W polskich sądach narasta fala pozwów o tzw. sankcję kredytu darmowego – mechanizm, który może uczynić pożyczkę praktycznie bezkosztową dla klienta. Niektórzy eksperci ostrzegają, że jeśli trend się utrzyma, banki mogą stanąć przed problemem porównywalnym z głośnymi sprawami frankowiczów. Choć pojedyncze roszczenia o „darmowy kredyt” są znacznie mniejsze niż przy kredytach frankowych czy aferze z WIBOR-em, skala zjawiska robi wrażenie. Mówimy o milionach umów konsumenckich, w których znalezienie błędu formalnego może otworzyć drogę do sądu. Problem dostrzegł już Rzecznik Finansowy, który w dniach 11–12 grudnia br. zorganizował specjalną Konferencję Kredytową. Tam sędziowie, prawnicy i przedstawiciele banków zgodnie alarmowali: nadciąga lawina pozwów, na którą ani wymiar sprawiedliwości, ani sektor finansowy, ani sami klienci nie są w pełni przygotowani.
Czym jest sankcja darmowego kredytu – nowe franki czy chwilowy trend?
Sankcja kredytu darmowego (SKD) to instytucja wynikająca z przepisów prawa, która ma chronić konsumentów przed nieuczciwymi praktykami kredytodawców. Zgodnie z ustawą o kredycie konsumenckim, jeśli bank lub firma pożyczkowa nie dopełni obowiązków informacyjnych przy zawieraniu umowy (np. nie poda w umowie pełnych kosztów, rzeczywistej rocznej stopy oprocentowania – RRSO, terminu spłaty czy innych wymaganych danych), klient może domagać się uznania takiej umowy za nieodpłatną. Mówiąc prościej: pożyczkobiorca spłaca wtedy jedynie pożyczony kapitał, bez odsetek, prowizji i innych opłat. W praktyce oznacza to często konieczność zwrotu klientowi wszystkich odsetek i kosztów, które zdążył uiścić – kredyt staje się „darmowy”.
Ta regulacja przez lata pozostawała niszowa – niewiele osób o niej wiedziało, a sądy dostawały pojedyncze pozwy. Sytuacja zaczęła się jednak zmieniać około dwóch lat temu. Dziś pozwy o SKD wpływają do sądów w coraz większej liczbie, a niektórzy obserwatorzy już porównują tę falę do sporów o franki szwajcarskie. Podobieństwo polega na masowości roszczeń i możliwych konsekwencjach finansowych dla banków. Różnica? W sprawach frankowych wartość pojedynczego kredytu była bardzo wysoka, a przy sankcji darmowego kredytu przeciętna wygrana to zwykle kilka czy kilkanaście tysięcy złotych. Jednak liczba potencjalnie wadliwych umów konsumenckich jest ogromna – stąd łączne straty sektora w czarnym scenariuszu również mogłyby iść w setki milionów. Nic dziwnego, że sprawie przygląda się uważnie Rzecznik Finansowy, a także Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów. Pytanie, czy sankcja darmowego kredytu stanie się „drugim frankiem”, wciąż pozostaje otwarte, ale wiele wskazuje, że rok 2026 będzie pod tym względem decydujący.
Sędziowie biją na alarm: „promil promila” pozwów od klientów
Podczas grudniowej konferencji ważny głos zabrali sędziowie, którzy na co dzień rozpatrują sprawy o SKD. Sędzia Joanna Mataczyńska, wiceprezes Sądu Rejonowego Poznań Nowe Miasto i Wilda, zwróciła uwagę na paradoks: przytłaczająca większość pozwów nie jest wcale inicjowana przez samych kredytobiorców. – Sprawy wnoszone przez samych konsumentów to jest promil promila – podkreśliła sędzia Mataczyńska, wskazując, że niemal wszystkie pozwy składają wyspecjalizowane spółki. Mechanizm jest następujący: firmy odszkodowawcze masowo skupują od klientów „prawo do pozwania banku” w zamian za szybką wypłatę gotówki. Często reklamują swoje usługi w mediach społecznościowych – na TikToku czy Instagramie – obiecując łatwe pieniądze za podpisanie umowy cesji. Klient otrzymuje np. kilka tysięcy złotych zaliczki, a firma przejmuje jego roszczenie warte nierzadko wielokrotnie więcej. Z medialnych doniesień wynika, że spółki płacą zazwyczaj 10–20% wartości potencjalnej wygranej – resztę chcą wyprocesować na własny rachunek.
Takie działanie sprawiło, że do sądów trafiają tysiące bliźniaczo podobnych pozwów, składanych hurtem przez te same podmioty. Sędziowie nie kryją niepokoju. – Widzimy pozwy pisane niemal taśmowo, często na zasadzie kopiuj-wklej – mówił jeden z uczestników konferencji, sugerując, że część pism może być generowana automatycznie, bez głębszej analizy indywidualnej sytuacji konsumenta. Co więcej, konsument formalnie nie jest stroną takiego postępowania (po sprzedaniu roszczenia pozywa przecież firma). Nie oznacza to jednak, że może o sprawie zapomnieć. – Sędziowie i tak wzywają tych konsumentów na rozprawy w charakterze świadków – wyjaśniała sędzia Mataczyńska. I tu ujawnia się kolejny niepokojący aspekt: wielu wezwanych kredytobiorców ma mgliste pojęcie o tym, czego dotyczy spór. – Często okazuje się, że klient nie wie, na czym polega cesja wierzytelności ani sama sankcja kredytu darmowego, a bywa, że nie pamięta nawet nazwy firmy, której odstąpił swoją sprawę – relacjonowała sędzia.
