Według prognozy dr. Jacka Czabańskiego, opublikowanej 18 maja 2026 r. na platformie X, frankowy korek w sądach okręgowych zniknie w ciągu najbliższego roku, a do 2028 r. sądy I instancji będą rozpoznawały kolejne pozwy na bieżąco. Statystyki Ministerstwa Sprawiedliwości tę tezę w dużej mierze potwierdzają. Tyle że obok tej dobrej wiadomości toczy się druga, znacznie mniej spektakularna historia — w sądach apelacyjnych zaległości w 2026 r. nie maleją, a w kilku miastach wręcz rosną. To w tym właśnie miejscu rozstrzyga się dziś realny czas oczekiwania frankowicza na prawomocny wyrok i sens projektu ustawy frankowej.
Mało który wykres tak dobrze oddaje frankową dekadę w polskich sądach jak ten, który dr Czabański zaprezentował w swoim ostatnim wpisie. Trzy kolory — niebieski (sprawy wpływające), żółty (załatwione) i szary (zaległość przeniesiona na okres następny) — opowiadają historię systemu, który najpierw został zalany falą pozwów, a następnie powoli zaczął się z niej wynurzać. Pytanie brzmi: czy ta krzywa rzeczywiście kończy się tak optymistycznie, jak sugeruje prognoza, i — co ważniejsze — czy w ogóle dotyczy całego procesu frankowego, czy tylko jego pierwszego etapu.
Drugi wpis tego samego dnia, autorstwa konta @niefrankowski, brzmi już mniej technokratycznie: „Statystyki z MS = sądy poradziły sobie z problemem frankowym. Pomimo takich danych MS naciska na wprowadzenie ustawy frankowej (…). Z przebiegu obrad komisji sejmowych tej ustawy nie chcą kredytobiorcy, nie chcą banki, chce jej tylko MS i koalicja rządząca”. To zdanie — niezależnie, czy je podzielamy, czy nie — jest dziś osią rzeczywistego sporu wokół projektu druku nr 1758.
Koniec zaległości w sprawach „frankowych”! Według moich szacunków, zaległości zostaną zlikwidowane w ciągu najbliższego roku, a za dwa lata sądy okręgowe będą rozstrzygały już takie sprawy na bieżąco. pic.twitter.com/njmPpY9jP6
— Jacek Czabanski (@JacekCzabanski) May 18, 2026
Prognoza Czabańskiego: liniowy spadek do zera
Wykres dr. Czabańskiego opiera się na publicznych danych Ministerstwa Sprawiedliwości za lata 2017–2025 oraz na własnej ekstrapolacji autora na trzy kolejne lata. Logika jest prosta: jeśli utrzymane zostaną tegoroczne proporcje między wpływem a załatwialnością, słupek „pozostało” zmaleje w 2026 r. do około 40 tys. spraw, w 2027 r. będzie niemal niewidoczny, a w 2028 r. wpływ zrówna się z załatwialnością i instytucja sądu okręgowego frankowego stanie się — w ujęciu statystycznym — typowym wydziałem cywilnym, a nie polem walki o przetrwanie.
Sam autor prognozy w komentarzu pod wpisem doprecyzował obraz: „W sądach apelacyjnych sytuacja się poprawi za kolejne dwa lata. Pytanie jakie rozwiązania przyjmie ustawodawca, żeby zniechęcić banki do składania apelacji, które w 99% są oddalane”. To istotne zastrzeżenie, którego nie warto przeoczyć — bo to właśnie wokół niego rozgrywa się dziś prawdziwy spór.
Sprawy frankowe w sądach okręgowych (I instancja) — szacunkowy bilans roczny
| 2023 | 86 tys. | |||
| 57 tys. | ||||
| 140 tys. | ||||
| 2024 | 75 tys. | |||
| 74 tys. | ||||
| 140 tys. | ||||
| 2025 | 43 tys. | |||
| 87 tys. | ||||
| 97 tys. | ||||
| 2026 prognoza | 30 tys. | |||
| 87 tys. | ||||
| 40 tys. | ||||
| 2028 prognoza | ~10 tys. | |||
| ~10 tys. | ||||
| ~0 |
| Wpłynęło | Załatwiono | Pozostało na okres następny |
Źródło: opracowanie chf24.pl na podstawie danych Ministerstwa Sprawiedliwości za lata 2017–2025 oraz prognozy dr. Jacka Czabańskiego na lata 2026–2028. Wartości zaokrąglone do tysiąca.
