Dzień po wyroku Trybunału Sprawiedliwości UE w sprawie C-510/25 (Adazik) w obiegu są dwa komentarze, które opisują to samo orzeczenie tak, jakby zapadły dwa różne. W Business Insider Polska radca prawny z kancelarii obsługującej banki pisze, że TSUE dał zielone światło teorii salda i że po tym wyroku trudno bronić teorii dwóch kondykcji. Na LinkedInie radca prawny, który reprezentował kredytobiorców w tej sprawie, pisze, że banki straciły swój główny argument. Obaj powołują się na ten sam wyrok, obaj podają numery punktów, obaj podpisują się tytułem zawodowym. Czytelnik, do którego te teksty docierają przez Google Discover, nie widzi ani afiliacji, ani tego, co pominięto. Zestawiliśmy każde twierdzenie z tekstem orzeczenia, sprawdziliśmy, kogo autorzy reprezentują, i prześledziliśmy, jak ta sama metoda działała po poprzednich wyrokach TSUE. Wynik jest mniej symetryczny, niż sugeruje format „opinia kontra opinia”.
Co Trybunał orzekł, w trzech zdaniach
Żeby ocenić komentarze, trzeba mieć punkt odniesienia, więc streszczamy wyrok bez interpretacji. Po pierwsze, dyrektywa 93/13 nie nakazuje polskim sądom ani teorii salda, ani teorii dwóch kondykcji; wybór należy do sądów, o ile zachowają ochronę konsumenta (pkt 42). Po drugie, dyrektywa nie daje sądowi uprawnienia do potrącenia z urzędu, ale go nie zakazuje, jeśli takie uprawnienie wynika z prawa krajowego wraz z jego wymogami proceduralnymi (pkt 46–47); sam sąd odsyłający stwierdził, że polskie prawo takiego uprawnienia nie daje (pkt 45). Po trzecie, jeśli sąd saldo zastosuje, konsument musi dostać odsetki od nadwyżki ponad kapitał (pkt 54), musi być uprzedzony przed wyrokiem (pkt 77), a koszty procesu nie mogą go zniechęcać do dochodzenia praw (pkt 70). Do tego dwa zdania, które strony cytują wybiórczo: wyrok Lubreczlik z 2025 r. nie opowiedział się za żadną teorią (pkt 43), a roszczenie banku o kapitał nie może się przedawnić, dopóki konsument nie zakwestionuje umowy (pkt 61).
Czy wyrok TSUE C-510/25 jest korzystny dla frankowiczów, czy dla banków
Dla żadnej ze stron w całości. Banki dostały potwierdzenie, że prawo unijne nie zakazuje teorii salda, oraz zdanie o przedawnieniu kapitału. Frankowicze dostali potwierdzenie, że Lubreczlik nie był wyrokiem prosaldowym, że sąd potrzebuje podstawy w prawie krajowym i że przy saldzie należą im się odsetki od nadwyżki, pouczenie i ochrona przed kosztami. O tym, która strona realnie zyska, zdecyduje Sąd Najwyższy w sprawie III CZP 7/26, bo to on rozstrzygnie, czy polskie prawo w ogóle pozwala sądom potrącać z urzędu. Do tego czasu każde „wygraliśmy” jest komunikatem strony.
Kto komentuje i w czyim imieniu występuje
To nie jest pytanie o intencje, tylko o fakty, które da się sprawdzić w dwóch dokumentach. Autor opinii w Business Insider, Piotr Szwechłowicz, jest radcą prawnym w kancelarii JNS Legal. Business Insider przedstawia go wyłącznie nazwą kancelarii. Portal XYZ, cytując go tydzień wcześniej w tekście o sankcji kredytu darmowego, dodał to, czego w BI brakuje: kancelaria reprezentuje banki. Autor wpisu na LinkedInie, Radosław Górski, figuruje na drugiej stronie wyroku jako pełnomocnik T.Z. i D.Z., czyli kredytobiorców w sprawie Adazik. Jeden pisze o wyroku, który jego klienci będą cytować w apelacjach. Drugi pisze o wyroku, który jego klientom odmówił tego, o co prosili w drugim pytaniu prejudycjalnym: odsetek od wszystkich wpłat zamiast od nadwyżki.
