Dr Aneta Wiewiórowska-Domagalska, pełnomocniczka Ministra Sprawiedliwości ds. ochrony konsumentów, od wielu miesięcy publicznie krytykuje kancelarie frankowe. Jej zarzuty – m.in. o przedkładanie własnych korzyści nad interes klienta – wywołały burzę w środowisku prawniczym. Naczelna Rada Adwokacka odpowiedziała oficjalnym stanowiskiem, podczas gdy Krajowa Izba Radców Prawnych zachowała milczenie. Sama pełnomocniczka w wywiadzie radiowym z 10 lipca mówi o „hejcie” płynącym ze strony prawników. Czy rzeczywiście spotkała ją fala nienawistnych ataków, czy raczej stanowcza merytoryczna krytyka? Oto chronologia wydarzeń i analiza tej nietypowej debaty.
- Dr Aneta Wiewiórowska-Domagalska od połowy 2024 r. ostro krytykuje kancelarie frankowe, zarzucając im nieetyczne praktyki i sugerując, że prawnicy celowo przedłużają sprawy dla własnych korzyści finansowych.
- Adwokatura reaguje stanowczo: Naczelna Rada Adwokacka w lipcu 2025 r. wydała obszerne oświadczenie potępiające uogólnienia pełnomocniczki MS i uznała jej sugestie za nieakceptowalne i niepoparte dowodami.
- Milczenie radców prawnych: Krajowa Izba Radców Prawnych nie wydała dotąd oficjalnego komentarza – to wymowne milczenie odbierane przez niektórych jako brak wsparcia.
- W wywiadzie radiowym z 10 lipca 2025 r. dr Wiewiórowska-Domagalska skarży się na „falę hejtu”. Analiza wypowiedzi prawników, frankowiczów i ekspertów wskazuje jednak, że mamy do czynienia głównie z merytoryczną krytyką i rozczarowaniem, a nie personalnymi atakami.
Narastająca krytyka kancelarii frankowych przez pełnomocniczkę MS
Pierwsze publiczne „ataki” dr Anety Wiewiórowskiej-Domagalskiej na kancelarie frankowe pojawiły się rok temu. Już w lipcu 2024 r. na portalu Business Insider ukazał się artykuł o wymownym tytule: „Frankowicze powinni uważać na własnych prawników. Paradoks kancelarii frankowych”, zawierający ostre wypowiedzi pełnomocniczki ministra. Dr Wiewiórowska-Domagalska wytknęła kancelariom nieprawidłowe zapisy w umowach z klientami i wątpliwe praktyki – zasygnalizowała nawet, że dostrzegła proceder niekorzystny dla frankowiczów i powiadomiła o nim UOKiK. W tym samym tekście cytowano anonimowych bankowców, którzy twierdzili, że prawnicy mieli wprowadzać klientów w błąd co do możliwości ugody z bankiem. Co znaczące, ani wtedy, ani później pełnomocniczka MS nie wskazała konkretnie, które kancelarie ma na myśli – czy chodzi o adwokatów, radców prawnych, czy raczej firmy odszkodowawcze działające poza samorządem? Brak precyzji sprawił, że cały sektor poczuł się potencjalnie napiętnowany.
Latem 2024 dr Wiewiórowska-Domagalska poszła za ciosem. W wywiadzie dla portalu Rzeczpospolita (lipiec 2024) zasugerowała, że powodem niechęci kancelarii frankowych do ugód z bankami są… pieniądze. Jak stwierdziła: „Jestem głęboko przekonana, że sądy będą orzekały sprawniej, a ugody mają potencjał. Ale ich spopularyzowanie będzie ewidentnie niekorzystne finansowo dla kancelarii, które pobierają procent od wygranej kwoty”. Ta wypowiedź jasno pokazała tok myślenia pełnomocniczki: według niej pełnomocnicy frankowiczów wolą procesy sądowe od ugód, bo na wygranych sprawach (od kwoty zasądzonej na rzecz klienta) zarabiają prowizję.
