Frankowy bank miał roszczenie o zwrot kapitału — i jeden problem: spóźnił się z pozwem. Jego ostatnim argumentem był art. 117(1) Kodeksu cywilnego, przepis, który pozwala sądowi w wyjątkowych sytuacjach zignorować przedawnienie i mimo wszystko zasądzić zwrot pieniędzy. Sąd Najwyższy właśnie pokazał, jak wąska jest ta furtka. W postanowieniu z 9 lipca 2026 r. (I CSK 735/26) postawił prostą tezę: na słuszność nie może powoływać się ten, kto sam nie działał uczciwie. A bank, który stosował klauzule abuzywne, w ocenie Sądu uczciwości w obrocie wykazać nie może.
|
W skrócie
Sąd Najwyższy odmówił przyjęcia skargi kasacyjnej banku, którego roszczenie o zwrot kapitału zostało uznane za przedawnione. Bank chciał, by sąd — ze względów słuszności (art. 117(1) k.c.) — pominął upływ terminu. SN uznał, że to wyjątek stosowany wąsko, wymagający uczciwości podmiotu, który się na niego powołuje. Bank stosujący niedozwolone klauzule tej przesłanki nie spełnia. Orzeczenie domyka obraz zarysowany wcześniej przez TSUE: zegar przedawnienia rusza od zakwestionowania umowy przez konsumenta, a słusznościowa furtka nie jest dla banków regułą.
|
Bank złożył skargę kasacyjną i przegrał na starcie
Postanowienie I CSK 735/26 zapadło 9 lipca 2026 r. na posiedzeniu niejawnym; sprawę rozpoznawał jednoosobowo sędzia SN Tomasz Szanciło. Sąd Najwyższy odmówił przyjęcia skargi kasacyjnej banku do rozpoznania i zasądził od niego na rzecz kredytobiorczyni 2700 zł kosztów postępowania.
Wyjaśnijmy prostym językiem, co to znaczy. Skarga kasacyjna nie jest zwykłą, trzecią instancją — zanim SN w ogóle zajmie się nią merytorycznie, przechodzi ona przez tzw. przedsąd. Sąd bada tylko, czy w sprawie występuje istotne zagadnienie prawne albo inna z ustawowych przesłanek. Jeśli nie — skargi się nie przyjmuje, a zaskarżony wyrok pozostaje w mocy. Tu bank odbił się właśnie od tej bariery. Formalnie to więc nie uchwała ani precedensowy wyrok, lecz postanowienie odmowne — ale z obszernym uzasadnieniem, które odsłania sposób myślenia Sądu.
Tło sprawy to klasyka frankowego sporu, tyle że rozgrywanego już nie o nieważność umowy, lecz o pieniądze i terminy. Chodziło o umowę kredytu konsolidacyjnego z listopada 2006 r. z klauzulami indeksacyjnymi. Kredytobiorczyni już w 2016 r. zakwestionowała te postanowienia i wezwała bank do rozliczenia. Bank reklamację odrzucił, a gdy wiele lat później sam wystąpił o zwrot kapitału, sądy uznały jego roszczenie za przedawnione. Skargę kasacyjną złożył od niekorzystnego dla siebie wyroku Sądu Okręgowego w Świdnicy z 30 czerwca 2025 r.
Kalendarium: jak bankowi uciekł czas
| Data | Co się wydarzyło |
| 6 listopada 2006 | Bank zawiera z konsumentką umowę kredytu konsolidacyjnego z klauzulami indeksacyjnymi |
| 15 sierpnia 2016 | Kredytobiorczyni składa reklamację: kwestionuje klauzule indeksacyjne i wzywa do rozliczenia wzajemnych świadczeń |
| 20 sierpnia 2016 | Dzień po doręczeniu pisma bankowi rusza 3-letni bieg przedawnienia jego roszczenia o zwrot kapitału (art. 118 k.c.) |
| 9 września 2016 | Bank uznaje reklamację za bezzasadną |
| ok. 20 sierpnia 2019 | Upływa 3-letni termin przedawnienia roszczenia banku |
| po terminie | Bank i tak pozywa konsumentkę o zapłatę — sądy uznają roszczenie za przedawnione |
| 30 czerwca 2025 | Sąd Okręgowy w Świdnicy (II instancja) rozstrzyga na niekorzyść banku (II Ca 204/25) |
| 9 lipca 2026 | Sąd Najwyższy odmawia przyjęcia skargi kasacyjnej banku (I CSK 735/26) |
Dwa pytania banku — i dlaczego oba upadły
Aby przekonać SN do przyjęcia skargi, bank sformułował dwa „istotne zagadnienia prawne”. Oba miały jeden cel: uratować przedawnione roszczenie o kapitał.
