niedziela, 26 kwietnia, 2026
Kontakt: info@chf24.pl
CHF24.PL

Serwis informacyjno-publicystyczny o sporach konsumentów z bankami oraz rynku kredytowym. Wiadomości, analizy i komentarze dotyczące postępowań sądowych i zmian w prawie.

  • Strona Główna
  • Wiadomości
    • Frankowicze
    • Kredyt w PLN
    • Sankcja kredytu darmowego
  • Wyroki
    • Wyroki TSUE
  • Poradnik Frankowicza
  • Felietony
  • Prawnicy
  • W Sądach
  • Ugody
  • Ranking Kancelarii
CHF24.PL
  • Strona Główna
  • Wiadomości
    • Frankowicze
    • Kredyt w PLN
    • Sankcja kredytu darmowego
  • Wyroki
    • Wyroki TSUE
  • Poradnik Frankowicza
  • Felietony
  • Prawnicy
  • W Sądach
  • Ugody
  • Ranking Kancelarii
Brak wyników
Zobacz wszystkie wyniki
CHF24.PL

ING BANK usuwa kontrowersyjny „dolny próg” oprocentowania. Co to oznacza dla posiadaczy kredytów?

Michał Augustynowicz Napisał Michał Augustynowicz
Data ostatniej modyfikacji: 21/01/2026 15:06
Czas czytania:11 minut
A A
0
Share on FacebookShare on Twitter

Bank ING podjął zaskakującą, ale ważną decyzję – ogłosił, że w aktualizacji oprocentowania kredytów hipotecznych nie będzie już stosował klauzuli dolnego progu oprocentowania. Chodzi o kontrowersyjny zapis umowny gwarantujący bankowi minimalny poziom oprocentowania nawet wtedy, gdy wskaźnik referencyjny (WIBOR lub WIRON) spadnie do zera lub wartości ujemnych. W praktyce taka klauzula oznaczała, że jeśli np. stawka WIBOR byłaby ujemna, klient i tak płaciłby odsetki według samej marży banku – bank zabezpieczał swój zysk, uniemożliwiając pełne obniżenie oprocentowania kredytu. Teraz ING dobrowolnie z tego zabezpieczenia rezygnuje. Dlaczego bank to robi właśnie teraz, co to oznacza dla kredytobiorców i jakie może mieć skutki dla rynku? Poniżej analizujemy motywy tej decyzji, kontekst rynkowy oraz konsekwencje dla klientów i całego sektora.ING BANK usuwa kontrowersyjny „dolny próg” oprocentowania. Co to oznacza dla posiadaczy kredytów?

Motywy decyzji ING: ostrożność prawna i reakcja na krytykę

Decyzja ING wydaje się na pierwszy rzut oka nietypowa – obecnie nic nie wskazuje, by stopy procentowe w Polsce miały spaść poniżej zera. Skąd zatem potrzeba komunikowania, że bank „nie będzie stosował” klauzuli minimalnego oprocentowania? Wszystko wskazuje na motywy prewencyjne i ostrożność procesową. Tego typu zapis w umowach od dawna budził wątpliwości prawne i etyczne. Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów (UOKiK) już kilka lat temu otwarcie krytykował klauzule minimalnego oprocentowania jako postanowienia naruszające interesy konsumentów i dobre obyczaje. UOKiK uznawał takie zapisy za abuzywne (niedozwolone), argumentując, że bank przerzuca na klienta ryzyko spadku stóp procentowych, podczas gdy ryzyko wzrostu stóp w całości obciąża kredytobiorcę. Taka asymetria – brak górnego limitu oprocentowania przy jednoczesnym zagwarantowaniu sobie dolnego limitu – może świadczyć o nieuczciwej konstrukcji umowy.

