Kredytobiorcy złotowi, którzy powierzyli swoje sprawy nieodpowiednim pełnomocnikom, płacą za to najwyższą cenę. Nie dlatego, że ich roszczenia są bezzasadne, ale dlatego, że ich prawnicy traktują WIBOR jak kolejną odsłonę taśmy frankowej. To fundamentalny błąd, który zamyka drzwi do korzystnych rozstrzygnięć – nierzadko bezpowrotnie.
Iluzja łatwego pieniądza ze spraw o WIBOR
Na polskim rynku usług prawnych trwa gorączka złota. Po wyroku TSUE z 12 lutego 2026 r. w sprawie C-471/24 dziesiątki podmiotów – kancelarii adwokackich, radcowskich, a przede wszystkim spółek odszkodowawczych niepoddanych nadzorowi samorządów zawodowych – ogłasza gotowość do prowadzenia „spraw wiborowych”. Przekaz marketingowy jest prosty i kuszący: skoro udało się z frankami, uda się i z WIBORem. Wystarczy skopiować schemat, zmienić nagłówek pozwu i czekać na korzystny wyrok.
Problem w tym, że ta obietnica jest fałszywa. Sprawy dotyczące kredytów złotowych opartych o WIBOR nie mają z procesami frankowymi niemal nic wspólnego poza tym, że po obu stronach sporu stoją bank i konsument. Kto tego nie pojmuje, naraża swoich klientów na porażkę – i to porażkę, której skutki bywają trudne do odwrócenia na etapie apelacji, nawet jeśli sprawę przejmuje doświadczona kancelaria.
Franki miały trzy wzorce. WIBOR ma ich setki
W szczytowym okresie sporów frankowych profesjonalni pełnomocnicy konsumentów pracowali z ograniczoną liczbą wzorców umownych. Kilka dużych banków stosowało kilka wariantów klauzul przeliczeniowych, a linia orzecznicza – po latach budowania – ustabilizowała się na tyle, że doświadczona kancelaria mogła prowadzić procesy z pewnym stopniem powtarzalności. To nie znaczy, że były łatwe, ale były do pewnego stopnia przewidywalne.
W przypadku kredytów wiborowych sytuacja wygląda diametralnie inaczej. Umów kredytowych i pożyczkowych powiązanych z WIBORem istnieje ogromna liczba wariantów – tworzonych przez różne banki, w różnych okresach, na podstawie różnych regulaminów i z różnym zakresem klauzul dotyczących oprocentowania zmiennego. Każdy z tych wzorców wymaga indywidualnej analizy: punkt po punkcie, zdanie po zdaniu. Nie da się napisać jednego „wzorcowego pozwu wiborowego”, powielić go sto razy i liczyć na sukces. Kto tak robi, z góry skazuje swoich klientów na przegraną.
Patologia spadków: gdy klient płaci za niekompetencję pełnomocnika
Zjawisko, o którym w branży mówi się półgłosem, ale które nabiera niepokojących rozmiarów, to narastająca fala tzw. spadków – spraw przejmowanych od poprzednich pełnomocników, którzy nie potrafili ich poprowadzić. W praktyce wygląda to tak: prawnik bez doświadczenia w prawie bankowym i finansowym, przekonany, że WIBOR to „łatwe franki”, wnosi pozew oparty na szablonowej argumentacji. Następnie albo nie potrafi obronić swoich tez na rozprawie, albo w ogóle nie zjawia się z klientem na posiedzeniu, albo – co najgorsze – uzyskuje niekorzystny wyrok, który zamyka wiele ścieżek procesowych.
Na etapie apelacji możliwości są już drastycznie ograniczone. Nie można zmienić sformułowania roszczenia, nie można rozszerzyć powództwa, nie da się naprawić tego, co zostało źle skonstruowane u podstaw. Pozostaje ewentualne powoływanie się na nieważność umowy z urzędu – ale to raczej desperacka próba ratunku niż solidna strategia procesowa. Konsument, który zaufał niewłaściwemu pełnomocnikowi, traci nie tylko pieniądze wydane na obsługę prawną. Traci przede wszystkim szansę na korzystne rozstrzygnięcie, które – przy kompetentnym prowadzeniu sprawy – mogłoby być w zasięgu ręki.
Dlaczego WIBOR wymaga zupełnie innego warsztatu
Prowadzenie sprawy wiborowej to nie jest kwestia znajomości jednego czy dwóch przepisów. To złożony proces wymagający głębokiego zrozumienia kilku warstw regulacyjnych jednocześnie.
Po pierwsze – podstawy prawnomaterialne. Pełnomocnik musi operować nie tylko art. 69 i art. 76 Prawa bankowego, ale również ustawą o kredycie hipotecznym (obowiązującą od 2017 r.), ustawą o kredycie konsumenckim, rozporządzeniem BMR dotyczącym wskaźników referencyjnych, a także dyrektywą 2014/17/UE i dyrektywą 93/13/EWG. Szanujący się sędzia zapyta o konkretną podstawę prawną dochodzonego roszczenia – i „bo WIBOR jest zły” nie jest odpowiedzią, którą można przedstawić na sali sądowej.
