolejne raty (skoro umowa upada), więc ekonomicznie rzecz biorąc bank traci przyszłe odsetki – a te i tak by stracił w razie unieważnienia. Sumaryczny koszt dla banku zależy przede wszystkim od tego, ile nadpłat odsetkowych musi zwrócić klientowi i czy odzyska goły kapitał. Teoria dwóch kondykcji zwiększa szanse konsumenta, by czegoś nie oddać (np. gdy bank się spóźni), ale to element sankcji za stosowanie nieuczciwej umowy. W oczach prawa konsument nie jest „zbrodniczo wzbogacony”, lecz chroniony przed ponoszeniem pełnych konsekwencji cudzych naruszeń.

Co naprawdę powiedziały TSUE i Sąd Najwyższy?

Jednym z najpoważniejszych zarzutów wobec artykułu Brzuszczyńskiej-Belli i Tuli jest selektywne przywoływanie orzeczeń TSUE i sugerowanie, że dają one zielone światło dla teorii salda. Autorzy piszą, że stanowisko TSUE z czerwca 2025 r. „podważyło” zasadę rozliczeń opartą na dwóch kondykcjach i że po tym wyroku część sędziów zmieniła podejście. To prawda, iż wyrok TSUE w sprawie C-396/24 (Lubrecznik) wywołał gorącą debatę – ale istotą sporu jest właśnie to, jak daleko idące wnioski z niego płyną. Bankowi prawnicy od razu ogłosili „koniec teorii dwóch kondykcji” i triumfalny powrót salda. Tymczasem prawnicy konsumentów wskazywali, że TSUE wcale nie zalecił rozliczania wszystkich spraw frankowych saldem, a jedynie wypowiedział się o sytuacji, gdy to bank pozywa konsumenta. Kto ma rację?

Spójrzmy do samego wyroku TSUE. Dotyczył on dwóch połączonych stanów faktycznych: w jednym bank pozwał kredytobiorców o zwrot kapitału (a oni wcześniej potrącili i dochodzili tylko nadwyżki), w drugim – to konsumenci pozwali bank, a bank wniósł powództwo wzajemne o kapitał.

TSUE otrzymał więc pytania zarówno odnośnie roszczeń banku, jak i roszczeń konsumenta. W odpowiedzi Trybunał stwierdził przede wszystkim, że art. 7 dyrektywy 93/13 sprzeciwia się praktyce, w której bank żąda od konsumenta zwrotu całości nominalnej kwoty kredytu, nie uwzględniając wcześniej spłat dokonanych przez konsumenta. Chodziło o wyeliminowanie sytuacji, w której kredytobiorca najpierw musi oddać cały kapitał, a dopiero potem w osobnym procesie walczyć o odzyskanie uiszczonych rat – taka kolejność „naraża konsumenta na niepotrzebny proces sądowy”, jak zauważył Sąd Apelacyjny w Szczecinie.

TSUE uznał zatem za nieuczciwą praktykę zmuszanie konsumenta do zapłaty bankowi, zanim bank rozliczy się z nim ze spłat. Innymi słowy, jeśli upadła umowa, bank nie może biernie czekać i potem żądać pełnego kapitału, ignorując fakt, że otrzymał już od klienta np. 200 tys. zł rat – powinien co najmniej potrącić tę kwotę, zanim wystąpi o resztę. To właśnie jest sens „teorii salda” w sprawach z powództwa banku. W tym punkcie zarówno TSUE, jak i polski Sąd Najwyższy zgadzają się: saldo jest logiczne, gdy to przedsiębiorca domaga się swojego roszczenia. SN w wyroku z 5 września 2025 r. (sygn. II CSKP 550/24) otwarcie przyznał, że TSUE zaakceptował zasadność teorii salda w sytuacji dochodzenia zwrotu świadczenia przez bank.