W pierwszym pytał, czy art. 117(1) k.c. pozwala pominąć przedawnienie, skoro bank — jak twierdził — po utrwaleniu się orzecznictwa dołożył należytej staranności, by przerwać bieg terminu. W drugim próbował podważyć sam moment startu zegara: dowodził, że „zakwestionowanie związania postanowieniami umowy” z głośnej uchwały III CZP 25/22 wymaga powołania się na nieważność całej umowy, a nie tylko pojedynczej klauzuli.
Sąd Najwyższy odpowiedział, że żadne z tych pytań nie jest istotnym zagadnieniem prawnym — to jedynie polemika z oceną sądu w tej konkretnej sprawie, a nie problem o charakterze ogólnym. Ale przy okazji wyłożył swoje stanowisko merytorycznie. I to ono jest tu najciekawsze.
Kiedy rusza zegar? Wystarczy zakwestionować klauzulę
SN potwierdził, że to, czy doszło do „zakwestionowania”, ocenia się indywidualnie — sąd bada treść oświadczenia konsumenta. W tej sprawie pismo z sierpnia 2016 r. było jednoznaczne: kredytobiorczyni wprost podważyła związanie sporną umową. Bank, odbierając je, musiał znać jej intencję. Bieg przedawnienia ruszył więc dzień po doręczeniu, a termin wynosił 3 lata (art. 118 k.c.).
Co istotne, Sąd powołał się tu wprost na wyrok TSUE z 2 lipca 2026 r. w sprawie C-261/25 — ten sam, który wcześniej opisywaliśmy na chf24.pl. Trybunał przesądził, że termin przedawnienia roszczenia banku o zwrot kapitału biegnie od momentu zakwestionowania umowy przez konsumenta. Polski Sąd Najwyższy zastosował dokładnie tę wykładnię. Wniosek dla banków jest jasny: nie da się przesunąć „punktu zero” na później, argumentując, że klient nie zakwestionował „całej” umowy. Reklamacja podważająca klauzule w zupełności wystarcza.
Sedno: art. 117(1) k.c. to wąski wyjątek, nie nagroda za własne błędy
By zrozumieć, o co toczyła się gra, trzeba rozdzielić dwa przepisy. Co do zasady przedawnione roszczenie przeciwko konsumentowi w ogóle nie może być dochodzone — sąd uwzględnia przedawnienie z urzędu, na korzyść klienta (art. 117 § 2(1) k.c.). Jedyną furtką dla wierzyciela jest art. 117(1) k.c.: w wyjątkowych przypadkach, po rozważeniu interesów stron, sąd może nie uwzględnić upływu terminu, jeżeli wymagają tego względy słuszności. To właśnie tej furtki chwycił się bank.
Sąd Najwyższy zamknął ją stanowczo. Podkreślił, że art. 117(1) jest wyjątkiem, który należy interpretować ścieśniająco i którego nie wolno nadużywać. Jego zastosowanie wymaga nie tylko „wyjątkowego przypadku”, ale przede wszystkim uczciwości w obrocie po stronie podmiotu, który się na niego powołuje. A skoro bank stosował klauzule abuzywne, tworzące dysproporcję praw i obowiązków stron, to nie ma podstaw, by dla jego dobra odstępować od przedawnienia.
SN rozprawił się też z konkretnymi argumentami banku. Po pierwsze, tłumaczenie, że bank „nie wiedział”, iż umowa zostanie uznana za nieważną, nie tworzy wyjątkowości — moment oceny abuzywności jest ustalony na chwilę zawarcia umowy (art. 385(2) k.c.), podobnie jak jej skutek (art. 385(1) § 1 k.c.). Po drugie, fakt, że wczesne orzecznictwo bywało dla banków korzystne, również nie usprawiedliwia spóźnienia. Wykładnia art. 117(1) — jak zaznaczył Sąd — nie może podważać samego celu przedawnienia, którym jest bezpieczeństwo prawne dłużnika.
|
Kontekst unijny: to nie kolizja z TSUE. W wyroku C-753/24 (Rzepacz) z 16 kwietnia 2026 r. Trybunał dopuścił, by sąd wyjątkowo, ze względów słuszności, zasądził zwrot kapitału mimo przedawnienia — czyli uznał art. 117(1) k.c. za zgodny z dyrektywą 93/13. TSUE otworzył jednak tę możliwość; to sądom krajowym zostawił jej stosowanie. Polski Sąd Najwyższy czyta ją wąsko: jako rzadki wyjątek dla uczciwego wierzyciela, a nie regułę ratunkową dla banku.
|
W uzasadnieniu pada jeszcze uwaga, która w środowisku prawniczym z pewnością zostanie zauważona. Oceniając argument o „korzystnym wcześniej orzecznictwie”, Sąd zwrócił mimochodem uwagę, że frankowe uchwały zapadały w większości w składach, w których sędzią sprawozdawcą była ta sama osoba. To sygnał, że wcześniejszej, probankowej linii SN nie traktuje jako czegoś, co samo w sobie usprawiedliwia zwłokę banku.
