Pełnomocniczka ministra sprawiedliwości tłumaczy, że ustawa frankowa to „czysto proceduralne narzędzie”. Wykresy załączone do jej oświadczenia – publikowane przez resort – pokazują jednak dwie różne rzeczywistości: w sądach okręgowych I instancji trend już się wyraźnie odwrócił, w sądach apelacyjnych problem pozostaje poważny i to tam ustawa mogłaby realnie zaważyć. W tym samym czasie z projektu wypada zarzut potrącenia i kilka innych przepisów, które od miesięcy uchodziły za prezent dla sektora. Coś tu się nie spina.
Dr Aneta Wiewiórowska-Domagalska, pełnomocniczka ministra sprawiedliwości do spraw ochrony praw konsumenta, opublikowała we wtorek 27 maja krótkie oświadczenie, w którym broni sensu uchwalenia ustawy frankowej (druk nr 1758). Argumentacja brzmi prosto i logicznie: sądy są zapchane, frankowicze stoją w jednej kolejce z ofiarami błędów medycznych, projekt jest „nowoczesnym, czysto proceduralnym narzędziem”, które ma uzdrowić wymiar sprawiedliwości i nie odbiera nikomu żadnych praw. Po lekturze samego tekstu trudno się nie zgodzić. Problem polega na tym, że tej samej środy, podczas posiedzenia sejmowej komisji, projekt – jak relacjonują obecne na sali organizacje konsumenckie – w ostatniej chwili zmienia kształt. I to zmienia bardzo.
Statystyki, które trudno zignorować
Zacznijmy od argumentów rządowych, bo część z nich jest twarda i merytoryczna. Według danych Ministerstwa Sprawiedliwości za I kwartał 2026 roku sprawy frankowe wciąż stanowią jedną czwartą wszystkich oczekujących postępowań cywilnych w sądach okręgowych. W sądach apelacyjnych proporcja wygląda dramatycznie: siedem na dziesięć zawisłych spraw to spory frankowe, a załatwienia tej kategorii pochłaniają trzy czwarte mocy przerobowych pionów cywilnych II instancji.
Średni czas trwania procesu cywilnego w drugiej instancji – jak podaje resort – wzrósł do 17,2 miesiąca. To dane, których nie można kwestionować i które stanowią najmocniejszy fragment uzasadnienia: rzeczywiście, ofiary błędów lekarskich, strony rozwodowe i spadkobiercy nie powinni płacić proceduralną cenę za masową akcję pozwów przeciwko bankom z lat 2019–2023.
Te same wykresy – ale dwie różne rzeczywistości
Trzy wykresy załączone do oświadczenia pani pełnomocniczki opowiadają historię bardziej zniuansowaną, niż wynika z samego tekstu komunikatu. Dane Ministerstwa Sprawiedliwości pokazują bowiem, że w I instancji trend już się wyraźnie odwrócił, ale w sądach apelacyjnych problem pozostaje strukturalnie ciężki. To dwie różne sytuacje, a publiczna debata o ustawie powinna oddzielać jedną od drugiej.
I instancja: punkt zwrotny widoczny gołym okiem
W sądach okręgowych I instancji wyniki za I kwartał 2026 roku są bezprecedensowe. Według danych MS do tych sądów wpłynęło 6 828 nowych spraw frankowych, podczas gdy załatwiono 18 443 – stosunek niemal 1:3 na korzyść zamknięć. Kolejka spadła ze szczytu 140 318 spraw na koniec 2024 roku do 85 156 na koniec marca 2026, czyli o 39 procent w pięciu kwartałach. W skali całych sądów powszechnych łącznie I kwartał 2026 to pierwszy okres od początku statystyki, w którym tempo zamykania przewyższa tempo wpływu (16 984 wpływu wobec 30 294 załatwień).