Obok nich stoją dwie instytucje o jawnych rolach. Związek Banków Polskich, którego komunikat nosi tytuł „Koniec z frankowym absurdem”, i Rzecznik Finansowy, który od początku sporów frankowych opowiada się za teorią dwóch kondykcji i ma ustawowy mandat do ochrony klientów rynku finansowego. Jest też głos, który w tym zestawieniu jest najbliższy niezależności: Tomasz Czech, doradca prawny niezwiązany z żadną ze stron, który na LinkedInie wypunktował, co w wyroku jest, a czego nie ma, i zebrał pod wpisem dyskusję kilkunastu prawników reprezentujących różne interesy.
Ta dyskusja jest w całej sprawie najciekawszym materiałem, bo w przeciwieństwie do opinii prasowych każdy argument dostał tam od razu kontrargument.
Narracja była gotowa przed wyrokiem
Słowo „absurd” nie pojawiło się 10 września. Dzień wcześniej, w środę rano, Business Insider opublikował tekst pod tytułem „TSUE może zakończyć frankowy absurd. Prawnik: jedno z najważniejszych orzeczeń”, oznaczony jako opinia. Wyrok jeszcze nie zapadł. Następnego dnia ZBP zatytułował swój komunikat „Koniec z frankowym absurdem”, a Dziennik Gazeta Prawna o 11:44, dwie godziny po ogłoszeniu wyroku, opublikował tekst „Przełomowe orzeczenie TSUE ws. frankowiczów i banków. Polskie sądy zyskają nowe narzędzie”. Ten tekst wart jest osobnego zdania: jest oznaczony jako opracowanie depeszy PAP z użyciem narzędzia AI redakcji, a w części komentarzowej cytuje wyłącznie PKO Bank Polski i radcę prawną, która, jak sam podaje, reprezentowała ten bank przed Trybunałem. Jej nazwisko figuruje na drugiej stronie wyroku wśród pełnomocników Bank S.A. Innymi słowy: „przełomowe orzeczenie” w tytule ogólnopolskiego dziennika prawniczego to nagłówek nad komunikatem strony wygranej, obrobiony maszynowo w dwie godziny.
Jeden z pełnomocników kredytobiorców zauważył na X, że Trybunał przynajmniej nie posłużył się kalką z komunikatu ZBP. Kolejność ma znaczenie: rama interpretacyjna, w której saldo to koniec absurdu, została przygotowana, zanim ktokolwiek przeczytał 81 punktów uzasadnienia. Wyrok wpadł w gotową szufladę.
Po stronie konsumenckiej działało to samo, tylko wolniej. Komunikat Rzecznika Finansowego i wpis pełnomocnika kredytobiorców ukazały się po lekturze wyroku i cytują go dokładnie. Ale ich rama też była gotowa od lat: „Trybunał nie przesądził”, „decyduje prawo polskie”, „uchwały SN obowiązują”.
Co sprawdziliśmy i jak
Metoda jest prosta i każdy może ją powtórzyć. Wzięliśmy tekst wyroku z curia.europa.eu i dla każdego twierdzenia z obu komentarzy szukaliśmy punktu, który je potwierdza, ogranicza albo w którym po prostu nie ma tego, co autor przypisuje Trybunałowi. Tam, gdzie autor twierdził, że Trybunał coś „podkreślił” albo „sprostował”, przeszukaliśmy pełny tekst pod kątem użytych przez niego słów.
Trzy kategorie: „w wyroku jest”, „w wyroku jest z zastrzeżeniem, którego autor nie podaje”, „w wyroku tego nie ma”. Ocena redakcji dotyczy wyłącznie zgodności z tekstem. Nie oceniamy, czy autorzy działali świadomie, bo tego sprawdzić nie możemy.
Strona bankowa: siedem twierdzeń, trzy bez pokrycia
Opinia w Business Insider otwiera się zdaniem, że wyrok jest jednoznaczny i że polskie sądy mogą z urzędu stosować teorię salda. Sentencja rzeczywiście dopuszcza taką wykładnię. Autor pomija jednak warunek z punktu 47, że sąd może to zrobić tylko wtedy, gdy pozwala mu na to prawo krajowe, i dodaje od siebie, że w polskim prawie cywilnym tak jest.
Tymczasem punkt 45 streszcza stanowisko Sądu Okręgowego w Warszawie, że Kodeks cywilny takiego uprawnienia sądowi nie daje, a Sąd Najwyższy w trzech uchwałach, w tym uchwale pełnego składu Izby Cywilnej III CZP 25/22, uznał, że teoria salda nie ma podstawy w polskich przepisach. Pierwsze twierdzenie ma więc pokrycie w połowie, a ta połowa, której brakuje, jest ważniejsza.
