Spory frankowe kredytobiorców z bankami wciąż trwają, a ilość takich spraw w sądach nadal jest liczna. Od pewnego czasu zaobserwować można jednak malejącą liczbę nowych pozwów i jednoczesne przyspieszenie pracy sądów, co przełożyło się na zmniejszenie o 10 tys. ilości spraw frankowych w sądach. Jak donoszą jednak konsumenci oraz ich prawnicy, ostatnio widać niepokojące zjawisko, które może skończyć się wydłużeniem procesu. Sądy bowiem po dostarczeniu pozwów bankom dają im niewiarygodnie długie terminy na odpowiedź na pozew. Czym to jest podyktowane? Czy to przypadek, że w tym czasie banki proponują coraz korzystniejsze ugody Frankowiczom? Czy chodzi właśnie o to, aby spór zakończyć ugodą, a nie procesem, za czym również opowiada się projektodawca przygotowywanej ustawy frankowej? W takiej sytuacji Frankowicze, którzy nie zechcą zdecydować się na ugodę, będą musieli wykazać dużą cierpliwość. Kłopot mogą mieć też ci, którzy mają kredyty powiązane z innymi walutami, takimi jak euro czy dolar. Sytuację w sądach może jeszcze pogorszyć napływ pozwów o sankcję kredytu darmowego po ostatnim orzeczeniu TSUE.
- Mniejsza ilość nowych pozwów i przyspieszenie pracy sądów sprawiły, że ilość spraw frankowych zmniejszyła się o 10 tysięcy. Jednocześnie docierają sygnały o zbyt długich terminach dla banków na udzielenie odpowiedzi na pozew, co może przyczynić się do wydłużenia procesów.
- Banki wykorzystują ten czas na proponowanie ugód, które obecnie wydają się być korzystniejsze niż wcześniej. Liczą na to, że perspektywa długiego postępowania sądowego zniechęci Frankowicza do wytrwania w procesie i ulegnie.
- O ile Frankowiczom proponowane są korzystniejsze niż kiedyś ugody, kłopot mogą mieć Eurowicze i Dolarowicze, którym ugód raczej się nie proponuje albo są one niekorzystne. Oni więc będą musieli cierpliwie czekać na zakończenie procesu.
- Sytuację w sądach może pogorszyć wkrótce napływ spraw dotyczących sankcji kredytu darmowego, gdyż ostatni wyrok TSUE w sprawie słowackiej jest korzystny dla wszystkich, którym banki naliczały odsetki od prowizji. Jeśli dużo z nich złoży pozew, obciąży to sądy i na rozpoznanie sprawy frankowej też będzie czekało się dłużej, szczególnie tam, gdzie nie ma specjalnych wydziałów frankowych.
Sądy przyspieszają w statystykach, a jednocześnie dają długie terminy bankom
Ostatnie statystyki postępowań sądowych wyglądają obiecująco. Obserwuje się, że ilość spraw frankowych maleje nie tylko ze względu na mniejszą liczbę nowych pozwów, ale też ze względu na znacznie większą efektywność pracy sądów. Sprawniejsze działanie sądów widać w tzw. wskaźnikach opanowania wpływu, który w sądach I instancji w tym roku wyniósł 179%, co oznacza, że sądy załatwiły niemal dwukrotnie więcej spraw, niż wpłynęło nowych. O 6,8% spadła także ilość zaległych spraw w I instancji. W II instancji natomiast pomimo większego wpływu o 6,9% wskaźnik opanowania wpływu również wzrósł z 45% do niemal 87%.
Zaczyna wyglądać to imponująco i mogłoby sugerować, że procesy teraz będą znacznie krótsze, gdyby nie niepokojące sygnały od samych Frankowiczów oraz ich pełnomocników o tym, że sądy nie wiadomo dlaczego dają bardzo długie terminy bankom na udzielenie odpowiedzi na pozew. Mają taką możliwość, ponieważ w polskim prawie nie jest to jasno określone. Kodeks postępowania cywilnego mówi tylko o tym, że termin ten nie może być krótszy niż 14 dni. No i najwyraźniej niektóre sądy wykorzystują te przepisy, aby pójść na rękę bankom. No bo jak inaczej wytłumaczyć fakt, że sąd udziela terminu 8 miesięcy bankowi na odpowiedź na pozew? Taka sytuacja miała miejsce ostatnio w Sądzie Okręgowym we Wrocławiu. Co ciekawe, kiedy pozew składa bank przeciwko Frankowiczowi, sądy z reguły wyznaczają termin właśnie 14 dni na udzielenie odpowiedzi.