Kolejne miesiące przyniosły następne publiczne przytyki pod adresem frankowych pełnomocników. W wywiadzie prasowym z początku 2025 r. (opublikowanym w Gazecie Wyborczej) dr Wiewiórowska-Domagalska mówiła już otwarcie o swoich obawach: „Mam obawy, że wymiar sprawiedliwości może służyć nie tylko dochodzeniu roszczeń, ale również zarabianiu”. Innymi słowy, zasugerowała, że polskie sądy stają się narzędziem do zarabiania pieniędzy – nie przez banki, lecz przez tych, którzy masowo pozywają banki w imieniu konsumentów. W jej narracji to prawnicy reprezentujący frankowiczów mieliby czerpać nadmierne zyski z pozwów.
Kulminacją tej retoryki stał się wywiad udzielony Rzeczpospolitej 23 czerwca 2025 r., tuż po ważnym wyroku TSUE. W rozmowie tej pełnomocniczka MS ponownie skrytykowała „kancelarie prawne reprezentujące stronę konsumencką”, posuwając się wręcz do stwierdzenia, że podmioty te mają interes w przeciąganiu postępowań sądowych ze względu na wysokie odsetki ustawowe za opóźnienie. W opinii dr Wiewiórowskiej-Domagalskiej pełnomocnicy frankowiczów celowo grają na zwłokę, bo im dłużej trwa sprawa, tym więcej narasta odsetek od zasądzonej kwoty na rzecz klienta – a odsetki te powiększają sukces honorarium prawnika.
Tak daleko idące oskarżenia – formułowane publicznie przez urzędniczkę Ministerstwa Sprawiedliwości, na dodatek prawniczkę z tytułem doktora – siłą rzeczy wywołały poruszenie. Co ważne, pełnomocniczka nie wskazała żadnych dowodów na „przeciąganie spraw” przez kancelarie ani nie wymieniła z nazwy żadnej kancelarii. Jej uwagi miały charakter generalny. Skutek? W środowisku zapanowała konsternacja i oburzenie.
Stanowcza odpowiedź adwokatury – stanowisko Naczelnej Rady Adwokackiej
Przez długi czas przedstawiciele zawodów prawniczych powstrzymywali się od publicznej polemiki z dr Wiewiórowską-Domagalską. Jednak po czerwcowych wypowiedziach pełnomocniczki miarka się przebrała. Naczelna Rada Adwokacka (NRA) – organ reprezentujący samorząd adwokacki – zdecydowała się zabrać głos. Dotąd większość prawników ignorowała zaczepne wypowiedzi przedstawicielki resortu (by nie wdawać się w nieeleganckie spory), ale takie milczenie uznano w końcu za błąd. Redakcja jednego z portali zwróciła się oficjalnie zarówno do NRA, jak i do Krajowej Izby Radców Prawnych, z prośbą o komentarz do tez pełnomocniczki MS. Adwokatura nie zawiodła – odpowiedziała wyczerpująco i stanowczo, a jej stanowisko opublikowano 10 lipca 2025 r. w całości.
Co znalazło się w tym dokumencie? NRA wprost skrytykowała uogólnienia pełnomocniczki MS, podkreślając ich szkodliwość. We wstępie zaznaczono, że określenie „pełnomocnicy procesowi” użyte przez dr Wiewiórowską-Domagalską jest nieprecyzyjne – dopiero z kontekstu wynikało, iż chodzi jej o „kancelarie frankowe” działające poza kontrolą samorządów prawniczych. NRA zauważa jednak, że nawet jeśli intencją było piętnowanie podmiotów nieadwokackich, to skutkiem jest uderzenie również w rzetelnych adwokatów i radców prawnych obsługujących frankowiczów. Takie generalizacje – pisze NRA – dyskredytują uczciwych prawników, podważają autorytet zawodów zaufania publicznego i sugerują brak nadzoru nad przestrzeganiem etyki, co zdaniem NRA jest niedopuszczalne.
W dalszej części oświadczenia adwokatura odpiera insynuacje, jakoby prawnicy przedkładali własne korzyści finansowe nad interes klientów. NRA stwierdza kategorycznie, że „nieprzystoi przedstawicielom władzy publicznej” formułowanie publicznie insynuacji o nieetycznych zachowaniach prawników bez dowodów. „Niedopuszczalne jest sugerowanie, że adwokaci podejmują czynności nastawione na własne korzyści ponad interes klienta, choćby z tej prostej przyczyny, że [ich interes] jest nierozerwalnie związany z interesem klienta” – czytamy w stanowisku NRA. Adwokaci działają w granicach etyki i prawa, a oskarżenia pełnomocniczki MS określono wręcz jako „absurdalne tezy” rzucone bez jakichkolwiek dowodów.
