Każdy, kto czytał prognozę pogody albo symulację emerytury, zna różnicę między pomiarem a modelem. Pomiar mówi, co się stało. Model mówi, co by się stało, gdyby przyjąć określone założenia. Oba są przydatne, ale do czego innego. Raport PAB/WIB 21/2026 „Third-party funding w dochodzeniu roszczeń przeciw bankom – mechanizmy działania podmiotów trzecich, koszty społeczne i skutki dla stabilności finansowej” zawiera jedno i drugie. W debacie publicznej, która wraca teraz razem z pracami Ministerstwa Sprawiedliwości nad nowym systemem sankcji w kredycie konsumenckim, jego liczby funkcjonują jednak głównie jako ustalenia.
W poprzednim tekście rozebraliśmy na części 14,5 mld zł, które według omówienia w Interii kancelarie frankowiczów „mogły zarobić”. Tym razem przyglądamy się samemu modelowi. Nie twierdzimy, że raport jest bezwartościowy. Opisuje realne problemy rynku: nieprzejrzyste umowy, upadłości firm skupujących roszczenia, konsumentów, którzy nie wiedzą, komu oddali swoją sprawę. Pytamy o coś innego: które wnioski potwierdzają dane, a które wynikają z przyjętych parametrów. Od odpowiedzi zależy, czy na tej podstawie można zmieniać prawo.
Udział w sprawach to nie udział w pieniądzach
Najważniejszy krok rachunku jest na s. 91. Autorzy przyjmują, że podmioty trzecie, czyli kancelarie, firmy odszkodowawcze, fundusze i nabywcy wierzytelności, uczestniczyły w 10, 23 albo 33 proc. spraw frankowych. Następnie mnożą te procenty przez łączny koszt ryzyka frankowego dla banków. W ten sposób udział w liczbie spraw zamienia się w udział w pieniądzach.
Żeby ten krok był poprawny, potrzebne jest dodatkowe założenie: sprawy prowadzone z udziałem podmiotów trzecich muszą mieć podobny przeciętny ciężar finansowy jak wszystkie pozostałe. Raport tego nie bada. A różnice mogą być duże. Kredyt na 150 tys. zł i kredyt na 800 tys. zł to dwie sprawy w statystyce, ale zupełnie inne kwoty w bilansie banku. Jeśli podmioty trzecie częściej brały sprawy większe, rachunek zaniża ich udział w kosztach, a jeśli mniejsze, zawyża. Nie wiemy, w którą stronę działa to uproszczenie. Wiemy, że nie jest pomiarem.
Warto też sprawdzić, skąd się wzięły same procenty. Przy wariantach udziału autorzy odsyłają w przypisie do artykułu prasowego o zyskach kancelarii, a nie do badania rynku. Orientacyjny podział kosztów między banki opiera się z kolei na zestawieniu historycznych portfeli frankowych z serwisu internetowego, co autorzy sami opisują jako punkt odniesienia wyłącznie ilustracyjny.
Koszt banku to nie podstawa prowizji
Drugi problem dotyczy tego, co jest mnożone. Łączny koszt ryzyka frankowego, od którego zaczyna się rachunek, to wielkość obejmująca kategorie o różnym charakterze i horyzoncie czasowym. Autorzy wyjaśniają na s. 90, że obejmuje on m.in. rezerwy na umowy jeszcze niezaskarżone, ugody i oczekiwane przyszłe skutki ryzyka prawnego. Zastrzegają to przy osobnym przeliczeniu tego kosztu na jedną sprawę, w którym mianownikiem jest liczba postępowań, które trafiły do sądu, i dodają, że utworzenie rezerwy nie jest tożsame z ostatecznym wydatkiem. Ta sama wielkość jest jednak punktem wyjścia także dla mnożenia przez udziały podmiotów trzecich.