Ba – SN stwierdził, że inne rozumienie naruszałoby zasadę proporcjonalności na niekorzyść konsumenta. To logiczne: gdyby pozwolić bankowi wygrać cały kapitał bez rozliczenia, konsument byłby przez pewien czas „okradziony” ze swoich wpłat, a do tego zniechęcony ryzykiem odzyskiwania ich w odrębnym pozwie.

Czy z tego wynika, że TSUE nakazał stosować teorię salda również w sprawach z powództwa konsumenta? Nic podobnego. W samym wyroku TSUE nie znalazł się ani jeden fragment, który zabraniałby konsumentowi dochodzenia całości wpłaconych rat od banku. Przeciwnie – TSUE wyraźnie zaznaczył, że konsument ma prawo domagać się od banku zwrotu wszystkich uiszczonych rat i kosztów, powiększonych o odsetki ustawowe.

Co więcej, Trybunał przypomniał, że konsument może nawet żądać dodatkowej rekompensaty ponad zwrot rat (np. za utracone korzyści), o ile pozwalają na to przepisy krajowe. Trudno więc dopatrzeć się w tym jakiegokolwiek ukrócenia uprawnień konsumenta. TSUE wskazał jedynie, że sposób stosowania teorii dwóch kondycji musi uwzględniać szczególną pozycję konsumenta – nie można dopuścić, aby to on ponosił ryzyko i koszty najpierw spłaty, a potem dochodzenia własnych roszczeń. Mówiąc obrazowo: TSUE „przyciął” teorię dwóch kondykcji od strony banków, ale nie od strony konsumentów.

Sąd Najwyższy podziela tę interpretację. We wspomnianym wyroku z 5 września 2025 r. SN zaznaczył, że wyrok TSUE w sprawie Lubrecznik nie unieważnił dotychczasowej zasady prawnej o dwóch kondykcjach.

 SN wprost stwierdził, że stosowanie teorii dwóch kondykcji nie stoi w sprzeczności z art. 7 ust. 1 dyrektywy 93/13, w świetle wyroku TSUE z 19 czerwca 2025 r.. Mało tego – SN argumentował, że jeśli przełożyć aksjologię TSUE na grunt sytuacji, gdy to konsument żąda zwrotu pieniędzy, to właśnie teoria dwóch kondykcji lepiej spełnia wymóg maksymalnej ochrony konsumenta i wywiera pożądany efekt prewencyjnysn.pl. Cytując Sąd Najwyższy: „teoria [dwóch kondykcji] niewątpliwie ułatwia konsumentowi realizację jego własnego roszczenia i pozostawia mu do wyboru więcej opcji ochrony swoich praw”. Konsument może np. dochodzić zwrotu całości świadczeń albo zdecydować o potrąceniu swojej należności z roszczeniem banku, jeśli uzna to za korzystne.

Wybór należy do konsumenta – to esencja podejścia SN. Teoria salda natomiast żadnego wyboru nie daje, bo automatycznie rozlicza wszystko z urzędu.

Czy rozliczenie saldem bywa korzystniejsze dla konsumenta?

W artykule pojawia się sugestia, jakoby teoria salda mogła być bardziej opłacalna dla samych frankowiczów – zapewne autorzy mają na myśli sytuacje, gdy konsument nadpłacił kapitał (czyli spłacił więcej niż pożyczył). Wtedy saldo byłoby po stronie konsumenta i to bank musiałby oddać mu nadwyżkę. Tyle że w takim przypadku dokładnie to samo osiąga teoria dwóch kondykcji: kredytobiorca odzyskuje wszystkie wpłaty, a bank i tak nie ma już czego żądać (bo kapitał spłacony). Różnica? Odsetki i koszty dodatkowe. Przy dwóch kondykcjach sąd zasądzi konsumentowi pełne odsetki ustawowe za opóźnienie od każdej raty od momentu wezwania do zapłaty. Przy saldzie – jeżeli sprawa ciągnie się np. 3 lata, to konsument dostanie tylko nadwyżkę bez odsetek za okres procesu, bo formalnie roszczenie istnieje dopiero w momencie ustalenia salda. Krótko mówiąc, teoria salda „oskubuje” frankowicza z należnych mu odsetek za korzystanie przez bank z jego pieniędzy. To wbrew standardom wyznaczonym przez TSUE, który akcentuje prawo konsumenta do odsetek jako formy pełnej rekompensaty.