Dane Ministerstwa Sprawiedliwości potwierdzają — ale tylko w I instancji
Zacznijmy od weryfikacji liczbowej. Wskaźnik opanowania wpływu w sądach okręgowych — czyli relacja spraw załatwionych do nowo wpływających — wyniósł w 2025 r. 205,8%. Innymi słowy, na każde sto nowych pozwów sądy okręgowe zamknęły dwieście pięć. W 2024 r. wskaźnik ten był na pograniczu równowagi (99,2%), a jeszcze w 2023 r. ledwie się wlókł na poziomie 66,3%. To naprawdę inny system orzeczniczy niż ten sprzed dwóch lat.
Drugi front zmian to spadek napływu nowych pozwów. W całym 2023 r. do sądów okręgowych wpłynęło 86 379 spraw frankowych, w 2024 r. — 75 069, a w pierwszej połowie 2025 r. zaledwie 21 442. Trend jest strukturalny: pula aktywnych umów CHF kurczy się rok po roku, część kredytobiorców zawiera ugody, część — szczególnie ci, którzy zaciągali kredyty wiele lat temu — już ten kredyt po prostu spłaciła. Nie ma realnego scenariusza, w którym wpływ wraca do poziomu z lat 2021–2023.
Trzeci element to czas. Wskaźnik sprawności postępowań wg metodologii CEPEJ skrócił się z 891 dni (2023 r.) do 488 dni na koniec I półrocza 2025 r. Pół roku oczekiwania na wyrok to wciąż dużo, ale różnica między rokiem oczekiwania a niemal trzema latami jest dla kredytobiorcy ogromna — i przesądza o tym, czy w ogóle warto pozwać bank, czy lepiej negocjować ugodę.
Wniosek częściowy: arytmetycznie prognoza dr. Czabańskiego dla sądów okręgowych broni się sama. Jeśli utrzyma się tegoroczna proporcja wpływu i załatwialności, zaległość frankowa w I instancji rzeczywiście może zostać zredukowana w ciągu kilkunastu miesięcy, a do 2028 r. rozpoznawana będzie na bieżąco.
Jest jednak druga prognoza — ta z sądów apelacyjnych
Tu zaczynają się schody. Frankowa fala, która jeszcze trzy lata temu zalewała sądy okręgowe, w 2026 r. dotarła do sądów apelacyjnych w pełnej skali. I to one są dziś realnym wąskim gardłem — bo to drugiej instancji wyrok staje się prawomocny, a banki o własnej woli rzadko rezygnują z apelacji.
Lublin: koniec pozytywnego wyjątku
Sąd Apelacyjny w Lublinie aż do końca 2025 r. był jedną z nielicznych jednostek odwoławczych w Polsce, która wydawała więcej wyroków, niż wpływało nowych spraw — w listopadzie–grudniu ubiegłego roku osiągnął rekordowe 123,5% załatwialności. W I kwartale 2026 r. ten wskaźnik spadł do 86,4%. W ciągu trzech miesięcy zaległość wzrosła z 2 558 do 2 605 spraw frankowych — zatem zamiast topnieć, znów puchnie. W referatach dwóch sędziów wydziału (Andrzeja Mikołajewskiego i Anny Podolskiej-Kojtych) leży łącznie 298 spraw bez żadnego ruchu orzeczniczego — to 11,4% całego frankowego repertorium wydziału.
Szczecin, Kraków, Warszawa: ten sam obraz
W Sądzie Apelacyjnym w Szczecinie wskaźnik opanowania wpływu w I kwartale 2026 r. wyniósł 55,2%, a sprawy frankowe stanowią tam 83,9% całej cywilnej zaległości procesowej. W krakowskiej apelacji dwanaście z dwudziestu trzech sędziów ma w referatach po ponad 300 spraw frankowych każdy; rekordzistki — sędzia Beata Kurdziel i sędzia Izabella Dyka — po 364. W Warszawie na koniec 2025 r. czekało 20 111 niezałatwionych frankowych apelacji — na 78 sędziów daje to średnio 258 spraw na referat, przy bardzo nierównym rozłożeniu obciążenia.