ING prawdopodobnie chce więc zminimalizować ryzyko prawne na wypadek sporów sądowych z klientami. Jeśli kredytobiorcy zaczną kwestionować swoje umowy (np. w trwających już procesach dotyczących kredytów złotowych opartych o WIBOR), bank pozbawia ich jednego z argumentów o nieuczciwości kontraktu. Można to odczytać jako działanie „z ostrożności”: ING zawczasu usuwa potencjalnie wadliwe postanowienie, aby w razie pozwów móc powiedzieć, że i tak go nie stosuje. Oczywiście, taka deklaracja nie zmienia faktu, że klauzula widnieje w podpisanych umowach – ale publiczne zobowiązanie banku oznacza, że de facto przestaje ona obowiązywać klientów.

Na decyzję mogły wpłynąć też wcześniejsze interwencje regulatorów. Po fali obniżek stóp w 2020 r. problem minimalnego oprocentowania przykuł uwagę Rzecznika Finansowego i UOKiK. Już wtedy zapowiadano działania w celu wyeliminowania takich praktyk z rynku. Wydaje się więc, że ING dostosowuje się do oczekiwań organów nadzoru, pokazując wolę współpracy i uniknięcia zarzutów. To również sygnał dla klientów, że bank poważnie traktuje kwestie transparentności i chce uchronić się przed ewentualnymi zarzutami o stosowanie klauzul niezgodnych z prawem.

Kontekst rynkowy: czy grożą nam ujemne stopy procentowe?

Żeby zrozumieć znaczenie tej zmiany, warto spojrzeć na obecną sytuację rynkową. Aktualne poziomy stóp procentowych w Polsce są dodatnie i nic nie wskazuje, by w najbliższej przyszłości miały spaść poniżej zera. Główna stopa referencyjna NBP wynosi obecnie 4,00%, a kluczowe wskaźniki rynku finansowego kształtują się na poziomach dodatnich – trzymiesięczny WIBOR to około 3,9%, zaś odpowiadający mu wskaźnik WIRON (nowy indeks stopy wolnej od ryzyka, który stopniowo zastępuje WIBOR) oscyluje w okolicach 3,5%. Nawet inflacja powróciła do jednocyfrowego poziomu. To oznacza, że w przewidywalnej perspektywie scenariusz ujemnych stawek referencyjnych jest mało realny.

Historycznie najniższe stopy procentowe w Polsce notowano w 2020 r., gdy stopa NBP spadła do 0,10%. Jednak nawet wtedy WIBOR nie zszedł poniżej zera (utrzymywał się w okolicach 0,2–0,3%). Ujemne stopy procentowe to sytuacja, która zdarzała się w innych krajach (np. w Szwajcarii, strefie euro czy Japonii), ale w Polsce dotąd nie wystąpiła. Banki przygotowywały się jednak na taką ewentualność – stąd pomysł wprowadzania do umów klauzuli dolnego progu oprocentowania. Dzięki niej bank miał pewność, że nie dojdzie do paradoksu: w przypadku bardzo niskich lub ujemnych stóp nie musiałby „dopłacać” klientowi do kredytu ani rezygnować z całej swojej marży. Co więcej, prawo bankowe definiuje kredyt jako umowę o charakterze odpłatnym, co rodziło pytanie, czy ujemne oprocentowanie kredytu (teoretycznie oznaczające, że bank dopłaca klientowi) w ogóle byłoby dopuszczalne prawnie. Banki wolały nie testować tej granicy, stąd zabezpieczające klauzule.

Obecnie jednak sytuacja makroekonomiczna jest odmienna – po okresie rekordowo niskich stóp przyszła fala szybkich podwyżek. Dopiero niedawno stopy ustabilizowały się i zaczęły nieznacznie spadać, ale nadal są istotnie powyżej zera. Perspektywa, że WIBOR lub WIRON stanie się ujemny, jest odległa. Można więc zapytać: po co ING teraz rezygnuje z klauzuli, skoro prawdopodobnie i tak by się nie przydała? Odpowiedź tkwi właśnie w kwestiach prawnych i wizerunkowych – bank usuwa ją nie dlatego, że obawia się ujemnego WIBOR-u w przyszłym miesiącu, lecz dlatego, że jej utrzymywanie szkodzi reputacji i może narazić na spory sądowe. Innymi słowy, zmienił się klimat regulacyjny i społeczny: dzisiaj taka jednostronna ochrona banku jest postrzegana negatywnie, a instytucje wolą być postrzegane jako grające fair z klientami.