II instancja: tu argument o paraliżu się broni
W sądach apelacyjnych sytuacja jest fundamentalnie inna i tutaj argumentacja resortu zachowuje wagę. Według danych MS sprawy frankowe stanowią 70 procent zawisłych spraw cywilnych w II instancji i 76 procent załatwień. Kolejka apelacyjna ze szczytu 66 140 spraw na koniec 2025 roku spadła do 64 837 na koniec marca 2026 – ruch o niespełna dwa procent. W I kwartale 2026 do sądów apelacyjnych wpłynęło 8 198 spraw, a załatwiono 9 501. Przewaga zamknięć jest, ale minimalna; w obecnym tempie odpracowanie zaległości w II instancji to perspektywa wielu lat. To właśnie w sądach apelacyjnych ustawa frankowa mogłaby mieć największe znaczenie – pod warunkiem, że jej rozwiązania faktycznie skróciłyby ścieżkę odwoławczą, a nie tylko zmieniły moment naliczania odsetek.
| Kolejka spraw frankowych | stan na 31.12.2024 | stan na 31.12.2025 | stan na 31.03.2026 | Zmiana od szczytu |
| Sądy powszechne łącznie | 204 066 | 170 766 | 157 456 | −23% |
| Sądy okręgowe (I instancja) | 140 318 | 96 771 | 85 156 | −39% |
| Sądy apelacyjne (II instancja) | 56 281 | 66 140 | 64 837 | stabilizacja |
Źródło: opracowanie redakcji CHF24.PL na podstawie wykresów Ministerstwa Sprawiedliwości załączonych do oświadczenia Pełnomocniczki Ministra Sprawiedliwości ds. Ochrony Praw Konsumenta z 27.05.2026.
Skąd ta poprawa w I instancji
Skok efektywności w sądach okręgowych nie wziął się z magii. To efekt kilku czynników, które warto wymienić wprost. Po pierwsze – specjalizacji wydziałów cywilnych. XXVIII Wydział Cywilny Sądu Okręgowego w Warszawie, utworzony w 2021 roku jako wydział frankowy, doszedł do trybu pracy, w którym wyroki w sprawach typowych dla danego banku zapadają w krótkich, powtarzalnych cyklach. Podobną logikę wprowadziły kolejne sądy – Wrocław, Gdańsk, Poznań. Po drugie – stabilna linia orzecznicza, ugruntowana uchwałami Sądu Najwyższego (w tym III CZP 25/22 i III CZP 6/21) oraz orzecznictwem TSUE, dzięki czemu rozprawy stały się znacznie krótsze: brak biegłych, brak długich list świadków. Po trzecie – ekspansja ugód pozasądowych: rosnąca część postępowań kończy się rozliczeniem na etapie wczesnoprocesowym, co odciąża wokandy bez konieczności wydawania wyroków.
Wszystkie te zmiany nastąpiły bez ustawy frankowej. To ważny kontekst, ponieważ rządowa narracja sugeruje, że bez interwencji legislacyjnej sądy by sobie nie poradziły. Tymczasem już sobie radzą – w I instancji. Pytanie, czy projektowane rozwiązania zaadresują pozostały realny problem w apelacji, czy raczej zostaną przekierowane na kolejne fale sporów konsumenckich (WIBOR, SKD), pozostaje otwarte.
Ile spraw jeszcze może wpłynąć
Pomocną perspektywę dają same banki w swoich raportach kwartalnych. mBank w sprawozdaniu za I kwartał 2026 roku prognozuje, że około 2,9 tysiąca kredytobiorców frankowych złoży jeszcze pozew w przyszłości – z czego zaledwie 500 dotyczy aktywnych kredytów, a 2,4 tysiąca kredytów już spłaconych. To istotne obniżenie w stosunku do prognozy na koniec 2025 roku (3,5 tys.). Bank szacuje ponadto, że 28,8 tysiąca byłych kredytobiorców ze spłaconymi już kredytami nie zdecyduje się w ogóle na drogę sądową. Bank Pekao zakłada, że w jego portfelu spór obejmie ostatecznie około 65 procent łącznej kwoty udzielonych kredytów denominowanych do CHF (1,2 mld CHF) – w tym około 90 procent umów aktywnych i 50 procent spłaconych.
To są dane spółek giełdowych, raportowane do KNF, oparte o ich własne modele aktuarialne. Niezależnie od ostatecznej liczby pozwów, jasne jest, że krzywa wpływu nowych spraw zmierza w stronę zera. Pytanie nie brzmi już „czy fala się skończy”, lecz „kiedy” i „co zrobić z apelacjami, które po niej zostaną”.
