poniedziałek, 20 kwietnia, 2026
Kontakt: info@chf24.pl
CHF24.PL

Serwis informacyjno-publicystyczny o sporach konsumentów z bankami oraz rynku kredytowym. Wiadomości, analizy i komentarze dotyczące postępowań sądowych i zmian w prawie.

  • Strona Główna
  • Wiadomości
    • Frankowicze
    • Kredyt w PLN
    • Sankcja kredytu darmowego
  • Wyroki
    • Wyroki TSUE
  • Poradnik Frankowicza
  • Felietony
  • Prawnicy
  • W Sądach
  • Ugody
  • Ranking Kancelarii
CHF24.PL
  • Strona Główna
  • Wiadomości
    • Frankowicze
    • Kredyt w PLN
    • Sankcja kredytu darmowego
  • Wyroki
    • Wyroki TSUE
  • Poradnik Frankowicza
  • Felietony
  • Prawnicy
  • W Sądach
  • Ugody
  • Ranking Kancelarii
Brak wyników
Zobacz wszystkie wyniki
CHF24.PL

Manipulacja WIBOR-em i wielka „Afera WIBOR” mit? Ekspercka analiza argumentów ZBP w sporze o kredyty

Michał Augustynowicz Napisał Michał Augustynowicz
Data ostatniej modyfikacji: 03/02/2026 19:15
Czas czytania:28 minut
A A
0
Share on FacebookShare on Twitter

Czy można skutecznie podważyć WIBOR jako element oprocentowania kredytów? Debata na ten temat rozgorzała w Polsce, szczególnie po precedensowych wyrokach sądowych i raportach instytucji publicznych. Związek Banków Polskich (ZBP), reprezentujący interesy banków, stanowczo zaprzecza jakoby istniały realne podstawy do kwestionowania WIBOR-u. W najnowszym polemicznym artykule Wojciech Kapica (radca prawny ZBP) odpiera zarzuty formułowane przez ekonomistę Krzysztofa Szymańskiego, który twierdził, że są merytoryczne powody do podważania WIBOR-u w kredytach. Poniżej przedstawiamy kluczowe tezy artykułu Kapicy i poddajemy je szczegółowej analizie – sprawdzamy ich zgodność z prawem, rzetelność argumentacji, ewentualne manipulacje oraz konfrontujemy z oficjalnymi stanowiskami instytucji takimi jak NIK, KNF i NBP.Manipulacja WIBOR-em i wielka "Afera WIBOR" mit? Ekspercka analiza argumentów ZBP w sporze o kredyty

Główne twierdzenia Wojciecha Kapicy (ZBP) w skrócie:

  • BMR nie “naprawił” WIBOR-u ex post: Objęcie WIBOR-u unijnym rozporządzeniem BMR w 2018 r. (autoryzacja w 2020 r.) nie oznacza, że wcześniej indeks był poza jakimikolwiek regulacjami czy kontrolą. ZBP przekonuje, że przed BMR również istniały krajowe ramy prawne i nadzorcze zapewniające rzetelność WIBOR-u.

  • Raport NIK nie dowodzi manipulacji WIBOR-em: Z interpretacji ZBP wynika, że Najwyższa Izba Kontroli nie stwierdziła celowego zawyżania stawek WIBOR – różnice w kwotowaniach banków były jedynie naturalną konsekwencją mechanizmu rynkowego. Samo określenie “zawyżanie” dotyczyło poziomów stawek wobec stopy NBP, a nie nieuczciwych działań.

  • Udział banków w ustalaniu WIBOR to norma, nie patologia: ZBP podkreśla, że banki-paneliści z definicji dostarczają dane do wyliczania indeksu – wymaga tego konstrukcja wskaźników referencyjnych zgodnie z BMR. To standard globalny (Euribor, LIBOR itp.), więc sam fakt udziału banków nie oznacza manipulacji, zwłaszcza że KNF zatwierdziła metodę wyznaczania WIBOR i nadzoruje jej stosowanie.

  • Nie ma “afery WIBOR-owej”: Według Kapicy brak jest jakichkolwiek ustaleń organów nadzoru, kontroli czy prawomocnych wyroków sądowych, które potwierdzałyby istnienie skandalu związanego z WIBOR-em. Krytyka wskaźnika czy apele o większą transparentność to nie dowód na bezprawność – przez lata żadna instytucja nie stwierdziła nieprawidłowości przy ustalaniu WIBOR-u.

  • Zarzut ex post wobec starych umów: ZBP zarzuca oponentom nadużycie polegające na ocenianiu umów kredytowych sprzed wejścia w życie BMR przez pryzmat obowiązków informacyjnych wprowadzonych dopiero później (przez BMR i rekomendacje nadzorcze). Zdaniem Kapicy nie można wymagać od banków, by w latach wcześniejszych spełniały standardy informacyjne ustanowione dopiero po 2018 r. – takie “retroaktywne” podejście nie ma podstaw prawnych.

Powyższe tezy brzmią przekonująco z perspektywy banków. Czy jednak wytrzymują konfrontację z obowiązującym prawem, faktami i niezależnymi ocenami? Przyjrzyjmy się im po kolei, uwzględniając aktualny stan prawny na 2026 r., orzecznictwo (TSUE i polskie sądy) oraz oficjalne raporty i stanowiska instytucji państwowych.

Autor artykułu – kim jest Wojciech Kapica? Czy jest kompetentny?

Wojciech Kapica to doświadczony prawnik specjalizujący się w regulacjach finansowych i compliance. Karierę zaczynał w Urzędzie Komisji Nadzoru Finansowego (UKNF), gdzie przez ponad 3 lata współtworzył wdrażanie unijnych dyrektyw dla banków. Później pracował jako główny prawnik w domu maklerskim i doradzał przy tworzeniu nowego banku, a od 2017 r. związany był z renomowanymi kancelariami prawnymi. Jest radcą prawnym, współzałożycielem kancelarii Lawarton, certyfikowanym compliance officerm i autorem licznych publikacji fachowych. Obecnie Kapica współpracuje ze Związkiem Banków Polskich, prawdopodobnie jako ekspert ds. regulacji sektora bankowego. Jego doświadczenie (m.in. w KNF i doradztwie bankom) potwierdza wysokie kompetencje w obszarze, którego dotyczy spór. Można więc założyć, że argumenty przez niego formułowane są świadome prawnie – choć należy pamiętać, że jako reprezentant ZBP prezentuje stanowisko zgodne z interesem instytucji finansowych.

Czy rozporządzenie BMR “uzdrowiło” WIBOR? (Regulacje przed i po 2018 r.)

Teza ZBP: Objęcie WIBOR-u unijnym rozporządzeniem BMR (Benchmark Regulation, UE 2016/1011) od 2018 r. nie miało “cudownego” wpływu na rzetelność wskaźnika, bo WIBOR już wcześniej funkcjonował w ramach przepisów krajowych i nadzoru – różnica między “WIBOR sprzed BMR” a “WIBOR po BMR” jest sztucznie rozdmuchana. Kapica podkreśla, że fakt formalnej autoryzacji administratora WIBOR (GPW Benchmark) w 2020 r. nie oznacza, iż przed tą datą indeks był wyznaczany poza jakimikolwiek standardami prawnymi czy kontrolnymi. Jego zdaniem przeciwstawianie okresu przed i po BMR to zabieg czysto publicystyczny, nieznajdujący oparcia w faktach regulacyjnych.