Z punktu widzenia wynagrodzenia kancelarii to zasadnicza różnica. Rezerwa na umowę, której nikt nie zaskarżył, nie jest niczyim przychodem. Ugoda zawarta bezpośrednio przez klienta z bankiem też nie musi przechodzić przez żadnego pełnomocnika. Do tego umowy o pomoc prawną mają różne podstawy wynagrodzenia: procent od zasądzonej kwoty, od wartości korzyści, od kwoty kredytu albo stałe opłaty. Raport uczciwie wymienia te różnice na s. 99. To jednak oznacza, że przejście od kosztów banku do wynagrodzeń podmiotów trzecich wymagałoby uzgodnienia kategorii, którego w dokumencie nie ma. Bez niego wynik pokazuje rząd wielkości przy przyjętych założeniach, a nie przychody branży.
Scenariusz skrajny nie ma przypisanego prawdopodobieństwa
W najwyższym wariancie rosną jednocześnie trzy parametry: koszt dla sektora, udział podmiotów trzecich i stawka wynagrodzenia. Autorzy piszą wprost, że takie podejście ma pokazać szeroki zakres możliwych kombinacji. To uprawniona konstrukcja testu warunków skrajnych, podobna do tej, jaką stosują nadzorcy, sprawdzając odporność banków. Taki test odpowiada jednak na pytanie, co wyszłoby przy tych założeniach, a nie na pytanie, co wydarzyło się na rynku. Raport nie przypisuje żadnemu z wariantów prawdopodobieństwa i nie wskazuje, który uważa za najbardziej realistyczny.
Ta sama logika dotyczy innych efektownych liczb z raportu. Autorzy wyliczają na przykład, że gdyby banki w całości i natychmiast przerzuciły roczny koszt ryzyka frankowego na klientów, dawałoby to 36–56 zł miesięcznie na rachunek. Na s. 93 natychmiast zastrzegają, że to mechaniczny ekwiwalent, a nie koszt ponoszony przez konkretną osobę, i podają warianty przy przeniesieniu 0, 25 i 50 proc. Zastrzeżenie jest w raporcie. Pytanie, czy przetrwa w cytatach.
Dziewięć rozmów po jednej stronie sporu
Część empiryczną raportu tworzą m.in. wywiady pogłębione. Jak wskazano na s. 22–23, przeprowadzono je z dziewięcioma respondentami: pełnomocnikami procesowymi banków i zewnętrznymi ekspertami z ich kręgu. Autorzy piszą otwarcie, że w badaniu nie wzięli udziału przedstawiciele podmiotów trzecich, organizacji konsumenckich ani konsumenci. Część zaproszonych odmówiła lub nie odpowiedziała. Dodają, że ustalenia z wywiadów odzwierciedlają „przede wszystkim perspektywę sektora bankowego” i nie są wyważoną oceną wszystkich funkcji tego rynku, a wnioski o świadomości konsumentów mają charakter opinii respondentów.
Trzeba uczciwie dodać, że to nie jedyna metoda w raporcie. Praktyki podmiotów trzecich, czyli wzorce umów, modele wynagrodzenia i sposób informowania o ryzyku, autorzy badali osobno metodą tajemniczego klienta. Analizują też orzecznictwo i dane publiczne. Raport nie opiera się więc wyłącznie na dziewięciu rozmowach. Ale tam, gdzie mowa o skali zjawiska i jego skutkach dla klientów, głos mają niemal wyłącznie przeciwnicy procesowi konsumentów. Oceny przedstawione w wywiadach pochodzą od osób związanych ze stroną bankową. Przywoływane procenty dotyczą jednak różnych modeli działania i kategorii sporów, dlatego nie tworzą porównywalnej statystyki. Nie da się na ich podstawie ustalić jednego, reprezentatywnego udziału podmiotów trzecich w całym rynku.
Bez drugiej strony nie da się odpowiedzieć na pytania, które dla regulacji są kluczowe. Czy klient bez zewnętrznej pomocy w ogóle dochodziłby swoich praw? Ile pieniędzy, które odzyskał, zostałoby bez tej pomocy w banku? Ile kosztowałoby go prowadzenie sprawy na własną rękę?
Kto naprawdę wywołał koszty
To prowadzi do najważniejszego ograniczenia, które raport sam przyznaje. Na s. 90 autorzy piszą, że dostępne dane nie pozwalają na pełną analizę kontrfaktyczną, czyli ustalenie, ile postępowań nie zostałoby wszczętych bez podmiotów trzecich. Na s. 92 dodają, że przypisanej podmiotom trzecim części kosztów, od 8 do 58 mld zł, nie wolno utożsamiać z kosztem przez nie wywołanym, a skala ich dodatkowego wpływu nie została empirycznie wyizolowana.