Bartłomiej P., komentując wpis dr. Czabańskiego, napisał krótko: „Gorzej to wygląda w sądach apelacyjnych”. Autor prognozy nie zaprzeczył — odpowiedział, że poprawy należy spodziewać się dopiero za dwa lata, i że kluczowe jest, jakie rozwiązania przyjmie ustawodawca w stosunku do banków masowo składających apelacje, z których w jego ocenie 99% jest oddalanych.
Po co w takim razie ustawa frankowa?
To pytanie zadaje sobie dziś coraz większa część środowiska prawniczego. Wpis Niefrankowskiego jest tylko symptomem szerszego zjawiska — w komisjach sejmowych projekt zatrzymał się na drugim posiedzeniu, planowane na 12 marca 2026 r. trzecie posiedzenie zostało w ostatniej chwili odwołane, a nowego terminu wciąż nie wyznaczono. Z perspektywy maja 2026 r. mówienie o ustawie jako przesądzonej jest co najmniej przedwczesne.
Krytycy projektu zwracają uwagę na trzy rzeczy. Po pierwsze — sądy okręgowe poradziły sobie z kryzysem własnymi siłami (świadczy o tym wspomniany wskaźnik 205,8%), bez ustawy. Po drugie — kluczowe rozwiązania projektu, takie jak rozszerzone orzekanie na posiedzeniu niejawnym, dotyczą głównie pierwszej instancji, w której problem już praktycznie nie istnieje. Po trzecie — projekt nie zawiera realnego mechanizmu zniechęcającego banki do automatycznego apelowania od wyroków, na które ostatecznie i tak przegrywają.
W obronie projektu pozostaje jedna konkretna instytucja: automatyczne zabezpieczenie roszczeń konsumenta, które ma odebrać bankom możliwość masowego składania zażaleń na postanowienia o wstrzymaniu spłaty rat. To rozwiązanie technicznie najbardziej odciąży sądy apelacyjne — bo dziś każda taka skarga trafia właśnie tam. Drugą wartością projektu, podnoszoną m.in. przez sędziego dr. Szymona Rożka z Sądu Apelacyjnego w Rzeszowie, jest sygnał kierunkowy — ustawa, nawet spóźniona o pięć lat, porządkuje sposób, w jaki sądy mają traktować rozliczenia po nieważności umowy.
Brakuje ogniwa w innym miejscu
Z naszej perspektywy realny problem przesunął się w inne miejsce niż to, w którym chce go widzieć Ministerstwo Sprawiedliwości. Banki apelują od niemal każdego wyroku I instancji nie dlatego, że liczą na wygraną — tę statystyki dawno odebrały im z rąk. Apelują, bo każdy miesiąc procesu w II instancji to miesiąc, w którym nie muszą wypłacać kredytobiorcy odsetek ustawowych za opóźnienie naliczanych od pełnej kwoty świadczenia nienależnego. Dopóki ten mechanizm finansowy działa na ich korzyść, żadna procedura — choćby najsprawniejsza — nie skłoni ich do rezygnacji z odwołań. Sędzia Artur Żuk z Sądu Okręgowego w Lublinie ujął to lapidarnie: nawet najsprawniejsza procedura nie pomoże, gdy sędzia będzie miał w referacie 500 czy 600 spraw.
Dwa równoległe scenariusze do 2028 r.
Połączmy obie prognozy w jeden, redakcyjny obraz, traktowany wyłącznie jako analiza orientacyjna chf24.pl, nie jako pewnik:
| Horyzont | Sądy okręgowe (I instancja) | Sądy apelacyjne (II instancja) |
| 2026 | Wpływ niski, załatwialność ponad 200%. Zaległość kurczy się o ok. 40% rocznie. | Zaległość wciąż rośnie. Lublin i Szczecin pokazują regres, Kraków stabilnie wysoko, Warszawa systemowo zatkana. |
| 2027 | Zaległość zbliża się do pułapu organizacyjnego — pojedyncze tysiące spraw. | Pierwsze sądy apelacyjne mogą zacząć wychodzić na plus, o ile banki ograniczą falę odwołań. |
| 2028 | Rozpoznawanie spraw na bieżąco — frankowy wydział staje się normalnym wydziałem cywilnym. | Realna szansa na rozładowanie zaległości — pod warunkiem zmian w polityce apelacyjnej banków lub interwencji ustawowej. |
Tabela ma charakter prognozy redakcyjnej chf24.pl. Opiera się na danych MS, statystykach z apelacji uzyskanych w trybie dostępu do informacji publicznej oraz prognozie dr. Jacka Czabańskiego.