Po drugie – obowiązki informacyjne. To kluczowe pole bitwy w sporach wiborowych i jednocześnie obszar, w którym banki mają najsłabszą pozycję. Wyrok TSUE w sprawie C-471/24 wyraźnie wskazał, że samo zastosowanie wskaźnika WIBOR w umowie nie zwalnia banku z obowiązku poinformowania konsumenta o realnych ryzykach związanych ze zmiennym oprocentowaniem. Bank powinien był przekazać kredytobiorcy informacje o wpływie wskaźnika na rzeczywiste raty, o RRSO uwzględniającym pesymistyczne scenariusze, o mechanizmie ustalania oprocentowania i częstotliwości jego aktualizacji.
Te obowiązki wynikają m.in. z formularza ESIS (European Standardised Information Sheet), który nakłada na kredytodawców konkretne wymogi informacyjne – łącznie z obowiązkiem przedstawienia symulacji opartej na najbardziej niekorzystnych danych z ostatnich dwudziestu lat. Pytanie, które powinien zadać sobie każdy pełnomocnik konsumenta, brzmi: czy bank faktycznie ten obowiązek spełnił? I czy potrafi to udowodnić podpisanym, zindywidualizowanym dokumentem, a nie abstrakcyjną broszurą reklamową?
Po trzecie – kaskada roszczeń. Doświadczeni praktycy nie ograniczają się do jednego żądania procesowego. W pozwie wiborowym powinny znaleźć się roszczenia ułożone kaskadowo: od bezwzględnej nieważności umowy, przez eliminację klauzuli zmiennego oprocentowania (tzw. odwiborowanie), sankcję kredytu darmowego (tam, gdzie jest to możliwe), aż po koncepcję „kredytu zero” – czyli uznania, że po wyeliminowaniu całego oprocentowania umowa funkcjonuje dalej, ale konsument spłaca wyłącznie kapitał.
Prawnik, który wchodzi do sądu z jednym roszczeniem i jednym argumentem, gra w szachy jednym pionkiem.
Kluczowy podział: umowy sprzed 2018 i po 2018 roku
Elementem, który wiele kancelarii całkowicie pomija lub bagatelizuje, jest fundamentalne znaczenie daty zawarcia umowy kredytowej. Wyrok TSUE w sprawie C-471/24 dotyczył umowy z 2019 roku – a więc zawartej już po wejściu w życie rozporządzenia BMR i po implementacji dyrektywy 2014/17/UE do polskiego porządku prawnego.
W przypadku umów podpisanych po 2018 roku Trybunał wskazał na istnienie pewnego domniemania zgodności wskaźnika z prawem – wynikającego z faktu, że WIBOR uzyskał status kluczowego wskaźnika referencyjnego w rozumieniu BMR. Ale – i to jest punkt, który banki desperacko starają się przemilczeć – to domniemanie jest wzruszalne. Sąd krajowy może je obalić, badając, czy bank faktycznie wywiązał się z obowiązków informacyjnych. Punkt 104 wyroku mówi o tym wprost.
W przypadku umów starszych, sprzed 2018 roku, sytuacja jest dla banków jeszcze trudniejsza. Nie istniało wówczas rozporządzenie BMR, nie funkcjonował formularz ESIS, a WIBOR nie miał statusu kluczowego wskaźnika referencyjnego. Obowiązki informacyjne banków były regulowane ogólnymi przepisami prawa bankowego i dyrektywy 93/13/EWG – i w wielu przypadkach realizowane w sposób skrajnie pobieżny.
To właśnie ten „stary portfel” kredytowy jest najbardziej narażony na skuteczne podważenie w sądzie. Pytania prejudycjalne skierowane do TSUE w sprawach C-586/25 i C-630/25, dotyczące właśnie umów zawartych przed wejściem w życie BMR, mogą w nadchodzących miesiącach otworzyć zupełnie nowy rozdział w sporach wiborowych. W jednej z tych spraw sąd wprost wskazał w treści pytania, że jego zdaniem umowa może być nieważna.
Dealer i kredytodawca w jednej osobie – konflikt, którego banki wolałyby nie poruszać
Jest jeszcze jeden aspekt, który odróżnia sprawy wiborowe od frankowych i który wymaga od pełnomocnika solidnej wiedzy z zakresu prawa rynków finansowych. Chodzi o podwójną rolę banku: jako uczestnika fixingu WIBOR (dealera składającego kwotowania wpływające na wysokość wskaźnika) i jednocześnie jako strony umowy kredytowej, która na tym wskaźniku zarabia.
Ten strukturalny konflikt interesów jest wpisany w samą naturę wskaźnika. Bank, który uczestniczy w ustalaniu WIBOR-u, jednocześnie oferuje produkty finansowe oparte na tym wskaźniku – i czerpie z nich korzyści. Kwotowanie, które bank składa przy fixingu, wiąże go na kilkanaście minut. Ale stawka wynikająca z tego kwotowania wiąże kredytobiorcę przez trzy lub sześć miesięcy.