Jest też kwestia, co w ogóle jest kosztem. Raport zauważa, że wypłata należna konsumentowi jest dla banku obciążeniem, ale z perspektywy całej gospodarki może być przede wszystkim transferem, a nie stratą. Mówiąc prościej: jeśli umowa była wadliwa, pieniądze, które bank oddaje klientowi, nie znikają. Wracają do osoby, której się należały. Roszczenie wynika z treści umowy niezależnie od tego, kto pomaga je dochodzić. Kosztem społecznym w ścisłym sensie są nakłady na obsługę prawną, praca sądów i administracji. To realne kwoty, ale zupełnie inne niż dziesiątki miliardów z nagłówków.
Czego potrzeba, zanim zmieni się prawo
Autorzy sami formułują ostrożny wniosek. Według nich zebrany materiał przemawia głównie za obowiązkami sprawozdawczymi, jawnością rynku i zbieraniem danych, na podstawie których dopiero można dobrać proporcjonalne narzędzia. Zastrzegają też, że raport nie zastępuje oceny skutków regulacji ani badań reprezentatywnych.
Część ich rekomendacji trudno kwestionować. Przejrzyste opłaty, obowiązkowe ubezpieczenie OC, rachunki powiernicze i szybka wypłata pieniędzy klientom odpowiadają na realne ryzyka, w tym na upadłości firm skupujących roszczenia. Takie rozwiązania mogą ograniczać ryzyko strat klientów, ale ich skuteczność zależy od zakresu i konstrukcji zabezpieczeń. Inaczej jest z limitem wynagrodzenia. Limit 30 proc. autorzy uzasadniają analogią do postępowań przedstawicielskich. Alternatywne 40 proc. wiążą ze specyfiką polskiego rynku (s. 134). Nie przedstawiają jednak empirycznego wyliczenia wpływu obu poziomów na dostęp konsumentów do pomocy. Zbyt niski limit może sprawić, że mniejsze roszczenia przestaną się komukolwiek opłacać. Zbyt wysoki niczego nie zmieni. Żeby to ocenić, potrzebne są dane, których raport nie ma i których sam się domaga.
W ocenie redakcji CHF24 raport WIB warto czytać tak, jak proponują jego autorzy w zastrzeżeniach, a nie tak, jak czytają go nagłówki. Ostrożny scenariusz może być początkiem dyskusji. Nie powinien stawać się dowodem na rzeczywiste zarobki całej branży ani samodzielnym uzasadnieniem ograniczania praw kredytobiorców. Szczególnie że Ministerstwo Sprawiedliwości zapowiada przegląd sankcji w kredycie konsumenckim pod kątem proporcjonalności. Jeżeli argumenty o skali i kosztach rynku mają trafić do uzasadnienia przepisów, powinny opierać się na danych z obu stron sporu.
Źródła
Raport PAB/WIB 21/2026 „Third-party funding w dochodzeniu roszczeń przeciw bankom…”, Warszawa, 10 sierpnia 2026 r., zwłaszcza metodologia (s. 21–23) i rozdział V (s. 89–100), w tym przypisy 258 i 259; artykuł Interia Biznes „Ochrona konsumentów stała się biznesem. Prawnicy mogli zarobić miliardy”, 24 października 2026 r.; komunikat Ministerstwa Sprawiedliwości „System sankcji w ustawie o kredycie konsumenckim tematem rozmów w Ministerstwie Sprawiedliwości”, 23 października 2026 r.
Stan na 24 października 2026 r. Zapowiedzi Ministerstwa Sprawiedliwości dotyczące sankcji w kredycie konsumenckim nie są obowiązującym prawem; do czasu zmiany ustawy sankcję kredytu darmowego reguluje art. 45 ustawy o kredycie konsumenckim w obecnym brzmieniu. Artykuł ma charakter informacyjny i nie stanowi porady prawnej w indywidualnej sprawie.






