Cztery dni po decyzji wiceministra sprawiedliwości i dwa dni po rezygnacji Marcina Kubiczka z funkcji prezesa RZMK Restructuring sędzia Paweł Kłoczko, przewodniczący XVIII Wydziału Gospodarczego Sądu Rejonowego dla m.st. Warszawy, wydał w sprawie upadłości Getin Noble Banku S.A. (sygn. WA1M/GUp/44/2023) zarządzenie, które w praktyce stawia tamę narracji o automatycznej zmianie syndyka. Sąd nie tylko stwierdził, że Marcin Kubiczek nadal pełni funkcję syndyka, ale w wieloakapitowym uzasadnieniu wskazał na potencjalną kolizję decyzji ministra z konstytucyjnym podziałem władz oraz na to, że żadne z dotychczas znanych zarzutów wobec syndyka nie zostało potwierdzone przez sędziego-komisarza ani sąd upadłościowy. To zarządzenie warto przeczytać w całości – ale jeszcze ważniejsze jest zrozumienie, co z niego wynika dla frankowiczów Getinu.
Co dokładnie zrobił sąd
Zarządzenie z 8 maja 2026 r., wydane na posiedzeniu niejawnym, składa się z trzech rozstrzygnięć i obszernego, jak na ten typ rozstrzygnięcia, uzasadnienia. Punkt pierwszy jest najważniejszy:
„Sąd Upadłościowy niniejszym wskazuje i stwierdza, że w ocenie Sądu Upadłościowego (jako sądu właściwego dla zmiany syndyka w niniejszej sprawie) funkcję syndyka w niniejszym postępowaniu upadłościowym aktualnie nadal pełni Marcin Kubiczek, albowiem w sprawie niniejszy Sąd Upadłościowy nadal nie wydał postanowienia z art. 170 ust. 5 p.u., w którym zmieniłby osobę syndyka wyznaczając do tej funkcji inną osobę lub spółkę”.
Punkt drugi określa procedurę: sąd wyda postanowienie o zmianie syndyka dopiero po formalnym wpłynięciu do akt sprawy decyzji ministra (z inicjatywy uprawnionego organu) i po wnikliwej analizie sprawy pod względem faktycznym i prawnym. Punkt trzeci zarządza obwieszczenie tej informacji w systemie Krajowego Rejestru Zadłużonych – co oznacza, że jest to komunikat pełnoprawnie publiczny i adresowany do wszystkich uczestników postępowania, w tym do tysięcy frankowiczów, którzy zgłosili wierzytelności.

Trzy instytucje, jeden skutek prawny – wykładnia sądu
Najmocniejszą częścią zarządzenia – i tą, która prawdopodobnie najbardziej zainteresuje praktyków – jest analiza prawna dotycząca tego, kiedy syndyk faktycznie traci swoją funkcję. Sędzia Kłoczko punktuje, że ustawa rozróżnia trzy odrębne instytucje:
- Stwierdzenie wygaśnięcia funkcji syndyka (art. 170 ust. 4 p.u.) – orzeczenie deklaratoryjne, dotyczące śmierci syndyka lub utraty pełnej zdolności do czynności prawnych.
- Zmianę syndyka (art. 170 ust. 3 i 5 p.u.) – orzeczenie o charakterze konstytutywnym, dotyczące m.in. zawieszenia praw z licencji.
- Odwołanie syndyka (art. 170 ust. 1-2 p.u.) – w przypadku rażących uchybień w wykonywaniu obowiązków.
Sąd wyciąga z tego rozróżnienia wniosek dla wielu czytelników kontrintuicyjny, ale prawniczo elegancki: zawieszenie licencji nie powoduje wygaśnięcia funkcji syndyka z mocy prawa. Gdyby ustawodawca chciał taki skutek, zrobiłby to tak samo, jak w przypadku utraty zdolności do czynności prawnych. Tymczasem zawieszenie licencji uregulowano w innej jednostce redakcyjnej i powiązano z koniecznością wydania konstytutywnego postanowienia sądu o zmianie syndyka. Innymi słowy – do chwili wydania takiego postanowienia, syndyk pełni swoją funkcję w pełnym zakresie. Sąd zauważa też, że tak samo działa ust. 3 art. 170 (zmiana syndyka na jego wniosek lub na podstawie uchwały rady wierzycieli) – nikt nie twierdzi, że samo złożenie wniosku przez syndyka pozbawia go funkcji. Zawieszenie licencji jest tu traktowane jednolicie z innymi przesłankami zmiany.
To wykładnia, która w środowisku prawniczym była dotąd raczej zakładana niż wyartykułowana w tak precyzyjnym dokumencie. Po 8 maja staje się natomiast pisemnie udokumentowanym stanowiskiem sądu rozpoznającego najgłośniejszą polską upadłość bankową ostatnich lat.
