Dwie osoby, ten sam unieważniony kredyt, ta sama suma wpłaconych rat — a różnica w tym, co realnie wróci na ich konta, sięgająca dwustu tysięcy złotych. Cała ta przepaść bierze się z jednego słowa, którego próżno szukać w polskim Kodeksie cywilnym: „saldo”. To właśnie o nie toczy się gra w Luksemburgu.
Spór frankowy dawno przekroczył punkt, w którym pytano, czy wadliwą umowę w ogóle da się unieważnić. Dziś to niemal formalność — w pierwszej instancji około 95–98% spraw kończy się po myśli kredytobiorców, a linia orzecznicza jest utrwalona. Według danych Ministerstwa Sprawiedliwości w polskich sądach toczy się wciąż ponad 117 tysięcy postępowań frankowych, a stawka w skali sektora idzie w miliardy złotych. Pytanie, które naprawdę dziś waży, brzmi inaczej: skoro umowa upada, to ile z tego faktycznie odzyska konsument — i czy sąd nie „skasuje” mu części pieniędzy jeszcze przed wypłatą.
Na to pytanie może odpowiedzieć wyrok Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej, którego termin wyznaczono na wrzesień. Sprawa C-510/25 (Adazik) dotyczy właśnie mechaniki rozliczeń — a jej echo słychać już w Sądzie Najwyższym, który dla świętego spokoju wstrzymał własną, głośną uchwałę. Wyjaśniamy, o co konkretnie chodzi, kto zyska najwięcej, a gdzie kryje się ryzyko.
Ogłoszenie wyroku w sprawie C-510/25 (Adazik) — wg zawiadomienia Sekretariatu TSUE. Termin może ulec zmianie.
O co naprawdę toczy się gra w sprawie C-510/25 Adazik
Pytanie prejudycjalne skierował do Luksemburga Sąd Okręgowy w Warszawie 28 lipca 2025 r., a po stronie konsumentów jako pełnomocnik występuje radca prawny Radosław Górski. Zgodnie z zawiadomieniem Sekretariatu Trybunału ogłoszenie wyroku wyznaczono na 10 września 2026 r. — z zastrzeżeniem, że w sprawach prejudycjalnych termin bywa przesuwany. Trybunał ma odpowiedzieć na dwa pytania, które tylko z pozoru są techniczne.
Pierwsze: czy prawo unijne pozwala, by sąd z urzędu kompensował roszczenie konsumenta o zwrot wpłat z roszczeniem banku o zwrot kapitału — tak, że roszczenie kredytobiorcy „powstaje” dopiero wtedy, gdy suma jego wpłat przekroczy pożyczony kapitał. Drugie: czy można ograniczać konsumentowi odsetki za opóźnienie od świadczeń, które przez lata wpłacał na podstawie nieważnej umowy. W obu chodzi o realne pieniądze i o to, kto ma ponieść ciężar wieloletniego procesu.
Żeby zrozumieć wagę tych pytań, trzeba cofnąć się o kilka lat. Rozliczenia po unieważnieniu kredytu były w Polsce polem otwartego sporu, dopóki nie uporządkował go Sąd Najwyższy — najpierw uchwałą III CZP 11/20 z lutego 2021 r., a potem uchwałą siedmiu sędziów III CZP 6/21 z maja 2021 r., której nadano moc zasady prawnej. Zwieńczeniem była duża uchwała całej Izby Cywilnej III CZP 25/22 z 25 kwietnia 2024 r., która przesądziła, że po upadku umowy każdej ze stron przysługuje samodzielne roszczenie o zwrot nienależnego świadczenia. Innymi słowy: obowiązuje teoria dwóch kondykcji, a nie saldo.