A co z przypadkiem, gdy to konsument jest dłużnikiem na saldzie (np. spłacił 200 tys., pożyczył 300 tys., więc saldo –100 tys.)? Autorzy mogą argumentować, że lepiej dla klienta od razu wiedzieć, że ma do zwrotu 100 tys. zł i zamknąć sprawę, niż żyć w niepewności, czy bank go pozwie. To jednak bardzo opiekuńczy argument ze strony banków – trudno uwierzyć, by troszczyły się o spokój ducha frankowicza. W praktyce konsumenci często wolą zachować atuty: jeśli ich roszczenie przeciw bankowi uległo przedawnieniu, to analogicznie bankowi też może minąć termin dochodzenia kapitału. Dla wielu kredytobiorców idealnym scenariuszem jest właśnie odzyskać wszystko i nie oddać nic – co w pojedynczych przypadkach bywa możliwe, jeśli bank przespał terminy. Teoria salda przekreśla taką szansę z góry.

Z punktu widzenia indywidualnego konsumenta rozliczenie saldem prawie nigdy nie będzie korzystniejsze finansowo niż dwie kondykcje, bo jeśli nawet końcowy bilans jest dla niego dodatni, to dostanie go i tak przy T2K (tyle że z odsetkami). A jeżeli bilans jest ujemny – to tylko saldem sformalizuje się jego obowiązek dopłaty już w pierwszym wyroku. Trudno więc wskazać materialną korzyść dla kredytobiorcy z rozliczania saldem.

Można rozważyć jeszcze aspekt psychologiczny i czasowy: czy szybkie rozliczenie wszystkich wzajemnych roszczeń w jednym procesie nie daje konsumentowi ulgi i pewności? Być może niektórzy klienci wolą „mieć z głowy” ewentualny dług wobec banku od razu. Ale wielu innych – zwłaszcza biorąc pod uwagę nieufność do banków po latach sporów – preferuje taktykę małych kroków. Najpierw odzyskać swoje pieniądze (co znacząco poprawia ich sytuację finansową), a potem ewentualnie targować się z bankiem o spłatę kapitału lub czekać, czy bank w ogóle odważy się ich pozwać. W ostatnich latach wiele banków wstrzymywało się z pozwami przeciwko frankowiczom, licząc na zmiany w orzecznictwie lub ustawowe rozwiązania. Czas gra na korzyść niektórych kredytobiorców – np. każdy kolejny rok to skracanie się okresu przedawnienia roszczeń banku. Teoria salda odbiera konsumentom ten cenny zasób: czas. „Upraszcza” sprawę dla banku, bo natychmiast koryguje mu bilans, ale klientowi zamyka drogę do potencjalnych negocjacji czy choćby odłożenia w czasie konieczności rozstania się z kapitałem.

Nie dziwi więc, że mimo prób przedstawiania salda jako rzekomo korzystniejszego dla obu stron, świadomi konsumenci oraz ich prawnicy pozostają sceptyczni. Jak ujął to mec. Bochenek, sugerowanie, że wyrok TSUE oznacza konieczność stosowania teorii salda w sprawach konsumentów, to „wybiórcze stosowanie orzeczeń TSUE, które w żadnej mierze nie przyczynia się do zwiększenia ochrony konsumentów”. Trudno się z tym nie zgodzić – teoria salda w kontekście frankowym sprowadza się do ograniczenia ochrony konsumenta, a nie jej zwiększenia.

Gdzie autorzy mają rację?