Co więcej, NRA zwraca uwagę na kontekst pomijany przez resort sprawiedliwości. Wskazuje mianowicie na działania banków, które masowo składają bezzasadne apelacje i skargi kasacyjne, wydłużając tym samym postępowania – co z kolei generuje narastanie odsetek za zwłokę po stronie banków. NRA zauważa, że jeśli ktoś „przeciąga” sprawy frankowe, to często same banki, licząc na odwleczenie w czasie wykonania wyroku, mimo znikomej szansy na wygraną w drugiej instancji. W efekcie takie działania banków rodzą olbrzymie koszty (rosnące odsetki), które finalnie obciążają nas wszystkich – konsumentów i przedsiębiorców. „Jednak nie to jest przedmiotem publicznej dyskusji” – zauważa ironicznie adwokatura. NRA wytyka politykom brak symetrii: jest przyzwolenie, by banki korzystały ze wszystkich dostępnych środków prawnych, natomiast od konsumentów i ich pełnomocników oczekuje się, że „w imię efektywności wymiaru sprawiedliwości” zrezygnują ze swoich uprawnień.
Adwokatura przypomina też, że od dawna apeluje o uregulowanie rynku usług prawniczych, tak by wyeliminować działające w szarej strefie pseudokancelarie, które nie podlegają żadnym standardom etycznym. NRA już wcześniej przekazała do Ministerstwa Sprawiedliwości projekt ustawy w tym zakresie. Innymi słowy, samorząd adwokacki dostrzega problem nieuczciwych praktyk i chce mu przeciwdziałać, ale piłka leży po stronie rządzących.
W końcowej części stanowiska NRA padły również mocne słowa oceniające styl wypowiedzi przedstawicielki Ministerstwa Sprawiedliwości. Adwokaci napisali, że poważna debata publiczna o wymiarze sprawiedliwości nie może opierać się na manipulacjach czy erystycznych sztuczkach. Zamiast szukać kozłów ofiarnych, władza powinna skupić się na realnym rozwiązywaniu problemów – a problemy przewlekłości postępowań i braku regulacji rynku prawniczego leżą w gestii państwa, nie adwokatury. „Szukanie winnych poza obszarem państwa to próba odwracania uwagi od istoty problemów” – podsumowała NRA celnie. W ocenie adwokatury słowa pełnomocniczki MS świadczą głównie o niej samej i o bezsilności resortu wobec trudności, którymi powinien się zająć: „Wypowiedzi przedstawiciela Ministerstwa… świadczą jedynie o autorze takich stwierdzeń. De facto świadczą o bezsilności Ministerstwa wobec problemów, które winno rozwiązać”. Adwokaci nazwali wypowiedzi dr Wiewiórowskiej-Domagalskiej „poważną niezręcznością”, dając do zrozumienia, że nie traktują ich jako celowego ataku na adwokaturę, lecz raczej przejaw braku rozeznania sytuacji.
Stanowisko NRA odbiło się szerokim echem. Było wyważone w tonie, ale jednoznaczne w treści – potępiło uogólnienia i stanęło w obronie dobrego imienia profesjonalnych pełnomocników. Można powiedzieć, że adwokatura wykorzystała tę okazję, by przypomnieć opinii publicznej o rzeczywistych źródłach problemów (przewlekłość postępowań, działania banków, brak reformy sądów) oraz o tym, że to nie adwokaci są od „rozwiązywania problemów systemowych” wymiaru sprawiedliwości.
Wymowne milczenie Krajowej Izby Radców Prawnych
A jak zareagował drugi prawniczy samorząd zawodowy, czyli Krajowa Izba Radców Prawnych (KIRP)? Oficjalnie – wcale. Do chwili publikacji niniejszego artykułu KIRP nie wydała żadnego stanowiska ani komentarza dotyczącego wypowiedzi pełnomocniczki Ministra Sprawiedliwości. Gdy portal Franknews zwrócił się o komentarz zarówno do NRA, jak i KIRP, opublikowana została jedynie odpowiedź adwokatów. Brak reakcji radców prawnych jest wymowny i różnie interpretowany w środowisku.
