W prawie każdej umowie pożyczki gotówkowej jest paragraf, którego nikt nie czyta: ten o tym, kiedy bank może podnieść opłaty i prowizje. Zwykle to długa wyliczanka, w której inflacja sąsiaduje z cenami usług pocztowych, rekomendacjami KNF i „zmianą zakresu usług banku”. Ten akapit może dziś zdecydować o tym, czy klient odda bankowi tylko pożyczony kapitał, czy kapitał z odsetkami. Wszystko przez sankcję kredytu darmowego (SKD), czyli mechanizm z art. 45 ustawy o kredycie konsumenckim. Jeżeli kredytodawca naruszył jeden z wymienionych w tym przepisie obowiązków informacyjnych, konsument po złożeniu pisemnego oświadczenia spłaca wyłącznie kwotę kredytu, bez odsetek i innych kosztów. Dotyczy to kredytów konsumenckich do 255 550 zł, a jednym z obowiązków objętych sankcją jest wskazanie w umowie warunków, na jakich mogą się zmieniać opłaty (art. 30 ust. 1 pkt 10 ustawy).
Przez lata banki traktowały ten obowiązek jak formalność: wystarczyło coś wyliczyć. Trybunał Sprawiedliwości UE w wyroku z 13 lutego 2025 r. w sprawie C-472/23 ocenił to inaczej. Półtora roku później polskie sądy wciąż dzielą się w tej sprawie na dwa obozy, choć w lipcu 2026 r. po stronie surowszej wykładni stanął Sąd Najwyższy. Wyjaśniamy, kiedy klient nie jest w stanie sprawdzić przesłanek podwyżki i dlaczego to może kosztować bank całe odsetki.
Co orzekł TSUE w sprawie C-472/23?
Pytania zadał Sąd Rejonowy dla m.st. Warszawy. Spór toczył się o umowę kredytu na 40 000 zł z prowizją w wysokości 4 893,38 zł i RRSO na poziomie 11,18 proc. Roszczenia konsumenta nabyła spółka windykacyjna, która na podstawie SKD domagała się od banku 12 905,80 zł zapłaconych odsetek i opłat. Trybunał w składzie trzech sędziów, bez opinii rzecznika generalnego, odpowiedział na trzy pytania.
W najważniejszym dla kredytobiorców punkcie TSUE uznał, że jeżeli umowa wymienia okoliczności uzasadniające podwyżkę opłat, a rozsądny i uważny konsument nie jest w stanie sprawdzić, czy te okoliczności wystąpiły ani jak przełożą się na opłaty, bank narusza obowiązek informacyjny z art. 10 ust. 2 lit. k dyrektywy 2008/48/WE. Warunek jest jeden: taka wada musi móc podważyć zdolność klienta do oceny zakresu jego zobowiązania. Trybunał dodał też, że jednolita sankcja w postaci utraty odsetek i opłat, niezależna od wagi uchybienia, nie jest sprzeczna z unijną zasadą proporcjonalności, jeśli naruszenie spełnia ten sam warunek.
Pierwsza odpowiedź była dla konsumentów mniej korzystna. Samo to, że RRSO okazało się zawyżone, bo część zapisów umowy uznano później za abuzywne, nie stanowi jeszcze naruszenia obowiązku podania RRSO. Wątek odsetek naliczanych od kredytowanych kosztów Trybunał rozstrzygnął dopiero w kwietniu 2026 r. w sprawie C-744/24.
Jak wyglądał zapis, który ocenił Trybunał?
Warto mu się przyjrzeć, bo bardzo podobne wyliczanki krążą w umowach wielu banków. Z opisu stanu faktycznego w wyroku wynika, że bank mógł zmienić opłaty i prowizje, gdy wystąpiła choćby jedna z następujących okoliczności:
- zmiana płacy minimalnej albo wskaźników GUS, m.in. inflacji i przeciętnego wynagrodzenia w sektorze przedsiębiorstw,
- zmiana cen energii, połączeń telekomunikacyjnych, usług pocztowych i rozliczeń międzybankowych oraz stóp procentowych NBP,
- zmiana cen usług i operacji, z których bank korzysta przy własnej działalności,
- zmiana zakresu lub formy usług świadczonych przez bank, w tym dodanie nowej funkcjonalności,
- zmiana przepisów podatkowych lub zasad rachunkowości stosowanych przez bank,
- nowe orzeczenia sądów i organów administracji, zalecenia i rekomendacje, w tym KNF.