Rzetelność wymaga przyznania, że nie wszystkie tezy artykułu są chybione. Po pierwsze, autorzy słusznie zauważają historyczne tło: polski Kodeks cywilny nie przewiduje wprost mechanizmu takiego jak teoria salda. Zgodnie z art. 410 kc, każde nienależne świadczenie (np. spełnione na podstawie nieważnej umowy) podlega zwrotowi osobno temu, kto je spełnił. Właśnie dlatego przez lata dominowała wykładnia o dwóch niezależnych roszczeniach – co przyznają sami autorzy, pisząc o „trudnościach w stosowaniu” salda wynikających z przepisów o nienależnym świadczeniu.

Ich streszczenie stanowiska doktryny cywilistycznej – że brak jest bezpośredniego węzła prawnego między wypłatą kredytu a spłatami, jeśli umowa jest nieważna – jest trafne. To zresztą argument, który pojawił się w uzasadnieniu uchwały SN z 16 lutego 2021 r. (III CZP 11/20), gdzie Sąd Najwyższy jednoznacznie opowiedział się za teorią dwóch kondykcji jako zgodną z zasadami Kodeksu cywilnego.

Powiedzieć można, że Brzuszczyńska-Belli i Tula nie odkrywają tu nic nowego – sami cywiliści od zawsze wiedzieli, że teoria salda jest konstrukcją „pozaprzepisową”. Ich artykuł sugeruje wręcz potrzebę „powrotu do zasady” salda, co implikuje, że kiedyś już była ona stosowana. Rzeczywiście, przed 2021 r. zdarzały się orzeczenia sądów (w tym nieliczne SN) skłaniające się ku potrącaniu świadczeń przy unieważnieniu umowy. Można więc uznać, że autorzy mają rację co do faktu istnienia dwóch konkurencyjnych teorii rozliczeń i co do tego, że TSUE w 2025 r. zakwestionował bezwzględne trzymanie się jednego modelu (T2K) w każdym przypadku. Nie jest tak, że teoria salda to wymysł całkowicie z powietrza – ma pewną logikę i tradycję rozważań prawniczych (choć dotąd przegrywała w starciu z literalnym brzmieniem kodeksu i prokonsumencką wykładnią).

Po drugie, należy zgodzić się z autorami, gdy wskazują, że część sądów faktycznie zmieniła podejście po wyroku TSUE z czerwca 2025. Statystyki cytowane wcześniej (ok. 6–10% orzeczeń saldem w pierwszych tygodniach po wyroku) to co prawda mniejszość, ale jednak kilkadziesiąt wyroków wydanych wbrew utrwalonej wcześniej linii. W szczególności Sąd Apelacyjny we Wrocławiu zaczął orzekać saldem dość konsekwentnie, a kilka orzeczeń w Warszawie również poszło w tym kierunku.

Również w Sądzie Najwyższym odnotowano sygnały „zwrotu”. Autorzy artykułu piszą o „odmiennym poglądzie w SN” – zapewne chodzi o postanowienie z 9 lipca 2025 r. (sygn. I CSK 652/25), w którym SSN Władysław Pawlak odmówił przyjęcia skargi kasacyjnej frankowiczów w sprawie, gdzie niższa instancja zastosowała teorię salda.

W uzasadnieniu sędzia Pawlak miał stwierdzić, że „teoria salda działa w dwie strony, ma sens prawny, ekonomiczny i społeczny”, a inne podejście naruszałoby zasadę proporcjonalności.

Był to sygnał, który strona bankowa odczytała jako przełom. W istocie – autorzy mają rację, że takie głosy się pojawiły. Trzeba jednak zaraz dodać, że był to jedynie oddźwięk jednostkowy. Sąd Najwyższy, związany uchwałą pełnego składu z kwietnia 2024 r. (potwierdzającą T2K), nie mógł formalnie zmienić kursu w pojedynczym orzeczeniu kasacyjnym. I faktycznie – we wrześniu SN w składzie 7 sędziów w sprawie II CSKP 550/24 orzekł całkowicie zgodnie z wcześniejszą linią pro-konsumencką. Pawlak okazał się odosobniony, a „odmienny pogląd” szybko zgasł. Niemniej autorom trzeba przyznać, że nie zmyślili tego zwrotu – rzeczywiście przez moment zapachniało w SN zmianą frontu.