Dalej autor pisze, że Trybunał sprostował odczytanie Lubreczlika, jakoby saldo działało tylko w sprawach z powództwa banku, i uznał, że bez względu na konfigurację procesową zastosowanie salda jest słuszne. W wyroku nie ma słowa „asymetria”, nie ma „konfiguracji procesowej” i nie ma zdania, że saldo jest słuszne. Punkt 43 mówi, że w Lubreczliku Trybunał nie opowiedział się za żadną teorią, a punkt 44 odnosi się do potrącenia dokonanego z inicjatywy przedsiębiorcy, nie sądu. To odwrotność tezy o sprostowaniu na korzyść salda: Trybunał sprostował odczytanie Lubreczlika jako wyroku prosaldowego, czyli dokładnie to odczytanie, które od lipca 2025 r. forsowały banki.
Trzecie twierdzenie: Trybunał „bardzo wyraźnie podkreślił zalety teorii salda”. Jedyny punkt, który można tak czytać, to 63, gdzie TSUE zauważa, że potrącenie pozwala uniknąć mnożenia postępowań. Słowo „zalety” w wyroku nie pada, a punkt 42 mówi wprost, że dyrektywa nie daje pierwszeństwa żadnej teorii. Z tego autor wyprowadza wniosek, że po wyroku trudno znaleźć argumenty za dwiema kondykcjami. Argumenty są w punktach 42, 45 i 46 i Trybunał nie ocenia ich jako słabszych.
Czwarte: kwestię kosztów procesu Trybunał pozostawił sądowi krajowemu. Pozostawił, ale z obowiązkiem z punktu 70, żeby zasady podziału kosztów nie zniechęcały konsumenta.
Piąte: konsument nie wybiera modelu rozliczeń, sąd tylko go informuje, jaki model zastosuje. Punkty 76 i 78 mówią o czymś innym: po pouczeniu konsument decyduje, czy w ogóle chce nieważności umowy, a jego wola ma decydujące znaczenie. Szóste: odsetki tylko od nadwyżki to koniec „pozwu frankowego jako lokaty kapitału”, bo po stronie konsumentów zarysowała się tendencja do przedłużania procesów. Danych na tę tendencję autor nie podaje, a punkt 58 wyroku mówi o przewlekaniu przez przedsiębiorcę. Siódme: sądy nie będą czekać na uchwałę SN w sprawie III CZP 7/26. To prognoza, i to prognoza, na której autorowi zależy.
Bilans: dwa twierdzenia z pokryciem (odsetki od nadwyżki, obowiązek pouczenia), dwa z pominiętym zastrzeżeniem (dopuszczalność salda bez warunku prawa krajowego, koszty bez obowiązku z punktu 70), trzy bez pokrycia w tekście (sprostowanie asymetrii, podkreślenie zalet salda, tendencja konsumentów do przewlekania).
Strona konsumencka: fakty się zgadzają, tytuł nie
Wpis pełnomocnika kredytobiorców jest zbudowany inaczej: najpierw historia orzecznictwa, potem cytat z wyroku, potem wniosek. Historia się zgadza. Uchwały III CZP 11/20, III CZP 6/21 i III CZP 25/22 odrzucają saldo na gruncie prawa polskiego. Postanowienie SN z 9 lipca 2025 r., I CSK 652/25, odczytało Lubreczlika jako zakwestionowanie dwóch kondykcji, co potwierdza także prawo.pl, a autor przyznaje, że zapadło w sprawie prowadzonej przez jego kancelarię, czyli że jego klienci na tej interpretacji stracili. Punkt 43 jest zacytowany w całości i wiernie. Teza, że potrącenie wymaga oświadczenia strony, pokrywa się z punktem 45.
Problem zaczyna się w tytule i we wniosku. Tytuł głosi, że banki tracą kluczowy argument, a pierwsze zdanie, że wyrok „zdecydowanie pogarsza sytuację banków”. Wyrok, który dopuszcza potrącenie z urzędu i który mówi, że roszczenie banku o kapitał nie mogło się przedawnić przed zakwestionowaniem umowy, trudno nazwać pogorszeniem sytuacji banków. O punkcie 61 autor nie wspomina. Nie wspomina też, że drugie pytanie prejudycjalne, o odsetki od wszystkich wpłat, zostało rozstrzygnięte na niekorzyść jego klientów. Wniosek końcowy, że wyrok zamyka możliwość twierdzenia, iż salda wymaga prawo Unii, jest za to zgodny z punktem 42. Bilans: pięć twierdzeń z pokryciem, jedno naciągnięte, dwa pominięcia.
