Już 22 stycznia 2026 r. zapadnie kolejny ważny wyrok dla posiadaczy kredytów frankowych. Tego dnia Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej (TSUE) ogłosi orzeczenie w sprawie C-902/24, dotyczącej pytania skierowanego przez Sąd Okręgowy w Warszawie – poinformowała na Facebooku Kancelaria Sobierajska Jędrzejewski Adwokaci i Radcowie Prawni prowadząca sprawę. Pytanie to dotyczy praktyki banków polegającej na potrącaniu kapitału kredytu podczas trwającego procesu, nawet gdy bank jednocześnie zaprzecza, jakoby umowa kredytowa była nieważna. Mówiąc prościej: banki próbują zabezpieczyć swoje interesy w sądzie, żądając zwrotu pożyczonej kwoty od klienta w trakcie sporu o unieważnienie umowy – i robią to „na wszelki wypadek”, mimo że upierają się, iż umowa jest ważna. Co dokładnie oznacza to pytanie do TSUE, co może się zmienić po wyroku i jakie będą skutki dla frankowiczów oraz banków? Wyjaśniamy te kwestie prostym językiem.
O co chodzi w pytaniu prejudycjalnym C-902/24?
Pytanie prejudycjalne to prośba polskiego sądu do TSUE o interpretację prawa UE. W sprawie C-902/24 sędzia z Warszawy poprosił Trybunał o ocenę, czy unijne prawo pozwala na opisane wyżej działania banków. Chodzi o kilka kluczowych kwestii:
- Potrącenie roszczeń w trakcie procesu: Czy w procesie, który wytoczył konsument (kredytobiorca) przeciw bankowi o zwrot wpłaconych rat, bank może skutecznie potrącić swoją należność z tytułu udzielonego kapitału kredytu z roszczeniem konsumenta? Innymi słowy, bank chce odliczyć to, co klient rzekomo jest mu winien (cały pożyczony kapitał) od kwoty, której zwrotu domaga się klient. Taka operacja oznaczałaby, że nawet jeśli sąd stwierdzi nieważność umowy, to po „rozliczeniu” klientowi niewiele zostanie do wypłaty.
- Sprzeczna postawa banku: Czy bank może zgłaszać ten zarzut potrącenia alternatywnie – to znaczy jednocześnie twierdzić w sądzie, że umowa jest ważna i bez wad, a na wszelki wypadek domagać się zwrotu kapitału, gdyby jednak okazała się nieważna? Taka podwójna taktyka pozwala bankowi grać na dwa fronty: jeśli umowa zostałaby unieważniona, bank już zawczasu „ustawia się” tak, by nic nie stracić.
- Żądanie zwrotu kapitału i wyznaczanie terminu: Czy bank ma prawo żądać od konsumenta zwrotu całej pożyczonej kwoty (kapitału) i to nawet w bardzo krótkim terminie – np. w ciągu 14 dni – podczas gdy oficjalnie nadal utrzymuje, że umowa jest ważna? W praktyce niektóre banki właśnie tak robiły: wysyłały do klientów pisma, w których wzywały do oddania całego kapitału kredytu w dwa tygodnie. Takie wezwanie stawiało kredytobiorcę w niezwykle trudnej sytuacji, bo mało kto dysponuje sumą kilkuset tysięcy złotych „od ręki”.
- Koszty procesu przy potrąceniu: Czy w razie uwzględnienia przez sąd takiego potrącenia banku konsument może zostać obciążony kosztami postępowania? Obecnie zdarza się, że gdy sąd „rozliczy” strony poprzez potrącenie, uznaje część powództwa konsumenta za oddaloną (bo jego żądanie zostało skompensowane). W efekcie kredytobiorca może zostać uznany za przegrywającego w pewnej części sprawy i musi ponieść część kosztów sądowych. Innymi słowy, klient, który wygrał co do zasady (bo umowę uznano za nieważną), może zostać ukarany finansowo za to, że bank „wybronił się” potrąceniem.
To pytanie wynikło z konkretnej sprawy frankowej w Polsce. Kontekst jest następujący: konsument (frankowicz) złożył pozew przeciw bankowi, domagając się unieważnienia umowy kredytu w CHF i zwrotu wszystkich wpłaconych rat. Sąd I instancji przyznał mu rację co do nieważności – uznał, że umowa była wadliwa i nieuczciwa, więc jest nieważna od początku. Wydawałoby się, że to pełne zwycięstwo klienta. Bank jednak nie zamierzał łatwo oddać pieniędzy. Mimo że nadal utrzymywał, iż umowa jest ważna, zażądał zwrotu wypłaconego kapitału kredytu.
