Trybunał Sprawiedliwości UE wydał dziś wyrok, który miliony polskich kredytobiorców czekały od miesięcy. Prezes Związku Banków Polskich w piętnaście minut po ogłoszeniu już twierdzi, że „to nie zmienia niczego” i że „kancelarie odszkodowawcze odtrębią sukces”. Kancelarie konsumenckie zapowiadają falę pozwów. Rzecznik Finansowy mówi o „zwycięstwie”. Kto ma rację? Odpowiedź jest mniej komfortowa dla banków, niż chce to przedstawić ZBP — i mniej spektakularna, niż twierdzą najbardziej entuzjastyczni komentatorzy. Ale znaczący kierunek został dziś wyznaczony.
Co dokładnie powiedział TSUE w wyroku o SKD — w jednym zdaniu
Sentencja wyroku C-744/24 P.W. przeciwko Bank Polska Kasa Opieki S.A. jest brutalnie konkretna. Dyrektywa 2008/48/WE „stoi na przeszkodzie” włączaniu do umów o kredyt konsumencki postanowień, które naliczają odsetki nie tylko od wypłaconej kwoty kredytu, ale również od kwot przeznaczonych na pokrycie kosztów kredytu. W praktyce — od prowizji, opłat i składek ubezpieczeniowych, które bank doliczył do kapitału, ale które konsumentowi nigdy nie trafiły „do ręki”.
To jedna z tych praktyk, które w polskim sektorze bankowym były regułą, nie wyjątkiem. W sprawie P.W. wyglądało to tak:
| Parametr umowy z Pekao (26 maja 2022 r.) | Wartość |
| Formalna kwota kredytu | 150 000 zł |
| Kwota faktycznie wypłacona „do ręki” | 133 214,92 zł |
| Składka ubezpieczeniowa „dobrowolna” (kredytowana) | 16 785,08 zł |
| Stopa 8,49% naliczana od | 150 000 zł (a nie 133 214,92) |
Bank naliczał więc odsetki także od 16 785,08 zł, które fizycznie nigdy nie opuściły banku — trafiły bezpośrednio na konto ubezpieczyciela powiązanego z Pekao. TSUE powiedział: nie wolno. Tyle z sentencji — dwa zdania, proste, nieodporne na interpretacyjne sztuczki. I tu zaczyna się najciekawsze.
Trzy narracje z jednego wyroku
Minęły dwie godziny od ogłoszenia wyroku, a już ukształtowały się trzy różne narracje — i każda twierdzi, że jest zgodna z treścią sentencji. Przedstawmy je uczciwie.
NARRACJA 1 · STRONA KONSUMENCKA „To zwycięstwo. Teraz ruszy lawina pozwów” Dr Michał Ziemiak, Rzecznik Finansowy: „Zwycięstwo! TSUE potwierdził stanowisko Rzecznika Finansowego: bank nie może pobierać odsetek od kosztów kredytu. To orzeczenie ma kluczowy wpływ na praktykę polskich sądów, a w efekcie na sytuację tysięcy kredytobiorców”. Wojciech Bochenek (kancelaria Bochenek, Ciesielski i Wspólnicy): „Konsumenci mają prawo odzyskać należne im roszczenie w postaci zwrotu nadpłaconych rat odsetkowych i innych kosztów okołokredytowych powołując się na sankcję kredytu darmowego”. Adw. Jacek Sosnowski, Kancelaria Sosnowski Adwokaci i Radcowie Prawni:„Z perspektywy praktyki procesowej dzisiejszy wyrok TSUE C-744/24 jest dokładnie tym, na co czekała strona konsumencka i polskie sądy. Trybunał jednoznacznie potwierdził, że dyrektywa 2008/48/WE stoi na przeszkodzie naliczaniu odsetek od kwot, których konsument nigdy nie otrzymał do dyspozycji. To nie jest kwestia interpretacji — to jest wykładnia wiążąca dla wszystkich sądów krajowych. W praktyce oznacza to wzmocnienie podstawy do sankcji kredytu darmowego w