Kiedy dwie instytucje publiczne toczą między sobą wojnę na kilkadziesiąt stron uwag, zwykły kredytobiorca ma prawo zapytać: o czyj interes tu tak naprawdę chodzi? Spór o nową ustawę o kredycie konsumenckim odsłania coś, o czym politycy wolą nie mówić głośno — że w Polsce ochrona konsumenta i ochrona stabilności sektora bankowego to nie to samo. Zwykle są wręcz przeciwieństwem.
Dwa lata pracy, tysiąc pięćset stron uwag i… żadnego konsensusu
Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów (UOKiK) pracuje nad projektem nowej ustawy o kredycie konsumenckim od dwóch lat. Zadanie jest trudne — chodzi o wdrożenie unijnej dyrektywy CCD2 i zastąpienie obowiązującej regulacji z 2011 roku przepisami nowoczesnymi, prounijnymi i faktycznie chroniącymi ludzi, a nie tylko banki. Termin nagli: Bruksela wymaga, by nowe przepisy zaczęły obowiązywać najpóźniej 20 listopada 2026 roku.
W marcu 2026 roku UOKiK opublikował drugą wersję projektu. Sektory bankowy, pożyczkowy i ubezpieczeniowy zgłosiły łącznie blisko 1500 stron uwag. Ale to nie głos rynku wywołał największy oddźwięk — zrobiła to Komisja Nadzoru Finansowego, która opublikowała ponad sto stron druzgocącej krytyki. Zastępca przewodniczącego KNF, Marcin Mikołajczyk, powiedział wprost: projekt wymaga nie poprawek, lecz całkowitej przeróbki.
W historii polskiej regulacji rynku finansowego trudno znaleźć precedens, by jedna instytucja państwowa tak dobitnie krytykowała projekt przygotowany przez inną. To samo w sobie jest sygnałem, że stawka jest wyjątkowo wysoka.
Oś sporu: sankcja kredytu darmowego, czyli suma wszystkich strachów banków
Sercem konfliktu jest sankcja kredytu darmowego (SKD) — instrument prawny polegający na tym, że jeśli bank naruszy przepisy przy udzielaniu kredytu konsumenckiego, klient może oddać wyłącznie pożyczony kapitał, bez odsetek i dodatkowych kosztów. Dla przeciętnego kredytobiorcy brzmi to jak sprawiedliwość. Dla banków — jak katastrofa.
Dane z rynku
Na koniec 2025 roku w polskich sądach toczyło się ponad 21 600 spraw o sankcję kredytu darmowego — o wartości sporów przekraczającej łącznie 694 miliony złotych. Najnowsze szacunki mówią już o ponad 26 000 pozwów. Portfel kredytów konsumpcyjnych udzielanych przez banki przekraczał 300 mld zł.
Miesięcznie banki udzielają kredytów konsumpcyjnych o wartości ponad 10 miliardów złotych. Skala potencjalnego ryzyka jest zatem ogromna.
UOKiK chce utrzymać SKD i rozbudować jej zakres — między innymi przez powiązanie sankcji z obowiązkiem rzetelnej oceny zdolności kredytowej. KNF i sektor bankowy krzyczą, że to droga do lawiny pozwów, destabilizacji rynku i w efekcie droższego kredytu dla wszystkich. Komitet Stabilności Finansowej (w którym zasiadają KNF, NBP, Ministerstwo Finansów i Bankowy Fundusz Gwarancyjny) oficjalnie uznał SKD za nowe źródło ryzyka dla systemu finansowego.
Pytanie, które każdy konsument ma prawo zadać, brzmi jednak inaczej: czy ryzyko systemowe oznacza, że banki mają prawo bezkarnie nauszać prawa klientów?
Gdzie UOKiK chroni konsumentów — i dlaczego ma rację co do celu
Zacznijmy od obrony urzędu. UOKiK ma słuszność w kilku kluczowych kwestiach, nawet jeśli jego projekt posiada pewne wady.
1. SKD to nie kaprys — to odpowiedź na realne nadużycia
Sankcja kredytu darmowego istnieje w polskim prawie od 2011 roku. Przez ponad dekadę banki wiedziały, że naruszenia formalne niosą konsekwencje. Mimo to praktyka rynkowa pełna była umów z pustymi polami RRSO, błędnie obliczonymi kosztami całkowitymi czy brakującymi informacjami. SKD nie wzięła się z powietrza — jest odpowiedzią na dokumentowane, systemowe lekceważenie praw kredytobiorców.
