środa, 22 kwietnia, 2026
Kontakt: info@chf24.pl
CHF24.PL

Serwis informacyjno-publicystyczny o sporach konsumentów z bankami oraz rynku kredytowym. Wiadomości, analizy i komentarze dotyczące postępowań sądowych i zmian w prawie.

  • Strona Główna
  • Wiadomości
    • Frankowicze
    • Kredyt w PLN
    • Sankcja kredytu darmowego
  • Wyroki
    • Wyroki TSUE
  • Poradnik Frankowicza
  • Felietony
  • Prawnicy
  • W Sądach
  • Ugody
  • Ranking Kancelarii
CHF24.PL
  • Strona Główna
  • Wiadomości
    • Frankowicze
    • Kredyt w PLN
    • Sankcja kredytu darmowego
  • Wyroki
    • Wyroki TSUE
  • Poradnik Frankowicza
  • Felietony
  • Prawnicy
  • W Sądach
  • Ugody
  • Ranking Kancelarii
Brak wyników
Zobacz wszystkie wyniki
CHF24.PL

Afera syndyka Getin Banku: Mamy wyjaśnienia Marcina Kubiczka! Czy rozwiewają wątpliwości? [ANALIZA]

Michał Augustynowicz Napisał Michał Augustynowicz
Data ostatniej modyfikacji: 15/07/2025 23:07
Czas czytania:38 minut
A A
0
Share on FacebookShare on Twitter

14 lipca 2025 r. Gazeta Wyborcza opublikowała artykuł Wojciecha Czuchnowskiego pt. „Zamknięty układ syndyka Getin Banku. Kancelarie zarabiają miliony”, ujawniając szokujące – zdaniem gazety – informacje o przepływach finansowych w upadłościach Getin Noble Banku i Idea Banku. Zebrane dane z ponad 5,5 tys. transakcji z lat 2022–2025 miały pokazać, że setki milionów złotych z mas upadłości tych banków zamiast trafić do poszkodowanych klientów (m.in. obligatariuszy i frankowiczów), płyną do wybranych kancelarii prawniczych powiązanych z syndykiem Marcinem Kubiczkiem oraz do samego syndyka. Afera syndyka Getin Banku: Mamy wyjaśnienia Marcina Kubiczka! Czy rozwiewają wątpliwości? [ANALIZA]

Kluczowe zarzuty z publikacji GW można podsumować następująco:

  • Ogromne kwoty dla kancelarii prawnych kosztem wierzycieli: Z podsumowania wydatków wynikało, że kancelarie prawne otrzymały już około 197,3 mln zł z mas upadłości. Najwięcej – aż ~146,3 mln zł – trafiło do kancelarii Rymarz Zdort Maruta, czyli renomowanej warszawskiej kancelarii adwokackiej. Drugie miejsce zajęła kancelaria Mateusz Sitnik i Współpracownicy z Chorzowa (adres kancelarii pokrywa się z biurem syndyka) – ok. 26,7 mln zł. Trzecia była kancelaria BWHS z Warszawy (gdzie Kubiczek ma swoje „centrum operacyjne”) – ok. 12,2 mln zł. Tak duża skala wydatków na obsługę prawną budzi wątpliwości co do minimalizacji kosztów postępowania upadłościowego.
  • Powiązania biznesowe syndyka z obsługującymi go kancelariami: GW wskazała, że Marcin Kubiczek jest bezpośrednio powiązany z kancelarią Rymarz Zdort Maruta poprzez utworzoną wspólnie spółkę Rymarz-Zdort-Maruta-Kubiczek Restructuring S.A. (RZMK). Według gazety syndyk oficjalnie jest wspólnikiem tej spółki, co rodzi podejrzenie konfliktu interesów – syndyk miałby zlecać lukratywne usługi kancelarii, z którą sam jest związany kapitałowo. Dodatkowo GW przytoczyła w tym kontekście opinię radcy prawnego Jacka Czabańskiego, znanego reprezentanta frankowiczów, który już wcześniej zarzucał Kubiczkowi tworzenie „biznesu do zarabiania grubych pieniędzy kosztem wierzycieli banku”. Czabański opisywał, że Marcin Kubiczek od początku 2023 r. jest prezesem jednoosobowego zarządu spółki RZMK Restructuring S.A., której jedynym akcjonariuszem jest kancelaria Rymarz Zdort Maruta. W 2023 r. spółka ta miała zaledwie ~200 tys. zł przychodu, ale aż 744 tys. zł kosztów, z czego 680 tys. zł stanowiło wynagrodzenie zarządu (prawdopodobnie w przeważającej części dla Marcina Kubiczka jako prezesa). Czabański podsumował to następująco: “Syndyk Marcin Kubiczek płaci z kasy upadłego Getin Noble Bank kancelarii Rymarz Zdort Maruta za obsługę procesową, a kancelaria ta założyła spółkę, gdzie jedynym członkiem zarządu jest Kubiczek i która ponosi gigantyczne koszty jego wynagrodzenia”. Taka konstrukcja została określona jako “rażący konflikt interesów”.
  • Wynagrodzenia dla syndyka z masy upadłości: GW podała, że na konto samego Marcina Kubiczka wpływają duże kwoty z masy upadłości Getinu i Idei – w samym 2024 r. około 4,8 mln zł. Sugeruje to, że syndyk pobiera znaczne środki (czy to w formie zaliczek na wynagrodzenie, refundacji kosztów czy innych transferów), podczas gdy wierzyciele wciąż czekają na zaspokojenie roszczeń.
  • Potencjalny konflikt interesów z udziałem urzędników BFG: Wśród podejrzanych przepływów GW wymieniła również regularne wynagrodzenia wypłacane przez syndyka trzem wysoko postawionym urzędnikom Bankowego Funduszu Gwarancyjnego (BFG) – łącznie blisko 800 tys. zł. Według gazety byli to m.in. Krzysztof L. (dyrektor ds. restrukturyzacji przymusowej w BFG – 210 tys. zł), jego zastępca Krzysztof J. (275 tys. zł) i były administrator z ramienia BFG Paweł M. (297 tys. zł). Taka sytuacja nasuwała podejrzenia, że osoby odpowiedzialne za nadzór nad procesem upadłości mogły pozostawać w nieformalnym “układzie” z syndykiem – otrzymując od niego wynagrodzenie, potencjalnie w zamian za pobłażliwość w kontroli. Artykuł stawiał BFG w złym świetle, sugerując poważny konflikt interesów i podważając wiarygodność nadzoru Funduszu nad upadłościami banków.
  • Brak realnej kontroli nad działaniami syndyka: GW cytowała wypowiedzi prawniczki Beaty Strzyżowskiej (reprezentującej frankowiczów), że syndyk Kubiczek działa w warunkach skrajnego konfliktu interesów, nie podejmuje prób racjonalnego, kompromisowego rozwiązania sporów sądowych, wynagradza “pracowników BFG” z masy upadłości oraz że nad jego wydatkami nie ma żadnego nadzoru. Gazeta podkreślała, że sędzia-komisarz praktycznie nie kontroluje wydatków syndyka, przez co np. syndyk odmawia wypłaty frankowiczom zasądzonych prawomocnie kosztów procesów i wstrzymuje inne rozliczenia – co rodzi poczucie bezkarności.

W skrócie, Gazeta Wyborcza nakreśliła obraz “zamkniętego układu”, w którym Marcin Kubiczek wraz z zaprzyjaźnionymi prawnikami czerpią ogromne korzyści finansowe z masy upadłości, podczas gdy poszkodowani klienci banków czekają, a instytucje nadzorcze (BFG, sąd, Ministerstwo Sprawiedliwości) rzekomo nie reagują.

Oświadczenie syndyka Marcina Kubiczka – główne tezy obrony

Dzień po publikacji artykułu, 15 lipca 2025 r. syndyk Marcin Kubiczek wydał obszerne oświadczenie, w którym zdecydowanie odpiera zarzuty Gazety Wyborczej. Oświadczenie zatytułowane „Kłamstwa, manipulacje, pomówienia i dezinformacja red. Wojciecha Czuchnowskiego z Gazety Wyborczej” już samym tytułem sugeruje stanowisko autora – Kubiczek uznał materiał GW za nierzetelny i zniesławiający. Poniżej przedstawiamy najważniejsze wyjaśnienia i argumenty zawarte w stanowisku syndyka:

  • Zarzut kłamstw i manipulacji: Marcin Kubiczek stwierdza wprost, że artykuł GW “oparty jest częściowo na informacjach nieprawdziwych, fałszywych, niekompletnych oraz podanych poza rzetelnym kontekstem”, przez co “całościowo ma charakter kłamliwy i manipulacyjny”. Jego zdaniem celem publikacji było wywarcie presji na Ministerstwo Sprawiedliwości, by bez podstaw prawnych odsunąć go od prowadzenia upadłości Getin Noble Banku i Idea Banku. Taki nacisk – twierdzi Kubiczek – wpisuje się w działania podejmowane publicznie przez mec. Romana Giertycha (pełnomocnika Leszka Czarneckiego), który poprzez media społecznościowe domaga się usunięcia syndyka. Zdaniem Kubiczka artykuł GW to element skoordynowanej kampanii osób odpowiedzialnych za upadłość banków (m.in. Leszka Czarneckiego) wymierzonej w niego, ponieważ konsekwentnie realizuje swoje obowiązki, wchodząc w “kurs kolizyjny” z interesami tych osób.
  • Zapowiedź kroków prawnych: Syndyk zapowiada, że podejmie kroki prawne przeciwko autorowi oszczerczego – jego zdaniem – tekstu i osobom odpowiedzialnym za publikację. Zaapelował też do innych mediów, by nie powielały niesprawdzonych i naruszających jego dobra osobiste informacji.
  • (Nie)prawdziwość poszczególnych zarzutów – formuła “Nieprawda/Prawda”: Oświadczenie ma formę polemiki, gdzie Kubiczek przytacza kolejne tezy z artykułu GW jako “Nieprawda” i kontruje je swoją wersją jako “Prawda”.
    • Wynagrodzenie syndyka: Nieprawda: „na konto samego Marcina Kubiczka też płyną duże kwoty z majątku po Getin Banku i Idea Banku. W samym 2024 r. było to ok. 4,8 mln zł”. Prawda: Marcin Kubiczek zapewnia, że nie otrzymał żadnego wynagrodzenia z tytułu prowadzenia upadłości Getinu i Idea – poza drobnymi kwotami zwrotów krajowych kosztów podróży. Co więcej, przypomina, że już rok temu Czuchnowski pytał o rzekome wynagrodzenie (ówcześnie „zidentyfikowane” na 41 mln zł) i tamta kwota również była niezgodna z rzeczywistością. Innymi słowy, syndyk twierdzi, że nie wypłacał sobie dotąd żadnego honorarium za tę upadłość, a liczby podawane przez prasę są całkowicie chybione.
    • Pieniądze zamiast do wierzycieli trafiają do kancelarii i syndyka (“zamknięty obieg”): Nieprawda:„zamiast na konta poszkodowanych klientów – […] kasa trafia w zamknięty obieg, z którego korzystają wtajemniczeni prawnicy oraz sam syndyk Kubiczek”. Prawda: Kubiczek odpowiada, że korzysta z usług kancelarii prawnych wyłącznie w celu zabezpieczenia interesów masy upadłości, która musi bronić się w tysiącach spraw sądowych wytoczonych bankowi jeszcze za czasów Leszka Czarneckiego. Podkreśla też, że zgodnie z prawem upadłościowym syndyk nie ma możliwości wypłaty pieniędzy wierzycielom przed sporządzeniem ostatecznej listy wierzytelności i planów podziału. Dopóki lista wierzycieli nie jest prawomocna, żadne wypłaty dla klientów banku nie są możliwe z mocy prawa – sugeruje syndyk – więc zarzut, że “powinien wypłacać, a nie wypłaca”, jest nieuzasadniony. Co więcej, w pierwszej kolejności zaspokajany i tak jest Bankowy Fundusz Gwarancyjny (BFG) – przypomina Kubiczek. Rzeczywiście, BFG jako gwarant depozytów ma ustawowe pierwszeństwo w zaspokojeniu – i syndyk informuje, że w ciągu zaledwie 5 miesięcy od ogłoszenia upadłości Getinu zwrócił BFG już ok. 900 mln zł tytułem kosztów przymusowej restrukturyzacji banku. Od września 2024 r. przekazywanie kolejnych kwot BFG jest wstrzymane ze względu na pytanie prawne do Trybunału Konstytucyjnego o konstytucyjność uprzywilejowania BFG. Tym samym syndyk argumentuje, że pieniądze nie “wyciekają” w żadnym nielegalnym układzie – po prostu są gromadzone do czasu wypłat zgodnych z planem podziału, a niezbędne wydatki (np. obsługa prawna) są uzasadnione i legalne.
    • “Na upadłości korzystają głównie kancelarie prawne”: Nieprawda: (takie stwierdzenie przypisano Gazecie). Prawda: Kubiczek odpiera ten zarzut dwoma argumentami. Po pierwsze, kancelarie otrzymują wynagrodzenie rynkowe za działania w interesie masy upadłości, więc ich zarobki nie są niczym nadzwyczajnym ani zawyżonym. Przytacza nawet ustalenia firmy Deloitte Advisory, z których wynika, że koszty zarządu (w tym obsługi portfela kredytów CHF) w Getin Noble Banku są niższe niż w innych bankach o porównywalnym portfelu frankowym. Po drugie, przypomina ponownie, że pierwszym wierzycielem do spłaty jest BFG – i już otrzymał on pokaźne sumy (ok. 900 mln zł). Kubiczek sugeruje więc, że pieniądze z masy wcale nie “giną” bezpowrotnie w kancelariach – znacząca ich część zasiliła państwowy BFG, a reszta jest wydawana zgodnie z prawem na potrzebne działania.
    • Płacenie spółce powiązanej z syndykiem (Rymarz Zdort Maruta Kubiczek Restructuring S.A.): Nieprawda: „syndyk nie ma oporów nawet przed płaceniem spółce Rymarz Zdort Maruta Kubiczek, w której oficjalnie jest wspólnikiem” (według GW identyfikowano przelew 92 tys. zł do takiej spółki). Prawda: Syndyk kategorycznie zaprzecza, jakoby spółka Rymarz Zdort Maruta Kubiczek Restructuring S.A. kiedykolwiek otrzymała jakikolwiek przelew z masy upadłości Getin Noble Banku – ani na 92 tys. zł, ani na żadną inną kwotę. Ponadto oświadcza, że nie jest (i nigdy nie był) wspólnikiem, akcjonariuszem ani udziałowcem tej spółki. Innymi słowy, Kubiczek chce zdementować sugestię, że sam sobie wypłaca pieniądze przez podstawioną firmę – twierdzi, że ani złotówka nie trafiła do RZMK Restructuring S.A., a on sam formalnie nie ma w niej udziałów. (Warto zauważyć, że nie skomentował przy tym pełnionej przez siebie funkcji w tej spółce – do czego wrócimy w analizie).
    • Termin i forma udzielenia odpowiedzi Gazecie Wyborczej: Nieprawda: „w czwartek [10 lipca] ‘Wyborcza’ zwróciła się z pytaniami do Marcina Kubiczka”. Prawda: Kubiczek przedstawia inną wersję wydarzeń: e-mail z pytaniami od red. Czuchnowskiego otrzymał w piątek 11 lipca o godz. 12:05 z prośbą o odpowiedź do soboty 12 lipca do godz. 13:00. Zaprosił wówczas dziennikarza na rozmowę (by móc wyczerpująco odpowiedzieć), lecz autor odrzucił zaproszenie, obstając przy odpowiedziach mailowych i publikując tekst bez rozmowy z syndykiem. Zdaniem Kubiczka pokazuje to, że jego wyjaśnienia nie miały znaczenia dla tezy publikacji, a pytania zadane na ostatnią chwilę służyły tylko pozorom rzetelności. Wskazuje przy tym na drobną nieścisłość: Czuchnowski w tekście napisał, że pytania wysłano w czwartek, podczas gdy faktycznie przyszły w piątek – co ma dowodzić niedbałości dziennikarza. (Dla porządku warto tu dodać, że GW w swoim artykule przedstawiła sprawę inaczej: tłumaczyła, że pytano mailowo z premedytacją, bo wcześniejsze bezpośrednie kontakty z Kubiczkiem były trudne – syndyk miał rzekomo stosować nagrywanie i wywierać presję. Według GW Kubiczek zaproponował spotkanie dopiero na 17 lipca, już po terminie publikacji, i w ogóle nie odniósł się konkretnie do pytań w odpowiedzi mailowej. Mamy tu więc słowo przeciw słowu co do przebiegu komunikacji).
    • Wypowiedzi mec. Beaty Strzyżowskiej (o konflikcie interesów, braku ugód, wynagradzaniu ludzi z BFG, braku nadzoru): Nieprawdziwe i naruszające dobre imię – tak Kubiczek określa te zarzuty. W odpowiedzi punktuje:
      • Brak konfliktu interesów: Syndyk zapewnia, że nie działa w warunkach konfliktu interesów, co wielokrotnie wyjaśniał publicznie. Prawo upadłościowe szczegółowo określa, z kim syndyk może współpracować bez zgody sędziego-komisarza lub za jego zgodą – insynuacje o konflikcie uznaje więc za bezpodstawne pomówienie. (W domyśle: wszelkie swoje powiązania i zlecenia miał odpowiednio zgłaszane i akceptowane przez sąd).
      • Spółka RZMK nie obsługuje jego upadłości: Kubiczek podkreśla, że spółka Rymarz Zdort Maruta Kubiczek Restructuring S.A. nie świadczy żadnych usług dla jakiejkolwiek upadłości, w której on jest syndykiem. Jest to spółka przeznaczona do prowadzenia postępowań restrukturyzacyjnych, upadłościowych czy interim managementu dla innych klientów (o określonej skali działania), a nie do obsługi prowadzonych przez niego upadłości. (To ważne rozróżnienie: wynika z niego, że obsługą prawną Getinu/Idei zajmuje się kancelaria Rymarz Zdort Maruta – sp.k., a nie spółka RZMK S.A. z Kubiczkiem w zarządzie. Tym samym formalnie Kubiczek nie zleca usług podmiotowi, w którym sam zasiada – zleca je „matce” tej spółki, czyli kancelarii, gdzie oficjalnie nie pełni funkcji).
      • Ścisły nadzór sędziego-komisarza nad wydatkami: Wszystkie wydatki syndyka są drobiazgowo analizowane i zatwierdzane przez sędziego-komisarza nadzorującego postępowanie. Kubiczek przywołuje tu oświadczenie Ministerstwa Sprawiedliwości z 13 lutego 2025 r., gdzie wiceminister Arkadiusz Myrcha wyjaśnił: „Minister Sprawiedliwości, w ramach swoich kompetencji nadzorczych, nie ingeruje w sposób prowadzenia postępowań upadłościowych ani w treść orzeczeń sądowych. (…) Sędzia-komisarz kieruje postępowaniem, nadzoruje czynności syndyka i może wydawać zgodę na zawarcie ugody, a jego postanowienie jest natychmiast wykonalne i niezaskarżalne”. Oznacza to, że to sąd upadłościowy (sędzia-komisarz) sprawuje realną kontrolę nad pracą syndyka, a Ministerstwo nie wtrąca się w przebieg spraw. Zdaniem Kubiczka, ta zasada jest przestrzegana – więc mówienie o braku nadzoru to nadużycie.
      • Działania ugodowe i racjonalne rozwiązania sporów: Kubiczek przywołuje, że już w grudniu 2024 r. przedstawił propozycje ugód dla pierwszej grupy frankowiczów Getinu, a w czerwcu 2025 r. uruchomił II etap Programu Ugód dla wszystkich konsumentów z kredytami frankowymi. Ugoda– podkreśla – to kompromis i racjonalne rozwiązanie korzystne dla obu stron sporu. Tym samym odpiera zarzut, że “nie próbował się dogadać” – wskazuje, że aktywnie proponuje ugody frankowiczom, co powinno być postrzegane jako działanie prokonsumenckie i zmierzające do zakończenia sporów.