Analiza i stan prawny: Rzeczywiście, WIBOR istniał na długo przed BMR – funkcjonuje od lat 90. XX w. – a BMR go nie “stworzył”, tylko nałożył nowy reżim regulacyjny na istniejące już wskaźniki. Zgodzić się należy z Kapicą, że BMR nie czyni automatycznie wcześniejszych wartości WIBOR nieważnymi czy nierzetelnymi z mocy prawa. W okresie sprzed 2018 r. brakowało co prawda jednolitych unijnych przepisów, ale obowiązywały krajowe ramy: np. ogólne prawo bankowe, nadzór KNF nad bankami oraz monitoring NBP nad rynkiem finansowym. Banki – jako uczestnicy fixingu WIBOR – podlegały ogólnym regulacjom ostrożnościowym i antymonopolowym. Co istotne, manipulacja indeksem finansowym była penalizowana już przed BMR – od 2016 r. obowiązuje europejskie rozporządzenie MAR o nadużyciach na rynku, które expressis verbis zakazuje manipulowania wskaźnikami referencyjnymi (jak WIBOR) pod groźbą sankcji. ZBP słusznie zauważa, że Komisja Nadzoru Finansowego potwierdza brak dowodów, by w Polsce doszło do manipulacji WIBOR-em – nikomu tego nie udowodniono.

Czy BMR nic nie zmienił? Tu trzeba doprecyzować. Rozporządzenie BMR wprowadziło istotne usprawnienia instytucjonalne: od 2018 r. administrator WIBOR (GPW Benchmark) musiał uzyskać zezwolenie KNF i spełnić szereg wymogów (m.in. transparentna metodologia, kodeks postępowania dla banków-panelistów, mechanizmy kontroli jakości danych). Wcześniej nadzór nad fixingiemp sprawowany był mniej sformalizowanie – NBP i KNF monitorowały sytuację, ale np. nie było obowiązkowych audytów zewnętrznych indeksu. NIK w raporcie wskazał, że implementacja BMR w Polsce początkowo była opóźniona i nie w pełni kompletna (KNF nie miał wszystkich uprawnień przewidzianych w BMR). Zatem jakość nadzoru nad WIBOR-em przed BMR była słabsza, choć sam wskaźnik działał w oparciu o uzus rynkowy i zaufanie uczestników.

Kapica ma jednak rację, że nie można mówić o “dzikim” WIBOR-ze sprzed 2018. Przed BMR banki również musiały przestrzegać pewnych procedur (np. Karta ACI Polska regulująca fixing stawek) i były świadome, że rażące nadużycia mogłyby zostać wykryte przez NBP lub KNF (np. gdyby stawki odbiegały od realiów rynkowych). Sam NBP prowadził analizy stawek – np. w 2011 r. przeprowadził statystyczną analizę kwotowań banków. Co więcej, od 2015 r. trwały prace nad reformą benchmarków, więc sektor przygotowywał się do nowych standardów.

Wnioski: Formalnoprawnie WIBOR działa w zgodzie z prawem zarówno przed, jak i po BMR, a objęcie go BMR nie stworzyło “nowego WIBOR-u”. ZBP słusznie prostuje, że nie można uznać wcześniejszych umów za wadliwe tylko dlatego, że zawierają WIBOR sprzed autoryzacji z 2020 r. (brak podstaw, by twierdzić, że wskaźnik ten przed BMR był “nielegalny”). Jednak przekonywanie, że różnica między okresem sprzed i po BMR to wyłącznie publicystyczny wymysł – to pewne uproszczenie. BMR podniósł poprzeczkę standardów: wprowadził nowe obowiązki dla administratora i uczestników panelu, co bez wątpienia zwiększyło przejrzystość i nadzór nad WIBOR-em. Innymi słowy, WIBOR po BMR jest bardziej formalnie “uhermetyzowany” (regulacyjnie bezpieczny), ale brak dowodów, by WIBOR przed BMR był nierzetelny lub niezgodny z prawem.

Co naprawdę wykazał raport NIK? (Manipulacja czy tylko niedoskonały nadzór)

Teza ZBP: Drugi filar argumentacji Kapicy to zaprzeczenie, jakoby raport Najwyższej Izby Kontroli (NIK) dostarczał dowodów manipulowania WIBOR-em w przeszłości. ZBP twierdzi, że wyciąganie z ustaleń NIK wniosków o celowym zawyżaniu kwotowań jest całkowicie nieuprawnione. Przypadki opisane w raporcie dotyczyły jedynie tego, że kwotowania części banków dla WIBOR 3M były wyższe niż referencyjna stopa NBP – NIK użył słowa “zawyżanie” w kontekście relacji poziomów stóp, nie zarzutu manipulacji. Co więcej, przez ponad 30 lat funkcjonowania WIBOR żaden uprawniony organ (KNF, NBP) nie stwierdził manipulacji tym wskaźnikiem, a sam Prezes NIK w lutym 2025 r. publicznie potwierdził, że NIK nie wykryła żadnych manipulacji ani nieprawidłowości w procesie ustalania WIBOR-u.

Analiza ustaleń NIK: Najwyższa Izba Kontroli rzeczywiście przeprowadziła w 2024 r. głośną kontrolę dotyczącą WIBOR. Jej raport nie oskarżył banków o oszustwo, lecz obnażył słabości nadzoru. Co stwierdzono? M.in.:

  • Iluzoryczny nadzór KNF nad GPW Benchmark i bankami-panelistami w latach 2019–2022 – ograniczał się on głównie do analizy dokumentów zza biurka, bez kontroli na miejscu. KNF nie wykorzystywał w pełni swoich uprawnień (np. nie przeprowadzano inspekcji w siedzibie administratora, polegano na raportach audytorów zewnętrznych).

  • Luki w przepisach krajowych: we wdrożeniu BMR opóźniono nadanie KNF pewnych uprawnień (np. żądania informacji od każdego podmiotu uczestniczącego w ustalaniu indeksu) oraz nie przewidziano sankcji za odmowę udzielenia takich informacji. W efekcie np. spółka GPW Benchmark odmówiła kontrolerom NIK wglądu, twierdząc że nie podlega NIK – i prawnie obroniła to stanowisko.

  • Błędy w kwotowaniach banków: NIK odnotował, że zdarzały się poważne błędy w danych przekazywanych przez banki – co rodzi pytania o skuteczność kontroli administratora i KNF. W szczególności Narodowy Bank Polski już w analizie z 2011 r. zauważył, że cztery banki “istotnie zawyżały” stawki WIBOR 3M (wtedy oprocentowanie ich ofert znacząco przewyższało stopę NBP). NBP jednak zaznaczył, iż nie oceniał tego “zawyżenia” jako celowej manipulacji – raczej jako przejaw ostrożności lub odmiennych oczekiwań tych banków co do przyszłych stóp procentowych. Prezes NIK Marian Banaś wyjaśnił, że termin „zawyżanie” użyty w dokumentach dotyczył właśnie faktu wyższych kwotowań niż stopa banku centralnego, a nie podejrzenia zmowy.

