Środa 20 maja 2026 r., poranne studio. Prezes UOKiK Tomasz Chróstny używa słowa „banksterka”. Piątek 22 maja, godzina 15:43, platforma X. Minister Maciej Berek ogłasza: „Prace nad projektem ustawy o kredycie konsumenckim prowadzone dotąd przez UOKiK zostały wstrzymane”. Półtorej godziny później, o 17:14, PAP przejmuje informację i publikuje ją na Bankier.pl. Klasyczny piątkowy news dump tuż przed weekendem. I jedna z najszybciej zakończonych awantur regulacyjnych w historii polskiego nadzoru finansowego. |

Kluczowa kwestia, którą warto zadać sobie zaraz na początku, brzmi prosto: czy Tomasz Chróstny mógł wiedzieć, używając słowa „banksterka” w środę, że trzy dni później straci nad ustawą kontrolę? Poszlaki publicznie dostępne – przede wszystkim publikacja Pulsu Biznesu z 18 maja – sugerują, że taka interpretacja jest możliwa. Dokładny moment, w którym decyzja o wstrzymaniu prac zapadła na poziomie rządu, nie jest publicznie znany. Ale jeśli przyjąć tę hipotezę, znaczenie słowa „banksterka” staje się zupełnie inne, niż wydawało się w pierwszej chwili. Nie było emocjonalnym wybuchem. Mogło być zaplanowanym, publicznym aktem – ostatnim ruchem urzędnika, który spodziewał się, że projekt mu zabiorą, i który chciał zostawić publiczny ślad wyjaśniający, dlaczego tak się stanie.
Wstrzymanie projektu nie było zaskoczeniem. Było zwieńczeniem procesu, który w prasie branżowej był otwarcie opisywany od miesięcy. Trzy dni między „banksterką” a piątkowym wpisem ministra Berka to nie jest historia gniewu nadzoru bankowego ani historia różnicy temperamentów. To jest historia tego, jak w polskich realiach rozstrzyga się starcie regulatora konsumenckiego z sektorem bankowym, który ma za sobą Komisję Nadzoru Finansowego, Komitet Stabilności Finansowej, dwa ministerstwa i Rządowe Centrum Legislacji.
Pełna oś zdarzeń. Co się wydarzyło zanim wszystko się wydarzyło
Żeby zrozumieć trzy dni między 20 a 22 maja, trzeba zrozumieć, co je poprzedzało. Aby pojąć, dlaczego „banksterka” była momentem przełomu, trzeba zobaczyć, jak wyglądała tablica wyników jeszcze przed sześcioma tygodniami.
Oś czasu – sześć tygodni do wstrzymania
|
Z tej osi wynika jedno: między „banksterką” a „wstrzymaniem” minęły trzy dni, ale – według informacji branżowych i opinii cytowanych w Pulsie Biznesu z 18 maja – decyzja o ewentualnym odebraniu projektu była dyskutowana w aparacie rządowym na co najmniej dwa tygodnie przed jej formalnym ogłoszeniem. Publikacja Pulsu Biznesu z 18 maja była pierwszym jawnym sygnałem – ale w korytarzach ministerialnych mówiło się o tym znacznie wcześniej.
Prace nad projektem ustawy o kredycie konsumenckim prowadzone dotąd przez @UOKiKgovPL zostały wstrzymane.
Rozpoczniemy prace nad rządowym projektem od nowa.
Musimy to zrobić szybko, ale kluczowe jest wyeliminowanie ryzyka nadregulacji i prawidłowe implementowanie wymagań UE.— Maciej Berek (@MaciejBerek) May 22, 2026
Co Chróstny wiedział w środę. Trzy hipotezy
Aby zrozumieć, jakie znaczenie ma „banksterka” w tym kontekście, trzeba przyjąć jedno założenie: prezes UOKiK nie jest urzędnikiem przypadkowym. Tomasz Chróstny pełni tę funkcję od stycznia 2020 roku. Czyta pisma międzyresortowe. Wie, co mówią na ministerialnych korytarzach. Czyta Puls Biznesu. Możliwe są więc trzy hipotezy – i każda prowadzi do tego samego wniosku.