Postępowanie wrocławskiego sadu nie jest bynajmniej przypadkiem odosobnionym, bo jak donoszą nam Frankowicze, również w Warszawie zdarzają się przypadki wyznaczania na odpowiedź banku kilkumiesięcznego terminu. Nasuwa się wobec tego pytanie – w jakim celu sądy to robią? Przecież banki nie potrzebują aż tak odległych terminów, aby udzielić odpowiedzi w sprawach frankowych, z którymi mają do czynienia od długiego czasu. Czy jest to celowa gra na zwłokę, aby bank mógł w tym czasie ponękać Frankowicza propozycjami ugody i aby ten zniechęcony długim oczekiwaniem na proces, przystał na warunki, które proponuje bank? Wszystko na to wskazuje, gdyż racjonalnie trudno to inaczej wytłumaczyć, chyba że sądy chcą odwlec sprawę w czasie, licząc na to, że ustawa frankowa wejdzie w życie i uprości postępowania. Tak czy inaczej, takie postępowanie sądów jest rozczarowujące dla Frankowiczów i może studzić płynące z ostatnich statystyk nadzieje na szybki proces.
Banki wykorzystują sytuację, proponując ugody, ale nie wszystkim
Wyznaczenie długiego terminu na udzielenie odpowiedzi na pozew to prawdziwa gratka dla banku, który ma czas, aby popracować nad Frankowiczem, aby ten jednak z procesu zrezygnował. Bank ma wystarczająco dużo czasu, aby wielokrotnie proponować ugodę, zmieniając jej warunki na korzystniejsze w sytuacji, gdyby Frankowicz okazał się uparty i upierał się o kontynuowaniu sprawy sądowej. Oznacza to, że bank nie musi od razu iść na duże ustępstwa, bo ma czas i liczy na to, że kredytobiorca jednak ulegnie, mając świadomość, że długo przyjdzie mu poczekać na wyrok.
Wygląda to więc na wyraźny ukłon w stronę banków, ale mądry Frankowicz również może wykorzystać ten czas na dogadanie się z bankiem na własnych warunkach. Ma on bowiem wszelkie atuty to tego, aby nie tylko negocjować zaproponowane przez bank warunki, ale też, aby wysunąć własne. Nie powinien jednak działać na własną rękę, lecz mieć wsparcie doświadczonego pełnomocnika. Z tego, co mówią prawnicy, ostatnio banki skłonne są iść na większe ustępstwa, jeśli się z nimi twardo negocjuje i może się okazać, że taka ugoda będzie zadowalająca dla obu stron.
Trzeba jednak pamiętać, że ugoda nigdy nie zapewni tak wielkich korzyści finansowych jak proces, ponieważ banki, nawet jeśli proponują obecnie warunki zbliżone do tych, które Frankowicz uzyskałby w procesie, to i tak nie chcą płacić odsetek za opóźnienie, a w przypadku kredytów wciąż aktywnych ugoda oznacza rezygnację z unieważnienia umowy i związanych z tym korzyści. Kredytobiorca bowiem cały czas musi spłacać kredyt, nawet jeśli raty ma niższe, to nie może być mowy o uwolnieniu hipoteki. Zamyka sobie też możliwość dochodzenia roszczeń przed sądem, a dodatkowo może wpaść w zobowiązania podatkowe. Trzeba więc wziąć to wszystko pod uwagę, zanim podejmie się ewentualną decyzję o porozumieniu z bankiem. A jeśli już do tego dojdzie, koniecznie trzeba dokładnie przeanalizować wszystkie zapisy ugody, aby uniknąć ewentualnych kłopotów w przyszłości.
Banki też nie od razu są w stanie zaproponować ugodę osobom ze spłaconym już kredytem. Same tego nie robią, traktując sprawę za zakończoną. Wiadomo jednak, że takie ugody są czasem proponowane po cichu tym, którzy złożą przeciwko bankowi pozew. Jednak warunki nie od razu będą korzystne. Jak twierdzą prawnicy Frankowiczów, najlepsze proponowane są nie tym, którzy złożą pozew, ale tym, którzy trwają już długo w procesie lub dopiero po wyroku sądu I instancji. Jeśli Frankowicz ma doświadczonego pełnomocnika, który wie, jak negocjować, może jednak z bankiem wywalczyć to, czego on sam z siebie nie zaproponuje.
Problem z ugodą mogą mieć Eurowicze i Dolarowicze
W gorszej sytuacji niż Frankowicze są wszyscy ci, którzy wzięli kredyty powiązane z innymi walutami niż frank szwajcarski, takimi jak euro czy dolar. Mimo że mają oni takie samo prawo unieważnić umowę kredytową, która zawierała w przeważającej ilości przypadków takie same wady, jak ta frankowa, to jednak te kredyty są traktowane przez same banki nieco inaczej i ugód Eurowiczom czy Dolarowiczom banki raczej nie proponują, a jeśli już to robią, ich warunki pozostawiają wiele do życzenia. Ta ignorancja banków podyktowana jest nie tylko znacznie mniejszą ilością takich kredytów, ale również tym, że euro i dolar nie podlegały przez lata tak dużym wahaniom kursów jak frank szwajcarski. W związku z tym dochodzone roszczenia takich kredytobiorców są znacznie mniejsze niż te frankowe. Korzyści z ugody też więc będą mniejsze. Najczęściej nie ma tu mowy o żadnych zwrotach, a jedynie umorzeniu części salda.