Prognoza, którą warto wziąć pod uwagę – z zastrzeżeniem
Dr Jacek Czabański, adwokat od lat specjalizujący się w sporach frankowych, opublikował 18 maja prognozę opartą na danych MS. Według niego zaległości w sprawach frankowych w sądach okręgowych zostaną zlikwidowane w ciągu najbliższego roku, a w perspektywie dwóch lat sądy okręgowe będą rozstrzygały takie sprawy na bieżąco. Argumentuje to stabilną linią orzeczniczą, dużą liczbą wyroków w warszawskim XXVIII wydziale frankowym oraz rosnącą skłonnością banków do ugód.
Tę prognozę warto czytać z zastrzeżeniem: jej autor reprezentuje stronę kredytobiorców i jego ocena jest z natury rzeczy optymistyczna. Eksperci ze strony sektora bankowego oraz część analityków niezależnych mogą mieć inne szacunki – zwłaszcza dla apelacji, gdzie cykl orzeczniczy jest dłuższy i bardziej podatny na lokalne uwarunkowania kadrowe. Wartość prognozy Czabańskiego polega jednak na tym, że stawia ona konkretną tezę, którą można zweryfikować w ciągu dwunastu miesięcy. I że pochodzi od osoby, która – z punktu widzenia interesu zawodowego – miałaby raczej powód, by przedłużanie sporów, a nie ich szybkie zamknięcie, nazywać korzystnym.
Tego dnia, kiedy projekt zmienia kształt
Tu jednak zaczyna się część, której w oświadczeniu pani pełnomocniczki nie ma. Bo dokładnie 27 maja, podczas obrad komisji do spraw petycji oraz komisji gospodarki i rozwoju – jak relacjonują przedstawiciele Stowarzyszenia Społeczny Nadzór Bankowy, biorący udział w posiedzeniu – z projektu ustawy wycofany został zarzut potrącenia. Konkretnie: w ramach poprawki zgłoszonej przez klub Koalicji Obywatelskiej (autorstwo posła Dominika Jaśkowiaka) z projektu znikają artykuły, które frankowicze i ich pełnomocnicy od miesięcy wskazywali jako pro-bankowe – w tym art. 5 ust. 1–3 oraz art. 17 i art. 19.
Artykuł 5 w pierwotnym brzmieniu wprowadzał czasowe wstrzymanie wykonywania umowy kredytu w ramach jednolitej procedury, w której konsument tracił możliwość wyboru własnej strategii procesowej. Artykuł 17 sankcjonował zarzut potrącenia jako instrument, który – w analizie SNB – pozwalałby bankom efektywnie blokować zasądzanie odsetek ustawowych za opóźnienie, neutralizując jedno z najpoważniejszych narzędzi presji ekonomicznej, jakim dziś dysponuje konsument w sporze sądowym.
To nie jest drobiazg redakcyjny. Przypomnijmy: TSUE w sprawie C-902/24, której wyrok zapadł wiosną 2026 roku, wprost wskazał, że potrącenie nie może być wykorzystywane do pozbawiania konsumenta efektywności środków ochrony przyznanych mu przez dyrektywę 93/13. Jeśli artykuł znika z polskiego projektu w ramach poprawki – nie dlatego, że rząd uznał problem za nieistotny, lecz dlatego, że organizacje konsumenckie wymusiły to publicznym sprzeciwem – to znaczy, że projekt w pierwotnym brzmieniu zawierał rozwiązania, których obrona w świetle orzecznictwa unijnego była co najmniej karkołomna.
„Czysto proceduralne narzędzie” – ale dla kogo?
Pani pełnomocniczka pisze, że ustawa „nie wprowadza żadnych ograniczeń praw konsumentów ani zmian w ich uprawnieniach finansowych”. W warstwie dosłownej – po wycofaniu spornych artykułów – być może tak. Pytanie brzmi jednak inaczej: dlaczego pierwotny projekt te ograniczenia zawierał, skoro od początku miał być pro-konsumencki? I jak wyglądałaby finalna wersja, gdyby organizacje konsumenckie nie były obecne na sali, a posłowie nie złożyli poprawki?
