Pełnomocniczka Ministra Sprawiedliwości ds. ochrony praw konsumentów, dr Aneta Wiewiórowska-Domagalska, zasłynęła ostatnio ostrą obroną rządowej „ustawy frankowej” – atakując kancelarie reprezentujące frankowiczów i zarzucając im manipulacje oraz działanie we własnym interesie. Jej przekaz pokrywa się z narracją sektora bankowego. Tymczasem prezes UOKiK Tomasz Chróstny prezentuje zupełnie inne podejście: apolityczne, oparte na faktach i skoncentrowane na obywatelu. Mimo presji finansjery forsuje rozwiązania realnie wzmacniające pozycję klientów banków (utrzymuje sankcję kredytu darmowego, sprzeciwia się monopolowi BIK, prowadzi szerokie konsultacje). Kontrast między ich postawami wiele mówi o stanie ochrony konsumentów w Polsce.
Pełnomocniczka ministra: atak na kancelarie frankowe w obronie „ustawy frankowej”
Aneta Wiewiórowska-Domagalska, pełnomocniczka ministra sprawiedliwości ds. ochrony praw konsumentów, publicznie zaangażowała się w promowanie projektu tzw. ustawy frankowej. W głośnym wywiadzie przekonywała, że nowe przepisy przyspieszające postępowania w sprawach kredytów we frankach szwajcarskich uderzą nie w konsumentów, lecz… w prawników ich reprezentujących. – „Jedynym przegranym tej ustawy będą kancelarie frankowe, bo w razie jej przyjęcia stracą dochodowe źródło zarobków. […] Kancelarie policzyły skutki finansowe ustawy i rozpętały zatem kampanię, która wprowadza w błąd” – stwierdziła Wiewiórowska wprost. Jej zdaniem to prawnicy nakręcają sprzeciw wobec projektu, obawiając się o swoje zyski. Wiewiórowska podkreśla, że klienci nic na ustawie nie stracą: „Wskutek wprowadzenia ustawy konsumenci nie stracą nic z tego, co mają, a jednocześnie procesy będą tańsze i szybsze”. Innymi słowy – jeśli wyrok zapadnie szybciej i taniej, to trudno doszukać się, jej zdaniem, jakiejkolwiek szkody dla frankowiczów.
Wypowiedzi pełnomocniczki ministra spotkały się jednak z ostrą reakcją przedstawicieli frankowiczów. Zarówno prawnicy prowadzący te sprawy, jak i organizacje konsumenckie zarzucają Wiewiórowskiej odwracanie uwagi od sedna problemu i powielanie narracji wygodnej dla banków. Portal FrankNews wprost zauważył, że „narracja Pani Pełnomocniczki ds. ochrony praw konsumentów jest w wielu punktach zbieżna z tym, co mówią banki. Szkoda, że urzędniczka powołana do ochrony praw konsumentów atakuje kancelarie, które od lat bronią konsumentów, i mówi wprost, że to one będą jedynymi przegranymi ustawy”. Zamiast piętnować wieloletnie nadużycia banków wobec klientów, przedstawicielka resortu sprawiedliwości obarcza winą ich adwokatów i radców prawnych. Takie podejście wywołało sprzeciw samych prawników. W ocenie środowiska „Pani Pełnomocnik przekroczyła próg przyzwoitości, przybierając jako główną linię obrony [ustawy] atak na kancelarie prawne” i sugerując, że prawnicy „nie kierują się dobrem klienta […] ale chęcią zysku”.
W sieci zawrzało: adwokaci i radcowie protestują przeciwko sytuacji, w której urzędnik państwowy „napuszcza społeczeństwo na prawników”, podważając zaufanie do profesjonalnych pełnomocników. Paradoksalnie więc narracja, która miała rzekomo bronić konsumentów, finalnie godzi w ich interes – może zasiać nieufność wobec tych, którzy od lat skutecznie wygrywają dla klientów starcia z bankami.
Tomasz Chróstny – wzór niezależnego urzędnika w służbie obywateli
Na przeciwnym biegunie znajduje się Tomasz Chróstny, prezes Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów. Jego działania pokazują, jak wygląda rzeczowa i apolityczna troska o prawa obywateli. Chróstny od blisko dwóch lat pracuje nad wdrożeniem nowej unijnej dyrektywy o kredycie konsumenckim (CCD2) – projektu skomplikowanego i budzącego ogromne emocje w branży finansowej. Mimo to prezes UOKiK jasno deklaruje, że priorytetem są tu realne korzyści dla klientów. – „Nie zejdziemy jednak ze ścieżki, która zmienia reguły gry w interesie i na korzyść konsumentów. Bez względu na to, jak wiele kolejnych działań przeciwko nam podejmie sektor bankowy i firm pożyczkowych” – zapowiada stanowczo Chróstny. Te słowa padły nie przypadkiem – UOKiK otrzymał aż 1500 stron uwag do projektu ustawy, głównie od lobby finansowego próbującego złagodzić prokonsumenckie rozwiązania. Prezes Urzędu nie ukrywa, że banki i firmy pożyczkowe wywierają naciski. – „Widzimy niestety silny lobbing sektora bankowego, któremu niestety zbyt często poddaje się Ministerstwo Finansów czy Urząd KNF. Dlatego dobrze, że to my realizujemy tę implementację” – przyznaje Chróstny wprost. Tą gorzką konstatacją daje do zrozumienia, że nie każdy organ państwa jest odporny na wpływy sektora, ale na szczęście UOKiK zachowuje niezależność, by doprowadzić prace do końca z myślą o konsumentach. Co więcej, Chróstny włącza w te prace wszystkich interesariuszy – odbyły się liczne konsultacje, w tym społeczne. Urząd zebrał około 800 uwag od strony społecznej (organizacji i ekspertów), a sam prezes zadbał, by nie pominięto żadnego głosu: „osobiście zależy mi na tym, aby każdy projekt […] był od początku szeroko i rzetelnie konsultowany (…). Dajemy przestrzeń każdemu, kto chce zabrać głos”. Tak transparentny proces legislacyjny to dziś rzadkość.