Uwaga redakcyjna: Redakcja chf24.pl przedstawia poniżej trzy hipotezy interpretacyjne oparte na publicznie dostępnych informacjach i kontekście procesów legislacyjnych. Pisma międzyresortowe pozostają częściowo niejawne, a moment podjęcia decyzji o wstrzymaniu prac nie został oficjalnie ujawniony. Hipotezy mają charakter analityczny, nie faktograficzny. |
| A | Wiedział, że projekt zostanie mu odebrany „Banksterka” była publicznym ostrzeżeniem, zanim go usuną. Świadomym aktem pozostawienia w przestrzeni publicznej argumentu wyjaśniającego, dlaczego ustawa jest potrzebna. W tej hipotezie Chróstny zostawił po sobie publiczny dowód na to, że bito się z sektorem, a nie ze złą legislacją. |
| B | Wiedział, że ryzyko jest wysokie, ale liczył na publiczną osłonę „Banksterka” była próbą wymuszenia publicznej debaty – po to, by uratować projekt przez nacisk medialny. W tej hipotezie kalkulacja Chróstnego była następująca: jeśli sprawa stanie się publiczna, rząd nie będzie mógł go usunąć bez politycznych kosztów. Reakcja KNF i piątkowa decyzja Berka pokazują, że ta kalkulacja zawiodła. |
| C | Reakcja KNF była tak silna, że przyspieszyła decyzję W tej hipotezie Chróstny niedoszacował tempa reakcji nadzoru bankowego. Riposta wiceszefa KNF w piątek o 06:01 dała Berkowi polityczne uzasadnienie do działania jeszcze tego samego dnia po południu. W tej wersji „banksterka” nie przyspieszyła końca, tylko podała ich pretekst. |
Każda z tych hipotez prowadzi do tego samego wniosku: „banksterka” była aktem świadomym, nie odruchem. Chróstny używał tego słowa w pełni rozumiejąc, że może mu ono kosztować stanowisko. Nie chodziło o opis sektora bankowego – chodziło o ostatni publiczny komunikat człowieka, którego za chwilę odsuną od projektu, który trzymał dwa lata.
„Prace nad projektem ustawy o kredycie konsumenckim prowadzone dotąd przez UOKiK zostały wstrzymane. Rozpoczniemy prace nad rządowym projektem od nowa. Musimy to zrobić szybko, ale kluczowe jest wyeliminowanie ryzyka nadregulacji”. Maciej Berek, minister ds. nadzoru nad wdrażaniem polityki rządu (X, 22 maja 2026 r., 15:43) |
Friday news dump. Anatomia ogłoszenia w piątek 17:14
W komunikacji rządowej istnieje pojęcie Friday news dump – zrzutu informacji w piątek po południu, krótko przed weekendem. Mechanizm jest dobrze opisany w podręcznikach amerykańskiej i europejskiej politologii: ogłoszenia robione w piątek między 15:00 a 18:00 mają najmniejszy zasięg medialny w cyklu tygodniowym, bo agencje informacyjne kończą pracę, dzienniki idą do druku, a do poniedziałkowych nagłówków zostaje 60 godzin, w trakcie których temat się rozcieńcza. Wpis Berka został opublikowany o 15:43 – w samym środku tego okna.
Piątek 22 maja 2026 r., godzina 15:43. Kanał: X (dawniej Twitter). Nadawca: Maciej Berek – nie premier Donald Tusk, nie minister finansów Andrzej Domański, nie minister sprawiedliwości Waldemar Żurek. Berek to minister-członek Rady Ministrów odpowiedzialny za koordynację polityki rządu, w tym wdrażanie prawa UE. Z punktu widzenia komunikacji politycznej jest osobą najbardziej „neutralną” w gabinecie – nie ma swojego resortu, nie jest twarzą żadnej równoległej polityki, nie ma własnego programu.
Wybór Berka oznacza dokładnie to: rząd chce zakomunikować decyzję, ale nie chce, żeby kojarzono ją z konkretnym ministrem ani z konkretną opcją. To ma być „decyzja procedurowa”, nie polityczna. To ma być „reset prac”, nie „przegrana UOKiK”. Wybór X (zamiast konferencji prasowej, oficjalnego komunikatu KPRM albo wywiadu z premierem) jest spójny: krótki wpis, suchy język, bez retoryki, bez emocji. Mniej do cytowania.
Charakterystyczne były pierwsze reakcje pod wpisem Berka. W komentarzach pod postem – obok krytycznych głosów – pojawiły się m.in. podziękowania od środowisk przedsiębiorców, w tym wpis: „@MaciejBerek dziękujemy za wysłuchanie głosu Przedsiębiorców!”. Tego rodzaju reakcje nie są dowodem na bezpośredni wpływ lobby na decyzję, ale stanowią pewną ilustrację tego, w jaki sposób komunikat rządu został odebrany przez część adresatów. Pełen obraz reakcji wymagałby analizy wszystkich komentarzy w dłuższym okresie.
