Polskie sądy w większości oddalają pozwy kredytobiorców złotowych z WIBOR-em. W ostatnich miesiącach zapadły wyroki – m.in. w Sądzie Okręgowym w Częstochowie (grudzień 2025) oraz w Sądzie Okręgowym w Warszawie (listopad 2025) – które wpisują się w utrwaloną linię orzeczniczą. W tych sprawach sądy uznały, że konstrukcja zmiennego oprocentowania opartego na stawce WIBOR jest zgodna z prawem, a bank dopełnił swoich obowiązków informacyjnych wobec klienta. Innymi słowy, sędziowie stwierdzili, że WIBOR jako wskaźnik referencyjny jest legalny i wiarygodny (podlega regulacjom unijnym i nadzorowi KNF na mocy rozporządzenia BMR), więc bank miał prawo oprzeć na nim odsetki kredytu. Podkreślają przy tym, że nie istnieje wymóg prawny, by bank zamieszczał w umowie szczegółową definicję czy metodologię obliczania WIBOR – wystarczy odwołanie się do oficjalnego indeksu, który jest powszechnie stosowany i publikowany.
Warto wspomnieć o następujących wyrokach sądów okręgowych oddalających powództwa wiborowe uzyskanych przez Zespół Procesowy VeloBanku, wydanych już po 11.09.2025 r.: 1) wyroki Sądu Okręgowego w Warszawie: 12.09.2025 r. I C 100/24, 17.09.2025 r. IV C 1136/24, 12.11.2025 r. XXIV C 707/23 (prawomocny), 24.11.2025 r. I C 593/24; 2) wyroki Sądu Okręgowego w Krakowie: 1.10.2025 r. VIII C 2722/25, 11.12.2025 r. I C 1287/24, 18.12.2025 r. VIII C 1007/25; 3) wyroki Sądu Okręgowego w Łodzi: 29.09.2025 r. I C 1015/24, 29.10.2025 r. XII C 978/23; 4) wyrok Sądu Okręgowego w Kielcach z 29.10.2025 r. I C 1837/24; 5) wyrok Sądu Okręgowego w Olsztynie z 15.01.2026 r. I C 1010/24 – informację udostępnił radca prawny Adam Artypowicz na swoim profilu Linkedin.
Co więcej, w ocenie sądów banki jasno i zrozumiale przedstawiły mechanizm oprocentowania. W wielu wyrokach wskazano, że postanowienia umowne o zmiennej stopie były sformułowane prostym językiem, a kredytodawcy należycie ostrzegli klientów o ryzyku zmiany stóp procentowych. Przykładowo, w jednej ze spraw bank wykazał, że przed podpisaniem umowy przekazał klientom symulacje wzrostu rat w razie podniesienia WIBOR nawet o 4 punkty procentowe, a kredytobiorcy podpisali oświadczenia o świadomości ryzyka. Sąd uznał zatem, że bank niczego nie zataił, nie miał też wpływu na poziom wskaźnika (ustalanego przez zewnętrznego administratora GPW Benchmark), co wyklucza manipulację. Skoro oprocentowanie oparto na wskaźniku regulowanym i jasno wskazano jego nazwę (np. „WIBOR 6M”) oraz marżę, to – zdaniem sądów – kredytobiorca wiedział, na co się godzi.
Takie argumenty powtarzają się obecnie niemal w każdym niekorzystnym dla kredytobiorców wyroku. Banki bronią się skutecznie, wskazując że zmienne oprocentowanie oparte na WIBOR jest dozwolone przez prawo krajowe (ustawę o kredycie hipotecznym) oraz unijne (rozporządzenie 2016/1011 – BMR). Podkreślają, że dopełniły obowiązków informacyjnych – pokazały klientom prognozy i wyjaśniły ryzyko zmiennej stopy, czego dowodem są podpisane przez klientów dokumenty. W efekcie żaden sąd nie dopatrzył się dotąd prawomocnie „abuzywności” (nieuczciwości) w klauzulach WIBOR. Wręcz przeciwnie – wciąż obowiązuje narracja o „nietykalności WIBOR-u”, wedle której odniesienie do tego wskaźnika nie podlega kontroli, bo wynika wprost z przepisów (rozporządzenia BMR). Co prawda część sądów zdecydowała się wstrzymać z wyrokowaniem do czasu rozstrzygnięcia sprawy przez trybunał UE, ale wiele składów nie czeka na TSUE i nadal oddala pozwy „wiborowiczów”. Dla banków to powód do zadowolenia – statystyki oddalonych powództw pozwalają im twierdzić, że „linia orzecznicza jest po ich stronie”.
