Krzysztof Stanowski – znany dziennikarz i przedsiębiorca – podzielił się 28 stycznia 2026 r. krótką, ale wymowną historią ze swojej batalii o kredyt we frankach szwajcarskich. „Kiedyś wytoczyłem bankowi sprawę frankową. Po kilku latach zaproponowali ugodę – 27 000 złotych. Odrzuciłem. To odpisali, że teraz oferują 100 000. Szybko idzie” – napisał Stanowski, ujawniając, jak bank ponad trzykrotnie podwyższył swoją propozycję ugodową po latach procesu. Ta anegdota, okraszona ironicznym komentarzem „szybko idzie”, mówi wiele o aktualnej sytuacji frankowiczów i podejściu banków do ugód – być może więcej niż oficjalne deklaracje instytucji finansowych.
Dlaczego banki są dziś tak skłonne do ugód i czemu podbijają stawki? W poniższej analizie przyglądamy się szerszemu kontekstowi: dynamicznym zmianom po korzystnych wyrokach TSUE, trendowi masowych ugód zamiast wieloletnich procesów oraz temu, jak kredytobiorcy mogą wynegocjować dla siebie lepsze warunki porozumienia. Przytaczamy też reakcje internautów – od aprobaty dla twardej postawy Stanowskiego po głosy sceptyczne wobec „łaskawości” banków.
Banki coraz chętniej idą na ugody (i dlaczego rośnie ich hojność)
Frankowicze coraz częściej zawierają z bankami ugody, zwykle polegające na przewalutowaniu kredytu na złotówki i redukcji salda zadłużenia. Dla banków to sposób na ograniczenie strat, a dla klientów – szansa na szybkie zamknięcie sporu.
Jeszcze kilka lat temu zawarcie ugody frankowej było rzadkością, a banki twardo obstawały przy swoich warunkach. Dziś sytuacja odwróciła się diametralnie – instytucje finansowe masowo proponują porozumienia nawet tym kredytobiorcom, którzy są już w trakcie procesu sądowego. Łącznie – biorąc pod uwagę ugody sądowe i przedsądowe – zawarto już ponad 130 tysięcy ugód frankowych (stan na koniec 2024 r.), a liczba przekroczyła 150 tys. w 2025 r. Ta lawina ugód pokazuje, że banki zmieniły strategię o 180 stopni.
Co skłania banki do takiego zwrotu? Przede wszystkim koszt porażek sądowych. Każda ugoda to dla kredytodawcy mniejszy wydatek niż przegrana sprawa w sądzie. Dzięki temu instytucja zachowuje przynajmniej część „zysku” ogranicza stratę. Gdyby zaś przegrała w sądzie, umowa zostałaby unieważniona w całości – co oznacza, że klient de facto otrzymuje zwrot wszystkich zapłaconych rat (poza nominalnym kapitałem) wraz z odsetkami ustawowymi za opóźnienie. Dla banku różnica finansowa jest więc ogromna – ugoda pozwala uniknąć dziesiątek, a nieraz setek tysięcy złotych kosztów.
Drugim czynnikiem są kolejne wyroki Trybunału Sprawiedliwości UE, które odbierają bankom nadzieje na wygraną. Przykładowo, TSUE w wyroku z 19 czerwca 2025 r. w sprawie C-396/24 (Lubreczlik) orzekł, że bank nie może żądać od klienta zwrotu całej kwoty kredytu po unieważnieniu umowy, jeśli konsument spłacił już część kapitału – to naruszałoby dyrektywę unijną. Ten i wcześniejsze wyroki (m.in. z 2023 r. dotyczące tzw. wynagrodzenia za korzystanie z kapitału) niemal do zera zredukowały argumenty prawne banków. Wyrok z 19 czerwca 2025 r. stał się punktem zwrotnym – sukcesem frankowiczów i sygnałem dla banków, by odstąpić od kosztownych procesów.
Warto zauważyć, że banki podnoszą wartość swoich ofert ugodowych właśnie pod presją tych czynników. Najpierw – tuż po rekomendacji KNF z 2020 r. – proponowały frankowiczom ugody na zasadach zbliżonych do przewalutowania kredytu po kursie z dnia zaciągnięcia (tzw. kurs sprawiedliwy). Takie oferty często dawały klientom tylko ułamek korzyści, jakie uzyskaliby w sądzie. Jednak kolejne fale pozwów i niemal powszechne wygrane konsumentów sprawiły, że standardy ugód znacznie się poprawiły. Dziś warunki oferowane przez banki są bardzo korzystne – jeśli konsumenci odpowiednio rozgrywają sprawę z bankiem.
Przypadek Stanowskiego to element szerszego trendu
Historia Stanowskiego nie jest odosobniona – wpis dziennikarza jest raczej ilustracją powszechnego zjawiska w świecie frankowiczów 2025/2026. Coraz więcej osób relacjonuje podobny schemat: bank długo upiera się przy swoim, proponuje skromną ugodę, a dopiero gdy kredytobiorca stawia opór (np. składa pozew i nie ulega pierwszej ofercie), nagle na stole pojawia się znacznie wyższa kwota.