      • Obowiązki syndyka wobec masy vs interesy frankowiczów: Syndyk zaznacza, że prawo upadłościowe nakłada na niego obowiązek działania w interesie masy upadłości – musi zabezpieczać majątek masy i maksymalizować zaspokojenie wierzycieli. Gdyby tego nie robił, narażałby się na zarzut działania na szkodę masy. Beata Strzyżowska – argumentuje Kubiczek – jest prawnikiem reprezentującym frankowiczów i działa we własnym prywatnym interesie, bo jej wynagrodzenie zależy od wygranych spraw sądowych. Tym samym syndyk sugeruje, że perspektywa frankowiczów (i ich pełnomocników) jest jednostronna: chcą oni jak najszybciej wygrać swoje sprawy i uzyskać korzyści, ale obowiązkiem syndyka jest dbać o całość masy i wszystkich wierzycieli, co wymaga ostrożności i czasem twardej obrony stanowiska banku. Innymi słowy – to naturalne, że jego działania są sprzeczne z interesem procesowym frankowiczów, ale to nie wynika ze złej woli, tylko z realizacji ustawowych obowiązków.
      • Apelacje od przegranych wyroków frankowych: Kubiczek twierdzi, że nie jest prawdą, jakoby “zawsze składał apelacje od niekorzystnych wyroków”. “Syndyk wnosi apelacje tylko wtedy, gdy jest to uzasadnione okolicznościami danej sprawy” – pisze. Każda sprawa ma być analizowana indywidualnie; apelacje są składane tam, gdzie okoliczności to uzasadniają, w interesie ogółu wierzycieli. Kubiczek zaznacza przy tym, że wielokrotnie sygnalizował, iż nie chciałby w ogóle uczestniczyć w tylu procesach i wnosił o zawieszenie postępowań, ale to sądy i powodowie je kontynuują. W domyśle: gdyby frankowicze przystali na ugody lub sądy inaczej podchodziły do spraw, nie musiałby apelować.
      • Żaden pracownik BFG nie otrzymuje wynagrodzenia z masy: Syndyk odnosi się też expressis verbis do oskarżeń o opłacanie osób z BFG: “żaden pracownik Bankowego Funduszu Gwarancyjnego nie otrzymuje żadnego wynagrodzenia z masy upadłości Getin Noble Banku”. To kategoryczne zaprzeczenie, jakoby syndyk kogoś z BFG “opłacał”. Warto zauważyć, że Kubiczek formułuje to precyzyjnie: “żaden pracownik BFG” – co zostawia furtkę interpretacyjną (osoby wymienione przez GW formalnie nie były już pracownikami BFG, choć wcześniej pełniły tam ważne funkcje).
      • Zarzut o zatrudnienie agencji PR kosztem masy: W artykule GW skrytykowano również fakt wynajęcia przez syndyka agencji PR (jako rzekomo zbędny koszt). Kubiczek odpowiada, że to insynuacje godzące w jego dobre imię. Tłumaczy, iż współpraca z agencją PR przyniosła masie upadłości konkretne korzyści finansowe – m.in. pozwoliła uzyskać o 20 mln zł wyższą cenę sprzedaży jednego z istotnych aktywów banku, niż wynikało z wyceny. Innymi słowy, kilkusettysięczny (zapewne) wydatek na PR zwrócił się wielokrotnie w postaci lepszej transakcji, więc trudno mówić, że było to szkodliwe dla masy. Ponadto korzystanie z zewnętrznego wsparcia komunikacyjnego w restrukturyzacjach i upadłościach jest dozwoloną praktyką, co potwierdzają orzeczenia polskich sądów – dodaje syndyk.
  • Przytoczenie sprostowania BFG: Kubiczek w swoim oświadczeniu zacytował obszernie oficjalne stanowisko BFG z 14 lipca 2025 r., wydane w reakcji na publikację GW. BFG koryguje w nim, że żadna z osób wymienionych w artykule nie jest pracownikiem BFG, a więc sugestie jakoby Fundusz był w konflikcie interesów lub blokował kontrolę syndyka są nieprawdziwe i naruszają dobre imię BFG. To dokładne odzwierciedlenie komunikatu BFG, który wskazał, że autor artykułu popełnił błąd faktograficzny – błędnie utożsamił te osoby z kadrą Funduszu. BFG podkreślił też (co Kubiczek przytacza), iż sam Fundusz nie ma ustawowych narzędzi bezpośredniej kontroli syndyka po ogłoszeniu upadłości – nad syndykiem czuwa sędzia-komisarz, sąd upadłościowy, rada wierzycieli (jeśli jest powołana) i Ministerstwo Sprawiedliwości. Tym samym BFG zdystansował się od zarzutów GW i wsparł narrację syndyka: nie mamy nic wspólnego z ewentualnymi nieprawidłowościami, a sugestie o “układzie BFG z syndykiem” są bezpodstawne.
  • Nawiązanie do wcześniejszych publikacji medialnych: Kubiczek zwrócił uwagę, że autor GW zacytował fragmenty artykułu Wirtualnej Polski z 2023 r. pt. “Syndykat”, które uderzały w dobre imię syndyka. Syndyk zarzuca Czuchnowskiemu pominięcie faktu, że w wyniku ugody z WP w tamtym tekście opublikowano jego oświadczenie podważające główne tezy artykułu. Ponadto przypomina, że jedna z głównych postaci tamtej publikacji – niejaki Władysław D. – został prawomocnie skazany na 3,5 roku więzienia (w procesie, w którym Kubiczek był oskarżycielem posiłkowym). Zdaniem syndyka taka osoba ma “szczególny interes”, by wypowiadać się o nim negatywnie. Ten wątek ma pokazać, że już wcześniej pojawiały się oszczercze materiały na jego temat, które finalnie okazały się niewiarygodne (skoro WP musiała zamieścić sprostowanie, a informator okazał się przestępcą). W podtekście: GW powiela narrację zdyskredytowanych źródeł.
  • Konflikt z Leszkiem Czarneckim i tło polityczne: W końcowej części oświadczenia Marcin Kubiczek przechodzi do ofensywy, tłumacząc dlaczego jest “atakowany”. Według niego oskarżanie go o generowanie kosztów dla masy upadłości to tylko pretekst, by wymusić na Ministrze Sprawiedliwości jego szybkie zawieszenie lub odebranie mu licencji doradcy restrukturyzacyjnego. Prawdziwym beneficjentem takiego działania byłby Leszek Czarnecki oraz mec. Roman Giertych, którzy chcą uniknąć odpowiedzialności Czarneckiego za upadek banków i wyciągnąć od Skarbu Państwa miliardy odszkodowania. Świadczyć mają o tym publiczne wpisy Giertycha zachwalające artykuł Czuchnowskiego. Syndyk stwierdza wręcz: “Jestem atakowany, bo naruszam interesy Leszka Czarneckiego”. Wyjaśnia, że upadłości Getinu i Idea mają silny wymiar polityczny, a on, dążąc do odzyskania pieniędzy należnych masom upadłości, wszedł w konflikt z Czarneckim – którego “modelem biznesowym była prywatyzacja zysków i uspołecznianie kosztów” kosztem tysięcy klientów (m.in. ofiar afery GetBack, polisolokat, frankowiczów, klientów VB Leasing).
  • Działania syndyka przeciw Czarneckiemu – przemilczane sukcesy: Kubiczek szczegółowo opisuje swoje dokonania w ściganiu Leszka Czarneckiego i odzyskiwaniu majątku:
    • Złożył w sądzie bezprecedensowy pozew przeciw Leszkowi Czarneckiemu i kontrolowanej przez niego spółce LC Corp B.V. (Amsterdam) o blisko 1 mld zł na rzecz masy upadłości Idea Banku. Sąd uznał roszczenia za uprawdopodobnione i zabezpieczył majątek biznesmena do kwoty 968 mln zł – co oznacza zamrożenie pokaźnych aktywów Czarneckiego. Roszczenie dotyczy zarzutu, że Czarnecki bezprawnie wyprowadził z Idea Banku cenny biznes (spółkę Idea Getin Leasing, ob. VB Leasing) w latach 2017–2018, czym uszczuplił majątek banku o ok. 1 mld zł (kwota wystarczająca np. na zaspokojenie obligatariuszy GetBacku oszukanych przy sprzedaży tych papierów przez Idea Bank).
    • Wystąpił też o orzeczenie 10-letniego zakazu prowadzenia działalności gospodarczej dla Leszka Czarneckiego, argumentując, że doprowadził on oba banki do upadłości, transferował z nich przyszłe zyski i nie przekazał syndykowi majątku ani dokumentacji.
    • Dzięki jego działaniom prawnym udało się niedawno (lipiec 2025) po raz pierwszy zabezpieczyć tak dużą kwotę – ponad 42 mln zł – na rzecz masy upadłości. Wyjaśnia on, że 11 lipca 2025 r. (dokładnie w dniu, gdy otrzymał pytania od GW) Getin Holding wypłacił dywidendę, z której 14 lipca ok. 42,2 mln zł trafiło na konto komornika sądowego. Pieniądze te praktycznie należały do Leszka Czarneckiego i jego spółki LC Corp, a ich zajęcie na poczet masy Idea Banku było możliwe właśnie dzięki pozwowi i działaniom syndyka przeciw Czarneckiemu. Zajęte środki pochodzą z dywidendy Getin Holding – ok. 32 mln zł zabezpieczono na rzecz masy upadłości Idea Banku, a ~10 mln zł jako zabezpieczenie w prowadzonym śledztwie prokuratorskim dotyczącym Czarneckiego. Kubiczek akcentuje, że to pierwszy raz udało się odzyskać tak znaczącą kwotę z majątku powiązanego z Czarneckim – co ma dowodzić jego skuteczności w zwiększaniu masy upadłości z korzyścią dla wierzycieli.
    • Podnosi też, że jego ustalenia z upadłości GNB i Idea uczyniły go ważnym informatorem wymiaru sprawiedliwości oraz Prokuratorii Generalnej (która broni Polski przed roszczeniami Czarneckiego na miliardy złotych w arbitrażu w Londynie). To oznacza, że jest kluczowym świadkiem/ekspertem w sprawach przeciwko Czarneckiemu, co naturalnie czyni go “wrogiem” biznesmena.
  • Statystyki pokazujące przychylność mediów dla Czarneckiego: Kubiczek wylicza, że od listopada 2018 do marca 2025 GW opublikowała aż 80 artykułów Wojciecha Czuchnowskiego (czasem z współautorami) korzystnych dla Leszka Czarneckiego. Według syndyka dziennikarz ten pomijał nawet ogólnodostępne informacje, które stawiałyby biznesmena w złym świetle, a tezy jego publikacji pokrywają się z narracją Czarneckiego i jego obrońcy mec. Giertycha. Ma to wzbudzić podejrzenie, że GW nie jest bezstronna, a red. Czuchnowski od lat sprzyja wersji wydarzeń prezentowanej przez obóz Czarneckiego.
  • Podsumowanie ataku prasowego w kontekście bieżących wydarzeń: Kubiczek sugeruje, że najświeższy artykuł GW pojawił się właśnie teraz nieprzypadkowo – w momencie, gdy syndyk odniósł wspomniany sukces (zajęcie 42 mln zł) i naruszył interesy finansowe Leszka Czarneckiego. Zwraca uwagę, że mec. Roman Giertych – jako pełnomocnik Czarneckiego w sporach m.in. z syndykiem – aktywnie nagłaśniał artykuł w mediach społecznościowych, wywierając nacisk na instytucje (w tym Ministerstwo Sprawiedliwości). Kubiczek ocenia to jako wykorzystywanie politycznych wpływów i nieprofesjonalną aktywność, zapowiadając, że znajdzie to finał w sądzie.