Trzeci głos konsumencki: kancelaria, która „uprzedza argumentację banków”
W piątek do obiegu weszła analiza kancelarii KBiW, podpisana przez adwokat Martę Chęcińską, i jest ciekawa z dwóch powodów. Pierwszy to treść. Autorka wskazuje coś, czego nie ma ani w opinii bankowej, ani w komunikacie ZBP: potrącenie w polskim prawie to dwa akty, oświadczenie materialnoprawne strony i zarzut procesowy, a sąd, który potrąca z urzędu, wyręcza przedsiębiorcę w jego własnej decyzji procesowej. Jeśli bank nie złożył oświadczenia o potrąceniu, to był jego wybór, a nie luka, którą sąd ma zapełnić. Ten argument wytrzymuje konfrontację z wyrokiem: w punkcie 44 Trybunał mówi o potrąceniu z inicjatywy przedsiębiorcy, a w punkcie 45 odnotowuje, że polskie prawo wymaga oświadczenia wierzyciela. Analiza trafnie cytuje też punkt 79 o wymogach proceduralnych prawa krajowego i uchwałę III CZP 25/22, według której samo istnienie przeciwstawnych wierzytelności nie umarza ich automatycznie.
Drugi powód to język. Tekst zaczyna się od „uprzedzając argumentację banków, jaka bez wątpienia pojawi się w przestrzeni publicznej”, dalej każe „kategorycznie wskazać”, a kończy zdaniem, że brak podstaw dla salda „jest to fakt, z którym nie można polemizować”. To ten sam mechanizm, który opisaliśmy po stronie bankowej, tylko w drugą stronę: pewność podana jako dowód. Z tym faktem polemizował Sąd Najwyższy w postanowieniu I CSK 652/25, polemizuje część sądów okręgowych, a Sąd Apelacyjny w Katowicach uznał sprawę za na tyle otwartą, że skierował pytanie prawne III CZP 7/26. Można uważać, że wszystkie te składy się mylą, i redakcja chf24.pl skłania się do tego, że uchwała pełnego składu Izby Cywilnej wiąże, dopóki jej nie zmieni uchwała tej samej rangi. Ale „nie można polemizować” to nie opis stanu orzecznictwa, tylko życzenie wobec niego.
Jest w tej analizie jeszcze jedna rzecz warta odnotowania, bo pokazuje, gdzie argument konsumencki działa, a gdzie już nie. Zarzut, że potrącenie z urzędu narusza kontradyktoryjność, Sąd Okręgowy w Warszawie podniósł przed Trybunałem jako szóste zastrzeżenie (pkt 75). TSUE odpowiedział w punkcie 78: jeśli konsument został pouczony i nie sprzeciwił się nieważności, potrącenie z urzędu nie narusza ani jego woli, ani kontradyktoryjności. Na poziomie prawa unijnego ten argument jest więc wyczerpany. Żyje wyłącznie na poziomie prawa polskiego, jako pytanie, czy sąd ma kompetencję, której Kodeks cywilny mu nie daje. Kto przedstawia go jako argument z dyrektywy, cytuje wyrok wybiórczo, choć w dobrej sprawie.
Instytucje: ZBP dodaje słowo, którego nie ma, Rzecznik pomija punkt, który mu nie pasuje
Komunikat ZBP twierdzi, że TSUE „potwierdza, że konsument w razie unieważnienia umowy może żądać wyłącznie nadwyżki”. Trybunał opisał skutek potrącenia w wariancie, w którym sąd je stosuje, a nie regułę obowiązującą zawsze; „wyłącznie” w tym znaczeniu w wyroku nie pada. Komunikat mówi też o rozliczeniu „w jednym postępowaniu” jako o treści orzeczenia. Ta fraza w tekście nie występuje; najbliżej jest punkt 63 o unikaniu mnożenia postępowań. Rzecznik Finansowy jest w zgodzie z tekstem tam, gdzie cytuje, i akcentuje punkty o woli konsumenta oraz o dwóch walutach. O punkcie 61, który sektor uważa za jeden z najważniejszych, nie ma w jego komunikacie ani słowa. To selekcja, nie nadinterpretacja, ale selekcja też kształtuje obraz.