„Wyeliminowanie ryzyka nadregulacji”. Co to znaczy po polsku
Najważniejsze zdanie z wpisu Berka brzmi: „kluczowe jest wyeliminowanie ryzyka nadregulacji i prawidłowe implementowanie wymagań UE”. Każde słowo w tym zdaniu jest precyzyjne i każde znaczy coś konkretnego.
„Nadregulacja” – w sporze wokół projektu CCD2 oznacza dokładnie to, co MF, KNF, MRiT i RCL przez ostatnie miesiące nazywali gold platingiem: wyjściem poza minimum wymagane przez dyrektywę. W kontekście tej ustawy są to trzy obszary, w których projekt UOKiK szedł dalej niż Bruksela: brak ograniczenia kwotowego (poprzednio 225 tys. zł, obecnie obejmujące kredyty powyżej 100 tys. euro), rozszerzona definicja kredytu konsumenckiego o konstrukcje zbliżone do leasingu i najmu z opcją nabycia, oraz utrzymanie zakazu finansowania dłużnego firm pożyczkowych z 2016 roku.
„Prawidłowe implementowanie wymagań UE” – eufemizm na zasadę „Unia + 0”, którą wprost wyłożyło Ministerstwo Rozwoju i Technologii w swoim stanowisku. To znaczy: implementujemy dyrektywę, nic więcej. Każde rozszerzenie ochrony konsumenckiej ponad to, co wymusza Bruksela, jest interpretowane jako obciążenie regulacyjne dla kredytodawców.
„Rozpoczniemy prace od nowa” – nie naprawiamy projektu UOKiK, restartujemy go. To kluczowa różnica. Restart oznacza wycięcie UOKiK z prowadzenia projektu, prawdopodobnie przekazanie go Ministerstwu Sprawiedliwości lub Ministerstwu Finansów (decyduje premier na wniosek właściwego ministra). Restart oznacza wyrzucenie pełnej koncepcji szerokiej sankcji kredytu darmowego, rozszerzonej oceny zdolności kredytowej i zakazów reklamowych.
Obserwacja redakcyjna Trzydniowy łuk od „banksterki” do „wstrzymania” jest niezamierzoną ilustracją diagnozy Chróstnego. Prezes UOKiK twierdził, że sektor finansowy zorganizowanie broni swoich praktyk przed nową regulacją. Trzy dni później rząd – po fali zastrzeżeń ze strony nadzoru, ministerstw i RCL – wstrzymał prace nad regulacją. Czy to dowód zorganizowanej presji sektora, czy efekt obiektywnych mankamentów projektu – to jest pytanie, na które odpowiedzi udzielić mogą tylko niejawne dokumenty z konsultacji. Faktem pozostaje sekwencja zdarzeń. |
Czy UOKiK stracił ustawę, bo nie chciał jej napisać „po bankowemu”
Odpowiedź wprost: tak. Z pewnymi zastrzeżeniami, które uczciwie trzeba poczynić. Jednakże część mankamentów projektu miała charakter merytoryczno-legislacyjny, a nie wyłącznie lobbystyczny – co przyznają nawet niektóre organizacje konsumenckie wskazujące, że przedłużający się proces konsultacji wynikał także z rzeczywistych problemów jakości legislacyjnej projektu.
Po stronie krytyków projektu UOKiK leżą obiektywne argumenty. Ministerstwo Sprawiedliwości słusznie wskazuje, że pojęcia niedookreślone w SKD wygenerują spory orzecznicze. Ministerstwo Finansów słusznie zauważa, że dosłowne przeniesienie terminologii dyrektywy do polskiego prawa może rodzić problemy interpretacyjne. RCL słusznie pisze o niezgodnościach formalnych. KSF słusznie zwraca uwagę na ryzyko nadużyć ze strony kancelarii odszkodowawczych. Każda z tych instytucji ma częściowo rację.
Konkretne, dokumentowalne mankamenty projektu UOKiK obejmowały m.in.: niedoprecyzowanie kryteriów miarkowania SKD przez sąd (MS wskazywało, że „to są kryteria w gruncie rzeczy niedookreślone, w wysokim stopniu ocenne”), brak wymienienia sądów powszechnych w ocenie skutków regulacji (mimo wcześniejszego wniosku MS), niespójność terminologiczna między polskim porządkiem prawnym a dyrektywą CCD2 (zarzut MF, podzielany przez UKNF), oraz brak przekonującego uzasadnienia dla rozszerzonego zakresu zastosowania sankcji (zarzut MF do KSE). To są zastrzeżenia natury legislacyjnej, których nie da się sprowadzić wyłącznie do lobbingu.