Cień nad podziałem władz
Najmocniejsze zdanie zarządzenia – i takie, którego nie da się przeczytać obojętnie – brzmi tak:
„(…) sugerowane przesłanki zawieszenia licencji konkretnego syndyka (Marcin Kubiczek), mogą rodzić hipotetyczne wątpliwości w zakresie regulacji art. 20b ust. 1 ustawy o licencji syndyka, w myśl którego »Nadzór nad działalnością osób posiadających licencję doradcy restrukturyzacyjnego sprawuje Minister Sprawiedliwości. Nadzór nie może wkraczać w ocenę zasadności czynności wykonanych bezpośrednio na polecenie, za zezwoleniem lub zgodą sądu albo sędziego-komisarza«, jak i wątpliwości w zakresie hipotetycznej kolizji tego przepisu (…) z instytucją i skutkami ujętymi w art. 20 ust. 2 pkt 2) ustawy o licencji doradcy restrukturyzacyjnego (…), który to może hipotetycznie ingerować w trójpodział władzy i stanowić narzędzie do ingerencji organu władzy wykonawczej w zakres kognicji sądu powszechnego”.
W praktyce sąd mówi tu coś bardzo poważnego. Nadzór ministra sprawiedliwości nie może oceniać czynności wykonywanych przez syndyka za zgodą lub na polecenie sądu lub sędziego-komisarza – to zapisana w ustawie linia podziału między władzą wykonawczą a sądowniczą. Tymczasem znaczna część zarzutów MS wobec Marcina Kubiczka dotyczy sposobu prowadzenia postępowań sądowych przeciwko frankowiczom oraz wydatków zatwierdzanych w tym samym postępowaniu upadłościowym, które nadzoruje sąd. Sąd nie przesądza, że doszło do naruszenia trójpodziału władzy. Wskazuje natomiast – i robi to celowo, w trybie publicznym, w aktach – że taka kolizja jest hipotetycznie możliwa i wymaga rozważenia.
To nie jest komentarz polityczny. To jest sygnał konstytucyjny. I padł z poziomu sądu rejonowego rozpoznającego sprawę bezpośrednio dotkniętą decyzją ministra.
Sąd nie zaprzecza zarzutom MS – ale podkreśla, że ich nie potwierdził
Trzeba jasno powiedzieć, że sąd nie wybiela syndyka i nie zaprzecza, że istnieją zarzuty wobec jego działań. Sędzia Kłoczko wyraźnie pisze, że nie przesądza ani zasadności ani bezzasadności oceny działań i wydatków obecnego syndyka, że czynności w tym zakresie są nadal w toku, a wynik sprawy nie jest znany. To uczciwa obserwacja.
Dwa zdania dalej pojawia się jednak fragment, który dla osób śledzących to postępowanie ma duże znaczenie:
„(…) szereg tych okoliczności albo został już zbadany przez sędziego-komisarza lub Sąd Upadłościowy w toku niniejszej sprawy albo nadal jest na etapie oceny i badania – jak w zakresie objętym zarzutami do wydatków i sprawozdań syndyka. W tym zakresie ani sędzia-komisarz ani Sąd Upadłościowy nadal nie stwierdził (co nie wyklucza oczywiście takiej decyzji w przyszłości), aby doszło do naruszeń tego rodzaju, aby uzasadniały one zastosowanie wobec syndyka środków dyscyplinujących lub wszczęcie postępowania o odwołanie syndyka (art. 170 ust. 1-2 p.u.)”.
W tłumaczeniu na język nieprawniczy: zarzuty, które MS określa jako podstawę zawieszenia licencji, sąd upadłościowy w znacznej części już badał – i nie znalazł podstaw, by syndyka odwołać. To nie jest dowód, że zarzuty MS są bezzasadne. Ale to jest dowód, że jeden organ (sąd, który ma faktyczny wgląd w akta) doszedł do innych wniosków niż drugi (minister, oceniający z poziomu nadzoru administracyjnego). Konflikt ocen nie wziął się z niczego.
Procedura, którą sąd właśnie wytyczył
Zarządzenie zawiera coś jeszcze – a właściwie zarysowuje program postępowania, którego nikt wcześniej nie zapowiadał. Sąd wskazuje, że przed wydaniem postanowienia o zmianie syndyka rozważy:
- przeprowadzenie posiedzenia jawnego lub rozprawy (na podstawie art. 148 § 2 k.p.c. w zw. z art. 229 ust. 1 p.u.),
- wysłuchanie Rady Wierzycieli, która zgodnie z art. 207a p.u. ma prawo do podjęcia uchwały w przedmiocie zmiany syndyka,
- zaciągnięcie opinii, o której mowa w art. 427 ust. 1 p.u. (przepis stosowany w upadłościach banków i SKOK-ów, wymagający szczególnych wymogów co do wyboru syndyka),
- wnikliwą analizę osoby lub spółki, która mogłaby pełnić funkcję nowego syndyka „bez istotnego ryzyka powielania zarzutów kierowanych wobec aktualnego syndyka”.
To ostatnie sformułowanie zasługuje na osobne podkreślenie. Sąd wprost zaznacza, że nowy syndyk – kimkolwiek będzie – nie powinien działać w sposób, który powieli problemy aktualnego. Innymi słowy: sąd już teraz, jeszcze przed jakąkolwiek decyzją, wpisuje w procedurę wymóg zmiany praktyki procesowej. To zwycięstwo argumentu frankowiczów, niezależnie od tego, kto formalnie zostanie syndykiem.
