Żadnej konferencji prasowej, żadnej kampanii reklamowej, żadnego komunikatu giełdowego o „programie ugód dla eurowiczów”. Zamiast tego pełnoekranowa plansza, która wyskakuje po zalogowaniu do iPKO: „Zakończ kredyt w EUR”. Bank proponuje zamknięcie kredytu hipotecznego – i, co w polskiej bankowości wciąż brzmi jak fantastyka, deklaruje, że to on odda pieniądze klientowi. W przypadku jednego z czytelników, który przesłał redakcji zrzut ekranu, była to kwota ok. 20 993,81 zł. Jeśli ta scena wydaje się znajoma, to dlatego, że już ją widzieliśmy: dokładnie tak, po cichu i od najniższych stawek, zaczynała się frankowa ofensywa ugodowa. Tym razem na celowniku jest portfel euro – dziś większy niż frankowy.
Najważniejsze wnioski:
• PKO BP rozszerzył swój program ugód i mediacji przed Sądem Polubownym przy KNF – dotychczas kojarzony z frankami – na kredyty i pożyczki hipoteczne w euro, a oferty wyświetla klientom bezpośrednio w serwisie iPKO.
• Bank sam informuje w komunikacie, że „w trakcie mediacji kwota zwrotu może zostać podwyższona” – pierwsza wyświetlona kwota nie jest więc ofertą ostateczną, lecz punktem wyjścia do negocjacji.
• Ugoda oznacza zrzeczenie się roszczeń związanych z walutowym charakterem umowy i zamyka drogę sądową – dlatego przed podpisaniem konieczne jest porównanie jej ze skutkami ewentualnej nieważności umowy.
Co dokładnie widzą klienci PKO BP po zalogowaniu do iPKO
Z sygnałów docierających do redakcji wynika, że część posiadaczy kredytów mieszkaniowych w euro widzi po zalogowaniu do bankowości elektronicznej planszę zatytułowaną „Zakończ kredyt w EUR”. Komunikat składa się z trzech punktów: jeśli dojdzie do ugody, kredyt zostanie zamknięty, a bank zwróci klientowi wskazaną kwotę; w trakcie mediacji kwota zwrotu może zostać podwyższona; mediacje są bezpłatne i można z nich zrezygnować w dowolnym momencie. Pod spodem przycisk „Złóż wniosek o mediację” – oraz dyskretne „Pomiń”.
Formalnie nie jest to nowy produkt, lecz rozszerzenie istniejącego mechanizmu. Na stronach PKO BP proces funkcjonuje dziś pod nazwą „przekształcenie kredytu/pożyczki hipotecznej w CHF/EUR na kredyt/pożyczkę hipoteczną w PLN” – jeszcze niedawno dokumentacja banku mówiła wyłącznie o frankach. Zmieniło się jednak coś istotniejszego niż nazewnictwo: sposób dystrybucji. Oferta nie czeka na zainteresowanego w oddziale, tylko sama znajduje klienta na ekranie logowania. W ocenie redakcji to sygnał, że bank przeszedł od biernego udostępniania procedury do aktywnego zarządzania portfelem euro – dokładnie tak, jak kilka lat temu zaczynał zarządzać portfelem frankowym.
Dlaczego bank rusza z ugodami w euro właśnie teraz
Odpowiedź kryje się w liczbach, które sektor publikuje we własnych raportach. Według danych Komisji Nadzoru Finansowego na koniec 2025 r. wartość bilansowa mieszkaniowych kredytów frankowych stopniała do 3,96 mld zł, podczas gdy hipoteki oparte na euro były warte 11,1 mld zł. Portfel euro jest więc dziś prawie trzykrotnie większy od frankowego – a spór o franki pokazał bankom, ile kosztuje bierność wobec wadliwych umów walutowych.
