O losach frankowej legislacji nie zdecydowało w piątek żadne przemówienie. Informacja o podpisie prezydenta pod ustawą przemknęła w pakiecie rozstrzygnięć dotyczących kilku innych aktów — bez konferencji, bez politycznej oprawy, w ostatnim dniu, w którym Karol Nawrocki mógł jeszcze cokolwiek z nią zrobić. A jednak to właśnie ta cicha decyzja uruchomiła sekwencję terminów, która na jesień ustawi cały rynek sporów o kredyty CHF. Od piątku nie liczą się już argumenty. Liczą się daty.
Podpis złożony w ostatniej chwili, bez jednego zdania komentarza
Ustawa z 29 maja 2026 r. o szczególnych rozwiązaniach w zakresie rozpoznawania spraw dotyczących umów kredytu denominowanego lub indeksowanego do franka szwajcarskiego przeszła przez parlament nietypowo gładko: Sejm uchwalił ją pod koniec maja, Senat 25 czerwca przepuścił bez poprawek. Ostatnią niewiadomą pozostawał prezydent — i ten trzymał wszystkich w niepewności do samego końca dwudziestojednodniowego terminu.
Presja szła z obu kierunków. Stowarzyszenie Społeczny Nadzór Bankowy do ostatnich dni domagało się weta, przekonując, że wydłużone okno na powództwo wzajemne banku i zwroty opłat sądowych to ukłon w stronę kredytodawców. Ministerstwo Sprawiedliwości odpowiadało ustami dr Anety Wiewiórowskiej-Domagalskiej, że regulacja niczego konsumentom nie odbiera, a bez niej rozstrzygnięcie zaległych spraw potrwałoby dwukrotnie dłużej. Prezydent nie stanął po żadnej ze stron — po prostu złożył podpis. I być może to najlepsze streszczenie tej ustawy: nie wywalczyła jej żadna barykada.
Zanim jednak przejdziemy do szczegółów, jedno trzeba powiedzieć wprost: to regulacja ewidentnie spóźniona. Wchodzi w życie po latach batalii sądowych — w momencie, gdy orzecznictwo jest już w dużej mierze ukształtowane, a tysiące spraw od dawna toczy się w sądach. Ustawodawca nie wyprzedził problemu; dogonił go na ostatniej prostej.
Trzy zegary, które ruszyły w piątek
Podpis to dopiero start odliczania. Od piątku równolegle biegną trzy terminy — każdy z innym adresatem.
| Zegar nr 1 ok. 2–3 tygodnie | Publikacja w Dzienniku Ustaw plus 14 dni vacatio legis. Przy sprawnym ogłoszeniu nowe przepisy zaczną obowiązywać na początku sierpnia — w środku sądowych wakacji. Tego dnia, z mocy samego prawa i bez żadnego postanowienia, umorzone zostaną toczące się postępowania zabezpieczeniowe (art. 17 ust. 3 pkt 2), a doręczenie pozwu zacznie samo wstrzymywać obowiązek płacenia rat. |
| Zegar nr 2 6 miesięcy | Okno na wielkie sprzątanie w apelacjach. Kto w ciągu pierwszego półrocza obowiązywania przepisów cofnie apelację lub skargę kasacyjną, odzyska połowę opłaty. To oferta skierowana przede wszystkim do banków, które utrzymują w drugiej instancji ogromny portfel środków odwoławczych o znikomych szansach powodzenia. |
| Zegar nr 3 10 września 2026 | Wyrok TSUE w sprawie C-510/25 — o tym, według jakiej teorii (salda czy dwóch kondykcji) rozliczać strony po upadku umowy i jak liczyć odsetki ustawowe. Ustawa reguluje procedurę; o pieniądzach rozstrzygnie Luksemburg. Oba wątki spotkają się na jesieni. |
Znika instytucja, na której banki grały na czas
Żeby zrozumieć wagę pierwszego zegara, trzeba przypomnieć, jak dotąd wyglądał start frankowego procesu. Kredytobiorca wraz z pozwem składał wniosek o zabezpieczenie — o zwolnienie z rat na czas sporu. Sąd go rozpoznawał, bank niemal rutynowo skarżył, zażalenie wędrowało do wyższej instancji. Każdy taki obieg to miesiące, a w skali kraju — dziesiątki tysięcy spraw wpadkowych. Według szacunków przywoływanych przy pracach nad ustawą frankowe wątki odpowiadały nawet za 70 proc. spraw cywilnych w sądach apelacyjnych i około jedną czwartą w okręgowych.