tysiącach spraw. Wadliwa stopa oprocentowania i wadliwe RRSO (wyliczone od nielegalnej bazy) stanowią klasyczne naruszenie obowiązków informacyjnych z art. 30 ust. 1 u.k.k. Argumenty banków, że „to tylko inny model rekompensaty” albo „symboliczny zwrot odsetek”, nie wytrzymują konfrontacji z sentencją i motywami wyroku. Dla kredytobiorców z aktywnymi umowami lub spłaconych nie dawniej niż rok temu — to realna szansa na zwrot wszystkich odsetek i kosztów. Polskie sądy będą musiały teraz odmrozić zawieszone postępowania i stosować wykładnię TSUE. Nie jest to jeszcze „automatyczna wygrana”, ale fundament procesowy staje się znacznie mocniejszy.” |
NARRACJA 2 · SEKTOR BANKOWY „Nic się nie zmienia. SKD nie przysługuje automatycznie” Tadeusz Białek, prezes ZBP: „TSUE w żadnym momencie tego orzeczenia nigdzie nie powiedział, że w związku z tym należy się sankcja kredytu darmowego. […] Sankcja kredytu darmowego przysługuje za naruszenie obowiązków informacyjnych, a tutaj nie mamy do czynienia z naruszeniem obowiązków informacyjnych, mamy w istocie kwestię innego modelu odpowiadającego rekompensacie dla banków”. Bank Pekao (komunikat): „Trybunał uznał, że bank może kredytować pozaodsetkowe koszty, jednak nie może naliczać od nich odsetek. Jednocześnie dopuścił możliwość zastosowania proporcjonalnie wyższej stopy oprocentowania do wypłaconej kwoty kredytu”. |
NARRACJA 3 · PRAWNICY REPREZENTUJĄCY BANKI „To nie SKD. Co najwyżej abuzywność — sankcja symboliczna” Anna Cudna-Wagner (CMS Polska, reprezentowała Pekao przed TSUE): „Przechodzimy na grunt oceny, czy w umowie są klauzule abuzywne. Wtedy dyskutujemy nie o SKD, ale o tym, czy klauzula była skuteczna i czy odsetki od ubezpieczenia były należne”. Wojciech Wandzel (KKG Legal): „Konsumentowi przysługiwać może co najwyżej roszczenie o zwrot odsetek naliczonych od tej części kredytu, która była przeznaczona na pokrycie kosztów jego udzielenia, a więc o kwotę symboliczną w porównaniu do SKD”. |
Trzy narracje, jedna sentencja wyroku. Kto ma rację? Żeby to uczciwie rozstrzygnąć, trzeba sięgnąć nie po komunikaty prasowe, ale po konkretny tekst polskich przepisów. I tu zaczyna się prawdziwa dyskusja.
Rozstrzygamy: kto ma rację? Test na trzy pytania
Pytanie 1: Czy TSUE „automatycznie” przyznał SKD?
Odpowiedź: Nie. I w tym Białek ma rację — ale tylko technicznie.
TSUE faktycznie nie powiedział, że z tytułu naliczania odsetek od kosztów automatycznie przysługuje SKD. Nie mógł tego powiedzieć — bo SKD to sankcja z polskiego prawa krajowego (art. 45 ustawy o kredycie konsumenckim), nie z dyrektywy unijnej. Trybunał rozstrzyga wykładnię prawa UE, a nie stosuje polskie przepisy.
Ale tu kończy się techniczna racja ZBP. TSUE orzeka o wykładni przepisów dyrektywy 2008/48/WE — tej samej, której polska ustawa o kredycie konsumenckim jest transpozycją. Konsekwencje tej wykładni dla polskich spraw SKD są aż nadto czytelne. Nawet Białek nie zaprzecza, że sam mechanizm był bezprawny. Zaprzecza tylko jego kwalifikacji jako „naruszenia obowiązków informacyjnych”. I to jest właśnie miejsce, w którym jego argumentacja się rozsypuje.
