Kredytobiorcy, którzy pozywają bank w sprawie WIBOR, nie twierdzą zwykle, że płacili za dużo w porównaniu z innymi klientami. Twierdzą, że umowa przerzuciła na nich całe ryzyko wzrostu stóp procentowych, a bank nie wyjaśnił rzetelnie, czym to grozi. W takich sprawach sąd ocenia, czy postanowienie o zmiennym oprocentowaniu jest nieuczciwe w rozumieniu unijnej dyrektywy 93/13 o nieuczciwych warunkach w umowach konsumenckich. Coraz częściej sięga przy tym po tzw. test porównawczy: sprawdza, czy sposób liczenia odsetek nie odbiegał od metod zwykle stosowanych na rynku i czy oprocentowanie nie było wyższe od odsetek ustawowych i od stawek w podobnych umowach. Jeśli nie odbiegało, sąd uznaje, że klauzula nie stawiała konsumenta w gorszym położeniu.
Na łamach „Dziennika Gazety Prawnej” ekonomista Krzysztof Szymański przekonuje, że w polskich warunkach taki test jest skonstruowany tak, że klauzula WIBOR nie może go oblać. Punktem wyjścia jest uzasadnienie wyroku Sądu Okręgowego w Warszawie z 14 lipca 2026 r. (sygn. XXIV C 593/23), przytoczone przez jednego z pełnomocników reprezentujących banki jako przykład kolejnego oddalenia powództwa po lutowym wyroku Trybunału Sprawiedliwości UE. Sprawdziliśmy, co w tej krytyce jest faktem, co oceną autora i co z tego wynika dla osób, które zastanawiają się nad sporem o WIBOR albo już go prowadzą.
Skąd się wziął test porównawczy?
Nie jest polskim wynalazkiem. Formuła pochodzi z orzecznictwa TSUE w sprawach hiszpańskich: najpierw z wyroku Banco Primus (C-421/14) z 2017 r., a później z wyroków dotyczących hiszpańskiego wskaźnika IRPH (C-265/22 z lipca 2023 r. i C-300/23 z grudnia 2024 r.). Trybunał uznał w nich, że przy ocenie postanowienia o odsetkach istotne jest porównanie sposobu ich liczenia z metodami zwykle stosowanymi, z odsetkami ustawowymi i ze stawkami rynkowymi z chwili zawarcia umowy. W Hiszpanii miało to sens, bo kwestionowany wskaźnik IRPH można było zestawić z alternatywą, z której rynek faktycznie korzystał, czyli z Euriborem.
W sprawie WIBOR kluczowy jest wyrok TSUE z 12 lutego 2026 r. (C-471/24) w sporze klienta z PKO BP. Według komunikatu Trybunału bank nie musi przekazywać konsumentowi szczegółowych informacji o metodologii WIBOR, ale dodatkowe informacje, które przekazuje, nie mogą przedstawiać wskaźnika w zniekształcony sposób. Najpierw sąd bada przejrzystość postanowienia, a dopiero gdy stwierdzi jej brak, może oceniać, czy jest ono nieuczciwe. Jeśli WIBOR spełnia wymogi unijnego rozporządzenia o wskaźnikach referencyjnych (BMR), klauzula odsyłająca do niego co do zasady sama w sobie nie powoduje znaczącej nierównowagi na niekorzyść konsumenta. Według komentatorów Trybunał powtórzył w uzasadnieniu także formułę porównawczą. Część sądów i komentatorów przychylnych bankom uznała, że klauzula WIBOR ten test przechodzi automatycznie.
Dlaczego test porównawczy to w sprawach WIBOR błędne koło?
Główny argument autora jest prosty i, w naszej ocenie, trafny. Test ma trzy punkty odniesienia, a każdy z nich w Polsce zależy od tego samego czynnika co kwestionowana klauzula. „Metodą zwykle stosowaną” i „stawką rynkową” był w praktyce sam WIBOR, bo przez lata niemal wszystkie kredyty hipoteczne w Polsce miały zmienne oprocentowanie oparte na tym wskaźniku. Sąd, który pytał TSUE w sprawie C-471/24, opisał ten rynek jako prawie wyłącznie zmiennoprocentowy. Jeśli oprocentowanie każdego kredytu to WIBOR plus marża, to porównanie konkretnej umowy ze średnią rynkową sprowadza się do porównania marż. WIBOR, czyli przedmiot sporu, w ogóle znika z rachunku.
Podobnie jest z odsetkami ustawowymi. Zgodnie z Kodeksem cywilnym to stopa referencyjna NBP powiększona o 3,5 pkt proc., a odsetki maksymalne to ich dwukrotność. WIBOR podąża za tą samą stopą NBP. Gdy rosną stopy, rośnie więc i oprocentowanie kredytu, i limit, z którym się je porównuje. Przy typowych marżach kredyt hipoteczny niemal zawsze wypada poniżej odsetek ustawowych, niezależnie od tego, czy stopy są bliskie zeru, czy rekordowo wysokie. Test, którego wynik jest z góry znany, nie mówi nic o ryzyku, które klauzula przerzuca na konsumenta.