Co oznacza zmiana dla kredytobiorców?

Kredytobiorcy ING posiadający zmiennoprocentowe kredyty hipoteczne powinni odnotować tę zmianę, choć jej realne skutki finansowe mogą być czysto teoretyczne – przynajmniej na razie. Oświadczenie banku dotyczy wszystkich umów kredytu lub pożyczki hipotecznej zawartych między 17 sierpnia 2015 r. a 29 września 2025 r., które zawierają postanowienie o dolnym progu oprocentowania. To oznacza, że praktycznie wszystkie zmiennoprocentowe kredyty mieszkaniowe udzielone w ciągu ostatniej dekady przez ING zostaną objęte nową zasadą. Nawet jeśli w umowie figuruje punkt mówiący, że „oprocentowanie nie może spaść poniżej marży banku” (lub analogiczny), bank zobowiązał się go nie egzekwować.

W praktyce klient nie musi nic robić – zmiana zostanie wprowadzona automatycznie, bez aneksowania umów. ING zapowiedział, że już przy najbliższej aktualizacji oprocentowania będzie uwzględniał rzeczywistą wartość wskaźnika referencyjnego, nawet jeśli byłaby ona równa zero lub ujemna. Oznacza to, że w hipotetycznym przypadku spadku np. WIRON do wartości ujemnej, w harmonogramie spłat kredytu może pojawić się oprocentowanie niższe od samej marży. Dla przykładu: jeśli marża kredytu wynosi 2%, a stawka referencyjna spadłaby do –0,2%, oprocentowanie kredytu zostałoby obliczone jako 1,8%. Dotychczas, z klauzulą minimalną, oprocentowanie pozostałoby na poziomie 2% (bo ujemny wskaźnik byłby traktowany jak zero). Po zmianie klient skorzysta na pełnym obniżeniu rat – wprawdzie w tym przykładzie różnica to tylko 0,2 punktu procentowego, ale przy wysokich kwotach kredytu i dłuższym okresie może to oznaczać zauważalne oszczędności.

Co istotne, ING podkreśla, że brak aneksu nie stanowi problemu – nawet jeśli umowa formalnie zawiera omawianą klauzulę, bank dobrowolnie odstępuje od jej stosowania. Przy dowolnej nadarzającej się okazji (np. przy zmianie innych warunków umowy, przewalutowaniu kredytu czy skorzystaniu z nowych ofert) klauzula ta zapewne zostanie oficjalnie usunięta z dokumentów. Do tego czasu wystarczy jednak jednostronna deklaracja banku, która jest dla klientów korzystna, więc trudno ją kwestionować. Żaden kredytobiorca nie będzie przecież domagał się wyższego oprocentowania, niż wynika to z bieżących stawek rynkowych. Można zatem uznać, że ING poprawia warunki umów klientów „z urzędu”, nie czekając na indywidualne wnioski.

Czy w najbliższym czasie kredytobiorcy odczują realne korzyści finansowe? Najprawdopodobniej nie, o ile stopy procentowe nie runą ponownie do rekordowo niskich poziomów. Nawet prognozowane dalsze spadki stóp NBP w 2026 r. raczej nie sprowadzą WIBOR/WIRON w okolice zera. Jednak decyzja banku daje klientom poczucie bezpieczeństwa i sprawiedliwego traktowania. Gdyby kiedyś doszło do kolejnej nietypowej sytuacji makroekonomicznej, posiadacze kredytów w ING mają pewność, że ich oprocentowanie spadnie dokładnie tak nisko, jak dyktuje to formuła marża + wskaźnik referencyjny – bez sztucznych ograniczeń. To również kwestia psychologiczna: bank komunikuje, że nie będzie wykorzystywał jednostronnie korzystnego zapisu kosztem klientów, co może budować zaufanie.