Pytanie 2: Czy naliczanie odsetek od kosztów to „naruszenie obowiązków informacyjnych” w rozumieniu art. 45 u.k.k.?
Odpowiedź: Tak. I tu argumentacja Białka nie wytrzymuje zderzenia z tekstem ustawy.
Art. 45 ust. 1 ustawy o kredycie konsumenckim pozwala na skorzystanie z SKD w razie naruszenia kilkunastu obowiązków, w tym m.in. art. 30 ust. 1 pkt 6 (stopa oprocentowania i warunki jej stosowania), pkt 7 (RRSO i całkowita kwota do zapłaty) oraz pkt 8 (zasady i terminy spłaty kredytu). Pytanie — czy umowa, w której stopa oprocentowania 8,49% stosowana jest do bezprawnej podstawy (bo obejmującej koszty kredytu), spełnia wymogi art. 30?
Odpowiedź jest oczywista dla każdego, kto czyta ustawę bez nastawienia. Jeśli zaraportowana stopa oprocentowania opiera się na matematyce, która właśnie została uznana za sprzeczną z prawem unijnym — to ta informacja wpisana do umowy jest wadliwa. Jeśli RRSO wyliczono od bazy obejmującej koszty kredytu — to RRSO też jest wadliwa. A art. 45 ust. 1 mówi wyraźnie: „w przypadku naruszenia” któregokolwiek z wymienionych obowiązków konsument może skorzystać z sankcji.
Uwaga redakcji Białek w swoim oświadczeniu mówi dokładnie: „tutaj nie mamy do czynienia z naruszeniem obowiązków informacyjnych, mamy w istocie kwestię innego modelu odpowiadającego rekompensacie dla banków”. To nie jest argument prawniczy. To argument filozoficzny: „nic się nie stało, bo nikogo nie oszukano”. Ale prawo konsumenckie nie działa na takich deklaracjach. Działa na konkretnej treści umowy i tym, czy spełnia ona określone przepisami wymogi. Jeśli umowa zawiera wskaźniki wyliczone od nielegalnej podstawy — są one wadliwe. Kropka. |
Co więcej — TSUE sam, wprost, w pkt 63 wyroku powołuje się na motywy 31 i 43 dyrektywy 2008/48/WE, stwierdzając, że poinformowanie konsumenta o całkowitym koszcie kredytu w postaci stopy oprocentowania jest „niezmiernie istotne”. Po pierwsze — przyczynia się do przejrzystości rynku. Po drugie — umożliwia konsumentowi porównanie ofert. Trudno o bardziej jednoznaczną wskazówkę, że problem jest właśnie informacyjny. A nie — jak próbuje to sprzedać Białek — „kwestią innego modelu rekompensaty”.
Pytanie 3: Czy argument Wandzla o „prawidłowej RRSO mimo bezprawia” się broni?
Odpowiedź: Nie. To argumentacja karkołomna, która obraca się przeciwko swoim autorom.
Mec. Wojciech Wandzel z KKG Legal zasugerował w komentarzu dla Business Insider i Prawo.pl argumentację, która w środowisku bankowym ma pełnić rolę tarczy obronnej. Brzmi ona tak: skoro RRSO została wyliczona zgodnie z zapisami umowy — nawet jeśli sama umowa okazuje się bezprawna — to RRSO jest „podana prawidłowo”. W związku z tym nie ma naruszenia art. 30 ust. 1 pkt 7, a konsumentowi przysługuje co najwyżej zwrot odsetek od kredytowanych kosztów — sankcja „symboliczna w porównaniu do SKD”.