Być może KIRP uznała, że nie należy nadawać sprawie większego rozgłosu, by nie dolewać oliwy do ognia. Niewykluczone też, że samorząd radców czuł się mniej wywołany do tablicy – wszak pełnomocniczka ministra w swoich wypowiedziach częściej posługiwała się określeniem „kancelarie frankowe” niż otwartym wskazywaniem radców prawnych z nazwiska. Niemniej, brak oficjalnego głosu KIRP może rodzić pytania. Czy milczenie oznacza aprobatę dla tonu urzędniczki MS? Zapewne nie – radcowie prawni indywidualnie wyrażają swoje zdanie, często zbieżne z argumentami NRA. Jednak brak stanowiska instytucjonalnego pozbawia środowisko radcowskie jasnego komunikatu jedności wobec zarzutów dr Wiewiórowskiej-Domagalskiej.
Nieoficjalnie wiadomo, że wielu radców prawnych poczuło się urażonych sugestiami, jakoby działali nieetycznie. W mediach społecznościowych pojawiły się wpisy krytyczne także wobec bierności KIRP. Być może więc samorząd radców celowo nie zabrał głosu, by nie nagłaśniać problemu. Tak czy inaczej, cisza KIRP kontrastuje z donośnym sprzeciwem NRA – i przez wielu komentatorów została odebrana jako „wymowne milczenie”.
„Hejt” czy konstruktywna krytyka? – analiza reakcji na słowa pełnomocniczki MS
Dr Aneta Wiewiórowska-Domagalska wystąpiła 10 lipca w audycji radiowej (Radio TOK FM) po fali opisanych wydarzeń. Podczas tej rozmowy – oprócz omówienia planowanych zmian w procedowaniu spraw frankowych – odniosła się również do reakcji, jakie wywołały jej wcześniejsze wypowiedzi. Pełnomocniczka MS stwierdziła, że spadł na nią „hejt”, czyli fala nieuzasadnionej nienawiści i ataków ad personam. Warto zadać pytanie: czy rzeczywiście mamy do czynienia z hejtem, czy raczej z ostrą, ale merytoryczną krytyką?
Przyjrzyjmy się faktom. Owszem, wypowiedzi dr Wiewiórowskiej-Domagalskiej spotkały się z falą krytyki – zwłaszcza w internecie. Niektóre tezy pełnomocniczki (szczególnie z czerwcowego wywiadu dla Rzeczpospolitej) *wywołały prawdziwą „falę krytyki” wśród komentatorów internetowych. Co istotne, „po raz pierwszy zdecydowali się do słów dr Wiewiórowskiej-Domagalskiej odnieść sami prawnicy” – czyli to, co wcześniej było przemilczane, teraz zostało poddane publicznej polemice. Wielu adwokatów i radców prawnych, dotychczas powściągliwych, zabrało głos w mediach społecznościowych oraz na portalach branżowych, aby punkt po punkcie rozprawić się z narracją pani pełnomocnik. Jednak analiza tych wypowiedzi pokazuje, że dominował w nich rzeczowy ton i argumenty ad rem, nie ad personam.
Przykładowo, przytoczone wyżej stanowisko NRA jest modelowym przykładem merytorycznej krytyki: nie obraża pełnomocniczki MS, lecz wytyka jej brak dowodów, uogólnienia i pomijanie odpowiedzialności państwa za stan sądownictwa. To samo dotyczy innych głosów. Do krytyki przyłączyli się frankowicze i ich stowarzyszenia, rozczarowane zmianą postawy dr Wiewiórowskiej-Domagalskiej. Jeszcze na początku 2024 r. wielu z nich wiązało z nową pełnomocniczką ministra duże nadzieje – znali jej wcześniejsze ostre wypowiedzi pod adresem banków i liczyli, że w MS będzie „właściwą osobą na właściwym miejscu”, która upomni się o ich prawa. Tymczasem rok później wielu frankowiczów postrzega ją jako sprzymierzeńca rozwiązań korzystnych dla sektora bankowego. Nic dziwnego, że fora internetowe zapełniły się głosami krytyki ze strony kredytobiorców: zarzucano pełnomocniczce, że zmieniła front i z osoby wspierającej konsumentów stała się orędowniczką narracji banków. Takie opinie są z pewnością przykre dla dr Wiewiórowskiej-Domagalskiej, ale czy stanowią „hejt”? Raczej stanowcze wyrażenie zawodu i dezaprobaty przez grupę społeczną, której interesy miała chronić.