Trudno w tym kontekście nie zgodzić się – choć z politycznie zupełnie innego bieguna – z głosami zgłaszanymi w środę z trybuny sejmowej. Posłowie Konfederacji Korony Polskiej (Sławomir Zawiślak) i Konfederacji (Witold Tumanowicz), a także poseł niezrzeszony Marcin Józefaciuk, w trakcie debaty stawiali to samo pytanie, które stawia dziś rynek prawniczy: skoro banki coraz częściej rezygnują z apelacji i proponują ugody, skoro orzecznictwo jest stabilne, a sądy radzą sobie z bieżącym napływem – po co tak naprawdę nowa ustawa? I czy aby na pewno korzyść z niej odniosą głównie konsumenci?
| Co zawierał projekt PRZED poprawką KO (27.05.2026) | Co zostaje PO poprawce |
| Art. 5 ust. 1–3 – czasowe wstrzymanie wykonywania umowy w jednolitej procedurze, ograniczające swobodę wyboru strategii procesowej | Artykuł zostaje skreślony |
| Art. 17 – instytucja zarzutu potrącenia, w analizie organizacji konsumenckich osłabiająca pozycję frankowicza | Artykuł zostaje skreślony |
| Art. 19 – obniżenie opłat sądowych dla banków o połowę przy określonych kategoriach spraw | Artykuł zostaje skreślony |
Opracowanie redakcji CHF24.PL na podstawie relacji Stowarzyszenia Społeczny Nadzór Bankowy oraz Stowarzyszenia Stop Bankowemu Bezprawiu z posiedzenia Sejmu i komisji, 27 maja 2026 r. Treść poprawki ostatecznie zostanie ogłoszona w sprawozdaniu komisji.
Krytyka z każdej strony Sejmu – czego nie ma w komunikacie
Czego w oświadczeniu pani pełnomocniczki próżno szukać, to atmosfery samej debaty parlamentarnej. Drugie czytanie 27 maja 2026 roku pokazało rzadko spotykany w polskim Sejmie obraz: wątpliwości wobec projektu wyrażali politycy reprezentujący niemal cały zakres sceny politycznej – od PiS, przez Konfederację i Klub Centrum, aż po niezrzeszonych. Krytyka miała charakter merytoryczny, a nie polityczny – co tym bardziej zasługuje na odnotowanie.
„Robimy krok wstecz” – wiceminister przyznaje
Najważniejszą wypowiedzią całej debaty były słowa wiceministra sprawiedliwości Arkadiusza Myrchy, który publicznie potwierdził, że rząd wycofuje się ze szczególnych regulacji dotyczących potrącenia:
„Robimy krok wstecz.”
To trzy słowa, których nie ma w komunikacie MS i które jednoznacznie kontrastują z tezą o „nowoczesnym, czysto proceduralnym narzędziu”. Wiceminister – członek tego samego rządu, do którego należy pani pełnomocniczka – potwierdza, że projekt w pierwotnym kształcie zawierał rozwiązania wymagające wycofania. To kluczowy element kontekstu, którego oficjalna narracja resortu pomija.
KO: „Należy się z tą opinią zgodzić”
W imieniu wnioskodawcy poseł Dominik Jaśkowiec z Koalicji Obywatelskiej, przedstawiając poprawki, użył sformułowania, które prawdopodobnie zostanie wielokrotnie cytowane w dyskusji o tej ustawie:
„Przedstawiciele kredytobiorców ostrzegali, że jest to przepis faworyzujący banki. Należy się z tą opinią zgodzić.”
W skrócie: posłowie partii rządzącej, która projekt zgłosiła, oficjalnie potwierdzają, że pierwotne brzmienie ustawy zawierało przepisy korzystne dla sektora bankowego. To, jak ten przekaz koresponduje z komunikatem MS o „braku jakichkolwiek ograniczeń praw konsumentów”, pozostawiamy bez komentarza.
PiS: prawo ma chronić obywatela
Z głosem najbliższym tezom organizacji konsumenckich – co w polskich realiach politycznych jest okolicznością wartą odnotowania – wystąpił poseł Michał Kowalski z Prawa i Sprawiedliwości:
„Prawo musi chronić obywatela, a nie premiować silniejszą stronę rynku finansowego. (…) Zawieszenie spłaty rat powinno zależeć od decyzji samego konsumenta.”
To stanowisko zbieżne z linią Stowarzyszenia Stop Bankowemu Bezprawiu oraz Społecznego Nadzoru Bankowego, a zarazem zgodne ze standardem orzeczniczym TSUE i Sądu Najwyższego, o którym piszemy w dalszej części. Poseł Kowalski wskazywał także na utratę odsetek ustawowych jako realne ryzyko dla kredytobiorców – jak podkreślił, „dla wielu rodzin są to kwoty ogromne, sięgające dziesiątek, a nawet setek tysięcy złotych”.