Znaczenie dla przyszłych sporów sądowych i konstrukcji umów

Wycofanie się z klauzuli minimalnego oprocentowania może mieć szersze implikacje prawne. W ostatnich latach pojawiła się nowa fala pozwów składanych przez kredytobiorców złotowych, kwestionujących różne elementy swoich umów – w tym zasady ustalania oprocentowania opartego o WIBOR. Argumentacja kancelarii reprezentujących klientów często nawiązuje do doświadczeń tzw. „frankowiczów”, wskazując na rzekomą nieważność lub abuzywność pewnych postanowień w kredytach złotówkowych. Klauzula dolnego progu oprocentowania była jednym z tych postanowień, które prawnicy prokonsumenccy wskazywali jako dowód na nierównowagę kontraktową.

Skoro ING rezygnuje z jej stosowania, niewątpliwie osłabia to pozycję potencjalnych zarzutów wobec banku. W razie sporu sądowego ING będzie mógł argumentować: „Owszem, taki zapis widnieje w umowie, ale my go nie stosujemy – ogłosiliśmy to publicznie, więc klient nie ponosi żadnej szkody z tego tytułu”. Można to traktować jako formę ugruntowania linii obrony przed roszczeniami. Jednak prawnicy reprezentujący konsumentów mogą z kolei twierdzić, że sam fakt istnienia wadliwego mechanizmu w umowie od początku świadczy o nieuczciwości warunków. Dobrowolne zaniechanie jego wykonywania w 2026 r. nie zmienia tego, że przy podpisywaniu umowy konsument nie był na równych prawach z bankiem.

Warto tu przypomnieć, że zarówno UOKiK, jak i Rzecznik Finansowy jeszcze w 2020 r. zajęli jednoznaczne stanowisko, iż dolne limity oprocentowania w kredytach ze zmienną stopą naruszają dobre obyczaje. Podkreślano, że gdy stopy rosną – banki naliczają wyższe odsetki bez ograniczeń, ale gdy spadają – nie zawsze w pełni obniżają raty klientom, powołując się na umowny próg. Taka praktyka została uznana za niedopuszczalną. Co więcej, w europejskim orzecznictwie również pojawiały się echa tego problemu – Trybunał Sprawiedliwości UE (TSUE) w wyroku z lipca 2020 r. (sprawa Ibercaja Banco, C-452/18) wskazał, że klauzula minimalnego oprocentowania musi być przedstawiona konsumentowi w sposób przejrzysty i z pełnym wyjaśnieniem konsekwencji, inaczej może zostać uznana za nieuczciwą.

Decyzja ING może więc być odczytywana także jako działanie zgodne z dobrymi praktykami, wymuszonymi pośrednio przez regulatorów i orzecznictwo. W razie ewentualnych procesów dotyczących kredytów opartych na WIBOR/WIRON, bank będzie mógł pokazać, że wyeliminował z umów najbardziej kontrowersyjny element. Nie jest tajemnicą, że sektor bankowy z niepokojem czeka na rozstrzygnięcia w sprawach „złotowych” – czy sądy uznają niektóre umowy za nieważne lub wadliwe, analogicznie do wielu kredytów walutowych. Eliminacja klauzul minimalnego oprocentowania to jeden z kroków uprzedzających takie ryzyko. Możliwe, że inne banki również pójdą śladem ING, by oczyścić swoje portfele kredytowe z zapisów, które mogą być użyte przeciwko nim w sądzie.