W przypadku więc, gdy taka sytuacja z wyznaczeniem długiego terminu odpowiedzi na pozew spotka nie Frankowicza, lecz kredytobiorcę mającego kredyt np. w euro, w zasadzie nie będzie miał on lepszego wyjścia jak wykazanie się cierpliwością i poczekanie najpierw na wszczęcie procesu i potem na jego zakończenie, co przy takich działaniach sądów opóźniających wszczęcie procesu o kilka miesięcy może oznaczać długie postępowanie.
Eurowicz lub Dolarowicz może też oczywiście zgodzić się na zaproponowaną mu przez bank ugodę, jeśli w ogóle taką propozycję otrzyma, ale może być ona daleka od oczekiwań. Nie warto więc z tego rozwiązania korzystać, lecz lepiej poczekać na wyrok.
Sytuację w sądach może pogorszyć lawina pozwów o sankcję kredytu darmowego
Póki co spraw o sankcję kredytu darmowego w sądach jest znacznie mniej niż tych frankowych, ale to się może zmienić wkrótce. W sprawach tych sporo pytań prejudycjalnych zostało złożonych przez polskie sądy do TSUE. Niektóre z nich już Trybunał rozstrzygnął i orzeczenia te mają wpływ na orzekanie w polskich sądach. Póki co jednak zajmował się jedynie takimi kwestiami jak RRSO czy niektóre obowiązki informacyjne banków. I chociaż orzeczenia były korzystne dla konsumentów, najbardziej wyczekiwane są te, które dotyczą uchybień występujących w największej ilości umów kredytowych, jak np. sprawa kredytowania prowizji i naliczania od niej odsetek. Jak się okazuje była i jest to bardzo częsta praktyka banków, które nie widzą w tym niż złego. Sądy mają jednak wątpliwości i takie pytania pojawiły się już w kilku sprawach. Co ciekawe, niektóre z nich zniknęły z wokandy Trybunału, gdyż banki nie chcąc dopuścić do wydania wyroku przez TSUE, uznawały roszczenia w tych sprawach, co powodowało wycofanie sprawy z wokandy Trybunału w Luksemburgu.
Okazuje się jednak, że ostatnio wyrok w podobnej sprawie słowackiej zapadł w TSUE 5 czerwca 2025 roku i niesłusznie przeszedł u nas bez większego echa. Sprawa C-280/24 dotyczyła właśnie prowizji od udzielonego kredytu. Ujmując najprościej, Trybunał orzekł w tej sprawie, że doliczona do kredytu prowizja musi odpowiadać rzeczywistym wydatkom i usługom, które wchodzą w zakres niezbędnych czynności kredytodawcy przy zawieraniu umowy, z wyłączeniem nakładania się na siebie różnych kosztów i usług, za które pobierane są opłaty.
Samo więc obciążenie kredytobiorcy swoimi kosztami działalności gospodarczej poprzez naliczenie prowizji Trybunał uznał za zasadne pod warunkiem, że obciążenie to nie będzie nieproporcjonalne do ponoszonych kosztów związanych ze świadczonymi usługami.
Jakie znaczenie to orzeczenie może mieć dla polskiego kredytobiorcy w kontekście sankcji kredytu darmowego z powodu oprocentowania prowizji? Ogromne. Polskie sądy w orzecznictwie kierują się bowiem nie tylko orzeczeniami TSUE wydawanymi w sprawach polskich, ale także tymi wydawanymi we wszystkich sprawach krajów unijnych. Biorąc pod uwagę ten fakt oraz to, że Trybunał nie kwestionuje doliczania samej prowizji, ale już nakładanie się na siebie kosztów tak, to sankcja kredytu darmowego w sprawach, w których kredytobiorca wskazał, że bank kredytował prowizję i naliczał od niej odsetki, może być orzekana coraz częściej. Bo czymże jest oprocentowanie prowizji, jak nie nakładaniem kosztów, które w obliczu takiego działania banku urastają do nieproporcjonalnych względem czynności, jakie bank musiał wykonać, aby zawrzeć umowę.
Ważne tu może być nagłośnienie tego wyroku i odpowiednia jego interpretacja przez polskie sądy. Jeśli sądy zinterpretują to tak, jak powinny, uznając prowizję za koszt kredytu oraz naliczane odsetki również za koszt kredytu, to wyraźnie widać, że mamy tu do czynienia z nakładaniem się na siebie kosztów, co zdaniem TSUE jest niedopuszczalne.