Konfederacja i niezrzeszeni: „Ustawa po prostu niepotrzebna”
Najmocniej zakwestionował celowość projektu poseł Witold Tumanowicz z Konfederacji:
„System zaczął działać bez dodatkowej ingerencji ustawodawcy. Ta ustawa jest po prostu niepotrzebna.”
Z kolei poseł niezrzeszony Jarosław Sachajko ujął rzecz w sposób, który warto zapamiętać:
„To jest projekt bardziej dla statystyki sądowej niż dla ludzi. Frankowicze nie potrzebują kolejnych proceduralnych sztuczek.”
Polska 2050 i Centrum: pełne poparcie – ale z kontrowersjami
Pełne poparcie projektu wyraziły kluby Polski 2050 oraz Klub Centrum, ale obie wypowiedzi zawierały elementy, które wzbudziły zaniepokojenie środowisk frankowych. Poseł Adam Gomoła (Polska 2050) zauważył:
„Wysokie odsetki stanowią wręcz pokusę do promowania zachowań niesprzyjających szybkości postępowania.”
Z kolei poseł Sławomir Ćwik z Klubu Centrum zwrócił się przeciwko części rynku prawniczego, sugerując, że kancelarie obsługujące frankowiczów „wcale nie zawsze są zainteresowane szybkim rozpatrzeniem sprawy”. To poważny zarzut, który w warstwie ogólnej trudno zweryfikować bez analiz konkretnych spraw – a w wymiarze publicznej debaty ryzykuje przerzucenie na pełnomocników konsumentów odpowiedzialności za przewlekłość, której rzeczywistym źródłem była kilkuletnia odmowa banków zaakceptowania stabilnej linii orzeczniczej.
Rynek mówi co innego niż Ministerstwo
Najmocniejsza kontra wobec narracji o nieuchronności ustawy nie pochodzi jednak od polityków, lecz z samych banków. Z raportu kwartalnego Grupy mBanku za pierwszy kwartał 2026 roku wynika, że – według własnych danych banku – łączne koszty ryzyka prawnego związanego z kredytami walutowymi wyniosły w tym okresie 73 mln zł. Rok wcześniej, w pierwszym kwartale 2025 roku, było to 662 mln zł. Bank zawarł już 34 682 ugody, a liczbę przyszłych pozwów oszacował na zaledwie 2,9 tysiąca – wobec 3,5 tysiąca jeszcze kwartał wcześniej.
Bank Pekao z kolei – zgodnie z notą 26 swojego raportu – w pierwszym kwartale 2026 roku odnotował 440 niekorzystnych wyroków sądowych wobec zaledwie 18 korzystnych, a poziom rezerw na ryzyko prawne CHF spadł z 2 380 do 2 202 mln zł, głównie w wyniku rozliczania umów w drodze ugód. To są dane spółek giełdowych, raportowane do KNF i GPW. Pokazują obraz, który trudno zignorować: linia orzecznicza jest dla banków przegrana, a sektor – nie z dobrej woli, lecz z prostej kalkulacji ekonomicznej – masowo przechodzi na ugody.
W tym kontekście argument pani pełnomocniczki o „gigantycznym ciężarze”, który ustawa ma zdjąć z wokand, traci ostrość. Ciężar jest realny, owszem, ale jest to ciężar wygasający. Bank Pekao raportuje 8,3 tys. spraw na koniec 2025 r. i 7,6 tys. na koniec marca 2026 – spadek o 8 proc. w jednym kwartale. mBank – z 5 856 do 4 989 spraw indywidualnych, spadek o 15 proc. Można uczciwie zapytać, czy proces, który sam siebie rozwiązuje, wymaga aż tak głębokiej interwencji ustawodawczej.
Konstytucyjny problem, o którym milczy oświadczenie
W oświadczeniu pani pełnomocniczki nie pojawia się też ani jedno zdanie odnoszące się do zarzutów koncepcyjnych, które organizacje konsumenckie podnoszą wobec projektu. Społeczny Nadzór Bankowy wprost wskazuje na sprzeczność z orzecznictwem TSUE i ze standardem ochrony konsumenckiej: mechanizm działający z mocy prawa, niezależnie od woli kredytobiorcy, pozostaje – w ocenie stowarzyszenia – w napięciu z istotą ochrony, która zgodnie z dyrektywą 93/13 powinna być uruchamiana przez konsumenta, a nie wbrew niemu.
