Frankowicze znowu znaleźli się na celowniku mediów. W ostatnich dniach na łamach BI ukazały się dwa artykuły poświęcone kondycji i wyzwaniom sektora bankowego w 2026 roku. Mimo tysięcy wyroków sądów stwierdzających, że umowy frankowe były nieuczciwe a kredytobiorcy byli ofiarami a nie sprawcami problemu, do niektórych dziennikarzy wydaje się to nie docierać. Bezrefleksyjnie powielają oni bankową narrację o rzekomym „wielkim transferze kapitału” na rzecz Frankowiczów. Chodzi o utworzone przez banki rezerwy w wysokości ponad 100 mld zł, które nie są żadnym „prezentem” dla Frankowiczów, ale zwrotem tego co banki od nich nieprawnie pobrały. Fakt, to dosyć słony rachunek za nieuczciwe praktyki banków działających w Polsce. Sektor bankowy – przy pomocy dziennikarzy – próbuje wmówić opinii publicznej, że przyczyną tych kosztów są konsumenci i reprezentujące ich kancelarie prawne. Ryzyko prawne jest przedstawiane jako czynnik zewnętrzny, niezależny od banków. Tymczasem to same banki wygenerowały to ryzyko, konstruując i wprowadzając do obrotu wadliwe oraz nieuczciwe umowy. Oszczerstwa pod adresem Frankowiczów i ich prawników pojawiają się tuż przed ogłoszeniem rekordowych zysków banków za ubiegły rok. Coś się tutaj nie zgadza – banki twierdzą, że z powodu Frankowiczów zagrożona jest stabilność systemu finansowego. Tymczasem dowiadujemy się, że zysk netto banków za 2025 rok wyniósł ponad 45 mld zł a kapitały własne banków na przestrzeni ostatnich 6 lat wzrosły o 110 mld zł, mimo 100 mld zł rezerw utworzonych na kredyty frankowe.
- Banki od końca 2019 roku zawiązały 102 mld zł rezerw na wypłaty dla Frankowiczów, ale niewykluczone że potrzeba będzie jeszcze dodatkowo 20 – 30 mld zł.
- Mimo tych rezerw sektor bankowy w Polsce zalicza się do najbardziej dochodowych branż. W 2025 roku banki „na czysto” zarobiły co najmniej 45 mld zł i wypłaciły ponad 20 mld zł dywidendy na rzecz akcjonariuszy (w znacznej części zagranicznych).
- W mainstreamowych mediach pojawiają się artykuły sugerujące, że do kieszeni Frankowiczów transferowany jest kapitał banków, a stratni na tym są akcjonariusze oraz państwo.
- Zamiast przyznać się do błędów, banki próbują manipulować opinią publiczną i przerzucać winę na konsumentów będących ofiarami nieuczciwego procederu, a także na reprezentujące ich kancelarie prawne.
Czym jest legendarne „ryzyko prawne”, które bankowcy wskazują jako główną przyczynę wysokich kosztów ponoszonych przez banki?
W wypowiedziach bankowców odmieniane przez wszystkie przypadki jest sformułowanie „ryzyko prawne”. Temat pojawił się także w ostatnim wywiadzie, jakiego udzielił Prezes ZBP Tadeusz Białek redaktorowi BI. Stwierdził on, że w Polsce mamy do czynienia z sytuacją bez precedensu na skalę Europy, bo ryzyko prawne przewyższyło ryzyko kredytowe. Innymi słowy, ryzyko unieważnienia nieuczciwej umowy kredytowej jest w Polsce wyższe niż ryzyko, że kredytobiorca nie spłaci kredytu.
ZBP i banki konsekwentnie mówią o ryzyku prawnym jako zagrożeniu zewnętrznym, na które banki nie mają wpływu. Ale przecież to ryzyko prawne nie wzięło się z sufitu. Nie jest to czynnik zewnętrzny zagrażający stabilności sektora bankowego, ale pokłosie podejmowanych przez banki – z pełną świadomością – działań. Ryzyko prawne nie ma też nic wspólnego z aktywnością kancelarii reprezentujących konsumentów, które jedynie egzekwują przepisy w sytuacji gdy banki wmanewrowują klientów w nieuczciwe umowy.
Ryzyko prawne wygenerowały same banki, które w przypadku kredytów frankowych skonstruowały umowy zawierające klauzule abuzywne i przerzuciły na klientów całość ryzyka kursowego. Nie poinformowały też rzetelnie kredytobiorców o skutkach ekonomicznych zaciągania wieloletnich kredytów powiązanych z kursem waluty obcej. Przeciwnie – sugerowały, że takie umowy są bezpieczne, bo frank szwajcarski jest najstabilniejszą walutą na świecie. Na dowód tej tezy, przy zawieraniu umów doradcy bankowi prezentowali symulacje rat za wybrany, krótki okres czasu, który nijak miał się do kredytów hipotecznych zaciąganych zwykle na 30 lat.
Manipulacja w mediach na temat „100 mld zł transferu kapitału do Frankowiczów”. Czy zwrot nienależnie pobranych pieniędzy można nazwać „transferem kapitału”?