| Twierdzenie | Kto | Tekst wyroku |
| Sądy mogą z urzędu stosować saldo, polskie prawo na to pozwala | pełnomocnik banków, BI | pkt 47: tylko jeśli pozwala prawo krajowe; pkt 45: sąd odsyłający twierdzi, że nie pozwala |
| TSUE sprostował „asymetrię” i uznał saldo za słuszne w każdej konfiguracji | pełnomocnik banków, BI | brak w tekście; pkt 43–44 mówią o czymś odwrotnym |
| Trybunał podkreślił zalety salda | pełnomocnik banków, BI | pkt 63 o mnożeniu postępowań; pkt 42: żadna teoria nie ma pierwszeństwa |
| Konsumenci przewlekają procesy dla odsetek | pełnomocnik banków, BI | brak; pkt 58 dotyczy przewlekania przez przedsiębiorcę |
| Jeśli spłaty konsumenta były niższe niż kapitał, odsetki mu się nie należą | PKO BP, komunikat za PAP/DGP | tylko gdy sąd zastosuje saldo (pkt 80); przy dwóch kondykcjach odsetki od całości wpłat |
| Konsument może żądać wyłącznie nadwyżki | ZBP | pkt 80 opisuje skutek salda, gdy sąd je stosuje; „wyłącznie” nie pada |
| Wyrok pogarsza sytuację banków | pełnomocnik konsumentów, LinkedIn | pkt 61 i 80 są dla banków korzystne; pominięte |
| Brak podstaw dla salda to „fakt, z którym nie można polemizować” | kancelaria konsumencka, blog | prawo polskie, nie wyrok; polemizują I CSK 652/25 i pytanie III CZP 7/26 |
| Potrącenie z urzędu narusza kontradyktoryjność | kancelaria konsumencka, blog; sąd odsyłający | pkt 78: po pouczeniu nie narusza; argument żyje tylko na gruncie prawa polskiego |
| Lubreczlik nie wprowadził salda | pełnomocnik konsumentów, RF, doradca niezależny | pkt 43, potwierdzone |
| TSUE nie nakazał rozliczenia w jednym postępowaniu | doradca niezależny, LinkedIn | potwierdzone; fraza nie występuje w wyroku |
| Odsetki od nadwyżki należą się obowiązkowo | wszyscy | pkt 54, potwierdzone |
To już drugi raz. Jak działała ta sama metoda po wyroku o SKD
Spór o Adazika ma swój pierwowzór sprzed czterech miesięcy. Po wyroku C-744/24 z 23 kwietnia, w którym TSUE uznał, że bank nie może naliczać odsetek od kredytowanych kosztów, sektor przyjął własną wersję orzeczenia i wpisał ją do odpowiedzi na reklamacje: zwracamy odsetki od prowizji, ale sankcji kredytu darmowego nie uznajemy, bo Trybunał o niej nie orzekł.
Wiceprezes ZBP Agnieszka Wachnicka apelowała w XYZ o „ostrożne podejście do przekazów płynących z kancelarii”, a prawnik banków mówił o „kampanii marketingowej” parakancelarii. Tydzień później ten sam prawnik opublikował w Business Insider opinię o zielonym świetle dla salda. Kampania jest kampanią niezależnie od tego, kto ją prowadzi, i w sporze o saldo obie strony mają dostęp do tych samych łamów.
Różnica polega na tym, kto ma dostęp do klienta. Kancelaria dociera do kredytobiorcy, gdy ten sam jej poszuka. Bank ma jego numer telefonu, adres i harmonogram spłat. Po C-744/24 pierwszą interpretację wyroku, jaką usłyszał przeciętny kredytobiorca, była interpretacja banku w odpowiedzi na reklamację. Po Adaziku będzie tak samo: propozycje ugód „zgodne z wyrokiem TSUE” i odpowiedzi na wezwania, w których bank oferuje nadwyżkę z odsetkami od nadwyżki jako rzekome maksimum wynikające z Luksemburga. Sąd może zastosować saldo, jeśli znajdzie do tego podstawę w Kodeksie cywilnym. Bank w piśmie do klienta jej nie znajdzie, bo nie jest sądem.