To argumentacja, w której gromadzi się cała intelektualna akrobatyka sektora bankowego. W praktyce sprowadza się do tezy: „kredytobiorca został prawidłowo poinformowany o tym, jak bank zamierza naruszyć prawo unijne”. Jeśli tę logikę zaakceptować, to art. 30 u.k.k. w ogóle nie miałby sensu — wystarczyłoby, żeby bank precyzyjnie opisał bezprawną konstrukcję, by spełnić obowiązek informacyjny.
To oczywiście nie tak działa. Obowiązek informacyjny zakłada rzetelność matematyczną i zgodność z prawem. Bank nie ma obowiązku informacyjnego w próżni — ma obowiązek poinformować o parametrach, które są dopuszczalne. Jeśli parametry są niedopuszczalne (bo baza liczenia odsetek jest nielegalna), to informacja o nich też jest wadliwa.
Warto też zauważyć, że w pkt 41 wyroku TSUE wprost zakwestionował ukrywanie pod etykietą „dobrowolności” warunków, które de facto były obowiązkowe. Ubezpieczenie w sprawie P.W. było formalnie dobrowolne, ale jego wykupienie było niezbędne do uzyskania oferowanej stopy oprocentowania. TSUE uznał: to czyni je integralnym elementem kosztu kredytu, niezależnie od etykiety. To już jest czysto informacyjny problem — konsument nie wie, za co płaci i na jakich zasadach.
Wzorzec Białka — „banki wygrały” niezależnie od tego, co orzekł TSUE
Żeby uczciwie zrozumieć dzisiejsze stanowisko ZBP, trzeba zobaczyć je w kontekście. W ciągu ostatnich pięciu lat Trybunał Sprawiedliwości UE wydał kilkadziesiąt orzeczeń dotyczących polskich umów kredytowych — frankowych, konsumenckich, hipotecznych. W każdym jednym przypadku stanowisko ZBP brzmiało podobnie: „nic się zasadniczo nie zmieniło”.
| Orzeczenie TSUE | Treść — upraszczając | Komunikat ZBP po wyroku |
| C-260/18 Dziubak (2019) | Sąd nie może „łatać” wadliwej umowy średnim kursem NBP — skutek: nieważność | „Każda sprawa wymaga indywidualnej oceny” |
| C-520/21 (2023) | Bank nie ma prawa do wynagrodzenia za korzystanie z kapitału po unieważnieniu | „Orzeczenie nie zmienia zasadniczo sytuacji” |
| C-140/22 (2023) | Konsument nie musi składać dodatkowych oświadczeń — wystarczy pozew | „Sądy krajowe dokonają oceny indywidualnej” |
| C-744/24 (dzisiaj) | Bank nie może naliczać odsetek od kosztów kredytu | „To nie otwiera drogi do SKD. Sądy krajowe będą dokonywać oceny indywidualnej” |
Schemat jest tak powtarzalny, że aż graniczy z autoparodią. Niezależnie od tego, co orzeknie TSUE, komunikat ZBP zawiera trzy elementy: (1) „każda sprawa jest indywidualna”, (2) „to nie automatyczne”, (3) ostrzeżenie przed „skrajnymi interpretacjami” strony konsumenckiej. W języku PR-owym to klasyczny manewr — zneutralizować wyrok poprzez powtórzenie, że „nic się zasadniczo nie zmieniło”, zanim dziennikarze zdążą przeczytać sentencję.
Jest jednak pewna obserwacja, którą warto zapamiętać. Jeśli komentarz prezesa największej organizacji branżowej brzmi identycznie po przegranej, jak po nierozstrzygnięciu, jak po częściowej wygranej — to znaczy tylko jedno. Komunikaty ZBP nie są informacją o rzeczywistości. Są narzędziem zarządzania narracją. Dziennikarze mogą je cytować (bo przysługuje im prawo do wypowiedzi), ale od dawna nie są one wiarygodnym przewodnikiem po treści orzeczeń.