Inne banki i historyczne pułapki w umowach kredytowych

Klauzula minimalnego oprocentowania nie była pomysłem wyłącznie ING. Wprowadzało ją wiele banków w okresie rekordowo niskich stóp procentowych, choć szczegóły tych zapisów różniły się między instytucjami. Niektóre banki ustanawiały sztywne progi – na przykład Bank Millennium kilka lat temu wpisał do umów hipotek minimalne oprocentowanie na poziomie 3% w skali roku. Oznaczało to, że niezależnie od tego, jak nisko spadnie WIBOR, odsetki klienta i tak nie mogły być niższe niż 3%. Taki zapis przeszedł właściwie bez echa w czasach, gdy typowe oprocentowanie kredytów w złotych wynosiło 5–6%. Klienci podpisywali umowy, nie wyobrażając sobie, że kiedykolwiek mogliby płacić mniej niż 3%.

Sytuacja diametralnie zmieniła się w latach 2019–2020, gdy stopy spadły niemal do zera, a WIBOR 3M obniżył się do ok. 0,25%. Posiadacze kredytów w Banku Millennium, którzy mieli marże na poziomie np. 1,5%, oczekiwali spadku oprocentowania do ok. 1,75%. Tymczasem bank dalej naliczał 3%, bo tyle wynosiło wpisane w umowie minimum. Różnica między 1,75% a 3% trafiała prosto do kieszeni banku jako dodatkowy zysk, ponad uzgodnioną marżę. Trudno się dziwić, że klienci poczuli się oszukani – w końcu zaakceptowali marżę 1,5 pp., a faktycznie bank zarabiał na ich kredycie niemal dwa razy tyle. Sprawa ta wywołała protesty i pozwy sądowe. Kilku kredytobiorców Banku Millennium zdecydowało się skierować sprawę do sądu, żądając uznania klauzuli za niedozwoloną i usunięcia jej z umowy. Interweniował również UOKiK, wymuszając na banku odejście od tej praktyki. Ostatecznie Millennium wycofał się z 3-procentowego progu, a klienci odzyskali należne obniżki oprocentowania. Ten przypadek stał się głośnym przykładem na to, jak pozornie drobny zapis w umowie kredytowej może mieć dla konsumenta bardzo kosztowne skutki – oraz jak ważna jest czujność organów nadzoru.

Po doświadczeniach Millennium UOKiK sygnalizował, że podobne rozwiązania stosowały także inne banki – wspominał o ustalaniu dolnego limitu oprocentowania na poziomie np. 2% lub 3% w części umów hipotecznych. Wiele wskazuje na to, że pod presją działań UOKiK i Rzecznika Finansowego większość instytucji finansowych zrewidowała te postanowienia. Klauzule minimalnego oprocentowania zaczęto usuwać lub po prostu zaprzestano ich stosowania w nowych umowach. Zresztą od 2021 r. obserwujemy istotną zmianę trendu: coraz więcej kredytów hipotecznych udzielano na okresowo stałą stopę procentową (np. stałą na 5 lat), gdzie problem ujemnych stawek referencyjnych nie występuje. Możliwe więc, że ING jest jednym z ostatnich dużych banków, który oficjalnie komunikuje rezygnację z tego mechanizmu – ale z pewnością nie jedynym, który go wcześniej stosował. Jego decyzja może poniekąd wymusić deklaracje ze strony innych graczy rynkowych, aby nie pozostawać w tyle w oczach klientów. W interesie banków leży teraz pokazywanie, że ich umowy są pozbawione „haków” i w pełni respektują ruchy rynkowych stóp procentowych zarówno w górę, jak i w dół.

Warto dodać, że problematyczne zapisy w umowach kredytowych to zagadnienie szersze, znane również z kredytów walutowych (np. sporne klauzule przeliczeniowe w kredytach frankowych). Sektor bankowy na przestrzeni lat wielokrotnie musiał wycofywać się z postanowień, które początkowo uważał za dopuszczalne, ale w praktyce okazywały się krzywdzące dla klientów. Klauzula minimalnego oprocentowania dołączyła do tej listy. Historia ta pokazuje, że transparentność i równowaga stron w umowie finansowej nie są dane raz na zawsze – wymagają stałego nadzoru i, czasem, korekt wymuszanych przez regulatorów lub sam rynek.