Kontrargumenty kredytobiorców: przejrzystość tylko pozorna
Kredytobiorcy i ich prawnicy nie składają broni – wskazują szereg poważnych, systemowych problemów z WIBOR-em. Argumentują, że dotychczasowa przejrzystość umów była pozorna. W praktyce umowy kredytowe ograniczały się do podania nazwy indeksu (np. WIBOR 3M), bez rzetelnego wyjaśnienia jego natury, sposobu ustalania, ani pełnych konsekwencji ekonomicznych zmian oprocentowania. Informacyjna asymetria między bankiem a konsumentem była ogromna: instytucje finansowe doskonale rozumiały mechanizm WIBOR-u, podczas gdy przeciętny klient nie miał realnej szansy pojąć skali ryzyka, jakie na siebie bierze. Wielu kredytobiorców przyznaje, że nie zdawało sobie sprawy, iż rata może wzrosnąć tak dramatycznie, bo nikt im nie wytłumaczył, od czego tak naprawdę zależy poziom wskaźnika (poza ogólnym stwierdzeniem, że „może wzrosnąć”).
Ważnym wątkiem jest też kwestia tzw. „starego portfela” kredytów. Chodzi o umowy zawierane wiele lat temu, jeszcze przed wejściem w życie obecnych regulacji dotyczących wskaźników referencyjnych. Kredytobiorcy podnoszą, że ich umowy były zawierane w innej epoce regulacyjnej – zanim rozporządzenie BMR (Benchmark Regulation) zaczęło w pełni obowiązywać w Polsce. Przepisy te od 2018 r. zaostrzyły nadzór nad wskaźnikami i wymogi transparentności, ale starsze umowy korzystają z okresów przejściowych. Przed 2017 r. żaden przepis nie zmuszał banków do stosowania akurat WIBOR-u – mogły one swobodnie wybrać inną podstawę oprocentowania (np. stopę NBP) albo zaoferować kredyt o stopie stałej. Mimo to przez lata sektor preferował WIBOR – zdaniem kredytobiorców dlatego, że ten model był dla banków najbardziej opłacalny. Co istotne, nawet w 2019 r. WIBOR nie działał jeszcze w pełni według wymogów BMR – dostosowanie metodologii trwało, więc wcześniejsze notowania opierały się na starych zasadach. To rodzi pytania o poprawność historycznych wartości WIBOR i rzetelność indeksu sprzed reformy.
Krytycy wskazują, że WIBOR przez lata ustalano nie na podstawie rzeczywistych transakcji międzybankowych, lecz hipotetycznych deklaracji banków. To główny zarzut formułowany przez ekonomistów, sygnalistów i nawet Najwyższą Izbę Kontroli: taki wskaźnik nie odzwierciedla realiów rynkowych, dając bankom pole do potencjalnych nadużyć i dodatkowych zysków kosztem klientów. Innymi słowy, WIBOR – choć formalnie legalny – mógł być inherencyjnie wadliwy jako miernik. Kredytobiorcy pytają więc: czy uczciwa może być umowa, której kluczowy element oparto na wskaźniku obarczonym takimi wątpliwościami?
TSUE na horyzoncie: czy zmieni się podejście sądów?
Mimo że krajowe sądy na razie patrzą na spory „wiborowe” przez pryzmat prawa krajowego, już wkrótce może nastąpić przełom. 12 lutego 2026 r. Trybunał Sprawiedliwości UE (TSUE) wyda wyczekiwany wyrok w sprawie C-471/24 – pierwszej polskiej sprawie dotyczącej kredytu opartego o WIBOR. Pytania prejudycjalne zadał wspomniany Sąd Okręgowy w Częstochowie, wyłamując się tym samym ze schematu orzekania o „nietykalności WIBOR-u” i prosząc Luksemburg o wskazówki co do granic ochrony konsumenta. Stawka jest wysoka – w Polsce działa ponad 2 miliony kredytów mieszkaniowych ze zmiennym oprocentowaniem WIBOR. Wyrok TSUE może stać się punktem odniesienia dla całego rynku, porównywanym z precedensowymi orzeczeniami w sprawach frankowych.