Atak na kancelarie — klasyczny manewr, żeby zmienić temat
Najciekawszy fragment oświadczenia Białka to nie jego analiza wyroku. To atak osobisty na kancelarie reprezentujące konsumentów. Zacytujmy w całości, bez wycinania:
„Wszystkie kancelarie odszkodowawcze, które zapewne będą dzisiaj odtrąbiać sukces, skrzętnie ukrywają wyjątkowo otwarcie skandaliczny model, w którym funkcjonują, który nie ma nic wspólnego z ochroną konsumenta. Bardzo często polega na masowym skupowaniu takich roszczeń za ułamek ceny — za 10-15% wartości — a następnie dochodzeniu ich już na własny rachunek i na własny zysk. To nie ma nic wspólnego z ochroną konsumenta”. — Tadeusz Białek, prezes ZBP, oświadczenie z 23 kwietnia 2026 r. |
Spójrzmy na to chłodno. Po pierwsze — kancelarie specjalizujące się w sporach z bankami to szerokie spektrum podmiotów. Część z nich rzeczywiście zajmuje się skupowaniem wierzytelności od konsumentów (to praktyka legalna, choć ekonomicznie dyskusyjna). Inna — zdecydowanie większa, bo to model dominujący — prowadzi sprawy w modelu pełnomocniczym: bezpłatna analiza, stała opłata plus success fee od odzyskanej kwoty. Białek wrzuca oba modele do jednego worka i atakuje cały ruch konsumencki przez działania marginesu.
Po drugie — i to jest ciekawsze — nawet gdyby wszystkie kancelarie skupowały roszczenia, nie zmieniłoby to merytorycznej treści wyroku TSUE. Argument osobowy o „modelu biznesowym” nie jest argumentem prawnym. To ad hominem, który w debacie publicznej służy zmianie tematu: zamiast rozmawiać o tym, że banki przez dekady naliczały odsetki od kwot, których nigdy nie wypłaciły, rozmawiamy o tym, jak funkcjonują ich sądowi przeciwnicy.
Po trzecie — co przemilczane w oświadczeniu Białka — konsumenci, którzy sprzedają swoje roszczenia za 10-15%, robią to najczęściej dlatego, że banki wcześniej odrzuciły ich oświadczenia SKD. Alternatywą jest nie dostać nic, albo dostać 15% wartości bez konieczności przechodzenia przez wielomiesięczne postępowanie. W świecie idealnym, w którym banki uznawałyby roszczenia konsumenckie, ten rynek by nie istniał. Skoro istnieje — to jest konsekwencja, nie przyczyna dysfunkcji.
Warto też zauważyć — i to dedykujemy czytelnikom, którzy lubią symetrię — że w sprawie C-744/24 Pekao uznał roszczenia P.W. dopiero 20 listopada 2025 r., czyli pięć miesięcy przed wyrokiem TSUE. Dlaczego? Bo bank już wówczas wiedział, jak skończy się wyrok — i próbował doprowadzić do wykreślenia sprawy z wokandy, żeby uniknąć precedensu. Ten manewr udał się Santanderowi w sprawie C-566/24. Pekao — nie. Jeśli ktoś chce mówić o „cynicznych modelach biznesowych” w sporach konsumenckich, powinien zacząć analizę właśnie stąd.
Co się dzieje w najbliższych miesiącach — lawina pozwów
Prognoza redakcyjna, w oparciu o dostępne dane. W sądach w Polsce toczy się obecnie ponad 25 tysięcy spraw o sankcję kredytu darmowego (dane Bankier.pl, stan na marzec 2026 r.). Według szacunków rynku — to zaledwie ułamek potencjalnego pola. Kredytów konsumenckich z kredytowanymi kosztami zawarto w Polsce w ciągu ostatnich pięciu lat kilka milionów. Każda umowa, w której bank naliczał odsetki od doliczonych kosztów — jest potencjalnym pozwem.