Kluczowe jest stanowisko samego NIK po publikacji raportu. Ponieważ niektóre kancelarie prawne i media zaczęły sugerować, że raport NIK dowodzi wadliwości WIBOR, Prezes Banaś stanowczo się od tego odciął. W lutym 2025 r. oświadczył publicznie, że NIK nie stwierdziła manipulacji przy ustalaniu WIBOR-u i sprzeciwia się wykorzystywaniu raportu do podważania wskaźnika w sądach. Zarzucił nawet niektórym prawnikom nadinterpretację dokumentów Izby „w celu zdobycia klientów”. To bardzo mocne i jednoznaczne dementi. Potwierdziło ono, że celem kontroli NIK nie było podważenie legalności czy prawidłowości samego WIBOR-u – kontrola skupiała się na procesie wdrażania regulacji BMR oraz ocenie skuteczności nadzoru.

Czyli NIK nic złego nie znalazł? – NIK wykazał zaniedbania nadzorcze i pewne ryzyka, ale nie ujął ich w kategoriach świadomej manipulacji. Fakt, że GPW Benchmark nie poddał się kontroli NIK, czy że KNF prowadził nadzór zdalnie, nie dowodzi jeszcze fałszowania WIBOR-u, lecz obnaża słabość struktury nadzoru w tamtym okresie. Innymi słowy: NIK nie złapał “za rękę” banków manipulujących stawkami, ale wskazał, że mechanizmy kontroli były niewystarczające, co mogło stwarzać pole do ewentualnych nieprawidłowości. Sam Banaś przyznał, że raporty NIK zostały nadinterpretowane przez niektórych – sugerując, że opowieść o „aferze WIBOR-owej” jest przesadzona.

Z perspektywy zgodności z prawem: brak wykrycia manipulacji oznacza, że nie udowodniono złamania prawa (które, jak wspomniano, zabrania manipulowania indeksami finansowymi). WIBOR formalnie spełnia wymogi BMR – KNF w wydanej licencji potwierdziła zgodność procesu ustalania WIBOR z przepisami. Ba, Komitet Stabilności Finansowej i rząd RP jednoznacznie deklarują, że nie ma podstaw prawnych ani ekonomicznych, by negować zasadność WIBOR-u. To oficjalna linia obrony stabilności finansowej.

Ocena argumentacji ZBP: Kapica trafnie punktuje, że z raportu NIK nie wynika istnienie zmowy czy oszustwa przy WIBOR-ze. Sugestie, jakoby NIK “przyłapał” banki na manipulacji, są rzeczywiście bezpodstawne – NIK to zresztą sam zdementował. Ten element narracji ZBP należy więc uznać za rzetelny. Związek słusznie chroni reputację wskaźnika przed daleko idącymi interpretacjami.

Trzeba jednak zauważyć pewne pominięcia: ZBP koncentruje się tylko na tym, że NIK nie dowiódł celowego fałszowania stawek, ale nie wspomina już o krytycznych wnioskach NIK dot. braku pełnej kontroli i ujawnionych błędach w kwotowaniach. A to również ważne fakty. Raport NIK w istocie podważył pewność, czy WIBOR zawsze odzwierciedla realia rynku – skoro banki zdolne były przez pewien czas podawać znacznie wyższe stawki niż reszta i nikt nie reagował. Z punktu widzenia konsumentów rodzi się pytanie: czy WIBOR faktycznie jest miarodajnym “rynkiem”, czy raczej deklaracją kilku banków pozostawioną samej sobie? W okresach braku transakcji międzybankowych (a tak jest często – NIK potwierdza, że rzeczywistych transakcji prawie nie ma, stąd używa się tzw. ocen eksperckich) WIBOR opiera się na szacunkach banków. To nie oznacza automatycznie zmowy, ale potencjalny konflikt interesów istnieje – bank-kredytodawca zarabia, gdy WIBOR jest wyższy. Brak dowodu manipulacji nie dowodzi jeszcze absolutnej obiektywności indeksu, jedynie to, że nie wykazano złamania prawa.

Podsumowując, ZBP ma rację: raport NIK nie jest “dymiącym pistoletem” w sprawie WIBOR. Instytucje państwowe (NIK, KNF, NBP, KSF) oficjalnie stoją murem za tym wskaźnikiem – co oznacza, że póki co nie istnieje urzędowa podstawa do kwestionowania legalności WIBOR-u. Niemniej jednak ZBP pomija szerszy kontekst: NIK wykazał, że nadzór nad WIBOR-em wymaga poprawy. W oczach kredytobiorców może to podważać zaufanie do indeksu, nawet jeśli nie udowodniono nieuczciwości. Innymi słowy – brak dowodów manipulacji to nie to samo, co dowód braku jakichkolwiek problemów. Ta różnica bywa subtelnie pomijana w narracji banków.

Czy banki mogą “ustawiać” WIBOR? (Udział panelistów a konflikt interesów)

Teza ZBP: Kolejny argument Kapicy: udział banków w wyznaczaniu stawek WIBOR nie jest żadną patologią, tylko immanentną cechą konstrukcyjną wskaźników tego typu. Rozporządzenie BMR definiuje wskaźnik referencyjny stopy procentowej właśnie jako wartość obliczaną m.in. na podstawie stawek, po jakich banki pożyczają sobie pieniądz. Taki model panelu bankowego to globalny standard – podobnie działał LIBOR, działa EURIBOR, PRIBOR, STIBOR itp.. Sam udział banków nie oznacza więc automatycznie zmowy; sugerowanie, że “banki robią WIBOR pod siebie” ignoruje elementarną rzeczywistość regulacyjną i rynkową. ZBP dodaje, że metoda ustalania WIBOR-u (np. mechanizm kaskady danych – korzystanie z danych transakcyjnych gdy są, a eksperckich gdy transakcji brak) przeszła szczegółową weryfikację KNF podczas procesu licencjonowania administratora. KNF wielokrotnie publicznie potwierdziła, że proces ten jest zgodny z wymogami BMR, co podważa tezy o rzekomej niezgodności WIBOR z prawem.

Analiza: Nie sposób nie przyznać racji ZBP, że model panelu bankowego to założenie przyjęte przez prawodawcę i praktykę rynkową. WIBOR, podobnie jak inne historyczne wskaźniki IBOR, z definicji opiera się na deklaracjach banków – inaczej być nie może, skoro chodzi o przewidywaną cenę pieniądza na rynku międzybankowym. BMR nie eliminuje udziału banków, przeciwnie, nakłada na nie obowiązek rzetelnego przekazywania danych i wymaga stworzenia kodeksu postępowania panelistów. W samym rozporządzeniu nie ma zakazu korzystania z danych eksperckich czy wymogu, by wszystkie kwotowania wynikały z zawartych transakcji (to dobrze widać na przykładzie EURIBOR – też bazuje głównie na kwotowaniach, bo transakcji referencyjnych jest mało).

Mało tego, udział banków panelowych jest wręcz niezbędny, by indeks typu WIBOR miał sens – bo kto inny miałby deklarować stopy procentowe? Sugerowanie (przez niektórych krytyków), że “banki same ustawiają sobie WIBOR”, może wynikać z niezrozumienia mechanizmu: indeks nie jest narzucany odgórnie przez bank centralny, tylko tworzony oddolnie przez banki komercyjne. To cecha, a nie wada – indeks dzięki temu uwzględnia ich oczekiwania co do przyszłych stóp, premie za ryzyko itp. Gdy Kapica pisze, że kwestionowanie udziału banków to podważanie samej koncepcji wskaźników referencyjnych uznanej przez prawodawcę UE, nie sposób odmówić mu słuszności.