Tyle że całość tej krytyki służy konkretnemu, jednoznacznemu rezultatowi: rozmiękczeniu projektu w obszarach, które realnie chroniłyby konsumentów. SKD na etapie oceny zdolności kredytowej? Nadmierne. Rozszerzenie na kredyty powyżej 100 tys. euro? Nadregulacja. Zakaz finansowania dłużnego firm pożyczkowych? Gold plating. Definicja kredytu obejmująca leasing konsumencki? Wykraczanie poza dyrektywę.
Każdy z tych zarzutów ma swoją techniczną zasadność. Wszystkie razem oznaczają to samo: cofnięcie projektu do poziomu komfortowego dla sektora. To, czego UOKiK nie chciał zrobić, to znaczy nie chciał napisać projektu „po bankowemu” – czyli implementacji minimum minimorum z dyrektywy, bez żadnego dodatkowego ucisku regulacyjnego. Za tę odmowę zapłacił projektem.
Co teraz. Termin 20 listopada 2026 r. i polityczna układanka
Realny problem stoi teraz przed rządem. Polska ma sześć miesięcy na wdrożenie dyrektywy CCD2. Termin 20 listopada 2026 r. wynika wprost z dyrektywy 2023/2225 i nie podlega negocjacji. „Rozpoczniemy prace od nowa” brzmi zachęcająco, ale w praktyce oznacza, że nowy projekt – pisany przez inne ciało – musi przejść konsultacje, opinie międzyresortowe, Komitet ds. Europejskich, Komitet Ekonomiczny Rady Ministrów, akceptację rządu, dwa czytania w Sejmie, Senat i podpis prezydenta. W sześć miesięcy. W realiach polskiego procesu legislacyjnego to graniczy z niemożliwym.
Najbardziej prawdopodobny scenariusz: Polska nie zdąży. Komisja Europejska wszczyna procedurę naruszeniową. Polska otrzymuje wezwanie do usunięcia uchybień, a w dalszej kolejności pozew do TSUE. Trybunał wydaje wyrok stwierdzający uchybienie. Polska wdraża ustawę z opóźnieniem, prawdopodobnie w 2027 r., w wersji blisko minimum dyrektywy. Jak ostrzegała Puls Biznesu – „większość państw nie jest jeszcze gotowa do wdrożenia dyrektywy, więc termin może zostać przesunięty”. Liczne państwa członkowskie znajdują się w podobnej sytuacji, więc kary mogą być częściowo zmiarkowane.
Nowy gospodarz ustawy – prawdopodobnie Ministerstwo Sprawiedliwości w porozumieniu z Ministerstwem Finansów, pod nadzorem koordynacyjnym ministra Berka – napisze projekt znacznie bliższy filozofii „Unia + 0”. Sankcja kredytu darmowego pozostanie w wersji zbliżonej do obecnej (z 2011 r.), bez rozszerzenia na etap oceny zdolności kredytowej. Ograniczenie kwotowe powróci. Definicje będą konserwatywne. Reklamy – mniej restrykcyjne. Sektor pożyczkowy – prawdopodobnie zachowa obecny model finansowania, bez zakazu finansowania dłużnego.
Co naprawdę zyskali, a czego nie zyskali konsumenci
Tu jest paradoks, który warto wyłożyć wprost. Wstrzymanie projektu UOKiK brzmi jak klęska konsumentów. W praktyce – jest istotnym ograniczeniem przyszłej ochrony, ale nie zmienia obecnego stanu prawa.
Co konsument tracąc projekt UOKiK – Sankcję kredytu darowanego (gdy kredyt udzielono bez wniosku konsumenta) – Sankcję kredytu półdarmowego (zwrot połowy odsetek) – SKD za błąd na etapie oceny zdolności kredytowej – Zakaz reklam sugerujących, że kredyt „poprawia sytuację finansową” – Obowiązek oceny „nie dociążenia” klienta w ocenie zdolności kredytowej | Co konsument zachowuje ► Wyrok TSUE C-744/24 z 23.04.2026 r. (odsetki od kosztów wypłaconych) ► Sankcję kredytu darmowego w obecnej wersji (od 2011 r.) ► Art. 385[1] k.c. (klauzule abuzywne – podstawa sporów frankowych i WIBOR-owych) ► Orzecznictwo TSUE rozszerzające ochronę – niezależnie od polskiej ustawy ► Możliwość podważenia każdej umowy z wadliwą dokumentacją |
Konsument zachowuje znaczną część narzędzi prawnych. To, czego nie zyska, to nowe, rozszerzone narzędzia, które miały wejść w życie w listopadzie 2026 roku. Ale wyrok TSUE C-744/24 obowiązuje. Sankcja kredytu darmowego w obecnej wersji obowiązuje. Sądy nadal kierują pytania prejudycjalne. Polskie sądy są nadal unijnymi rekordzistami liczby tych pytań w sprawach kredytowych – i ta dynamika nie ustanie wraz z wycofaniem projektu UOKiK.