Taryfa dodawała bezpieczniki: opłaty mogły rosnąć najwyżej cztery razy w roku, maksymalnie o 200 proc. dotychczasowej stawki i nie później niż pół roku po zaistnieniu przesłanki. Na papierze wyglądało to więc na rozbudowany i ograniczony mechanizm. Trybunał uznał, że tylko na papierze.
Kiedy klient nie jest w stanie zweryfikować przesłanek podwyżki?
Uzasadnienie wyroku (pkt 45) wskazuje trzy rodzaje problemów. Pierwszy to zmienne wskaźniki ekonomiczne, trudne do sprawdzenia zarówno przed podpisaniem umowy, jak i w trakcie jej wykonywania. Chodzi o kategorie w rodzaju „ceny energii” czy „usługi pocztowe”: umowa nie mówi, który konkretnie indeks, publikowany przez kogo i od jakiej daty, ma być punktem odniesienia. Drugi to wskaźniki, na które wpływ ma sam bank. Klient nie ma żadnego wglądu w to, ile bank płaci za usługi, z których korzysta, ani w to, jak zmienia zakres swoich usług. Trzeci to wskaźniki, które Trybunał określił jako „opisane losowo”, odzwierciedlające ewolucję prawa w szerokim znaczeniu, czyli każde nowe orzeczenie czy rekomendację, która mogłaby podnieść koszty banku.
Do tego dochodzi problem, który sądy krajowe podkreślają najczęściej: brak przełożenia. Nawet jeśli konsument ustali, że inflacja wzrosła o 3 proc., umowa nie mówi, czy i o ile wzrośnie wtedy opłata za aneks albo zaświadczenie. Klient nie może więc przewidzieć skutku ekonomicznego, a według Trybunału to właśnie jest sednem obowiązku informacyjnego.
Jak wygląda zapis bezpieczny? Wskazówkę daje starszy wyrok TSUE z 26 listopada 2015 r. (C-326/14, A1 Telekom Austria), wydany wprawdzie na gruncie dyrektywy o usłudze powszechnej w telekomunikacji. Trybunał uznał w nim, że waloryzacja opłat oparta na obiektywnym wskaźniku cen konsumpcyjnych, ustalanym przez instytucję publiczną, nie jest nawet zmianą warunków umowy. Różnica jest czytelna: jeden publiczny wskaźnik, z góry wiadomo, jak działa, i nie zależy od woli przedsiębiorcy.
Czy limit 200 proc. i „nie częściej niż” chronią bank?
Nie. Trybunał wprost stwierdził, że ograniczenie podwyżek do 200 proc. i do czterech razy w roku nie zmienia oceny, bo nie usuwa podstawowej wady: klient nadal nie wie, kiedy i dlaczego opłata wzrośnie. To ważne, bo banki w sporach często powołują się właśnie na limity.
Ta linia ma długą historię. Już w 2013 r., w sprawie cen gazu (C-92/11, RWE Vertrieb), TSUE wskazał na gruncie dyrektywy o nieuczciwych warunkach w umowach konsumenckich, że brak przejrzystych kryteriów zmiany ceny co do zasady nie może zostać zrekompensowany tym, że klient zostanie w trakcie umowy poinformowany o podwyżce i o prawie do jej rozwiązania. Tymczasem właśnie prawo do wypowiedzenia w ciągu 14 dni i limit 200 proc. przywołał m.in. Sąd Rejonowy w Toruniu jako dowód, że bank nie miał swobody.
Czy opłata za zaświadczenie może kosztować bank wszystkie odsetki?
To najczęstszy argument sektora: opłaty z cennika to kilka lub kilkadziesiąt złotych, a utrata odsetek oznacza tysiące. W sprawie C-472/23 sąd odsyłający miał podobną wątpliwość, bo opłaty administracyjne wynosiły m.in. 50 zł za zaświadczenie i 4,20 zł za list. Trybunał odpowiedział (pkt 55), że wiedza o tym, jak mogą się zmieniać opłaty, ma dla konsumenta zasadnicze znaczenie nawet wtedy, gdy początkowa kwota tych opłat jest niska w porównaniu z kwotą kredytu.
Sankcja mogłaby okazać się nieproporcjonalna tylko wtedy, gdy wadliwa informacja ze swej natury nie może wpłynąć na ocenę zobowiązania przez klienta. Polskie sądy wyciągają z tego różne wnioski. Część uznaje, że skoro ustawodawca sam zamknął katalog naruszeń w art. 45, sąd nie ma podstaw do miarkowania. Inne odmawiają sankcji przy uchybieniach uznanych za drobne lub czysto formalne.