Podsumowanie – co powinni wiedzieć i zrobić kredytobiorcy?

Rezygnacja ING z dolnego progu oprocentowania to ważna i pozytywna wiadomość dla wszystkich posiadających tam kredyt hipoteczny o zmiennej stopie. Choć obecnie nie przekłada się ona na natychmiastowe obniżenie rat, zwiększa poczucie bezpieczeństwa klientów: bank nie ograniczy spadku oprocentowania, gdy stopy procentowe będą maleć. Kredytobiorcy ING nie muszą podejmować żadnych działań – zmiana wchodzi w życie automatycznie. Warto jednak śledzić komunikaty banku i upewnić się, że nowe zasady zostały uwzględnione przy kolejnej aktualizacji oprocentowania (zwłaszcza jeśli kiedyś stawka referencyjna zbliży się do zera).

Dla własnej świadomości każdy klient może też sprawdzić zapisy swojej umowy kredytowej – czy zawiera ona klauzulę minimalnego oprocentowania i na jakich warunkach. Jeśli tak, to w przypadku ING mamy gwarancję jej niestosowania. Jeśli kredytobiorca ma podobny zapis w umowie z innym bankiem, powinien monitorować stanowisko swojego banku – być może również zdecyduje się on na podobny krok lub będzie zobligowany decyzjami UOKiK do wyeliminowania tego postanowienia. W razie oporów ze strony banku zawsze można powołać się na oficjalne stanowisko UOKiK i Rzecznika Finansowego, którzy uznali takie klauzule za niedozwolone.

Podsumowując: klienci zyskują większą przejrzystość i sprawiedliwość w rozliczaniu odsetek, a ING wykonuje ruch, który może stać się nowym standardem rynkowym. To kolejny sygnał, że w relacjach bank–konsument dmuchanie na zimne (ostrożność prawna) przynosi korzyść klientom. Wszyscy kredytobiorcy powinni trzymać rękę na pulsie i oczekiwać od swoich banków podobnej transparentności – bo jak pokazują doświadczenia, nawet w złotówkowych umowach mogą kryć się zapisy wymagające korekty.

Udostępnij35Tweet22
Michał Augustynowicz

Michał Augustynowicz

Autor treści publicystycznych poświęconych tematyce kredytów waloryzowanych oraz sporów konsumentów z bankami. Zajmuje się analizą orzecznictwa sądowego, zmian w przepisach oraz bieżących wydarzeń związanych z rynkiem kredytowym. Publikowane materiały mają charakter informacyjny i publicystyczny i nie stanowią porady prawnej ani finansowej.

Rekomendowane dla Ciebie

„Nic się nie zmieniło”? Wyrok TSUE C-744/24 kontra manipulacje ZBP w sprawie sankcji kredytu darmowego

Napisał Michał Augustynowicz
23 kwietnia 2026
„Nic się nie zmieniło”? Wyrok TSUE C-744/24 kontra manipulacje ZBP w sprawie sankcji kredytu darmowego

Trybunał Sprawiedliwości UE wydał dziś wyrok, który miliony polskich kredytobiorców czekały od miesięcy. Prezes Związku Banków Polskich w piętnaście minut po ogłoszeniu już twierdzi, że „to nie zmienia...

Czytaj więcejDetails

Wyrok TSUE C-744/24 23.04.2026. Sankcja kredytu darmowego: ukryty mechanizm „zawyżenia” polskich kredytów wychodzi na jaw?

Napisał Michał Augustynowicz
21 kwietnia 2026
Frankowicze 2026: Przełomowy kwiecień, liczne wyroki TSUE i co to oznacza dla kredytobiorców?