Dlaczego każdy widzi w wyroku co innego
Odpowiedź nie wymaga zaglądania nikomu do głowy. Wystarczy zapytać, co się dzieje z klientami każdego z autorów w dniu, w którym czytelnicy uwierzą w jego wersję. Jeśli frankowicze uwierzą, że TSUE dał zielone światło saldu i że pozew przestał być „lokatą”, część z nich przyjmie ugodę z powołaniem na wyrok, a część w ogóle nie pozwie. Dla banku to oszczędność na odsetkach od całości wpłat: w sprawie Adazik, w uproszczeniu dla części złotowej, różnica między odsetkami od 296 tys. zł a od 67 tys. zł nadwyżki to przy dzisiejszej stawce ponad 20 tys. zł rocznie na jednej umowie. Kancelaria obsługująca banki wygrywa z każdym klientem, który nie trafi do sądu, i z każdym, który trafi tam z zaniżonym żądaniem.
Skala tłumaczy, dlaczego o tę narrację warto walczyć. Według danych Ministerstwa Sprawiedliwości w sądach toczy się wciąż ponad 117 tys. postępowań frankowych, a sektor od 2019 r. zawiązał na ryzyko prawne walutowych hipotek rezerwy liczone w dziesiątkach miliardów złotych. Jeśli w części tych spraw sądy przejdą na saldo albo kredytobiorcy przyjmą ugody na warunkach salda, różnica w odsetkach pomnożona przez liczbę spraw przekłada się na setki milionów złotych po stronie sektora. Komunikat prasowy jest w tej skali najtańszym narzędziem, jakie istnieje.
Jeśli frankowicze uwierzą, że banki straciły kluczowy argument, będą pozywać dalej i nie przyjmą ugód. Pełnomocnik, który w Luksemburgu przegrał pytanie o odsetki od całości wpłat i którego wcześniejsza sprawa dała bankom postanowienie I CSK 652/25, ma powód, żeby Adazik został w pamięci klientów jako wygrana w sprawie Lubreczlika, a nie jako przegrana w sprawie odsetek. Rzecznik Finansowy ma ustawowy mandat do ochrony konsumentów i w komunikacie robi to, co robi zawsze: wyciąga z wyroku to, co konsumentowi służy. ZBP robi to samo w drugą stronę. Żadna z tych postaw nie jest nieuczciwa sama w sobie. Problem zaczyna się tam, gdzie stanowisko strony jest podane czytelnikowi jako analiza.
Jak opinie na zlecenie działają na czytelnika
Mechanizm ma pięć elementów i wszystkie pięć widać w tej sprawie. Pierwszy to tytuł. Opinia w Business Insider ma w tytule „zielone światło od TSUE dla teorii salda”, a dopisek „[OPINIA]” dopiero na końcu, w nawiasie. W Google Discover i w podglądzie na Facebooku czytelnik widzi zwykle pierwsze siedem słów. Drugi to autorytet zawodowy. „Radca prawny” w podpisie działa jak pieczęć niezależnie od tego, kogo radca reprezentuje, a Business Insider tej informacji nie podał. Trzeci to cytowanie wybiórcze z podaniem numerów punktów. Kto cytuje punkt 80, a pomija 42 i 47, mówi prawdę, tylko nie całą. Kto cytuje 43, a pomija 61, robi to samo. Numer punktu wygląda jak dowód, a jest tylko adresem, pod którym trzeba sprawdzić, co tam stoi.
Czwarty element to przypisywanie Trybunałowi ocen, których nie wydał: „podkreślił zalety”, „uznał za słuszne”, „zakończył absurd”, „zdecydowanie pogorszył sytuację”. Trybunał w tym wyroku nie ocenił żadnej teorii. Ocenił sześć zastrzeżeń jednego polskiego sądu i każde z nich odrzucił, dopisując warunek. Czytelnik, który nie otworzy wyroku, nie ma jak odróżnić „Trybunał dopuścił” od „Trybunał poparł”, a wyrok ma 17 stron prawniczej polszczyzny. Piąty element to prognoza podana jako obserwacja: „sądy nie będą czekać na SN”, „teoria salda zostanie wyeliminowana”. Obie strony przewidują to, czego chcą, i obie podpisują to jako wiedzę o praktyce.
Jest jeszcze szósty element, który w tej sprawie widać wyraźniej niż kiedykolwiek: prędkość. Komunikat strony, która wygrała, jest gotowy w godzinę, bo był pisany wcześniej. Depesza agencyjna go cytuje, bo jest jedynym dostępnym komentarzem. Redakcja obrabia depeszę narzędziem AI i dokłada tytuł z „przełomem”. Wszystko to dzieje się, zanim ktokolwiek po stronie przeciwnej zdąży przeczytać uzasadnienie. Komunikat Rzecznika Finansowego i analizy pełnomocników konsumentów ukazały się po południu i następnego dnia, kiedy „przełomowe orzeczenie” było już w Discoverze, w newsletterach i w podglądach na Facebooku. W sporze o narrację pierwsze dwie godziny są warte więcej niż następne dwa tygodnie.