Te same zapisy, różne wyroki. Gdzie stoją polskie sądy?
Najbardziej uderza zestawienie dwóch wyroków sądów okręgowych z tego samego roku. Sąd Okręgowy w Suwałkach (27 maja 2026 r., I Ca 482/25) ocenił katalog przesłanek niemal identyczny z tym, który analizował TSUE: płaca minimalna i wskaźniki GUS, ceny energii, telekomunikacji i poczty, koszty usług banku, nowe orzeczenia i rekomendacje KNF. Uznał, że bank naruszył art. 30 ust. 1 pkt 10, bo nie wskazał, gdzie klient ma szukać tych wskaźników ani jak ich zmiana przekłada się na opłaty. Sąd Okręgowy w Białymstoku (29 czerwca 2026 r., II Ca 1043/24), oceniając zapis odwołujący się m.in. do cen energii, połączeń telekomunikacyjnych i usług pocztowych, doszedł do odwrotnego wniosku: skoro postanowienie w umowie istnieje, obowiązek informacyjny został spełniony, a ewentualna niejasność to kwestia abuzywności, nie SKD.
Po stronie konsumentów są dziś m.in. wyrok Sądu Najwyższego z 8 lipca 2026 r. (II CSKP 89/26), wyrok Sądu Okręgowego w Kielcach z 12 czerwca 2026 r. (II Ca 863/26) i starszy wyrok Sądu Okręgowego w Warszawie z 29 września 2023 r. (XXVII Ca 1371/23). Sąd Najwyższy, oceniając umowę z lutego 2017 r., uznał, że przesłanki zmiany opłat były zbyt ogólne i częściowo zależne wyłącznie od woli banku, przez co „konsument nie był w stanie oszacować rzeczywistej wartości zobowiązania”. Sąd w Kielcach zwrócił uwagę na umowę, która sugerowała, że innych opłat nie ma, a przez odesłanie do regulaminu i cennika dopuszczała zmiany w widełkach od 0 do 200 proc., z możliwością podwyżki raz na 24 miesiące.
Po przeciwnej stronie, oprócz Białegostoku, stoją m.in. Sąd Okręgowy w Piotrkowie Trybunalskim (20 kwietnia 2026 r., I C 967/25), według którego klauzula opisywała okoliczności wystarczająco i nie miała charakteru całkowicie blankietowego, oraz Sąd Rejonowy w Toruniu (14 stycznia 2026 r., I C 1447/24). Toruński sąd uznał, że bank nie może z góry przewidzieć wpływu każdego czynnika na swoje koszty, a klienta chronią limit 200 proc. i prawo wypowiedzenia umowy.
Zestawienie orzecznictwa przygotowane w e-booku Wolters Kluwer „Sankcja kredytu darmowego 2026”, wydanym w serii LEX Kompas Orzeczniczy, za wiodący uznaje pierwszy kierunek: nieostra lub uznaniowa klauzula to nienależyte wykonanie obowiązku informacyjnego, a nie wyłącznie problem abuzywności. Ta różnica ma praktyczne znaczenie. Uznanie zapisu za abuzywny oznacza, że klient nie jest nim związany, ale odsetki nadal płaci. Uznanie go za naruszenie art. 30 ust. 1 pkt 10 otwiera drogę do SKD.
Ile spraw o SKD trafia do sądów?
Według danych Związku Banków Polskich z 15 banków, które przytoczył portal XYZ, na koniec czerwca 2026 r. w sądach było 34 tys. pozwów dotyczących SKD, a do banków wpłynęło 120 tys. reklamacji. W porównaniu z końcem marca przybyło 6,8 tys. spraw sądowych. Bankowcy twierdzą, że wygrywają około 80 proc. z nich, strona konsumencka podaje znacznie niższe odsetki. ZBP podkreśla, że w kwietniowym wyroku TSUE nie wskazał, by naliczanie odsetek od kredytowanych kosztów skutkowało sankcją kredytu darmowego.
Klauzule zmiany opłat należą do pięciu obszarów najczęściej spornych w sprawach o SKD, wskazanych we wspomnianym zestawieniu LEX. W odróżnieniu od kredytowania prowizji, z którego większość dużych banków wycofała się w ostatnich latach, dotyczą one także umów zawartych bez kredytowanych kosztów. Dla banku oznacza to, że jedna wadliwa formuła powielona we wzorcu może dotyczyć całego portfela pożyczek z danego okresu.
