Związek Banków Polskich nadal przekonuje, że kwietniowe orzeczenie Trybunału nie zmieniło linii orzeczniczej w sprawach o sankcję kredytu darmowego. W tym samym czasie Alior przepisuje model naliczania odsetek, a ZBP zapowiada, że inne banki zrobią to samo. Obie wypowiedzi mogą być prawdziwe. Razem opowiadają jednak zupełnie inną historię. |
We wtorek 21 lipca rynek dostał dwie informacje o sankcji kredytu darmowego. Pierwsza mówiła, że nic się nie dzieje. Druga kosztowała jeden bank prawie sto milionów złotych.
Wiceprezeska Związku Banków Polskich Agnieszka Wachnicka podała PAP Biznes, że od kwietniowego wyroku TSUE do banków wpłynęło około 6,6 tys. reklamacji związanych z SKD, sądy wydały około 1,5 tys. wyroków, a blisko 80 proc. z nich było korzystnych dla sektora. Przed wyrokiem odsetek ten wynosił około 85 proc. Konkluzja przedstawicielki ZBP: „nie widzimy jakiegoś gwałtownego przechylenia, jeśli chodzi o linię orzeczniczą”.
Kilka godzin wcześniej Alior Bank opublikował komunikat, z którego wynika, że dostosowanie do wyroku Trybunału z 23 kwietnia obniży jego wynik netto za drugi kwartał o 96,5 mln zł. Bank ocenił zgodność stosowanego modelu naliczania przychodu odsetkowego z prawem UE i uznał, że „dotychczas stosowany model kalkulacji przepływów pieniężnych wymaga korekty”. Skutek trafił wprost do rachunku zysków i strat, jako pomniejszenie wyniku odsetkowego. Kwota nie jest ostateczna — bank zapowiedział, że będzie ją okresowo weryfikować.
Ta sama przedstawicielka ZBP, która mówi o braku przechylenia, spodziewa się, że podobnych korekt przychodów odsetkowych dokonają kolejne banki. Zastrzegła przy tym, że nie chodzi o rezerwę na pozwy z tytułu SKD, lecz o dostosowanie umów do orzeczenia Trybunału.
To rozróżnienie jest księgowo poprawne. I to właśnie ono jest w tej historii najciekawsze.
Liczby, które trzeba mieć przed oczami
| Wskaźnik | Wartość | Źródło |
| Reklamacje SKD — stan na 31 marca 2026 | 104 704 | ZBP / PAP Biznes |
| Pozwy SKD łącznie / w toku | 27 241 / 23 142 | ZBP / PAP Biznes |
| Reklamacje po wyroku z 23 kwietnia | ok. 6 600 | ZBP / PAP Biznes |
| Wyroki po 23 kwietnia / odsetek dla banków | ok. 1 500 / ok. 80 proc. | ZBP / PAP Biznes |
| Korekta wyniku netto Aliora za II kw. 2026 | 96,5 mln zł | komunikat Alior Banku |
Dlaczego 80 proc. nie znaczy tego, co ma znaczyć
Zacznijmy od statystyki, bo to ona jest fundamentem całej uspokajającej narracji. Sektor mówi: wygrywamy 80 proc. spraw, więc wyrok TSUE niewiele zmienił. Problem w tym, że ten odsetek został policzony na próbce, która jeszcze nie może nic pokazać.
Około 1,5 tys. wyroków wobec 23 142 spraw w toku to niespełna 7 proc. portfela. Co ważniejsze, orzeczenia zapadające od kwietnia do lipca 2026 r. dotyczą w przeważającej mierze pozwów złożonych w latach 2024–2025, opartych na argumentacji sprzed wyroku C-744/24. Zanim nowa linia argumentacyjna przejdzie przez pierwszą instancję, a potem przez apelację, mijają kwartały, często lata. Ogłaszanie po dwunastu tygodniach, że linia orzecznicza się nie zmieniła, jest metodologicznie przedwczesne — i to niezależnie od tego, czy ostatecznie okaże się trafne.
Jest też kwestia arytmetyki. Spadek z 85 do 80 proc. wygranych banków oznacza, że udział rozstrzygnięć korzystnych dla konsumentów wzrósł z około 15 do około 20 proc. To wzrost o jedną trzecią w ujęciu względnym. Można to nazwać brakiem gwałtownego przechylenia. Można też — z równą dozą uczciwości — nazwać wzrostem skuteczności konsumentów o jedną trzecią w kwartał. Wybór ram narracyjnych należy do mówiącego.