Sierpniowa zmiana wywraca tę mechanikę. Ochrona przestaje być czymś, o co się wnioskuje — staje się skutkiem ustawowym, jednakowym w Szczecinie i w Rzeszowie, działającym aż do prawomocnego zakończenia sprawy. Ustawa domyka przy tym furtki, których obawiali się kredytobiorcy: bank nie może potraktować ustawowego wstrzymania spłat jako naruszenia umowy, nie może z tego powodu wypowiedzieć kredytu ani odnotować rzekomej zaległości w BIK. Bank traci nie tylko narzędzie odwlekania, ale i sam powód do składania zażaleń, bo nie będzie już postanowień, które można skarżyć. Sądom odwoławczym z dnia na dzień ubędzie cała kategoria pracy.
Druga strona medalu dotyczy przepływów. Każdy nowy pozew będzie od chwili doręczenia odcinał bankowi wpływy z kwestionowanego kredytu. Dla kredytobiorców, którzy odkładali decyzję w obawie o domowy budżet w trakcie wieloletniego procesu, bariera właśnie zniknęła — i banki doskonale zdają sobie sprawę, co to oznacza dla statystyk nowych spraw po wakacjach.
Jest jednak zastrzeżenie, które mocno studzi entuzjazm. Nowe pozwy frankowe dotyczą dziś w rosnącej mierze kredytów już całkowicie spłaconych — kredytobiorcy walczą w nich o zwrot nadpłat, nie o uwolnienie od bieżących rat. A tam, gdzie rat dawno nie ma, sztandarowy mechanizm ustawy z natury rzeczy nie daje nic. Najmocniejszy przepis trafia więc w kurczącą się grupę adresatów.
Gdzie nowe przepisy mogą zgrzytać
Ustawa nie jest wolna od punktów zapalnych i uczciwy news musi je odnotować. Pierwszy: sądy zyskały prawo wyrokowania na posiedzeniach niejawnych nawet wtedy, gdy strona żąda rozprawy. Pełnomocnicy przegrywających niemal na pewno uczynią z tego zarzut odwoławczy i przez pierwsze miesiące instancje odwoławcze będą wykuwać granice tej kompetencji.
Drugi: przesłuchiwanie stron na piśmie, chwalone jako oszczędność czasu, w gigantach pokroju warszawskiego wydziału frankowego może przynieść odwrotny skutek — sędzia Paweł Krekora zwracał uwagę, że korespondencyjna wymiana pytań i odpowiedzi potrafi ciągnąć się dłużej niż godzinne przesłuchanie na sali.
Trzeci: bank zyskał prawo wystąpienia z powództwem wzajemnym o zwrot kapitału aż do zamknięcia rozprawy, więc finał sprawy może się o wymianę pism przesunąć. Nad tym wszystkim wisi zaś zastrzeżenie generalne: cały pakiet proceduralny — niejawne posiedzenia, pisemne zeznania, zdalni świadkowie — jest w pełni fakultatywny. O sięgnięciu po te narzędzia zdecyduje swobodnie konkretny sędzia w konkretnej sprawie, więc gwarancji, że postępowania realnie przyspieszą, ustawa nie daje żadnej.
Osobny problem to potrącenia. Sejm wyciął wprawdzie rozwiązania, o które najgłośniej zabiegały banki, ale to, co w ustawie pozostało w kwestii bankowych oświadczeń o potrąceniu składanych po wniesieniu pozwu, sformułowano niejasno. Nie do końca wiadomo, jak kredytobiorca ma skutecznie zakwestionować zasadność takiego potrącenia — a tam, gdzie przepis milczy lub mruczy, wyrastają spory interpretacyjne. Ustawa pomyślana jako porządkująca sama może więc dołożyć sądom nową kategorię wątpliwości.
Zgrzyt ostatni jest najbardziej systemowy: regulacja została napisana wybiórczo, wyłącznie pod kredyty frankowe, i całkowicie pomija osoby z umowami w euro czy dolarze — a to właśnie pozwy „eurowe” płyną do sądów coraz szerszym strumieniem. Bliźniacze spory będą się od sierpnia toczyć według dwóch różnych procedur i trudno uwierzyć, by pominięci kredytobiorcy nie upomnieli się wkrótce o analogiczne rozwiązania.