To nie jest argument doktrynerski. Sąd Najwyższy w uchwale III CZP 25/22 wprost wiązał skuteczność klauzul abuzywnych z wolą konsumenta – ochrona konsumencka ma być w europejskim modelu aktywna, a nie automatyczna. To konsument, świadom konsekwencji, decyduje, czy chce skorzystać z dobrodziejstwa nieważności umowy, czy też woli ją utrzymać w mocy. TSUE w sprawach C-260/18 (Dziubak), C-19/20 i kolejnych konsekwentnie podkreśla, że konsument musi mieć możliwość wyrażenia świadomej, dobrowolnej i opartej na rzetelnej informacji zgody na rozwiązanie korzystne dla niego – ale również na rezygnację z tej ochrony.
Projektowane automatyczne wstrzymanie spłat „w siedem dni od pozwu”, bez postanowienia sędziego, jest atrakcyjne medialnie, ale uderza w tę logikę. Konsument może z różnych powodów nie chcieć wstrzymania rat – na przykład dlatego, że dysponuje środkami i woli zminimalizować potencjalny zwrot kapitału w razie unieważnienia umowy, albo dlatego, że jego strategia procesowa zakłada utrzymanie świadczenia w mocy do momentu prawomocnego rozstrzygnięcia. Mechanizm z mocy prawa pozbawia go tego wyboru. To zarzut o znacznym ciężarze, na który rząd – w opublikowanym komunikacie – nie odpowiada w ogóle.
Jeśli ustawa ma być pro-konsumencka, powinna pozostawić konsumentowi prawo do decydowania o własnym procesie. W przeciwnym razie ryzykujemy paradoks: rozwiązanie zaprojektowane jako tarcza ochronna może w niektórych konfiguracjach faktycznych okazać się mniej korzystne niż dotychczasowa ścieżka zabezpieczenia, którą frankowicz wybiera świadomie wraz ze swoim pełnomocnikiem.
Po co właściwie ta ustawa? Trzy hipotezy
Hipoteza pierwsza – administracyjna. Rząd autentycznie próbuje rozwiązać problem zapchanego sądownictwa, w szczególności w II instancji, gdzie kolejka apelacyjna pozostaje strukturalnie ciężka, a tempo jej rozładowywania – nawet w korzystnym kwartale – pozostaje niewystarczające. W tej wersji ustawa jest tym, czym pisze pani pełnomocniczka: zestawem narzędzi proceduralnych, mającym przyspieszyć orzecznictwo apelacyjne i odblokować wokandy dla niefrankowych spraw cywilnych. To najsilniej brzmiąca część rządowej argumentacji – pod warunkiem, że projektowane rozwiązania faktycznie zaadresują wąskie gardło, a nie jedynie zmienią moment wstrzymania spłat (czyli problem już rozwiązany przez powszechną praktykę zabezpieczeń sądowych).
Hipoteza druga – polityczna. Koalicja rządząca chce w trakcie tej kadencji domknąć symboliczną sprawę, która od ośmiu lat dzieli opinię publiczną i którą wcześniejsze rządy próbowały – bezskutecznie – zaadresować. W roku przed wyborami samorządowymi i parlamentarnymi 2027 konkretny akt prawny pod nazwą „ustawa frankowa” stanowi mocny przekaz polityczny: rozwiązaliśmy. W tej wersji rzeczywiste skutki ustawy są drugorzędne wobec faktu jej uchwalenia – co tłumaczyłoby elastyczność rządu wobec poprawek wycinających kontrowersyjne artykuły. Cel polityczny realizuje sam tytuł aktu prawnego, nie jego treść.