Kluczowe pytanie brzmi jednak: czy banki mogły nadużyć swojej roli panelistów? LIBOR-owa historia uczy, że tak, możliwe jest zmówienie się traderów kilku banków i sztuczne podbijanie lub zaniżanie fixingu dla zysku. Dlatego właśnie po ujawnieniu “afery LIBOR” zaostrzono regulacje. ZBP argumentuje, że w przypadku WIBOR-u zastosowano wszystkie zabezpieczenia przewidziane prawem: GPW Benchmark ma procedury filtrujące dane (np. odrzucanie odstających wartości, tzw. trimming), KNF nadzoruje całość procesu, a niezależni audytorzy kontrolują administratora. Ponadto grożą surowe kary za manipulacje (wspomniany MAR). To wszystko prawda – system kontroli istnieje na papierze i w praktyce.

Co jednak wytknął NIK? Że KNF ograniczał się do przeglądu raportów audytorów i korespondencji z administratorem, nie zaglądając w głąb procedur. Można to przełożyć na prosty język: zaufano deklaracjom banków i administratora. Jak na ironię, mechanizm oparty na zaufaniu do banków zawiódł w przypadku LIBOR – choć tam również istniał kodeks i audyty, uczestnicy znaleźli sposób na manipulację. ZBP uspokaja, że w Polsce nic takiego nie miało miejsca – i faktycznie brak sygnałów, by banki się zmówiły. Stawki WIBOR nie wykazywały anomalii typu “oderwanie od stóp NBP” poza sytuacją z 2011 r., gdzie kilka banków notowało wyższe kwotowania – ale to da się wyjaśnić oczekiwaniem podwyżek stóp (co zresztą nastąpiło). W okresie ostatnich lat 2020–2022 WIBOR reagował adekwatnie do decyzji RPP (gdy Rada Polityki Pieniężnej podniosła stopy z 0 do ponad 6%, WIBOR 3M także wzrósł do ~7% – więc trudno mówić o “oderwaniu” od rzeczywistości).

Zgodność z prawem: W tej kwestii stanowisko ZBP jest mocne – udział banków w ustalaniu stawek jest jak najbardziej zgodny z prawem i wprost przewidziany w przepisach. Nie ma regulacji, która by to kwestionowała. Przeciwnie, zarówno europejski, jak i krajowy prawodawca zamierzają do 2027 r. zastąpić WIBOR nowym indeksem, ale dopóki WIBOR funkcjonuje, ustawodawca traktuje go jako legalny i ważny wskaźnik kluczowy dla rynku. Wydano nawet rozporządzenie, by chronić dotychczasowe umowy podczas tej zmiany (tzw. spread korygujący ma zapewnić neutralność ekonomiczną przy zamianie WIBOR na indeks RFR). Gdyby istniały podejrzenia bezprawności WIBOR-u, państwo raczej nie zarządzałoby planowej, stopniowej reformy, tylko wstrzymano by jego używanie od razu.

Ocena argumentacji: ZBP słusznie punktuje demagogiczne twierdzenia, że “banki nie powinny same ustalać wskaźnika, bo to konflikt interesów”. Taki konflikt jest potencjalny, ale został obudowany ramami prawnymi i nadzorczymi. Brak jest dowodów, by którakolwiek instytucja finansowa w Polsce wykorzystała panel WIBOR do świadomej manipulacji – a jest to aspekt intensywnie obserwowany (KNF oficjalnie potwierdziła zgodność procesu WIBOR z prawem). Tutaj argumentacja Kapicy jest rzetelna: w obecnym stanie prawnym WIBOR spełnia wszystkie wymogi i standardy; samo to, że banki są dostawcami danych, nie narusza żadnej regulacji, tylko realizuje ich rolę przewidzianą w systemie.

Warto jednak zauważyć, że ZBP znów pomija perspektywę konsumenta. Dla przeciętnego kredytobiorcy informacja, że “banki same deklarują, jaki ma być WIBOR”, brzmi niepokojąco – nawet jeśli jest legalna. Banki czerpią korzyści z wyższych odczytów WIBOR (wyższe odsetki od kredytów), a koszt tych wyższych stawek nie wraca do innego banku jak w klasycznym rynku międzybankowym (bo realnych pożyczek brak). To rodzi podejrzenia, że mogły istnieć bodźce do zawyżania indeksu, zwłaszcza w okresie, gdy kontrola KNF była mało wnikliwa. Kapica odrzuca te sugestie powołując się na brak dowodów – i to jest słuszne podejście prawne. Dopóki nie ma twardych dowodów zmowy, dopóty obowiązuje domniemanie uczciwości działania banków. Konsumentom warto jednak uświadomić, że sama konstrukcja WIBOR-u nie jest oszustwem, tylko powszechnie stosowaną metodą, która ma wady (zależność od deklaracji) i zalety. To dlatego docelowo przechodzi się na indeksy transakcyjne (WIRON), by wyeliminować choć część wątpliwości.

Reasumując, argument ZBP o prawidłowości i normalności udziału banków w ustalaniu WIBOR-u jest zgodny ze stanem prawnym i standardami. Nie stwierdziliśmy w nim manipulacji faktami – raczej prostowanie popularnych mitów. Warto go przyjąć: to, że banki uczestniczą w określaniu wskaźnika, nie czyni go nielegalnym ani z automatu zmanipulowanym.

Czy istnieje “afera WIBOR-owa”? (Brak dowodów vs. publiczne odczucia)

Teza ZBP: Kapica kategorycznie stwierdza, że wszelkie pogłoski o istnieniu “afery WIBOR-owej” są bezpodstawne w świetle ustaleń instytucji. Nie odnotowano oficjalnie żadnych działań niezgodnych z prawem przy ustalaniu tego wskaźnika. Krytyka systemu (np. że trzeba go zreformować, że potrzeba większej transparentności) nie powinna być mylona z zarzutami o manipulację – szczególnie, że przez lata nie znalazło to potwierdzenia w decyzjach organów czy wyrokach sądów. Innymi słowy: nie było żadnych sankcji, aktów oskarżenia ani wyroków skazujących dotyczących WIBOR-u, więc mówienie o “skandalu” jest na wyrost.

Stan faktyczny: Faktem jest, że do początku 2026 r. żadna jednostka prokuratury, KNF, UOKiK czy innego organu nie postawiła zarzutów bankom w związku z WIBOR-em. Również żaden prawomocny wyrok sądu nie stwierdził, że WIBOR jako taki jest nielegalny lub sfałszowany. Nawet głośne wyroki sądów w sprawach kredytów złotowych nie kwestionują istnienia samego wskaźnika – problem leży gdzie indziej (o czym niżej). Rząd i instytucje finansowe oficjalnie bronią WIBOR-u: np. Komitet Stabilności Finansowej (skupiający m.in. NBP, MF i KNF) wprost zadeklarował brak podstaw do podważania WIBOR. Retoryka ZBP jest tu więc spójna z oficjalnym stanowiskiem państwa – podważanie wskaźnika uznaje się za potencjalnie groźne dla stabilności finansowej i nieuzasadnione w świetle dostępnych dowodów.

Spojrzenie krytyczne: Dlaczego w ogóle pojawiło się pojęcie “afery WIBOR-owej”? Głównie z analogii do afery frankowej i LIBOR-owej. Kredytobiorcy, którzy boleśnie odczuli wzrost rat w 2022 r., zaczęli szukać, czy nie da się zanegować podstawy oprocentowania – tak jak frankowicze obnażyli wadliwość klauzul waloryzacyjnych. Media podchwyciły temat, nagłaśniając raport NIK czy wypowiedzi niektórych prawników, co mogło stworzyć wrażenie, że “coś jest na rzeczy”. W istocie jednak – jak wykazaliśmy – konkretów brak: NIK nie wskazał winnych, raczej wytykał zaniedbania nadzoru; TSUE (Trybunał Sprawiedliwości UE) w opinii z września 2025 r. również nie dopatrzył się podstaw do kwestionowania istoty WIBOR-u jako wskaźnika. Rzecznik generalna TSUE Laila Medina jasno stwierdziła, że unijne przepisy nie dają podstaw do podważania samego mechanizmu WIBOR-u – co banki uznały za swoje zwycięstwo.

