mBank ogłosił we wtorek najwyższy kwartalny zysk netto w swojej historii – 1 060 mln zł – i zrobił to pod hasłem malejących problemów frankowych. Prasa podchwyciła ton triumfu. My proponujemy lekturę tego samego raportu od strony, której na konferencjach się nie eksponuje: not o postępowaniach sądowych. Znaleźliśmy tam zdanie, które w komunikacji banku nie wybrzmiało wcale, a mówi najwięcej: w odpowiedzi na kwietniowy wyrok TSUE mBank zaprzestał naliczania odsetek od finansowanych kosztów kredytu – i to już od 23 kwietnia 2026 r., czyli od dnia ogłoszenia wyroku. Bank, który w tym samym raporcie przekonuje, że orzeczenie „nie uwzględnia” polskich przepisów, dostosował się do niego z dokładnością do jednego dnia. O kwocie tej operacji raport milczy.
W skrócie — co raportuje mBank za I półrocze 2026 Front frankowy zwija się w tempie rekordowym: pozwy CHF w toku spadły w pół roku z 5 856 do 4 291, koszty ryzyka prawnego kredytów walutowych – z 1 205 do 197 mln zł (−84 proc.), a ugód jest już 35 672. Ale raport pokazuje trzy fronty w budowie: 1 399 spraw o sankcję kredytu darmowego z cichym zaprzestaniem pobierania odsetek od kredytowanych kosztów, 345 pozwów o WIBOR (najwięcej, jakie dotąd raportował polski bank) oraz rosnące spory o kredyty w innych walutach, z wpływem ryzyka prawnego dla samego euro wycenionym na 248 mln zł. W tle bank toczy jeszcze jeden spór — z fiskusem, o ponad 1 mld zł podatku od przychodów, które unieważnione umowy frankowe wymazały z historii. |
Rekordowy zysk ma frankowe drugie dno
Zacznijmy od arytmetyki sukcesu, bo jest pouczająca. Koszty ryzyka prawnego kredytów walutowych wyniosły w pierwszym półroczu 197 mln zł — rok wcześniej było to 1 205 mln zł. Sam drugi kwartał to 124 mln wobec 543 mln rok do roku. Innymi słowy: z rachunku wyników mBanku zniknął w skali półrocza miliard złotych frankowego obciążenia i to właśnie ta pozycja, obok dobrej sprzedaży, wyniosła zysk na historyczny szczyt. Rekord nie wziął się z tego, że bank zaczął wygrywać z frankowiczami — wziął się z tego, że przestał z nimi przegrywać na bieżąco, bo rachunek za przeszłość jest już w większości zapłacony.
Liczby procesowe potwierdzają wygaszanie frontu. Pozwy indywidualne dotyczące kredytów CHF stopniały w pół roku z 5 856 do 4 291 — o 27 proc. — z czego 3 045 dotyczy kredytów aktywnych, a 1 246 spłaconych. Program ugód urósł do 35 672 porozumień (2 296 nowych w półroczu), a bank prognozuje zawarcie jeszcze około 1,7 tys. — z mniej więcej 40 proc. pozostałych aktywnych kredytobiorców. Skumulowany wpływ ryzyka prawnego portfela walutowego stopniał w bilansie z 3 472 do 2 673 mln zł.
Jest wreszcie statystyka, którą warto zestawić z każdą przyszłą wypowiedzią sektora o „rozchwianym orzecznictwie”. Ze zrealizowanych dotąd 15 284 prawomocnych wyroków w sprawach CHF korzystnych lub choćby częściowo korzystnych dla mBanku było 171. Sto siedemdziesiąt jeden na piętnaście tysięcy — skuteczność 1,1 proc., przy czym 97 proc. przegranych kończy się unieważnieniem umowy. To już nie jest linia orzecznicza. To jest ściana.