Wreszcie, słuszny jest postulat autorów (choć wyrażony implicite), że celem systemu prawnego powinno być sprawne i trwałe uregulowanie kwestii rozliczeń frankowych. Nikt – również frankowicze – nie jest zainteresowany niekończącym się klinczem procesowym. Konieczność prowadzenia dwóch odrębnych procesów (jeden inicjowany przez klienta, drugi przez bank) to dodatkowy koszt dla stron i obciążenie dla sądów. W idealnym świecie racjonalne byłoby, aby wszystko rozliczyć w jednym postępowaniu. Autorzy stawiają teorię salda jako remedium właśnie na to. Jednak warto zauważyć: polski system prawny ma narzędzie pozwalające rozliczyć wzajemne roszczenia w jednym procesie – jest nim potrącenie (kompensata).

Bank może w odpowiedzi na pozew konsumenta złożyć oświadczenie o potrąceniu swojej wierzytelności (np. 300 tys. kapitału) z wierzytelnością konsumenta (np. 200 tys. rat) i wówczas sąd zasądzi tylko różnicę. To rozwiązanie de facto daje efekt salda, ale z inicjatywy banku i pod kontrolą konsumenta (bo konsument może kwestionować zasadność potrącenia, np. podnosząc zarzut przedawnienia roszczenia banku). W praktyce wiele banków nie korzystało dotąd z tej opcji – liczyły na korzystniejszy rozwój wypadków lub nie chciały uiszczać opłaty od pozwu wzajemnego.

Paradoksem jest więc, że banki domagają się „automatycznego salda” od sądu, zamiast po prostu skorzystać z istniejących instytucji prawnych. Być może liczą, że sąd załatwi za nie sprawę, nawet jeśli ich roszczenie jest przedawnione (bo potrącenie przedawnionego długu jest niedopuszczalne). Autorzy mają rację, że docelowo uporządkowanie mechanizmu rozliczeń jest potrzebne – ale wnioski, jakie wyciągają (że remedium to forsowanie salda), są już bardzo dyskusyjne.

Dlaczego to teoria dwóch kondycji wygrywa – argumenty prawne i ekonomiczne

Na koniec warto zebrać kontrargumenty przemawiające za utrzymaniem teorii dwóch kondykcji jako głównego sposobu rozliczeń unieważnionych kredytów frankowych. Analiza powyżej je wyłuszczyła, podpierając się orzecznictwem, ale podsumujmy najważniejsze punkty:

  • Wymóg maksymalnej ochrony konsumenta: Dyrektywa UE 93/13 oraz orzeczenia TSUE (m.in. sprawa Dziubak C-260/18 i kolejne) wskazują jednoznacznie, że skutki stwierdzenia nieważności umowy z powodu klauzul abuzywnych nie mogą zniechęcać konsumenta do dochodzenia swoich praw. Zmuszenie go, by przy unieważnieniu oddał najpierw pełen kapitał, a dopiero potem odzyskał raty, jest klasycznym przykładem efektu zniechęcającego. Teoria dwóch kondykcji eliminuje ten efekt – pozwala konsumentowi od razu odzyskać swoje pieniądze od banku, bez „progu wejścia”. Dzięki temu ryzyko finansowe spoczywa na przedsiębiorcy, a nie na słabszej stronie – tak jak wymaga tego prawo unijne Z kolei teoria salda (stosowana z urzędu przeciw roszczeniu konsumenta) przerzuca na klienta ciężar, by to on de facto kredytował bank (poprzez utratę możliwości odzyskania wszystkiego). To odwrócenie unijnego standardu ochrony.