Wszystko zależy od tego, co się liczy
Raporty kwartalne pokazują, jak bardzo wynik zależy od przyjętej metody. mBank w sprawozdaniu za I kwartał 2026 r. podaje, że prawomocnie zakończyło się 190 spraw o SKD: w 161 zapadły wyroki korzystne dla banku, w 11 niekorzystne, a 18 postępowań zakończyło się korzystnie z innych przyczyn, w tym wskutek cofnięcia powództwa przez klienta.
Licząc wszystkie zakończenia, bank wygrywa 84,7 proc. Licząc wyłącznie wyroki merytoryczne — 93,6 proc. A licząc tylko te sprawy, w których sąd rzeczywiście przesądził o istnieniu naruszenia, otrzymamy jeszcze inną liczbę. Żadna z nich nie jest fałszywa. Ale kiedy sektor posługuje się jednym zbiorczym odsetkiem bez podania mianownika, czytelnik nie ma jak sprawdzić, o czym właściwie rozmawia.
Podobnie z reklamacjami. Na koniec marca było ich 104 704, a pozwów — 27 241. Sektor podkreśla, że nie każda reklamacja kończy się sądem, i ma rację: do procesu trafiła mniej więcej co czwarta. Drugą stroną tego samego równania jest jednak ponad 77 tys. zgłoszeń, które pozwami jeszcze nie są. Część z nich zawierała pisemne oświadczenie o skorzystaniu z sankcji, a więc zachowała uprawnienie z art. 45 ust. 5 ustawy o kredycie konsumenckim. To nie jest zamknięty rozdział, tylko odroczony.
Co naprawdę oznacza korekta za 96,5 mln zł
Warto to przełożyć na polski. Bank rozlicza kredyt metodą efektywnej stopy procentowej: prognozuje wszystkie przyszłe wpływy z umowy i rozkłada je w czasie. Jeśli po drodze uzna, że części tych wpływów po prostu nie dostanie – bo nie może ich zgodnie z prawem pobierać – musi przeliczyć prognozę i różnicę zaksięgować od razu.
To nie jest rezerwa na przegrane procesy i nie jest przyznanie się do winy. Wachnicka ma tu rację, a Alior precyzyjnie opisał charakter operacji. Ale to jest coś innego, co ma własny ciężar: bank uznał, że części przychodu odsetkowego, którą dotąd planował pobrać, pobrać nie może. Nikt nie przelicza w dół prognozy przychodu z produktu, który uważa za w pełni zgodny z prawem.
Skala robi wrażenie dopiero w zestawieniu. 96,5 mln zł to wynik netto jednego banku za jeden kwartał. Tymczasem łączna wartość przedmiotu sporu we wszystkich sprawach SKD prowadzonych przeciwko BNP Paribas Bank Polska wynosiła na koniec marca 44 021 tys. zł, a przeciwko Grupie Pekao — 48,8 mln zł. Porównanie nie jest jeden do jednego, bo zestawiamy efekt netto z wartością roszczeń brutto. Rząd wielkości mówi jednak sam za siebie: pojedyncza korekta księgowa przewyższyła cały wartościowy portfel sporów SKD w dwóch dużych bankach.
Rezerwy, czyli gdzie sektor naprawdę wycenia ryzyko procesowe
Tu trzeba oddać bankom sprawiedliwość, bo księgi są w tym punkcie spójne z narracją. BNP Paribas miał na koniec marca 1 755 pozwów SKD o wartości 44 021 tys. zł, a rezerwy z tego tytułu — 1 720 tys. zł. To pokrycie na poziomie około 3,9 proc. wartości roszczeń. Przy skuteczności obrony rzędu 85–90 proc. taki poziom odpisów jest uzasadniony i żaden audytor nie ma podstaw, by go kwestionować.
| Bank — stan na 31 marca 2026 | Portfel SKD |
| BNP Paribas Bank Polska | 1 755 pozwów, WPS 44 021 tys. zł, rezerwy 1 720 tys. zł. W I instancji 1 169 spraw, w II — 231, prawomocnie zakończonych — 355 |
| Grupa Pekao | 1 575 postępowań, WPS 48,8 mln zł. Prawomocnie zakończonych 164, w tym 143 korzystnych dla Grupy i 21 niekorzystnych |
| Grupa mBanku | 190 spraw prawomocnie zakończonych: 161 wyroków korzystnych, 11 niekorzystnych, 18 zakończeń korzystnych z innych przyczyn |
Wniosek jest ważny i nie brzmi tak, jak wielu by chciało: dysonans nie leży w rezerwach na procesy, tylko w linii przychodu odsetkowego. Sektor wycenia ryzyko przegranych spraw nisko i ma ku temu podstawy. Równocześnie zaczyna wyceniać wysoko ryzyko dalszego pobierania odsetek od kredytowanych kosztów. To dwie różne rzeczy — i dopiero razem tworzą obraz, którego żadna z nich osobno nie pokazuje.