Konkrety mówią same za siebie. Chróstny opowiada się zdecydowanie za utrzymaniem tzw. sankcji kredytu darmowego (SKD) – kluczowego przepisu, który chroni klientów przed nieuczciwymi praktykami kredytodawców. Branża finansowa najchętniej pozbyłaby się tego „kłopotliwego” zapisu, ale prezes UOKiK studzi te zapędy. – „SKD nie można odłożyć na półkę, zamknąć oczu i uznać, że jej nie ma” – podkreśla stanowczo. Przypomina, że polskie prawo od lat przewiduje dotkliwe konsekwencje dla banku, który w umowie kredytowej zamieści niedozwolone klauzule – i tak musi pozostać. Nawet gdyby sankcję darmowego kredytu zastąpić inną, to zgodnie z dyrektywą unijną nowe narzędzie musi być równie skuteczne, proporcjonalne i odstraszające. Chróstny nie pozwala zatem „odłożyć na półkę” ochrony konsumenta tylko dlatego, że instytucje finansowe odczuwają dyskomfort.
Innym polem, na którym prezes UOKiK idzie pod prąd interesom wielkich graczy, jest kwestia monopolu informacyjnego Biura Informacji Kredytowej. BIK – kontrolowany przez osiem największych banków – dziś de facto trzyma pieczę nad kluczowymi danymi o kredytobiorcach. Początkowo planowano, że nowe przepisy jeszcze umocnią rolę BIK, ale Chróstny zmienił ten kierunek po analizie uwag społecznych. – „BIK jest własnością ośmiu banków (…). Absolutnie nie chcemy wzmacniać monopolu informacyjnego BIK-u” – tłumaczy szef UOKiK. Zaproponował, by kredytodawcy mogli wybierać także inne bazy do raportowania danych o zobowiązaniach konsumentów, tak aby nie było przymusu korzystania z rejestru kontrolowanego przez banki. Mało tego – Chróstny głośno mówi o potrzebie utworzenia w przyszłości państwowego, centralnego rejestru kredytowego, który uniezależniłby obywateli od komercyjnych instytucji finansowych. To myślenie wybiegające poza bieżącą ustawę, ale pokazujące systemowe podejście: dane klientów nie powinny być wyłączną własnością banków, bo to rodzi konflikty interesów i zagrożenia dla konkurencji.
Bankowa narracja kontra obywatelska troska
Zestawienie postaw Anety Wiewiórowskiej i Tomasza Chróstnego nie pozostawia złudzeń, kto faktycznie stoi po stronie konsumenta. Pełnomocniczka Ministra Sprawiedliwości deklaruje co prawda działanie „w interesie publicznym”, ale jej retoryka w sprawie ustawy frankowej brzmi jak wyjęta z ust bankowych rzeczników. Zamiast piętnować opieszałość i agresywne ruchy banków (to przecież banki przez lata pozywały frankowiczów, aby maksymalnie utrudnić im unieważnianie wadliwych umów), Wiewiórowska obwinia za przedłużanie sporów prawników reprezentujących klientów. Publicznie sugeruje, że adwokaci i radcowie nie działają lojalnie wobec swoich mocodawców, lecz rządzą nimi wyłącznie pieniądze. Tego rodzaju zarzuty – formułowane przez urzędnika państwowego powołanego do ochrony konsumentów – to woda na młyn bankowych PR-owców. Nic dziwnego, że wypowiedzi Wiewiórowskiej zostały entuzjastycznie odnotowane przez sektor finansowy, który od dawna próbuje podważyć wiarygodność kancelarii frankowych. Niestety, podobna narracja osłabia pozycję samych konsumentów: podkopuje zaufanie do ich obrońców i może zniechęcać kolejne pokrzywdzone osoby do szukania sprawiedliwości w sądzie.
Tomasz Chróstny prezentuje podejście dokładnie odwrotne – i o wiele bardziej pożądane z punktu widzenia obywateli. Jego działania cechuje merytoryczna konsekwencja: identyfikuje realne problemy na rynku (nadużycia w kredytach konsumenckich, brak równowagi informacyjnej między bankami a klientami) i stara się je naprawić poprzez prawo, trzymając się przy tym standardów unijnych i zasad sprawiedliwości. Nie ulega naciskom – wprost mówi o lobby bankowym i nie boi się iść pod prąd, jeśli wymaga tego interes klientów. Co ważne, nie działa przy tym na oślep ani pod publiczkę: zanim zaproponuje rozwiązanie, konsultuje je szeroko, bada skutki, pyta o zdanie zarówno regulatorów, jak i organizacje społeczne.
Taka postawa – otwarta, nastawiona na dialog, a jednocześnie twarda wobec próśb o specjalne traktowanie dla banków – powinna być wzorem dla wszystkich urzędników odpowiedzialnych za ochronę praw konsumenta. W starciu „Wiewiórowska kontra Chróstny” racja leży po stronie tego drugiego. To niezależność i systemowa troska o dobro obywateli, a nie wygodna dla wpływowych instytucji narracja, stanowią prawdziwą ochronę konsumentów w demokratycznym państwie prawa.