  • Efekt prewencyjny wobec banków: Jak podkreślił Sąd Najwyższy, model dwukondycyjny „lepiej zabezpiecza interesy konsumenta” i „wywiera pożądany skutek prewencyjny” na przedsiębiorców. Wizja, że bank może stracić część kapitału (np. przez przedawnienie), jest dla sektora bolesna – ale właśnie o to chodzi, by skłonić instytucje do rozwagi przy konstruowaniu umów. TSUE już wcześniej „przyciął” bankowe zakusy, np. w wyroku z września 2022 r. (C-80/21, sprawa BNP Paribas) jasno zakazał żądania przez banki jakiejkolwiek dodatkowej opłaty za korzystanie z kapitału po unieważnieniu umowy. W opinii Rzecznika Generalnego do tej sprawy padły znamienne słowa: „ryzyko utraty części pożyczonego kapitału jest naturalną konsekwencją uznania klauzul za nieuczciwe”. Inaczej mówiąc, to bank musi ponieść pełne konsekwencje własnej nieuczciwości – także finansowe. Teoria salda minimalizuje te konsekwencje (bank i tak dostanie neto swój kapitał), podczas gdy dwie kondykcje pozostawiają pewien element sankcji.

  • Prawo wyboru dla konsumenta: Przy oddzielnych roszczeniach konsument ma więcej opcji – może zadecydować, czy chce potrącić swą należność z roszczeniem banku, czy też woli prowadzić sprawy osobno. Może też próbować ugody na korzystniejszych warunkach, mając w ręku zasądzoną kwotę. Saldo odbiera mu ten wybór – sąd z automatu rozlicza wszystko naraz. Nawet jeśli intencją jest „uczciwe zero”, to odbieranie konsumentowi kontroli nad rozliczeniem stoi w sprzeczności z prokonsumenckim duchem prawa.

  • Odsetki i pełna rekompensata: Model dwóch kondykcji zapewnia, że konsument otrzyma pełną należność wraz z odsetkami ustawowymi za opóźnienie od dnia wymagalności każdego świadczenia. Dzięki temu bank ponosi koszt zatrzymania cudzych pieniędzy. Teoria salda w praktyce często ogranicza lub niweczy prawo konsumenta do odsetek – co oznacza niepełną rekompensatę szkody. TSUE w wyroku C-520/21 (sprawa przeciwko mBank) wyraźnie stwierdził, że konsument powinien móc domagać się od banku wszystkich świadczeń ubocznych jak odsetki, by wyrównać swoją stratę. Ujmując prościej: pełna restytucja = kapitał + odsetki, i to konsumentowi. Saldo redukuje restytucję często do zera dla konsumenta, co trudno uznać za pełne odszkodowanie.

  • Sytuacja ekonomiczna sektora bankowego: Ostatnim argumentem – również natury ekonomicznej – jest to, że brak jest dowodów, by teoria dwóch kondykcji groziła niewypłacalnością banków czy załamaniem systemu. Banki działające w Polsce są objęte nadzorem i wymogami kapitałowymi. W ciągu ostatnich 5 lat wypracowały solidne zyski (rekordowe w niektórych latach) i równolegle zwiększały rezerwy na ryzyko prawne hipotek walutowych. Koszt uwzględnienia roszczeń frankowiczów jest już w dużej mierze wkalkulowany w sytuację sektora – odzwierciedla to choćby niższa dywidenda dla akcjonariuszy, ale nie zachwianie podstaw bezpieczeństwa depozytów. Wymuszanie teorii salda nie służy więc jakiejś wyższej konieczności ratowania banków, tylko ochronie ich zysków kosztem konsumentów. A to nigdy nie było celem ani polskiego prawa, ani prawa unijnego.