Co to znaczy dla banków i dla frankowiczów
Dla sektora bankowego to niedobra wiadomość w praktycznym wymiarze. Przez lata banki działały w założeniu, że kapitał zawsze da się odzyskać — jeśli nie w terminie, to dzięki słusznościowej furtce. Postanowienie I CSK 735/26 osłabia to założenie. Wiele takich roszczeń banki zabezpieczały pozwami składanymi „na zapas”, wyłącznie po to, by przerwać bieg terminu — a ich skuteczność zależy dziś od tego, czy trafiły do sądu w 3-letnim oknie liczonym od zakwestionowania umowy przez konsumenta. Spóźniony pozew o zwrot kapitału staje się więc realnym ryzykiem całkowitej utraty roszczenia, a nie drobną formalnością. To z kolei pytanie o wysokość rezerw zawiązanych przy optymistycznym scenariuszu i kolejny argument za szybszym zawieraniem ugód.
Dla kredytobiorców rachunek jest odwrotny. Skutecznie podniesiony zarzut przedawnienia w połączeniu z brakiem łatwej furtki dla banku oznacza mocniejszą pozycję — szczególnie przy starych umowach z lat 2006–2008, w których konsument zakwestionował umowę dawno temu, a bank zwlekał z reakcją. Im wcześniejsze zakwestionowanie i im dłuższa bierność banku, tym większe ryzyko, że jego roszczenie o kapitał już wygasło.
Konieczne jest jednak zastrzeżenie, które łatwo zgubić w euforii. To postanowienie o odmowie przyjęcia skargi, wydane w składzie jednoosobowym — nie uchwała i nie wiążący precedens. Każdą sprawę sąd ocenia indywidualnie, zarzut przedawnienia trzeba skutecznie podnieść, a art. 117(1) k.c. wciąż istnieje — dla naprawdę wyjątkowych, uczciwych sytuacji. Siła tego orzeczenia leży nie w formalnej mocy, lecz w klarowności argumentacji, po którą sądy powszechne mogą teraz sięgać.
|
W ocenie redakcji chf24.pl
Osobno TSUE i Sąd Najwyższy układają się w spójną całość: zegar przedawnienia rusza wcześnie — od zakwestionowania umowy przez konsumenta — a słusznościowa furtka nie jest dla tego, kto sam stworzył problem. To zamyka bankom dwie drogi ucieczki naraz: „klient nie zakwestionował całej umowy” oraz „bądźcie dla nas sprawiedliwi”. Jeżeli sądy powszechne pójdą tym tropem, banki, które latami trzymały roszczenia o kapitał, mogą odkryć, że straciły je bezpowrotnie. To ostrożna prognoza, nie pewnik — bo formalnie mówimy o postanowieniu odmownym, a nie o uchwale rozstrzygającej spór na przyszłość.
|
Frankowa saga coraz mniej dotyczy tego, czy umowa upada — to pytanie w większości sądów jest już rozstrzygnięte. Coraz bardziej chodzi o coś innego: kto pilnował terminów i kto zachował się uczciwie. TSUE ustawił zegar. Sąd Najwyższy pokazał, że nie każdy dostanie jego przesunięcie.
Otwarte pozostaje jedno pytanie, które zdecyduje o skali skutków: czy sądy powszechne odczytają art. 117(1) k.c. równie wąsko jak Sąd Najwyższy w tej sprawie — czy zostawią bankom więcej miejsca na dowodzenie własnej „wyjątkowości”. Od odpowiedzi zależy los tysięcy pozwów o zwrot kapitału, które wciąż czekają na rozstrzygnięcie.
|
Stan prawny na 15 lipca 2026 r. Materiał ma charakter informacyjny i nie stanowi porady prawnej. Postanowienie o odmowie przyjęcia skargi kasacyjnej nie tworzy wiążącego precedensu, a rozstrzygnięcie każdej sprawy zależy od jej indywidualnych okoliczności.
|