Kropki nad „i” wciąż jednak brakuje. Trybunał w Luksemburgu nie skreślił salda jednym cięciem — w niektórych układach procesowych dopuścił nawet automatyczne potrącenie, gdy o zwrot występuje bank. Z kolei w wyroku C-396/24 z czerwca 2025 r. zakwestionował inny fragment praktyki, pozwalający bankowi żądać całej nominalnej kwoty kredytu niezależnie od tego, ile konsument już spłacił. Na tym tle warszawski sąd zadał pytanie precyzyjne jak skalpel: czy wolno stosować saldo z urzędu, gdy działa ono na szkodę konsumenta, i czy wolno przy tym obcinać mu odsetki. To właśnie ta wersja mechanizmu jest przedmiotem sprawy Adazik. „10 września to data, którą zdecydowanie warto zapamiętać” — podkreśla mec. Radosław Górski.
Teoria salda kontra dwie kondykcje: dwie matematyki tego samego sporu
Różnica między obiema koncepcjami wygląda na akademicki spór o teorię, a w rzeczywistości decyduje o wysokości przelewu. Przy teorii dwóch kondykcji unieważnioną umowę traktuje się tak, jakby nigdy nie istniała: konsument oddaje bankowi wypłacony kapitał, a bank oddaje konsumentowi wszystko, co ten wpłacił — raty kapitałowo-odsetkowe, prowizje, składki ubezpieczeniowe. Oba roszczenia istnieją niezależnie, a żeby je „zderzyć”, jedna ze stron musi złożyć wyraźne oświadczenie o potrąceniu. Przy teorii salda sąd robi to sam, z urzędu: odejmuje jedną kwotę od drugiej i zasądza wyłącznie różnicę. Efekt bywa dramatyczny — konsument, który przez kilkanaście lat spłacał raty, może usłyszeć, że należy mu się tylko nadwyżka ponad kapitał, a jeśli nie zdążył go „przepłacić”, nie dostaje nic.
| Kryterium | Teoria dwóch kondykcji | Teoria salda |
|---|---|---|
| Kto ma roszczenie | Każda strona osobno — konsument i bank | Sąd sam odejmuje jedno od drugiego |
| Co odzyskuje konsument | Pełną wartość wpłat: raty, odsetki, prowizje, ubezpieczenia | Tylko nadwyżkę ponad kapitał — albo nic |
| Potrącenie | Wymaga wyraźnego oświadczenia strony | Następuje automatycznie, z urzędu |
| Odsetki za opóźnienie | Od wezwania do zapłaty, od całości wpłat | Ograniczone lub odsuwane w czasie |
| Przedawnienie roszczeń banku | Ma realne znaczenie — bank może stracić roszczenie | Traci znaczenie — saldo „konsumuje” kapitał |
| Podstawa w orzecznictwie SN | Utrwalona (III CZP 11/20, 6/21, 25/22) | Marginalna, korygowana w apelacjach |
Że to nie teoria, pokazuje praktyka. Jeszcze we wrześniu 2025 r. Sąd Najwyższy uchylił wyrok Sądu Apelacyjnego we Wrocławiu, który zastosował teorię salda i oddalił roszczenie konsumentów o zwrot zapłaconych rat. SN przypomniał, że jest związany uchwałą III CZP 25/22 i że obowiązuje model dwóch kondykcji. Prowadząca tę sprawę mec. Anna Wolna-Sroka podsumowała istotę rozstrzygnięcia krótko: „konsumentowi przysługuje roszczenie o zwrot wszystkiego, co wpłacił” — a od tej kwoty biegną odsetki. Mimo to część składów, zwłaszcza w obłożonych sprawami wydziałach frankowych (znane są rozstrzygnięcia z warszawskiej sygnatury XXVIII C, w których sąd unieważniał umowę, ale oddalał żądanie zapłaty), wciąż sięga po saldo. I właśnie dlatego jednoznaczny głos z Luksemburga jest tak potrzebny.
