Masz kredyt we frankach i wciąż nie zdecydowałeś się pozwać banku? Od lat wiadomo, że banki stosowały w tych umowach niedozwolone klauzule, a tysiące frankowiczów skutecznie dochodzi swoich praw w sądach. Jak długo jeszcze zamierzasz zwlekać? Banki właśnie na to liczą – na Twoją ostrożność, strach i odkładanie decyzji. Każdy miesiąc bez działania to dla banku czysty zysk kosztem Twojego portfela. Tymczasem inni kredytobiorcy już zadbali o swoje interesy, a fala nowych pozwów wyraźnie słabnie. Poniżej wyjaśniamy, dlaczego teraz jest idealny moment na podjęcie kroków prawnych i odzyskanie należnych pieniędzy.
Fala pozwów frankowych wyraźnie wyhamowała
Dane z sądów jednoznacznie pokazują, że frankowicze tracą impet. W pierwszej połowie 2025 r. do sądów trafiło ok. 25,5 tys. pozwów dotyczących kredytów frankowych, podczas gdy rok wcześniej było ich blisko 40 tys. – to spadek o 36,5% rok do roku. W niektórych sądach spadek liczby nowych spraw sięga nawet 60%. Co ważne, w I połowie 2025 r. sądy zamknęły więcej spraw frankowych, niż wpłynęło nowych (załatwiono ok. 47 tys. spraw wobec 25,5 tys. nowych). Rok wcześniej było odwrotnie – napływało więcej spraw, niż sędziowie byli w stanie rozstrzygnąć. Oznacza to, że kolejka oczekujących na wyrok zaczyna się skracać, a cała „afera frankowa” powoli zbliża się do finału.
Eksperci wskazują, że taka sytuacja jest naturalna – większość osób skłonnych do walki z bankami już to zrobiła. – Minęło sześć lat od głośnego wyroku TSUE z 2019 r., więc każdy frankowicz, który był skłonny wdać się w spór z bankiem, zdążył już wystąpić z pozwem.
Innymi słowy, pula „zdecydowanych” klientów się wyczerpuje. Jeśli więc Ty jeszcze nie podjąłeś działania, należysz do coraz mniejszej grupy wahających się. Zastanów się, czy Twoja ciągła zwłoka wynika z racjonalnej kalkulacji, czy raczej z obaw i zaniedbania własnych finansów. Bank prawdopodobnie oszukuje Cię na niedozwolonych zapisach umowy i liczy na Twoją bierność, bo dzięki temu zachowa nadpłacone przez Ciebie pieniądze. Rezygnacja z dochodzenia roszczeń to tak naprawdę jak nie schylić się po leżące na ulicy pieniądze – pieniądze, które należą do Ciebie.
Teraz jest najlepszy moment, by podjąć działanie: masz po swojej stronie ugruntowane orzecznictwo, tysiące wygranych spraw kolegów frankowiczów. Zamiast więc czekać „co zrobi rząd” czy „co zaoferuje bank”, warto wykorzystać ten sprzyjający klimat już teraz. Jeśli liczysz, że będzie kiedyś lepszy moment – to zdecydowanie nie będzie.
Ugoda czy pozew? Zdecydowany kredytobiorca zyskuje najwięcej
Być może zwlekasz z pozwem, bo liczysz na ugodę z bankiem. Rzeczywiście, w ostatnich latach banki – widząc falę pozwów i przegranych – coraz chętniej proponują klientom ugody. Wszystkie liczące się banki oferują ugody, często na warunkach zbliżonych do „kredytu darmowego”. Jeśli więc liczysz na to, że zwlekając dostaniesz od banku znacznie korzystniejszą propozycję, możesz się przeliczyć. Paradoksalnie, banki najlepsze warunki oferują zwykle tym, którzy… wykazali gotowość pójścia do sądu.
Zauważ, że na rynku utrwaliła się pewna praktyka: prawnicy radzą, by negocjować ugodę dopiero po złożeniu pozwu. – Już sam fakt zainicjowania postępowania sądowego działa mobilizująco na banki, które widząc determinację klienta, są skłonne do większych ustępstw – wskazują adwokaci prowadzący sprawy frankowe.
W efekcie ugody zawierane „po pozwie”potrafią być o wiele korzystniejsze finansowo od pierwotnych ofert banku – różnice sięgają nieraz kilkudziesięciu tysięcy złotych na korzyść klienta. Wielu frankowiczów świadomie składa pozew tylko po to, by zwiększyć swoją pozycję negocjacyjną i wymusić na banku znacznie lepsze porozumienie. Taka taktyka ma sens, bo bank poważniej traktuje klienta, który nie boi się skierować sprawy do sądu.
Co jednak, jeśli bank w ogóle nie zaproponuje Ci satysfakcjonującej ugody? Wtedy pozostaje proces sądowy, którego finałem może być unieważnienie Twojej umowy kredytowej. To najkorzystniejsze rozwiązanie – kredyt przestaje istnieć, a strony rozliczają się z tego, co sobie nawzajem świadczyły. Zwykle oznacza to dla Ciebie zwrot wszystkich zapłaconych rat i prowizji, a dla banku – zwrot wypłaconego kapitału. Warto tu podkreślić, że banki w ugodach nigdy nie oddadzą Ci dobrowolnie tak dużych kwot jak musiałyby oddać po przegranym procesie. Ich propozycje często wyglądają atrakcyjnie na pierwszy rzut oka (np. przewalutowanie kredytu po preferencyjnym kursie, częściowe umorzenie salda), ale zawierają ukryte haczyki i ograniczenia. Poniżej kilka kluczowych przykładów, co tracisz, wybierając ugodę zamiast wyroku sądu:
Brak odsetek za opóźnienie. W razie wygranej w sądzie bank musi wypłacić Ci odsetki ustawowe za opóźnienieod nadpłaconych kwot – ich wartość może sięgać kilkudziesięciu tysięcy złotych. W ugodzie bankowej ten element jest pomijany – zrzekasz się odsetek, co stanowi realną stratę dla Ciebie już na starcie.