Tym samym, narracja o “oszustwie na WIBOR-ze” nie ma oparcia w oficjalnych źródłach. Pozostają pytania o uczciwość relacji bank–klient, ale to nie jest “afera WIBOR” w sensie prawnym, tylko potencjalny spór cywilny o warunki umów.

Ocena stanowiska ZBP: Trzeba zgodzić się z Kapicą – mówienie o aferze jest na ten moment nieuzasadnione faktami. Nie wykryto żadnego “przestępstwa WIBOR-owego”, więc używanie takiego hasła jest bardziej publicystyczne niż opisowe. ZBP słusznie temperuje emocje: krytyka wskaźnika nie dowodzi jego nielegalności. W tym punkcie argumentacja jest rzetelna.

Jednocześnie warto wyjaśnić czytelnikom, że postulaty zmian czy zwiększenia transparentności nie wynikają z wykrycia przestępstwa, ale z dążenia do ulepszeń systemu. Przykładowo, wspomniana zmiana WIBOR jest elementem globalnej reformy benchmarków – nie dlatego, że WIBOR był “sfałszowany”, lecz dlatego, że trend światowy (po aferze LIBOR) zmierza ku wskaźnikom opartym na rzeczywistych transakcjach, mniej podatnym na subiektywne czynniki. To działanie prewencyjne i modernizacyjne. Dlatego osoby mówiące o potrzebie większej przejrzystości niekoniecznie zarzucają manipulację; często chodzi im o to, by uniknąć ryzyka i zapewnić pełne zrozumienie mechanizmu przez wszystkich uczestników rynku.

Podsumowując, “afera WIBOR-owa” to w tej chwili bardziej hasło niż realność. Argument Kapicy, że brak jest twardych dowodów jakiejkolwiek zmowy czy naruszeń prawa przy WIBOR-ze, jest dobrze ugruntowany źródłowo. Kredytobiorcy powinni mieć świadomość, że na dziś państwo polskie i UE stoją na stanowisku, iż WIBOR jest wskaźnikiem legalnym i wiarygodnym, spełniającym wymogi regulacyjne. To jednak nie zamyka dyskusji o tym, czy umowy kredytowe z WIBOR-em były transparentne i fair – ale to już inna kwestia.

Nowe standardy a stare umowy: czy banki “grzeszyły” brakiem informacji?

Teza ZBP: Ostatni punkt polemiki Kapicy dotyczy argumentów wysuwanych przez prawników reprezentujących kredytobiorców. Twierdzą oni, że banki zawierając umowy nie dopełniły obowiązków informacyjnych (np. nie wyjaśniły mechanizmu WIBOR, nie ostrzegły o ryzyku wzrostu stóp). Kapica zarzuca im anachronizm prawny: oceniają działania banków np. z 2010 czy 2015 r. według standardów, które pojawiły się dopiero później (m.in. dzięki BMR i nowym rekomendacjom KNF). Podaje, że obowiązki szczegółowego informowania o metodach ustalania wskaźników referencyjnych, prezentowania symulacji ekstremalnych wzrostów stóp czy omawiania scenariuszy dwucyfrowych stóp procentowych – w okresie zawierania “starego portfela” umów nie istniały. W efekcie zarzut, że banki tych działań nie podjęły, oznacza przypisywanie im obowiązków ex post, co jest sprzeczne z podstawowymi zasadami prawa (prawo nie działa wstecz). Kapica podkreśla, że przejrzystość umów należy oceniać w kontekście czasu ich zawarcia, a nie według późniejszych, surowszych standardów. Retroaktywne wymaganie od banków “wróżenia” przyszłych standardów prowadzi – jego zdaniem – do błędnych, normatywnie bezpodstawnych wniosków.

Stan prawny i orzecznictwo: To zagadnienie jest sednem obecnych pozwów o WIBOR. Żadna ustawa krajowa w latach 2005–2015 (kiedy udzielano masowo kredytów w PLN opartych o WIBOR) nie nakazywała bankom informować klienta detalicznego o szczegółowej metodzie kalkulacji WIBOR, ani przedstawiać prognoz/symulacji rat dla skrajnie wysokich stóp. Banki musiały oczywiście podać w umowie, że oprocentowanie = WIBOR + marża, i że jest to stopa zmienna, ale nie istniał wymóg np. dołączenia historycznych wykresów WIBOR czy ostrzeżenia “WIBOR może wzrosnąć o X%”. Dopiero później pojawiły się Rekomendacje KNF (np. Rekomendacja U w 2019 r.), czy wymogi ustawy o kredycie hipotecznym z 2017 r. (wdrażającej dyrektywę MCD), które nakazały bankom przedstawiać klientom scenariusze wzrostu oprocentowania. Ale umowy zawarte przed tymi regulacjami nie podlegały tym wymogom – banki działały wedle standardu z tamtego okresu.

Z drugiej strony, już w tamtym czasie obowiązywały ogólne przepisy chroniące konsumentów, przede wszystkim Dyrektywa 93/13/EWG o klauzulach abuzywnych (w Polsce implementowana w Kodeksie cywilnym art. 385^1 i nast.). Na ich gruncie sądy mogą badać, czy postanowienie umowy z konsumentem zostało sformułowane prostym i zrozumiałym językiem – czyli spełnia tzw. wymóg transparentności. Jeśli nie, klauzula może zostać uznana za niedozwoloną, o ile kształtuje prawa i obowiązki konsumenta w sposób sprzeczny z dobrymi obyczajami i rażąco narusza jego interesy. Ważne: dotyczy to także klauzul określających główne świadczenie (jak oprocentowanie), ale tylko wtedy, gdy nie zostały wyrażone jednoznacznie i jasno.

W kontekście WIBOR-u nie chodzi więc o retroaktywne stosowanie BMR, lecz o zastosowanie od zawsze obowiązującego standardu “jasności” postanowień umownych. TSUE w opinii z września 2025 r. to potwierdził: unijne prawo pozwala na ocenę nieuczciwego charakteru warunku umowy kredytu hipotecznego o zmiennym oprocentowaniu opartym o WIBOR, jeżeli warunek ten nie został sformułowany w sposób prosty i zrozumiały. Innymi słowy – sąd może zbadać, czy klauzula WIBOR+marża była wystarczająco komunikatywna dla konsumenta. To nie oznacza badania samego wskaźnika WIBOR (jego konstrukcji czy zgodności z BMR) – TSUE wyklucza podważanie “istoty WIBOR” – lecz sposób wprowadzenia go do umowy i poinformowania klienta.