Argument KNF, że sankcja grozi bankom nawet za drobne błędy formalne, jest formalnie poprawny. Ale warto postawić pytanie odwrotne: dlaczego w umowach kredytowych wciąż pojawiają się te błędy? Jeśli banki przestrzegałyby prawa, ryzyko SKD byłoby bliskie zeru.
2. Rygorystyczna ocena zdolności kredytowej chroni przed nadmiernym zadłużeniem
UOKiK chce, by banki weryfikowały zdolność kredytową w co najmniej dwóch bazach danych. KNF uważa to za nadregulację wykraczającą poza dyrektywę CCD2. Ale spójrzmy na to z perspektywy konsumenta: ilu Polaków wzięło kredyt, który ich zadusił, bo bank zbyt pobieżnie sprawdził ich sytuację finansową? Obowiązek rzetelnej weryfikacji nie jest karą dla banków — jest ochroną klienta przed sobą samym i przed agresywną sprzedażą.
3. Prokonsumencki duch dyrektywy CCD2
Unijna dyrektywa CCD2 powstała po to, by wzmocnić ochronę konsumentów na rynku kredytowym. UOKiK — przynajmniej w deklaracjach — stara się tego ducha zachować, idąc niekiedy dalej niż Bruksela. KNF zarzuca mu przekroczenie granic implementacji. Ale historia polskiego rynku kredytowego uczy, że minimalna transpozycja dyrektyw prowadziła do sytuacji, w której luki w przepisach były natychmiast zagospodarowywane przez silniejszą stronę transakcji — bank.
Gdzie KNF chroni banki — i gdzie jego argumenty brzmią znajomo
KNF ma rację w kilku technicznych kwestiach. Projekt UOKiK jest pod kilkoma względami nieprecyzyjny być może nawet niespójny. To są realne problemy legislacyjne i nie należy ich bagatelizować. Jednak kierunek, w którym KNF zmierza, nasuwa pewne refleksje.
Déjà vu frankowe
Dokładnie te same argumenty — ryzyko systemowe, destabilizacja banków, lawina pozwów — sektor bankowy używał przez lata wobec frankowiczów. Efektem było kilka lat opóźnienia w systemowej ochronie konsumentów i setki tysięcy rodzin tkwiących w toksycznych umowach. Dobrze byłoby, gdybyśmy nie powtarzali tego błędu.
Argument „stabilności systemu” — kto za to płaci?
Kiedy KNF alarmuje, że SKD zagraża stabilności finansowej, warto zapytać: w jakim scenariuszu ryzyko to się materializuje? Wyłącznie wtedy, gdy banki masowo naruszają przepisy. Stabilność systemu finansowego nie jest zagrożona przez prawa konsumentów — jest zagrożona przez skumulowane koszty wieloletnich naruszeń, które teraz wychodzą na jaw. To różnica o fundamentalnym znaczeniu.
Miarkowanie sankcji — ochrona proporcjonalności czy furta dla banków?
Sektor bankowy, popierany mniej lub bardziej otwarcie przez KNF, chce, by naruszenia oceniano przez pryzmat „proporcjonalności” — czyli by drobny błąd formalny nie skutkował pełną sankcją. To brzmi rozsądnie. Problem w tym, że w praktyce każdy bank będzie twierdził, że jego naruszenie było drobne. Historia krajowego orzecznictwa, nie tylko frankowego, pokazuje, co dzieje się, gdy prawo zostawia zbyt dużo przestrzeni interpretacyjnej na korzyść instytucji finansowej.
Kto nie przyszedł na spotkanie?
Symboliczna jest informacja, że prezes UOKiK Tomasz Chróstny nie zjawił się osobiście na żadnym z dwóch posiedzeń Komitetu Stabilności Finansowej poświęconych nowej ustawie. To błąd — dialog między regulatorami jest niezbędny. Ale równie symboliczny jest fakt, że KNF swoje uwagi zgłosiła dopiero wtedy, gdy projekt stał się faktem, a nie podczas dwóch lat jego powstawania. Gdzie był nadzór finansowy przez te osiemnaście miesięcy?