Zrzeczenie się dalszych roszczeń. Większość ugód wymaga od kredytobiorcy całkowitej rezygnacji z dochodzenia jakichkolwiek dalszych roszczeń wobec banku. Innymi słowy, podpisując ugodę, zobowiązujesz się, że nie pozwiesz już banku w przyszłości, nawet jeśli wyjdą na jaw nowe nieprawidłowości albo zapadną przełomowe wyroki na korzyść frankowiczów. Bank definitywnie zamyka Ci drogę do uzyskania dodatkowych korzyści.
Wyższe oprocentowanie po ugodzie. Bank często proponuje przewalutowanie kredytu na złotówki i przejście na oprocentowanie oparte o WIBOR. Przy obecnie wysokich stopach procentowych oznacza to znacznie wyższe raty niż te, które płaciłeś we frankach. To, co bank „daruje” w ramach ugody, możesz więc później oddać w rosnących odsetkach.
Brak zwrotu nadpłaconych rat. Zawarcie ugody z reguły oznacza, że bank nie wypłaci Ci ani złotówki z tego, co dotąd wpłaciłeś w ramach rat. W sądzie możesz domagać się zwrotu wszystkich zapłaconych rat i opłat (oprócz unieważnienia kredytu), natomiast ugoda ogranicza się jedynie do zmiany warunków na przyszłość. Przykładowo, bank może obniżyć Ci saldo zadłużenia czy wysokość rat, ale wszystkie wcześniejsze nadpłaty zatrzymuje dla siebie.
Widać zatem, że ugodowa „ugodzie” nierówna – to bank dyktuje warunki i chroni własne interesy. Żeby naprawdę zatroszczyć się o swój interes, musisz wykazać się stanowczością. Gdy stawką są dziesiątki czy setki tysięcy złotych, nie warto zdawać się na dobrą wolę banku. Dopiero groźba przegranej w sądzie zmusza bank do ustępstw, a wyrok sądu gwarantuje pełną ochronę Twoich praw.
Dla zobrazowania różnicy: w jednej ze spraw przeciw Santander Bank klientka zdecydowała się pójść do sądu i w maju 2025 r. wygrała unieważnienie umowy. Bank musiał oddać jej ok. 210 tys. zł wraz z odsetkami ustawowymi – realnie zyskała na tym ~46 tys. zł dodatkowej korzyści (ponad zwrot kapitału). Wcześniej proponowana ugoda przewidywała natomiast przewalutowanie kredytu i pozostawienie do spłaty ok. 162 tys. zł (czyli niemal tyle, ile pożyczyła) bez zwrotu nadpłaconych rat ani odsetek. Widać wyraźnie, że wyrok sądu przyniósł dziesiątki tysięcy złotych więcej niż „ugodowe” rozwiązanie. Takich historii są setki – każdy frankowicz, który zdecydował się walczyć, albo już skorzystał na wygranej sprawie, albo wynegocjował znacznie lepszą ugodę niż ci, którzy poszli na układ bez walki.
Zadbaj o swoje finanse – nie pozwól się oszukiwać
Czas działa na korzyść banku, nie Twoją. Im dłużej zwlekasz, tym dłużej bank obraca Twoimi pieniędzmi i powiększa swoje zyski kosztem Twojej krzywdy. Wiele osób zbyt długo wierzyło w zapewnienia banków lub odkładało decyzję, podczas gdy inni aktywnie walczyli o swoje prawa. Dziś niemal wszystkie wątpliwości zostały rozwiane: linie orzecznicze są ukształtowane, frankowicze wygrywają zdecydowaną większość spraw, a banki wycofują się z bezpodstawnych roszczeń o tzw. wynagrodzenie za korzystanie z kapitału. Twoi znajomi frankowicze być może już dawno cieszą się wolnością od toksycznego kredytu, a Ty nadal się wahasz. Zapytaj siebie: czy poświęcasz wystarczająco uwagi własnym finansom? Czy pozwoliłbyś komuś innemu tak po prostu zabrać kilkadziesiąt (albo kilkaset) tysięcy złotych z Twojego konta? Bo właśnie na to wychodzi, gdy rezygnujesz z dochodzenia roszczeń wobec banku.
Pamiętaj, że to bank stworzył wadliwą umowę i to bank ponosi odpowiedzialność za jej nieuczciwe zapisy. Masz pełne prawo domagać się sprawiedliwości – to są Twoje pieniądze. Nie obawiaj się, że jesteś spóźniony: jeżeli jeszcze nie podjąłeś kroków, właśnie teraz jest najlepszy moment. Fala pozwów wygasa, więc wyróżniasz się nie tym, że pozywasz, ale właśnie tym, że tego jeszcze nie zrobiłeś. Nowe prawo będzie po Twojej stronie, a doświadczenie tysięcy wygranych spraw utorowało Ci drogę. Najgorsze, co możesz zrobić, to nic nie zrobić. Bierność frankowicza jest najcenniejszym prezentem dla banku. Nie dawaj im tej satysfakcji – zadbaj o swoje finanse i zawalcz o to, co Ci się należy. Teraz!