„Banksterka” w nowym świetle. Czy to było pożegnanie
Wracając do pytania, od którego ten artykuł się zaczął: jeśli Chróstny wiedział, że projekt zostanie mu odebrany, to słowo „banksterka” zyskuje inne znaczenie niż się wydawało. Nie było to opis sektora. Było to publiczne wyjaśnienie, dlaczego projekt zostanie odebrany. Było to wskazanie palcem mechanizmu lobbystycznego, który za chwilę miał zostać uruchomiony w pełnej skali.
W tej perspektywie „banksterka” oznacza coś znacznie szerszego niż „złe praktyki bankowe”. Oznacza zdolność sektora do koordynowania pozycji KNF, KSF, ministerstw i RCL w jednolitą linię obronną. Oznacza skuteczność lobbystyczną pozwalającą doprowadzić do zatrzymania ustawy, którą rząd PiS planował, a rząd Tuska kontynuował dwa lata. Oznacza, że w polskim systemie regulator konsumencki nie ma środków, by skutecznie konkurować z regulatorem sektorowym, gdy ten ostatni jest po stronie nadzorowanych.
W tym sensie „banksterka” nie była tezą Chróstnego – była diagnozą, którą trzy dni później sektor finansowy sam udowodnił, doprowadzając do dokładnie tego, czego prezes UOKiK się obawiał. Diagnoza wypełniona w praktyce. Słowo, które kosztowało projekt, ale potwierdziło tezę.
Co warto z tego zapamiętać – perspektywa kredytobiorcy ► Wstrzymanie projektu UOKiK nie zmienia twojej sytuacji prawnej. Wszystkie istniejące narzędzia ochrony konsumenckiej obowiązują nadal. Jeśli zaciągałeś kredyt konsumencki w latach 2020–2026 – sankcja kredytu darmowego w obecnej wersji (z 2011 r.) oraz wyrok TSUE C-744/24 działają w pełni i niezależnie od losów projektu CCD2. ► Sytuacja frankowiczów nie pogorszyła się. SKD obecnej generacji, art. 385[1] k.c., orzecznictwo TSUE i sądowych precedensów – wszystko obowiązuje. Spory frankowe trwają na tych samych podstawach prawnych. ► Wyrok C-744/24 obowiązuje od 23 kwietnia 2026 r. niezależnie od polskiej ustawy. Każdy konsument, któremu bank naliczał odsetki od kosztów skredytowanych, ma na tej podstawie roszczenie. ► Nowa, węższa ustawa o kredycie konsumenckim wejdzie w życie prawdopodobnie z opóźnieniem – ale ostatecznie wejdzie. Bruksela egzekwuje. Pytanie nie brzmi, czy CCD2 zostanie wdrożona, tylko w jakim kształcie i kiedy. |
Kto wygrał, kto przegrał, kogo nie było na planszy
Rachunek końcowy tej 72-godzinnej awantury jest dziwnie asymetryczny. Po stronie krótkoterminowych zwycięzców stoi Związek Banków Polskich, KNF z Marcinem Mikołajczykiem na widoku i Jackiem Jastrzębskim w cieniu, Ministerstwo Finansów Andrzeja Domańskiego, Ministerstwo Rozwoju i Technologii. Po stronie krótkoterminowych przegranych – UOKiK Tomasza Chróstnego, Ministerstwo Sprawiedliwości Waldemara Żurka w roli sojusznika, organizacje konsumenckie, kancelarie odszkodowawcze.