Co to oznacza praktycznie dla frankowicza Getinu
Po pierwsze: w postępowaniu sądowym nic się formalnie nie zmieniło. Kubiczek pozostaje syndykiem do czasu wydania postanowienia z art. 170 ust. 5 p.u. Wszystkie zgłoszone wierzytelności pozostają zgłoszone, dokonane potrącenia – skuteczne, listy wierzytelności – aktualne. Postępowania toczą się dalej.
Po drugie: tempo zmiany syndyka będzie zupełnie inne, niż mogło się wydawać po komunikacie MS. Sąd wprost zapowiedział, że nie zamierza działać „z nadmiernym i nieuzasadnionym pośpiechem” – co w języku sądowym oznacza, że termin liczy się raczej w tygodniach lub miesiącach niż w dniach. Postanowienie ma być poprzedzone analizą, ewentualnym posiedzeniem jawnym i konsultacjami.
Po trzecie i być może najważniejsze: zarządzenie sędziego Kłoczko jest jednym z najsilniejszych dotychczas sygnałów, że strategia masowego pozywania frankowiczów po prawomocnym unieważnieniu umowy nie wróci. Sąd otwarcie zapisał w aktach, że nowy syndyk – jeśli zostanie wyznaczony – ma działać „bez ryzyka powielania zarzutów”. To wymóg, który de facto wpisuje się w treść każdego przyszłego postanowienia o powołaniu nowego syndyka. Frankowicze powinni potraktować to jako mocniejszą gwarancję niż dotychczasowe zarządzenia sędziego-komisarza.
Wniosek: drugi akt zaczął się 8 maja
W ciągu jednego tygodnia sprawa Marcina Kubiczka przeszła trzy fazy. 4 maja minister sprawiedliwości zawiesił mu licencję. 6 maja Kubiczek zrezygnował z funkcji prezesa zarządu RZMK Restructuring, a spółka usunęła z firmy jego inicjały. 8 maja Sąd Rejonowy dla m.st. Warszawy stwierdził, że – mimo wszystkiego powyższego – Kubiczek nadal pełni funkcję syndyka Getin Noble Banku, a procedura zmiany odbędzie się w trybie wnikliwej analizy, z możliwością posiedzenia jawnego, wysłuchania Rady Wierzycieli i ze zwróceniem uwagi na potencjalną kolizję z trójpodziałem władz.
Po stronie frankowiczów pojawia się więc paradoksalna, ale komfortowa sytuacja. Z jednej strony – Ministerstwo Sprawiedliwości oficjalnie odnotowało jako problem strategię procesową syndyka wobec frankowiczów. Z drugiej – sąd upadłościowy nie chce zmieniać syndyka pochopnie, co dla niczyjej sprawy nic nie zmienia na gorsze, bo sędzia-komisarz już wcześniej zarządził modyfikację praktyki. A z trzeciej strony – w aktach najgłośniejszej polskiej upadłości pojawił się publiczny zapis o tym, że niezależnie od tego, kto będzie syndykiem, ma działać inaczej niż dotąd.
Najbliższe tygodnie pokażą, jak Ministerstwo Sprawiedliwości zareaguje na zarządzenie sądu. Ścieżka zwykłej skargi konstytucyjnej tutaj nie wchodzi w grę, ale uwagi sądu o art. 20b ust. 1 ustawy o licencji doradcy restrukturyzacyjnego mogą okazać się punktem wyjścia szerszej dyskusji o granicach nadzoru administracyjnego nad zawodami zaufania publicznego pełniącymi funkcję organu w postępowaniach sądowych. To dyskusja, którą polski system upadłościowy odkłada od lat. 8 maja 2026 r. trafiła na biurko praktyków.
Link do pełnej treści: WA1M_GUp_44_2023_6321
Źródło i zastrzeżenia
Zarządzenie Sądu Rejonowego dla m.st. Warszawy w Warszawie, XVIII Wydział Gospodarczy, sygn. akt WA1M/GUp/44/2023, z 8 maja 2026 r., wydane przez sędziego Pawła Kłoczko w postępowaniu upadłościowym Getin Noble Bank S.A. w upadłości. Cytaty pochodzą z treści zarządzenia, które zostało obwieszczone w systemie Krajowego Rejestru Zadłużonych. Zgodnie z art. 4 pkt 1 ustawy z 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych orzeczenia i zarządzenia organów państwowych nie stanowią przedmiotu prawa autorskiego.
Zarządzenie sądu nie przesądza o ostatecznym wyniku postępowania administracyjnego prowadzonego przez Ministra Sprawiedliwości w przedmiocie cofnięcia licencji nr 244, ani o tym, czy w sprawie ostatecznie dojdzie do zmiany syndyka. Decyzja MS o zawieszeniu praw z licencji jest nieprawomocna i podlega kontroli wojewódzkiego sądu administracyjnego.