W środowisku prawniczym również nie brakowało mocnych słów, jednak znów – dotyczyły one głównie kwestionowania tez i kompetencji merytorycznych, a nie personalnego ataku. Prawnicy wypunktowywali, że pełnomocniczka MS zdaje się ignorować opinie poważnych instytucji, np. Rzecznika Praw Obywatelskich, który w 25-stronicowej analizie skrytykował projekt tzw. ustawy frankowej, czy stanowiska stowarzyszeń konsumenckich. Zwracano uwagę, że dr Wiewiórowska-Domagalska skupia się na krytyce prawników, podczas gdy projekt ustawy frankowej zawiera szereg przepisów potencjalnie sprzecznych z prawem unijnym i faworyzujących banki. Pojawiły się pytania o motywy takiej zmiany podejścia – czy wynika to z nowej roli politycznej pełnomocniczki, czy może z braku zrozumienia istoty pracy pełnomocników procesowych? Te pytania, choć niewygodne dla urzędniczki MS, mieszczą się jednak w ramach dopuszczalnej publicznej debaty.
Oczywiście, internet rządzi się swoimi prawami – zapewne w mediach społecznościowych znalazły się też pojedyncze wulgarne czy napastliwe komentarze, które można by uznać za hejt. Jednak w głównym nurcie dyskusji dominuje krytyka merytoryczna. Nawet jeśli formułowana ostrym językiem, to uderza w działania i wypowiedzi pełnomocniczki, a nie w jej cechy osobiste. Trudno znaleźć przykłady czystej mowy nienawiści skierowanej przeciwko dr Wiewiórowskiej-Domagalskiej. Przeciwnie, wielu komentatorów podkreśla jej wcześniejsze zasługi i kompetencje, wyrażając przy tym zdumienie kierunkiem, w jakim obecnie zmierza.
W efekcie można stwierdzić, że użycie słowa „hejt” przez pełnomocniczkę MS jest nieco na wyrost. Spłyca ono obraz sytuacji, sprowadzając uzasadnioną krytykę do rzekomo irracjonalnego ataku personalnego. Tymczasem większość głosów – czy to ze strony prawników, czy frankowiczów – ma solidne podstawy merytoryczne i odnosi się do konkretnych działań resortu oraz wypowiedzi pełnomocniczki.
Wpływ sporu na zaufanie do wymiaru sprawiedliwości i relacje państwo–obywatel
Cała ta nietypowa debata – urzędnik Ministerstwa kontra prawnicy reprezentujący obywateli – już teraz odbija się na wizerunku wymiaru sprawiedliwości i zaufaniu społecznym do instytucji prawnych. Spór, który rozgrywa się na oczach opinii publicznej, ma kilka wymiarów:
Po pierwsze, ucierpiał autorytet adwokatury i radców prawnych. Gdy pełnomocniczka ministra publicznie sugeruje, że prawnicy działają nieetycznie i myślą jedynie o własnym zysku, zasiewa ziarno nieufności wśród obywateli. Nawet jeśli zarzuty te zostały odparte argumentami, pewna część społeczeństwa może zapamiętać tylko sensacyjną sugestię o pazerności prawników. To podkopuje reputację zawodów zaufania publicznego. Adwokaci i radcowie muszą teraz podwójnie zabiegać o wykazanie, że stawiają dobro klienta na pierwszym miejscu, a etyka jest dla nich nadrzędna – co zresztą wynika z zasad ich profesji. Stanowcza reakcja NRA była próbą ratowania tego wizerunku i przypomnienia, że generalizujące oskarżenia uderzają nie tylko w konkretne „kancelarie frankowe”, ale we wszystkich uczciwych prawników.