Co więcej, powołał się na potrącenie: oznajmił, że kwota kapitału „kasuje” roszczenie klienta o zwrot rat. W ten sposób bank dążył do tego, by nie zapłacić klientowi nic, a nawet przerzucić na niego część kosztów procesu. Sąd nabrał wątpliwości, czy taka praktyka jest dopuszczalna w świetle prawa unijnego chroniącego konsumentów. Dlatego zadał TSUE pytanie, czy przepisy dyrektywy 93/13/EWG o ochronie konsumenta przed nieuczciwymi warunkami umownymi oraz ogólne zasady skuteczności i proporcjonalności prawa UE nie stoją na przeszkodzie takiemu rozumieniu przepisów krajowych, które pozwala bankom na opisane działania.
Co może się zmienić po wyroku TSUE?
Jeżeli TSUE uzna, że opisana praktyka banków jest niezgodna z prawem UE, wówczas polskie sądy będą musiały zaprzestać jej tolerowania. Spodziewane jest, że Trybunał stanie po stronie konsumentów – podobnie jak w wielu wcześniejszych wyrokach dotyczących kredytów frankowych. W praktyce zakazanie bankom potrącania kapitału w trakcie procesu spowoduje kilka ważnych zmian:
- Koniec z „teorią salda” w sądach: Sędziowie nie będą mogli już rozliczać nieważnej umowy kredytowej metodą polegającą na automatycznej kompensacji wzajemnych roszczeń (tzw. teorią salda). Dziś jeszcze zdarzają się wyroki, zwłaszcza w sądach apelacyjnych, które z urzędu „znoszą” roszczenie konsumenta o zwrot rat z roszczeniem banku o zwrot kapitału. Eksperci wskazują jednak, że stosowanie teorii salda w rozliczeniach nieważnej umowy kredytu nie ma podstaw prawnych, a sądy ograniczające w ten sposób uprawnienia konsumentów naruszają prawo UE. TSUE prawdopodobnie podzieli tę ocenę. W konsekwencji każda ugoda czy wyrok będzie musiała respektować zasadę, że konsument ma prawo odzyskać wszystkie swoje wpłaty, a bank – oddzielnie dochodzić zwrotu kapitału, ale już bez automatycznego pomniejszania kwoty należnej klientowi.
- Brak możliwości „rozgrywania” dwóch strategii naraz: Jeśli Trybunał powie jasno, że nie wolno bankowi jednocześnie obstawać przy ważności umowy i jednocześnie żądać zwrotu kapitału, to banki będą musiały zdecydować, jaką obierają linię obrony. Nie będzie już miejsca na asekuracyjne podejście typu: „umowa jest dobra, ale jakby co – oddawaj kapitał”. W efekcie albo bank uzna nieważność (i wtedy skupi się na odzyskaniu swoich pieniędzy w odpowiednim trybie), albo będzie upierał się przy umowie, ale wtedy nie powinien podczas procesu żądać od klienta spłaty całego kredytu. Taka zmiana zmusi banki do bardziej klarownej postawy i może ograniczyć przewlekłość sporów. Bank nie grający na dwa fronty szybciej pogodzi się z przegraną albo wcześniej zacznie dochodzić kapitału wprost, zamiast przedłużać procesy różnymi chwytami proceduralnymi.
- Jednoznaczne zasady pokrywania kosztów: Gdy potrącenie przestanie być uznawane, kredytobiorcy wygrywający procesy nie będą już w żadnej części „przegrywać” sprawy. Ich powództwa nie będą oddalane nawet w drobnej części, bo sąd nie odejmie już kwoty kapitału od zasądzonej sumy. W związku z tym banki stracą podstawę, by domagać się od klientów zwrotu jakichkolwiek kosztów procesu. Zasady staną się klarowne: przegrywający bank pokrywa całość kosztów sądowych i ewentualnie koszty zastępstwa prawnego konsumenta. Obecnie zdarzają się sytuacje, że frankowicz wygrywa nieważność umowy, ale przez potrącenie formalnie nie wygrywa całej kwoty, więc sąd każe mu pokryć część opłat – to byłaby przeszłość. Ta zmiana zwiększy poczucie sprawiedliwości i bezpieczeństwa finansowego konsumentów: walcząc w sądzie, nie będą ryzykować, że zostaną obarczeni kosztami mimo wygranej co do meritum.
Wszystko to sprowadza się do jednej kluczowej kwestii: wyrok TSUE może „dokręcić śrubę” bankom, aby sankcja za nieuczciwą umowę kredytową była w pełni odczuwalna dla nich, a nie dla klientów. Unijne prawo wymaga, by usunięcie z umowy nieuczciwych warunków (w tym unieważnienie całej umowy) przywracało równowagę między bankiem a konsumentem. Jeśli polskie sądy dopuszczały sztuczki pozwalające bankom chronić swoje interesy kosztem konsumentów, TSUE z dużym prawdopodobieństwem to ukróci. Już w wcześniejszych orzeczeniach Trybunał podkreślał, że nie można interpretować przepisów krajowych w sposób, który uniemożliwia konsumentowi skuteczne korzystanie z przysługujących mu praw. Innymi słowy, procedury nie mogą odbierać realnej ochrony, jaką daje konsumentowi dyrektywa 93/13 – a tak się działo, gdy sprytne zabiegi banków pozbawiały frankowiczów części wygranej.