Podsumowanie:

Artykuł promujący teorię salda jako cudowne „remedium” należy czytać z ogromną ostrożnością. Został on napisany przez prawników związanych z interesami sektora bankowego i nosi znamiona próby publicznego lobbowania za rozwiązaniem korzystnym głównie dla banków. W analizie wykazaliśmy, że autorzy przedstawili wybiórczy i miejscami wprowadzający w błąd obraz prawa: przemilczeli, iż teoria salda odbiera konsumentom istotne uprawnienia; zasugerowali, że TSUE „podważył” teorię dwóch kondykcji w całości, choć to nieprawda; starali się przekonać, że saldo jest racjonalne i sprawiedliwe, ignorując fakt, że sprawiedliwość w tym przypadku polega na wzmocnieniu pozycji słabszego (konsumenta), a nie arytmetycznym zrównaniu. Prawdą jest, że rozliczenie jedną kwotą wydaje się prostsze – ale prawo to nie tylko rachunkowość, to także wartości. A wartości te, potwierdzone w orzeczeniach TSUE i Sądu Najwyższego, każą chronić konsumenta nawet za cenę pewnych komplikacji dla biznesu bankowego.

Czy prawnicy bankowi celowo wprowadzają w błąd w prasie? Ocena intencji należy do czytelników i być może organów dyscyplinarnych. Faktem jest, że wiele tez z omawianego artykułu rozminęło się z pełnym obrazem stanu prawnego. W interesie opinii publicznej leży, by takie półprawdy prostować. Teoria dwóch kondycji, jakkolwiek mniej „intuicyjna” dla laika, obecnie lepiej służy realizacji zasady sprawiedliwości kontraktowej w sprawach frankowych. Być może ustawodawca kiedyś wprowadzi bardziej precyzyjne przepisy regulujące te rozliczenia, by położyć kres sporowi saldo vs. kondykcje. Na dziś jednak – dopóki obowiązują nas wyroki TSUE i uchwały Sądu Najwyższego – interes konsumentów wymaga, aby bank rozliczył się z nimi w pełnej wysokości i bez stawiania zaporowych warunków. Propozycje, które ten interes uszczuplają, nawet jeśli opakowane w piękne słowa o racjonalności, należy traktować z dużą podejrzliwością.

Udostępnij34Tweet21
Michał Augustynowicz

Michał Augustynowicz

Ekspert finansowy, skupiający się od 5 lat na kredytach frankowych. Ma zdolność do analizy skomplikowanych zagadnień oraz pasje do dzielenia się wiedzą. Autor wielu publikacji stanowiących źródło informacji dla poszkodowanych klientów banków. e-mail: m.augustynowicz@chf24.pl

Rekomendowane dla Ciebie

USTAWA FRANKOWA i Frankowicze w sejmie 17 grudnia! Co dalej z ustawą i losem setek tysięcy rodzin z kredytami?

Napisał Michał Augustynowicz
13 grudnia 2025
USTAWA FRANKOWA i Frankowicze w sejmie 17 grudnia! Co dalej z ustawą i losem setek tysięcy rodzin z kredytami?

Na najbliższą środę 17 grudnia, na godz. 15.00, zaplanowane jest wspólne posiedzenie sejmowych komisji Sprawiedliwości i Praw Człowieka (SPC) oraz Gospodarki i Rozwoju (GOR), które będą rozpatrywały rządowy projekt...

Czytaj więcejDetails

Kredyty z WIBOR-em są wadliwe i nie da się tego już ukryć? Polemika z mecenasem Wojciechem Wandzlem

Napisał Michał Augustynowicz
11 grudnia 2025
Fala reklam „pozwów o WIBOR”. Czy to faktycznie dobry moment na sądową walkę z WIBOR-em?

W świecie finansów, gdzie zaufanie do banków przypomina kruchą szklankę – raz pękniętą, trudno ją skleić – wybuchła nowa burza. Kredyty frankowe nauczyły nas, że pozornie solidne umowy...

Czytaj więcejDetails

Banki już prawie wygrały? Trwa brutalna walka w Sejmie o ustawę frankową, teorię salda i miliardy odsetek dla Frankowiczów

Napisał Michał Augustynowicz
2 grudnia 2025
Kontrowersyjna ustawa frankowa: przyspieszenie kosztem frankowiczów i podważanie zaufania do Państwa?

