
W skrócie W notach półrocznych Pekao, Millennium i mBank raportują łącznie 6 345 pozwów o SKD na 172 mln zł, wygrywając 81–89 proc. zakończonych spraw — a mimo to trzy banki (z Aliorem) ujawniły już 318,5 mln zł obciążeń po wyroku C-744/24. Państwowy rejestr pokazuje z kolei gwałtowne przyspieszenie: 6 872 nowe sprawy w II kwartale (+57 proc.), pozwy konsumentów podwoiły się, a kolejka nierozpoznanych spraw urosła o 125 proc. Prosta ekstrapolacja tych danych daje na koniec 2026 r. 25–39 tys. skumulowanych pozwów, a w połowie 2027 r. — od 39 do ponad 100 tys., z kolejką sądową wartą od pół do dwóch miliardów złotych. |
Strona pierwsza: co banki napisały w audytowanych notach
| SKD wg raportów, 30.06.2026 | Millennium | Pekao | mBank | Alior |
| Postępowania w toku | 3 043 | 1 903 | 1 399 | nie ujawnia |
| Wartość przedmiotu sporu | 67,6 mln zł | 60,4 mln zł | 44 mln zł | nie ujawnia |
| Prawomocne wygrane banku | 85 proc. — bilans 437 do 76 | 81 proc. — bilans 175 do 40 | 89 proc. — bilans 197 do 24 | nie ujawnia |
| Ujawnione obciążenie po C-744/24 | ok. 96 mln zł | 126 mln zł | bez kwoty | 96,5 mln zł |
Trzy wnioski z tego zestawienia.
Po pierwsze, skala nominalna wciąż jest — jak na sektor — niewielka: 6 345 pozwów u trzech gigantów, średnio 27 tys. zł na sprawę, łącznie 172 mln zł przedmiotu sporu.
Po drugie, banki wygrywają zdecydowaną większość zakończonych spraw, ale niemal wszystkie te wyroki zapadły w postępowaniach prowadzonych jeszcze według linii sprzed kwietniowego rozstrzygnięcia TSUE.
Po trzecie — i to jest zgrzyt, który organizuje całą resztę — trzy banki zdążyły już zdjąć z wyników 318,5 mln zł w związku z tym jednym wyrokiem, a mBank wykonał go operacyjnie z dniem ogłoszenia, nie podając ceny. Instytucje, które w notach „kwestionują zasadność roszczeń”, równolegle wyceniają te roszczenia na setki milionów. Księgi i komunikaty mówią dwoma różnymi językami; my trzymamy się ksiąg.
Strona druga: państwowy rejestr pokazał kwartał przełomu
Noty bankowe to fotografia stanu. Dynamikę pokazuje dopiero uruchomiona w styczniu ewidencja Ministerstwa Sprawiedliwości — a jej dane za drugi kwartał, ujawnione właśnie przez media, mierzą pierwszy pełny okres po wyroku C-744/24.
| Ewidencja MS — sprawy o SKD | I kw. 2026 | II kw. 2026 | Zmiana |
| Nowe sprawy ogółem | 4 375 | 6 872 | +57% |
| — w tym pozwy konsumentów | 1 038 (24%) | 2 158 (31%) | +108% |
| — w tym pozwy firm skupujących roszczenia | 3 189 (73%) | 4 447 (65%) | +39% |
| Kolejka spraw nierozpoznanych | 3 944 | ok. 8 888 | +125% |
| Załatwienia jako odsetek wpływu | 10% | 28% | poprawa, wciąż deficyt |
Najważniejsza zmiana kryje się w strukturze. Fala przestaje być domeną wyspecjalizowanych funduszy: ich udział spadł z 73 do 65 proc., podczas gdy pozwy składane osobiście przez klientów banków podwoiły się w jeden kwartał. Kwietniowy wyrok zadziałał więc dokładnie tak, jak działały przełomowe orzeczenia frankowe – jako sygnał dla zwykłych kredytobiorców, że warto iść po swoje samodzielnie, zamiast oddawać roszczenie za ułamek wartości. Od początku roku do sądów wpłynęło łącznie 11 247 spraw objętych nową ewidencją, a sądy – mimo dwukrotnej poprawy przerobu — rozpoznają wciąż niespełna trzecią część bieżącego wpływu. Kolejka rośnie szybciej niż cokolwiek innego w tej statystyce.