A zatem punkt ciężkości: czy przeciętny konsument w dacie zawarcia umowy rozumiał, co oznacza WIBOR i jakie niesie ryzyka? Już pierwsze orzeczenia w Polsce wskazują, że bywało z tym różnie. Głośny wyrok Sądu Okręgowego w Suwałkach (październik 2022, nieprawomocny) unieważnił umowę kredytu z WIBOR-em właśnie z powodu niejasności klauzuli oprocentowania – sąd uznał, że bank nie przekazał klientom istotnych informacji. Z ustaleń tamtej sprawy (podobnie jak nowszego wyroku SO Suwałki z października 2025 r.) wynika, że: umowa nie zawierała nawet wartości WIBOR z dnia zawarcia ani wyjaśnienia, jak ten indeks jest wyznaczany; klient nie miał możliwości odróżnić, ile w jego racie stanowi marża banku, a ile WIBOR. Konstrukcja umowy (tabele, odwołania do stopy bazowej) czyniła ją mało przejrzystą, a bank nie przedstawił symulacji wpływu wzrostu stóp na ratę ani nie uprzedził, że WIBOR nie ma górnego limitu. Sąd ocenił, że przeciętny konsument nie mógł na podstawie takich informacji w pełni świadomie ocenić ryzyka zmiennej stopy. W rezultacie uznano klauzulę za nieuczciwą (abuzywną) – naruszającą dobre obyczaje i interes konsumenta – bo wykorzystano przewagę informacyjną banku, który rozumie mechanizm, wobec klienta, który go nie pojmował. Usunięcie klauzuli oprocentowania z umowy spowodowało, że umowa upadła (nie dało się jej dalej wykonywać, brakowało kluczowego elementu).

Argument Kapicy w świetle powyższego: ZBP trafnie wskazuje, że banki nie miały obowiązku prawnego przekazywać pewnych informacji (np. symulacji rat przy wzroście stóp o 5 p.p.) w latach 2008–2015. W tamtym czasie nikt tego od nich nie wymagał – ani prawo, ani praktyka rynkowa. Z formalnego punktu widzenia trudno zarzucać bankowi złamanie przepisu, który nie istniał. Tu Kapica ma słuszność: nie można czynić zarzutu, że bank “nie wykonał obowiązku informacyjnego”, jeżeli taki obowiązek został wprost wprowadzony dopiero później. W tym sensie argumentacja części powodów w pozwach (jakoby banki złamały np. art. BMR czy rekomendacje, zanim one powstały) jest rzeczywiście chybiona. Są już opinie prawników, że nie można oceniać starych umów według nowych regulacji konsumenckich, bo stosuje się te z chwili zawarcia kontraktu – i ZBP to mocno akcentuje.

Jednak należy odróżnić łamanie przepisu od niespełnienia standardu transparentności. Bank może nie naruszyć żadnego ówczesnego prawa, a mimo to klauzula może zostać uznana za nieuczciwą. Dlaczego? Bo test abuzywności nie opiera się wyłącznie na istnieniu przepisu szczegółowego – bada, czy konsument został ukształtowany w prawach i obowiązkach w sposób nierównoważny, sprzeczny z dobrymi obyczajami. Sąd w Suwałkach nie stwierdził, że bank złamał np. rozporządzenie BMR (którego wtedy nie było), tylko że wykorzystał swoją przewagę wiedzy i nie poinformował dostatecznie klienta o mechanizmie oprocentowania. To ocena w kategoriach klauzuli generalnej “dobrych obyczajów”. Można argumentować, że dobrym obyczajem (nawet zanim weszły formalne wymogi) powinno być rzetelne poinformowanie klienta o tak ważnej kwestii jak ryzyko wzrostu rat. Czy banki to robiły? Przeważnie ograniczały się do ogólnikowego zapisu w umowie i ewentualnie zdania w formularzu informacyjnym, że oprocentowanie zmienne oznacza wzrost raty w razie wzrostu stóp. Dla wielu klientów było to czysto teoretyczne – przez lata stopy spadały, więc część mogła nie docenić ryzyka odwrócenia trendu.

Teraz, po latach, oceniamy to z nowej perspektywy: wiemy, że stopy w Polsce mogą skoczyć z 0% do ponad 7% w rok. W 2008 r. nikt sobie tego nie wyobrażał – ale czy banki mogły przewidzieć? Historycznie w Polsce zdarzały się dwucyfrowe stopy (np. koniec lat 90.), więc nie jest to niewyobrażalne. Brak komunikacji na ten temat może być traktowany jako przemilczenie istotnego ryzyka. TSUE wielokrotnie podkreślał, że wymóg transparentności to nie tylko gramatyczna jasność, ale i umożliwienie konsumentowi zrozumienia ekonomicznych konsekwencji umowy. W kontekście kredytów frankowych Trybunał uznał np., że bank powinien był przedstawiać możliwe skutki zmiany kursu waluty, choć prawo krajowe tego explicite nie wymagało – bo dla oceny ryzyka przez klienta to kluczowa informacja. Analogicznie może być z WIBOR-em: brak symulacji czy danych historycznych mógł sprawić, że klient nie uświadomił sobie skali możliwego wzrostu rat, a bank – będąc profesjonalistą – taką wiedzę posiadał (asymetria informacji).

Ocena argumentacji ZBP: Kapica ma rację co do litery prawa – banków nie można obwiniać o nieprzestrzeganie przepisów, które wtedy nie obowiązywały. Tego typu zarzut formułowany wprost byłby nieuczciwy i ZBP słusznie go odpiera. Natomiast ZBP zdaje się negować coś więcej: samą możliwość, by sąd dziś negatywnie ocenił dawną praktykę informacyjną banków. A to już nie jest kwestia retroaktywnego prawa, tylko wykładni istniejącej normy generalnej (dobrych obyczajów w relacjach z konsumentem). Standard rzetelności informacji ewoluował – to prawda – ale podstawowa zasada, że konsument ma rozumieć istotne warunki umowy, istniała zawsze. Po prostu dawniej przykładano do niej mniejszą wagę, dziś – także pod wpływem TSUE – patrzy się surowiej.

ZBP określa argument z braku informacji jako “nadużycie argumentacyjne”. Tymczasem sądy mogą uznać, że to właśnie banki dopuściły się nadużycia (choć legalnego wtedy) wykorzystując przewagę wiedzy. W wyroku z Suwałk (2025) sąd podkreślił, że transparentność umowy kredytowej to nie formalność, lecz realny standard ochrony prawnej – bank musi tak formułować klauzule, by klient świadomie podjął decyzję. Sąd zaznaczył też, że odpowiedzialność banków nie kończy się na przekazaniu pliku dokumentów, lecz obejmuje dopilnowanie, by konsument faktycznie zrozumiał, na co się zgadza. To dobitne słowa, pokazujące zmianę podejścia: nie wystarczy drobny druczek, nawet zgodny z prawem – ważne jest realne zrozumienie po stronie klienta.

Konkluzja: Argument ZBP o “retroaktywności” trafia w próżnię, jeśli zrozumiemy, że sądy nie stosują wstecz BMR, tylko badają umowy przez pryzmat ogólnych zasad obowiązujących od dawna. Banki formalnie działały lege artis, ale nie oznacza to automatycznie, że ich klauzule były uczciwe wobec klienta. To rozstrzygną sądy, ważąc okoliczności. ZBP broni się, wskazując słusznie na kontekst historyczny – i tego głosu też trzeba wysłuchać, by nie potępiać ex post całej praktyki bankowej. Należy jednak zauważyć, że prawnicy po stronie konsumentów nie domagają się kar za złamanie nieistniejących przepisów, tylko skutków cywilnoprawnych (nieważności umowy lub unieważnienia klauzuli) za to, że konsument nie był w pełni świadomy. To subtelna, lecz ważna różnica.