TSUE · C-744/24 · 23 kwietnia 2026 Konsument podpisał umowę na 150 000 zł. Do jego rąk trafiło 133 214,92 zł. Odsetki bank naliczał jednak od pełnych 150...

Czytaj więcejDetails

TSUE o przedawnieniu frankowym: banki dostały narzędzia procesowe, ale z rygorystycznymi ograniczeniami. Co to naprawdę oznacza dla frankowiczów?

Napisał Michał Augustynowicz
16 kwietnia 2026
Banki miały upaść, a toną w zyskach! mBank, Pekao i Santander pokazały raporty. Frankowicze, muszą zobacz te liczby!

Trybunał Sprawiedliwości UE ogłosił dziś trzy długo wyczekiwane wyroki w polskich sprawach frankowych. Wbrew czarno-białym prognozom z obu stron barykady – nie ma ani totalnej klęski frankowiczów, ani...

Czytaj więcejDetails
Następny post
Wyrok TSUE 22 stycznia 2026 – co oznacza dla frankowiczów i banków?

Wyrok TSUE 22 stycznia 2026 – co oznacza dla frankowiczów i banków?

Spis treści:

  • Motywy decyzji ING: ostrożność prawna i reakcja na krytykę
  • Kontekst rynkowy: czy grożą nam ujemne stopy procentowe?
  • Co oznacza zmiana dla kredytobiorców?
  • Znaczenie dla przyszłych sporów sądowych i konstrukcji umów
  • Inne banki i historyczne pułapki w umowach kredytowych
  • Podsumowanie – co powinni wiedzieć i zrobić kredytobiorcy?

Serwis informacyjno-publicystyczny poświęcony kredytom i sporom konsumentów z bankami. Publikujemy wiadomości, analizy i komentarze dotyczące kredytów we frankach oraz w złotówkach. Śledzimy wyroki sądowe, zmiany w prawie i oferty ugodowe, aby kredytobiorcy mogli być na bieżąco z aktualnymi wydarzeniami.
W serwisie znajdziesz także materiały informacyjne, poradniki o charakterze ogólnym, relacje kredytobiorców oraz opinie i komentarze specjalistów, które pomagają lepiej zrozumieć aktualną sytuację na rynku. Publikowane treści nie stanowią porady prawnej ani finansowej.

MENU

  • • Strona główna
  • • Wiadomości
  • • Wyroki
  • • Poradnik Frankowicza
  • • Felietony
  • • W Sądach
  • • Kredyty w złotówkach
  • • Baza wiedzy
  • • Kontakt

WYDAWCA

Michał Augustynowicz

Dolnośląskie Centrum Biznesu

ul. Stanisławowska 47

54-611, Wrocław

E-mail: info@chf24.pl

© 2025 CHF24.PL - Frankowicze, Kancelarie Frankowe, Wiadomości | Redakcja | Polityka prywatności | Regulamin strony | Kontakt

Projekt i wykonanie:
  • Strona Główna
  • Wiadomości
    • Frankowicze
    • Kredyt w PLN
    • Sankcja kredytu darmowego
  • Wyroki
    • Wyroki TSUE
  • Poradnik Frankowicza
  • Felietony
  • Prawnicy
  • W Sądach
  • Ugody
  • Ranking Kancelarii

© 2025 CHF24.PL - Frankowicze, Kancelarie Frankowe, Wiadomości | Redakcja | Polityka prywatności | Regulamin strony | Kontakt

  • Strona Główna
  • Wiadomości
    • Frankowicze
    • Kredyt w PLN
    • Sankcja kredytu darmowego
  • Wyroki
    • Wyroki TSUE
  • Poradnik Frankowicza
  • Felietony
  • Prawnicy
  • W Sądach
  • Ugody
  • Ranking Kancelarii

© 2025 CHF24.PL - Frankowicze, Kancelarie Frankowe, Wiadomości | Redakcja | Polityka prywatności | Regulamin strony | Kontakt