Reasumując, Marcin Kubiczek w swoim oświadczeniu stanowczo zaprzecza wszelkim sugestiom o nieprawidłowościach. W jego narracji: działania, które GW przedstawia jako aferę, są w istocie legalnymi i potrzebnymi czynnościami w interesie masy upadłości. Wysokie koszty – owszem istnieją – ale wynikają z konieczności obrony masy w tysiącach procesów i mieszczą się w rozsądnych ramach (a nawet przynoszą efekty, jak ugody czy odzyskane kwoty). Żadnego “układu” z kancelariami czy BFG nie ma, a insynuacje o konflikcie interesów opierają się na przeinaczeniach (np. błędne uznanie, że jest “wspólnikiem” RZMK czy że płaci pracownikom BFG). Cała afera jest według syndyka wykreowana przez osoby powiązane z Leszkiem Czarneckim, aby go oczernić i doprowadzić do odwołania go z funkcji – co ułatwiłoby Czarneckiemu uniknięcie odpowiedzialności i odzyskanie pieniędzy kosztem Skarbu Państwa.

Oświadczenie syndyka jest bardzo obszerne i szczegółowe – ma charakter mocno polemiczny i służy zarówno korekcie faktów, jak i przedstawieniu szerszego kontekstu (własnych osiągnięć i motywów drugiej strony konfliktu). Pytanie kluczowe brzmi: czy te wyjaśnienia są wiarygodne i wystarczające? Poniżej dokonujemy analizy porównawczej zarzutów i tłumaczeń syndyka, wskazując na ewentualne nieścisłości, pominięte fakty lub punkty sporne.

Analiza zarzutów i wyjaśnień punkt po punkcie

Wynagrodzenie syndyka i transfer 4,8 mln zł – czy faktycznie “0 zł”?

Jednym z najbardziej wymownych zarzutów GW było twierdzenie, że sam Marcin Kubiczek zasilił swoje konto kwotą ok. 4,8 mln zł w 2024 roku z masy upadłości Getinu/Idei. Taka suma – jeśli prawdziwa – oznaczałaby, że syndyk w praktyce już “skonsumował”  część majątku upadłego, choć formalnie wynagrodzenie syndyka ustala sąd dopiero na koniec postępowania (ew. zaliczki wymagają zgody sędziego-komisarza).

Syndyk kategorycznie zaprzecza temu rewelacyjnemu twierdzeniu, pisząc: “Marcin Kubiczek nie otrzymał żadnego wynagrodzenia z tytułu prowadzenia tej upadłości”. Podkreśla, że jedyne środki jakie pobrał, to drobne zwroty kosztów podróży służbowych – absolutnie nic w okolicach milionów. Mało tego, wskazuje, że rok wcześniej próbowano mu przypisać 41 mln zł wynagrodzenia, co również było nieprawdą.

Skąd tak drastyczna rozbieżność? Możliwych wyjaśnień jest kilka, ale żadnego nie podano wprost. Być może GW pozyskała dane o przelewach na rachunek należący do syndyka (lub jego kancelarii) i zsumowała je, nie rozróżniając ich charakteru. Potencjalnie mogły to być np. przelewy techniczne związane z obsługą masy – np. zwrot wydatków tymczasowo pokrytych z konta kancelarii syndyka, refinansowanie jakichś kosztów itp. Innym tropem jest ewentualna zaliczka na wynagrodzenie syndyka, która jednak musiałaby być oficjalnie zatwierdzona przez sąd (brak informacji, by taka decyzja zapadła). GW pisała ogólnie o “przelewach na konto Kubiczka” i nie sprecyzowała ich tytułów. Jeśli np. Kubiczek wypłacał sobie z masy pewne kwoty jako zwrot poniesionych kosztów (np. wynagrodzeń pracowników obsługujących upadłość, kosztów biura, ekspertyz itp., które formalnie mogły iść przez jego firmę), to mógł uzbierać się znaczący wolumen takich transferów – choć formalnie nie były to wynagrodzenia syndyka.

Niestety, oświadczenie Kubiczka nie wyjaśnia wprost natury tych 4,8 mln zł. Zamiast tego otrzymujemy kategoryczne “zero” oraz argumentum ad absurdum (poprzednio zarzucano mu 41 mln, więc i 4,8 mln jest niewiarygodne). Brakuje twardych danych – np. pokazania, jakie konkretnie kwoty i z jakich tytułów pobierał syndyk. Skoro GW dysponuje dokumentacją przelewów, to sprawa jest potencjalnie do obiektywnego zweryfikowania – np. poprzez przedstawienie przez syndyka sprawozdania finansowego masy upadłości (gdzie powinny figurować wszystkie wypłaty na jego rzecz). Bez tego mamy słowo przeciw słowu: gazeta twierdzi o milionach na koncie syndyka, syndyk twierdzi o braku wynagrodzenia. Prawda może leżeć gdzieś pośrodku – niewykluczone, że w sensie formalnym Kubiczek nie wziął jeszcze ani złotówki “wynagrodzenia” (bo np. czeka na zgodę sądu na zaliczkę lub na końcowe rozliczenie), ale mógł pobierać z masy znaczne środki na pokrycie różnych kosztów związanych z postępowaniem (co sumarycznie dało 4,8 mln zł). Dla przeciętnego odbiorcy brak rozróżnienia – w obu przypadkach pieniądze ubyły z masy i zasiliły rachunek kontrolowany przez syndyka. Tę subtelność Kubiczek w swoim oświadczeniu przemilczał, ograniczając się do ogólnego zaprzeczenia.

Wnioski: Wyjaśnienie syndyka w tym punkcie nie rozwiewa wątpliwości. Jest możliwe, że GW częściowo myli pojęcia (uznając np. refundację kosztów za “zarobek syndyka”), lecz brak transparentności ze strony Kubiczka nie pomaga. Rzetelna analiza powinna wymagać ujawnienia struktury tych 4,8 mln zł – czego syndyk dotąd nie zrobił. Samo stwierdzenie “nie dostałem wynagrodzenia” to za mało, gdy dowody wskazują na milionowe transfery. Na ten moment więc zarzut gazety pozostaje w zawieszeniu – nie obalony jednoznacznie, ale i niepotwierdzony ponad wątpliwość.

Koszty obsługi prawnej – konieczność czy nadmierna skala?

Nie ulega wątpliwości, że kwota ~197 mln zł wydana na kancelarie prawne w ciągu niespełna dwóch lat postępowania upadłościowego robi piorunujące wrażenie. To pieniądze, które w innym układzie mogłyby zasilić choć częściowo roszczenia poszkodowanych klientów banku. Gazeta Wyborcza przedstawiła to jednoznacznie negatywnie: “kancelarie zarabiają miliony”, a korzystają na upadłości głównie prawnicy – sugerując, że to efekt “zamkniętego układu” i być może celowego drenowania masy przez syndyka i jego znajomych.

Syndyk Kubiczek broni się, wskazując kilka kluczowych faktów:

  • Ogrom spraw sądowych odziedziczonych po banku: Getin Noble Bank (zwłaszcza) był uwikłany w tysiące procesów sądowych, głównie z frankowiczami, już w momencie upadłości. Jako syndyk ma obowiązek zająć stanowisko w każdej z tych spraw, nie może ich zignorować. W praktyce oznacza to konieczność zlecenia obsługi prawnej na masową skalę (samodzielnie nie byłby w stanie prowadzić wszystkich spraw). To uzasadnienie merytoryczne: koszty są duże, bo po prostu tyle kosztuje obsługa tysięcy pozwów. Kancelarie frankowe od dawna sygnalizowały, że syndyk “walczy” w sądach zamiast kończyć spory. Kubiczek kontruje to, mówiąc że działa w interesie masy, bo musi minimalizować jej zobowiązania – stąd np. apelacje czy wnioski o zawieszenie spraw.
  • Stawki rynkowe, a nawet oszczędności w skali porównawczej: Kubiczek przywołał audyt Deloitte, z którego wynika, że koszty związane z obsługą prawno-zarządczą w upadłości Getinu są niższe niż w analogicznych bankach z portfelem frankowym. Niestety nie znamy szczegółów tego porównania – być może chodzi o proporcje kosztów do wartości aktywów czy liczby spraw. Niemniej, argumentem syndyka jest: wydajemy dużo, ale i tak efektywniej niż inni w podobnej sytuacji. To oczywiście jego słowa – GW nie odniosła się do tej kwestii wprost.
  • Legalność i akceptacja kosztów przez sąd: Jak zaznaczył Kubiczek (i minister Myrcha w przywołanym oświadczeniu), każdy istotny wydatek masy upadłości podlega akceptacji sędziego-komisarza. To oznacza, że kancelarie nie dostają tych milionów w próżni – sąd musiał zatwierdzić budżety czy umowy. Co więcej, żadna instytucja nadzorcza (sąd, Ministerstwo) dotąd nie zareagowała negatywnie na wysokość tych kosztów. Przeciwnie, sędzia-komisarz nie uznał za zasadne skarg frankowiczów na “marnotrawstwo” środków na prawników. Dopiero od niedawna Ministerstwo Sprawiedliwości przygląda się sprawie* – o czym dalej – ale to wciąż w toku.