Po latach batalii sądowych i po tysiącach wyroków unieważniających umowy frankowe z powodu nieuczciwych i krzywdzących dla konsumentów zapisów, dla wszystkich powinno być już jasne, że Frankowicze byli ofiarami procederu stworzonego przez banki. To banki skonstruowały nieuczciwe umowy aby przez lata czerpać nadmiarowe i bezprawne zyski. Dzisiaj przyszedł czas wyrównania rachunków. Banki muszą oddać Frankowiczom pieniądze, które od nich nieprawnie pobrały i przez lata nimi obracały. Pojawiająca się w mediach kwota 100 mld zł obrazuje skalę nieuczciwego procederu banków.
Niestety niektórzy topowi dziennikarze, zamiast obiektywnego przedstawiania faktów, posuwają się do ohydnych manipulacji opinią publiczną. W artykule na łamach BI pojawiły się sugestie, że do kieszeni Frankowiczów płynie transfer 100 mld zł kosztem akcjonariuszy banków i Skarbu Państwa. Narracja ta sugeruje, że stosunkowo niewielka grupa społeczna znalazła się na uprzywilejowanej pozycji względem innych obywateli oraz państwa.
Nie ma zgody na takie manipulacje. Trzeba jasno powiedzieć, że zawiązane przez banki rezerwy w kwocie ponad 100 mld zł nie pochodzą z budżetu państwa ani z kieszeni podatników. Nie są też żadnym „zastrzykiem gotówki” czy „transferem kapitału z banków”, ale efektem wyroków sądów stwierdzających nieważność umów i nakazujących zwrot na rzecz Frankowiczów tego co banki nieprawnie od nich przez lata pobierały. Banki przez lata korzystały z wadliwych konstrukcji umów kredytowych a teraz muszą oddać to, co nigdy nie powinno zostać pobrane. W języku prawnym nazywa się to restytucją, czyli przywróceniem stanu pierwotnego, jeżeli został on naruszony w wyniku działań niezgodnych z prawem.
Zamiast przyznać się do błędów, banki demonizują kancelarie prawne
ZBP buduje fałszywą narrację, wedle której kancelarie prawne nie są instytucjami wspierającymi konsumentów w dochodzeniu ich praw, ale „modelem biznesowym” żerującym na konsumentach. Wedle tej narracji, sądy są niejako bezwolnym narzędziem w rękach kancelarii.
W ostatnim wywiadzie udzielonym przez Prezesa ZBP dziennikarzowi BI pojawia się mowa o „patologii” oraz o „instrumentalnym wykorzystywaniu prawa” przez kancelarie. Według Tadeusza Białka to kancelarie – a nie sądy – są prawdziwymi autorami pytań prejudycjalnych, które krajowe sądy kierują do TSUE.
Jest to retoryka uwłaczająca zarówno pełnomocnikom prawnym jak i niezawisłym sądom, które orzekają w oparciu o przepisy krajowe i prawo UE a w razie wątpliwości mają prawo zasięgnąć opinii Trybunału Sprawiedliwości UE.
W wypowiedziach Tadeusza Białka oraz innych bankowców przebija się hipokryzja. Banki na etapie tworzenia umów kredytowych korzystały i nadal korzystają ze sztabów prawników. Do obsługi sporów sądowych wynajmują kancelarie prawne, ale krytykują sytuacje kiedy po profesjonalną pomoc prawną sięgają konsumenci.
Jest to niezwykle szkodliwa społecznie narracja, która podważa zaufanie obywateli do sądów oraz do adwokatów i radców prawnych, zaliczających się do zawodów zaufania publicznego. Jest ona także sprzeczna z konstytucyjną zasadą równości stron i może zniechęcać konsumentów do egzekwowania swoich praw.
Rekordowe zyski banków vs. „bezprecedensowe ryzyko” i zagrożenie stabilności systemu bankowego
Banki straszą zachwianiem stabilności systemu finansowego w związku z „bezprecedensowym ryzykiem prawnym”, które zaczyna rozlewać się na inne typy umów niż frankowe. Chodzi głównie o kredyty złotowe z WIBOR-em oraz o Sankcję Kredytu Darmowego odnoszącą się do kredytów konsumenckich.
Jednocześnie – według szacunków NBP oraz ZBP – stabilność sektora bankowego wzrosła. Niebawem dowiemy się jakie dokładnie zyski osiągnął sektor bankowy w 2025 roku. Artykuły opublikowane na łamach BI sugerują, że będą to znowu rekordowe sumy. Widomo, że w 2024 roku zysk netto sektora bankowego wyniósł 42 mld zł a po 11 miesiącach 2025 roku banki zarobiły już ponad 45 mld zł!
Co więcej, mimo 100 mld zł odłożonych w latach 2019-2025 w rezerwach na zwroty dla Frankowiczów, sektor bankowy w tym samym czasie zwiększył kapitały własne o 110 mld zł. W 2019 roku suma kapitałów wynosiła 210 mld zł a obecnie już prawie 320 mld zł.