Hipoteza trzecia – sektorowa (z ostrożnością). Banki, dla których automatyczne wstrzymanie rat per se jest niekorzystne (oznacza utratę bieżących wpływów odsetkowych z setek tysięcy umów), mają jednak interes w zamknięciu rozdziału CHF w przewidywalnym horyzoncie czasowym. Każdy kwartał z otwartym ryzykiem prawnym wymaga utrzymywania rezerw – w przypadku Pekao wciąż 2,2 mld zł, w mBanku 3,1 mld zł oczekiwanego wpływu ryzyka prawnego. Hipoteza sektorowa nie zakłada, że banki „chciały” tej konkretnej ustawy, ale że uchwalenie ustawy o uporządkowanej procedurze – nawet niekorzystnej w warstwie operacyjnej – może być korzystniejsze niż dalsza dekada nieustrukturyzowanego sporu z otwartym końcem. To wyjaśnia, dlaczego sektor publicznie nie protestuje przeciwko projektowi tak głośno, jak protestował przeciwko wcześniejszym pomysłom ustawowym (np. tzw. ustawie spreadowej z 2015 roku).
Najbardziej prawdopodobna jest kombinacja hipotezy pierwszej i drugiej, z domieszką trzeciej.
Co dalej
Projekt – po wprowadzeniu poprawek – wraca do Komisji Gospodarki i Rozwoju oraz Komisji Sprawiedliwości i Praw Człowieka. Najbliższe posiedzenie komisji wyznaczono na 28 maja 2026 roku, godzina 9:30. Strona społeczna na tym etapie prac legislacyjnych – po drugim czytaniu – nie bierze już udziału w obradach; uczestniczą w nich wyłącznie organy państwowe i parlamentarzyści. Dalej projekt czeka trzecie czytanie, Senat i prezydent. Każda z tych instancji może wprowadzić zmiany.
Co istotne, wycofanie potrącenia nie zamyka katalogu rozwiązań spornych. Z punktu widzenia organizacji konsumenckich oraz części posłów wątpliwości wzbudzają nadal: posiedzenia niejawne mimo wniosku strony o rozprawę, jednoosobowe składy w sądach apelacyjnych w sprawach o wielomilionowej wartości przedmiotu sporu, przesłuchania świadków i stron wyłącznie na piśmie oraz dalsze ograniczanie bezpośredniego udziału obywatela w procesie. Te elementy projektu mogą w przyszłości stać się przedmiotem skarg konstytucyjnych dotyczących prawa do rzetelnego procesu sądowego (art. 45 ust. 1 Konstytucji RP).
Dla frankowicza, który dziś rozważa pozew, sytuacja jest paradoksalnie prosta: prawo nie zmieniło się jeszcze ani o przecinek. Wszystkie standardy ochrony – nieważność umowy, teoria dwóch kondykcji z uchwały III CZP 25/22, prawo do odsetek ustawowych za opóźnienie, możliwość zabezpieczenia poprzez wstrzymanie spłat – pozostają w pełni dostępne na dzisiejszej ścieżce procesowej. Z punktu widzenia indywidualnego konsumenta odpowiedź na pytanie „czekać czy działać” brzmi tak samo, jak wczoraj.
Pytanie do polityków pozostaje jednak otwarte. Jeśli ustawa frankowa rzeczywiście jest – jak pisze pani pełnomocniczka – „nowoczesnym, czysto proceduralnym narzędziem”, to dlaczego sam wiceminister sprawiedliwości przyznaje publicznie „robimy krok wstecz”, a posłanka rządzącej Koalicji Obywatelskiej oficjalnie zgadza się, że pierwotny projekt zawierał przepisy faworyzujące banki? Albo te przepisy były neutralne (i wycięto je niepotrzebnie, ulegając presji), albo nie były neutralne (i obecność ich w pierwotnym projekcie wymaga wyjaśnienia). Trzeciej możliwości nie ma. A dopóki rząd nie odpowie na to pytanie wprost, retoryka „uzdrawiania wymiaru sprawiedliwości” pozostanie tylko retoryką.
I jeszcze jedno pytanie, którego dane Ministerstwa zadać każą same za siebie: po co uchwalać ustawę „nadzwyczajną” na kryzys, który w I instancji już w widoczny sposób wygasa, a w apelacji potrzebuje rozwiązań mierzonych w jakości orzecznictwa, a nie w automatyzmach proceduralnych? Odpowiedź – jakakolwiek by była – musi być uczciwa. Frankowicze, którzy przez pięć, siedem lub dziewięć lat walczyli o swoje, zasługują na coś więcej niż statystyki w komunikacie i poprawki zgłaszane w ostatniej chwili.