Orzecznictwo nie zostawia przy tym wielkiego pola do złudzeń. Konstrukcja umów w euro jest bliźniacza wobec frankowych: przeliczenia po kursach z wewnętrznych tabel banku, pełne ryzyko kursowe po stronie konsumenta, obowiązek informacyjny wykonany w najlepszym razie połowicznie. Sądy stosują do nich ten sam dorobek TSUE i Sądu Najwyższego. Skalę problemu najlepiej ilustrują dane, które jako pierwszy szczegółowo rozbił mBank: według noty 31 skonsolidowanego raportu grupy za I kwartał 2026 r. spośród 252 prawomocnych wyroków dotyczących kredytów indeksowanych do walut innych niż frank (głównie euro) aż 247 zapadło na niekorzyść banku, a na ryzyko prawne tego segmentu bank odłożył 474 mln zł.
Sam PKO BP w raporcie bieżącym z 14 kwietnia 2026 r. poinformował o 388 mln zł kosztów ryzyka prawnego hipotek walutowych ujętych w wynikach I kwartału – bez rozbicia na franki i euro – a jego rezerwy na ten cel narastająco od 2019 r. sięgnęły ok. 24 mld zł. Warto pamiętać, że jako następca prawny Nordea Bank Polska PKO BP obsługuje jeden z największych w kraju portfeli kredytów denominowanych do euro z linii Nordea Habitat. Do tego dochodzi czynnik legislacyjny: procedowana tzw. ustawa frankowa (druk sejmowy 1758) obejmuje wyłącznie kredyty powiązane z frankiem, co spotyka się z krytyką m.in. Rzecznika Praw Obywatelskich. Dla banku oznacza to, że spory o euro nie zostaną „uporządkowane” ustawowo – trzeba je rozbroić samodzielnie, zanim eurowicze masowo ruszą do sądów. I taniej zrobić to teraz, gdy świadomość roszczeń w tej grupie dopiero się budzi.
Jak działa mediacja przed Sądem Polubownym przy KNF
Sama procedura jest sformalizowana i – trzeba to uczciwie przyznać – dla klienta bezpłatna. Wniosek składa się w iPKO lub w oddziale; umowę o mediację muszą w ciągu 14 dni podpisać wszyscy kredytobiorcy (lub ich następcy prawni). Mediację prowadzi mediator z listy Centrum Mediacji Sądu Polubownego przy KNF, powoływany przez Przewodniczącego Komisji na czteroletnią kadencję. Opłata za mediację w sprawach kredytów walutowych wynosi 500 zł i pokrywa ją bank, a wynagrodzenie mediatora finansuje UKNF. Zgodnie z regulaminem mediator dąży do zakończenia postępowania w ciągu trzech miesięcy, spotkania odbywają się zdalnie, a przed pierwszym z nich klient otrzymuje spersonalizowaną propozycję przeliczenia kredytu.
Są jednak warunki brzegowe, o których plansza w iPKO nie wspomina. Z mediacji mogą skorzystać wyłącznie osoby z aktywnym kredytem – kto spłacił zobowiązanie, dla tego furtka ugodowa jest zamknięta, choć jego roszczenia wobec banku wcale nie wygasły. Księga wieczysta nieruchomości nie może zawierać wpisów blokujących zmiany (np. o egzekucji). A ugoda zawarta przed mediatorem po zatwierdzeniu przez sąd powszechny ma moc ugody sądowej – co brzmi jak zaleta, ale oznacza też, że jej skutki są definitywne.
adwokat Jacek Sosnowski – Kancelaria Sosnowski Adwokaci i Radcowie Prawni
Drobny druk ugody, czyli co naprawdę podpisuje kredytobiorca
Zrzeczenie się roszczeń – bez drogi powrotnej
Fundamentem ugody jest wzajemna rezygnacja z roszczeń związanych z walutowym charakterem umowy. Bank w swoich materiałach ujmuje to wprost: zakłada, że żadna ze stron nie będzie dalej dochodzić roszczeń dotyczących zawarcia i wykonywania umowy w walucie obcej. Po podpisaniu ugody pozew o ustalenie nieważności i zwrot świadczeń przestaje być realną opcją. To najważniejsza pozycja w rachunku – bo konsument oddaje potencjalnie najcenniejsze aktywo, jakim jest roszczenie wsparte linią orzeczniczą bliską 98 proc. wygranych w segmencie kredytów nieopartych na franku.