Widać wyraźną niespójność w narracji banków, które sieją grozę rzekomym zagrożeniem stabilności systemu bankowego w Polsce i brakiem kapitałów na finansowanie potrzeb gospodarki, a z drugiej strony notują rekordowe zyski i zapowiadają wypłaty dywidend za 2025 rok.
Niedawno redakcja „Parkietu” podała, że polskie banki wypłacają najwyższe dywidendy w Europie. Siedem banków notowanych na GPW za 2025 rok wypłaciło akcjonariuszom ponad 20 miliardów złotych dywidendy. Znaczna część tych pieniędzy popłynęła do zagranicznych inwestorów. Banki stosują taktykę prywatyzacji zysków i uspołeczniania strat. Korzyści z zysków należą się wyłącznie akcjonariuszom, ale za błędy i straty sektora ma odpowiadać całe społeczeństwo.
Banki przegrywają masowo w sądach lecz „nie dorosły” jeszcze do tego aby przyznać się do błędów
Frankowicze wycierpieli wiele z powodu nieuczciwych umów kredytowych, których konstrukcja sprawiła, że ich dług w miarę spłaty rat nie malał, ale rósł wraz ze wzrostem kursu. Problemy ze spłatą zadłużenia były powodem wielu licytacji nieruchomości, śmierci i samobójstw wśród kredytobiorców oraz rozpadu rodzin. Banki nigdy nie przeprosiły za tę sytuację i nadal nie przyznają się do błędów.
Zamiast słowa „przepraszam”, banki obwiniają za swoje porażki w sądach oraz za ich konsekwencje ekonomiczne wszystkich naokoło – Frankowiczów, kancelarie prawne, polskich sędziów, TSUE, regulatorów oraz nadzór państwowy. Szczególnie mocno atakowana jest przez banki grupa społeczna, która stała się ofiarami nieuczciwego procederu. Jest to typowy mechanizm manipulowania opinią publiczną i zrzucania winy na osoby oraz podmioty trzecie.
Problemem banków nie jest ryzyko prawne ale koniec bezkarności i czerpania nielegalnych zysków
Sektor bankowy mówi o problemie, jakim jest ryzyko prawne. Tak naprawdę problemem banków jest to, że skończył się okres bezkarności kontraktowej. Za nieuczciwe umowy trzeba ponieść sankcje finansowe. Po wielu latach akceptowania przez instytucje państwa nielegalnych zysków banków, w końcu państwo prawa zaczęło działać. Kancelarie prawne zaczęły egzekwować prawo dotyczące ochrony konsumentów, które obowiązuje w Polsce już od 2001 roku, a sądy zaczęły przyznawać konsumentom rację.
Na koniec warto odnieść się do wypowiedzi Prezesa ZBP sugerującej, że Polska negatywnie wyróżnia się na tle państw Europy pod względem ryzyka prawnego. W pewnym sensie można się z tym zgodzić. Inne kraje Europy tak długo nie tolerowały zarabiania banków na nieuczciwych kredytach waloryzowanych kursami walut obcych.
Kredyty frankowe stały się problemem nie tylko w Polsce. Były też udzielane w Hiszpanii, Francji, na Węgrzech czy w Chorwacji. Z orzecznictwa TSUE wynika, że także w tych krajach były one kwestionowane w sądach. Niektóre państwa już wiele lat temu zdecydowały się na systemowe rozwiązanie chroniące kredytobiorców. Na Węgrzech już w 2011 roku przeszła ustawa przewalutowująca automatycznie kredyty we franku na krajową walutę (forinta). W Chorwacji w 2015 roku kredyty we franku zostały na mocy decyzji państwowej przewalutowane na euro po kursie z dnia zawarcia a kosztami operacji zostały w całości obciążone banki.
Polska nie jest więc wyjątkiem na arenie europejskiej jeśli chodzi o podważanie kredytów denominowanych i indeksowanych we franku szwajcarskim. Jest za to niechlubnym przypadkiem, gdzie dopiero po kilkunastu latach Frankowicze uzyskują sprawiedliwość w sądach.
Podsumowanie
Sektor bankowy to jedna z najbardziej dochodowych branż w Polsce. Banki w 2025 roku zarobiły ponad 45 mld zł zysku netto, ale domagają się uprzywilejowanego traktowania. Podczas gdy każdy inny podmiot czy osoba fizyczna odpowiada za nieuczciwe umowy, banki chciałyby uniknąć odpowiedzialności za skonstruowanie i wprowadzenie do obrotu ponad 700 tys. wadliwych umów frankowych.
Banki przerzucają winę za wysokie koszty nieuczciwych umów na Frankowiczów i reprezentujące ich kancelarie. Próbują też zmanipulować opinię publiczną, określając mianem „transferu kapitału” koszty ponoszone tytułem zwrotu na rzecz Frankowiczów wcześniej nieprawnie pobranych kwot, którymi przez lata obracały. Zamiast przyznać się do błędu i przeprosić tę grupę społeczną, uderzają w nią przy pomocy zaprzyjaźnionych mediów i rozpowszechniają narrację na temat wyjątkowej aktywności konsumentów w Polsce na tle innych krajów Europy.