Jak sprawdzić, czy w mojej umowie jest taki zapis?
Trzeba sięgnąć nie tylko po samą umowę, ale też po regulamin i taryfę opłat obowiązujące w dniu jej podpisania, bo właśnie tam banki najczęściej umieszczały przesłanki zmian. Kluczowe pytanie brzmi, czy na podstawie tych dokumentów dałoby się samodzielnie ustalić, że przesłanka wystąpiła i o ile wzrośnie konkretna opłata. Jeśli zapis odsyła do kosztów ponoszonych przez bank, do zmiany jego oferty albo do kategorii w rodzaju „ceny energii” bez wskazania konkretnego, publicznie dostępnego wskaźnika i sposobu przeliczenia, mamy do czynienia z konstrukcją bliską tej, którą zakwestionował TSUE. Zapis oparty wyłącznie na wskaźniku inflacji GUS z jasną regułą przeliczenia jest dla banku znacznie bezpieczniejszy.
Pamiętać trzeba o terminie. Uprawnienie do SKD wygasa rok po wykonaniu umowy, czyli zwykle po spłacie ostatniej raty (art. 45 ust. 5), a w przypadku pożyczek spłaconych przed czasem lub skonsolidowanych ten rok mógł już zacząć biec. Sąd sam sankcji nie zastosuje: bez oświadczenia konsumenta skutek nie powstaje. Zwrot odsetek już zapłaconych to z kolei odrębne roszczenie, które podlega przedawnieniu. Dla roszczeń konsumentów podstawowy termin wynosi sześć lat i upływa z końcem roku kalendarzowego (art. 118 Kodeksu cywilnego), przy czym moment rozpoczęcia jego biegu w sprawach SKD bywa sporny.
W tle czeka jeszcze wyrok TSUE w sprawie C-831/24 (Machski). Według czerwcowej opinii rzecznika generalnego (11 czerwca 2026 r.) sąd w sprawie o SKD ma z urzędu sprawdzić komplet informacji wymaganych dyrektywą, także te, których kredytobiorca w ogóle nie zakwestionował. Opinia nie wiąże Trybunału, a według stanu na 11 października 2026 r. wyrok nie zapadł. Jeśli Trybunał ją podzieli, sąd mógłby sam sięgnąć do paragrafu o opłatach, nawet jeśli klient go przeoczył.
W ocenie redakcji chf24.pl Spór o klauzule zmiany opłat pokazuje, jak łatwo rozminąć się z sednem wyroku TSUE. Trybunał nie zapytał, czy bank coś w umowie wpisał, tylko czy klient mógł z tego cokolwiek wywnioskować. Sądy, które uznają, że wystarczy samo istnienie zapisu, sprowadzają obowiązek informacyjny do formalności, a Trybunał wyraźnie to odrzucił. Dopóki Sąd Najwyższy nie podejmie uchwały, a TSUE nie rozstrzygnie sprawy C-831/24, wynik wielu sporów będzie zależał od tego, do którego sądu trafi pozew. Dla banków to argument za rozsądnym przeglądem wzorców i reklamacji, a dla klientów za uważnym przeczytaniem paragrafu, który do tej pory pomijali. |
Źródła: wyrok TSUE z 13 lutego 2025 r., C-472/23 (Lexitor); wyrok TSUE z 26 listopada 2015 r., C-326/14 (A1 Telekom Austria); wyrok TSUE z 21 marca 2013 r., C-92/11 (RWE Vertrieb); opinia rzecznika generalnego z 11 czerwca 2026 r., C-831/24; orzeczenia sądów krajowych według zestawienia w e-booku Wolters Kluwer „Sankcja kredytu darmowego 2026” (LEX Kompas Orzeczniczy, 2026); dane ZBP za II kw. 2026 r. za XYZ (3 września 2026 r.); ustawa z 12 maja 2011 r. o kredycie konsumenckim. Artykuł ma charakter informacyjny i nie stanowi porady prawnej. Ocena konkretnej umowy wymaga analizy jej treści, regulaminu i taryfy obowiązujących w dniu zawarcia. Wstępnie umowę można sprawdzić w kalkulatorze skdomat.pl. Stan prawny na 11 października 2026 r. |






