Rewolucja czy bicie piany? Gdy 25 czerwca Senat przyjął ustawę frankową bez jednej poprawki, obie strony sporu ogłosiły swoje zwycięstwo. Prawda leży gdzie indziej: nowe prawo nie zmienia ani jednego wyroku — ale potrafi zmienić to, ile bank zapłaci za każdy miesiąc grania na zwłokę.
Ustawa z 29 maja 2026 r. o szczególnych rozwiązaniach w sprawach frankowych przeszła już cały parlament. Senatorowie nie tknęli jej żadną poprawką, więc trafiła prosto na biurko prezydenta Karola Nawrockiego. Jeśli ją podpisze, wejdzie w życie 14 dni po ogłoszeniu w Dzienniku Ustaw — czyli realnie w wakacje.
Zanim jednak rozłożymy ją na czynniki pierwsze, jedno zastrzeżenie, które porządkuje całą dyskusję: ta ustawa nie dotyka prawa materialnego. Linia orzecznicza TSUE i Sądu Najwyższego jest ułożona od dawna — frankowicz wygrywał wczoraj i wygrywa dziś, z ustawą czy bez. Cała gra toczy się więc nie o to, kto wygra, lecz o to, jak szybko i jakim kosztem dla banku.
Co naprawdę zmienia ustawa frankowa?
Automatyczne zawieszenie spłaty — cichy przełom
Najważniejszy przepis nie jest tym, o którym mówi się najgłośniej. To art. 3: z chwilą doręczenia bankowi pozwu (lub pozwu wzajemnego) obowiązek spłaty rat ulega wstrzymaniu z mocy prawa — automatycznie, bez osobnego wniosku o zabezpieczenie i bez decyzji sądu — aż do prawomocnego końca sprawy.
To wywraca dotychczasową logikę procesu. Dziś frankowicz, by przestać płacić w trakcie sporu, musi złożyć wniosek o zabezpieczenie, który potrafił wędrować przez dwie instancje i miesiącami blokować wokandę. Po wejściu ustawy ten etap znika. Co więcej, wstrzymania spłaty nie wolno potraktować jako niewykonania umowy: bank nie wypowie kredytu ani nie zgłosi klienta do BIK czy biur informacji gospodarczej — a jeśli zrobił to przed pozwem, ma miesiąc na wykreślenie wpisu.
Sedno mechanizmu
Konsument przestaje płacić od dnia doręczenia pozwu. Bank — jeśli konsument prawidłowo wezwał go do zapłaty — przez cały proces pozostaje w opóźnieniu. Im dłużej trwa spór, tym wyższy rachunek odsetek ustawowych za opóźnienie, który bank i tak będzie musiał uregulować.
Tu konieczna jest uczciwa uwaga prawna: odsetki za opóźnienie nie naliczają się „same z siebie”. Zgodnie z linią TSUE konsument musi je odpowiednio i precyzyjnie zażądać — zwykle przez wezwanie do zapłaty z jasno określonym roszczeniem. Dopiero wtedy zegar zaczyna bić na niekorzyść banku. To właśnie ten splot — wcześniejsze wstrzymanie spłat plus naliczane odsetki — odwraca stary układ sił. Przeciąganie sprawy przestaje być dla banku narzędziem, a staje się kosztem.
Jedno postępowanie zamiast dwóch, mniej instancji
Druga grupa zmian uderza w typową taktykę przewlekania. Bank będzie mógł wnieść powództwo wzajemne aż do końca rozprawy w I instancji, a roszczenia obu stron rozstrzygnie jeden sąd w jednym orzeczeniu — koniec z dwoma równoległymi procesami o to samo. W II instancji sprawy co do zasady będzie rozpoznawał jeden sędzia, a zażalenia w obu instancjach również trafią do składów jednoosobowych.
Najboleśniejsza dla banków może być zmiana dotycząca kasacji. Sąd Najwyższy zyska prawo, by cofnąć wcześniejszą zgodę na rozpoznanie skargi kasacyjnej banku i odmówić jej przyjęcia, jeśli w sprawie nie ma już istotnego zagadnienia prawnego. Innymi słowy: kasacja przestaje być wygodnym sposobem na odsunięcie prawomocności o kolejne lata.
Reszta to porządki proceduralne
Pozostałe rozwiązania — posiedzenia niejawne, zdalne przesłuchania świadków, zeznania składane na piśmie, umarzanie spraw przez referendarzy, uproszczone uzasadnienia wyroków — brzmią efektownie, ale są w istocie administracyjnym odkorkowaniem wokand. Porządkują przebieg procesu i odciążają sędziów, lecz nie przesądzają o niczyjej wygranej. Warto to nazwać po imieniu, zamiast sprzedawać jako „rewolucję”.
Kto zyska, a kto zostaje poza nawiasem?
