Wyobraźmy sobie chirurga, który przed operacją mówi pacjentowi: „Nie jestem pewien, czy ta procedura zadziała, ale spróbujmy – może na jakiś czas wystarczy.” Absurd? Dokładnie taką deklarację złożył publicznie jeden z prezesów polskich banków, opisując zdolność własnego departamentu prawnego do konstruowania umów kredytowych odpornych na przyszłe kwestionowanie. To nie żart i nie wyrwane z kontekstu zdanie – to fragment debaty na Forum Bankowym 2026, najbardziej prestiżowej konferencji sektora finansowego w Polsce. I to właśnie ta szczerość – być może mimowolna – najlepiej ilustruje skalę kryzysu, w jakim znalazły się polskie banki po wyroku Trybunału Sprawiedliwości UE w sprawie C-471/24.
Forum Bankowe 2026: za kulisami debaty prezesów o przyszłości kredytów hipotecznych
Pod koniec lutego warszawski Hilton zgromadził elitę polskiej bankowości. W debacie kończącej dwudniową konferencję uczestniczyli prezesi ośmiu największych instytucji – od Szymona Midery (PKO BP) i Cezarego Stypułkowskiego (Pekao S.A.), przez Przemysława Gdańskiego (BNP Paribas) i Piotra Żabskiego (Alior Bank), po szefów Millennium, Citi Handlowy, Santander i Velo Banku. Moderatorem był Tadeusz Białek, prezes Związku Banków Polskich.
Oficjalnie atmosfera panowała koleżeńska. Padały żarty, dominowały dobre humory. Ale pod tą fasadą kryła się prawdziwa nerwowość sektora, który właśnie stracił jeden z ostatnich argumentów obronnych. Kilkanaście dni wcześniej TSUE orzekł, że krajowe sądy mogą badać klauzule zmiennego oprocentowania powiązane z WIBORem pod kątem ich abuzywności. Dla bankowców oznacza to jedno: otwarcie sądowych drzwi, za którymi czekają miliony kredytobiorców z umowami na zmienną stopę.
Zyski topnieją, ryzyko prawne rośnie – co naprawdę trapi bankowców?
Rok 2025 polski sektor bankowy zamknął z rekordowym wynikiem netto przekraczającym 48,7 mld zł – o ponad 21% więcej niż rok wcześniej. Jednak prezesi prognozują, że 2026 rok przyniesie istotny spadek, do poziomu około 30 mld zł. Przyczyny są dwie: oczekiwane obniżki stóp procentowych oraz podwyższony podatek CIT. To wciąż astronomiczna kwota, ale kierunek trendu jest jednoznaczny – złota era bezprecedensowych zysków na kredytach złotówkowych dobiega końca.
Co ciekawe, na horyzoncie pojawił się jeszcze jeden problem, którego bankowcy nie mogli przewidzieć: konkurencja zagraniczna. Prezesi otwarcie mówili o scenariuszu, w którym największe inwestycje infrastrukturalne finansują zagraniczne instytucje nieobciążone polskim podatkiem bankowym. Jak ujął to Stypułkowski – finansowanie z zewnątrz będzie po prostu tańsze. Paradoks polega na tym, że sektor, który przez lata korzystał z uprzywilejowanej pozycji na krajowym rynku, teraz boi się, że ta pozycja zostanie podważona jednocześnie z dwóch stron: przez sądy i przez zagraniczną konkurencję.
Uwaga: Prognozowany spadek zysków sektora o blisko 40% w 2026 roku to dopiero początek. Jeśli fala pozwów o WIBOR nabierze tempa porównywalnego ze sporami frankowymi, banki będą zmuszone tworzyć wielomiliardowe rezerwy na ryzyka prawne, co jeszcze bardziej obciąży ich wyniki finansowe.
Modelowa umowa kredytowa – ratunek czy zasłona dymna?
Centralnym tematem debaty był opracowywany przez blisko dwa lata w ramach Europejskiego Kongresu Finansowego wzorzec umowy kredytu hipotecznego. Tadeusz Białek wyraźnie dążył do tego, by wzorzec ten zyskał rangę oficjalnego dokumentu – najlepiej jako załącznik do rozporządzenia, co dałoby mu formalne rządowe poparcie.
Tyle że politycy wyraźnie nie kwapią się do firmowania tego dokumentu swoim autorytetem. Analogiczny projekt przygotował UOKiK, a jego prezes od miesięcy bezskutecznie zabiega o uwagę rządzących. Wszystko wskazuje na to, że decydenci polityczni wolą, aby sektor bankowy sam wziął odpowiedzialność za kształt swoich umów – być może dlatego, że nikt nie chce się podpisywać pod rozwiązaniem, które za kilka lat może okazać się kolejną tykającą bombą prawną.