Z drugiej strony, krytycy (jak mec. Czabański) wskazują, że znaczna część tych wydatków była niepotrzebna lub wręcz szkodliwa. Argumenty: banki przegrywają ~99% spraw frankowych, więc masowe składanie apelacji czy opinii prawnych to działanie na zwłokę, skazane na porażkę, a generujące tylko koszty. Co więcej, syndyk nie płaci zasądzonych kosztów procesu frankowiczom, tłumacząc to “ochroną masy”, co część prawników odbiera jako złośliwe nadużycie (skoro masa ma pieniądze, powinna regulować bieżące zobowiązania – argumentują). Art. 230 Prawa upadłościowego mówi, że koszty postępowań sądowych, w tym zasądzone koszty zastępstwa procesowego, powinny być zaspokajane na bieżąco jako koszty postępowania. Mec. Jacek Czabański podkreśla, że takie koszty są kosztami bieżącymi upadłości i syndyk powinien je realizować niezwłocznie, a na pewno przed podziałem masy. Tymczasem Kubiczek tego nie robi – działa więc wbrew oczekiwaniom wierzycieli (frankowiczów) i zapewne balansuje na granicy prawa upadłościowego.

Podsumowując, koszty obsługi prawnej na tę skalę są po części uzasadnione charakterem sprawy (wiele pozwów, złożoność upadłości banku), ale skala budzi pytania. Wyjaśnienia syndyka (że koszty są rynkowe i niższe niż w innych bankach) dają pewien kontekst – być może rzeczywiście nie dało się taniej przeprowadzić tych procesów, jeśli celem było np. opóźnianie rozstrzygnięć do czasu ugód. Jednak dla wierzycieli (zwłaszcza frankowiczów) taka strategia to miecz obosieczny: spory się ciągną, a masa topnieje od opłat dla prawników. Wyjaśnienia Kubiczka są tu częściowo przekonujące (co do legalności i konieczności kosztów), ale nie dotykają sedna krytyki – czy naprawdę trzeba było aż tak intensywnie i długo walczyć w sądach, zamiast szybciej zawierać ugody?. W tym punkcie można odnieść wrażenie, że syndyk broni samej wysokości kosztów argumentem ad populum (“takie są realia, inni też tak mają”), unikając oceny, czy te koszty faktycznie przynoszą proporcjonalne korzyści masie. Jego przytoczony sukces – Program Ugód – ruszył dopiero po 1,5 roku od upadłości, a pierwsze ugody zawarto w kwietniu 2025. Do tego czasu prowadzono linię konfrontacyjną. To wszystko powoduje, że zarzut o generowanie wysokich kosztów nie jest w pełni zneutralizowany przez wyjaśnienia syndyka. Formalnie ma rację (prawnicy muszą być opłaceni, sąd to akceptuje), lecz z punktu widzenia efektywności dla wierzycieli pytanie pozostaje otwarte.

Powiązania syndyka z kancelariami – konflikt interesów czy dopuszczalna współpraca?

Najpoważniejszy zarzut natury etycznej dotyczy konfliktu interesów: czy Marcin Kubiczek czerpie prywatne korzyści z usług kancelarii opłacanych z masy, bo jest z nimi powiązany biznesowo? Gazeta Wyborcza twierdziła, że tak – wskazując spółkę Rymarz-Zdort-Maruta-Kubiczek Restructuring S.A., w której Kubiczek figuruje (według gazety) jako wspólnik. Mec. Czabański poszedł dalej, ujawniając, że Kubiczek jest prezesem zarządu tej spółki, a jedynym akcjonariuszem jest kancelaria Rymarz Zdort Maruta – czyli dokładnie ta, która otrzymała od syndyka ~146 mln zł za obsługę prawną. W uproszczeniu: syndyk płaci pieniądze masy kancelarii, która jednocześnie wypłaca jemu sowite wynagrodzenie jako prezesowi zależnej spółki – co wygląda jak układ typu “ręka rękę myje”.

Syndyk w swoim oświadczeniu nie neguje samego faktu zasiadania w RZMK Restructuring S.A. (ani słowem o tym nie wspomina), natomiast skupia się na dwóch elementach: że spółka ta nie otrzymała żadnych pieniędzy z masy upadłości oraz że on nie jest jej udziałowcem/akcjonariuszem. Te stwierdzenia mogą być technicznie prawdziwe, ale zarazem nie odpowiadają na sedno problemu:

  • To prawda, że płatności szły do kancelarii Rymarz Zdort Maruta sp.k., a nie do RZMK S.A. – GW sama to zresztą napisała, że 146 mln zł zarobiła kancelaria Rymarz Zdort Maruta sp.k.. Spółka akcyjna RZMK mogła w ogóle nie świadczyć usług dla masy (co Kubiczek sam podkreśla: nie świadczy żadnych usług dla jego upadłości). Nie znaczy to jednak, że nie ma konfliktu interesów. Kancelaria sp.k. jest jedynym właścicielem spółki S.A., w której Kubiczek jest prezesem i pobiera wynagrodzenie. Tak więc każda złotówka zarobiona przez kancelarię potencjalnie zwiększa zdolność finansową jej spółki-córki, w której opłacany jest Kubiczek. To może być korzyść pośrednia, ale faktycznie Czabański wskazał, że spółka RZMK S.A. notowała ogromne koszty wynagrodzeń (680 tys. zł w 2023) przy minimalnych przychodach, co wygląda tak, jakby służyła głównie do wypłacania Kubiczkowi pieniędzy (zarobionych gdzie indziej). Kubiczek w ogóle nie odniósł się do tej finansowej zależności. Zapewne liczył, że prostym stwierdzeniem “nie jestem udziałowcem” rozwieje podejrzenia. Ale przecież bycie prezesem jednoosobowego zarządu spółki-córki powiązanej z kancelarią to również poważny związek ekonomiczny – nawet jeśli nie kapitałowy, to osobisty i finansowy (pensja).
  • Twierdzenie “nie jestem wspólnikiem/akcjonariuszem” jest więc pewną półprawdą w kontekście zarzutu. Owszem, formalnie Kubiczek nie jest właścicielem udziałów RZMK S.A. (ani tym bardziej sp.k.). Ale GW mogła użyć słowa “oficjalnie wspólnikiem” w potocznym sensie – bo nazwa spółki zawiera jego nazwisko. Być może nastąpiło tu uproszczenie ze strony dziennikarza. Niemniej istota zarzutu dotyczy nie tylko własności, ale roli Kubiczka w tej strukturze. Jego nazwisko w firmie i funkcja prezesa sugerują, że jest kluczową postacią tego biznesu. Syndyk przemilczał tę kwestię, nie wyjaśnił, co to za spółka, czemu on jej prezesuje. Zrobił tylko wybieg: “ta spółka nic od masy nie dostała”. To prawdopodobnie prawda – bo pieniądze poszły do spółki-matki (kancelarii). Ale dla ewentualnego konfliktu nie ma to większego znaczenia: liczy się, że syndyk ma relację finansową z kancelarią, której zleca z funduszy masy ogromne prace. Ta relacja może nie być zakazana (skoro sędzia-komisarz musiał ją zaaprobować), ale czy jest etyczna i zdrowa?

Warto tu wspomnieć, że w maju 2023 r., gdy ogłaszano upadłość Getinu, w środowisku prawniczym zwracano uwagę na właśnie taką potencjalną sytuację. Pojawiły się głosy, że spółka RZMK powstała tuż przed upadłością banku – w styczniu 2023 – a jej utworzenie mogło być planem na współpracę przy obsłudze banku. Podkreślano, że zarówno kancelaria Rymarz Zdort Maruta, jak i Marcin Kubiczek utrzymują, iż spółka powstała zanim został on syndykiem banku, co miało rozwiać podejrzenia, że zawiązano ją pod tę sprawę. Nawet jeśli tak, to fakty są takie, że potem ta spółka personalnie zespoliła los syndyka z jedną z wynajętych kancelarii.

Czy to konflikt interesów? Formalnie, dopóki sędzia-komisarz się godzi, a syndyk nie łamie przepisu (np. art. 156 Prawa upadłościowego zakazuje pewnych powiązań, ale dotyczy m.in. rodzinnych czy kapitałowych – tu kapitałowego niby nie ma), to można powiedzieć, że działa w granicach prawa. Jednak z punktu widzenia zaufania i przejrzystości – sytuacja jest co najmniej wątpliwa. Kubiczek we własnym oświadczeniu cytuje słowa Ministra Sprawiedliwości: że minister nie ingeruje, a sędzia nadzoruje i daje zgody. Można przypuszczać, że sędzia Zarębski wyraził zgodę na korzystanie przez syndyka z usług kancelarii Rymarz Zdort Maruta (skoro była to nowa współpraca, taka zgoda mogła być wymagana). Być może sędzia uznał, że to renomowana kancelaria z ekspertami, więc dobrze poprowadzą sprawy banku. Niemniej, nie wiemy czy sąd miał świadomość, że Kubiczek jest prezesem spółki należącej do tej kancelarii – zapewne tak (bo to informacja jawna w KRS). Jeśli to zaakceptował, formalnie konfliktu de iure nie stwierdzono.