Najwięcej mogą stracić ci, którzy spłacali bezpośrednio w CHF
Tu kryje się najboleśniejsza pułapka salda. Od 2011 r., dzięki tzw. ustawie antyspreadowej, wielu kredytobiorców spłacało raty wprost we frankach, kupując walutę na rynku. Z perspektywy konsumenta oznacza to prosty postulat: skoro oddałem bankowi określoną liczbę franków, powinienem odzyskać ich równowartość. Problem w tym, że rozliczenie i tak następuje w złotych, a o kwocie decyduje przyjęta metoda przeliczenia — i to właśnie tutaj saldo potrafi „zjeść” lata umocnienia franka.
Przykład (ilustracyjny). Kredytobiorca zaciągnął w 2007 r. kredyt denominowany; bank wypłacił mu 200 tys. zł, co przy ówczesnym kursie ok. 2,50 zł odpowiadało mniej więcej 80 tys. CHF. Przez lata, spłacając częściowo w walucie, oddał bankowi równowartość ok. 120 tys. CHF.
Przy dzisiejszym kursie ok. 4,60 zł te 120 tys. CHF to około 550 tys. zł — i tyle, w ujęciu korzystnym dla konsumenta, powinien odzyskać (bank osobno dochodziłby swoich 200 tys. zł kapitału). Jeśli jednak sąd, stosując saldo, przeliczy wpłaty po kursach historycznych z okresu spłaty (rzędu 2,50–3,20 zł) i od razu odejmie kapitał, „nadwyżka” dla konsumenta topnieje do kilkudziesięciu–stu kilkudziesięciu tysięcy złotych.
Zastrzeżmy to jednak wyraźnie, bo diabeł tkwi w szczegółach: nie każdy zyska tyle samo i nie każdy straci na saldzie identycznie. Wynik zależy od co najmniej czterech zmiennych — czy raty płacono w PLN, czy w CHF; jaką metodę i kurs przyjmie sąd; ile realnie spłacono w stosunku do kapitału; oraz czy roszczenie banku o zwrot kapitału zdążyło się przedawnić. Podany przykład to najmniej korzystny dla kredytobiorcy scenariusz, nie reguła. Wspólny mianownik jest jednak wymowny: przy saldzie owoce wieloletniego ryzyka walutowego, które w całości poniósł kredytobiorca, potrafią przejść na stronę banku.
Odsetki za opóźnienie — druga, cichsza strata
Drugie pytanie do TSUE brzmi mniej efektownie, ale finansowo potrafi ważyć niewiele mniej niż różnice kursowe. Chodzi o odsetki ustawowe za opóźnienie, które należą się konsumentowi od chwili, gdy bank — mimo wezwania do zapłaty — zwleka ze zwrotem pieniędzy. W ostatnich latach ich stawka wahała się od około 7% do ponad 12% rocznie; po marcowej obniżce stóp NBP wynosi dziś ok. 9,25%.
Ile to realnie jest? Przy roszczeniu rzędu 300 tys. zł i odsetkach oscylujących wokół 9–11% rocznie cztery lata procesu to grubo ponad 100 tys. zł samych odsetek — a przy dłuższych, pięcio- czy sześcioletnich sporach kwota rośnie proporcjonalnie. To pieniądze, które konsument albo dostanie, albo straci — w zależności od tego, jak sąd potraktuje początek ich naliczania.
Kierunek orzeczniczy jest tu w miarę czytelny. W wyroku C-520/21 z czerwca 2023 r. Trybunał przesądził, że po unieważnieniu umowy stronie należy się zwrot świadczeń wraz z ustawowymi odsetkami za opóźnienie liczonymi od dnia wezwania do zapłaty — reguła działa symetrycznie, także na korzyść kredytobiorcy. W sprawie C-28/22 TSUE dodał, że bank nie może korzystać z prawa zatrzymania, jeśli miałoby to pozbawić konsumenta odsetek. A w głośnym wyroku C-140/22 z grudnia 2023 r. uznał, że praw konsumenta nie wolno uzależniać od składania sformalizowanych oświadczeń przed sądem — co swego czasu wywróciło wcześniejszą, mniej korzystną konstrukcję samego Sądu Najwyższego. Sedno jest proste: jeśli bank latami trzyma cudze pieniądze mimo wezwania, odsuwanie w czasie albo obcinanie odsetek premiuje stronę, która przewleka spór.