Warto przy okazji zauważyć element strukturalny, który łatwo umyka w narracji polityczno-lobbystycznej. Projekt UOKiK rozpoczął się jeszcze w 2024 roku – gdy rząd PiS już ustąpił, ale prezes UOKiK Tomasz Chróstny i przewodniczący KNF Jacek Jastrzębski pozostawali na stanowiskach powołanych jeszcze przez premiera Mateusza Morawieckiego. Rząd Tuska kontynuował projekt zapoczątkowany w okresie politycznej transformacji, a obecny spór toczy się nie między PiS a KO, ale między urzędem konsumenckim a aparatem nadzoru sektorowego. To pokazuje, że konflikt UOKiK–KNF/MF nie jest polityczny w klasycznym sensie partyjnym. Jest strukturalny: o to, który organ państwa rzeczywiście reprezentuje interes konsumencki w sektorze finansowym, i czy ten interes ma w polskiej architekturze regulacyjnej dostateczne narzędzia do skutecznej obrony.
Tyle że strategicznie układ jest mniej oczywisty. Sektor bankowy wygrał pojedynczą walkę o kształt ustawy CCD2. Nie wygrał wojny o swoją pozycję regulacyjną. Bo „banksterka” pozostaje. Słowo, które miało być zwyczajną metaforą w jednej rozmowie radiowej, stało się publicznie udokumentowaną diagnozą mechanizmu. Sektor jest etykietowany. Nadzór jest skompromitowany w roli niezależnego regulatora. Rząd jest pokazany jako podatny na lobbing sektorowy. To są koszty reputacyjne, których nie odzyska się przez Friday news dump.
W szerszej perspektywie wygrał ten, kogo nie było na planszy – TSUE. Trybunał luksemburski przez ostatnie lata systematycznie rozszerzał ochronę konsumencką w sprawach kredytowych, niezależnie od stanu prawa krajowego. C-744/24 jest tego dowodem. Oczekujące sprawy C-586/25, C-607/25 i C-630/25 dotyczące WIBOR-u przyniosą prawdopodobnie kolejne rozszerzenia. Polski ustawodawca może oddać projekt UOKiK i napisać ustawę „Unia + 0”. TSUE i tak będzie pisał własną politykę konsumencką orzeczeniami.
Wnioski ► „Banksterka” mogła być pożegnaniem. Poszlaki wskazują, że Chróstny mógł spodziewać się utraty projektu – m.in. ze względu na publikację Pulsu Biznesu z 18 maja oraz dostęp do pism międzyresortowych. Dokładny moment decyzji rządu nie jest publicznie znany, ale sekwencja zdarzeń sugeruje, że słowo zostało użyte z pełną świadomością wagi politycznej. ► Friday news dump 15:43. Wybór dnia, godziny, kanału i nadawcy (Berek, nie Tusk) świadczy o świadomym minimalizowaniu medialnej reakcji. Wpis opublikowany w samym oknie najmniejszego zasięgu medialnego tygodnia. ► „Wyeliminowanie nadregulacji” = banki wygrały. Trzy obszary gold platingu (kwotowy limit, definicja kredytu, finansowanie firm pożyczkowych) zostaną usunięte. Sankcja kredytu darmowego pozostanie w wąskiej wersji z 2011 r. ► Konsumenci tracą mniej, niż brzmi. C-744/24, SKD z 2011 r., art. 385[1] k.c. i całe orzecznictwo TSUE obowiązują nadal. Pole walki przesuwa się z legislacji do sądów. ► Termin 20 listopada 2026 r. raczej nie zostanie dotrzymany. Polska zapłaci kary za opóźnione wdrożenie. Ale CCD2 i tak wejdzie w życie – pytanie tylko, w jakim kształcie i z jakim opóźnieniem. |
W partii szachów wygrał ten, kogo nie było na planszy. Pierwszy ruch wykonał Chróstny w środę. Drugi – KNF w piątek rano. Trzeci, decydujący – rząd w piątek po południu. Czwarty ruch napiszą sądy – i ten ruch potrwa kolejnych dziesięć lat.
Niezależnie od wyniku tej rundy, ostatecznym rozstrzygnięciem będzie kształt ustawy o kredycie konsumenckim, która wejdzie w życie – w obecnym tempie najpewniej z opóźnieniem wobec terminu 20 listopada 2026 r. Wokół niej toczy się wszystko: spór o język, spór o protokół, spór o gold plating, spór o samą koncepcję ochrony konsumenta. To jej finalny kształt zdecyduje, czy „banksterka” pozostanie tylko mocnym słowem w jednej rozmowie radiowej, czy stanie się polityczną etykietą sektora na kolejną dekadę. Dziś, w obecnym świetle, drugi scenariusz wydaje się znacznie bardziej prawdopodobny.