Czy syndyk dostatecznie to wyjaśnił? Nie. Jego tłumaczenia są bardzo wybiórcze i pomijają sedno problemu, koncentrując się na tym, co łatwo zanegować (że “nie przelałem 92 tys. zł na swoją spółkę” – być może bo przelał 146 mln na spółkę “matkę”). Z punktu widzenia dociekliwego obserwatora brak jest w oświadczeniu Kubiczka przejrzystego wytłumaczenia swojej roli w RZMK Restructuring S.A.. Można było np. spodziewać się argumentu: “Owszem, jestem prezesem tej spółki, bo moja wiedza ekspercka jest tam wykorzystywana w innych projektach restrukturyzacyjnych, ale nie ma to wpływu na upadłość Getinu – spółka nie bierze w niej udziału, a moje wynagrodzenie w spółce nie zależy od sprawy Getinu”. Takiego zapewnienia jednak brak. Być może dlatego, że trudno uwierzyć, by pośrednio nie zależało (finanse kancelarii i spółki to połączone naczynia).

Krótko mówiąc, syndyk nie rozwiał podejrzeń o konflikt interesów. Wykazał tylko, że dziennikarz niedokładnie opisał mechanizm (mylnie pisząc o “wspólniku” i sugerując przelew na spółkę). Natomiast istota – jego uwikłanie we wspólny biznes z jedną z najhojniej opłacanych kancelarii – pozostaje realnym problemem. Nawet Ministerstwo Sprawiedliwości w prowadzonym postępowaniu administracyjnym bada właśnie naruszenie przez niego zasady minimalizacji kosztów postępowania (art. 179 P.u.), co wiąże się z tym, jak i komu zlecał czynności. Jeśli audytor (którego MS ma powołać) wykaże, że np. zlecenia dla Rymarz Zdort Maruta były na przesadnie wysoką skalę i mogły wynikać z jego prywatnych powiązań – konsekwencje mogą być poważne (cofnięcie licencji doradcy restrukturyzacyjnego jest na stole).

Zarzuty o brak nadzoru i bezkarność syndyka – co na to sąd i Ministerstwo?

Gazeta Wyborcza przedstawiła sytuację tak, jakby Marcin Kubiczek mógł działać zupełnie bez kontroli, mając wolną rękę w wydawaniu milionów z masy, bo sędzia-komisarz rzekomo niczego nie weryfikuje, a BFG przymyka oko z powodu konfliktu interesów. Czy tak jest w rzeczywistości?

Z punktu widzenia prawa – taki obraz jest nie do końca prawdziwy. Jak słusznie wskazano w oświadczeniu (cytat z MS), system nadzoru nad syndykiem istnieje: sędzia-komisarz zatwierdza istotne decyzje, syndyk składa regularne sprawozdania (co 3 miesiące) z przebiegu postępowania, w tym z wpływów i wydatków, a w rażących wypadkach sędzia może go upomnieć lub odwołać. Nadto Ministerstwo ma uprawnienia nadzorcze co do licencji – i z nich skorzystało, wszczynając postępowanie w sprawie cofnięcia licencji Kubiczka już 20 maja 2025 r. (czyli na długo przed publikacją GW). To ważny fakt: od dwóch miesięcy trwa urzędowa weryfikacja działalności Kubiczka jako syndyka. Resort Adama Bodnara ( Ministra Sprawiedliwości) zbiera i analizuje materiały, sprawdzając wszystkie postępowania, w których Kubiczek pełni funkcję syndyka, i zamierza powołać audytora do zbadania dokumentów finansowych. To pokazuje, że nadzór jednak zadziałał – po licznych skargach wpływających do ministerstwa (a było ich sporo, bo w ciągu 3,5 roku prowadzono czynności nadzorcze w 66 sprawach ze skargami na Kubiczka).

Z kolei sędzia-komisarz Jarosław Zarębski dotąd nie dostrzegł podstaw do odwołania syndyka – skoro nie uwzględniał żadnych skarg na jego działania. Z pewnością jednak bieg wydarzeń przyspieszył: opisane wyżej rewelacje medialne wywołały duże poruszenie w opinii publicznej i zapewne zwiększą presję na organy nadzoru. BFG natychmiast wydał sprostowanie i odciął się od sprawy (broniąc się przed zarzutem zaniedbania). Ministerstwo Sprawiedliwości również odniosło się do tematu (pośrednio poprzez wypowiedzi w mediach).

Na portalu Prawo.pl ukazała się informacja, że minister Bodnar prowadzi to postępowanie licencyjne i podkreśla, iż wszczęcie go nie przesądza o wyniku – czyli Kubiczek ma prawo do obrony swoich racji. Główne zarzuty w skargach dotyczyły naruszania zasady minimalizacji kosztów postępowania upadłościowego – co jest spójne z zarzutami GW o “kosztowne układy”. Ministerstwo już w lutym 2025 sygnalizowało, że Kubiczek przekazał im kilkadziesiąt tysięcy stron dokumentów do analizy w odpowiedzi na te skargi. To sugeruje, że maszyna kontrolna ruszyła zanim sprawa stała się głośna – zapewne dzięki naciskom środowisk frankowiczów, którzy od dawna alarmowali o problemach.

Co natomiast z sędzią-komisarzem? Wygląda na to, że sędzia Zarębski stał murem za syndykiem – skoro nie tylko akceptował jego sprawozdania i wydatki, ale też oddalał wszystkie skargi. Dla frankowiczów jest to dowód na iluzoryczność kontroli sądowej. Dla syndyka – potwierdzenie, że działał zgodnie z prawem i wiedzą sądu. Kto ma rację? Być może i jedno, i drugie: sędzia może uznawać, że syndyk formalnie nie narusza przepisów (np. ma prawo nie płacić od razu frankowiczom KZP, bo uważa to za niecelowe – jest tu pewna uznaniowość; ponadto sąd może chcieć poczekać na rozstrzygnięcia TK ws. BFG itp.). Sędzia patrzy na całość masy, nie tylko interes jednej grupy. Stąd brak reakcji.

Z punktu widzenia analizy należy zauważyć, że Kubiczek przedstawił poprawnie ramy prawne nadzoru, ale nie zmienia to faktu, że nadzór ten nie zapobiegł kontrowersyjnym praktykom. Innymi słowy, to że coś jest zgodne z procedurą (bo sędzia klepnął), nie znaczy że jest optymalne czy sprawiedliwe dla wszystkich stron. Ministerstwo (obecne kierownictwo) zdaje się to dostrzegać, skoro rozważa nawet odebranie mu licencji – co jest krokiem drastycznym, ale świadczy o poważnym potraktowaniu zarzutów.

Ocena wyjaśnień syndyka: Co do zasady, Kubiczek poprawnie wyjaśnia, kto i jak powinien go nadzorować, oraz że każdy jego ruch był raportowany i zatwierdzany. To podważa tezę, że działał zupełnie samowolnie. Rzeczywiście trudno mówić, by “nie było żadnego nadzoru” – nadzór był, tylko być może niewystarczająco rygorystyczny. Tutaj najmocniejszą odpowiedzią jest sprostowanie BFG – faktycznie obala ono insynuację o konflikcie ludzi BFG. Ale nie padło nic np. o sędzim-komisarzu. Kubiczek mógłby np. podać, ile to kontroli miał z sądu, jak wnikliwie sprawdzano jego sprawozdania – tego zabrakło (pewnie uznał, że oczywiste). Dla opinii publicznej jednak to nie jest oczywiste i pozostaje wrażenie, że sędzia mógł nie mieć wystarczających narzędzi albo zaufanie do syndyka było zbyt duże.

Podsumowując ten wątek: Syndyk słusznie wskazuje, że działają mechanizmy kontrolne – ale czy one zadziałały skutecznie, to inna kwestia. Jego tłumaczenie brzmi przekonująco na poziomie formalnym (wszystko odbywa się lege artis, a władze dotąd nic mu nie zarzuciły oficjalnie), lecz nie uspokaja obaw co do faktycznej bezstronności i skrupulatności tego nadzoru. Tutaj dużo wyjaśni wynik toczącego się postępowania administracyjnego – jeśli audyt wykaże nadużycia, wtedy okaże się, że kontrola sądowa jednak przepuściła coś, czego nie powinna.

Kontekst starcia: syndyk vs. Leszek Czarnecki – ile prawdy w teorii spiskowej?

Znaczna część oświadczenia Marcina Kubiczka to przedstawienie afery jako elementu szerszej układanki: wojny między nim a Leszkiem Czarneckim. To narracja poniekąd polityczna, sugerująca, że media zostały użyte do zdyskredytowania syndyka właśnie dlatego, że skutecznie uderza on w interesy finansowe Czarneckiego.

Jak to wygląda na podstawie zewnętrznych faktów? Rzeczywiście, wiele przemawia za tym, że Leszek Czarnecki i jego pełnomocnicy chcieliby pozbawić Kubiczka funkcji syndyka. Powody są jasne:

  • Kubiczek pozywa Czarneckiego na ogromne kwoty, zablokował mu majątek (968 mln zł zabezpieczenia), dąży do pociągnięcia go do odpowiedzialności za upadłość banków. To dla Czarneckiego bardzo niewygodne – zarówno finansowo, jak i reputacyjnie.
  • Czarnecki równolegle domaga się przed sądem arbitrażowym w Londynie wielomiliardowego odszkodowania od Polski za przejęcie jego banków. W tym sporze Kubiczek jest kluczowym świadkiem/informatorem strony polskiej, bo zna kulisy działań Czarneckiego i dostarczył dowodów na rzekome nieprawidłowości (np. transfer VB Leasing). Z punktu widzenia Czarneckiego, odsunięcie Kubiczka osłabiłoby sprawę Polski i mogłoby zwiększyć jego szanse na wygraną w arbitrażu.