Sankcja kredytu darmowego: kapitulacja z datą dzienną i bez ceny
Przejdźmy do frontu, który dopiero się otwiera. Na koniec czerwca przeciwko mBankowi toczyło się 1 399 postępowań o sankcję kredytu darmowego, o łącznej wartości sporu 44 mln zł — przeciętnie nieco ponad 30 tys. zł na sprawę, co dobrze pokazuje detaliczny charakter tej fali. Statystyka na razie sprzyja bankowi: z 239 spraw zakończonych prawomocnie 197 wygrał, 24 przegrał, a 18 zamknęło się korzystnie z innych przyczyn, głównie przez cofnięcie pozwu. Na tle sektora mBank wypada więc typowo — i podobnie jak sektor zachowuje się w sposób, który z tą statystyką kłóci się fundamentalnie.
Bo oto w nocie, tuż po obszernym wywodzie, że kwietniowy wyrok TSUE w sprawie C-744/24 „nie uwzględnia” obowiązujących od 2014 r. przepisów ustawy o kredycie konsumenckim, a odmienne stanowiska zajmowały UOKiK, Komisja Europejska i rząd RP, pada informacja rozstrzygająca: bank zaprzestał naliczania odsetek od finansowanych kosztów kredytu od 23 kwietnia 2026 r. — dla wszystkich kredytów aktywnych na ten dzień. Roszczenia za okres wcześniejszy rozpatruje indywidualnie, po otrzymaniu reklamacji. Zwróćmy uwagę na trzy rzeczy. Po pierwsze, data: to dzień ogłoszenia wyroku, więc decyzja musiała zapaść natychmiast — żadnego „monitorowania orzecznictwa”, którym raport dyplomatycznie kończy wywód. Po drugie, asymetria: na przyszłość automatycznie i dla wszystkich, wstecz — tylko dla tych, którzy sami się upomną. Kto nie złoży reklamacji, zostawia w banku odsetki naliczone od prowizji i składek przez wszystkie wcześniejsze lata. Po trzecie, cena: w przeciwieństwie do Alioru, który wycenił skutki wyroku na 96,5 mln zł, i Millennium, które podało 96 mln zł łącznych obciążeń, mBank nie ujawnia żadnej kwoty — ani wpływu na przychody odsetkowe, ani rezerwy na roszczenia historyczne. Przy 1 399 sprawach w sądzie i portfelu konsumenckim rosnącym w rekordowym tempie ta luka informacyjna jest najciekawszą liczbą raportu — właśnie dlatego, że jej nie ma.
Wartość dokumentacyjną ma za to co innego: mBank sporządził w nocie najbardziej kompletną mapę prawnych niewiadomych SKD, jaką widzieliśmy w raporcie giełdowym. Wylicza pytania prejudycjalne o odsetki od kredytowanych kosztów i RRSO (C-433/26, C-763/25, C-828/25, C-473/25), o badanie naruszeń z urzędu (C-831/24), o proporcjonalność sankcji, o relację dyrektyw 2008/48 i 93/13 (C-429/25, C-684/25), a także zagadnienia czekające w Sądzie Najwyższym — w tym o interpretację rocznego terminu z art. 45 ust. 5 i dopuszczalność oprocentowania kosztów. Odnotowuje też wyrok C-80/24, który przesądził legalność sprzedaży roszczeń SKD wyspecjalizowanym firmom. Gdy bank o rekordowym zysku poświęca dwie strony sprawozdania finansowego na inwentaryzację ryzyk jednego przepisu konsumenckiego, to jest to wycena sama w sobie — dokładniejsza niż każda rezerwa.

WIBOR: największy licznik w sektorze i tarcza 13:0
Front trzeci wygląda groźnie tylko w liczniku spraw. Przeciwko grupie mBanku toczy się 345 postępowań dotyczących kredytów złotowych z oprocentowaniem opartym o WIBOR — to najwyższa liczba, jaką dotąd raportował którykolwiek analizowany przez nas bank — o łącznej wartości sporu 100 mln zł. Klienci kwestionują samą konstrukcję zmiennego oprocentowania i sposób informowania o ryzyku. Wynik jak dotąd: 13 prawomocnych wyroków, wszystkie korzystne dla grupy. Raport skrupulatnie streszcza też lutowy wyrok TSUE C-471/24 — z akcentem na to, że brak poinformowania klienta o nietransakcyjności WIBOR-u nie przesądza abuzywności, o ile wskaźnik był zgodny z rozporządzeniem BMR, oraz z uczciwym przypomnieniem, że na czwarte pytanie, o skutki ewentualnej abuzywności, Trybunał w ogóle nie odpowiedział. Ta furtka pozostaje uchylona — ale na dziś WIBOR-owa tarcza mBanku trzyma bez jednej rysy.