Dlaczego na ten wyrok czeka Sąd Najwyższy
Najlepszym dowodem na wagę sprawy jest to, co zrobił Sąd Najwyższy. 21 czerwca 2026 r. odroczył rozstrzygnięcie zagadnienia prawnego dotyczącego rozliczeń po unieważnieniu umowy — właśnie po to, by zaczekać na wyrok w sprawie Adazik. Pytanie do SN skierował Sąd Apelacyjny w Katowicach (sędzia Barbara Konińska), rozpoznając apelację banku: chodziło o to, czy konsument może żądać zwrotu całej kwoty wpłaconej bankowi, niezależnie od wysokości wypłaconego mu kredytu, czy tylko nadwyżki ponad kapitał.
Kulisy tej sprawy dobrze pokazują, o jakich pieniądzach mowa. Dotyczy ona kredytu denominowanego na 63 tys. CHF, zaciągniętego przez dwoje konsumentów w marcu 2006 r. na budowę domu. Bank wypłacił im w trzech transzach łącznie 148,6 tys. zł, a w maju 2021 r., po sprzedaży nieruchomości, spłacili oni całe zadłużenie. Sąd pierwszej instancji uznał, że mogą żądać zwrotu wszystkich świadczeń — apelacja banku wywołała jednak wątpliwość, która trafiła najpierw do SN, a przez SN została „zawieszona” w oczekiwaniu na Luksemburg. To oznacza jedno: wrześniowy wyrok nie zamknie jednej, pojedynczej sprawy. Może wyznaczyć kierunek, do którego dostosują się polskie sądy w tysiącach rozliczeń.
Druga strona medalu: argumenty banków i granice ochrony
Uczciwość każe pokazać, że najnowsze orzecznictwo nie idzie wyłącznie w jedną stronę. Wyrok TSUE z 2 lipca 2026 r. w połączonych sprawach C-261/25 i C-262/25 (Ścierbek) był korzystny dla banków — przesądził, że bieg przedawnienia roszczenia banku o zwrot kapitału startuje dopiero, gdy konsument po raz pierwszy zakwestionuje umowę. Związek Banków Polskich skomentował tę linię hasłem o „końcu snu o darmowych mieszkaniach”, powtarzając, że ochrona konsumenta nie może prowadzić do nieproporcjonalnych rezultatów. Podobny wydźwięk miał styczniowy wyrok Sądu Najwyższego (II CSKP 1062/23), który w imię „względów słuszności” pozwolił uwzględnić przedawnione roszczenie banku o kapitał.
Warto też ostudzić emocje po stronie samych kredytobiorców. Jak przypomina r.pr. Stanisław Rachelski, obawa przed koniecznością zwrotu kapitału „była argumentem banków używanym jako straszak wobec klientów”, a nie realnym ryzykiem — żaden rozsądny pełnomocnik nie twierdził, że kapitału oddawać nie trzeba. Spór dotyczy więc nie zasady zwrotu kapitału, lecz techniki: jak i kiedy strony się rozliczają oraz komu przypada premia za czas trwania procesu. W ocenie redakcji banki mają tu argument, którego nie da się zbyć wzruszeniem ramion — Trybunał rzeczywiście waży prawa obu stron, a sam nie skreślił dotąd salda w każdym układzie. Dlatego nie przesądzajmy wyniku: sprawa C-510/25 jest realnie otwarta, a wyrok TSUE wyznaczy standard wykładni, nie zaś automatyczny rezultat w każdej indywidualnej sprawie.