Co ważne, ta skłonność banków do ugód nasiliła się zwłaszcza po kluczowych rozstrzygnięciach sądowych. Po wspomnianych wyrokach TSUE oraz szeregu orzeczeń Sądu Najwyższego w Polsce sytuacja prawna stała się dla banków niekorzystna i przewidywalna. Frankowicze masowo wygrywają w sądach, a linia orzecznicza jest ugruntowana. Nic dziwnego, że banki zaczęły zabiegać o ugody nawet z tymi klientami, którzy od lat toczą z nimi boje sądowe. mBank przyznał, że wszyscy klienci, którzy zainicjowali spór prawny, otrzymują propozycję ugody, a obecnie zdecydowana większość nowych ugód dotyczy właśnie klientów w sporze sądowym.
Warto podkreślić, że ugody są teraz zawierane na każdym etapie – od przedsądowego po apelację. Banki oficjalnie mówią o „indywidualnych negocjacjach” i dopasowaniu warunków do oczekiwań klientów. W praktyce oznacza to, że im dalej zaszedł spór i im bliżej potencjalnego wyroku, tym bardziej bank jest skłonny ustąpić.
Kiedyś wytoczyłem bankowi sprawę frankową. Po kilku latach zaproponowali ugodę – 27 000 zlotych. Odrzuciłem. To odpisali, że teraz oferują 100 000. Szybko idzie.
— Krzysztof Stanowski (@K_Stanowski) January 28, 2026
Jak wynegocjować lepszą ugodę? Kilka praktycznych wskazówek
Dynamiczna sytuacja oznacza, że frankowicz negocjujący dziś ugodę ma znacznie silniejszą pozycję niż kilka lat temu. Oto kilka wskazówek:
- Wybierz dobry moment: Pobierz z banku dokumenty i zaświadczenia zanim zaczniesz negocjować ugodę! Niech wiedzą, że jesteś zdecydowany działać
- Rozważ pozew przed ugodą: Banki najbardziej skłonne są do ustępstw, gdy zobaczą determinację klienta. Samo zainicjowanie sprawy sądowej działa mobilizująco.
- Znaj swoje liczby: Dokładnie policz, ile zyskałbyś w przypadku wygranej w sądzie. Porównaj z wartością ugody.
- Negocjuj warunki szczegółowe: Dopytaj o zwrot kosztów sądowych, umorzenie części kapitału, oprocentowanie po ugodzie, kwestie podatkowe i wpisy w BIK.
- Miej cierpliwość i plan B: Nie przyjmuj pierwszej oferty. Bądź przygotowany na kontynuowanie sporu sądowego nawet do końca – świadomość determinacji jest najlepszą motywacją dla banku.
- Jeśli jesteś już długo w sądzie pamiętaj o odsetkach, które naliczają się dla Ciebie. To są duże kwoty i bank o tym wie. Bierz to pod uwagę podczas negocjacji.
Dlaczego bankom zależy na szybkim zamknięciu spraw frankowych?
Z punktu widzenia banków ugody stały się najmniejszym złem. Polskie banki mimo problemów prawnych notują rekordowe zyski – w 2024 r. sektor zarobił ponad 39 mld zł netto – ale muszą odkładać gigantyczne rezerwy na ryzyko prawne hipotek frankowych. Według NBP na koniec 2025 r. banki odłożyły już ponad 100 mld zł na pokrycie kosztów przegranych spraw. To zamrożone pieniądze, które obciążają bilanse i ograniczają wypłatę dywidend. Aby dalej wypłacać wysokie dywidendy i utrzymać zaufanie inwestorów, banki muszą ograniczać liczbę toczących się spraw frankowych.
Nie bez znaczenia jest też czynnik wizerunkowy. Wieloletni opór banków wobec frankowiczów mocno nadszarpnął zaufanie do sektora. Szybkie zawieranie ugód to teraz element odbudowy reputacji.
Społeczne reakcje – od pochwał po niedowierzanie
Wpis Krzysztofa Stanowskiego szybko rozszedł się w mediach społecznościowych, wywołując lawinę komentarzy. Wielu internautów odebrało tę historię jako potwierdzenie, że warto było walczyć. Pojawiły się jednak także głosy sceptyczne – np. pytania, czy 100 tys. zł to realna korzyść w stosunku do wpłaconych rat, oraz uwagi, że osoby publiczne dostają lepsze oferty niż zwykli klienci. Ogólnie przeważa ton, że widać pozytywną zmianę na rynku ugód frankowych. Krótki wpis Stanowskiego rozpalił dyskusję bardziej niż niejeden oficjalny raport.
Wnioski?
Historia ta to dobry znak dla tysięcy rodzin w Polsce uwikłanych w kredyty frankowe. Wygląda na to, że w roku 2026 ugody frankowe przeszły ewolucję od symbolicznej „jałmużny” do realnej alternatywy dla wyroku. Jednak by ugoda naprawdę się opłacała, trzeba – tak jak Krzysztof Stanowski – twardo pilnować swoich interesów i nie bać się powiedzieć bankowi „nie”, gdy proponuje zbyt mało. Szybko idzie…, chciałoby się powtórzyć za Stanowskim – oby tak dalej.