Co istotne, Rzecznik Generalny TSUE wydał już 11 września 2025 r. opinię do tej sprawy – i była ona korzystna dla konsumentów. W opinii tej jasno stwierdzono, że klauzule odsyłające do WIBOR-u podlegają kontroli z dyrektywy 93/13 o nieuczciwych warunkach w umowach. Innymi słowy, polski sąd ma prawo badać, czy umowa z WIBOR-em jest przejrzysta i sprawiedliwa. Rzecznik wskazał też, jakie kryteria przejrzystości należy spełnić: bank powinien precyzyjnie poinformować konsumenta o nazwie wskaźnika, jego administratorze oraz potencjalnych konsekwencjach ekonomicznych wynikających ze stosowania zmiennej stopy. Informacje te muszą ujawniać metodę ustalania WIBOR-u i główne czynniki wpływające na jego wahania – tak, by klient mógł oszacować całkowity koszt kredytu i świadomie zgodzić się na ryzyko. Co więcej, sąd krajowy powinien sprawdzić, czy brak pełnych i zrozumiałych informacji nie doprowadził do nierównowagi stron ze szkodą dla konsumenta (czyli czy klient zaakceptowałby taki zapis, gdyby był w pełni świadomy ryzyka).
Jeśli TSUE podzieli te zapatrywania – a praktyka pokazuje, że w ~90% przypadków finalne wyroki pokrywają się z wcześniejszą opinią Rzecznika – polskie sądy będą musiały zmienić podejście. Klauzule WIBOR-owe nie będą już poza zasięgiem kontroli, zaś brak rzeczywistej przejrzystości może oznaczać ich abuzywność, skutkując usunięciem WIBOR-u z umowy lub nawet unieważnieniem całego kontraktu. Taki scenariusz byłby dla kredytobiorców potencjalnie punktem zwrotnym, porównywalnym z przełomem w sprawach frankowych kilka lat temu. Już sama zapowiedź wyroku TSUE budzi ogromne emocje – część ekspertów sugeruje, że może to być symboliczny „koniec spekulacji” wokół WIBOR-u i definitywne ucięcie wątpliwości. Inni jednak ostrzegają, że problem jest zbyt złożony, by jedno orzeczenie zamknęło temat.
Historia lubi się powtarzać – frankowicze byli w podobnej sytuacji
Patrząc na spór o WIBOR z szerszej perspektywy, trudno nie dostrzec analogii do batalii frankowiczów sprzed kilku lat. Banki i część komentatorów uspokajają dziś „wiborowiczów”, że nic im nie grozi – dokładnie tak samo mówiono frankowiczom, zanim Trybunał w Luksemburgu diametralnie zmienił krajobraz prawny. Przez długi czas posiadacze kredytów w CHF przegrywali w polskich sądach, a linię orzeczniczą prezentowano jako utrwaloną i korzystną dla banków. Dopiero kolejne wyroki TSUE (np. głośny wyrok w sprawie Dziubak z 2019 r.) “przewróciły stolik” – otwierając drogę do masowego unieważniania umów walutowych. Czy podobny los czeka kredyty złotowe oparte na WIBOR? Tego jeszcze nie wiemy, ale pewność siebie sektora bankowego może okazać się złudna. Jeśli 12 lutego 2026 r. zapadnie wyrok zgodny z prokonsumencką opinią Rzecznika, spór o WIBOR wkroczy w nową fazę – a argumenty, które dziś wydają się przegrywać w sądach, zyskają moc pełnoprawnych racji.
Na razie jednak kredytobiorcom pozostaje cierpliwie czekać na rozstrzygnięcie w Luksemburgu. Wszystko wskazuje na to, że „WIBOR-Armagedonu” – jak nazywają go bankowcy – nie będzie, za to może nastąpić rozliczenie wieloletniego modelu opartego na asymetrii informacji i pozornej przejrzystości. Innymi słowy: to, co dziś jest porażką „wiborowiczów” w sądach, jutro może okazać się podstawą do ich zwycięstwa.