Co może się zmienić po wyroku
Jeśli Trybunał opowie się po stronie konsumentów, skutki mogą być odczuwalne szybko. Automatyczne saldowanie z urzędu zniknęłoby z arsenału sądów, a kredytobiorcy częściej odzyskiwaliby pełną wartość wpłat — łącznie z tą „walutową” nadwyżką, na której dziś potrafią tracić. Odsetki liczone od wezwania do zapłaty stałyby się regułą, a nie polem interpretacyjnych sporów. W praktyce rozliczenie po unieważnieniu kredytu CHF byłoby dla konsumenta pełniejsze, czystsze i mniej zależne od tego, na jaki skład sędziowski trafi.
Możliwy jest też scenariusz bardziej zniuansowany, w którym TSUE zostawi część oceny sądom krajowym — zwłaszcza że państwa członkowskie mają pewną swobodę w konstruowaniu zasad rozliczeń. Ale nawet wtedy sygnał z Luksemburga, powtarzany konsekwentnie od C-520/21 przez C-396/24 aż po orzeczenia z 2026 r., pozostaje czytelny: mechanizmy rozliczeń nie mogą po cichu odbierać konsumentowi tego, co realnie wpłacił, ani nagradzać przedsiębiorcy za przewlekanie sporu.
Co to oznacza w praktyce dla różnych kredytobiorców
Wyrok w sprawie Adazik nie dotknie wszystkich jednakowo — dużo zależy od tego, jak i przez ile lat spłacano kredyt. Najwięcej do ugrania mają spłacający bezpośrednio w CHF, u których różnica między kursem historycznym a dzisiejszym jest największa; to oni najmocniej odczuliby porzucenie salda na rzecz zwrotu pełnej wartości wpłat. Spłacający w złotówkach nie mają tej „walutowej” nadwyżki, ale i tak zyskaliby na dwóch rzeczach: na odzyskaniu całości wpłat zamiast samej nadwyżki oraz na odsetkach liczonych od wezwania do zapłaty.
Osobną grupą są ci, którzy spłacili już więcej, niż wynosił kapitał — dla nich saldo oznacza wypłatę okrojoną do nadwyżki, podczas gdy dwie kondykcje dają zwrot całości plus odsetki. Znaczenie ma też przedawnienie roszczenia banku: przy dwóch kondykcjach przedawnione roszczenie kapitałowe realnie osłabia pozycję banku, przy saldzie ten atut konsumenta w dużej mierze znika. Wreszcie kredytobiorcy z umowami już spłaconymi — grupa liczna, lecz dotąd mniej skłonna do procesów — powinni pamiętać, że ich roszczenia nie przepadają same z siebie, a kierunek rozliczeń, który wyznaczy TSUE, przełoży się wprost na kwoty, o które warto (lub nie) walczyć.
Konkluzja jest taka: spór frankowy przesunął się z pytania „czy unieważnić” do pytania „ile realnie policzyć”. To arytmetyka — teoria salda i odsetki — decyduje dziś o tym, czy z tej samej umowy zostanie 100 czy 500 tysięcy złotych. Wrześniowy wyrok TSUE może przesądzić, według jakich reguł ta arytmetyka będzie działać przez najbliższe lata.
Pytanie na koniec nie brzmi już „czy frankowicze wygrywają”. Brzmi: ile z wygranej faktycznie do nich trafi — i kto ostatecznie zapłaci za lata zwłoki?
Materiał ma charakter informacyjny i nie stanowi porady prawnej; skutki w indywidualnej sprawie zależą od jej okoliczności. Powołane orzeczenia: SN III CZP 11/20, III CZP 6/21, III CZP 25/22, II CSKP 1062/23; TSUE C-520/21, C-140/22, C-28/22, C-396/24, C-261/25 i C-262/25 oraz sprawa C-510/25 (Adazik). Dane o liczbie postępowań — Ministerstwo Sprawiedliwości. Pełne teksty orzeczeń dostępne w bazie SN oraz na curia.europa.eu (InfoCuria).