Do tego dochodzi efekt „odmrożenia”. Od kilkunastu miesięcy polskie sądy masowo zawieszały postępowania SKD w oczekiwaniu na wyrok C-744/24. Sąd Najwyższy w postanowieniu III CZP 15/25 z 30 lipca 2025 r. zawiesił podjęcie uchwały właśnie do czasu rozstrzygnięcia TSUE. Od dzisiaj to zawieszenie traci rację bytu. W najbliższych tygodniach sądy zaczną hurtowo wznawiać zawieszone sprawy — i rozstrzygać je w świetle wyroku C-744/24.
Do tego dochodzi jeszcze jeden czynnik. Na wokandzie TSUE czeka sprawa C-831/24 (Machski) — opinia rzecznika generalnego planowana na 11 czerwca 2026 r. Dotyczy obowiązku badania SKD z urzędu. Jeśli TSUE rozstrzygnie ją prokonsumencko, obowiązek weryfikacji naruszeń SKD spadnie na same sądy — bez potrzeby, by konsument sam wiedział, że ma roszczenie. To byłby drugi etap tej samej rewolucji. Pierwszy dokonał się dzisiaj.
Prognoza redakcyjna W perspektywie 24 miesięcy liczba pozwów SKD może wzrosnąć 3-5-krotnie wobec obecnych 25 tysięcy spraw. Łączna wartość potencjalnych roszczeń — szacowana przez Stowarzyszenie Stop Bankowemu Bezprawiu na podstawie wolumenu kredytów konsumenckich z lat 2019–2024 — może sięgać kilkunastu miliardów złotych. To poziom, który będzie wymagał istotnego przeszacowania rezerw sektora bankowego w segmencie kredytów konsumenckich. |
Druga strona medalu — lawina podwyżek dla nowych klientów
Ale to tylko jedna strona wyroku. Jest też druga — mniej komfortowa dla konsumentów, którzy dopiero zamierzają zaciągnąć kredyt. Otwierają ją słowa samego TSUE w słynnym już pkt 60:
„Kredytodawca może bowiem nie stosować umownej stopy oprocentowania do kwot odpowiadających kosztowi kredytu, unikając jednocześnie stopniowej utraty wartości pieniądza w czasie poprzez proporcjonalnie wyższą stopę oprocentowania kredytu, odzwierciedlającą koszt niepobierania odsetek od kwot odpowiadających kosztowi kredytu„. — TSUE, wyrok C-744/24, pkt 60 |
Co to znaczy w praktyce? TSUE nie zakazał kredytowania kosztów. Dopuścił jedynie, by bank zrekompensował sobie koszt finansowania tych pozycji — ale nie przez naliczanie odsetek od niewypłaconego kapitału, tylko przez wyższą stopę oprocentowania od samego wypłaconego kapitału. Matematycznie ekonomicznie: to ten sam efekt. Prawnie — zasadnicza różnica. Konsument widzi jedną, jasną, wyrażoną w oficjalnej stopie oprocentowania cenę pieniądza. Nie jest oszukiwany poprzez sztucznie zaniżoną stopę podstawową, która ukrywa rzeczywisty koszt kredytu.
Dla rynku to oznacza jedno. Banki, żeby zrekompensować sobie utratę dochodów z „odsetek od kosztów”, podniosą oficjalne stopy oprocentowania nowych kredytów konsumenckich. Prawdopodobnie o 0,5–1,5 pkt proc. w zależności od produktu. Nie dlatego, że „rynek się zmienił” — ale dlatego, że dotychczas część dochodów ukrywana była pod pozorem obsługi kosztów kredytu. Od teraz ten sam koszt musi być wyrażony uczciwie.