Na ile to tłumaczy bieżące zarzuty? Syndyk argumentuje, że oskarżenia o wysokie koszty to tylko pretekst, żeby go odsunąć. Jednak nie jest tak, że całą krytykę sformułowali ludzie Czarneckiego. Przypomnijmy – na działania Kubiczka skarżyli się liczni frankowicze i ich prawnicy (nie powiązani z Czarneckim, a nawet przeciwnie – frankowicze to ofiary praktyk banku Czarneckiego). Mec. Strzyżowska czy mec. Czabański walczą o interesy konsumentów, a nie Czarneckiego; to, że ich zarzuty zbiegły się z linią korzystną Czarneckiemu (bo uderzają w wiarygodność syndyka), jest swoistym paradoksem. Cel Czarneckiego i frankowiczów w kwestii syndyka jest zbieżny – usunąć go – ale motywacje inne. Trudno więc uznać, że wszystko to steruje wyłącznie Czarnecki. Raczej różne grupy niezadowolonych z działań syndyka znalazły wspólny język: frankowicze uważają go za hamulcowego ich spraw, Czarnecki za zagrożenie jego interesów.

Kubiczek ma rację, że jego działania naruszają interesy potężnego biznesmena. Jednak czy to automatycznie unieważnia zarzuty merytoryczne? Nie. To, że np. Leszek Czarnecki chciałby się pozbyć niewygodnego syndyka, nie oznacza z automatu, że syndyk nie popełnia żadnych błędów czy nadużyć. Argument ad personam (że krytykują mnie ludzie nieobiektywni, więc krytyka jest nieważna) – nie jest w pełni przekonujący. Owszem, trzeba brać poprawkę na motywacje źródeł, ale fakty pozostają do weryfikacji.

Ocena wiarygodności wyjaśnień syndyka

Na podstawie powyższej analizy poszczególnych punktów można dokonać syntetycznej oceny: które tłumaczenia Marcina Kubiczka są przekonujące, a które budzą wątpliwości lub pomijają istotne kwestie?

  • Zarzut przepływu 4,8 mln zł na konto syndyka: Wyjaśnienie niewystarczające. Kubiczek kategorycznie zaprzeczył, ale nie udowodnił, że Gazeta się myli. Brak jawności co do natury tych transferów pozostawia cień podejrzenia. Tutaj słowo syndyka to za mało, potrzeba by niezależnej weryfikacji księgowości masy. Na ten moment jego zapewnienia nie rozwiały podejrzeń – pojawia się nieścisłość (dokumenty vs. oświadczenie).
  • Zarzut “zamkniętego obiegu pieniędzy” dla prawników: Wyjaśnienie częściowo przekonujące. Syndyk słusznie tłumaczy, że nie może (jeszcze) płacić wierzycielom, a musi płacić za obsługę prawną – takie są realia prawne upadłości banku. To odbiera trochę sensacyjności tezom GW. Jednak skala wydatków i powiązania z prawnikami pozostają problematyczne. Kubiczek podał okoliczności łagodzące (niższe koszty niż gdzie indziej, 900 mln oddane BFG, itp.), ale nie adresował pytania, czy wszystkie te wydatki były absolutnie niezbędne. Jego prawda jest taka, że “kancelarie biorą rynkowe stawki i działają dla masy” – ale nie zaprzecza, że biorą ogromne kwoty. Czyli de facto potwierdza stan faktyczny, tylko nadaje mu inną interpretację (nie “korzystają głównie kancelarie”, tylko “kancelarie wykonują pracę, za którą im się płaci” – oba stwierdzenia mogą być jednocześnie prawdziwe). Tu więc raczej chodzi o ocenę niż fakt. Syndyk bagatelizuje wymowę liczb twierdząc, że to normalne. Czy rzeczywiście normalne? Liczby są wyjątkowo wysokie, ale upadłość GNB też jest bezprecedensowa w PL, więc brak punktu odniesienia. Jego argumenty logicznie bronią tezy, że bez tych wydatków nie mógłby zabezpieczyć interesów masy. Jednak przeciwnicy argumentują, że to nadgorliwe zabezpieczanie kosztem masy. Summa summarum – to kwestia interpretacji. Wyjaśnienia syndyka są tu w miarę spójne.
  • Zarzut konfliktu interesów (kancelarie powiązane z syndykiem): Wyjaśnienie nieprzekonujące. Kubiczek skoncentrował się na formalnościach, pomijając istotę relacji. Nie wyjaśnił swojej roli w RZMK S.A., nie obalił argumentu Czabańskiego o czerpaniu korzyści z układu z kancelarią. Jego stwierdzenia o braku własności udziałów nie rozwiązują problemu – wyglądają jak próba rozmydlenia tematu poprzez wybiórczą negację mniej istotnych szczegółów (np. kwoty 92 tys. zł). Inconsistencje: syndyk twierdzi, że “nie ma konfliktu, bo prawo reguluje te kwestie i on go przestrzega”, lecz jednocześnie z zewnątrz widać, że mimo formalnej zgodności z prawem sytuacja budzi poważne zastrzeżenia etyczne. Fakt: jest prezesem spółki zależnej kancelarii, która zarabia na masie. Tego faktu nie da się zaprzeczyć, a został on przez Kubiczka zupełnie pominięty w wyjaśnieniach. To największy minus jego oświadczenia – brak transparentności w tej sprawie i unikanie sedna. Wyjaśnienia w tym punkcie uważamy za niewystarczające i wymijające.
  • Zarzut opłacania “urzędników BFG”: Wyjaśnienie formalnie słuszne. Tutaj syndyk (wespół z BFG) ma rację – GW nadużyła określenia “urzędnicy BFG”, podczas gdy te osoby nie były zatrudnione w BFG w chwili współpracy z syndykiem. Z punktu widzenia czysto faktograficznego, GW popełniła błąd sugerując, że BFG ma na niego wpływ poprzez swoich ludzi na liście płac syndyka. Sprostowanie BFG potwierdza wersję syndyka. Jednak znów – czy to rozwiązuje problem, że były dyrektor BFG ds. restrukturyzacji otrzymywał od syndyka spore wynagrodzenie? Formalnie nie ma konfliktu (bo już nie pracował w BFG), ale taka sytuacja może być postrzegana jako potencjalnie nieetyczna (mieści się w zjawisku “drzwi obrotowych”, gdzie urzędnik zaraz po odejściu idzie do prywatnej pracy związanej z poprzednią funkcją). Kubiczek wytknął nieścisłość gazety, lecz nie wytłumaczył merytorycznie, co robili ci ludzie i czy ich zatrudnienie było rzeczywiście korzystne dla masy. Może było – ale tego nie wiemy. Niemniej, zarzut GW o “układzie z BFG” wydaje się przesadzony i na podstawie dostępnych informacji można go uznać za nieudowodniony. Wyjaśnienie syndyka (poparte autorytetem BFG) jest tu dość mocne. Gazeta trochę poszła na skróty, nazywając te osoby “pracownikami BFG”, co odwróciło uwagę od istoty (że w ogóle zostali zatrudnieni).
  • Zarzut braku nadzoru i nadużywania władzy przez syndyka: Wyjaśnienie częściowo przekonujące. Kubiczek wykazał, że wszystko co robił, odbywało się pod okiem sędziego-komisarza i w ramach prawa, a Ministerstwo też dotąd formalnie nie interweniowało. To ważne – nie mamy sygnałów, by syndyk złamał prawo. Jego przeciwnicy zarzucają mu raczej naganne wykorzystanie prawa (np. odwlekanie płatności, mnożenie czynności). Oświadczenie słusznie przywołało ramy prawne nadzoru, ale, jak analizowaliśmy, nie rozwiewa to wszystkich wątpliwości co do efektywności tego nadzoru. Tutaj raczej potrzeba obiektywnej oceny audytora lub organu – słowa syndyka i skarżących się prawników stoją w opozycji. Na korzyść Kubiczka przemawia fakt, że sąd go nie odwołał, a to by się stało natychmiast, gdyby dostrzeżono oczywiste naruszenia prawa. To argument, który padł implicite (Myrcha: minister nie ingeruje, bo to rola sądu). Z kolei fakt, że minister Bodnar wszczął postępowanie dyscyplinujące, pokazuje że jednak coś jest na rzeczy. Kubiczek tego oczywiście nie roztrząsał w oświadczeniu (nie wspomniał, że toczy się sprawa przeciw niemu). To zrozumiałe z jego perspektywy – ale dla pełni obrazu trzeba to mieć na uwadze.
  • Zarzut braku prób ugody, ciągłego pozywania frankowiczów: Wyjaśnienie w znacznym stopniu przekonujące.Kubiczek słusznie wskazał, że wdrożył program ugód. Faktycznie, etapami, ale ruszyło – to konkretny krok ku kompromisowi, czego nie można mu odmówić. Artykuł GW i wypowiedzi Strzyżowskiej mogły ten fakt pomijać (być może celowo pomniejszając znaczenie ugód). W tym punkcie obrona syndyka jest trafna. Widać, że syndyk stosuje jednocześnie strategię twardą (apelacje) i miękką (ugody). Można się spierać, czy nie za późno z ugodami, ale liczy się, że są. Ten element powinien łagodzić obraz “nieprzejednanego” syndyka.
  • Zarzut ciągłego apelowania od wyroków: Wyjaśnienie umiarkowanie przekonujące. Syndyk mówi, że apeluje tylko gdy trzeba. Praktyka zdaje się pokazywać, że uważa za “trzeba” prawie zawsze (co widać choćby po tym, ile spraw jest w toku – gdyby nie apelował, większość by się zakończyła uprawomocnieniem korzystnym dla frankowiczów). W tym sensie jego stwierdzenie jest trochę retoryczne. Jednak nie jest też tak, że każdą sprawę apeluje – możliwe, że jak są sytuacje oczywiste, to odpuszcza. Bez danych statystycznych trudno to ocenić. To drobniejszy punkt, raczej dotykający strategii procesowej. Tu powiedziałbym, że każda ze stron przedstawia subiektywną opinię: frankowicze – “apeluje zawsze”, syndyk – “nie zawsze, tylko gdy uzasadnione”. Prawda pewnie jest bliższa wersji frankowiczów (bo ich zdaniem szanse apelacji są <1%, a mimo to syndyk większość składa). Wyjaśnienie syndyka jest więc mało konkretne, ale zrozumiałe z jego pozycji – musi pokazać, że działa racjonalnie, nie złośliwie.
  • Wynajęcie agencji PR: Wyjaśnienie przekonujące, jeśli dane prawdziwe. Ten akurat punkt syndyk rozegrał zaskakująco dobrze – podał konkretny sukces (20 mln zł ekstra ze sprzedaży dzięki PR). Jeśli tak rzeczywiście było, to ten wydatek obronił się ekonomicznie. Gazeta być może tego nie zbadała w ogóle. To pokazuje, że nie wszystkie insynuacje mediów są trafione – czasem coś, co brzmi jak fanaberia (PR w upadłości), może przynieść wymierny efekt. Tutaj wyjaśnienie Kubiczka jest wiarygodne, bo jest poparte liczbowo. Trudno zweryfikować bez niezależnego źródła, ale przynajmniej jest to weryfikowalne (można by sprawdzić, która sprzedaż i jak poszła powyżej wyceny).