Co istotne, eksperci prawni reprezentujący stronę konsumencką oceniają modelowy wzorzec bardzo krytycznie. Prawnicy specjalizujący się w kwestionowaniu umów bankowych nie byli zaproszeni do prac nad dokumentem – współpracowano z Rzecznikiem Finansowym i UOKiK, ale konsekwentnie pomijano środowiska, które najlepiej znają słabe punkty bankowych kontraktów. Trudno oprzeć się wrażeniu, że celem nie jest stworzenie naprawdę przejrzystej umowy, lecz jedynie budowa pozorów staranności, które można będzie potem wykorzystać w sądzie jako argument obronny.
Stała stopa na 10 lat – dlaczego akurat teraz?
Prezes PKO BP Szymon Midera skierował dyskusję na tory, które odsłaniają prawdziwą strategię sektora. Zaapelował o wydłużenie okresu obowiązywania stałej stopy procentowej z obecnych pięciu do ośmiu, a nawet dziesięciu lat. Postulował też, by stała stopa stała się standardem przy pierwszym kredycie hipotecznym. Zaproponował wręcz stworzenie regulacji wzorowanej na dyrektywie MiFID, która nakładałaby na banki szczegółowe obowiązki informacyjne dotyczące ryzyka zmiennego oprocentowania.
Na pierwszy rzut oka brzmi to prokonsumencko. Ale wystarczy spojrzeć na kontekst makroekonomiczny, by dostrzec prawdziwy mechanizm tego postulatu. Polska stoi przed kolejnymi obniżkami stóp procentowych – rynki oczekują co najmniej dwóch cięć jeszcze w 2026 roku. Zamrożenie oprocentowania na poziomie zbliżonym do obecnego na dekadę oznacza dla banków gwarancję utrzymania marży nawet wtedy, gdy stopy spadną znacząco niżej. Jednocześnie – co kluczowe – kredytobiorca na stałej stopie nie ma powodu kwestionować klauzuli oprocentowania, bo nie odczuwa ryzyka jego zmiany.
Dla konsumentów: Stała stopa procentowa daje realną ochronę przed skokami rat. Jednak decyzję o wyborze między stopą stałą a zmienną warto podejmować świadomie, biorąc pod uwagę prognozy makroekonomiczne. Jeśli stopy będą spadać, stała stopa może oznaczać wyższy koszt kredytu niż wariant zmienny.
Dlaczego więc sektor nie promował stałej stopy w 2020 czy 2021 roku, gdy WIBOR był rekordowo niski i Polska stała przed cyklem podwyżek? Odpowiedź jest prosta: wtedy zmienna stopa przynosiła bankom ogromne zyski z tytułu rosnących rat. Teraz, gdy stopy spadają, a na horyzoncie rysuje się fala pozwów, stała stopa nagle staje się „priorytetem dla dobra klienta.” Prezes BNP Paribas Przemysław Gdański trzeźwo zauważył, że w Europie nie ma jednomyślności co do wyższości stałej stopy – w krajach południowoeuropejskich preferowana jest stopa zmienna. To wskazuje, że postulat nie wynika z obiektywnej przewagi jednego modelu nad drugim, lecz z konkretnej kalkulacji ryzyka prawnego.
„W Polsce nie ma warunków do udzielania kredytu hipotecznego” – co naprawdę miał na myśli prezes Pekao?
Najbardziej zaskakujące słowa padły z ust Cezarego Stypułkowskiego. Prezes Pekao S.A. stwierdził wprost, że w Polsce brakuje warunków do udzielania kredytów hipotecznych, wskazując na deficyt infrastruktury prawnej. Dodał, że przez ostatnie 20 lat banki nie zarobiły na hipotekach „żadnych pieniędzy”, choć powszechnie uważa się, że generują one ogromne zyski.
To stwierdzenie wymaga kontekstu. Sektor bankowy zanotował w 2025 roku rekordowy zysk netto, z czego znacząca część pochodziła właśnie z kredytów hipotecznych na zmiennej stopie. Twierdzenie o braku zarobku na hipotekach jest więc co najmniej dyskusyjne. Ale jeśli odczytamy słowa Stypułkowskiego inaczej – jako przyznanie, że istniejący model biznesowy kredytów hipotecznych jest prawnie niezrównoważony – nagle nabierają one zupełnie innego znaczenia. Prezes jednego z największych banków w Polsce de facto mówi: nie potrafimy już bezpiecznie oferować produktu, który przez dekady był kołem zamachowym naszych zysków.