Prawdziwy spór: czy kancelarie odszkodowawcze psują rynek, czy go ujawniają?
Zarówno KNF, jak i sektor bankowy chętnie wskazują na wyspecjalizowane kancelarie odszkodowawcze jako źródło problemu. Twierdzą, że to one napędzają lawinę pozwów o SKD, skupując wierzytelności od klientów i zasypując sądy tysiącami spraw. To częściowo prawda.
Ale jest w tej narracji pułapka. Jeśli kancelarie zarabiają na SKD, to dlatego, że banki dostarczyły im — dosłownie tysiącami — wadliwych umów. Rynek odszkodowawczy nie istniałby bez produktu, na którym może zarabiać. Tym produktem są naruszenia praw konsumentów. Walka z kancelariami zamiast z przyczynami ich działania to trochę jak zwalczanie termometrów zamiast gorączki.
Co oznacza projekt w obecnym kształcie dla przeciętnego Kowalskiego?
Niezależnie od wyniku batalii regulacyjnej, warto zobaczyć, co konkretnie stawką jest dla kredytobiorcy.
| Kwestia | Stanowisko UOKiK | Stanowisko KNF / banki | Kto korzysta? |
|---|---|---|---|
| Sankcja kredytu darmowego (SKD) | Utrzymać i rozbudować | Ograniczyć, doprecyzować | UOKiK → konsument |
| Ocena zdolności kredytowej | Dwie bazy danych obowiązkowo | Dowolność, jak w dyrektywie | UOKiK → konsument |
| Limit kwotowy kredytu konsumenckiego | Brak limitu — każdy kredyt objęty | Limit 100 tys. EUR jak w CCD2 | UOKiK → szerszy zakres ochrony |
| Miarkowanie sankcji SKD | Ograniczone miarkowanie | Szersze miarkowanie = mniej sankcji | KNF → banki |
| Precyzja przepisów | Niedostateczna (przyznano) | Wymaga pełnej przeróbki | Tu KNF ma rację technicznie |
Nasz werdykt: dobry cel, zła realizacja — ale nie odpuszczajmy sankcji
Uczciwość wymaga przyznania, że projekt UOKiK ma pewne słabości. Nieprecyzyjne przepisy to realny problem — w polskim wymiarze sprawiedliwości zbyt ogólne zapisy zamieniają się w lawinę zapytań prejudycjalnych, a sądy zasypane sprawami nie służą nikomu, w tym konsumentom. Zarzut KNF dotyczący legislacyjnej niestaranności jest merytorycznie uzasadniony.
Jednak ocena celu i ocena narzędzia to dwie różne kwestie. Możliwe jest równoczesne uznanie, że:
- UOKiK ma rację, chcąc silnej ochrony konsumentów przez SKD i rygorystycznej oceny zdolności kredytowej,
- a jednocześnie projekt wymaga dużo lepszego doprecyzowania technicznego, by nie stał się narzędziem masowej spekulacji prawnej.
Co niepokoi w stanowisku KNF, to fakt, że krytyka ma charakter totalny — nie „poprawcie przepisy, żeby SKD działała lepiej”, lecz „SKD jest zagrożeniem dla systemu”. To jest narracja korzystna dla banków, nie dla klientów.
Co dalej? Kalendarz, który tyka
Czas ucieka. Polska musi wdrożyć dyrektywę CCD2 do 20 listopada 2026 roku. Tymczasem projekt wciąż jest na etapie konsultacji, a między instytucjami publicznymi trwa otwarta wojna. Jeżeli prace się przeciągną i ustawa nie wejdzie w życie na czas, Polska narazi się na postępowanie przed Trybunałem Sprawiedliwości UE za niewykonanie zobowiązań traktatowych — co będzie kosztowało podatników, nie banki.
I tu właśnie — w jakości prawa — leży prawdziwy interes konsumentów. Nie w tym, która instytucja wygra wojnę instytucjonalną, lecz w tym, czy po tym sporze zwykły Kowalski będzie miał lepszą ochronę przy zaciąganiu kredytu. Na razie odpowiedź brzmi: jeszcze nie.