Trwa batalia o to jaki kształt przyjmie tekst tzw. ustawy frankowej, której projekt utknął w sejmowych komisjach. ZBP wykorzystuje czas i lobbuje w Sejmie za korzystnymi dla banków rozwiązaniami....

Czytaj więcejDetails
Następny post
Kredyt we frankach 2025: Pozostać Frankowiczem czy odzyskać pieniądze? Wybór jest prostszy, niż myślisz.

Teoria salda to cichy plan banków na wielomilionowe oszczędności a nie ratunek dla Frankowiczów i sądów

Spis treści:

  • Prawnicy banków a wprowadzanie w błąd – czy grozi im odpowiedzialność?
  • Powrót „teorii salda” – proste rozwiązanie czy retoryczna pułapka?
    • Intuicyjność i „sprawiedliwość” salda – pozory vs. realia
    • Strachy o „konsekwencje” dwóch kondykcji dla banków
    • Co naprawdę powiedziały TSUE i Sąd Najwyższy?
    • Czy rozliczenie saldem bywa korzystniejsze dla konsumenta?
  • Gdzie autorzy mają rację?
  • Dlaczego to teoria dwóch kondycji wygrywa – argumenty prawne i ekonomiczne
  • Podsumowanie:

Serwis informacyjny o kredytach i sporach z bankami. Wiadomości, analizy i komentarze dotyczące kredytów we frankach i złotówkach. Śledzimy wyroki, zmiany w prawie i oferty ugodowe, aby kredytobiorcy byli na bieżąco. Znajdziesz tu także praktyczne poradniki, relacje kredytobiorców i opinie ekspertów, które pomogą Ci zrozumieć aktualną sytuację i podjąć właściwe decyzje.

MENU

  • • Strona główna
  • • Wiadomości
  • • Wyroki
  • • Poradnik Frankowicza
  • • Felietony
  • • W Sądach
  • • Prawnicy
  • • Ranking kancelarii frankowych
  • • Ranking kancelarii SKD
  • • Kancelarie frankowe
  • • Forum frankowe
  • • Kredyty w złotówkach
  • • Baza wiedzy
  • • Kontakt

WYDAWCA

Michał Augustynowicz

Dolnośląskie Centrum Biznesu

ul. Stanisławowska 47

54-611, Wrocław

E-mail: info@chf24.pl

© 2025 CHF24.PL - Frankowicze, Kancelarie Frankowe, Wiadomości | Redakcja | Mapa portalu | Polityka prywatności | Regulamin strony | Kontakt

Projekt i wykonanie:
Brak wyników
Zobacz wszystkie wyniki
  • Strona Główna
  • Wiadomości
    • Frankowicze
    • Kredyt w PLN
    • Sankcja kredytu darmowego
  • Wyroki
    • Wyroki TSUE
  • Poradnik Frankowicza
  • Felietony
  • Prawnicy
  • W Sądach
  • Forum
  • Ugody
  • Ranking Kancelarii

© 2025 CHF24.PL - Frankowicze, Kancelarie Frankowe, Wiadomości | Redakcja | Mapa portalu | Polityka prywatności | Regulamin strony | Kontakt

Brak wyników
Zobacz wszystkie wyniki
  • Strona Główna
  • Wiadomości
    • Frankowicze
    • Kredyt w PLN
    • Sankcja kredytu darmowego
  • Wyroki
    • Wyroki TSUE
  • Poradnik Frankowicza
  • Felietony
  • Prawnicy
  • W Sądach
  • Forum
  • Ugody
  • Ranking Kancelarii

© 2025 CHF24.PL - Frankowicze, Kancelarie Frankowe, Wiadomości | Redakcja | Mapa portalu | Polityka prywatności | Regulamin strony | Kontakt