Efekt jest mierzalny w decyzjach. Kredytobiorca, który po lekturze tekstu o zielonym świetle podpisze ugodę, nie dowie się nigdy, ile dostałby w sądzie stosującym dwie kondykcje. Kredytobiorca, który po lekturze tekstu o porażce banków odrzuci ugodę i trafi na sąd stosujący saldo, dostanie mniej, niż mu obiecano, i nie będzie wiedział dlaczego. W obu przypadkach decyzję podjął na podstawie tekstu, którego autor miał interes w tym, żeby podjął ją właśnie tak.
Kontrprzykład: dyskusja, w której argumenty się ścierały
Pod wpisem niezależnego doradcy na LinkedInie w ciągu doby zebrało się ponad dwadzieścia komentarzy prawników obu stron i widać w nich coś, czego nie ma w opiniach prasowych: odpowiedzi. Jeden z uczestników zasugerował, że SN mógłby „wyjść z twarzą”, przyjmując saldo. Odpowiedź przyszła natychmiast: to wymagałoby zmiany uchwały pełnego składu Izby Cywilnej, a jaka podstawa prawna miałaby stać za saldem, skoro przepisy o potrąceniu wymagają oświadczenia strony. Inny pełnomocnik opisał, jak wygląda w praktyce „jedno postępowanie”, które obiecuje sektor: gdy konsument sam potrąci kapitał i pozwie o nadwyżkę, bank i tak składa własny pozew, a w nim twierdzi, że potrącenie było nieskuteczne. Jeszcze inny przyznał, że przy kredytach spłaconych doradza klientom potrącenie kapitału i pozew o nadwyżkę, kosztem części odsetek, ale w zamian za spokój i argument przeciw pozwowi wzajemnemu.
Autor wpisu postawił też tezę, której nie ma w żadnym komunikacie: wyrok wyznacza minimum ochrony przy potrąceniu dokonanym przez stronę, ale nie wyklucza, żeby prawo krajowe dawało konsumentowi więcej, w tym odsetki od pełnej wierzytelności za okres przed potrąceniem. To interpretacja, nie fakt, i autor tak ją oznaczył. W tym tkwi różnica: w dyskusji widać, gdzie kończy się tekst wyroku, a zaczyna czyjeś zdanie. W opiniach na zlecenie ta granica jest zamazana z założenia.
Bank proponuje ugodę „zgodną z wyrokiem TSUE”. Jak ją przeczytać
Pierwsze pisma z powołaniem na Adazika pojawią się w skrzynkach kredytobiorców w ciągu tygodni, bo tak było po każdym poprzednim wyroku. Przed podpisaniem czegokolwiek warto sprawdzić cztery rzeczy. Czy ugoda liczy zwrot od całości wpłat, czy od nadwyżki ponad kapitał: to różnica, o której jest cały ten tekst, i bank nie ma obowiązku jej wyjaśniać. Czy zawiera odsetki za opóźnienie i od jakiej daty: wyrok gwarantuje je od nadwyżki od dnia po wezwaniu, a ugoda, która ich nie przewiduje, daje mniej niż sąd stosujący saldo. Czy zawiera zrzeczenie się dalszych roszczeń: pełnomocnicy konsumentów cytowani przez XYZ ostrzegali po wyroku o SKD, że taka klauzula zamyka drogę do sądu, i to samo dotyczy salda. I czy termin na decyzję jest krótszy niż czas potrzebny na konsultację z pełnomocnikiem, bo presja czasu jest częścią oferty.
Bank ma prawo proponować ugodę na dowolnych warunkach, a kredytobiorca ma prawo ją przyjąć, jeśli woli pewność od procesu. Nie ma natomiast w wyroku Adazik niczego, co czyniłoby ofertę liczoną według salda „wersją wynikającą z TSUE”. Trybunał opisał, co sąd może, a nie, co bank musi zaproponować.