Przewalutowanie na złote – i wejście w WIBOR na dekadę jego zmierzchu
Jeżeli po ugodzie kredyt jest dalej spłacany, zostaje przekształcony w zobowiązanie złotowe oprocentowane według WIBOR 3M plus marża albo według okresowo stałej stopy. Trudno o większą ironię: klient wychodzi z jednego spornego mechanizmu, by wejść we wskaźnik, którego dotyczą dziś odrębne spory sądowe i pytania prejudycjalne, a do tego znajdujący się w fazie wygaszania – od 1 stycznia 2027 r. nowe umowy nie będą już mogły być oparte na WIBOR, choć sam wskaźnik ma być kwotowany do 1 stycznia 2037 r. Kredytobiorcę podpisującego ugodę czeka więc w perspektywie kilku lat jeszcze aneks konwersyjny na POLSTR. To nie dyskwalifikuje ugody, ale powinno być świadomym elementem decyzji, a nie zaskoczeniem po fakcie.
Podatek od umorzenia
Umorzenie części zadłużenia w ramach ugody jest z punktu widzenia fiskusa przychodem. Bank wystawi PIT-11, chyba że kredytobiorca spełnia warunki rozporządzenia Ministra Finansów z 11 marca 2022 r. o zaniechaniu poboru podatku – kluczowe jest m.in., by kredyt służył jednej inwestycji mieszkaniowej i by z preferencji nie skorzystano wcześniej przy innym kredycie. Kto warunków nie spełnia, może po podpisaniu ugody otrzymać niespodziewane rozliczenie z urzędem skarbowym. Dla porównania: prawomocne unieważnienie umowy skutkuje zwrotem świadczeń nienależnych, który co do zasady nie generuje takiego przychodu.
„Kwota zwrotu może zostać podwyższona” – zdanie, które mówi wszystko
Najciekawszy fragment bankowego komunikatu to przyznanie wprost, że kwota z planszy nie jest ostateczna. Skoro bank z góry deklaruje możliwość jej podwyższenia w mediacji, to znaczy, że pierwsza liczba została skalibrowana z zapasem – na klienta, który nie będzie negocjował. W ocenie redakcji mechanizm jest lustrzanym odbiciem scenariusza frankowego, w którym oferty ugodowe ewoluowały skokowo: od prostego przewalutowania po kursie z dnia uruchomienia, bez żadnego zwrotu, aż po – wobec klientów z pozwem w sądzie – warunki zbliżone do skutków wyroku. Ten sam gradient widać w danych PKO BP dotyczących franków: znacząca część ugód zawierana jest już po wniesieniu pozwu, między pierwszą a drugą rozprawą, gdy klient przestaje być „posiadaczem umowy”, a staje się „sprawą z sygnaturą”.
Logika ekonomiczna po stronie banku jest racjonalna i nie ma w niej nic nielegalnego: minimalizuje koszty, zaczynając od ofert najtańszych, adresowanych do klientów najmniej zorientowanych albo najbardziej zmęczonych ratami. Problem w tym, że asymetria informacyjna – ta sama, która leżała u źródeł wadliwości umów walutowych – odtwarza się w procesie ich „naprawiania”. Klient widzi jedną liczbę na ekranie. Nie widzi drugiej: ile wynosiłoby jego roszczenie przy nieważności umowy, z rozliczeniem według teorii dwóch kondykcji, odsetkami ustawowymi za opóźnienie i – w niektórych konfiguracjach – zarzutem przedawnienia roszczeń banku o zwrot kapitału, którego bieg, zgodnie z uchwałą SN III CZP 25/22, rozpoczyna się już od zakwestionowania umowy przez konsumenta.