W ostatecznym rozrachunku, zgodzić się można z Kapicą w części: nie można czynić bankom zarzutu nieprzestrzegania w przeszłości dzisiejszych regulacji. Natomiast nie można odmówić konsumentom prawa do oceny, czy umowa była klarowna z ich perspektywy. W 2026 r. standard ochrony konsumenta jest wyższy niż 10–15 lat temu i sądy mają prawo oceniać dawną umowę wedle obecnej wiedzy o jej skutkach. To nie retroaktywność prawa, lecz rozwój orzecznictwa. Kapica zdaje się traktować brak dawnego obowiązku informacyjnego jako tarczę absolutną – a tak nie jest. Prawo konsumenckie od zawsze wymagało uczciwego i zrozumiałego konstruowania umów, tylko dopiero niedawno zaczęto to rygorystycznie egzekwować.

Podsumowanie i wnioski

Z analizy wynika, że w wielu punktach argumenty ZBP są zasadne – przynajmniej jeśli chodzi o literalną zgodność z prawem i oficjalnymi faktami. Wojciech Kapica celnie prostuje pewne medialne uproszczenia:

  • WIBOR jako wskaźnik nie jest “nielegalny” ani przed, ani po BMR. Jego stosowanie w umowach ma podstawy prawne, a BMR jedynie ujednolicił i wzmocnił ramy nadzorcze, nie “uzdrawiając” żadnej ukrytej patologii.

  • Nie udowodniono żadnej manipulacji WIBOR-em. NIK nie wskazał palcem żadnego nieuczciwego działania banków – przeciwnie, Prezes NIK oficjalnie zdystansował się od sugestii, jakoby raport NIK podważył WIBOR. KNF i NBP nigdy nie wykryły zmowy; gdyby tak było, posypałyby się konsekwencje prawne (czego brak).

  • Mechanizm panelu bankowego jest zgodny z prawem i normą rynkową. Sam fakt, że banki kształtują WIBOR poprzez swoje kwotowania, nie stanowi konfliktu z regulacjami – to tak właśnie ma działać, a BMR i MAR zapewniają sankcje za ewentualne nadużycia. Dotychczas nie stwierdzono naruszeń, co czyni zarzuty “ustawiania WIBOR-u pod siebie” czysto hipotetycznymi.

  • Nie ma twardych dowodów “afery”. Mówienie o “aferze WIBOR” jest na obecną chwilę publicystyczne – brak wyroków skazujących, brak śledztw prokuratorskich o oszustwo przy WIBOR-ze. Państwo polskie stoi na stanowisku, że WIBOR jest wiarygodnym, legalnie administrowanym indeksem. To ważne uspokojenie: kredyty złotowe nie opierają się na “fikcyjnym wskaźniku”, tylko na oficjalnym benchmarku finansowym.

Jednocześnie analiza wykazała pewne mankamenty argumentacji ZBP – punkty, gdzie narracja banków jest zbyt jednostronna lub pomija istotne kwestie:

  • Raport NIK obnażył słabości nadzoru, co ZBP przemilcza. Fakt, że nie było manipulacji, nie oznacza, że system działał perfekcyjnie. Brak kontroli na miejscu, poleganie na audytorach, błędy w kwotowaniach – to wszystko są realne problemy wykryte przez NIK. ZBP skupia się tylko na wybielającym fragmencie (brak dowodu zmowy) pomijając krytykę. Takie wybiórcze podejście może być uznane za próbę umniejszenia znaczenia raportu NIK.

  • Uczestnictwo banków – choć legalne – rodzi pytania o konflikt interesów. Kapica przedstawia udział banków jako całkowicie neutralny fakt, nie dostrzegając, że przy braku transakcji międzybankowych WIBOR faktycznie zależy od ich deklaracji. Co prawda regulacje wymagają uczciwości, ale – jak pokazała historia LIBOR – sam obowiązek prawny nie zawsze wystarcza bez należytego nadzoru. NIK wskazał, że KNF nie w pełni wykorzystywał narzędzia kontroli. Argument ZBP jest prawdziwy co do zgodności z prawem, lecz pomija ekonomiczną rzeczywistość: banki mogły mieć motywacje do zawyżania kwotowań (co przyznał NBP w 2011 r., choć nie uznał tego za celową zmowę). To budzi zrozumiały niepokój kredytobiorców i nie można tego sprowadzać tylko do “ignorancji” z ich strony.

  • Standard informacyjny wobec klientów był niski przed 2017 r. – banki nie tłumaczyły w praktyce mechanizmu WIBOR ani nie przedstawiały scenariuszy. ZBP broni się argumentem braku obowiązku prawnego, co jest formalnie słuszne. Jednak etycznie i w kontekście dobrych obyczajów można dyskutować, czy banki nie powinny były robić więcej. Sprowadzenie dyskusji o braku przejrzystości wyłącznie do zarzutu “retroakcji” jest pewnym upraszczeniem, które nie oddaje sedna sprawy. Tu ZBP próbuje zdyskredytować argumenty konsumenckie jako bezzasadne z powodu nieistnienia dawnych przepisów – podczas gdy gra toczy się o bardziej ogólne zasady sprawiedliwości kontraktowej.

Perspektywy „Afery WIBOR” na 2026 r.

 W momencie pisania tego artykułu oczekiwany jest wyrok TSUE (zapowiedziany na luty 2026 r.) w pierwszej polskiej sprawie dotyczącej kredytu opartego o WIBOR. Wszystko wskazuje, że Trybunał potwierdzi linię z opinii rzecznika – a więc: sądy mogą badać umowy z WIBOR pod kątem abuzywności, lecz nie mogą kwestionować samego istnienia WIBOR-u jako indeksu. To oznacza, że fala pozwów może nabrać tempa, ale ich sukces zależeć będzie od wykazania, iż bank naruszył wymóg transparentności wobec konkretnego klienta. Nie będzie “automatycznego” unieważniania wszystkich kredytów WIBOR-owych, co zresztą już podkreślono – nawet precedensowe wyroki tego nie oznaczają. Jednak standard ochrony konsumenta jest dziś surowy i banki muszą się liczyć z tym, że pewne praktyki z przeszłości zostaną ocenione krytycznie. W tym sensie Kapica myli się twierdząc, że argumenty konsumentów są całkiem bezzasadne – sądy mogą uznać racje kredytobiorców w indywidualnych sprawach, co już się zdarzyło (choć na razie w pierwszej instancji).

Dla świadomego odbiorcy: Jeśli masz kredyt złotowy oparty o WIBOR, powinieneś rozumieć dwa aspekty:

  1. Nie ma dowodów, że WIBOR to “oszustwo” – indeks ten jest oficjalny, nadzorowany i zgodny z prawem. Nie możesz iść do sądu twierdząc, że WIBOR był nielegalny lub sfałszowany, bo to nieprawda i taka argumentacja upadnie.

  2. Możesz jednak kwestionować, czy Twój bank należycie Ci wszystko wyjaśnił, gdy podpisywałeś umowę. Czy wiedziałeś, jak WIBOR może się zmieniać? Czy zdawałeś sobie sprawę, że rata może wzrosnąć kilkukrotnie? Jeśli nie, masz prawo czuć się wprowadzony w błąd nawet mimo braku złej woli banku. Wówczas sąd może ocenić indywidualnie, czy klauzula oprocentowania była wobec Ciebie rzetelna i zrozumiała.