To z kolei oznacza ciekawe zjawisko — realna cena kredytu się nie zmieni, ale wzrosną oficjalne wskaźniki (RRSO, stopa oprocentowania). Konsumenci mogą mieć wrażenie, że „kredyty podrożały”, podczas gdy ekonomicznie płacą tyle samo, tylko bardziej transparentnie. To paradoks regulacji prokonsumenckiej: prawda kosztuje psychologicznie więcej niż zakamuflowana bezprawność.
Nasze stanowisko — kto ma rację
Zestawmy fakty. Z jednej strony argumentacja prokonsumencka jest częściowo przesadzona — nie każda umowa z kredytowanymi kosztami oznacza automatyczny SKD, nie każdy pozew wygra, i nie wszyscy kredytobiorcy odzyskają „wszystko”. Z drugiej strony narracja Białka i ZBP jest fundamentalnie mylna w trzech punktach, które pokazaliśmy wyżej:
- Twierdzenie, że naliczanie odsetek od kosztów nie jest „naruszeniem obowiązków informacyjnych” — nie wytrzymuje zderzenia z tekstem art. 30 u.k.k. i z motywem 19 dyrektywy 2008/48/WE. Jest to klasyczny przypadek próby zneutralizowania orzeczenia poprzez jego redefinicję.
- Atak osobisty na kancelarie konsumenckie — nie zmienia treści wyroku. To klasyczny manewr mający zmienić temat dyskusji z „co banki robiły przez dekadę” na „jak działają ich sądowi przeciwnicy”.
- Próba sprowadzenia sprawy do „abuzywności z kwotą symboliczną” (argumentacja Wandzla) — opiera się na założeniu, że bank może spełnić obowiązek informacyjny przez precyzyjny opis własnego bezprawia. To logicznie i prawnie nie do utrzymania.
W naszej ocenie — z perspektywy redakcji chf24.pl, która od lat śledzi orzecznictwo konsumenckie i finansowe — wyrok C-744/24 stanowi jednoznaczne wzmocnienie pozycji procesowej kredytobiorców w sporach SKD. Nie jest to automatyczne zwycięstwo. Każda sprawa nadal wymaga indywidualnej oceny. Ale argumenty konsumenckie, które dotychczas dzieliły polskie sądy w proporcji 80/20 na korzyść banków, od dzisiaj mają fundamentalnie silniejszą podstawę unijną.
Co więcej — to nie jest koniec serii orzeczeń TSUE w tym obszarze. Za dwa miesiące (11 czerwca 2026 r.) poznamy opinię rzecznika generalnego w sprawie C-831/24 Machski, potencjalnie rozstrzygającej o tym, czy sądy mają badać naruszenia SKD z urzędu. Jeśli Trybunał pójdzie tym tropem, dzisiejszy wyrok okaże się dopiero pierwszym etapem rewolucji. Drugi dopiero przed nami.
Co powinien zrobić kredytobiorca — sześć konkretów
Abstrahując od sporów narracyjnych — oto co praktycznie warto zrobić, jeśli masz lub miałeś aktywny kredyt konsumencki w ciągu ostatnich kilku lat:
1. Sprawdź, czy w Twojej umowie są DWIE kwoty kredytu Jedna — „całkowita kwota kredytu” (to, co wypłacono na konto). Druga — „kwota udzielonego kredytu” lub „kwota do spłaty” (wyższa, bo zawiera kredytowane koszty). Jeśli są dwie różne — Twoja umowa wpisuje się w problem z wyroku C-744/24. |
2. Zobacz, od której kwoty naliczano odsetki Jeśli stopa oprocentowania stosowana była do wyższej kwoty (obejmującej kredytowane koszty) — to dokładnie praktyka zakwestionowana dziś przez TSUE. |
3. Pamiętaj o rocznym terminie zawitym Oświadczenie SKD składa się w terminie rocznym od wykonania umowy (art. 45 ust. 5 u.k.k.). Termin jest zawity — jeśli upłynie, wyrok TSUE niczego nie zmieni. |
4. Jeśli kredyt jest aktywny — sprawdź odsetki zapłacone dotąd Te kwoty mogą wrócić do Ciebie w ramach roszczenia SKD. Plus odsetki ustawowe za opóźnienie od dnia wezwania banku. |
5. Nie sprzedawaj roszczenia za ułamek wartości Jeśli ktoś oferuje Ci 10–15% szacunkowej wartości roszczenia, rozważ samodzielne dochodzenie jej w modelu pełnomocniczym. Po dzisiejszym wyroku szanse wygranej są istotnie wyższe niż dotąd. |
6. Skorzystaj z bezpłatnej analizy Wstępną analizę umowy kredytu konsumenckiego wykonują kancelarie prawne specjalizujące się w tych sprawach. To bezpłatny, niezobowiązujący etap, który odpowiada na najważniejsze pytanie: „czy moja sprawa się kwalifikuje?”. |
Konkluzja — lawina czy spokojny strumień?