Ugoda czy wyrok? Rachunek, którego bank za nikogo nie zrobi
Uczciwa analiza wymaga przyznania, że ugoda nie zawsze jest złym wyborem. Daje szybkie zamknięcie tematu – regulaminowe trzy miesiące mediacji kontra dwa, trzy lata procesu z apelacją. Uwalnia od ryzyka kursowego natychmiast, co ma znaczenie przy planowanej sprzedaży nieruchomości albo trudnej sytuacji życiowej. Nie wymaga zaliczek na opłaty sądowe ani honorariów. Dla kredytobiorcy z niewielką nadpłatą, krótkim stażem umowy albo wątpliwym statusem konsumenta bilans może realnie wypaść na korzyść ugody.
Rzecz w tym, że tego bilansu nie da się zrobić bez dwóch wyliczeń położonych obok siebie: scenariusza ugodowego i scenariusza nieważności. Przed podpisaniem czegokolwiek warto więc odpowiedzieć sobie na pięć pytań. Ile łącznie wpłaciłem do banku i ile wynosi różnica wobec wypłaconego kapitału? Ile wyniosłaby korzyść z nieważności umowy wraz z odsetkami ustawowymi? Czy proponowana kwota zwrotu jest choćby zbliżona do tej różnicy? Jakie będzie oprocentowanie i rata kredytu po konwersji na złote – i co się z nimi stanie po przejściu na POLSTR? Czy umorzenie w mojej sytuacji wygeneruje podatek? Dopiero z takim zestawieniem mediacja przestaje być formalnością do odklikania, a staje się negocjacją – do której, przypomnijmy, regulamin Sądu Polubownego dopuszcza udział pełnomocnika po stronie klienta.
Ocena redakcji: to dopiero otwarcie eurowej partii
W ocenie redakcji cicha dystrybucja ofert „Zakończ kredyt w EUR” przez ekran logowania to świadome zagranie otwierające, a nie finalna propozycja sektora dla eurowiczów. Bank testuje, jaka część portfela da się zamknąć najniższym kosztem, zanim orzecznictwo w sprawach euro okrzepnie w świadomości kredytobiorców tak, jak okrzepło frankowe. Historia sporu o franki podpowiada dalszy ciąg: wraz z rosnącą liczbą pozwów i prawomocnych unieważnień oferty będą się poprawiać, a najlepsze warunki tradycyjnie trafią do tych, którzy zdążyli położyć na stole pozew albo przynajmniej rzetelną analizę i wezwanie do zapłaty. Nic nie stoi na przeszkodzie, by z mediacji skorzystać – jest bezpłatna, odwoływalna do momentu podpisania ugody i pozwala poznać ofertę banku z imienia i nazwiska. Ale traktowanie pierwszej wyświetlonej kwoty jako prezentu, który zaraz zniknie, byłoby powtórzeniem błędu, który frankowicze mają już dawno przerobiony.
Jedno jest pewne: skoro portfel hipotek w euro przewyższa dziś wartością topniejący portfel frankowy, a sądy w segmencie non-CHF orzekają na korzyść konsumentów w ok. 98 proc. prawomocnych spraw, to plansza w iPKO nie jest ciekawostką technologiczną, lecz pierwszym aktem sporu, który przez najbliższe lata będzie kształtował relacje banków z setkami tysięcy klientów. Pytanie nie brzmi, czy scenariusz frankowy się powtórzy – on właśnie się powtarza, tylko w przyspieszonym tempie. Pytanie brzmi, po której cenie każdy z eurowiczów z niego wyjdzie.
Stan prawny na 12 lipca 2026 r. Artykuł ma charakter informacyjno-analityczny i nie stanowi porady prawnej ani rekomendacji zawarcia lub odrzucenia ugody. Warunki ugód są ustalane indywidualnie i mogą się różnić w zależności od umowy, banku oraz momentu negocjacji. Dane liczbowe pochodzą z publicznie dostępnych raportów okresowych i bieżących banków (m.in. raport Grupy mBanku za I kw. 2026 r., raport bieżący PKO BP z 14 kwietnia 2026 r.), danych KNF oraz materiałów informacyjnych PKO Banku Polskiego i Sądu Polubownego przy KNF.