Argumenty banków, których nie da się zbyć wzruszeniem ramion
Rzetelność wymaga postawienia sprawy jasno: stanowisko sektora nie jest pustą retoryką. Ma kilka mocnych filarów.
Po pierwsze, zakres wyroku. W sprawie C-744/24, zainicjowanej pytaniami Sądu Rejonowego we Włodawie na tle umowy Banku Pekao, Trybunał rozstrzygnął tylko pierwsze z dwóch zagadnień — uznał, że banki nie mogą pobierać odsetek od kwot przeznaczonych na pokrycie pozaodsetkowych kosztów kredytu. Nie orzekł natomiast, że z tego tytułu automatycznie przysługuje sankcja kredytu darmowego. To dwie różne kwestie: SKD jest karą za naruszenie konkretnych obowiązków informacyjnych z art. 30 u.k.k., a nie za samą konstrukcję oprocentowania.
Po drugie, proporcjonalność. W wyroku z 13 lutego 2025 r. w sprawie C-472/23 TSUE potwierdził, że sankcja pozostaje w gestii państw członkowskich, ale musi być proporcjonalna do naruszenia. Pytania o tę proporcjonalność wciąż czekają w Luksemburgu — m.in. w sprawach C-566/24, C-831/24 i C-684/25.
Po trzecie, i to jest argument najpoważniejszy — pismo UOKiK z 25 lutego 2013 r. Ówczesna prezes Urzędu skierowała do prezesa ZBP stanowisko, w którym opowiedziała się za prounijną wykładnią art. 5 pkt 10 u.k.k., zgodnie z którą oprocentowanie liczy się od kwoty kredytu uwzględniającej kredytowane opłaty i prowizje. Reprezentujący banki adwokat Wojciech Wandzel z KKG Legal wskazuje, że nie można po latach karać kredytodawców za praktykę aprobowaną przez organ powołany do ochrony konsumentów. Prezes ZBP Tadeusz Białek dodaje, że według statystyk sektora około 70 proc. wyroków wydanych po kwietniowym orzeczeniu nie stwierdza naruszenia obowiązków informacyjnych.
To są realne argumenty i sądy będą się z nimi mierzyć. W ocenie redakcji linia obrony oparta na piśmie UOKiK jest najmocniejszym punktem sektora — ale ma też wbudowaną słabość. Stanowisko krajowego organu, wydane na wniosek samej branży, nie zastępuje wykładni dyrektywy 2008/48 dokonanej przez Trybunał. I nie tłumaczy, dlaczego praktyka rzekomo zgodna z prawem wymaga dziś korekty modelu przepływów pieniężnych.
Gdzie sektor przestaje mówić wprost
I tu dochodzimy do sedna. Publiczna narracja sektora brzmi: sprawa jest opanowana, orzecznictwo się nie zmienia, roszczenia są napędzane przez agresywne kampanie kancelarii. Narracja kierowana do regulatorów, rządu i rynku brzmi zupełnie inaczej.
Cztery zdania, których nie da się pogodzić • ZBP publicznie: orzecznictwo się nie przechyla. Równocześnie sektor pracuje nad polubownym rozwiązaniem sporu z klientami, a spotkania w tej sprawie odbywają się na najwyższym szczeblu. • Wyrok niczego nie przesądza. A jeden bank księguje z jego powodu 96,5 mln zł i ZBP zapowiada, że kolejne zrobią podobnie. • Sankcja jest nieproporcjonalna i nadużywana. Ale rozważana propozycja ugodowa polegałaby na zwrocie odsetek pobranych od prowizji i ubezpieczeń — czyli dokładnie na tym, czego domagają się pełnomocnicy konsumentów, tylko taniej. • Ryzyko jest ograniczone. A UKNF mówi o ryzyku systemowym, Ministerstwo Sprawiedliwości rozważa osobną ustawę, Komitet Stabilności Finansowej dwukrotnie zaopiniował projekt negatywnie. |
Warto też zwrócić uwagę na samą propozycję ugodową, o której pisał w czerwcu Business Insider Polska. Nieoficjalnie ma polegać na zwrocie odsetek pobieranych od prowizji i składek. Dla banku to rozwiązanie nieporównanie tańsze niż SKD — zachowuje samą prowizję, wszystkie odsetki od właściwego kapitału i pozwala uniknąć kosztów procesu. Jednocześnie jest to przyznanie, że sporna część oprocentowania się nie należała. Według ustaleń BI dwa banki oponują przeciwko takiemu rozwiązaniu — prawdopodobnie właśnie dlatego, że może ono zostać odczytane jako przyznanie się do błędu.