Pięć pytań do każdego komentarza o wyroku
Czytelnik nie musi czytać 81 punktów, żeby ocenić komentarz. Wystarczy kilka pytań. Kogo reprezentuje autor, i czy redakcja to napisała. Czy autor podaje numery punktów, a jeśli tak, czy cytuje też te, które mu nie pasują: przy Adaziku sprawdzianem są punkty 42, 45, 47 i 61. Czy zdania o Trybunale zawierają czasowniki „dopuścił”, „nie wykluczył”, „pozostawił”, czy raczej „podkreślił”, „uznał za słuszne”, „przesądził”. Czy tekst kończy się prognozą podaną jako fakt.
Kto ma rację
W ocenie redakcji najbliżej tekstu wyroku są dwa głosy, które mają w tym sporze najmniej do ugrania: niezależny doradca prawny i, w części opisowej, Rzecznik Finansowy. Doradca pisze wprost, że „nieprawdą jest, jakoby Trybunał nakazał rozliczanie wierzytelności obu stron w jednym postępowaniu”, i to zdanie wytrzymuje konfrontację z tekstem. Pełnomocnik kredytobiorców ma rację co do faktów i przesadza w tytule. Kancelaria KBiW ma najlepszy argument z prawa polskiego, o wyręczaniu przedsiębiorcy, i podaje go w rejestrze, który nie dopuszcza sporu tam, gdzie spór trwa. Pełnomocnik banków ma rację co do sentencji i w trzech miejscach przypisuje Trybunałowi rzeczy, których Trybunał nie napisał. ZBP dodaje do wyroku słowo, którego w nim nie ma.
Najlepsze podsumowanie padło w tej samej dyskusji na LinkedInie, w komentarzu jednego z adwokatów: czy są w ogóle wyroki TSUE, po których obie strony nie ogłaszają zwycięstwa? Nie ma. I właśnie dlatego jedyną wiarygodną metodą jest ta, którą zastosowaliśmy wyżej: otworzyć wyrok i sprawdzić numer punktu. Dla czytelnika, który nie ma na to czasu, zostawiamy skrót. Wyrok mówi: sąd może, jeśli pozwala prawo polskie, i musi wtedy dać odsetki od nadwyżki, pouczyć konsumenta i nie obciążać go kosztami. Czy prawo polskie pozwala, rozstrzygnie Sąd Najwyższy w sprawie III CZP 7/26. Wszystko ponad to jest opinią, a opinie w tym sporze mają nadawców.
Materiał ma charakter informacyjny i nie stanowi porady prawnej. Oceny zgodności komentarzy z tekstem wyroku są ocenami redakcji chf24.pl i dotyczą wyłącznie treści publikacji, nie intencji ich autorów. Wyliczenie odsetek ma charakter poglądowy i opiera się na stawce odsetek ustawowych za opóźnienie obowiązującej od 5 marca 2026 r. Stan prawny na 11 września 2026 r.
Źródła: wyrok TSUE z 10 września 2026 r., C-510/25 (Adazik), curia.europa.eu; P. Szwechłowicz, „TSUE daje zielone światło teorii salda. To może uprościć tysiące spraw frankowych [OPINIA]”, Business Insider Polska, 10 września 2026 r.; K. Trzaskowski, „TSUE może zakończyć frankowy absurd” [OPINIA], Business Insider Polska, 9 września 2026 r.; R. Górski, wpis na LinkedIn, 11 września 2026 r.; T. Czech, wpis na LinkedIn wraz z komentarzami, 10–11 września 2026 r.; M. Chęcińska, „Frankowicze i banki: nowy wyrok w sprawie Adazik. Analiza i komentarz”, blog KBiW, 11 września 2026 r.; komunikat Związku Banków Polskich z 10 września 2026 r.; komunikat PKO Banku Polskiego za PAP; Dziennik Gazeta Prawna, „Przełomowe orzeczenie TSUE ws. frankowiczów i banków. Polskie sądy zyskają nowe narzędzie” (oprac. za PAP, oznaczone jako opracowane z użyciem AI), 10 września 2026 r.; komunikat Rzecznika Finansowego z 10 września 2026 r.; XYZ, „Kredytowanie prowizji, czyli jak zielone światło urzędów zmieniło się w czerwoną kartkę od TSUE”, 3 września 2026 r.; prawo.pl, 10 września 2026 r.; dane Ministerstwa Sprawiedliwości o liczbie postępowań frankowych (za publikacjami chf24.pl z lipca 2026 r.); uchwały SN III CZP 11/20, III CZP 6/21, III CZP 25/22; postanowienie SN I CSK 652/25.