Po drugie, dyskusja ta unaoczniła pewien kryzys komunikacji między władzą wykonawczą a środowiskiem prawniczym. Zamiast dialogu i współpracy przy rozwiązywaniu problemu frankowego (który jest wszak problemem systemowym, dotyczącym tysięcy obywateli i setek tysięcy spraw w sądach), mamy publiczne przerzucanie się oskarżeniami. Pełnomocniczka ministra wybiera konfrontacyjny ton wobec prawników, ci zaś – choć z opóźnieniem – odpierają zarzuty publicznie. To pogłębia podziały. W normalnej relacji instytucjonalnej resort powinien korzystać z wiedzy praktyków (adwokatów, radców) przy tworzeniu rozwiązań prawnych. Tymczasem obecna sytuacja przypomina wojnę na narracje. Takie napięcie nie sprzyja budowaniu zaufania obywateli do państwa prawa. Jeśli obywatel widzi, że ministerstwo i prawnicy przerzucają się winą za przewlekłość spraw, może nabrać przekonania, że „system jest przeciw niemu”, skoro nawet jego elementy nie potrafią mówić jednym głosem.
Po trzecie, sprawa ma wymiar obywatelski – dotyczy tysięcy frankowiczów, a szerzej każdego konsumenta, który szuka sprawiedliwości w sądzie przeciw potężnej instytucji. Ci obywatele potrzebują zaufania zarówno do sądów, jak i do swoich pełnomocników. Obserwując tę debatę, mogą poczuć się zagubieni: komu wierzyć? Czy prawnik rzeczywiście dba o mój interes, czy – jak sugeruje pełnomocniczka MS – gra na zwłokę dla własnej prowizji? Z drugiej strony, czy rząd faktycznie chce mi pomóc ustawą frankową, skoro eksperci (w tym RPO i organizacje konsumenckie) alarmują, że projekt ustawy jest wadliwy? Chaos informacyjny i sprzeczne sygnały osłabiają zaufanie obywateli do państwa. W konsekwencji relacja państwo–obywatel w kontekście spraw frankowych doznaje uszczerbku: frankowicze mogą czuć, że państwo zamiast stać po stronie pokrzywdzonych konsumentów, wikła się w konflikty z ich rzecznikami (prawnikami).
Na koniec warto podkreślić, że debata o „kancelariach frankowych” to tak naprawdę debata o efektywności i sprawiedliwości systemu. Oczekiwanie, że obywatele dobrowolnie zrezygnują z przysługujących im praw (np. do odsetek czy pełnego procesu), by odciążyć sądy, jest ryzykowne. System prawny powinien być tak zorganizowany, by zapewnić sprawne rozpatrzenie spraw przy pełnym poszanowaniu praw stron. Jeśli tego brakuje, winę ponoszą przede wszystkim instytucje państwa – legislatorzy, organizatorzy wymiaru sprawiedliwości. Obarczanie odpowiedzialnością prawników, którzy skutecznie dochodzą roszczeń klientów, jest odwracaniem uwagi od sedna problemu – co zresztą NRA wprost wytknęła resortowi.
Podsumowując:
Spór zainicjowany wypowiedziami dr Wiewiórowskiej-Domagalskiej pokazuje, jak ważna jest waga słów urzędnika państwowego. Publiczne oskarżenia bez dowodów mogą nadwyrężyć zaufanie do całego wymiaru sprawiedliwości – zarówno do sądów, jak i do adwokatów czy radców. Dobrze, że nastąpiła szybka riposta samorządu adwokackiego, gdyż pozwoliło to przedstawić opinii publicznej drugą stronę medalu. Emanacja gniewu frankowiczów i głosy ekspertów z internetu pokazały zaś, że społeczeństwo obywatelskie patrzy władzy na ręce i nie kupuje prostej narracji o „złych prawnikach” opóźniających sprawy.
W długim okresie ta sytuacja może przynieść pewien pozytyw: wymusi bardziej przemyślaną komunikację ze strony urzędników oraz być może przyspieszy prace nad realnymi reformami (np. nad regulacją rynku usług prawnych czy usprawnieniem procedur sądowych). Warunkiem jest jednak wygaszenie emocjonalnego sporu i powrót do dialogu opartego na faktach i danych – bez etykietowania oponentów mianem hejterów.
Tylko wtedy uda się odbudować nadszarpnięte zaufanie obywateli i przypomnieć, że w centrum całej sprawy powinien stać konsument poszukujący sprawiedliwości, a nie rozgrywki między państwem a prawniczymi korporacjami.