Podsumowując w jednym zdaniu: Związek Banków Polskich zasadnie obala mity o “manipulacji WIBOR-em” i broni legalności wskaźnika, ale jednocześnie nie do końca mierzy się z faktem, że wiele umów kredytowych z WIBOR-em zawarto w sposób nie zapewniający konsumentom pełnej świadomości ryzyka. Tam, gdzie Kapica ma rację – przyznaliśmy to otwarcie (np. brak dowodów manipulacji). Tam zaś, gdzie dopatrzyliśmy się pewnych przemilczeń lub retorycznych wybiegów, wskazaliśmy konkretne przepisy i fakty, które równoważą obraz (np. raport NIK wykazał słabości nadzoru, TSUE dopuszcza badanie umów pod kątem braku transparentności).

Miejmy na uwadze, że dyskusja o kredytach WIBOR toczy się na dwóch poziomach: systemowym (czy indeks jest ok? – tu póki co odpowiedź brzmi: tak, jest zgodny z prawem) oraz indywidualnym (czy mój kontrakt był fair? – tu odpowiedź zależy od okoliczności każdej umowy). ZBP broni przede wszystkim systemu, podczas gdy prawnicy konsumenccy walczą o jednostkowe sprawiedliwości dla klientów. Prawda leży pośrodku: system WIBOR nie jest oszustwem, ale i nie jest idealny, a w przeszłości brak pełnej informacji mógł godzić w interes konsumentów.

Obserwując aktualne zmiany – zastępowanie WIBOR-u indeksem WIRON, zaostrzenie wymogów informacyjnych, wyroki sądów – widać wyraźnie, że standardy w sektorze finansowym ewoluują w kierunku większej przejrzystości i równowagi stron. To pozytywna lekcja zarówno dla banków, jak i ich klientów.

Udostępnij37Tweet23
Michał Augustynowicz

Michał Augustynowicz

Autor treści publicystycznych poświęconych tematyce kredytów waloryzowanych oraz sporów konsumentów z bankami. Zajmuje się analizą orzecznictwa sądowego, zmian w przepisach oraz bieżących wydarzeń związanych z rynkiem kredytowym. Publikowane materiały mają charakter informacyjny i publicystyczny i nie stanowią porady prawnej ani finansowej.

Rekomendowane dla Ciebie

TSUE o przedawnieniu frankowym: banki dostały narzędzia procesowe, ale z rygorystycznymi ograniczeniami. Co to naprawdę oznacza dla frankowiczów?

Napisał Michał Augustynowicz
16 kwietnia 2026
Banki miały upaść, a toną w zyskach! mBank, Pekao i Santander pokazały raporty. Frankowicze, muszą zobacz te liczby!

Trybunał Sprawiedliwości UE ogłosił dziś trzy długo wyczekiwane wyroki w polskich sprawach frankowych. Wbrew czarno-białym prognozom z obu stron barykady – nie ma ani totalnej klęski frankowiczów, ani...

Czytaj więcejDetails

TSUE 16.04.2026: 4 kluczowe wyroki dla frankowiczów. Czy banki stracą miliardy przez przedawnienie?

Napisał Michał Augustynowicz
15 kwietnia 2026
TSUE 16.04.2026: 4 kluczowe wyroki dla frankowiczów. Czy banki stracą miliardy przez przedawnienie?

Kwiecień 2026 roku zapisze się w historii przełomowymi orzeczeniami TSUE w sprawie Frankowiczów. Już w czwartek 16 kwietnia br. Trybunał rozstrzygnie ostatnie wątpliwości orzecznicze dotyczące umów frankowych. Chodzi...

Czytaj więcejDetails

Frankowicze 2026: Przełomowy kwiecień, liczne wyroki TSUE i co to oznacza dla kredytobiorców?

Napisał Michał Augustynowicz
14 kwietnia 2026
Frankowicze 2026: Przełomowy kwiecień, liczne wyroki TSUE i co to oznacza dla kredytobiorców?

Pięć orzeczeń i jedna opinia Rzecznika Generalnego w ciągu jednego miesiąca – kwiecień 2026 roku może być jednym z ważniejszych momentów w historii sporów frankowych. Co dokładnie się...

Czytaj więcejDetails
Następny post
WIBOR przechodzi do historii w cieniu skandalu. Czy POLSTR uratuje system bankowy przed lawiną pozwów?

WIBOR przechodzi do historii w cieniu skandalu. Czy POLSTR uratuje system bankowy przed lawiną pozwów?

Spis treści:

  • Główne twierdzenia Wojciecha Kapicy (ZBP) w skrócie:
  • Autor artykułu – kim jest Wojciech Kapica? Czy jest kompetentny?
  • Czy rozporządzenie BMR “uzdrowiło” WIBOR? (Regulacje przed i po 2018 r.)
  • Co naprawdę wykazał raport NIK? (Manipulacja czy tylko niedoskonały nadzór)
  • Czy banki mogą “ustawiać” WIBOR? (Udział panelistów a konflikt interesów)
  • Czy istnieje “afera WIBOR-owa”? (Brak dowodów vs. publiczne odczucia)
  • Nowe standardy a stare umowy: czy banki “grzeszyły” brakiem informacji?
  • Podsumowanie i wnioski

Serwis informacyjno-publicystyczny poświęcony kredytom i sporom konsumentów z bankami. Publikujemy wiadomości, analizy i komentarze dotyczące kredytów we frankach oraz w złotówkach. Śledzimy wyroki sądowe, zmiany w prawie i oferty ugodowe, aby kredytobiorcy mogli być na bieżąco z aktualnymi wydarzeniami.
W serwisie znajdziesz także materiały informacyjne, poradniki o charakterze ogólnym, relacje kredytobiorców oraz opinie i komentarze specjalistów, które pomagają lepiej zrozumieć aktualną sytuację na rynku. Publikowane treści nie stanowią porady prawnej ani finansowej.

MENU

  • • Strona główna
  • • Wiadomości
  • • Wyroki
  • • Poradnik Frankowicza
  • • Felietony
  • • W Sądach
  • • Kredyty w złotówkach
  • • Baza wiedzy
  • • Kontakt

WYDAWCA

Michał Augustynowicz

Dolnośląskie Centrum Biznesu

ul. Stanisławowska 47

54-611, Wrocław

E-mail: info@chf24.pl

© 2025 CHF24.PL - Frankowicze, Kancelarie Frankowe, Wiadomości | Redakcja | Polityka prywatności | Regulamin strony | Kontakt

Projekt i wykonanie:
  • Strona Główna
  • Wiadomości
    • Frankowicze
    • Kredyt w PLN
    • Sankcja kredytu darmowego
  • Wyroki
    • Wyroki TSUE
  • Poradnik Frankowicza
  • Felietony
  • Prawnicy
  • W Sądach
  • Ugody
  • Ranking Kancelarii

© 2025 CHF24.PL - Frankowicze, Kancelarie Frankowe, Wiadomości | Redakcja | Polityka prywatności | Regulamin strony | Kontakt

  • Strona Główna
  • Wiadomości
    • Frankowicze
    • Kredyt w PLN
    • Sankcja kredytu darmowego
  • Wyroki
    • Wyroki TSUE
  • Poradnik Frankowicza
  • Felietony
  • Prawnicy
  • W Sądach
  • Ugody
  • Ranking Kancelarii

© 2025 CHF24.PL - Frankowicze, Kancelarie Frankowe, Wiadomości | Redakcja | Polityka prywatności | Regulamin strony | Kontakt