Ważne zastrzeżenie o kalendarzu: reforma trafia na rynek, który najgorsze ma już za sobą. W szczycie kumulacji sędziowie frankowi prowadzili średnio po 1,5 tys. spraw; obecnie referaty stopniały poniżej tysiąca. Nowe narzędzia przydadzą się więc głównie do dokończenia zaległości i obsłużenia spodziewanej jesiennej fali pozwów — nie do gaszenia pożaru, który wygasł. |
Uwolnione sądy zabiorą się za darmowe kredyty
Jest wreszcie konsekwencja, o której nie mówi ani ustawa, ani jej krytycy — a która może okazać się najważniejsza. Moce przerobowe sądów nie znikają; przepływają. Każdy miesiąc zaoszczędzony na frankowych sprawach wpadkowych to miesiąc zyskany dla kolejnej fali sporów konsumenckich, która już stoi w kolejce: spraw o sankcję kredytu darmowego. Im szybciej wydziały cywilne dokończą frankowe zaległości, tym szybciej zaczną seryjnie orzekać w sprawach SKD — i tym szybciej ukształtuje się tam linia orzecznicza, na którą czekają dziesiątki tysięcy posiadaczy kredytów gotówkowych i konsolidacyjnych.
Dla banków to zła wiadomość podana w opakowaniu dobrej. Ustawa, która porządkuje im front frankowy i pozwala taniej wycofać się z beznadziejnych apelacji, jednocześnie otwiera następny front szybciej, niż zamyka poprzedni. Sektor, który przez lata grał na sądowy zator, właśnie stracił go jako sojusznika.
Kompromis poznaje się po tym, że narzekają wszyscy
Mapa niezadowolenia wokół tej ustawy jest najlepszym dowodem jej kompromisowego charakteru. Organizacje kredytobiorców protestowały przeciwko ułatwieniom dla powództw wzajemnych. Sektor bankowy, ustami prezesa ZBP Tadeusza Białka, deklarował wręcz obojętność wobec losu regulacji — po tym, jak Sejm wyciął z niej przepisy o zarzucie potrącenia zgłaszanym do drugiej instancji, które zdaniem banków najskuteczniej ograniczyłyby liczbę procesów. Z kolei dr Jacek Czabański, reprezentujący frankowiczów, punktował, że ustawa omija prawdziwe wąskie gardło: masowe bankowe apelacje o niemal stuprocentowej przegrywalności, których wnoszenie wciąż nic dodatkowego nie kosztuje. Każdy dostał mniej, niż chciał. Nikt nie dostał powodu, by wysadzić całość.
Komentarz redakcji chf24.pl Entuzjazm? Umiarkowany – i to z powodów, które wyliczyliśmy wyżej. Jedynym pewnym, wymiernym zyskiem ustawy jest wstrzymanie rat z mocy prawa wraz z ochroną przed wypowiedzeniem umowy i wpisem do BIK; cała reszta to możliwości, nie gwarancje, bo o sięgnięciu po nowe narzędzia zdecydują sami sędziowie. W dodatku najmocniejszy przepis trafia w kurczącą się grupę, skoro nowe pozwy to dziś w dużej mierze kredyty już spłacone, a niejasna regulacja potrąceń może dołożyć sporów zamiast je odjąć. Mimo to piątkowy podpis ma wagę większą, niż sugeruje ten bilans: przesuwa grę z sal rozpraw do departamentów ugód i uwalnia sądowe moce dla sporów o darmowe kredyty. Miarą sukcesu tej ustawy nie będzie więc liczba szybciej osądzonych spraw frankowych, lecz to, co wymiar sprawiedliwości zrobi z odzyskanym czasem. |
Cztery rzeczy, które warto obserwować po wakacjach
Po pierwsze — data ogłoszenia w Dzienniku Ustaw, bo od niej zależy dokładny dzień startu przepisów. Po drugie — tempo, w jakim sądy okręgowe potwierdzą umorzenia postępowań zabezpieczeniowych i sposób traktowania spraw w toku, bo praktyka pierwszych tygodni wyznaczy standard na lata. Po trzecie — ruchy banków w oknie opłatowym: skala wycofywanych apelacji powie więcej o kondycji ich frankowych portfeli niż niejedna konferencja wynikowa. I po czwarte — wrześniowy Luksemburg, który domknie finansową stronę równania. Frankowa jesień 2026 r. zapowiada się jako najbardziej rozstrzygający sezon od lat — i po raz pierwszy od dawna z procedurą grającą po stronie tego, kto pozywa.
Stan prawny na 17 lipca 2026 r. Materiał informacyjny; nie stanowi porady prawnej. Podpisana ustawa wejdzie w życie po upływie 14 dni od ogłoszenia w Dzienniku Ustaw i do tego czasu nie wywołuje skutków; wskazane w tekście przybliżone terminy zależą od daty publikacji. Dane o obciążeniu sądów podano za wypowiedziami uczestników procesu legislacyjnego dla „Rzeczpospolitej”. |