Jak duży to problem dla banków? Trzy miary, trzy różne odpowiedzi
Uczciwa odpowiedź zależy od tego, którą miarą mierzymy.
Miarą pozwów — problem jest dziś mały: 172 mln zł przedmiotu sporu u trzech banków to zaokrąglenie w sprawozdaniach instytucji zarabiających po kilka miliardów rocznie.
Miarą obciążeń wyniku — problem jest już średni i namacalny: 318,5 mln zł ujawnione w jednym sezonie raportowym przez trzy banki, przy czym każda z tych kwot to szacunek portfelowy, który — jak zastrzega samo Pekao — może rosnąć wraz z orzecznictwem.
Miarą nawisu — problem jest duży i to on spędza sen z powiek nadzorcom: ponad 104,7 tys. reklamacji w sektorze na koniec marca i kolejne tysiące miesięcznie oznaczają, że obecne pozwy to przedsionek, nie sala główna. Dokładnie ta trzecia miara tłumaczy, dlaczego KSF wpisał SKD na listę ryzyk systemowych, a banki – wygrywając 8 na 10 spraw – jednocześnie rezerwują setki milionów i dopuszczają w sprawozdaniach scenariusz porozumień „sektorowych”.
Ile z tego nawisu to realne wady, a ile szum reklamacyjny?
Tu warto zestawić trzy pomiary wykonywane z zupełnie różnych pozycji. Kancelarie prowadzące sprawy konsumenckie szacują, że mniej więcej 90 proc. umów trafiających do nich do analizy zawiera uchybienia kwalifikujące je do sankcji; operatorzy narzędzi do wstępnej weryfikacji i wyliczania roszczeń — takich jak skdomat.pl — podają jeszcze wyższy odsetek, 90–95 proc. umów z krytycznymi błędami. Obie próby są samoselekcyjne, bo umowy przynoszą ludzie, którzy już coś podejrzewają, więc odsetków tych nie wolno przenosić wprost na cały rynek.
Ale jest i pomiar trzeci, wolny od tej wady, bo wykonany po przeciwnej stronie barykady: Pekao, Alior i VeloBank same, dobrowolnie i bez wyroków, częściowo uznają reklamacje, zwracając odsetki naliczone od skredytowanych kosztów — zwykle 8–15 proc. wartości pełnej sankcji. Bank nie przelewa pieniędzy klientowi, u którego nie znalazł wady; przelewa tam, gdzie własny audyt umowy ją potwierdził.
Trzy niezależne źródła — pełnomocnicy, algorytmy i działy reklamacji banków — zbiegają się więc w jednym punkcie: wadliwość umów jest zjawiskiem masowym, a nie marginesem. Prawdziwy spór nie toczy się już o to, czy błędy istnieją, lecz o cenę ich rozliczenia: czy skończy się na 8–15 proc. wypłacanych po cichu, czy na pełnej sankcji zasądzanej seryjnie.
Dla naszej projekcji ma to znaczenie wprost — im wyższa realna „zawartość wad w rudzie”, tym łatwiej nawis stu kilkudziesięciu tysięcy reklamacji konwertuje na pozwy i tym bliżej scenariuszowi kontynuacji, nie stabilizacji.