Według prawników wyrok ten, jeśli sądy go nie zignorują i wezmą pod uwagę, może przełożyć się na ilość nowych pozwów. Jeśli sądy zaczną dostrzegać to ważne orzeczenie Trybunału, a jak historia pokazuje, niektóre sądy prędzej, inne później biorą pod uwagę wyroki TSUE, to orzecznictwo w sprawach, w których banki dopuszczały się oprocentowania prowizji, ukształtuje się jednoznacznie na korzyść konsumentów. To może z kolei oznaczać lawinowy wzrost nowych pozwów, gdyż akurat tę praktykę naliczania odsetek od prowizji banki oraz inne instytucje pożyczkowe stosowały nagminnie. Problem może być duży, bo szacuje się, że udzielonych tego typu kredytów konsumenckich było znacznie więcej niż frankowych, bo aż około 18 mln.
Może się to więc przełożyć także na zakorkowanie w sądach spraw frankowych, szczególnie w tych, które nie mają specjalnych wydziałów frankowych.
Przyspieszenie w sądach – stały trend czy chwilowe statystyki?
Biorąc pod uwagę optymistycznie zmieniające się statystyki dotyczące przyspieszenia pracy sądów i zwiększenia ich efektywności oraz inne czynniki, takie jak właśnie wspomniane wcześniej długie terminy dawane bankom na udzielenie odpowiedzi na pozew oraz możliwy napływ do sądów dużej ilość spraw innych niż frankowe, można mieć obawy, czy to zaobserwowane w tym roku przyspieszenie w sądach nie okaże się chwilowe. Sami sędziowie z jednej strony dostrzegają konieczność zwiększenia efektywności i jeszcze większego przyspieszenia, aby rozładować sądy, ale z drugiej strony sami strzelają sobie w kolano, wydłużając długimi terminami dla banków postępowania. Jeśli tak będą postępować, nie pomoże ani uzupełnienie braków kadrowych, odpowiednie narzędzia i procedury, których się domagają, bo opóźnienia w długości trwania postępowania już na starcie niczego dobrego nie wróżą. Jeśli nawet nie wpływa to niekorzystnie na obłożenie sądu, to już na sytuację Frankowicza tak, którym jak widać, nikt się raczej nie przejmuje.
Dodatkowy chaos i wydłużanie procesów może jeszcze wprowadzić zapowiadana ustawa frankowa, która z założenia ma dążyć do usprawnienia postępowań. Tylko że to usprawnianie i przyspieszanie może odbywać się również kosztem Frankowicza, o czym już niejednokrotnie pisaliśmy. Wygląda więc na to, że kredytobiorcy, którzy chcą dochodzić swoich praw w sądzie z tytułu wadliwego kredytu frankowego, powinni zrobić to jak najszybciej, bo nie wiadomo, jak długo to przyspieszenie potrwa i czy nie dojdą nowe czynniki, które już widać na horyzoncie, a które znowu spowolnią sądy.
Podsumowanie
Malejąca liczba postępowań frankowych i przyspieszenie w sądach to popierane statystykami ostatnich miesięcy fakty, którymi szczyci się wymiar sprawiedliwości. Nie wiadomo jednak, jak długo taki trend się utrzyma, gdyż jak donoszą Frankowicze i ich prawnicy, obserwuje się ostatnio wyznaczanie długich terminów bankom na udzielenie odpowiedzi na pozew. Tajemnicą poliszynela jest powód, dla którego sądy się w ten sposób zachowują. Traci na tym Frankowicz, bo musi liczyć się z wydłużeniem procesu, a zyskują banki, które mogą w tym czasie składać mu propozycje ugód, które zawsze będą opcją korzystniejszą dla banku, niż przegrany przez niego proces. Jeśli więc Frankowicz będzie widział, że proces może potrwać długo, może ulec nakłanianiu banku na przyjęcie proponowanych warunków ugody.
Trzeba jednak przyznać, że banki są obecnie w tej kwestii bardziej elastyczne niż kiedyś i coraz częściej można wynegocjować z nimi warunki zbliżone do korzyści z procesu. Taka ugoda może mieć sens i może też zaoszczędzić Frankowiczowi sporo czasu. Jednak warto negocjować ją przy obecności doświadczonego pełnomocnika.
Sytuacja dotycząca długości postępowań wkrótce może się znowu zacząć zmieniać, lecz trudno powiedzieć, w którą stronę. Przygotowywana ustawa frankowa ma na celu przyspieszenie procesów, ale w efekcie może je wydłużyć, a korzystne orzeczenia TSUE w sprawach o sankcję kredytu darmowego mogą z kolei wpłynąć na zwiększenia ilości pozwów konsumenckich, co przełoży się również na czas postępowań frankowych.