Z punktu widzenia sądu rodzi to problemy: jak traktować zeznania świadka, który nie do końca rozumie konsekwencje podjętych przez siebie działań? Mimo tych wątpliwości prawo nie daje podstaw, by z urzędu unieważniać takie umowy cesji – jeśli dorosły konsument podpisał, że sprzedaje roszczenie, trudno później odbierać mu tę decyzję. Zazwyczaj zresztą sam zainteresowany nie chce wycofania cesji, bo musiałby oddać pieniądze, które dostał od firmy.
Banki: wysyp pozwów, „forum shopping” i na razie 85% wygranych
Swoje dane przedstawiła też strona bankowa. Paweł Zagaj ze Związku Banków Polskich potwierdził, że fala pozwów o SKD dynamicznie rośnie. – Od około dwóch lat obserwujemy wzmożone zainteresowanie sankcją. Wcześniej pozwy o darmowy kredyt były rzadkością, teraz notujemy przyrost liczby spraw o ok. 20% w każdym kwartale – wskazał przedstawiciel ZBP. Równocześnie lawinowo rośnie liczba reklamacji składanych do banków, co zdaniem Zagaja często jest wstępem do złożenia pozwu przez kancelarie. Ciekawym zjawiskiem jest tzw. forum shopping, które bankowcy zarzucają firmom skupującym roszczenia. Polega to na wybieraniu takiego sądu, który wydaje się najprzychylniejszy dla danego typu spraw. – Spółki-córki testują, który sąd patrzy na te pozwy najbardziej przychylnie, i tam kierują sprawy – tłumaczył Zagaj. Innymi słowy, firmy potrafią tak pokierować cesją i pozwem, by np. trafić do sądu w określonym mieście, słynącym z prokonsumenckiego podejścia.
Banki na razie uspokajają, że wygrywają większość potyczek sądowych związanych z SKD. Według danych ZBP, wśród spraw zakończonych prawomocnym wyrokiem konsumenci wygrali zaledwie 10–15%. – To znaczy, że około 85–90% spraw kończy się po myśli banków – podkreślił Zagaj. Paradoksalnie jednak, fakt ten nie studzi zapału kancelarii. Jeśli bowiem udaje się wygrać choć co dziesiątą sprawę, biznes wciąż może się opłacać – zwłaszcza gdy jednorazowo wnoszonych pozwów są tysiące. Warto zauważyć, że większość postępowań wciąż toczy się w I instancji, więc pełny obraz skuteczności roszczeń o SKD dopiero się wyklaruje. Bankowcy z niepokojem patrzą też w przyszłość.
Przed Trybunałem Sprawiedliwości UE czeka kilka pytań prawnych dotyczących kredytów konsumenckich, w tym właśnie kwestii „darmowego kredytu”. Jeśli europejski trybunał przyzna rację argumentom konsumenckim (np. uzna za niezgodną z prawem praktykę doliczania kosztów kredytu do kapitału i pobierania od nich odsetek), polskie sądy będą musiały zmienić linię orzeczniczą na bardziej prokonsumencką. Taki scenariusz oznaczałby dla banków niemały kłopot. Dziś wygrywają 85% spraw, ale w niedalekiej przyszłości ta statystyka może zostać wywrócona do góry nogami.
Już teraz widać, że niektóre instytucje finansowe szykają się na gorsze czasy. Dwa banki najbardziej obciążone pozwami o SKD – PKO BP i Alior Bank – utworzyły wielomilionowe rezerwy na ryzyko przegranych. Alior Bank na koniec III kwartału br. miał już ponad 90 mln zł odłożone na potencjalne skutki spraw o sankcję darmowego kredytu, a łącznie w sądach toczy się ponad 10 tysięcy postępowań przeciw tym dwóm bankom. Inne banki również raportują wzrost liczby pozwów w tej kategorii.
Sektor oficjalnie tonuje nastroje, wskazując na dotychczasowe sukcesy w sądach, ale jednocześnie bacznie śledzi każde rozstrzygnięcie i analizuje możliwe zmiany prawa, które mogłyby ukrócić obecne nadużycia (np. ograniczyć obrót roszczeniami z cesji). Prawdziwy test dopiero nadejdzie, gdy zapadną pierwsze kluczowe wyroki w dużej skali – czy to w Luksemburgu, czy w polskim Sądzie Najwyższym.