Dokąd prowadzi ta krzywa: koniec 2026 i połowa 2027
Zastrzeżenie metodologiczne stawiamy z góry, bo odróżnia ono rachunek od wróżenia: poniższe wartości to prosta ekstrapolacja danych MS w dwóch wariantach, nie prognoza. Wariant zachowawczy zakłada, że wpływ nowych spraw zatrzymuje się na poziomie z II kwartału (6 872 kwartalnie) — czyli że kwietniowy impuls już w pełni wybrzmiał. Wariant kontynuacji zakłada utrzymanie dynamiki +57 proc. kwartał do kwartału — czego żaden trend nie utrzymuje długo, więc traktujemy go jako górną krawędź korytarza. W obu wariantach przyjmujemy dzisiejszą przepustowość sądów (załatwienia ok. 28 proc. wpływu) i dzisiejszą średnią wartość sprawy (ok. 27 tys. zł).
| Ekstrapolacja danych MS | Koniec 2026 | Połowa 2027 |
| Skumulowany wpływ spraw — wariant zachowawczy | ok. 25 tys. | ok. 38,7 tys. |
| Skumulowany wpływ — wariant kontynuacji dynamiki | ok. 39 tys. | ponad 100 tys. |
| Kolejka spraw w sądach — wariant zachowawczy | ok. 18,8 tys. | ok. 28,7 tys. |
| Wartość sporów czekających w kolejce | ok. 0,5 mld zł | 0,8–2,1 mld zł |
Co z tego wynika? Nawet w wariancie zachowawczym sądy wchodzą w 2027 r. z kolejką prawie 19 tys. spraw o darmowy kredyt — czyli zaczynają odtwarzać, w mniejszej na razie skali, frankowy zator sprzed kilku lat, i to dokładnie w momencie, gdy ustawa frankowa miała je od zatorów uwolnić. W wariancie kontynuacji liczby przestają być zarządzalne bieżącym aparatem: sto tysięcy skumulowanych spraw w osiemnaście miesięcy od uruchomienia ewidencji to poziom, przy którym „rozwiązanie sektorowe” — ugody systemowe na wzór frankowych — przestaje być opcją, a staje się koniecznością. I jeszcze jedno: nasza projekcja liczy wyłącznie pozwy. Prawdziwy rezerwuar to nawis stu kilkudziesięciu tysięcy reklamacji — jeżeli konwersja reklamacji na pozwy przyspieszy tak, jak przyspieszyła w II kwartale u konsumentów, oba nasze warianty okażą się zbyt ostrożne.
Rzetelność każe też wskazać, co może tę krzywą zgiąć w dół: rozstrzygnięcie któregoś z kilkunastu pytań prejudycjalnych po myśli banków, miarkowanie sankcji w nowej ustawie o kredycie konsumenckim, masowe ugody uprzedzające pozwy albo zwyczajne wyczerpanie puli umów opłacalnych dla funduszy cesyjnych. Każdy z tych hamulców jest realny. Żaden nie zadziałał do tej pory.
W ocenie redakcji chf24.pl Ten tydzień domknął fazę, w której o skali SKD można było opowiadać dowolną historię. Od teraz są liczby — audytowane po stronie banków, urzędowe po stronie sądów — i układają się one w znajomą sekwencję: rosnący wpływ, podwajający się udział samodzielnych konsumentów, pęczniejąca kolejka, pierwsze setki milionów w rezerwach i słowo „sektorowe” wpisane do sprawozdania największego gracza. Frankowa historia przerabiała tę sekwencję między 2019 a 2021 rokiem; wiemy, że kończy się ona ugodami, i wiemy, że banki, które siadały do nich wcześnie, zapłaciły mniej. Prawdziwe pytanie na drugą połowę roku nie brzmi więc, czy nasza projekcja trafi co do tysiąca spraw. Brzmi: który bank pierwszy uzna, że taniej jest zgiąć tę krzywą samemu — zanim zegnie ją za niego sto tysięcy pozwów. |
Następny punkt kontrolny wyznaczy jesień: dane MS za trzeci kwartał pokażą, czy +57 proc. było jednorazowym impulsem, czy nowym tempem marszu, a raporty banków za dziewięć miesięcy — czy 318,5 mln zł było zaliczką, czy pełną ratą. Wrócimy wtedy do tej tabeli i sprawdzimy nasze scenariusze publicznie, liczba po liczbie. Bo w sporze, w którym obie strony przez lata mierzyły rzeczywistość własną miarą, największą wartością nie jest kolejna opinia — jest weryfikowalny rachunek.