Bilans korzyści i strat wygląda następująco.
| Strona | Co realnie z tego ma |
| Frankowicze (CHF) | Szybszy proces, automatyczne wstrzymanie rat bez wniosku o zabezpieczenie, czystość w BIK, korzystniejsze rozliczenie kosztów przy potrąceniu. |
| Banki | Mniej instancji i krótsze sprawy (oszczędność na kosztach), ale utrata pola do zwłoki i odrzucone korzystne dla nich zasady potrącenia. |
| Sądy | Odciążenie wokand — franki to dziś ok. 25% kolejki w okręgowych i aż 70% w apelacyjnych (dane MS). |
| Eurowicze i inne waluty | Nic. Ustawa obejmuje wyłącznie kredyty CHF — euro, dolary, jeny są poza jej zakresem (art. 2). |
Najgłośniejszym przegranym sektora bankowego jest potrącenie. Banki walczyły o korzystne dla siebie, szczególne zasady (lex specialis wobec art. 203(1) k.p.c.), a w Sejmie przepadła nawet propozycja, by mogły podnosić zarzut potrącenia jeszcze w II instancji. Po sprzeciwie organizacji konsumenckich — m.in. Stowarzyszenia „Stop Bankowemu Bezprawiu” oraz Fundacji „Życie Bez Kredytu” — przepisy te wypadły z ustawy. To istotne, bo w grze jest ok. 63 tys. spraw, w których potrącenie ma znaczenie.
Druga, mniej nagłaśniana strata to grupa wykluczonych. Ustawa świadomie pomija sprawy o pozbawienie wykonalności tytułu, uzgodnienie treści księgi wieczystej, pozwy grupowe oraz — co dotkliwe — kredyty osób z upadłego Getin Noble Banku, których roszczenia toczą się w trybie upadłościowym. Dla tej części frankowiczów nic się nie zmienia.
Czego ustawa NIE zmienia
Warto powtórzyć, bo wokół tej ustawy narosło sporo nieporozumień (część komentarzy myli ją ze starszym projektem o ugodach według KNF i konwersji na złotówki — to inny dokument). Nowe prawo nie przesądza wyniku żadnej sprawy. Nie wprowadza taryfikatora unieważnień, nie zmienia testu abuzywności, nie dotyka zasad rozliczeń. Sąd dalej bada umowę tak, jak nakazują wyroki TSUE i Sądu Najwyższego. Ustawa zmienia wyłącznie tempo i procedurę — i w tym sensie jest narzędziem logistycznym, a nie materialnym.
To zresztą tłumaczy, dlaczego mówienie o „przełomie” jest na wyrost. Dla konsumenta, który i tak wygrywał, ustawa skraca drogę do wyroku. Dla tego, który dopiero rozważa pozew, niczego nie gwarantuje poza sprawniejszym przebiegiem.
Czy prezydent podpisze ustawę frankową?
To pytanie, na które dziś nikt nie zna odpowiedzi. Karol Nawrocki ma na decyzję do 21 dni i trzy drogi: podpis, weto albo skierowanie ustawy do Trybunału Konstytucyjnego. Jego dotychczasowa praktyka jest wyraźna — wetuje często i chętnie, podkreślając, że urząd prezydenta „nie jest od automatycznego podpisywania ustaw”. W ostatnich miesiącach zablokował m.in. ustawę o rynku kryptoaktywów (dwukrotnie) i kilka regulacji podatkowych.
Tyle że akurat tutaj kalkulacja jest nietypowa. Część frankowiczów na forach liczy na weto — w odruchu nieufności wobec rządu. W ocenie autora to liczenie wbrew własnemu interesowi. Ustawa jest bowiem prokonsumencka i proceduralna: weto nie chroniłoby przed żadnym złym przepisem, lecz odebrałoby konsumentom szybszą ścieżkę i automatyczne zawieszenie spłat. Paradoksalnie najbardziej zaszkodziłoby tym, którzy go się domagają.
Co więcej, presja na weto ze strony konsumenckiej osłabła, odkąd z ustawy zniknęły korzystne dla banków zasady potrącenia. Stowarzyszenie „Stop Bankowemu Bezprawiu”, które na początku prac sygnalizowało apele o weto, po tej zmianie ma znacznie mniej powodów do protestu. Jeśli więc weto miałoby paść, to raczej z przyczyn politycznych — w ramach sporu prezydenta z koalicją — niż merytorycznych.
Konkluzja: logistyka, nie rewolucja
Ustawa frankowa to nie miecz, lecz stoper. Nie rozstrzyga sporu o ważność umów — ten rozstrzygnięto już w Luksemburgu i w Sądzie Najwyższym — ale skraca czas i podnosi cenę zwłoki. Dla konsumenta z kredytem CHF oznacza szybszy wyrok i koniec płacenia rat już od dnia pozwu. Dla banku — mniej instancji do gry i rosnący licznik odsetek. Dla eurowiczów i klientów Getinu — pustkę, bo zostali poza zakresem.
Ostatnie słowo należy do prezydenta. Ale niezależnie od tego, czy ustawa wejdzie w życie w lipcu, czy utknie na biurku w Pałacu, jedno pozostaje aktualne: o wygranej frankowicza nie zdecyduje Dziennik Ustaw, lecz dobrze poprowadzona sprawa. Ustawa może tylko sprawić, że ten wyrok zapadnie szybciej.
Tekst ma charakter analizy redakcyjnej i nie stanowi porady prawnej. Stan legislacyjny jest dynamiczny — na dzień publikacji ustawa oczekuje na decyzję Prezydenta RP.