Pozytywne skutki wyroku dla frankowiczów
Jeśli TSUE orzeknie po myśli kredytobiorców, frankowicze zyskają jeszcze mocniejszą pozycję w sporach z bankami. Oto główne korzyści takiego rozstrzygnięcia:
- Mniejsze ryzyko finansowe w procesie: Dotąd frankowicz pozywający bank musiał brać pod uwagę ryzyko, że bank zastosuje potrącenie i w efekcie nie otrzyma żadnych pieniędzy, a jeszcze będzie musiał pokryć część kosztów. Po korzystnym wyroku TSUE takie ryzyko znika – jeśli umowa jest nieważna, konsument powinien dostać całość niesłusznie zapłaconych rat wraz z odsetkami, a bank pokryje pełne koszty postępowania. Kredytobiorca nie będzie już ponosił żadnych ukrytych kosztów walki o swoje prawa.
- Rzeczywista ochrona konsumenta: Wyrok w sprawie C-902/24 umocni praktyczne działanie ochrony konsumenckiej. Konsument nie tylko wygra „na papierze” (stwierdzenie nieważności umowy), ale także realnie odczuje zwycięstwo finansowo, bo bank nie umniejszy jego wygranej żadnymi sztuczkami. Unijne standardy ochrony wreszcie będą w pełni respektowane w polskich sądach – sankcja za nieuczciwą umowę w całości obciąży przedsiębiorcę (bank), a nie konsumenta. Jak podkreślają prawnicy, teoria salda i podobne mechanizmy służą głównie temu, by chronić interesy banków przed konsekwencjami ich własnych naruszeń. Ich wyeliminowanie oznacza, że wreszcie cały ciężar skutków wadliwej umowy spadnie na bank, zgodnie z celem dyrektywy 93/13.
- Pełne prawo do odsetek za opóźnienie: Choć to zagadnienie związane jest też z innym pytaniem prejudycjalnym, warto wspomnieć, że wyeliminowanie teorii salda i uznanie pełni praw konsumenta będzie oznaczało również pewność co do należnych odsetek. Frankowicz, który wygra sprawę, zachowa prawo do odsetek ustawowych za opóźnienie od wszystkich wpłaconych rat (liczonych od daty, gdy zażądał od banku zapłaty). Wiele polskich sądów odbierało konsumentom to prawo, zasądzając odsetki dopiero od daty wyroku lub tylko od tzw. „nadpłaty” ponad kapitał. Nie ma to podstaw prawnych – konsumenci mają prawo do pełnych odsetek za czas, gdy bank bezpodstawnie korzystał z ich pieniędzy. Spodziewany wyrok TSUE powinien definitywnie to potwierdzić. Dla frankowiczów oznacza to dodatkowe dziesiątki tysięcy złotych zachowane w portfelu (odsetki często stanowią pokaźną sumę, zwłaszcza gdy proces trwa długo).
Korzystne dla frankowiczów orzeczenie TSUE usunie ostatnie niepewności co do rozliczeń po unieważnieniu umowy. Kredytobiorca będzie mógł iść do sądu ze świadomością, że jeśli umowa okaże się nieważna – odzyska wszystko, co wpłacił, z należną rekompensatą, i nie spotkają go żadne przykre niespodzianki finansowe.
Konsekwencje wyroku dla banków i przebiegu spraw frankowych
Dla banków perspektywa wyroku TSUE w sprawie C-902/24 jest znacznie mniej optymistyczna. Instytucje finansowe mogą spodziewać się poważnych konsekwencji, zarówno finansowych, jak i strategicznych, jeżeli Trybunał potwierdzi niezgodność ich dotychczasowych praktyk z prawem UE. Oto najważniejsze następstwa takiego orzeczenia z punktu widzenia banków i sądowych procedur:
- Utrata ważnego narzędzia obrony: Potrącenie kapitału było dotąd jednym z głównych „bezpieczników” dla banków w sporach frankowych. Dzięki niemu banki ograniczały swoje straty – nie musiały wypłacać pieniędzy klientom, nawet gdy umowa upadła, bo kompensowały to sobie kwotą kapitału. Po wyroku TSUE taka taktyka będzie zabroniona. To oznacza, że bank w razie przegranej w sprawie o unieważnienie umowy będzie musiał wypłacić klientowi wszystkie wpłacone raty wraz z odsetkami (co często daje sumę przewyższającą nominalny kapitał kredytu). Dopiero potem bank będzie mógł myśleć o odzyskaniu kapitału – ale już na drodze osobnego powództwa o bezpodstawne wzbogacenie. W praktyce nastąpi przesunięcie ciężaru finansowego na banki: najpierw to one oddadzą pieniądze klientom, a dopiero w drugiej kolejności i odrębnej sprawie będą dochodzić swojego. Dla wielu banków może to oznaczać napięcia płynnościowe i konieczność zwiększenia rezerw na ryzyko prawne.