Co z tego wynika dla kredytobiorcy
Po pierwsze, frankowicz, który dziś składa pozew, statystycznie ma najsilniejszy moment w całej dekadzie. Wyrok I instancji zapadnie szybko, prawdopodobnie z korzystną linią orzeczniczą, a jeśli bank zrezygnuje z apelacji — uprawomocni się w czasie kilkunastu miesięcy od pozwu. Coraz częściej tak się dzieje, choć nadal jest to mniejszość spraw.
Po drugie, ta sama osoba, jeśli jej apelacja trafi do jednej z „zatkanych” jednostek odwoławczych, może czekać na prawomocny wyrok od czternastu do nawet trzydziestu miesięcy — w zależności od losowania referatu. Dane z lubelskiej apelacji za Q1 2026 r. pokazują, że różnica między najszybszym a najwolniejszym referatem przekracza w tym sądzie rok.
Po trzecie, czekanie na ustawę frankową jako rozwiązanie indywidualnej sytuacji jest dziś strategią obarczoną podwójnym ryzykiem: legislacyjnym (nie wiadomo, czy ustawa w ogóle zostanie uchwalona w obecnym kształcie) oraz proceduralnym (nawet w optymistycznym scenariuszu jej rozwiązania trafią głównie do tej instancji, w której kryzys i tak już się kończy).
Konkluzja
Dr Czabański w tej części prognozy, która dotyczy sądów okręgowych, ma rację — i dane Ministerstwa Sprawiedliwości to potwierdzają. Frankowa zaległość w I instancji prawdopodobnie zostanie zlikwidowana w 2026 r., a do 2028 r. sądy okręgowe powrócą do normalnego rytmu pracy. To pozytywna i dobrze udokumentowana prognoza, którą sam autor uważa za ostrożną.
Ale „statystyki z MS = sądy poradziły sobie z problemem frankowym”, jak ujął to Niefrankowski, jest skrótem myślowym, który pomija najtrudniejszą część problemu. Sądy okręgowe rzeczywiście sobie poradziły. Sądy apelacyjne — nie. Ustawa frankowa w obecnym kształcie odpowiada głównie na problem, który sam się rozwiązuje, a w bardzo ograniczonym zakresie dotyka tego, który dziś realnie boli — czyli zatkanych apelacji.
Pytanie, które warto postawić nie tylko ustawodawcy, ale i sektorowi bankowemu, jest dziś dużo prostsze niż „kiedy ustawa wejdzie w życie”. Brzmi ono: czy banki, deklarujące publicznie strategię ugodową, są gotowe ograniczyć liczbę apelacji o znikomych szansach powodzenia. Bo to jedyny realny mechanizm, który mógłby odblokować drugą instancję szybciej niż jakakolwiek nowelizacja procedury. Reszta — przy całym szacunku dla intencji Ministerstwa Sprawiedliwości — jest leczeniem choroby, która prawie się skończyła.
Źródła i materiały referencyjne:
— wpis dr. Jacka Czabańskiego z 18 maja 2026 r. (X / @JacekCzabanski), wykres na podstawie danych Ministerstwa Sprawiedliwości za lata 2017–2025 oraz prognozy własnej autora na lata 2026–2028;
— wpis @niefrankowski z 18 maja 2026 r.;
— komunikat Ministerstwa Sprawiedliwości (gov.pl) o stanie spraw frankowych w I i II instancji za I półrocze 2025 r., wskaźnik opanowania wpływu, dane CEPEJ;
— statystyki Sądu Apelacyjnego w Lublinie za I kwartał 2026 r. uzyskane w trybie dostępu do informacji publicznej;
— franknews.pl: materiały o sądach apelacyjnych w Lublinie, Szczecinie, Krakowie i Warszawie (lata 2025–2026);
— wypowiedzi sędziego dr. Szymona Rożka oraz sędziego Artura Żuka („Rzeczpospolita”).