W ocenie redakcji Żadna z wypowiedzi sektora nie jest nieprawdziwa i nie o to tu chodzi. Rzecz w tym, że każda z nich jest formułowana na innym poziomie ogólności i adresowana do innego odbiorcy. Konsumentowi mówi się o statystyce wygranych, akcjonariuszowi — o korekcie modelu, regulatorowi — o gotowości do ugody. Dopiero złożenie tych trzech komunikatów daje obraz sektora, który wygrywa w sądach i równocześnie wycofuje się z kwestionowanej praktyki. To nie jest sprzeczność logiczna. To jest bardzo staranne zarządzanie narracją. |
NBP mówi ostrożniej niż ZBP
Najciekawsze jest to, że nadzorca i bank centralny nie powtarzają przekazu branży. W czerwcowym raporcie o stabilności systemu finansowego NBP ocenił, że skala potencjalnych przyszłych kosztów związanych z SKD jest wysoce niepewna, choć nie zagraża stabilności banków. Dodał, że obecne odpisy są bardzo niskie i nie powinny znacząco wzrosnąć — ale opatrzył tę ocenę warunkiem, że linia orzecznicza pozostanie bez zmian.
Cały ciężar tej oceny spoczywa więc na jednym założeniu, które jest dokładnie tym, o co toczy się spór. NBP poszedł zresztą dalej i wskazał wprost, że niepewność zwiększyło orzeczenie z 23 kwietnia, które w przyszłości może skutkować koniecznością zwrotu przez banki odsetek od kredytowanych prowizji. Czyli tym samym, co Alior właśnie zrobił dobrowolnie i na przyszłość.
Co z tego wynika dla kredytobiorcy
Należy postawić sprawę jasno, bo w tym miejscu łatwo o nadinterpretację. Korekta modelu w banku nie oznacza, że ktoś dostanie zwrot. Działa na przyszłość i dotyczy sposobu naliczania przychodu, a nie rozliczeń z konkretnym klientem. Kto chce odzyskać pobrane koszty, wciąż musi złożyć oświadczenie i najczęściej pójść do sądu — gdzie, jak pokazują liczby, w większości przypadków nadal wygrywa bank.
Trzy rzeczy są przy tym niezmienne, niezależnie od tego, co dzieje się w Luksemburgu. Sankcja dotyczy kredytów konsumenckich do 255 550 zł. Uprawnienie wygasa po roku od dnia wykonania umowy (art. 45 ust. 5 u.k.k.) — i tego terminu nie zawiesza żaden wyrok TSUE. A sama reklamacja nie jest oświadczeniem o skorzystaniu z sankcji, jeśli nie zawiera wyraźnego powołania się na art. 45 u.k.k. i wskazania naruszenia. Każdy, kto złożył w banku pismo licząc, że „temat jest zabezpieczony”, powinien sprawdzić jego treść.
Co dalej
Najbliższe tygodnie będą testem sprawdzalnym co do dnia. Sezon publikacji wyników za drugi kwartał pokaże, ilu kredytodawców pójdzie śladem Aliora. Jeśli korektę przeprowadzi kilka dużych banków, teza o braku wpływu kwietniowego wyroku stanie się nie do utrzymania jako opowieść — nawet jeśli pozostanie broniona jako stanowisko procesowe.
Równolegle biegną trzy inne zegary. Trybunał ma przed sobą pakiet pytań o proporcjonalność sankcji, które mogą złagodzić jej skutki albo je utrwalić. Ministerstwo Sprawiedliwości rozważa ustawową regulację rozliczeń, a projekt dotyczący kredytu konsumenckiego został wcześniej odebrany UOKiK. I wreszcie od 20 listopada 2026 r. zaczyna obowiązywać dyrektywa CCD2, która przemodeluje obowiązki informacyjne na rynku kredytu konsumenckiego.
Spór o sankcję kredytu darmowego wszedł w fazę, w której najwięcej mówią nie oświadczenia, lecz sprawozdania finansowe. Sektor może jeszcze przez wiele kwartałów wygrywać cztery piąte spraw. Ale kiedy bank koryguje w dół prognozę własnych przychodów o kwotę przekraczającą wartość wszystkich toczonych przeciwko konkurentowi sporów, przestaje to być wyłącznie kwestia interpretacji. To decyzja biznesowa — a decyzje biznesowe mówią o ocenie ryzyka więcej niż jakikolwiek komunikat prasowy.
Pytanie na najbliższe miesiące brzmi więc inaczej, niż stawia je branża. Nie o to, czy linia orzecznicza się przechyliła w dwanaście tygodni. Ale o to, dlaczego sektor, który publicznie nie widzi problemu, po cichu przestał pobierać pieniądze, o które ten spór się toczy.
| Stan prawny i dane na 21 lipca 2026 r. Artykuł ma charakter informacyjny i nie stanowi porady prawnej. |