Ta asymetria nigdy nie była komunikowana konsumentom w sposób przejrzysty. W wielu umowach bank odsyłał do zewnętrznego serwisu informacyjnego (np. Reutersa) jako źródła danych o WIBOR – serwisu płatnego, niedostępnego przeciętnemu konsumentowi i nieczynnego przez cały okres obowiązywania umowy. Pełnomocnik, który nie potrafi zbudować argumentacji wokół tego konfliktu, marnuje jedno z najsilniejszych narzędzi procesowych.
Nie wystarczy chcieć robić sprawy z WIBOR. Trzeba umieć
Warto powiedzieć to otwarcie: nie każda kancelaria powinna zajmować się sprawami wiborowymi. Nie dlatego, że te sprawy są „zarezerwowane” dla wybranych, ale dlatego, że wymagają specyficznej wiedzy, którą trudno zdobyć z dnia na dzień.
Prawnik podejmujący się prowadzenia sporu o kredyt złotowy oparty na WIBORze powinien znać orzecznictwo TSUE – nie tylko wyrok w sprawie C-471/24, ale całą linię judykatów dotyczących dyrektywy 93/13/EWG, w tym fundamentalny wyrok w sprawie C-125/18 (Gomez, Del Moral Guasch). Powinien rozumieć mechanizm fixingu, znać historyczne składy grupy dealerskiej, orientować się w regulaminie GPW Benchmark i wiedzieć, czym różni się wskaźnik kluczowy od wskaźnika ustawowego (spoiler: WIBOR nie jest wskaźnikiem ustawowym, mimo że sektor bankowy uparcie sugeruje inaczej).
Powinien wreszcie umieć skonstruować pozew z kaskadą roszczeń, dobrać odpowiednie środki dowodowe i być gotowym na wielomiesięczny, wymagający proces, w którym bank będzie bronił się zębami i pazurami – korzystając ze wsparcia dobrze opłacanych prawników, sympatycznych biegłych i przychylnej machiny medialnej.
Perspektywy: co czeka rynek kredyty z WIBOR w 2026 roku
Przed polskimi sądami stoi bezprecedensowe wyzwanie. Sprawy wiborowe trafią do wydziałów cywilnych – nie do wyspecjalizowanych wydziałów frankowych, gdzie sędziowie od lat operują orzecznictwem TSUE. To oznacza, że proces edukacji sędziów zacznie się w dużej mierze od nowa, choć na szczęście świadomość unijnych standardów ochrony konsumenckiej jest dziś nieporównanie wyższa niż dekadę temu.
Kluczowe będą wyroki w sprawach C-586/25 i C-630/25, dotyczących umów sprzed 2018 roku, oraz w sprawie C-607/25 dotyczącej odsetek maksymalnych i braku górnego limitu odpowiedzialności konsumenta. Jeśli Trybunał wypowie się prokonsumencko – a połączenie dwóch pierwszych spraw do wspólnego rozpoznania sugeruje, że traktuje je poważnie – otworzy się droga do masowego kwestionowania starszych portfeli kredytowych.
Banki doskonale zdają sobie z tego sprawę. Wyprzedaż akcji sektora bankowego na GPW w dniu po wyroku C-471/24, skutkująca spadkiem indeksu WIG-Banki o ponad 3% i stratą kapitalizacji rzędu kilku miliardów złotych, była wymownym komentarzem inwestorów – daleko bardziej szczerym niż medialne komunikaty rzeczników bankowych o „wielkim zwycięstwie”.
Konkluzja: pokora zamiast chciwości
WIBOR to nie jest kolejna odsłona taśmy frankowej. To zupełnie nowa kategoria sporów, wymagająca innej wiedzy, innego warsztatu i innego podejścia. Kancelarie, które tego nie rozumieją – bo nie chcą zrozumieć, bo jest im wygodniej kopiować szablony, bo wolą zarobić szybko niż dobrze – przegrywają sprawy swoich klientów. A klient, który przegra z powodu niekompetencji swojego pełnomocnika, ma prawo czuć się oszukany podwójnie: raz przez bank, który nie dopełnił obowiązków informacyjnych, i drugi raz przez prawnika, który obiecał mu łatwą wygraną.
Dla kredytobiorców złotowych płynie z tego jeden wniosek: zanim powierzysz swoją sprawę jakiemukolwiek podmiotowi, sprawdź, czy rozumie on różnicę między sprawą frankową a wiborową. Zapytaj o konkretne doświadczenie w prawie finansowym, o znajomość orzecznictwa TSUE, o strategię procesową. Jeśli usłyszysz, że „WIBOR to proste jak franki” – szukaj dalej.
Bo w tym sporze proste odpowiedzi nie istnieją. Istnieją za to realne szanse na korzystne rozstrzygnięcie – ale tylko dla tych, którzy podejdą do tematu z odpowiednią wiedzą, starannością i pokorą.
Powyższy tekst stanowi opinię autora i nie stanowi porady prawnej. Każda sprawa dotycząca kredytu opartego o WIBOR wymaga indywidualnej analizy prawnej.