Stypułkowski przywołał też działalność Fundacji Kredytu Hipotecznego, która w latach 2006–2007 wydawała informatory o ryzykach kredytowych. Użył tego jako dowodu na to, że banki zawsze informowały klientów o zagrożeniach. Trudno jednak traktować kilkudziesięciostronicowe broszury fundacji założonej przez Ministra Finansów jako wystarczające wypełnienie obowiązków informacyjnych przez komercyjne banki – szczególnie w czasach, gdy doradcy na oddziałach aktywnie przekonywali klientów do produktów walutowych i zmiennoprocentowych jako „bezpiecznych i tanich.”
Przyznanie prezesa Alior Banku: „Nasze departamenty prawne nie gwarantują bezpieczeństwa umów”
Piotr Żabski, szef Alior Banku, posunął się jeszcze dalej. Określił sytuację, w której można wstecznie kwestionować i rozliczać zawarte umowy, mianem „dzikiego zachodu.” Ale to nie ta metafora jest najistotniejsza. Żabski ujawnił, że gdy pyta swój departament prawny, czy nowo konstruowane zapisy umowne są bezpieczne, otrzymuje odpowiedź, z której wynika, że może będą wystarczające na jakiś czas – do momentu, gdy ktoś je ponownie zakwestionuje.
To niezwykłe wyznanie. Prezes dużego banku publicznie potwierdza, że instytucja, której klienci powierzają zobowiązania na 20–30 lat, nie jest w stanie zagwarantować trwałości prawnej swoich własnych kontraktów. Rodzi się pytanie: jeśli banki wiedzą, że ich umowy mogą być wadliwe, to czy oferując je klientom, działają w dobrej wierze?
Kluczowe pytanie prawne: Wyrok TSUE w sprawie C-471/24 otworzył sądom krajowym możliwość badania klauzul zmiennego oprocentowania pod kątem abuzywności. Trybunał wskazał jednak, że sam wskaźnik WIBOR i jego metodologia nie powinny być przedmiotem kontroli sądowej – przynajmniej w umowach zawartych po wejściu w życie rozporządzenia BMR. Umowy starsze, sprzed 2018 roku, to zupełnie inna historia i ich status prawny pozostaje otwarty.
Dlaczego banki nie rozmawiają z tymi, którzy naprawdę znają słabości umów?
W pracach nad modelową umową sektor bankowy chętnie współpracował z instytucjami publicznymi – Rzecznikiem Finansowym czy UOKiK. Stroniił natomiast od środowisk prawników konsumenckich, którzy od lat specjalizują się w wyszukiwaniu luk i wadliwych klauzul w kontraktach bankowych. To tak, jakby producent zamków do drzwi testował swoje produkty wyłącznie z własnymi inżynierami, odmawiając zaproszenia do testów specjalistom od włamań.
Być może przyczyna jest prozaiczna: gdyby prawnicy prokonsumenccy zasiedli przy jednym stole z twórcami modelowej umowy, efektem byłby kontrakt naprawdę przejrzysty i zrozumiały dla klienta. A w pełni świadomy klient to klient, który zadaje niewygodne pytania – i który w wielu przypadkach mógłby po prostu zrezygnować z kredytu, rozumiejąc skalę ryzyka, jakie na siebie bierze.
WIBOR a konflikt interesów: strukturalny problem, którego nie rozwiąże żaden wzorzec umowy
Debata na Forum Bankowym odsłania problem znacznie głębszy niż kwestia formularzy i wzorców. WIBOR pozostaje wskaźnikiem, w którego ustalaniu uczestniczą te same banki, które czerpią zyski z produktów na nim opartych. Ta podwójna rola – jednoczesne kształtowanie wskaźnika i zarabianie na nim – stanowi strukturalny konflikt interesów, którego nie zneutralizuje żaden wzorzec umowy ani żadna rekomendacja regulatora.
Dokumenty publiczne potwierdzają, że problem nie jest teoretyczny. Sprawozdanie KNF z 2011 roku wskazywało na nieprawidłowości w procesie ustalania stawek. NIK w 2015 roku alarmował, że brak nadzoru stwarza ryzyko manipulacji WIBORem. A pismo NIK z 2024 roku wprost stwierdziło, że cztery banki zawyżały kwotowania ponad poziom uzasadniony zmiennością rynku. Te ustalenia – pochodzące od polskich instytucji kontrolnych, nie od aktywistów czy pełnomocników kredytobiorców – budują solidny fundament pod przyszłe powództwa.