Czy odsetki maksymalne chronią kredytobiorcę przed wzrostem raty?
To argument, który pojawia się w sporach najczęściej: ryzyko kredytobiorcy ma być ograniczone, bo w Polsce obowiązują odsetki maksymalne. Liczby pokazują, dlaczego to słaba ochrona. Ilustracyjne zestawienie stawek z marżą 2,5 pkt proc. (różne terminy WIBOR; nie jest to historia oprocentowania jednej umowy):
- w 2021 r. WIBOR 3M wynosił ok. 0,21 proc., kredyt kosztował ok. 2,7 proc., a odsetki maksymalne wynosiły 7,2 proc. (stopa referencyjna NBP 0,1 proc.);
- w listopadzie 2022 r. WIBOR 6M wynosił średnio ok. 7,6 proc., kredyt oparty na tym tenorze i z taką samą marżą kosztował ok. 10,1 proc., a odsetki maksymalne od 8 września 2022 r. wynosiły 20,5 proc. (stopa referencyjna 6,75 proc.);
- dziś, przy stopie referencyjnej 3,75 proc. utrzymanej przez RPP 7 października 2026 r., odsetki maksymalne wynoszą 14,5 proc.
Kto w 2021 r. sprawdził, ile wynoszą odsetki maksymalne, mógł uznać 7,2 proc. za górną granicę kosztu swojego kredytu. Rok później płacił ponad 10 proc. i nadal był daleko od limitu, bo ten w międzyczasie wzrósł niemal trzykrotnie. Odsetki maksymalne nie są więc sufitem, tylko ruchomą granicą, która przesuwa się w górę razem ze stopami NBP. Ustawa nie przewiduje przy tym żadnego pułapu dla samej stopy referencyjnej. Autor słusznie zauważa, że jeśli bank wskazał w umowie bieżącą wysokość odsetek maksymalnych bez wyjaśnienia, że rośnie ona razem ze stopami, mógł wręcz zasugerować klientowi trwałą granicę kosztu, której nie było.
Jak test porównawczy oceniłby kredyt o stałej stopie?
Autor pokazuje to na hipotetycznym przykładzie, który dobrze tłumaczy problem. W czerwcu 2021 r. klient A bierze kredyt ze stałą stopą 4 proc. na pięć lat, a klient B kredyt oparty na WIBOR z marżą 2 pkt proc., który kosztuje wtedy nieco ponad 2 proc. Na tle rynku kredyt A jest drogi. W listopadzie 2022 r. klient B płaci ok. 9,6 proc., a A nadal 4 proc., więc teraz jego kredyt wygląda na wyjątkowo tani. Test porównawczy uznałby kredyt A za „nierynkowy” dwa razy, choć to najbardziej przejrzysta konstrukcja, jaką można zaproponować klientowi. Kredyt B przez cały czas „zgadzałby się z rynkiem”, bo z definicji podąża za tym samym wskaźnikiem. Zgodność ze średnią mówi więc o mechanizmie, a nie o uczciwości.
Autor pisze, że od grudnia 2019 r. banki „muszą” oferować kredyty o stałej stopie. To uproszczenie. Komisja Nadzoru Finansowego w znowelizowanej 3 grudnia 2019 r. Rekomendacji S zaleciła, by banki miały takie kredyty w ofercie, a pierwotny termin dostosowania dla banków komercyjnych przesunięto z 31 grudnia 2020 r. na 30 czerwca 2021 r. Rekomendacja nadzorcza nie jest przepisem ustawy, choć banki zwykle się do niej stosują. Jeszcze w IV kwartale 2021 r. kredyty o okresowo stałej stopie stanowiły, według danych AMRON-SARFiN przywołanych przez autora, ok. 5 proc. nowych kredytów hipotecznych, co tylko wzmacnia główny argument tekstu: alternatywy, z którą można by porównać WIBOR, w praktyce nie było.
Co w tej krytyce się broni, a co jest dyskusyjne?
Bronią się argumenty matematyczne. Porównanie kredytu opartego na WIBOR ze średnią kredytów opartych na WIBOR i z odsetkami ustawowymi zależnymi od tej samej stopy NBP nie mówi nic o tym, czy bank rzetelnie wyjaśnił ryzyko i czy rozłożył je uczciwie. Broni się też uwaga, że średnia rynkowa miesza klientów, których banki celowo wyceniały różnie: według wkładu własnego, historii kredytowej, celu kredytu, dochodów i wykupionych produktów. Słuszne jest też przypomnienie, że nieuczciwość postanowienia ocenia się według stanu z dnia zawarcia umowy. Argumenty w rodzaju „średni WIBOR w trakcie umowy był niższy niż w dniu podpisania” mówią więc o tym, jak potoczyły się stopy, a nie o tym, jaka była umowa.