Szybka gotówka kontra konsekwencje – pułapka na konsumentów
A co z samymi kredytobiorcami? Na pierwszy rzut oka perspektywa odzyskania od banku wszystkich zapłaconych odsetek i płacenia dalej jedynie czystego kapitału brzmi bardzo kusząco. Właśnie na to liczą firmy skupujące roszczenia – przekonują klientów, że nic nie ryzykują, a mogą tylko zyskać. Eksperci ostrzegają jednak, że to mylne wrażenie, a na konsumentów czeka kilka pułapek. Oto najważniejsze z nich:
Minimalny zysk finansowy dla klienta: Sprzedając roszczenie firmie, klient otrzymuje zwykle tylko ułamek potencjalnej korzyści (często ok. 10–20% wartości sprawy). Za kilkoma tysiącami złotych szybkiej wypłaty może się kryć kilkadziesiąt tysięcy utraconych później korzyści, które w razie wygranej zgarnie już pośrednik.
Brak pełnej kontroli nad sprawą: Po cesji to firma pozywa bank we własnym imieniu, a konsument formalnie nie jest stroną postępowania. Nie oznacza to jednak, że uniknie udziału – sąd prawie na pewno wezwie go na świadka. Wielu klientów dopiero na sali sądowej uświadamia sobie szczegóły sprawy, którą wcześniej zainteresowała się za nich firma.
Dług wciąż pozostaje do spłaty: Nawet jeśli zapadnie wyrok uznający kredyt za „darmowy”, konsument nie zostaje zwolniony z długu wobec banku. W praktyce oznacza to jedynie, że nie musi płacić odsetek ani prowizji. Pożyczony kapitał nadal trzeba oddać – bank może domagać się jego zwrotu w określonym terminie lub ustalić nowy harmonogram spłat, tyle że bez odsetek. Klient nie otrzymuje więc „prezentu”, a jedynie ulgę w kosztach.
Brak odwrotu: Gdy kredytobiorca zda sobie sprawę z niekorzystnych dla siebie warunków cesji, zwykle jest już za późno na zmianę decyzji. Unieważnienie umowy z firmą skupującą roszczenia wymagałoby oddania pieniędzy, które otrzymał za podpis – na to zaś mało kto jest gotów. W efekcie konsument jest uwiązany umową z pośrednikiem, nawet jeśli czuje się wprowadzony w błąd.
Wielu specjalistów zwraca uwagę, że prawo nie nadąża za tym nowym procederem. Sprzedaż roszczeń z tytułu sankcji darmowego kredytu nie jest zabroniona – to po prostu wykorzystanie luki, która wcześniej nie miała tak masowego charakteru. W rezultacie klienci pozostają słabym ogniwem: często nieświadomi ryzyka, kuszeni szybką gotówką, a potem zaskoczeni wezwaniem do sądu i faktem, że nadal muszą spłacać swój kredyt (tyle że już bez odsetek). Rzecznik Finansowy oraz organizacje konsumenckie apelują, by dokładnie czytać oferty firm proponujących przejęcie roszczeń i nie podejmować pochopnie decyzji o cesji, bo jej konsekwencje są trudne do odwrócenia.
Napięcie rośnie, przyszłość w rękach wymiaru sprawiedliwości
Na rozstrzygnięcie sporu o sankcję darmowego kredytu przyjdzie jeszcze poczekać. Rok 2026 zapowiada się decydująco – swoje wyroki mogą wydać zarówno Trybunał Sprawiedliwości UE, jak i polski Sąd Najwyższy, którym prędzej czy później przyjdzie zmierzyć się z aspektami masowych cesji i interpretacji przepisów o kredycie konsumenckim. Już teraz jednak narasta napięcie między stronami. Sądy sygnalizują przeciążenie i nowe wyzwania proceduralne, banki zwiększają rezerwy finansowe i ostrzegają przed konsekwencjami dla stabilności sektora, a konsumenci stoją przed dylematem: czy zaufać obietnicy szybkiej wygranej, czy raczej zachować ostrożność.
Jedno jest pewne – stawką w tej grze są nie tylko setki milionów złotych, ale i zaufanie do rynku kredytów konsumenckich. Sankcja darmowego kredytu miała być narzędziem ochrony klientów, lecz w obliczu masowych pozwów i biznesu na roszczeniach nabrała zupełnie nowego, kontrowersyjnego wymiaru. Dlatego tak ważne jest, by opinia publiczna uważnie śledziła rozwój wypadków. Czy czeka nas powtórka z kryzysu frankowego w nowym wydaniu, czy też regulatorzy i sądy zdołają zawczasu znaleźć rozwiązanie, które zapobiegnie najgorszym scenariuszom? Odpowiedź poznamy w nadchodzących miesiącach – i z pewnością będzie ona mieć daleko idące konsekwencje dla wszystkich zainteresowanych stron.





![WIBOR, frankowicze i kredytobiorcy bez ochrony prawnej? Wymarzony świat banków! Czy prawnicy faktycznie naciągają nas na procesy? [ANALIZA]](https://i0.wp.com/chf24.pl/wp-content/uploads/2025/12/Wibor-frankowicze-prawnicy.jpg?fit=1280%2C850&ssl=1)