Po prześwietleniu wszystkich tych aspektów widać wyraźnie, że Marcin Kubiczek w swoim oświadczeniu przedstawił pewne fakty w korzystnym dla siebie świetle, ale niektóre kluczowe kwestie pozostały niewyjaśnione lub wyjaśnione połowicznie.

Wnioski

Afera wokół syndyka upadłego Getin Noble Banku i Idea Banku jest wielowątkowa i pełna emocji. Po jednej stronie mamy dziennikarskie śledztwo i głosy poszkodowanych (frankowiczów, obligatariuszy), które malują obraz potencjalnej patologii: syndyk i zaprzyjaźnione kancelarie mieli rzekomo stworzyć układ drenowania masy upadłości dla własnych korzyści. Po drugiej stronie widzimy syndyka przedstawiającego się jako ofiara nagonki, profesjonalistę realizującego trudne zadanie zgodnie z prawem, a atakowanego za to, że depcze interesy wielkiego biznesmena.

Kto ma rację? Jak to często bywa – prawda leży pośrodku. Analiza faktów wskazuje, że wiele zarzutów “Gazety Wyborczej” ma pewne oparcie w faktach, ale zostało ujętych sensacyjnie, bez pełnego kontekstu prawnego. Z kolei wyjaśnienia syndyka zawierają istotne argumenty i korekty nieścisłości, lecz nie rozwiewają wszystkich wątpliwości – zwłaszcza tam, gdzie w grę wchodzi etyka i przejrzystość działań.

Konkluzja: Wyjaśnienia syndyka Marcina Kubiczka należy ocenić jako częściowo wiarygodne i merytorycznie zasadne, ale niewystarczające, by rozwiać wszystkie kontrowersje. Syndyk skutecznie obalił lub skorygował pewne ewidentne nieścisłości artykułu (np. status ludzi BFG, kwestia niemożności spłaty klientów od ręki). Przedstawił też silne kontrargumenty pokazujące, że wiele z jego działań było podyktowanych dobrem masy upadłości, a zarazem uderzało w interesy osób odpowiedzialnych za upadłość banków – co rzuca inne światło na motywy ataku medialnego.

Z drugiej strony, analiza faktów ujawnionych przez prasę wskazuje na realne problemy w sposobie prowadzenia tej upadłości: przede wszystkim brak szerzej rozumianej transparentności i potencjalny konflikt interesów. Oświadczenie syndyka tych problemów nie rozwiązuje – jest ono raczej dobrze skonstruowaną linią obrony, która momentami ociera się o PR-ową mowę obrończą (co akurat zrozumiałe, bo syndyk broni swojego dobrego imienia).

Dla pełnego obrazu warto poczekać na wyniki oficjalnych działań: audytu zleconego przez Ministerstwo Sprawiedliwości czy ewentualne decyzje sędziego-komisarza. Jeśli niezależna kontrola potwierdzi wersję syndyka – oczyści go to z zarzutów. Jeśli natomiast wykaże nieprawidłowości – będzie to oznaczać, że tłumaczenia syndyka jednak “rozmydlały” problem i rzeczywistość była bliższa temu, co opisała prasa. Na tę chwilę można stwierdzić, że syndyk zdołał podważyć wiarygodność części zarzutów i przedstawić swoje działania w świetle legalności, ale nie przekonał wszystkich interesariuszy, że wszystko jest w najlepszym porządku. Cień podejrzeń pozostał – i dopiero kolejne tygodnie pokażą, czy padnie on na dobre imię Marcina Kubiczka, czy na reputację jego oskarżycieli.

 

Udostępnij70Tweet44
Michał Augustynowicz

Michał Augustynowicz

Autor treści publicystycznych poświęconych tematyce kredytów waloryzowanych oraz sporów konsumentów z bankami. Zajmuje się analizą orzecznictwa sądowego, zmian w przepisach oraz bieżących wydarzeń związanych z rynkiem kredytowym. Publikowane materiały mają charakter informacyjny i publicystyczny i nie stanowią porady prawnej ani finansowej.

Rekomendowane dla Ciebie

Wyrok TSUE C-744/24 23.04.2026. Sankcja kredytu darmowego: ukryty mechanizm „zawyżenia” polskich kredytów wychodzi na jaw?

Napisał Michał Augustynowicz
21 kwietnia 2026
Frankowicze 2026: Przełomowy kwiecień, liczne wyroki TSUE i co to oznacza dla kredytobiorców?

TSUE · C-744/24 · 23 kwietnia 2026 Konsument podpisał umowę na 150 000 zł. Do jego rąk trafiło 133 214,92 zł. Odsetki bank naliczał jednak od pełnych 150...

Czytaj więcejDetails

TSUE o przedawnieniu frankowym: banki dostały narzędzia procesowe, ale z rygorystycznymi ograniczeniami. Co to naprawdę oznacza dla frankowiczów?

Napisał Michał Augustynowicz
16 kwietnia 2026
Banki miały upaść, a toną w zyskach! mBank, Pekao i Santander pokazały raporty. Frankowicze, muszą zobacz te liczby!

Trybunał Sprawiedliwości UE ogłosił dziś trzy długo wyczekiwane wyroki w polskich sprawach frankowych. Wbrew czarno-białym prognozom z obu stron barykady – nie ma ani totalnej klęski frankowiczów, ani...

Czytaj więcejDetails

TSUE 16.04.2026: 4 kluczowe wyroki dla frankowiczów. Czy banki stracą miliardy przez przedawnienie?

Napisał Michał Augustynowicz
15 kwietnia 2026
TSUE 16.04.2026: 4 kluczowe wyroki dla frankowiczów. Czy banki stracą miliardy przez przedawnienie?

Kwiecień 2026 roku zapisze się w historii przełomowymi orzeczeniami TSUE w sprawie Frankowiczów. Już w czwartek 16 kwietnia br. Trybunał rozstrzygnie ostatnie wątpliwości orzecznicze dotyczące umów frankowych. Chodzi...

Czytaj więcejDetails
Następny post
Przełom w upadłości Idea Banku – rekordowa suma zabezpieczenia od Leszka Czarneckiego

Przełom w upadłości Idea Banku – rekordowa suma zabezpieczenia od Leszka Czarneckiego

Spis treści:

  • Oświadczenie syndyka Marcina Kubiczka – główne tezy obrony
  • Analiza zarzutów i wyjaśnień punkt po punkcie
    • Wynagrodzenie syndyka i transfer 4,8 mln zł – czy faktycznie “0 zł”?
    • Koszty obsługi prawnej – konieczność czy nadmierna skala?
    • Powiązania syndyka z kancelariami – konflikt interesów czy dopuszczalna współpraca?
  • Zarzuty o brak nadzoru i bezkarność syndyka – co na to sąd i Ministerstwo?
  • Kontekst starcia: syndyk vs. Leszek Czarnecki – ile prawdy w teorii spiskowej?
  • Ocena wiarygodności wyjaśnień syndyka
  • Wnioski

Serwis informacyjno-publicystyczny poświęcony kredytom i sporom konsumentów z bankami. Publikujemy wiadomości, analizy i komentarze dotyczące kredytów we frankach oraz w złotówkach. Śledzimy wyroki sądowe, zmiany w prawie i oferty ugodowe, aby kredytobiorcy mogli być na bieżąco z aktualnymi wydarzeniami.
W serwisie znajdziesz także materiały informacyjne, poradniki o charakterze ogólnym, relacje kredytobiorców oraz opinie i komentarze specjalistów, które pomagają lepiej zrozumieć aktualną sytuację na rynku. Publikowane treści nie stanowią porady prawnej ani finansowej.

MENU

  • • Strona główna
  • • Wiadomości
  • • Wyroki
  • • Poradnik Frankowicza
  • • Felietony
  • • W Sądach
  • • Kredyty w złotówkach
  • • Baza wiedzy
  • • Kontakt

WYDAWCA

Michał Augustynowicz

Dolnośląskie Centrum Biznesu

ul. Stanisławowska 47

54-611, Wrocław

E-mail: info@chf24.pl

© 2025 CHF24.PL - Frankowicze, Kancelarie Frankowe, Wiadomości | Redakcja | Polityka prywatności | Regulamin strony | Kontakt

Projekt i wykonanie:
  • Strona Główna
  • Wiadomości
    • Frankowicze
    • Kredyt w PLN
    • Sankcja kredytu darmowego
  • Wyroki
    • Wyroki TSUE
  • Poradnik Frankowicza
  • Felietony
  • Prawnicy
  • W Sądach
  • Ugody
  • Ranking Kancelarii

© 2025 CHF24.PL - Frankowicze, Kancelarie Frankowe, Wiadomości | Redakcja | Polityka prywatności | Regulamin strony | Kontakt

  • Strona Główna
  • Wiadomości
    • Frankowicze
    • Kredyt w PLN
    • Sankcja kredytu darmowego
  • Wyroki
    • Wyroki TSUE
  • Poradnik Frankowicza
  • Felietony
  • Prawnicy
  • W Sądach
  • Ugody
  • Ranking Kancelarii

© 2025 CHF24.PL - Frankowicze, Kancelarie Frankowe, Wiadomości | Redakcja | Polityka prywatności | Regulamin strony | Kontakt