Euro i dolar: mały front, który jako jedyny rośnie
I rzecz, której w raporcie Millennium szukaliśmy na próżno, a u mBanku jest policzalna: spory o kredyty indeksowane do walut innych niż frank. Na koniec czerwca toczyły się 502 takie pozwy (402 dotyczące kredytów aktywnych, 100 spłaconych) — i w przeciwieństwie do topniejącego frontu CHF ta liczba w półroczu urosła. Prawomocnie zakończono 276 spraw, z bilansem 5:271 na niekorzyść banku — czyli jeszcze gorszym niż frankowy. Co więcej, bank wycenia to ryzyko wprost w bilansie: pomniejszenie wartości kredytów aktywnych z tytułu ryzyka prawnego obejmuje 248 mln zł dla portfela w euro i 38 mln zł dla dolara. To liczby, które warto zapamiętać przy każdej dyskusji o tym, czy „eurowicze” mają szanse w sądach: największy uczestnik tego rynku już dziś księguje ich roszczenia jako realne — a świeżo podpisana ustawa frankowa, obejmująca wyłącznie CHF, zostawia te spory na starej, wolniejszej ścieżce proceduralnej.
Wisienka z noty podatkowej — franki kosztują też budżet: mBank prowadzi z administracją skarbową spór o zwrot CIT zapłaconego w przeszłości od przychodów, które unieważnione umowy frankowe i ugody wymazały z ksiąg. Prawo do korekt potwierdził już NSA; bank złożył wnioski za lata 2019–2024 na ok. 435 mln zł, szacuje, że roszczenia za rok 2025 i kolejne będą wyższe, a łączna kwota do odzyskania może przekroczyć 1 mld zł. Sporny pozostaje zwrot za okresy uznawane przez fiskusa za przedawnione; pierwszy wyrok WSA w Warszawie oczekiwany jest wkrótce. Morał: ostatnim płatnikiem frankowej sagi może okazać się Skarb Państwa. |
W ocenie redakcji chf24.pl Raport mBanku czyta się jak instrukcję zarządzania odwrotem. Na froncie przegranym — frankowym — bank robi dokładnie to, co opłacalne: ugody zamiast procesów, rezerwy zamiast złudzeń, a nawet ofensywę wobec fiskusa o zwrot podatku od wymazanych przychodów. Na froncie nadciągającym — konsumenckim — stosuje strategię, którą znamy już z Millennium, tylko w czystszej postaci: publicznie kwestionować wyrok, prywatnie wykonać go od pierwszego dnia, wstecz płacić wyłącznie tym, którzy się upomną, i nie podawać rynkowi ceny całej operacji. Ta ostatnia decyzja jest najbardziej wymowna: bank, który wycenia w raporcie prawdopodobieństwo przedawnienia własnych roszczeń z dokładnością do punktu procentowego, akurat skutków wyroku C-744/24 policzyć publicznie nie chce. Historia frankowa uczy, jak kończą się fronty otwierane od „roszczenia są bezzasadne”: od 171 wygranych na 15 tysięcy prób. Rachunek za drugi front dopiero zostanie wystawiony — a kto ma w mBanku kredyt gotówkowy z prowizją doliczoną do kapitału sprzed 23 kwietnia, powinien wiedzieć, że bank czeka na jego reklamację, nie odwrotnie. |
Kalendarz podpowiada, kiedy wrócimy do tej mapy: trzeci kwartał przyniesie pierwsze pełne dane po wejściu w życie ustawy frankowej, wrześniowy wyrok TSUE w sprawie C-510/25 może przemeblować zasady rozliczeń nieważnych umów, a którekolwiek z kilkunastu zainwentaryzowanych przez mBank pytań prejudycjalnych o SKD może w każdej chwili zmienić wycenę frontu, którego ceny bank dziś nie ujawnia. Rekordowe zyski i rekordowa ostrożność w jednej nocie — to najkrótsze streszczenie miejsca, w którym polski sektor bankowy znalazł się latem 2026 r.