- Zmiana taktyki procesowej banków: Dotychczas banki mogły prowadzić nieco schizofreniczną linię obrony – do końca przekonywać, że umowa jest dobra, a jednocześnie na boku szykować argumenty na wypadek nieważności. Po orzeczeniu TSUE banki będą musiały dokonać wyboru strategii dużo wcześniej. Możliwe, że częściej zobaczymy następujący scenariusz: bank na etapie apelacji (po niekorzystnym wyroku I instancji) pogodzi się z nieważnością umowy i skupi na negocjacjach co do sposobu zwrotu kapitału (np. zaproponuje ugodę, rozłożenie spłaty na raty itp.). Taka zmiana podejścia może paradoksalnie skrócić wiele postępowań – zamiast brnąć przez kolejne instancje tylko po to, by i tak zapłacić konsumentowi, bank może zawrzeć kompromis, gdyż TSUE odbierze mu nadzieję na „uratowanie” pieniędzy przez sztuczki prawne. Jednocześnie w tych sprawach, gdzie banki jednak będą walczyć do końca, argumentacja stanie się bardziej merytoryczna: skoro nie wolno już kompensować roszczeń, jedyną linią obrony będzie udowadnianie, że umowa wcale nie była wadliwa. Można więc oczekiwać, że procesy skupią się na istocie sprawy (czy umowa jest abuzywna), a nie na pobocznych manewrach procesowych.
- Konieczność zmiany podejścia w sądach: Wyrok TSUE będzie wiążący dla polskich sądów przy rozpatrywaniu spraw frankowych. Jeśli któryś z sędziów dotąd orzekał według teorii salda lub przychylnie patrzył na potrącenia kapitału przez banki, po 22 stycznia 2026 r. będzie musiał z tego zrezygnować. Trybunał w Luksemburgu po raz kolejny wyznaczy standard, do którego wszyscy będą musieli się dostosować – także Sąd Najwyższy. Warto pamiętać, że nawet w ostatnich latach zdarzały się rozbieżności w orzecznictwie SN: pojawiły się wyroki, w których rozliczano strony metodą salda, pomimo wcześniejszych sygnałów z TSUE, by tego nie czynić. Teraz zapadnie jednoznaczna wykładnia prawa UE, co wymusi zmianę linii orzeczniczej na zgodną z unijnymi standardami – czy to się komuś podoba, czy nie. Dla banków oznacza to, że nie znajdą już „przychylnego ucha” w sądach dla swoich argumentów o kompensowaniu kapitału. Ich sytuacja procesowa się pogorszy – wszyscy sędziowie będą musieli konsekwentnie zasądzać pełne kwoty na rzecz konsumentów. To może skłonić sektor bankowy do działań systemowych (np. proponowania ugód na większą skalę, by ograniczyć koszty przegranych spraw).
Krótko mówiąc, wyrok TSUE w sprawie C-902/24 będzie dla banków kolejnym „zimnym prysznicem” w sprawach frankowych. Już wcześniejsze orzeczenia odbierały im argumenty (np. zakaz żądania wynagrodzenia za kapitał czy ograniczenia w naliczaniu opłat za korzystanie z kapitału przez klienta). Teraz mogą stracić kolejne przywileje procesowe. Banki będą musiały przygotować się na większe wypłaty dla klientów i mniej możliwości obrony w sądzie, co zapewne przełoży się na wyniki finansowe sektora i strategię zarządzania portfelem kredytów frankowych.
Finał już w styczniu 2026 – znaczenie orzeczenia dla tysięcy spraw
Wyrok TSUE w sprawie C-902/24 zostanie opublikowany 22 stycznia 2026 r. Jego znaczenie wykracza daleko poza jednostkowy spór państwa RM i EM z bankiem Santander. To orzeczenie wpłynie na tysiące toczących się obecnie spraw frankowych oraz na te, które dopiero trafią do sądów. Polscy sędziowie będą zobowiązani uwzględniać stanowisko TSUE przy rozstrzyganiu analogicznych sporów.
22 stycznia 2026 roku może okazać się kolejnym przełomowym dniem dla wszystkich uwikłanych w kredyty we frankach. To wtedy dowiemy się ponownie, jak daleko sięga unijna ochrona konsumenta w sporach z bankami o wadliwe umowy.