Wracamy do pytania z tytułu. Lawina pozwów czy podwyżek? Odpowiedź brzmi: i jedno, i drugie. Dla kredytobiorców z istniejącymi umowami — realne szanse na SKD istotnie wzrosły, choć żaden pozew nie jest z definicji przesądzony. Dla tych, którzy dopiero zaciągną kredyt — prawdopodobne są widoczne podwyżki oficjalnych stóp oprocentowania, bo banki zrekompensują sobie utratę ukrytego dochodu.
A kto mówi prawdę? W najprostszej formie:
- Rzecznik Finansowy ma rację — to jest wzmocnienie pozycji konsumentów.
- Kancelarie konsumenckie mają rację — wzrośnie liczba pozwów, choć nie w tempie „lawiny”. Raczej narastającej fali.
- Tadeusz Białek ma rację tylko w jednym — TSUE nie przyznał SKD „automatycznie”. Reszta jego oświadczenia to zarządzanie narracją.
- Prawnicy bankowi (Wandzel, Cudna-Wagner) mają szczerze słabą argumentację — bronią interpretacji, w której bank spełnia obowiązek informacyjny poprzez precyzyjne opisanie własnego bezprawia. Ta koncepcja nie ma długiej przyszłości w polskich sądach.
Ostatnia obserwacja. Wyrok C-744/24 to nie „rewolucja”, jak piszą co bardziej entuzjastyczne tytuły. To wyciągnięcie konsekwencji z linii orzeczniczej, która trwała dziesięć lat — od wyroku Radlinger z 2016 r. przez Mikrokasa (2020) po Soho Group (2020). TSUE nie tworzył dziś nowego prawa. Potwierdził, że dotychczasowa praktyka polskich banków była niezgodna z prawem unijnym. Polski sektor bankowy miał dekadę, żeby się do tego przygotować. Zamiast tego postawił na to, że TSUE nie dojdzie do tego wniosku. Zagrał — i przegrał. Rachunek wystawiają teraz kredytobiorcy.
Zastrzeżenie: Niniejszy felieton ma charakter analityczno-dziennikarski i stanowi opinię redakcyjną, nie poradę prawną. Analiza oparta jest na pełnej treści wyroku TSUE z 23 kwietnia 2026 r. w sprawie C-744/24 oraz na komentarzach opublikowanych w Business Insider Polska, Prawo.pl i Bankier.pl w dniu wydania wyroku. Wypowiedzi Tadeusza Białka (ZBP), dra Michała Ziemiaka (Rzecznik Finansowy), mec. Wojciecha Bochenka, mec. Anny Cudnej-Wagner (CMS Polska) oraz mec. Wojciecha Wandzla (KKG Legal) przytoczone są zgodnie z ich publicznymi wystąpieniami z 23 kwietnia 2026 r. Każda sprawa SKD wymaga indywidualnej oceny — niniejszy tekst nie stanowi rekomendacji procesowej.