Co dalej? Pozwy o WIBOR dopiero się rozkręcają
Sektor po wyroku TSUE z 12 lutego 2026 roku próbował odtrąbić sukces – w mediach pojawiły się interpretacje sugerujące, że Trybunał przypieczętował legalność WIBORu. Tymczasem uważna lektura orzeczenia prowadzi do odmiennych wniosków. TSUE nie stwierdził, że banki wywiązywały się z obowiązków informacyjnych. Nie stwierdził też, że klauzule zmiennego oprocentowania nie mogą być abuzywne. Otworzył natomiast drogę do ich sądowej kontroli, wskazując jednocześnie na obowiązki wynikające z dyrektywy 2014/17/UE – w tym wymóg przedstawienia konsumentowi symulacji zmiany oprocentowania opartej na danych z ostatnich 20 lat.
Prawnicy reprezentujący konsumentów już teraz wskazują, że banki w wielu przypadkach nie wywiązywały się z tych obowiązków. Szczególnie zagrożone są umowy sprzed 2018 roku – zawierane w okresie, gdy WIBOR nie podlegał jeszcze regulacjom rozporządzenia BMR, a KNF nie wydał GPW Benchmark zezwolenia na pełnienie funkcji administratora wskaźnika (co nastąpiło dopiero w grudniu 2020 roku). W przypadku umów sięgających lat 2006–2013 obowiązki informacyjne realizowane były w sposób szczątkowy, a klienci podpisywali kontrakty, których ekonomicznych konsekwencji nie mogli realnie oszacować.
Ryzyko dla banków: Jeśli sądy krajowe zaczną masowo uwzględniać powództwa dotyczące klauzul WIBORowych – zwłaszcza w umowach sprzed wejścia w życie BMR – konsekwencje finansowe dla sektora mogą być porównywalne ze skutkami sporów frankowych. Banki będą zmuszone tworzyć rezerwy na ryzyka prawne, co dodatkowo obniży ich wyniki i może wpłynąć na stabilność całego systemu finansowego.
Wnioski: sektor w pułapce własnego sukcesu
Forum Bankowe 2026 odsłoniło obraz sektora, który jest w pełni świadomy nadciągającego zagrożenia – i jednocześnie niezdolnego do systemowej zmiany. Bankowcy wiedzą, że ich umowy są prawnie podatne na kwestionowanie. Wiedzą, że departamenty prawne nie gwarantują trwałości nowych zapisów. Wiedzą, że model biznesowy oparty na zmiennym oprocentowaniu i nieprzejrzystych klauzulach jest nie do utrzymania w świetle orzecznictwa unijnego. A mimo to ich odpowiedzią nie jest fundamentalna reforma relacji z klientem, lecz próba przerzucenia odpowiedzialności na regulatorów i zamrożenia status quo za pomocą stałej stopy.
Prezes Alior Banku nazwał polską rzeczywistość bankową „dzikim zachodem.” Trudno się z tą oceną nie zgodzić – z zastrzeżeniem, że role w tym westernie mogą być rozdzielone inaczej, niż życzyliby sobie tego prezesi. Gorączka złota trwała przez lata, napędzana ogromnymi marżami na kredytach złotówkowych. Kontrola prawna nad WIBORem przez dekady praktycznie nie istniała. A teraz, gdy sądy zyskały narzędzia do weryfikacji klauzul, sektor zamiast naprawić fundamenty – szuka sposobu, by przetrwać jeszcze jeden cykl bez zasadniczych zmian.
Dla kilku milionów Polaków spłacających kredyty hipoteczne w złotówkach debata ta ma wymiar bardzo praktyczny. Wyrok TSUE w sprawie C-471/24 nie zamknął tematu WIBORu – przeciwnie, otworzył go na oścież. Kolejne orzeczenia – zarówno krajowe, jak i unijne (przed TSUE czekają sprawy C-586/25, C-630/25 i C-607/25) – będą kształtować nową rzeczywistość prawną. A sektor bankowy, który przez dekady budował zyski na nieprzejrzystości, po raz pierwszy musi zmierzyć się z konsekwencjami tego modelu. Pytanie nie brzmi już „czy” fala pozwów o WIBOR nadejdzie. Pytanie brzmi: jak duża będzie i czy banki zdążą się na nią przygotować.
Artykuł ma charakter informacyjno-analityczny i nie stanowi porady prawnej. Osoby rozważające podjęcie kroków prawnych w związku z umową kredytu hipotecznego powinny skonsultować się z radcą prawnym lub adwokatem specjalizującym się w prawie bankowym i ochronie konsumentów.