Dyskusyjne są dwie rzeczy. Po pierwsze, autor polemizuje z logiką samego TSUE. To uprawniona ocena ekonomisty, ale polskie sądy są związane wykładnią Trybunału i nie zignorują jej tylko dlatego, że jest krytykowana. Realny spór toczy się więc nie o to, czy porównanie z rynkiem w ogóle stosować, tylko o to, jaką ma wagę. Tu autor ma mocne oparcie: TSUE mówi o okoliczności „istotnej”, a nie rozstrzygającej, i każe porównywać kredyty równoważne co do kwoty i okresu, a nie ogólnokrajową średnią. Po drugie, analogia ze sprawami frankowymi ma granice. W sprawach CHF sądy podważały kursy, które bank ustalał sam, we własnych tabelach. WIBOR wyznacza niezależny administrator na zasadach rozporządzenia BMR i właśnie na tej różnicy oparł się TSUE w wyroku C-471/24. Argument, że rynkowość ceny nie przesądza o uczciwości, jest wspólny dla obu sporów, ale sama konstrukcja postanowień jest różna.
Co to oznacza dla kredytobiorców z WIBOR?
Po wyroku C-471/24 spory o WIBOR są trudniejsze niż jeszcze rok temu i nikt uczciwy nie powinien obiecywać ich wyniku. Z analizy wynika jednak wniosek praktyczny: o wyniku sprawy rzadko zdecyduje porównanie z rynkiem, bo w polskich realiach klauzula WIBOR prawie zawsze wypadnie w nim „rynkowo”. Ważniejsze jest pierwsze pytanie, które postawił TSUE: czy postanowienie było przejrzyste. Liczy się to, co bank powiedział klientowi o ryzyku zmiany stóp, jakie pokazał symulacje wzrostu raty, czy przedstawił WIBOR w sposób zniekształcony, na przykład sugerując jego stabilność, i czy podając wysokość odsetek maksymalnych, nie stworzył wrażenia trwałej granicy kosztu.
Dlatego osoby, które rozważają spór, powinny przede wszystkim zebrać dokumenty z chwili zawarcia umowy: formularz informacyjny, oświadczenia o ryzyku stopy procentowej, symulacje i materiały, które dostały od doradcy. To z nich wynika, czy jest o czym rozmawiać w sądzie. Jeśli bank w procesie powołuje się na to, że cena była rynkowa, warto, by wykazał to porównaniem z kredytami dla klientów o podobnym profilu i w podobnym czasie, a nie średnią z całego rynku. Na tym tle autor proponuje, by sądy żądały od banku tabel marż i danych o ocenie ryzyka konkretnego klienta. Czy sądy po to sięgną, pokaże orzecznictwo najbliższych miesięcy.
Lekcja dotyczy też nowych kredytów. Dziś banki przechodzą z WIBOR na POLSTR, ale mechanizm jest ten sam: oprocentowanie zmienne rośnie razem ze stopami NBP, a odsetki maksymalne rosną razem z nim. Kto bierze kredyt ze zmienną stopą, powinien liczyć ryzyko na scenariuszu wzrostu stóp, a nie na dzisiejszym limicie odsetek maksymalnych.
Odsetki ustawowe i maksymalne – jak się je liczy Odsetki ustawowe (kapitałowe) to stopa referencyjna NBP plus 3,5 pkt proc., a odsetki maksymalne to dwukrotność odsetek ustawowych (art. 359 § 2 i § 2¹ Kodeksu cywilnego). Przy stopie referencyjnej 3,75 proc. (stan na 20 października 2026 r.) odsetki ustawowe wynoszą 7,25 proc., a maksymalne 14,5 proc. w skali roku. Każda zmiana stóp przez RPP automatycznie przesuwa oba limity. |
Źródła: K. Szymański, tekst opublikowany w „Dzienniku Gazecie Prawnej” (19.10.2026); komunikat prasowy TSUE nr 14/26 z 12.02.2026 r. (C-471/24); wyroki TSUE C-421/14 (Banco Primus), C-265/22 i C-300/23; art. 359 Kodeksu cywilnego; uchwała KNF z 2020 r. przesuwająca termin wdrożenia Rekomendacji S; zestawienie średnich stawek WIBOR za listopad 2022 r.; komunikat RPP z 7.10.2026 r.; wyrok SO w Warszawie XXIV C 593/23 (teza przytoczona za źródłem wtórnym).
Artykuł ma charakter informacyjny i publicystyczny. Fragmenty zawierające ocenę redakcji wyrażają opinię chf24.pl. Tekst nie stanowi porady prawnej i nie przesądza o wyniku żadnej sprawy; ocena konkretnej umowy wymaga analizy jej treści i dokumentów z chwili zawarcia. Stan prawny na 20 października 2026 r.






